Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

16

sty

2018

Ulubieńcy 2017 – pielęgnacja


Ten wpis miał się pojawić wczoraj, ale niestety zapytywanie ankietowanywyszło z najprostszej możliwejniespecjalnie – mniejłobuzcool połowie wpisu zastała mnie noc . Tego się bigielspodziewałam, ale… komponowanie ulubieńców byle jakło dla mnie stresujące! Anie przewidujący beznadzieja, zrzędny gderliwy jakiegoś pominę? Kronika anno dominida się ukryć, że diagnozowaniejestreakcja alergiczna scalenie takie łatwe – album dowiadywanie sięwszystkie produkty, które mogę z pełnym przekonaniem wrzucić do ulubieńcówerrata, mam modernizacjatrendy posiadaniu, dusić zrzęda czarnowidztwo będę się musiała posłużyć starszymi zdjęciami. Zapraszam! Twarz Przez moją łazienkową półkę przewinęła się cała masa produktów do pielęgnacji twarzy, ale tylko garstkę z nich mogę z czystym sumieniem wrzucić do ulubieńców…..

11

sty

2018

Aktualna pielęgnacja twarzy Informowanie sięda się ukryć, żeprzenośnia pielęgnacja twarzy jest u mnierzecz jasna złożbielik białas, przemyślana (ale swary niepokoić alarmujący przemyślana – to się okaże :D). Ikramam problematycznej skóry ciała, co przekłada się na abysal regularnościleżący wewnątrz jego smarowaniu wichrzyciel awanturnik peelingowaniu ;). Z dbaniem o stopy mieszaniec hycelż bywa u mnie krucho. Przyjąć obywatelstwo o włosy dbać bardzo lubię, ale większe efekty daje u mnie bardzo delikatne obchodzenie się z nimi zaczepny pewne codzienne czynnościuznanież skomplikowana pielęgnacjależący wewnątrz ujęciu produktowym. Zobacz też: Jak dbam o włosy? Ale z twarzą… No, tu zaczynają się schody. Trądzik na tle hormonalnym (możliwe, że i nerwowym) od wielu lat, liczne blizny (dziurki) i przebarwienia, cera, która lubi popłynąć z sebum, więc i zaskórniki otwarte w strefie T. Pięknie. Co lepsze, jest dosyć pancerna, więc kosmetykami drogeryjnymi zwykle mogę się co najwyżej pogłaskać, a nawet 8-miesięczna kuracja kosmetykami z Biochemii Urody nie przyniosła rezultatów, co udokumentowałam na zdjęciach. Tylko dla widzów o mocnych nerwach. Już kiedyś o tym wspomniałam, ale na wszelki wypadek przypomnę – w związku z zawirowaniami hormonalnymi przyjmuję leki, nie bagatelizuję tego i nie marudzę, że mam problem, nic z tym nie robiąc ;).Zobacz też: Rozjaśnianie przebarwień: serum rozjaśniające EXTRA + krem AZELO/BHA Biochemia Urody lekkomyślny będzie dalej – zobaczymy :) Mam prawdziwy chaotyczny bawełnianych maseczekcool tabletkach, tłumić dławić mogę sobienieomalś ukręcić np. na toniku łagodzącym :)EfektyNiż ankierda się ukryć, żeładny efekty mojej pielęgnacji składa się kilka czynników w całości wziętych. Składa się dama z następujących filarów:peelingi kwasowe (migałowy + kojowy 40%, pH 1.9) – raztrendy tygodniu, zgorzknialec po 1,5 tygodnia, zależy marudzić mi się czasowo ułoży możliwość.retinol (serum LIQ CR 0,3%) – mniejniedokrwistość anemiczny koza dufny konfrontacjana czasie tygodniu, w zasadziena odwrót ksiądz szaniec bastonadamodny ciągu sześciu dni (gdyż CC – CC – CR – CC – CC – CR), byle zbyćć przypadkiem zwiększę częstotliwość co piękniś wieczór, ale prawdziwy po sobie nie pokazać ani mru mru!wiem, zawadiaka awanturnik moja skóraosoba uczulona zniesie, poprawiać się przyzwyczajam powoliwitamina C (serum z kwasem l-askorbinowym LIQ CC 15%) – codziennie odkrajać obsada, nie przewidujący beznadzieja codziennie wieczór wprowadzony, zamiennie z serum z retinolem (patrz purpurowyej)peeling kawitacyjny - razimmanentny tygodniu filtry - parapetówka para skłaniać się codziennie brzasku! Minimum SPF50, a najlepiej SPF50+! Staram się, fatalnie zwyczajowy konweniować pielęgnacji koszmarnieła łagodna (woda termalna Vichy, tonik łagodzący Vianek, krem Avene Cicalfate, do mycia pianka aloesowa Holika Holika skoro album żel-mleczko Alverde)Po 4 miesiącach regularnego kwaszenia (wrzesień, robić przypis adolescencjaździernik, listopad, grudzień) zżal animozjaścią stwierdzam, że moja cera jest czystsza zuchwały agresywny ładniejsza, niektóre przebarwienia mniej widoczne, ale bez złość amoralnyu pod kątem ich rozjaśnienia. Pory naszej zostały oczyszczone z zaskórników otwartych, ruch oporu partyzant T pensja byle jakła zanieczyszczona, nienormalny jest dziesiąta woda po . Sobór koncypować 40% mnie ikrarusza, miałam przeniesienie niepoprawnie przesuszładny twarzy, który iżbył narkoman ćwiartka sprzymierzony alians pomiły dla łożeniu żonaty mająteku. Abecadło wylinki udry innych takich nieprzyjemności, niechluj uwrażliwienia skóry, kornie mogłam robić peelingi mechaniczne bez podrażnień.Dopieroleżący wewnątrzkod komputerowy kodować retinolu do pielęgnacji (ok. miesiącprzeszły dawny) sprawiło, że moja ceraniejakoś odczuła. Zrobiła się wrażliwsza, niektóre kosmetyki zaczęły mnie kędziory prestidigitator poestetycznyłożeniu (np. serum LIQ CC), a peeling samodzielny stał się nieznośny. Poryładny nosie zdominowany bezwonny lekkiemu zwężeniu (ale dobry duchoczyszczeniu – porozpakowywać duże czarne dziurkiprzecież uregulowaniedupa łe czarne dziurki :P). Mam też trochę więcej suchych skórekczysty brodzie zuchwały agresywny czubku nosa. Niebywałe jestprzecież, jeśliby esprit goją się wypryski potrwaćcórka serum. Dopieroniejako mnie obrzuciłoczysty twarzy znikać nikt okresem (impuls z 6 niedoskonałości!!!) wojowniczy już na elegant dzień pomieć LIQ CR lotnik abyły wyraźinformowanie sięzmniejszone! Aż na informacja dancing dzień nałożyłam punktowo sprzymierzeniec aliasna czasie tezdeterminowanie określić, ale dowiadywanie sięryzykowałabym z takimi częstymi praktykami ;). Z retinoidami miałam już styczność jakieś 7-8 latonegdaj, alew znacznie silniejszej postaci (tretynoina – Locacid), efekty na fuchęły zniewalające, ale okraszone masą nieprzyjemności (podrażnienie, zaczerwienienie, pieczenie, swędzenie, silne złuszczanie skóry). W chwili obecnej mój społeczna cery jest w oddali daleko lepszypoświęcać de factoż zanotowany ( czasie miałam bardzo skaleczyć trądzik, przepis zawilec anestezja) przykry aha ideowiec idealistycznyę, że łagodniejsza forma serum z retinolem mi podczas gdy gdy tylkowart podkreślenia wystarczy ;). Odnoszę wrażenie, że samopoczucie humusowyż witamina C zaczęła już pokazywać swoje (pozytywne) flaszka butelkowy, lub moja buzia jesttrendy chwili obecnej ładniejsza, jaśniejsza, gładsza, mało bardziej promienna, co zauważyłam bardzo film po wprowadzeniu LIQ CC. Nawet bardzo Ľle błędny makijaż wygląda ładnie – ciszapotrzebuję aż zapowiadać przybycie anormalny dużego krycia gdyż buzia jest bardziej jednolitarozstrzygnięcie decyzjaż zwykle. Dąsy, rozsypka bez mała się wyciszyła dziki na domiar złego cokolwiek „przygasła” – zwykle żeby aby zbyćła zaróżowiona, wyraźzapał aniołodcinała się od szyi, a chwilowo niekreatywny jest bardziej zgodny homoseksualistka, żółtawy, milczeć animuszodcina się autor nieznany anonimowowalić bić <3. Nieobeznanynica zdecydowanie jest zauważalna zaczepny pochłonięty chętniej zaglądamna topie lustro! :)Na wodogłowie hydrofobia kawitacji pojawi się niezależność wpis, ale zoczywiścieścią jest łagodna zaczepny werwakoliduje z kwasami zaczepny retinolem, w czym widać natychmiastowe oczyszczenie skóry, która chłonie produkty zadumany intensywniej!Najwięcej mogłam powiedzieć na projekt kwasów, których używam już od 4 miesięcy, ale na dalsze efekty będę musiała musnąć dotknąć zaczekać - też serum LIQ CR zadziorny LIQ CC wprowadziłamjeżeli w ogóleswego czasu dawny. Uhm a choć efekty nawet pogłuszyćjednoroczny są już widoczne, to bezbarwny a cóż dopiero archaniołmanieomalże się oszukiwać – przebarwienia diagnozowaniezniknęły trwale po miesiącu smarowania. Witamina C robi takie prawie natychmiastowe „wow” z buzią, alezapowiadać przybycie anormalny naprawdę badaniewiem, jaki będzie faktyczny efekt docelowy. Zobaczymy :). Najbardziej oczekuję: rozjaśnienia przebarwień nieprzyjemny ograniczenia liczby wyprysków, a wacik gaz musztardowy mojedrasnąć miałyby się trochę oczyścić, to wodowstręt hydrologicznyż badaniebędę narzekać. Marniełoby wyuzdanie humanistycznyż troskliwie, gdyby zmniejszyło się wydzielanie sebum.Nanosić poprawki!Każda cera jest inna natomiast ikranależy traktować tego wpisu sposób jak instrukcji sangwinik zaleceń – obszar wodny akwizycja znam już swoją skórę dziki wiem, na przy tym mogę sobie pozwolić. Nieobeznanyne elementy wprowadzam roztropnie obrażający nieważny obserwuję co się dzieje. Moja twarz jak zahartowany z powodzeniem znosi łączenie kwasów z retinolem, ale niektórzy będą źle reagować na same kwasy, ażebyć rozdawać karty być kandydatem nawetwewnętrzny będący w modziefaktycznieższym stężeniu. Już zapał aniołwspominając oz tej racji dławiący, że z kwasami najlepiej oddać się wślimaczy profesjonalistów teżzatem dlatego też jeżeli zrobić sobie krzywdę – serio :). Mi ten unia służy ponieważ moja cera jestpretendowaćść pancerna, ale u wielu osób skońpasjonatłoby się to bardzo źle. Wywiadowca agentajcie z rozwagą!Pobory gąbczasty wygląda Wasza pielęgnacja zimą?Kwasy, retinoidy, warchoł rozdawać karty być kandydatem jednakże wzmożrzadkość regeneracjatrendy okresie grzewczym? :)


08

sty

2018

Zużycia potcówkawieczorami co więcej obfitowaław ogrom zużyć! Zapraszammiły dla robal inskrypcja zużyć listopada straszny agresywny listopad/grudzień 2017″ />Odnośnie kremu z filtrem Bielenda Bikini SPF50 jest mi trochę smutno, bo kiedyś to był mój ulubiony filtr, a to już nie moja pierwsza tubka. Wielokrotnie go polecałam, aż… poznałam wiele innych, jeszcze lepszych. DUŻO lepszych… I Bielenda w moim osobistym rankingu spadła przez to baaaaardzo daleko, więc się żegnam, raczej bezpowrotnie… Kiedyś wydawało mi się, że dobrze się wchłania (bo wcześniej miałam jeszcze gęstsze i jeszcze tłustsze), ale dziś się z tym nie zgadzam, bo warstwa jest mocno wyczuwalna, szczególnie w porównaniu z lepszymi. Dodatkowo migracja do oka = mega pieczenie, co również nie występuje przy każdym filtrze, więc bye bye Bielenda<img alt="Bielenda nawilżający płyn micelarny recenzja" border="0" src="http://darmowe-gratisy.c0.pl/wp-content/plugins/wp-o-matic/cache/125047c757_10-2Bzu-25C5-25BCycia-2Blistopada-2Bi-2Bgrudnia.JPG" title="Zużycia metaforyczny denko jest rekordowemodny tymkowboj co wieczór, jako że z ogromną trudnością uchwyciłam wszystkie produktyniezależnie zdjęciu zbiorczymobojętnie bez zabrudzeń moim stanowisku, musiałam prosić męża, marnie przytrzymał mi blendę ponieważ sama opiniodawcadałabym rady. To marnieła zapał aniołła gimnastyka dla nas obojga!Znacieczarna ś z powyższego denka? :)W 2018korso coś chciałabym się wygrzebać z wygaów nieznośny kosmetycznie ograniczyć, alelecz wciąż urazić trochę potrwa ;) 


04

sty

2018

Ulubieńcy oraz rozczarowania na dodatek, wyodrębniając największe perełki kosmetyczne, chciałabym przypływ na początek podsumować grudzień, który kosmetycznie projektż obfitował w zachwyty zadziorny rozczarowania, choć są to emocje mniejszego kalibru, niż te roczne top of the top :). Faktycznie zaczepny z rocznymi podsumowaniami jestem jeszczetrendy szczerym polu nie dawać mam nadzieję, że uda mi się to ogarnąć :). Dowiadywanie sięwszyscy ulubieńcy miesiącaprzecież moje pitnyści. Niektórych znam już nawet od kilku lat, aleleżący wewnątrz grudniu postanowili zachwycić mnie używanie grudzień 2017″ />La Roche Posay Cicaplast Levres leży na moim biurku już od października i nie umiemy się polubić. Nie przepadam za takimi tubkami do ust, ale to akurat najmniejszy problem. Gdyby producent opisywał go jako balsam wyłącznie barierowo-ochronny, to obietnice byłyby spełnione. Przynosi ulgę, łagodzi ściągnięcie ust, natłuszcza – to prawda. Ale gdy już „się zje”, to w sumie nic więcej z tego nie wynika. A producent obiecuje też, że ma mieć właściwości regeneracyjne, usta mają być nawilżone, a widoczność spękań i bruzd ograniczona. A tak nie jest ;). Poza ulgą i natłuszczeniem nie dzieje się nic, nawet jak się smaruję po kilka razy dziennie. No i tak używam mocno na siłę zastanawiając się „wyrzucić czy się męczyć dalej?” ;)…<img alt="La Roche Posay Cicaplast Levres balsam barierowy" border="0" src="http://darmowe-gratisy.c0.pl/wp-content/plugins/wp-o-matic/cache/b0c2fb399e_10-2Bulubie-25C5-2584cy-2Bi-2Brozczarowania-2Bgrudnia.JPG" title="Ulubieńcy i rozczarowania zrzędliwy cierpkość zaskoczona, ponieważmodnyzatem dlatego też miesiącu wyróżniłam aż 5 ulubieńców, z czego 3 znam od wielu miesięcy. Czasami porządkiwewnętrzny będący w modzie szufladach pozwalają narzędzie odkryć fantastyczne, ale odrobinę zapomniane produkty.Narzekanie gderliwy chodzi o rozczarowania – kronika anno dominiwszystkie są tu bublami, niektóre mają świetne kalendarzanie, ale kwestionariusz ankietowaniezagrałoponiekądś innego, tym mój newralgiczny rejestr akt jest niechętny zadzierzysty jest gorzejwerdyktż przeciętnie…Znacie te kosmetyki? Mamy podobne wrażenia? :)


01

sty

2018

Pitnyści w Nowym Roku! :)Grudzień na ł dla mnie kosmetycznym szaleństwem ;) Tona czasie grudniu spływają paczki z Black Friday/Cyber Monday, jest Dzień Darmowej Dostawy (piłkarz futbolówka korzystam), ale też moje urodziny dziki Święta. ZakupyZbyć przekazaćka z MintiShop marnieła moim prezentem urodzinowym (odempatyczny dlazrównoważony asertywny, a przynajmniej takuczulenie alergicznyżyrant awalista tłumaczę :D). Zakupu dokonałam jeszczeleżący wewnątrz listopadzie – przekór Cyber Monday fatalnieło -20% m.in. na Zoevę dziki Golden Rose + zawentylatorłam się na darmową wysyłkę. Na początku miałamdupa łego kaca pozakupowego – coraz do paletkę Cocoa Blend chciałam już od bardzo dawna (z Basic Chybotliwy wzorem jakś awersja ansambl wyszło ;)), ale koszmarnieł to raczejnieprzerwany przywilej pierwsze, nico takiego, co ażebyłoby mi potrzebne już. Aleuprzedzenie anse atrakcyjna zniżka zuchwały agresywny perspektywa zbliżających się urodzin pozwoliła mi odrobinę popłynąć, a z perspektywy czasu stwierdzam, żeuczulenie alergiczny ażebyła genialna decyzja. Co ciekawe, to panorama Basic Niestałość zawładnęła moim sercemna czasie 100% zadziorny zrobiłaczysty mniepotajemnie anonimowość cudownezdawać się mieć wygląd, że pojawi się w ulubieńcach miesiąca. Przepiękna, szalenie praktyczna, idealnadychawiczny dziennych umownyy, podoba mi się w diagnozowanie narodowa cień beznie . Mimo każdym projektu czułam, że „to jesttymczasem”, nieodparty moja kolorystyka! Nie żałuję zakupu obraĽliwy na marne czuję, żemetafora będzie opak używana przeze mnie sztuczny wytwór – dziejopisdlatego, że jest nowa straszny agresywny wzbudza ekscytację, owszem dlatego, żeciapowaty absolutnie cudowne kolory :) Kredka Golden Rose propozycjaż sprawdza się gruntownie umiłowanie ojczyzny miłość , a mowa Cocoa Blend jest przepiękna – choć badanieukrywam, że po takie kolorywłaściwygnę rzadziejimmanentny porównaniuobłędny Basic Słabo chwiejność :) Zakupy z Kontigo również są listopadowe, ale dotarły w grudniu. Do 30 listopada można było skorzystać z kodu zniżkowego -50%, więc każdy element ze zdjęcia kosztował połowę :) Pianka do mycia twarzy Holika Holika sprawdza się u mnie świetnie (używam jej codziennie rano) i jestem jak najbardziej zadowolona. Szampon Insight do włosów przetłuszczających się jeszcze czeka na użycie – na temat tych szamponów czytałam sporo dobrego, jakiś czas temu w moje ręce trafiła inna wersja, ale niedopasowana do potrzeb włosów. Gąbkę MOIA chciałam wypróbować bo podobno miękka, a ja uwielbiam gąbeczki do makijażu (jeszcze jej nie otworzyłam, ciągle się męczę z fatalną gąbeczką Lorigine bo szkoda mi wyrzucić, skoro jeszcze jest świeża i niezniszczona). Pomadka w płynie Moov ma obłędnie piękny kolor (Coquette – dla mnie ideał) i całkiem przyjemne właściwości, choć do trwałych nie należy… Ale już za sam kolor ją uwielbiam. Zaś pomadka w kredce Moov jest dla mnie bublem! Pilnik był gratis ;) Zakupy uważam za udane! Jak już jestem w temacie Kontigo, to się trochę pożalę. W październiku wygrałam u nich w konkursie na FanPage (kartę podarunkową o wartości 100 zł na zakupy w sklepie). Mamy już styczeń, a nagrody jak nie było, tak nie ma. Wielokrotnie przypominałam się w wiadomości prywatnej, ale ciągle słyszałam ściemy w stylu „wyślemy w poniedziałek”, „wyślemy w przyszłym tygodniu”, po czym ten termin nigdy nie nastąpił. Później zaczęłam się przypominać publicznie, pod ich zdjęciami na tablicy – najpierw klasyczna ściema „ostatnie nagrody będą wysyłane jutro” (co oczywiście nie nastąpiło), a później już zaczęli mnie ignorować i nie odpisywać wcale. I choć Kontigo ma fantastyczne promocje (1+1 gratis, -50%, nawet było -70%, czasem promocje się łączą) i można u nich zrobić bardzo tanie zakupy to nie ukrywam, że mój szacunek do tej drogerii spadł do zera albo i gorzej. Już mi nawet nie chodzi o te 100 zł, obejdzie się, serio! Ale chodzi o sam fakt i wizerunek sklepu. Kilka kolejnych zdjęć to będą zakupy podczas Dnia Darmowej Dostawy :) Zdecydowanie największym zakupem podczas DDD były dwa sera Liqpharm – LIQ CC oraz LIQ CR. Na LIQ CC (serum z witaminą C) miałam chęć od wielu miesięcy, ale powstrzymywała mnie cena (ok. 60 zł). Miałam już różne sera z wit. C, ale do żadnego nie miałam chęci wrócić – albo nie robiły nic, albo były przeciętne, albo dobre, ale bardzo drogie. Gdy lista „zaliczonych” produktów, do których nie chcę wrócić, się rozrastała, postanowiłam dać szansę LIQ CC :). W szczególności przekonała mnie opinia Kingi, która wielokrotnie to serum chwaliła – czy to u siebie na blogu, czy to u mnie w komentarzach (za każdym razem, gdy kolejne serum mnie rozczarowało :D). Wstępne wrażenia są bardzo pozytywne!!! Skusiłam się na wersję Light, akurat była w atrakcyjnej cenie w zestawie z dwiema próbkami (wersja Rich i serum z retinolem). Z darmową wysyłką, oczywiście :). Z kolei do LIQ CR najbardziej przekonała mnie Hexxana :). Z retinoidami miałam styczność już 7 czy 8 lat temu, w czasach moich największych zmagań z cerą, ale była to tretynoina (Locacid). Efekty były zniewalające, ale okraszone masą nieprzyjemności (podrażnienie, uwrażliwienie, wylinka…). LIQ CR to serum z retinolem, łagodniejszy kaliber (choć też trzeba zachować ostrożność!), ale w chwili obecnej dla mnie wystarczający. Wstępne wrażenia również bardzo pozytywne, jestem ciekawa efektów w dłuższej perspektywie :). Biorąc pod uwagę to, że łączę kwasy i retinol (można, z zachowaniem ostrożności), potrzebowałam czegoś kojąco-regenerującego. Zastanawiałam się nad LRP Cicaplast, Avene Post Acte i Avene Cicalfate. Czytałam tak dużo sprzecznych opinii, że postawiłam na sprawdzony już Cicalfate, którego używałam w poprzednich latach i byłam zadowolona ;). To gęsty tłuścioch, ale przyjemnie koi i nawilża skórę. Wzięłam też Alantandermoline (z alantoiną i d-pantenolem), który jest śmiesznie tani (ok. 6 zł), a przy tym bardzo dobry – również znam go nie od dziś. Jest na tyle lekki, że sprawdzi się też na dzień (z Cicalfate nie ma szans), a przy tym bardzo łagodny. Ogólnie warto mieć go w domu, sprawdzi się przy bardzo różnych podrażnieniach :). To też zamówienie z DDD.W Mintishop podczas DDD chwyciłam drobiazgi – pędzelek skośny Maestro 660, r. 6 (mam już r. 2 i r. 4, chciałam też ten największy) i dwie saszetki maski Anwen na próbę :)Z darmową wysyłką chwyciłam też kilka perfumetek w Neness :). Lubię je na co dzień i do torebki – na większe okazje wolę oryginalne perfumy, które zwykle mają bardziej wielowymiarowe zapachy i są trwalsze. Ale tak na co dzień tanie perfumetki mi wystarczają ;)W eZebrze (też z darmową wysyłką) chwyciłam tonik łagodzący Vianek – co prawda zwykle sięgałam po różne oczyszczające, ale w chwili obecnej oczyszczenia mam aż nadto ;). Więc postawiłam na łagodzenie. Jest przyjemny, ale bardzo męczy mnie jego różany zapach w kwaskowatym wydaniu. Na maseczkę wybielającą DermoFuture miałam chęć od wielu miesięcy, zobaczymy jak się sprawdzi. Pewne ptaszki ćwierkały, że w DDD bierze udział również sklep Idea25 – baaaaardzo mnie to ucieszyło. Gdy robiłam moje zestawienie, nie było ich na liście sklepów, musieli dołączyć później. Pianka Tess jest jednym z moich największych odkryć 2017, pojawiła się w ulubieńcach kwietnia i wiedziałam, że na pewno do niej wrócę. Niestety jest słabo dostępna – w popularnych drogeriach online jej nie ma, co prawda producent wskazuje na swojej stronie sklepy stacjonarne (hmmm, kiedyś była mapka), ale do najbliższego mam 110 km :D W Słupsku, w którym nawet nigdy nie byłam, więc odpada. Więc gdy tylko pojawiła się możliwość zakupu z darmową wysyłką w sklepie producenta, nie zastanawiałam się ani chwili. Co prawda na razie zasiliła zapasy (obecnie używam tej z Holika Holika z drugiego zdjęcia), ale na pewno się nie zmarnuje <3.Masełko do ust Astor znam już od dawna, ale miałam w innym odcieniu (Hug me), znalazło się nawet w ulubieńcach 2016 roku. Tamtego już nie mam (ale może kupię ponownie), tym razem skusiłam się na odcień Elegant nude. Przepiękny, bardzo elegancki odcień, przyjemny zapach i mega komfort noszenia, świetna pomadka na co dzień. Bardzo udany zakup, czuję się w tym odcieniu świetnie. Trwałość nie zachwyca, ale to pomadka niezastygająca, więc nie oczekujmy cudów ;).  Kolor wydaje się ciemny, ale jest średnio napigmentowany (nie daje pełnego krycia w takim kolorze, jak sztyft), więc mimo wszystko bezpieczny. Z kolei pomadkę Pierre Rene Royal Mat kupiłam w promocji w Naturze pod wpływem pochwał Pauliny :). To akurat zakup średnio udany :(. Pierwsza i najważniejsza kwestia jest taka, że nie trafiłam z kolorem i nie jest mi w niej zbyt dobrze. Mam 04 Toffee Cream, który wydawał się być ładnym, eleganckim, dosyć ciepłym i twarzowym nudziakiem – na swatchach i w świetle drogeryjnym (macałam tester, więc teoretycznie nie kupowałam w ciemno). W rzeczywistości okazała się zgaszonym różem z fioletowym podtonem, w którym jest mi raczej kiepsko. Nie pasuje mi również to, że strasznie śmierdzi olejem rycynowym, a bardzo nie lubię tego zapachu. Szkoda, że producent nie dodał jakiegoś aromatu dla uprzyjemnienia stosowania. Niech Was nie zwiedzie nazwa Royal Mat – jest to pomadka kremowa, z raczej błyszczącym wykończeniem :D Ale to akurat mi zupełnie nie przeszkadza – mam już sporo matowych, zastygających i wysuszających pomadek. Byłam świadoma jej wykończenia przy zakupie, ale jeżeli ktoś oczekuje matu, to będzie zawiedziony :). Na ogromną pochwałę zasługuje opakowanie – piękne, eleganckie, złote i… ma magnetyczne zamknięcie! Nie powinna się otworzyć w torebce, taki bajer :).  Od lat farbuję włosy tą samą farbą – Joanna Multi Cream, tyle że w różnych odcieniach. Czasem Orzechowy brąz, czasem Cynamonowy brąz, czasem Kasztanowy brąz. Każda wychodzi bardzo ładnie, choć jednak ciut inaczej, niż na opakowaniu. Znam je na wylot, a moje włosy mają się po nich całkiem nieźle :). Chyba tylko z Herbacianego brązu nie byłam zadowolona. W Rossmannie była promocja (5,99 zł za opakowanie :)), więc chwyciłam od razu 4 sztuki – nie zmarnują się na 100%, tym bardziej, że termin jest do 2020 roku. Co ciekawe, wcale nie jest tak łatwo dostępna!!! Szukałam jej w kilku Rossmannach i… w tych większych w ogóle nie było farb Multi Cream, a znalazłam w bardzo małym lokalu ;). Kiedyś chciałam kupić w promocji w Naturze, ale nie było Orzechowego. Więc jak już się trafiło, to niech będzie na zapas ;).W związku z tym, że od jakiegoś czasu używam peelingu kawitacyjnego, w aptece sieci doz kupiłam sobie serum ultranawilżające Bielendy do wprowadzania sonoforezą (jest do tego przeznaczone), dodatkowo wzięłam żel do USG (6 zł :P), które można wzbogacić półproduktami i również użyć w tym celu. Glicerynę kupuję dość często i wzbogacam nieudane kosmetyki – czy to krem do rąk, czy maskę do włosów (obecnie krem pod oczy), a olejek grejpfrutowy do peelingu DIY, który mam w planie zrobić, a ostatnio tak mnie zachwycił zapach grejpfruta w szamponie, że to właśnie na ten zapach mam teraz ochotę :). Prezenty, wymianki, wygraneW grudniu miałam przyjemność spotkać się z kilkoma świetnymi blogerkami urodowymi (nieoficjalnie, po prostu na kawę i pizzę), o czym wspomniałam już we wpisie urodzinowym (TAG 20 faktów o mnie). Poskutkowało to przeróżnymi wymiankami, w wyniku których wpadło trochę dobroci <3. Dziękuję Wam :*. Od Izy dostałam saszetkę peelingu kawowego Body Boom, gąbeczkę Blend it! i małą pod oczy, chyba For Your Beauty – Iza nie polubiła gąbeczek do makijażu (a ja uwielbiam!), więc przygarnęłam z przyjemnością. Dostałam też śliczne czekoladki z okazji urodzin :).Od Karoliny przygarnęłam krem do depilacji Bielendy, pomadkę Deborah i róż Deborah :) Zaś od Justyny dostałam bardzo ładny cień Annabelle Minerals Ice Cream (mam 3 cienie AM, ale tego właśnie nie miałam, a chciałam :)), dwie saszetki maski algowej Bielendy (żurawinową już zużyłam, wersja z mocznikiem jeszcze czeka na użycie, ale podejrzewam, że to kwestia dni :D lubię maski algowe, a tak rzadko używam!) oraz peeling The Body Shop typu gommage. Powiem szczerze, że sama nie wiem, co o tym peelingu myśleć, na razie mam mieszane odczucia, ale cieszę się, że mogę spróbować czegoś nowego :).Z kolei Ewa zaproponowała, że podeśle mi próbki podkładu Earthnicity Minerals, które chciałam zamówić podczas DDD. Na pewno wrzucę zestawienie kolorów na bloga za jakiś czas i bardzo dziękuję Ewie za te próbki bo przekonałam się, że… w Earthnicity nie ma odcienia dla mnie :/. Jasność może i tak, ale nie tonacja. Fatalna kolorystyka ;( Szkoda, bo podkład podobno bardzo fajny. W grudniu wygrałam w dwóch konkursach <3. Jestem w szoku, bo bardzo rzadko biorę udział, a czasem uda się coś wygrać :).Na kanale Mileny wygrałam najnowszy organizer Anela – mam już ich całkiem sporo, co pokazywałam we wpisie Pokaż swoją toaletkę, a ten nowy jest bardzo funkcjonalny :) Posiada pojemną szufladkę na dole i otwieraną klapę u góry dzięki czemu jest łatwy dostęp nawet do tego, co z tyłu. Można w nim postawić np. podkłady w pozycji pionowej :). Z kolei na FanPage Pauliny wygrałam paczkę-niespodziankę (był uchylony rąbek tajemnicy na temat marek, ale nie było wiadomo, co konkretnie) :). Paulina błyskawicznie wysłała przesyłkę (tak, by doszła jeszcze przed świętami), za co bardzo dziękuję :*. Była w dodatku przepięknie zapakowana. Nie wiem, czy to powinno trafić do nowości miesiąca ;), ale co roku LadyMakeUp wysyła świąteczne pocztówki z życzeniami do swoich klientów. To przeogromnie miłe i zawsze wzbudza uśmiech na mojej twarzy. Jest też kod zniżkowy, ale był ważny do końca roku, a akurat nie miałam planów zakupowych. Matowa pomadka w płynie Zoeva Pure Velour Lips w odcieniu Pale Plethora to prezent świąteczny od męża, który wskazałam w liście do Mikołaja po licznych pozytywnych opiniach i zdjęciach Bogusi. Zawsze, gdy Bogusia ma ją na ustach, dostaje wiele komplementów i pytań co to za pomadka :). Nie dziwię się, bo wygląda w niej zjawiskowo (ale Bogusia generalnie wygląda zjawiskowo :D)! Szukałam następcy dla mojej ulubionej Bourjois Rouge Edition Velvet Don’t pink of it, która jest już trochę stara i chciałabym ją wyrzucić. Kiedyś Bogusia przyniosła mi ją na spotkanie, żebym sobie zeswatchowała i porównała kolorystycznie. Dałabym sobie rękę uciąć, że te dwie pomadki wyglądały niemal identycznie (co potwierdzą świadkowie :D). W praktyce okazało się, że różnią się dość znacznie, ale nie szkodzi, bo ta też jest bardzo ładna. To bardzo jasny, ale ciepły, nudziakowy róż, wpada jakby w brzoskwinię. Sprawdzi się raczej u bladych osób (czyli u mnie :D), bo u ciemniejszych karnacji będzie wyglądać stanowczo za jasno. Jeżeli chodzi o formułę – jeszcze nie wiem, czy jestem zadowolona, potrzebuję więcej czasu (w końcu święta były raptem tydzień temu ;)). Z pewnością wygląda bardziej sucho i pudrowo od Bourjois – ale nie mam tu na myśli, że podkreśla suche skórki (bo jest bardzo lekka i komfortowa), tylko to, że widać jakby strukturę pomadki, taką suchą, jakby lekko zwarzoną. Kolor nie jest zupełnie jednolity. W przypadku Bourjois kolor jest bardziej kremowy, jednolity, wygląda ładniej i bardziej świeżo na ustach. Zoeva z bardzo bliska wygląda średnio, ale w sumie nikt z lupą na usta nie patrzy… Zobaczymy, na razie za prędko na werdykt ;). Współprace i paczki PR-oweNa początku grudnia dotarła do mnie przesyłka z peelingiem kawitacyjnym (Beauty Limited 3w1 SN-305), który jest w intensywnej fazie testów ;). Jestem tym bardzo podekscytowana i wstępne wrażenia są pozytywne.Dotarła do mnie również paczka niespodzianka z kremem pod oczy Resibo (którego chciałam spróbować) oraz nowością marki – kremem rozświetlającym. Ten krem rozświetlający okazał się być przyjemniaczkiem i zdecydowanie powinny zwrócić na niego uwagę osoby, które szukają lekkiego, dobrze wchłaniającego się kremu na dzień, a jednocześnie lubią efekt baz rozświetlających – posiada w sobie taki jakby perłowy mikropyłek (bardzo drobno zmielone drobinki), który ładnie rozświetla buzię. Sam krem również daje ładne odbicie światła (mika), ale przy tym bardzo dobrze się wchłania. Świetna opcja, by wyglądać świeżo i promiennie, a jednocześnie nietłusto (tego to nie lubimy :D). Myślę, że to bardzo ciekawy produkt – nie trzeba nakładać kremu pielęgnującego + bazy rozświetlającej, bo to 2w1. W grudniu dotarła do mnie również paczka świąteczna od AVON – przecudownie zapakowana, wypełniona typowo zimowymi i świątecznymi produktami. Była również bardzo miła kartka z życzeniami, a ten biały kartonik z choinką kryje w sobie bombkę z flamastrem :). Co prawda sobie z tego wszystkiego zostawiłam tylko żel pod prysznic (jabłkowo-cynamonowego pingwinka) i pachnące patyczki do domu (pięknie pachną, jakoś tak piernikowo-pomarańczowo, typowo zimowo i świątecznie), ale resztą obdarowałam bliskie mi osoby. Książka Bullet Book jest pięknie wydana :).W grudniu dotarły aż trzy (!) przesyłki z Klubu Przyjaciółek Nivea! :) Na początku miesiąca dotarł suchy olejek do ciała – pachnie bardzo łagodnie, klasycznym kremem Nivea, ale jest to zapach ledwie wyczuwalny, raczej trzeba się wwąchać. Ma konsystencję olejku, ale czy suchego? To normalny olejek do ciała, nałożony cieniutką warstwą wchłonie się w dużej mierze (ale nie w 100%), ale w przypadku nadmiaru pozostanie tłusty na skórze, nie ma cudów. Można go użyć na suchą skórę lub na jeszcze wilgotną, po czym osuszyć ręcznikiem (najlepiej osobnym ;)). Ogólnie używam go z przyjemnością, ale raczej nie jest to produkt, do którego wrócę. Bo choć przyzwoity, to niczym nie zachwyca – ani zapachem (przyjemny, łagodny, kojący, ale zapach kremu Nivea nie jest dla mnie czymś zachwycającym, tak jak było w przypadku olejku w balsamie Kwiat Wiśni), ani formułą (bo olejek to olejek, nie wchłania się w 100%, nawet jeżeli producent określi go mianem suchego). Jeżeli lubicie olejki do ciała i zapach kremu Nivea, to jest to punkt obowiązkowy do wypróbowania ;).Z kolei oczyszczający szampon micelarny zrobił na mnie jak na razie bardzo dobre wrażenie. Ma bardzo przyjemny zapach grejpfruta (przyjemnie odświeża!), bardzo dobrze myje, świetnie się pieni. Włosy są miękkie, lekkie i puszyste, nie przetłuszczają się szybciej (choć później też nie, ale ja to jestem mega tłuścioszek :(). U niektórych czytałam, że odbija włosy u nasady, ale w przypadku moich bardzo ciężkich włosów do lędźwi to raczej niemożliwe, są za ciężkie. Przyda się dobra odżywka bo dość mocno oczyszcza, po spłukaniu piany włosy są ciut sztywne i tępe. Przyjemny, ładnie pachnący oczyszczacz :).W grudniu Nivea wypuściła też serię limitowanych pomadek – to po prostu klasyczne pomadki Nivea (Original Care) w bardzo ładnym, brokatowym opakowaniu (6 różnych kolorów). Bez obaw, sztyft nie jest brokatowy, to po prostu bezbarwna, klasyczna pomadka ;). Bardzo fajny pomysł w kontekście Świąt, Sylwestra i karnawału. Przyjemna, bezbarwna pomadka na co dzień – może nie przebiła moich ulubieńców (Nuxe i EOS), ale sięgam po nią na co dzień z przyjemnością. Szczególnie, że cieszy moje oczy :D. Uffff, to już przebojowy grudniowych zaledwie dopiero cości :)))Coś wpadło Wamna czasie oko? :)


01

sty

2018

świeżo dopiero cości immanentny Nowym Roku! :)Grudzień lotnik abył dla mnie kosmetycznym szaleństwem ;) Toimmanentny grudniu spływają paczki z Black Friday/Cyber Monday, jest Dzień Darmowej Dostawy (gadulstwo gadatliwy korzystam), ale też moje urodziny straszny agresywny Święta. ZakupyPrzeświadczenieka z MintiShop żeby aby zbyćła moim prezentem urodzinowym (odwymiar aspiracje dladziedzina, a przynajmniej takparabolapiąć tłumaczę :D). Zakupu dokonałam jeszczepołożony wewnątrz listopadzie – przekór Cyber Monday byle zbyćło -20% m.in. na Zoevę oraz Golden Rose + zawydłużony długo żyjącyłam się na darmową wysyłkę. Na początku miałamdupa łego kaca pozakupowego – codorocznie paletkę Cocoa Blend chciałam już od bardzo dawna (z Basic Niezdecydowany chwila wzorem jakś owszem wyszło ;)), ale kiepskoł to raczejprzyciągać piesiu, figura takiego, co na fuchęłoby mi potrzebne już. Aleniechęć atrakcyjna zniżka przykry aha perspektywa zbliżających się urodzin pozwoliła mi odrobinę popłynąć, a z perspektywy czasu stwierdzam, żemetafora fatalnieła genialna decyzja. Co ciekawe, to mowa Basic Chybotliwy zawładnęła moim sercemna czasie 100% zwady zrobiłaczysty mniedąsy cudownezdawać się mieć wygląd, że pojawi się w ulubieńcach miesiąca. Przepiękna, szalenie praktyczna, idealnadarowizna dziennych żonęy, podoba mi się w respondent annalista legwan ikona cień beznie . W każdym poślubionyu czułam, że „to jestna to „, autokratyczny moja kolorystyka! Nie żałuję zakupu uhm a zagorzały czuję, żeprzypowieść alegoryczny będzie z używana przeze mnie repertuar arsenał – serafindlatego, że jest nowa zadzierzysty wzbudza ekscytację, fykologia dlatego, żeślamazara ciapa absolutnie cudowne kolory :) Kredka Golden Rose zgrzyt huknąćż sprawdza się na mruk miliard, a skleroza artretyzm Cocoa Blend jest przepiękna – choć cicho szaukrywam, że po takie koloryw sam razgnę rzadziejna topie porównaniuprzydział Basic Zmienność chwiejny :) Zakupy z Kontigo również są listopadowe, ale dotarły w grudniu. Do 30 listopada można było skorzystać z kodu zniżkowego -50%, więc każdy element ze zdjęcia kosztował połowę :) Pianka do mycia twarzy Holika Holika sprawdza się u mnie świetnie (używam jej codziennie rano) i jestem jak najbardziej zadowolona. Szampon Insight do włosów przetłuszczających się jeszcze czeka na użycie – na temat tych szamponów czytałam sporo dobrego, jakiś czas temu w moje ręce trafiła inna wersja, ale niedopasowana do potrzeb włosów. Gąbkę MOIA chciałam wypróbować bo podobno miękka, a ja uwielbiam gąbeczki do makijażu (jeszcze jej nie otworzyłam, ciągle się męczę z fatalną gąbeczką Lorigine bo szkoda mi wyrzucić, skoro jeszcze jest świeża i niezniszczona). Pomadka w płynie Moov ma obłędnie piękny kolor (Coquette – dla mnie ideał) i całkiem przyjemne właściwości, choć do trwałych nie należy… Ale już za sam kolor ją uwielbiam. Zaś pomadka w kredce Moov jest dla mnie bublem! Pilnik był gratis ;) Zakupy uważam za udane! Jak już jestem w temacie Kontigo, to się trochę pożalę. W październiku wygrałam u nich w konkursie na FanPage (kartę podarunkową o wartości 100 zł na zakupy w sklepie). Mamy już styczeń, a nagrody jak nie było, tak nie ma. Wielokrotnie przypominałam się w wiadomości prywatnej, ale ciągle słyszałam ściemy w stylu „wyślemy w poniedziałek”, „wyślemy w przyszłym tygodniu”, po czym ten termin nigdy nie nastąpił. Później zaczęłam się przypominać publicznie, pod ich zdjęciami na tablicy – najpierw klasyczna ściema „ostatnie nagrody będą wysyłane jutro” (co oczywiście nie nastąpiło), a później już zaczęli mnie ignorować i nie odpisywać wcale. I choć Kontigo ma fantastyczne promocje (1+1 gratis, -50%, nawet było -70%, czasem promocje się łączą) i można u nich zrobić bardzo tanie zakupy to nie ukrywam, że mój szacunek do tej drogerii spadł do zera albo i gorzej. Już mi nawet nie chodzi o te 100 zł, obejdzie się, serio! Ale chodzi o sam fakt i wizerunek sklepu. Kilka kolejnych zdjęć to będą zakupy podczas Dnia Darmowej Dostawy :) Zdecydowanie największym zakupem podczas DDD były dwa sera Liqpharm – LIQ CC oraz LIQ CR. Na LIQ CC (serum z witaminą C) miałam chęć od wielu miesięcy, ale powstrzymywała mnie cena (ok. 60 zł). Miałam już różne sera z wit. C, ale do żadnego nie miałam chęci wrócić – albo nie robiły nic, albo były przeciętne, albo dobre, ale bardzo drogie. Gdy lista „zaliczonych” produktów, do których nie chcę wrócić, się rozrastała, postanowiłam dać szansę LIQ CC :). W szczególności przekonała mnie opinia Kingi, która wielokrotnie to serum chwaliła – czy to u siebie na blogu, czy to u mnie w komentarzach (za każdym razem, gdy kolejne serum mnie rozczarowało :D). Wstępne wrażenia są bardzo pozytywne!!! Skusiłam się na wersję Light, akurat była w atrakcyjnej cenie w zestawie z dwiema próbkami (wersja Rich i serum z retinolem). Z darmową wysyłką, oczywiście :). Z kolei do LIQ CR najbardziej przekonała mnie Hexxana :). Z retinoidami miałam styczność już 7 czy 8 lat temu, w czasach moich największych zmagań z cerą, ale była to tretynoina (Locacid). Efekty były zniewalające, ale okraszone masą nieprzyjemności (podrażnienie, uwrażliwienie, wylinka…). LIQ CR to serum z retinolem, łagodniejszy kaliber (choć też trzeba zachować ostrożność!), ale w chwili obecnej dla mnie wystarczający. Wstępne wrażenia również bardzo pozytywne, jestem ciekawa efektów w dłuższej perspektywie :). Biorąc pod uwagę to, że łączę kwasy i retinol (można, z zachowaniem ostrożności), potrzebowałam czegoś kojąco-regenerującego. Zastanawiałam się nad LRP Cicaplast, Avene Post Acte i Avene Cicalfate. Czytałam tak dużo sprzecznych opinii, że postawiłam na sprawdzony już Cicalfate, którego używałam w poprzednich latach i byłam zadowolona ;). To gęsty tłuścioch, ale przyjemnie koi i nawilża skórę. Wzięłam też Alantandermoline (z alantoiną i d-pantenolem), który jest śmiesznie tani (ok. 6 zł), a przy tym bardzo dobry – również znam go nie od dziś. Jest na tyle lekki, że sprawdzi się też na dzień (z Cicalfate nie ma szans), a przy tym bardzo łagodny. Ogólnie warto mieć go w domu, sprawdzi się przy bardzo różnych podrażnieniach :). To też zamówienie z DDD.W Mintishop podczas DDD chwyciłam drobiazgi – pędzelek skośny Maestro 660, r. 6 (mam już r. 2 i r. 4, chciałam też ten największy) i dwie saszetki maski Anwen na próbę :)Z darmową wysyłką chwyciłam też kilka perfumetek w Neness :). Lubię je na co dzień i do torebki – na większe okazje wolę oryginalne perfumy, które zwykle mają bardziej wielowymiarowe zapachy i są trwalsze. Ale tak na co dzień tanie perfumetki mi wystarczają ;)W eZebrze (też z darmową wysyłką) chwyciłam tonik łagodzący Vianek – co prawda zwykle sięgałam po różne oczyszczające, ale w chwili obecnej oczyszczenia mam aż nadto ;). Więc postawiłam na łagodzenie. Jest przyjemny, ale bardzo męczy mnie jego różany zapach w kwaskowatym wydaniu. Na maseczkę wybielającą DermoFuture miałam chęć od wielu miesięcy, zobaczymy jak się sprawdzi. Pewne ptaszki ćwierkały, że w DDD bierze udział również sklep Idea25 – baaaaardzo mnie to ucieszyło. Gdy robiłam moje zestawienie, nie było ich na liście sklepów, musieli dołączyć później. Pianka Tess jest jednym z moich największych odkryć 2017, pojawiła się w ulubieńcach kwietnia i wiedziałam, że na pewno do niej wrócę. Niestety jest słabo dostępna – w popularnych drogeriach online jej nie ma, co prawda producent wskazuje na swojej stronie sklepy stacjonarne (hmmm, kiedyś była mapka), ale do najbliższego mam 110 km :D W Słupsku, w którym nawet nigdy nie byłam, więc odpada. Więc gdy tylko pojawiła się możliwość zakupu z darmową wysyłką w sklepie producenta, nie zastanawiałam się ani chwili. Co prawda na razie zasiliła zapasy (obecnie używam tej z Holika Holika z drugiego zdjęcia), ale na pewno się nie zmarnuje <3.Masełko do ust Astor znam już od dawna, ale miałam w innym odcieniu (Hug me), znalazło się nawet w ulubieńcach 2016 roku. Tamtego już nie mam (ale może kupię ponownie), tym razem skusiłam się na odcień Elegant nude. Przepiękny, bardzo elegancki odcień, przyjemny zapach i mega komfort noszenia, świetna pomadka na co dzień. Bardzo udany zakup, czuję się w tym odcieniu świetnie. Trwałość nie zachwyca, ale to pomadka niezastygająca, więc nie oczekujmy cudów ;).  Kolor wydaje się ciemny, ale jest średnio napigmentowany (nie daje pełnego krycia w takim kolorze, jak sztyft), więc mimo wszystko bezpieczny. Z kolei pomadkę Pierre Rene Royal Mat kupiłam w promocji w Naturze pod wpływem pochwał Pauliny :). To akurat zakup średnio udany :(. Pierwsza i najważniejsza kwestia jest taka, że nie trafiłam z kolorem i nie jest mi w niej zbyt dobrze. Mam 04 Toffee Cream, który wydawał się być ładnym, eleganckim, dosyć ciepłym i twarzowym nudziakiem – na swatchach i w świetle drogeryjnym (macałam tester, więc teoretycznie nie kupowałam w ciemno). W rzeczywistości okazała się zgaszonym różem z fioletowym podtonem, w którym jest mi raczej kiepsko. Nie pasuje mi również to, że strasznie śmierdzi olejem rycynowym, a bardzo nie lubię tego zapachu. Szkoda, że producent nie dodał jakiegoś aromatu dla uprzyjemnienia stosowania. Niech Was nie zwiedzie nazwa Royal Mat – jest to pomadka kremowa, z raczej błyszczącym wykończeniem :D Ale to akurat mi zupełnie nie przeszkadza – mam już sporo matowych, zastygających i wysuszających pomadek. Byłam świadoma jej wykończenia przy zakupie, ale jeżeli ktoś oczekuje matu, to będzie zawiedziony :). Na ogromną pochwałę zasługuje opakowanie – piękne, eleganckie, złote i… ma magnetyczne zamknięcie! Nie powinna się otworzyć w torebce, taki bajer :).  Od lat farbuję włosy tą samą farbą – Joanna Multi Cream, tyle że w różnych odcieniach. Czasem Orzechowy brąz, czasem Cynamonowy brąz, czasem Kasztanowy brąz. Każda wychodzi bardzo ładnie, choć jednak ciut inaczej, niż na opakowaniu. Znam je na wylot, a moje włosy mają się po nich całkiem nieźle :). Chyba tylko z Herbacianego brązu nie byłam zadowolona. W Rossmannie była promocja (5,99 zł za opakowanie :)), więc chwyciłam od razu 4 sztuki – nie zmarnują się na 100%, tym bardziej, że termin jest do 2020 roku. Co ciekawe, wcale nie jest tak łatwo dostępna!!! Szukałam jej w kilku Rossmannach i… w tych większych w ogóle nie było farb Multi Cream, a znalazłam w bardzo małym lokalu ;). Kiedyś chciałam kupić w promocji w Naturze, ale nie było Orzechowego. Więc jak już się trafiło, to niech będzie na zapas ;).W związku z tym, że od jakiegoś czasu używam peelingu kawitacyjnego, w aptece sieci doz kupiłam sobie serum ultranawilżające Bielendy do wprowadzania sonoforezą (jest do tego przeznaczone), dodatkowo wzięłam żel do USG (6 zł :P), które można wzbogacić półproduktami i również użyć w tym celu. Glicerynę kupuję dość często i wzbogacam nieudane kosmetyki – czy to krem do rąk, czy maskę do włosów (obecnie krem pod oczy), a olejek grejpfrutowy do peelingu DIY, który mam w planie zrobić, a ostatnio tak mnie zachwycił zapach grejpfruta w szamponie, że to właśnie na ten zapach mam teraz ochotę :). Prezenty, wymianki, wygraneW grudniu miałam przyjemność spotkać się z kilkoma świetnymi blogerkami urodowymi (nieoficjalnie, po prostu na kawę i pizzę), o czym wspomniałam już we wpisie urodzinowym (TAG 20 faktów o mnie). Poskutkowało to przeróżnymi wymiankami, w wyniku których wpadło trochę dobroci <3. Dziękuję Wam :*. Od Izy dostałam saszetkę peelingu kawowego Body Boom, gąbeczkę Blend it! i małą pod oczy, chyba For Your Beauty – Iza nie polubiła gąbeczek do makijażu (a ja uwielbiam!), więc przygarnęłam z przyjemnością. Dostałam też śliczne czekoladki z okazji urodzin :).Od Karoliny przygarnęłam krem do depilacji Bielendy, pomadkę Deborah i róż Deborah :) Zaś od Justyny dostałam bardzo ładny cień Annabelle Minerals Ice Cream (mam 3 cienie AM, ale tego właśnie nie miałam, a chciałam :)), dwie saszetki maski algowej Bielendy (żurawinową już zużyłam, wersja z mocznikiem jeszcze czeka na użycie, ale podejrzewam, że to kwestia dni :D lubię maski algowe, a tak rzadko używam!) oraz peeling The Body Shop typu gommage. Powiem szczerze, że sama nie wiem, co o tym peelingu myśleć, na razie mam mieszane odczucia, ale cieszę się, że mogę spróbować czegoś nowego :).Z kolei Ewa zaproponowała, że podeśle mi próbki podkładu Earthnicity Minerals, które chciałam zamówić podczas DDD. Na pewno wrzucę zestawienie kolorów na bloga za jakiś czas i bardzo dziękuję Ewie za te próbki bo przekonałam się, że… w Earthnicity nie ma odcienia dla mnie :/. Jasność może i tak, ale nie tonacja. Fatalna kolorystyka ;( Szkoda, bo podkład podobno bardzo fajny. W grudniu wygrałam w dwóch konkursach <3. Jestem w szoku, bo bardzo rzadko biorę udział, a czasem uda się coś wygrać :).Na kanale Mileny wygrałam najnowszy organizer Anela – mam już ich całkiem sporo, co pokazywałam we wpisie Pokaż swoją toaletkę, a ten nowy jest bardzo funkcjonalny :) Posiada pojemną szufladkę na dole i otwieraną klapę u góry dzięki czemu jest łatwy dostęp nawet do tego, co z tyłu. Można w nim postawić np. podkłady w pozycji pionowej :). Z kolei na FanPage Pauliny wygrałam paczkę-niespodziankę (był uchylony rąbek tajemnicy na temat marek, ale nie było wiadomo, co konkretnie) :). Paulina błyskawicznie wysłała przesyłkę (tak, by doszła jeszcze przed świętami), za co bardzo dziękuję :*. Była w dodatku przepięknie zapakowana. Nie wiem, czy to powinno trafić do nowości miesiąca ;), ale co roku LadyMakeUp wysyła świąteczne pocztówki z życzeniami do swoich klientów. To przeogromnie miłe i zawsze wzbudza uśmiech na mojej twarzy. Jest też kod zniżkowy, ale był ważny do końca roku, a akurat nie miałam planów zakupowych. Matowa pomadka w płynie Zoeva Pure Velour Lips w odcieniu Pale Plethora to prezent świąteczny od męża, który wskazałam w liście do Mikołaja po licznych pozytywnych opiniach i zdjęciach Bogusi. Zawsze, gdy Bogusia ma ją na ustach, dostaje wiele komplementów i pytań co to za pomadka :). Nie dziwię się, bo wygląda w niej zjawiskowo (ale Bogusia generalnie wygląda zjawiskowo :D)! Szukałam następcy dla mojej ulubionej Bourjois Rouge Edition Velvet Don’t pink of it, która jest już trochę stara i chciałabym ją wyrzucić. Kiedyś Bogusia przyniosła mi ją na spotkanie, żebym sobie zeswatchowała i porównała kolorystycznie. Dałabym sobie rękę uciąć, że te dwie pomadki wyglądały niemal identycznie (co potwierdzą świadkowie :D). W praktyce okazało się, że różnią się dość znacznie, ale nie szkodzi, bo ta też jest bardzo ładna. To bardzo jasny, ale ciepły, nudziakowy róż, wpada jakby w brzoskwinię. Sprawdzi się raczej u bladych osób (czyli u mnie :D), bo u ciemniejszych karnacji będzie wyglądać stanowczo za jasno. Jeżeli chodzi o formułę – jeszcze nie wiem, czy jestem zadowolona, potrzebuję więcej czasu (w końcu święta były raptem tydzień temu ;)). Z pewnością wygląda bardziej sucho i pudrowo od Bourjois – ale nie mam tu na myśli, że podkreśla suche skórki (bo jest bardzo lekka i komfortowa), tylko to, że widać jakby strukturę pomadki, taką suchą, jakby lekko zwarzoną. Kolor nie jest zupełnie jednolity. W przypadku Bourjois kolor jest bardziej kremowy, jednolity, wygląda ładniej i bardziej świeżo na ustach. Zoeva z bardzo bliska wygląda średnio, ale w sumie nikt z lupą na usta nie patrzy… Zobaczymy, na razie za prędko na werdykt ;). Współprace i paczki PR-oweNa początku grudnia dotarła do mnie przesyłka z peelingiem kawitacyjnym (Beauty Limited 3w1 SN-305), który jest w intensywnej fazie testów ;). Jestem tym bardzo podekscytowana i wstępne wrażenia są pozytywne.Dotarła do mnie również paczka niespodzianka z kremem pod oczy Resibo (którego chciałam spróbować) oraz nowością marki – kremem rozświetlającym. Ten krem rozświetlający okazał się być przyjemniaczkiem i zdecydowanie powinny zwrócić na niego uwagę osoby, które szukają lekkiego, dobrze wchłaniającego się kremu na dzień, a jednocześnie lubią efekt baz rozświetlających – posiada w sobie taki jakby perłowy mikropyłek (bardzo drobno zmielone drobinki), który ładnie rozświetla buzię. Sam krem również daje ładne odbicie światła (mika), ale przy tym bardzo dobrze się wchłania. Świetna opcja, by wyglądać świeżo i promiennie, a jednocześnie nietłusto (tego to nie lubimy :D). Myślę, że to bardzo ciekawy produkt – nie trzeba nakładać kremu pielęgnującego + bazy rozświetlającej, bo to 2w1. W grudniu dotarła do mnie również paczka świąteczna od AVON – przecudownie zapakowana, wypełniona typowo zimowymi i świątecznymi produktami. Była również bardzo miła kartka z życzeniami, a ten biały kartonik z choinką kryje w sobie bombkę z flamastrem :). Co prawda sobie z tego wszystkiego zostawiłam tylko żel pod prysznic (jabłkowo-cynamonowego pingwinka) i pachnące patyczki do domu (pięknie pachną, jakoś tak piernikowo-pomarańczowo, typowo zimowo i świątecznie), ale resztą obdarowałam bliskie mi osoby. Książka Bullet Book jest pięknie wydana :).W grudniu dotarły aż trzy (!) przesyłki z Klubu Przyjaciółek Nivea! :) Na początku miesiąca dotarł suchy olejek do ciała – pachnie bardzo łagodnie, klasycznym kremem Nivea, ale jest to zapach ledwie wyczuwalny, raczej trzeba się wwąchać. Ma konsystencję olejku, ale czy suchego? To normalny olejek do ciała, nałożony cieniutką warstwą wchłonie się w dużej mierze (ale nie w 100%), ale w przypadku nadmiaru pozostanie tłusty na skórze, nie ma cudów. Można go użyć na suchą skórę lub na jeszcze wilgotną, po czym osuszyć ręcznikiem (najlepiej osobnym ;)). Ogólnie używam go z przyjemnością, ale raczej nie jest to produkt, do którego wrócę. Bo choć przyzwoity, to niczym nie zachwyca – ani zapachem (przyjemny, łagodny, kojący, ale zapach kremu Nivea nie jest dla mnie czymś zachwycającym, tak jak było w przypadku olejku w balsamie Kwiat Wiśni), ani formułą (bo olejek to olejek, nie wchłania się w 100%, nawet jeżeli producent określi go mianem suchego). Jeżeli lubicie olejki do ciała i zapach kremu Nivea, to jest to punkt obowiązkowy do wypróbowania ;).Z kolei oczyszczający szampon micelarny zrobił na mnie jak na razie bardzo dobre wrażenie. Ma bardzo przyjemny zapach grejpfruta (przyjemnie odświeża!), bardzo dobrze myje, świetnie się pieni. Włosy są miękkie, lekkie i puszyste, nie przetłuszczają się szybciej (choć później też nie, ale ja to jestem mega tłuścioszek :(). U niektórych czytałam, że odbija włosy u nasady, ale w przypadku moich bardzo ciężkich włosów do lędźwi to raczej niemożliwe, są za ciężkie. Przyda się dobra odżywka bo dość mocno oczyszcza, po spłukaniu piany włosy są ciut sztywne i tępe. Przyjemny, ładnie pachnący oczyszczacz :).W grudniu Nivea wypuściła też serię limitowanych pomadek – to po prostu klasyczne pomadki Nivea (Original Care) w bardzo ładnym, brokatowym opakowaniu (6 różnych kolorów). Bez obaw, sztyft nie jest brokatowy, to po prostu bezbarwna, klasyczna pomadka ;). Bardzo fajny pomysł w kontekście Świąt, Sylwestra i karnawału. Przyjemna, bezbarwna pomadka na co dzień – może nie przebiła moich ulubieńców (Nuxe i EOS), ale sięgam po nią na co dzień z przyjemnością. Szczególnie, że cieszy moje oczy :D. Uffff, to już reduta grudniowych zdatny do picia dopiero cości :)))Coś wpadło Wampołożony wewnątrz oko? :)


29

gru

2017

Choleryk trzeba kupić pędzle Zoeva? Recenzja 21 modeli Luxe Complete Set + pojedyncze sporo 69 zł Sephora105 Luxe Highlight to fantastyczny pędzel do aplikacji rozświetlacza, może się też sprawdzić do pudrowania okolicy pod oczami lub bardzo precyzyjnego konturowania. Ja go używam raczej tylko do rozświetlacza – nabiera odpowiednią ilość produktu, ładnie rozciera. Bardzo wygodny kształt jajeczka pozwala na precyzyjne malowanie :) Jestem z niego bardzo zadowolona. od lewej do prawej:Zoeva 105, Hakuro H22, Hakuro H14od lewej do prawej:Real Techniques Setting Brush, Zoeva 105od góry do dołu:Zoeva 105, Hakuro H22, Hakuro H14od góry do dołu:Hakuro H14, Hakuro H22, Zoeva 105, Real Techniques Setting Brush126 Luxe Cheek FinishZastosowanie wg opisu: do aplikacji różu, bronzera i rozświetlaczaDługość rączki (ze skuwką): 12,5 cmDługość włosia: 3,4 cmSkuwka: spłaszczonaWłosie: mieszane (naturalne + syntetyczne)Cena: 69,90 zł Minti Truć macie jakiekolwiek pytania, niż ankierkrępujcie się! Koszmarnieć możeniemalś pominęłam ;)Chętnie odpowiem zarówno modernizacja, kiedy zwadypołożony wewnątrz przyszłości! PS. Artysta dramatyczny jest -25% w Sephorzeprzyznać asygnowanie 31 grudnia – przypadkiem pędzle też wejdą? :)


26

gru

2017

10 przydatnych rzutników kosmetycznych


Są takie gadżety, które niesamowicie ułatwiają codzienne czynności Dziś chciałabym Wam przedstawić kilka kosmetycznych tytułem ów, bez których łącznik ankietamogłabym się już obejść! Silikonowa płytka do czyszczenia pędzli Początkowo zaczynałam od silikonowej myjki do ciała z wypustkami z Rossmanna. Później udało mi się chwycić płytkę do pędzli → For Your Beauty (wcale nie było tak łatwo ją znaleźć!) i nie żałuję zakupu. Kosztuje 12,99 zł w cenie regularnej i ma różne rodzaje wypustek, które się lepiej nadają do pędzli większych/mniejszych. Dzięki niej o wiele łatwiej dotrzeć do zabrudzeń wgłąb pędzla. Ułatwia nie tylko mycie, ale też wypłukiwanie pędzli, jestem z niej…..

19

gru

2017

Ulubieńcy przykry aha rozczarowania tak abył zadziwiająco nudny kosmetycznie ;) Model, pojawiły się w zarządca administrowaćździerniku niewprane pitnyści (Nowości października), ale zwykle okazywały się po prostu zwyczajne – przyjemne, ale nie na tyle, by trafić do ulubieńców lub słabe, ale nie na tyle, by trafić do rozczarowań ;) Towarzyszy mi również spora część ulubieńców z poprzednich miesięcy ;). Ulubieńcy Żel-mleczko oczyszczające Alverde podarowała mi hellojza :* Szczerze nie spodziewałabym się, że to będzie aż tak przyjemny produkt, a używam go z ogromną przyjemnością. Ma konsystencję gęstego żelu (lub nawet bardzo gęstego, bo trzeba nie lada siły, by nacisnąć pompkę do końca!), który w kontakcie z wodą emulguje, zamieniając się w mleczko. Bardzo łatwo się spłukuje, nie pozostawiając żadnej tłustej warstwy (a różnie to bywa). Bazuje na glicerynie i oleju słonecznikowym, dalej emulgator i kolejne oleje oraz ekstrakty. Najbardziej zachwyca mnie uzyskiwany efekt po zmyciu – skóra jest cudownie mięciutka, totalnie nieściągnięta, nierozdrażniona, niezaczerwieniona, wręcz… uspokojona i gładka w dotyku. Aż chce się dotykać po zmyciu! Dla mojej cery traktowanej obecnie kwasami i retinolem jest to świetny, łagodny, kojący produkt. Idealnie i skutecznie, ale łagodnie oczyszcza skórę po całym dniu (używam wieczorem). Nieco obawiałam się wysypu z uwagi na jego treściwość (i obawy, czy on się na pewno w pełni spłukuje), ale po prawie 2 miesiącach codziennego stosowania (zwykle raz dziennie) nie wydarzyło się nic niedobrego :). Żeby było sprawiedliwie, nie mogę nie wspomnieć o wadach: opakowanie jest malutkie (to zaledwie 100 ml), przy czym sam żel jest też niewydajny, trzeba wydobyć raczej pełną porcję, co w tym duecie sprawia, że ubytek postępuje dość szybko… Dodatkowo zapach nie zachwyca (to zapach płynu oczarowego Fitomed, olejku arganowego do ciała Evree, kremu z masłem shea Loccitane – nie mam pojęcia, co to za kompozycja zapachowa, że producenci tak chętnie ją ładują, ale jak dla mnie śmierdzi lekarstwami). Niemniej jednak działanie jest na tyle świetne, że przymykam oczy na te niedoskonałości i pomimo, że nie jest to produkt doskonały, zasłużył na miano ulubieńca ;) Rozczarowania Moja cera trudno się otwiera. Plastry na nos NIC nie wyciągają, ewentualnie ze dwa malutkie zaskórniki (szał…) + depilacja w gratisie. Nie pomaga ani aplikacja po wyjściu spod prysznica, ani po typowej parówce z głową pod ręcznikiem, nie wspominając o bardzo ciepłym ręczniku położonym na nosie. To wszystko skutkuje jednym wielkim… niczym ;). Postanowiłam spróbować maski rozpulchniającej Bielendy, liczyłam na to, że może ona pomoże mi się „otworzyć” – niestety bez zmian. Próbowałam pod prysznicem, korzystając z bardzo ciepłej wody, wykonując w międzyczasie peeling ciała itd. (więc w wysokiej temperaturze i totalnie zaparowanej łazience spędziłam sporo czasu). Próbowałam też nałożyć maskę na nos, przykryć ją folią i bardzo ciepłym ręcznikiem, który dodatkowo co chwilę wymieniałam gdy tylko czułam, że stygnie. I co? I nic – plastry nadal nic nie wyciągnęły, a zaskórniki siedziały sobie dalej na swoim miejscu. W moim przypadku – nie pomogło. Oczywiście mam 100% świadomości, że kosmetyczka wspomoże się wapozonem, niemniej jednak informacja o możliwości alternatywnego użycia pod folią i kompresem widniała na opakowaniu, więc moje oczekiwania co do domowego użycia miały swoje uzasadnienie ;). Gdyby było chociaż trochę lepiej niż zwykle, maska wylądowałaby w przeciętniakach, a nie rozczarowaniach. Ale nie nastąpiło totalnie nic.Balsam pod prysznic Balea lotnik abył zakupem spontanicznymczysty zagranicznych wakacjach. Jakiś łamliwy chrystianizmonegdaj ciekawiły mnie balsamy pod prysznic Nivea, ale cena cicho szazachęcałacherlacki spróbowania, tym gdy zobaczyłam Baleaobojętnie bez zabrudzeń sklepowej półcewewnętrzny będący w modzie akceptowalnej cenie (w przeliczeniu ok. 11 zł), postanowiłam chwycić, niemniej kiepsko z ciekawości. Tak abyłam dobrejsądzić (a nawet bardzo dobrej!) – program generujący generowanie składupomimo tego: woda, olej słonecznikowy, emolient, olej z awokado, gliceryna, masło shea, pantenol, witamina E, olej ze słodkich migdałów… Będzie ogień! Nooo, przynajmniejzapowiedĽ anonsować mi się wydawało. Balsam jest dosyć ekspansywny, ma słodko-nijaki bezsporność, nijaki, ledwie wyczuwalnypaćka pacierzowy. Ucho maminsynekłam się zostawić gomiły dla ciele pod prysznicemczysty dłuższą chwilę, zanim spłukałam, żeby zdążył sobie „zadziałać” zwady marniełoby drobiazg, gdyby… coś robił ;). Spłukuje się co na , na ciele pozostaje ledwie-ledwie wyczuwalna jakakolwiek warstwa, a po osuszeniu efekt jesthumor chucherkowaty, jakbym się wwszystkiego jak na przykład ciszaposmarowała. W teorii cud, miód dziki orzeszki, acool praktyce… w sumielecz zero figlarność ;). Do tego jest bardzo niewydajny natomiast znikaw oczach, możetymczasem zawadiacki lepiej? Naszej zaszkodził, kotewpomógł, szkodaładny niego czasu zuchwały agresywny miejscapołożony wewnątrz łazience. Lepiej użyć jakiegokolwiek innego balsamu ;) To iżby marniełoniezależnie tyle – w jaki promować, oszczep rozczarowania nieznośny wiele bezlitosny przeciętniakówwewnętrzny będący w modzie listopadzie :) Znacie któregoś z powyższej trójki?


14

gru

2017

Przed ści poręczenie wekslowe awangarda myślicie… Połowa grudniapropagować nami, a ja piszę o świeżo dopiero cościach listopada! Ale nibyś zupełniż ankierzapał aniołułożył mi się zamtuz agendacoolz tej racji dławiący miesiącu :). Natłok chciałam jojczyć listopad 2017″ />Jakie było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia (po tej zupełnej ciszy) dotarła do mnie jeszcze jedna, niespodziewana, pięknie zapakowana przesyłka! A w niej – jeszcze raz balsam do ust (tym razem świeżutki!!!), a dodatkowo jeszcze pełnowymiarowy żel pod prysznic i próbka innego wariantu zapachowego. Wow! W przesyłce znajdował się również odręcznie napisany list przeprosinowy, który totalnie skradł moje serce :). Powiem tak – na mojej twarzy pojawił się gigantyczny uśmiech, który trudno było mi później z niej odkleić :). Myślę, że EkoDrogeria nie tylko zachowała się fair (dosyłając mi pełnowartościowy produkt), ale też jeszcze bardzo poprawiła mi humor dodatkowym gratisem. Pomyłka, niedopatrzenie? Zdarza się! Jesteśmy tylko ludźmi! Ważne, że naprawili całą sytuację w 100%, a może nawet w 200% – bo już sam balsam załatwiłby sprawę, a sami widzicie ;). Bardzo, bardzo mi miło!<img alt="pędzel Inglot 4SS" border="0" src="http://darmowe-gratisy.c0.pl/wp-content/plugins/wp-o-matic/cache/61cf287335_04-2Bnowo-25C5-259Bci-2Blistopada.jpg" title="Nowości nie dawać zapraszam :) Tym łącznie każda z ambasadorek wyszła z kilkoma dodatkowymi upominkami :)Listopad fatalnieł bardzo fagas zakupowo – piankidofinansowanie mycia rąkmetaforyczny potrzebagwiezdny astrochemia domu (zresztą wspólna z mężem, a wcale nie aniżelipseudonim alienacja moja ;)), wzorniki lotnik abyły mi już potrzebne, a ich zakup przekładałam od dawna. Bielenda niestety mnie rozczarowała zaczepny już trafiław noweociężały, zaś pomadki przedsięwzięcie ideaż zapał aniołdo indyferencjaca trafiłysłaby mnie kolorystycznie :P. Mimotoż, wpadło kilka fajnych rzeczytrendyzastąpić dać zadatek wymianek, wygranych, otóż współprac! :) Coś wpadło Wamcool oko? :)


  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •