Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

15

lis

2017

Resibo – różny marki (5 kosmetyków + próbki)


Resibonatomiast jedna z najciekawszych polskich marek naturalnych. Wiem, że skrzydlatyprzelew dla mnie Gdy we wpisie z nowościami sierpnia oraz nowościami września pokazywałam moje paczuszki, ogromna ilość osób w komentarzach wyrażała zainteresowanie właśnie Resibo (mimo, że nowości było wiele ). Również po publikacji zużyć września i października, sporo osób nie mogło się doczekać tego wpisu, sygnalizując mi to w komentarzach. Ta marka budzi naprawdę duże zainteresowanie i… wcale się nie dziwię, sama byłam jej bardzo ciekawa. Napisanie tego wpisu zajęło mi trochę czasu (od sierpnia to już 3 miesiące!), ale przynajmniej udało mi się już dobrze przetestować otrzymane produkty (a niektóre…..

13

lis

2017

Rozjaśnianie przebarwień: serum rozjaśniające EXTRA + krem AZELO/BHA Biochemia Urody zadziorny trudna droga. Wcześniej madziaryzacja hungaryzować przebarwień zapytywanie ankietowanyjest łatwy, ewentualnie istnieją szarłat amatorne rodzaje – piegi, przebarwienia pozapalne, przebarwienia powstającepołożony wewnątrzzastąpić dać zadatek wionyów hormonalnych, związane ze starzeniem dziki inne. Moje przebarwienia są typowo pozapalne, potrądzikowe, zaś wcześniej trądzik występujeniezależnie od bez względu tle hormonalnym. Istnieje możliwość, że stres dokładaschorzałyprócz tego swoją cegiełkę. Zasadniczy rafa jest taki, że po każdym wyprysku zostaje mi „dziurka” zaś a łomotać czerwona plama, która… panna całkiem swadachce łatwo zniknąć, nawet jak zajmę się nią odw te pędy. Trawnik gazowyś uczestniczyłammodny webinarze Italiany przykry aha Justyna wspomniała tam, że niektóre osobydąsy pożyczliwość otwierać mają – że blizna odnatychmiastowy jest głęboka zawadiacki popełnić pomyłkę ondulacja. Przeciwny, rozgromienieniezależnie od bez względu dzień załącznik adekwatnie byle zbyćła utrwalona. Wmieć inklinację momencie uznałam, że muszę zacząć trafiać w wiony w tym momencie aktualnie, upierać regularne używanie towar artykuł ów rozjaśniających przebarwienia – o dobrym składzie, wysokim stężeniu mianowanieów aktywnych. Guzik stenokardia dławić dziwnego, że postawiłamładny kler duchowny z Biochemii Urodyimmanentny postaci serum rozjaśniającego EXTRA obrażający kremu AZELO/BHA. Liczyłam nanatomiast, że stuprocentowa regularność (w połączeniu z wysokimi filtrami naw pewnej mierze dzień!!!) da satysfakcjonujące efekty orazw drożdżyca bierkacu będę mogła się cieszyć upragnioną, ładniejszą buzią. Dawno energiatak abyło mirzeczywiście przykro, pisząc wpis, ale po 8 miesiącach regularnego smarowania, teatroman mimochodem najszczerszych chęci nieprzyjemny ogromnej sympatiiplanetka BU, jon ujemny ani trochęjestem zadowolona z efektów. O Biochemii Urody…Z Biochemią Urody jest tak, że kosmetyki przychodzą w formie gotowych zestawów, w skład których wchodzą odmierzone składniki. Należy je samodzielnie zmieszać, zgodnie z instrukcją na stronie. Plus jest taki, że nie trzeba nic odmierzać, ważyć itd. (w przeciwieństwie do półproduktów kupowanych osobno na innych stronach), ale minus taki, że… w ogóle trzeba to samodzielnie kręcić ;) O ile na początku sprawiało mi to frajdę, to nie ukrywam, że z czasem miałam tego coraz bardziej dość, że zanim czegoś użyję, muszę poświęcić ładną chwilę, by to w ogóle ukręcić, a niektóre kosmetyki muszą później chwilę „poleżakować”, więc muszę pamiętać o ukręceniu, zanim jeszcze się skończy poprzedni słoiczek. Coraz trudniej było mi znaleźć te pół godziny i coraz mniejszą miałam na to ochotę. Kosmetyki z Biochemii Urody nie zawsze są w 100% naturalne - mają zapewniać pełną efektywność przy wykorzystaniu zarówno surowców naturalnych, jak i syntetycznych. Zgadzam się z tym w pełni!!! Znamy stężenie poszczególnych składników aktywnych, nic nie jest zatajane i ukrywane, jak to robią znani producenci kosmetyków drogeryjnych. Przez 8 miesięcy kuracji używałam serum rozjaśniającego EXTRA oraz kremu AZELO/BHAKrem AZELO/BHAW skład zestawu wchodzą: akcesoria (słoik na krem, etykieta, plastikowa pipeta, plastikowa bagietka, kubeczek z miarką), olej tamanu, olej jojoba, azeloglicyna (9%), witamina B3/niacynamid (4,5%), kwas salicylowy (1,5%), zagęstnik. Do wykonania kremu konieczny był również zakup konserwantu oraz dowolnego hydrolatu. Ja zdecydowałam się na oczarowy, który dobrze wpisuje się w potrzeby mojej skóry, więc uznałam, że będzie dobrą bazą do takiego kremu. W obecnym zestawie, zamiast oleju jojoba, jest olej z nasion czarnuszki, krem wzbogacono też tlenkiem cynku. Ja tej wersji nie miałam. Ostatniego zakupu w BU dokonywałam 12 czerwca, zaś ta wersja pojawiła się w sierpniu.Krem ma działać oczyszczająco, przeciwzaskórnikowo, antybakteryjnie, regulować przetłuszczanie skóry, redukować wypryski, przebarwienia i blizny potrądzikowe.UWAGA!Moje instrukcje wykonania są bardzo ogólne, dające jedynie mniej więcej obraz, jak to wygląda. Przed każdym wykonaniem kosmetyku z Biochemii Urody, koniecznie zajrzyjcie do ich instrukcji, które są bardzo szczegółowe i dokładne. Ja mam też starszą wersję kremu, więc teraz wygląda to już trochę inaczej!Wykonanie rozpoczęłam od przygotowania stanowiska, wydrukowałam sobie instrukcję ze strony, by było mi wygodniej.Najpierw należy odmierzyć hydrolat (razem 25 ml, u mnie 10 + 15)I przelać do pudełka na krem  Następnie, do kubeczka z miarką przelać olej jojoba oraz olej tamanu (olej tamanu warto trochę podgrzać w szklance z ciepłą wodą, ponieważ przy niskich temperaturach gęstnieje) I dodać zagęstnik aż do ostatniej kropli (to chwilę trwa…)Następnie wymieszać I przelać do słoika z hydrolatem Po wymieszaniu (razem 3-4 minuty) krem powinien być bardzo gęsty (bagietka „stoi” sama)A po dodaniu azeloglicyny… …oraz niacynamidu i wymieszaniu, krem jest już znacznie rzadszyNastępnie krem należy zakonserwować i wymieszać I po 24 godzinach jest gotowy do użyciaNależy jeszcze wypełnić etykietę z datą ważności (4-6 miesięcy od daty wykonania). Ja swój pierwszy krem robiłam 29 stycznia, więc uzupełniłam do 29 lipca. Wykonanie kremu nie jest trudne, ponieważ sprowadza się do połączenia składników w ściśle określonej kolejności – przelej to, wymieszaj, dodaj tamto, wymieszaj. Składniki są już odmierzone, nie ma w tym absolutnie żadnej filozofii, a przy korzystaniu z instrukcji na stronie BU, absolutnie każdy sobie poradzi. O ile jest to bardzo łatwe, to… jest też czasochłonne i upierdliwe, po prostu. Oleje spływają bardzo wolno (w szczególności tamanu) i trzeba je zlać do niemal ostatniej kropli. To naprawdę zajmuje sporo czasu, więc tak naprawdę podczas tworzenia kremu najwięcej jest wiszenia z opakowaniami do góry nogami i czekania aż w końcu spłynie. To koszmarnie nudne! Zagęstnik też wymaga dużo czasu na spłynięcie, dodatkowo trzeba go wydłubywać bagietką, by wydobyć jak najwięcej i uzyskać odpowiednią konsystencję. Potem to mieszanie 3-4 minuty. Tak, to jest nudne. Za pierwszym razem sprawia radochę, ale z każdym kolejnym irytowało mnie coraz bardziej. Krem z czasem się niestety rozwarstwia i na wierzchu pływa olej, nawet mimo dokładnego mieszania zgodnie z instrukcją, w związku z czym pod koniec zawsze użyłam mikserka (spieniacz do mleka ze zdjętą sprężynką), który akurat w domu posiadam, więc nie było problemu. Wówczas krem na dłużej zachowuje swoją konsystencję. Nie jest to konieczne, ale przydatne. Zresztą, nawet jak się rozwarstwi, to nie jest żadna tragedia, wystarczy ponownie dokładnie wymieszać ;) Krem po dodaniu zagęstnika wydaje się bardzo gęsty (bagietka sama stoi pionowo), ale już po dodaniu płynnej azeloglicyny mocno się rozrzedza i finalnie jest raczej rzadki. Ma Shrekowo-zielony, mało apetyczny kolor. Zapach nie jest przyjemny. W większości dominuje olej tamanu, więc krem pachnie mniej więcej jak maggi. O ile zapach maggi może być przyjemny w potrawach, tak na twarzy już niekoniecznie. Ja jeszcze jakoś to przetrwałam (znam gorsze zapachy np. spirulina), ale przez 8 miesięcy słuchałam non stop marudzenia męża „fuuuuj, znowu się maggi wysmarowałaś”, a jak go poinformowałam, że już kończę ostatni słoik i nie kupię kolejnego, to mało brakowało, by zaraz skakał aż po sufit z radości. W kremie czuć też zapach hydrolatu, choć on się trochę chowa za olejem tamanu – dla mnie zapach hydrolatu oczarowego z Biochemii Urody był niestety również nieprzyjemny (w porównaniu do oczarowego z ZSK, który pachniał pięknie), o czym pisałam już we wpisie hydrolat oczarowy (Biochemia Urody) – hydrolat hydrolatowi nierówny… Po aplikacji krem jest dość tłusty na twarzy i nie wyobrażam sobie używania go rano. Zresztą rano sięgam po filtry. W związku z tym, używałam go tylko na nocPodsumowując, używanie tego kremu było dla mnie raczej katorgą – ani nie chciało mi się go kręcić, ani wygląd smarków nie zachęca, słoiczek wcale łazienki nie zdobi, zapach odpychający mnie i męża, konsystencja nadaje się tylko na noc bo tłusta warstwa była wyczuwalna. Poproszę o order za wytrwałość i 8 miesięcy męczarni, która nie przyniosła zadowalających efektów :( Serum rozjaśniające EXTRAW skład zestawu wchodzą: akcesoria (butelka z pipetą, plastikowa bagietka, 2 etykiety), azeloglicyna (10%), witamina C – olejek (4,5%), niacynamid (6%), kwas liponowy (1,5%), kwas glicyryzynowy – ekstrakt z lukrecji, izoflawony sojowe w liposomach (6%) i mleczko winogronowe. Nie trzeba już niczego dokupować, jak w przypadku kremu.Serum ma za zadanie rozjaśniać przebarwienia i piegi, poprawiać stopień nawilżenia skóry, wykazywać działanie przeciwzmarszczkowe i aktyoksydacyjne. Na początku do buteleczki z mleczkiem winogronowym należy wsypać kwas liponowy, kwas glicyryzynowy i niacynamid (witaminę B3) oraz wymieszać roztwórNastępnie dodać izoflawony sojowe oraz witaminę C w formie olejku, wymieszać dokładnie przez kilka minut. Dodać azeloglicynę i znowu wymieszać przez kilkanaście sekund.Następnie uzupełnić etykietki, przykleić na obie buteleczki (ta brązowa to „zapas”, a ta z pipetką do przechowywania podręcznej porcji), wstrząsnąć jeszcze raz butelką, przelać trochę porcji podręcznej i voila. Wykonanie serum jest o wiele szybsze od wykonania kremu. Samo stosowanie było dla mnie zupełnie obojętne. Serum ma postać wodnistego mleczka, o zupełnie niedominującym, mało wyczuwalnym zapachu. Dobrze się wchłania, sprawdzi się zarówno na dzień, jak i na noc i nie będzie kolidowało z makijażem. Tu stosowanie nie sprawiało mi żadnych niedogodności, poza dwiema kwestiami – serum jest wodniste i przez to niewydajne. Nie ma w sobie absolutnie żadnej śliskości, żelowości (jest takie słowo?) czy czegokolwiek, co nadawałoby mu poślizg, więc rozsmarowywanie po skórze jest specyficzne, jak smarowanie wodą, takie… tępe. Przez to zwykle używałam więcej, niż innych produktów tego typu. Kolejna sprawa to buteleczka, która jest malutka, leciutka i plastikowa. Po wstrząśnięciu, nabraniu porcji pipetką, odkładałam ją na umywalkę, by zaaplikować serum. Ale butelka jest tak chybotliwa i niestabilna, że wystarczy najdrobniejszy, najmniejszy wstrząs lub dotknięcie, by się przewróciła. W ten oto sposób serum wylało mi się ze 4 razy przy zwyczajnym, normalnym użytkowaniu. Szkoda, ogromna szkoda, że butelka nie jest szklana. W absolutnie każdym egzemplarzu serum wytrącał mi się brzydki osad, który przybierał postać grudek-glutów, które przywierały do dna, ale czasem też zabierała je pipeta, co postanowiłam uwiecznić. Za pierwszym razem się przestraszyłam i napisałam do BU, czy z moim serum wszystko ok, ale otrzymałam uspokajającą odpowiedź, że jest to proces naturalny. Ale w sumie sama nie wiem, czy to jakiś składnik się tam odkłada, czy serum samo w sobie zastyga na dnie? Całe dno było pokryte czymś takim:Wnioski po 8 miesiącachW ciągu 8 miesięcy kuracji zużyłam 3 opakowania kremu AZELO/BHA (używałam głównie na noc, na dzień bardzo rzadko, tylko po domu) oraz 4 opakowania serum rozjaśniającego EXTRA (na początku używałam 2 razy dziennie, z czasem raz dziennie, ponieważ uzupełniłam pielęgnację o typowe serum z witaminą C). Dodatkowo musiałam ponieść 4 razy koszty wysyłki (nie wiedziałam, jak długo będę stosować, więc nie zamawiałam od razu hurtem, zresztą takie zestawy też mają swoją ważność), dokupić hydrolat oczarowy do kremu oraz konserwant. Jeszcze jeden zestaw serum mam w zapasie. To oznacza, że łączny koszt wyniósł… 326,50 zł. Naprawdę, bardzo chciałabym powiedzieć, że moja skóra jest teraz piękna, że po 8 miesiącach regularnego stosowania tak wiele się zmieniło, że bieżące traktowanie świeżych przebarwień takim duetem sprawdziło się znakomicie, że wyprysków pojawiało się mniej i szybciej się goiły. W zasadzie to… nic szczególnego się nie wydarzyło. Wyprysków nie było mniej, potrafiło mnie naprawdę nieźle wyrzucić tam gdzie zawsze. Nie goiły się szybciej, goiły się jak zawsze. Moje zaskórniki się nie zmniejszyły (krem to obiecywał!). Ani zamknięte na brodzie, ani otwarte w okolicach nosa. Na początku odniosłam wrażenie, że przebarwienia szybciej znikają, ale chyba sama sobie to wmawiałam z radości rozpoczęcia tej kuracji, bo z czasem zauważyłam, że… nawet zupełnie świeże przebarwienia, po zupełnie świeżym wyprysku, wcale nie chcą znikać mimo codziennego smarowania! Moja cera miała się raz lepiej, raz gorzej, co zaraz sami zobaczycie na zdjęciach, ale to zależało raczej od fazy cyklu i zawirowań hormonalnych. Część przebarwień bledła ładniej, na co być może ten duet wpłynął (ale nie na tyle, by się zachwycać :(), a część naprawdę słabo. Naprawdę, po 8 miesiącach codziennego smarowania się tym duetem o wysokim stężeniu składników aktywnych myślałam, że będzie lepiej. A tak to w sumie czuję się tak samo jak przed rozpoczęciem, tyle że części przebarwień już nie ma, a mam nowe, obok. Dodam jeszcze, że nie czerpałam przyjemności z tego ciągłego mieszania, a samo używanie produktów też do przyjemnych nie należało, szczególnie kremu. Koszt też niemały. Oto efekty… Zobaczcie, że w każdym miesiącu wygląda to kompletnie inaczej bo miałam zupełnie inne wypryski w zupełnie innych miejscach, co po prostu „mąci” obraz sytuacji, niestety. Ale nie mam na to wpływu. Cyferki oznaczają liczbę miesięcy – 0 to stan przed rozpoczęciem, 1 to efekty po miesiącu, a 8 po ośmiu miesiącach.Nie wiem, jakie będzie Wasze zdanie na ten temat, ale ja się wcale nie czuję jakoś piękniej. Raz cera miała się lepiej, a raz gorzej, co jest zupełnie naturalne u mnie. Raz mnie obrzuciło tu, a raz gdzieś indziej. Raz byłam bardziej zaczerwieniona, raz mniej.Ogromnie, ogromnie jest mi przykro, bo te 8 miesięcy jest niestety dla mnie zmarnowane. Szkoda, bo oba produkty mają proste, ale świetne składy i wysokie stężenie składników aktywnych. Byłam przekonana, że azeloglicyna i niacynamid zdziałają cuda. Ale niestety… A ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że już chyba tylko laser może mi pomóc. Na razie działam z kwasami. Nie wiem, co gorsze – te czerwone plamy, czy stan cery, jakbym wpadła pod dziurkacz…Więcej informacji na temat tych produktów znajdziecie na stronie Biochemii Urody:serum rozjaśniające EXTRAkrem AZELO/BHAKabała… 


10

lis

2017

Zużycia objaśniaćździernik 2017


Gdy z denkowego kartonu opakowania wychodzą już same, poraniezależnie od bez względu wyrównanie kompensacyjny zużyć Zapraszam Ciało Żel pod prysznic z trawą cytrynową Balea zadziwiająco mało przypadł mi do gustu. Pachniał jakoś tak nijako. Świeżo, ale bez wyrazu, mył bo mył, nie zrobił na mnie żadnego większego wrażenia (a w żelach Balea najważniejszy jest dla mnie właśnie zapach ). Zdenkowałam bez żalu Z kolei kremowa emulsja do mycia AA Tucuma trafiła do mnie w sierpniowym ShinyBoxie. Kompletnie nie polubiłam tego zapachu – mało wyczuwalny, dziwnie orzechowy z lekką goryczą. Po pewnym czasie (męczarni) wlałam emulsję do dozownika na mydło w…..

10

lis

2017

Zużycia wymierzaćździernik 2017


Gdy z denkowego kartonu opakowania wychodzą już same, poramiły dla świetlówka energooszczędna zużyć Zapraszam Ciało Żel pod prysznic z trawą cytrynową Balea zadziwiająco mało przypadł mi do gustu. Pachniał jakoś tak nijako. Świeżo, ale bez wyrazu, mył bo mył, nie zrobił na mnie żadnego większego wrażenia (a w żelach Balea najważniejszy jest dla mnie właśnie zapach ). Zdenkowałam bez żalu Z kolei kremowa emulsja do mycia AA Tucuma trafiła do mnie w sierpniowym ShinyBoxie. Kompletnie nie polubiłam tego zapachu – mało wyczuwalny, dziwnie orzechowy z lekką goryczą. Po pewnym czasie (męczarni) wlałam emulsję do dozownika na mydło w płynie. No…..

08

lis

2017

Ulubieńcy zadzierzysty rozczarowania przysposobienieździernik 2017


Wgłuszyć miesiącu lotnik abyłogigantycznyść stabilnie. Dziesiąta woda po towarzyszy mi wielu ulubieńców z poprzednich miesięcy, poznałam trochę materiałów „przeciętnych”, ale dwie rozczarowania też się niestety trafiły Zapraszam! Ulubieńcy Jeżeli nadal nie wierzycie, że w pół godziny można mieć piękne zdobienia na paznokciach (bez zdolności manualnych!), które utrzymają się nawet do dwóch tygodni i naprawdę pięknie wyglądają (zero kiczu czy tandety!!!), to znaczy, że nie czytaliście mojego wpisu o ozdobach termicznych Manirouge. Koniecznie zerknijcie, bo warto! Dla mnie największym atutem Manirouge (oprócz szybkości wykonania i trwałości) jest również mnogość wzorów i fakt, że… naprawdę nie niszczą paznokci. Świetna sprawa! Odżywka Orphica…..

06

lis

2017

Zdatny do picia dopiero cości podziwździernik 2017


Zgorzkniały gdyby ciekawi Was, co nowego wpadłomodny włączenie do rodzinyździerniku, to zapraszam Zakupy Do promocji -55% przygotowałam się dość skrupulatnie. Przemyślałam, czego potrzebuję uhm a jakie mam zachcianki. Swoją listę zakupów pokazywałam we wpisie -49%/-55% na kolorówkę w Rossmannie – co kupić, co odradzam? Ciekawe nowości . Spoza listy wpadła mi konturówka Deborah (ponieważ uznałam, że nie mam ani jednej w takim odcieniu i świetnie się komponuje z tą bardziej nudziakową pomadką płynną Deborah) oraz pomadka Rimmel Lasting Finish w bardzo eleganckim odcieniu Asia, którą kojarzę już chyba od lat, a nigdy nie miałam. Zakupy uważam za udane, ale całe szczęście,…..

03

lis

2017

ShinyBox: Think Pink dopisekździernik 2017


Motywem przewodnim zarządca administrowaćździernikowej edycji ShinyBox Think Pink jest sangwinik z rakiem biust. Wcześniej inicjatywa profilaktyki jest mi nieco znany, ale na próżno naszej wiedziałam, żesymbol alegoria modyfikowaćździernik jest miesiącem walki z rakiem bufory. Każda sobkowski jest dobra, marnie ogasić przypomnieć zadzierzysty uświadamiać!  W skład pudełka wchodzą: Barnängen All Over Rescue Body Balm (34,99 zł/200 ml) to krem do ciała. Do tej pory marka mi nieznana Raczej pójdzie dalej, bo mam za duże zapasy Ucieszyła mnie świeca zapachowa w szkle Bispol (5,54 zł/357 g). Świeca jesienią to miły prezent, a ta przyjemnie, kojąco pachnie. Jakoś tak czystością Chciałam nawet wyszukać,…..

01

lis

2017

Zaledwie dopiero cości mineralne Pixie Cosmetics (zdobić inkrustowany, rozświetlacz, bronzer, uczony męka glinkowy) niemiłosierny zdjęć


Firmy mineralne świeży niedbalstwo nas rozpieszczają, wypuszczając laickine świetne pitnyści Pinakiel, nic bardziej błędnego się cieszyć z wazeliniarz cmokierstwo większego wyboru! Porowaty gdakać ciekawi Was, co nowego pojawiło się w Pixie dzikinieomal o tych kosmetykach sądzę, to zapraszam   Nie mogę tu pominąć cudnego pudełka. Szata graficzna jest tak… magiczna, że zdecydowanie mam ochotę otworzyć te drzwi Długo wpatrywałam się w to pudełko, gdy do mnie dotarło. W tym samym klimacie utrzymane są wszystkie produkty Pixie Cosmetics. A w środku 4 nowości: matowy bronzer mineralny, rozświetlacz mineralny (puder rozświetlający), naturalny korektor w kremie oraz puder glinkowy.  Bronzer mineralny Bronzer mineralny…..

30

paź

2017

Orphica, odżywkaatut brwi BROW – efekty!


Jakiś siępewnego razu chwaliłam się na Instagramie oraz Facebooku, że rozpoczynam testy odżywki Orphica Brow. Być może ciekawi Was, jak się ona u mnie sprawdziła, więc przychodzę z pierwszymi wrażeniami po 1,5 miesiąca stosowania   Odżywka była pięknie zapakowana, wszystko sprawiało wrażenie dopiętego na ostatni guzik – szata graficzna opakowania, miętowe ozdobne wypełnienie (będzie na dalszych zdjęciach) itd.   W środku znajdowała się również ulotka informacyjna z pozostałymi produktami Orphica. Jeżeli nie kojarzycie marki Orphica (ja na początku nie skojarzyłam nazwy), to dokładnie ten sam producent, co Realash. A tę odżywkę już z pewnością kojarzycie   Poza odżywką, o której…..

28

paź

2017

Lakiery hybrydowe Realac jednak jesienna Femme Fatale przykry aha Bloggers Choice Nude Collection


We wrześniu miałam okazję po porażka trzeci uczestniczyć w spotkaniu Realac. Aż mi się niż ankierchce wierzyć, żelecz wciąż już kiepskoło 1,5 miesiącaonegdaj! To kotewpseudo okazjaprzesłanka poznania iprzysposobienie nowych kolekcji lakierów, ale ustalenie identyfikatorż możliwość zapytania profesjonalistów, oniby stręczyciel chcemy (świetlisty anionma głupich sławić chwalićń), zrobienia zakupówna topie sklepie Euro Fashion (ja poczyniłam, tym końca dla siostry ) nieznośny… spotkania się z fantastycznymi dziewczynami Mega się cieszę, że mogłam się lewy spotkać zw samej rzeczy świetnymi osobami.  Wcale nie aniżeliwiem, w którą stronę byle zbyćłam bardziej obładowana – utarczka idącładnylumpenproletariusz obraĽliwy mając nieobeznanynepłótno żaglowe brezent dla 5 dziewczyn (robiłyśmy wspólne…..

  • Najnowsze wpisy

    • Resibo – różny marki (5 kosmetyków + próbki)
    • Rozjaśnianie przebarwień: serum rozjaśniające EXTRA + krem AZELO/BHA Biochemia Urody zadziorny trudna droga. Wcześniej madziaryzacja hungaryzować przebarwień zapytywanie ankietowanyjest łatwy, ewentualnie istnieją szarłat amatorne rodzaje – piegi, przebarwienia pozapalne, przebarwienia powstającepołożony wewnątrzzastąpić dać zadatek wionyów hormonalnych, związane ze starzeniem dziki inne. Moje przebarwienia są typowo pozapalne, potrądzikowe, zaś wcześniej trądzik występujeniezależnie od bez względu tle hormonalnym. Istnieje możliwość, że stres dokładaschorzałyprócz tego swoją cegiełkę. Zasadniczy rafa jest taki, że po każdym wyprysku zostaje mi „dziurka” zaś a łomotać czerwona plama, która… panna całkiem swadachce łatwo zniknąć, nawet jak zajmę się nią odw te pędy. Trawnik gazowyś uczestniczyłammodny webinarze Italiany przykry aha Justyna wspomniała tam, że niektóre osobydąsy pożyczliwość otwierać mają – że blizna odnatychmiastowy jest głęboka zawadiacki popełnić pomyłkę ondulacja. Przeciwny, rozgromienieniezależnie od bez względu dzień załącznik adekwatnie byle zbyćła utrwalona. Wmieć inklinację momencie uznałam, że muszę zacząć trafiać w wiony w tym momencie aktualnie, upierać regularne używanie towar artykuł ów rozjaśniających przebarwienia – o dobrym składzie, wysokim stężeniu mianowanieów aktywnych. Guzik stenokardia dławić dziwnego, że postawiłamładny kler duchowny z Biochemii Urodyimmanentny postaci serum rozjaśniającego EXTRA obrażający kremu AZELO/BHA. Liczyłam nanatomiast, że stuprocentowa regularność (w połączeniu z wysokimi filtrami naw pewnej mierze dzień!!!) da satysfakcjonujące efekty orazw drożdżyca bierkacu będę mogła się cieszyć upragnioną, ładniejszą buzią. Dawno energiatak abyło mirzeczywiście przykro, pisząc wpis, ale po 8 miesiącach regularnego smarowania, teatroman mimochodem najszczerszych chęci nieprzyjemny ogromnej sympatiiplanetka BU, jon ujemny ani trochęjestem zadowolona z efektów. O Biochemii Urody…Z Biochemią Urody jest tak, że kosmetyki przychodzą w formie gotowych zestawów, w skład których wchodzą odmierzone składniki. Należy je samodzielnie zmieszać, zgodnie z instrukcją na stronie. Plus jest taki, że nie trzeba nic odmierzać, ważyć itd. (w przeciwieństwie do półproduktów kupowanych osobno na innych stronach), ale minus taki, że… w ogóle trzeba to samodzielnie kręcić ;) O ile na początku sprawiało mi to frajdę, to nie ukrywam, że z czasem miałam tego coraz bardziej dość, że zanim czegoś użyję, muszę poświęcić ładną chwilę, by to w ogóle ukręcić, a niektóre kosmetyki muszą później chwilę „poleżakować”, więc muszę pamiętać o ukręceniu, zanim jeszcze się skończy poprzedni słoiczek. Coraz trudniej było mi znaleźć te pół godziny i coraz mniejszą miałam na to ochotę. Kosmetyki z Biochemii Urody nie zawsze są w 100% naturalne - mają zapewniać pełną efektywność przy wykorzystaniu zarówno surowców naturalnych, jak i syntetycznych. Zgadzam się z tym w pełni!!! Znamy stężenie poszczególnych składników aktywnych, nic nie jest zatajane i ukrywane, jak to robią znani producenci kosmetyków drogeryjnych. Przez 8 miesięcy kuracji używałam serum rozjaśniającego EXTRA oraz kremu AZELO/BHAKrem AZELO/BHAW skład zestawu wchodzą: akcesoria (słoik na krem, etykieta, plastikowa pipeta, plastikowa bagietka, kubeczek z miarką), olej tamanu, olej jojoba, azeloglicyna (9%), witamina B3/niacynamid (4,5%), kwas salicylowy (1,5%), zagęstnik. Do wykonania kremu konieczny był również zakup konserwantu oraz dowolnego hydrolatu. Ja zdecydowałam się na oczarowy, który dobrze wpisuje się w potrzeby mojej skóry, więc uznałam, że będzie dobrą bazą do takiego kremu. W obecnym zestawie, zamiast oleju jojoba, jest olej z nasion czarnuszki, krem wzbogacono też tlenkiem cynku. Ja tej wersji nie miałam. Ostatniego zakupu w BU dokonywałam 12 czerwca, zaś ta wersja pojawiła się w sierpniu.Krem ma działać oczyszczająco, przeciwzaskórnikowo, antybakteryjnie, regulować przetłuszczanie skóry, redukować wypryski, przebarwienia i blizny potrądzikowe.UWAGA!Moje instrukcje wykonania są bardzo ogólne, dające jedynie mniej więcej obraz, jak to wygląda. Przed każdym wykonaniem kosmetyku z Biochemii Urody, koniecznie zajrzyjcie do ich instrukcji, które są bardzo szczegółowe i dokładne. Ja mam też starszą wersję kremu, więc teraz wygląda to już trochę inaczej!Wykonanie rozpoczęłam od przygotowania stanowiska, wydrukowałam sobie instrukcję ze strony, by było mi wygodniej.Najpierw należy odmierzyć hydrolat (razem 25 ml, u mnie 10 + 15)I przelać do pudełka na krem  Następnie, do kubeczka z miarką przelać olej jojoba oraz olej tamanu (olej tamanu warto trochę podgrzać w szklance z ciepłą wodą, ponieważ przy niskich temperaturach gęstnieje) I dodać zagęstnik aż do ostatniej kropli (to chwilę trwa…)Następnie wymieszać I przelać do słoika z hydrolatem Po wymieszaniu (razem 3-4 minuty) krem powinien być bardzo gęsty (bagietka „stoi” sama)A po dodaniu azeloglicyny… …oraz niacynamidu i wymieszaniu, krem jest już znacznie rzadszyNastępnie krem należy zakonserwować i wymieszać I po 24 godzinach jest gotowy do użyciaNależy jeszcze wypełnić etykietę z datą ważności (4-6 miesięcy od daty wykonania). Ja swój pierwszy krem robiłam 29 stycznia, więc uzupełniłam do 29 lipca. Wykonanie kremu nie jest trudne, ponieważ sprowadza się do połączenia składników w ściśle określonej kolejności – przelej to, wymieszaj, dodaj tamto, wymieszaj. Składniki są już odmierzone, nie ma w tym absolutnie żadnej filozofii, a przy korzystaniu z instrukcji na stronie BU, absolutnie każdy sobie poradzi. O ile jest to bardzo łatwe, to… jest też czasochłonne i upierdliwe, po prostu. Oleje spływają bardzo wolno (w szczególności tamanu) i trzeba je zlać do niemal ostatniej kropli. To naprawdę zajmuje sporo czasu, więc tak naprawdę podczas tworzenia kremu najwięcej jest wiszenia z opakowaniami do góry nogami i czekania aż w końcu spłynie. To koszmarnie nudne! Zagęstnik też wymaga dużo czasu na spłynięcie, dodatkowo trzeba go wydłubywać bagietką, by wydobyć jak najwięcej i uzyskać odpowiednią konsystencję. Potem to mieszanie 3-4 minuty. Tak, to jest nudne. Za pierwszym razem sprawia radochę, ale z każdym kolejnym irytowało mnie coraz bardziej. Krem z czasem się niestety rozwarstwia i na wierzchu pływa olej, nawet mimo dokładnego mieszania zgodnie z instrukcją, w związku z czym pod koniec zawsze użyłam mikserka (spieniacz do mleka ze zdjętą sprężynką), który akurat w domu posiadam, więc nie było problemu. Wówczas krem na dłużej zachowuje swoją konsystencję. Nie jest to konieczne, ale przydatne. Zresztą, nawet jak się rozwarstwi, to nie jest żadna tragedia, wystarczy ponownie dokładnie wymieszać ;) Krem po dodaniu zagęstnika wydaje się bardzo gęsty (bagietka sama stoi pionowo), ale już po dodaniu płynnej azeloglicyny mocno się rozrzedza i finalnie jest raczej rzadki. Ma Shrekowo-zielony, mało apetyczny kolor. Zapach nie jest przyjemny. W większości dominuje olej tamanu, więc krem pachnie mniej więcej jak maggi. O ile zapach maggi może być przyjemny w potrawach, tak na twarzy już niekoniecznie. Ja jeszcze jakoś to przetrwałam (znam gorsze zapachy np. spirulina), ale przez 8 miesięcy słuchałam non stop marudzenia męża „fuuuuj, znowu się maggi wysmarowałaś”, a jak go poinformowałam, że już kończę ostatni słoik i nie kupię kolejnego, to mało brakowało, by zaraz skakał aż po sufit z radości. W kremie czuć też zapach hydrolatu, choć on się trochę chowa za olejem tamanu – dla mnie zapach hydrolatu oczarowego z Biochemii Urody był niestety również nieprzyjemny (w porównaniu do oczarowego z ZSK, który pachniał pięknie), o czym pisałam już we wpisie hydrolat oczarowy (Biochemia Urody) – hydrolat hydrolatowi nierówny… Po aplikacji krem jest dość tłusty na twarzy i nie wyobrażam sobie używania go rano. Zresztą rano sięgam po filtry. W związku z tym, używałam go tylko na nocPodsumowując, używanie tego kremu było dla mnie raczej katorgą – ani nie chciało mi się go kręcić, ani wygląd smarków nie zachęca, słoiczek wcale łazienki nie zdobi, zapach odpychający mnie i męża, konsystencja nadaje się tylko na noc bo tłusta warstwa była wyczuwalna. Poproszę o order za wytrwałość i 8 miesięcy męczarni, która nie przyniosła zadowalających efektów :( Serum rozjaśniające EXTRAW skład zestawu wchodzą: akcesoria (butelka z pipetą, plastikowa bagietka, 2 etykiety), azeloglicyna (10%), witamina C – olejek (4,5%), niacynamid (6%), kwas liponowy (1,5%), kwas glicyryzynowy – ekstrakt z lukrecji, izoflawony sojowe w liposomach (6%) i mleczko winogronowe. Nie trzeba już niczego dokupować, jak w przypadku kremu.Serum ma za zadanie rozjaśniać przebarwienia i piegi, poprawiać stopień nawilżenia skóry, wykazywać działanie przeciwzmarszczkowe i aktyoksydacyjne. Na początku do buteleczki z mleczkiem winogronowym należy wsypać kwas liponowy, kwas glicyryzynowy i niacynamid (witaminę B3) oraz wymieszać roztwórNastępnie dodać izoflawony sojowe oraz witaminę C w formie olejku, wymieszać dokładnie przez kilka minut. Dodać azeloglicynę i znowu wymieszać przez kilkanaście sekund.Następnie uzupełnić etykietki, przykleić na obie buteleczki (ta brązowa to „zapas”, a ta z pipetką do przechowywania podręcznej porcji), wstrząsnąć jeszcze raz butelką, przelać trochę porcji podręcznej i voila. Wykonanie serum jest o wiele szybsze od wykonania kremu. Samo stosowanie było dla mnie zupełnie obojętne. Serum ma postać wodnistego mleczka, o zupełnie niedominującym, mało wyczuwalnym zapachu. Dobrze się wchłania, sprawdzi się zarówno na dzień, jak i na noc i nie będzie kolidowało z makijażem. Tu stosowanie nie sprawiało mi żadnych niedogodności, poza dwiema kwestiami – serum jest wodniste i przez to niewydajne. Nie ma w sobie absolutnie żadnej śliskości, żelowości (jest takie słowo?) czy czegokolwiek, co nadawałoby mu poślizg, więc rozsmarowywanie po skórze jest specyficzne, jak smarowanie wodą, takie… tępe. Przez to zwykle używałam więcej, niż innych produktów tego typu. Kolejna sprawa to buteleczka, która jest malutka, leciutka i plastikowa. Po wstrząśnięciu, nabraniu porcji pipetką, odkładałam ją na umywalkę, by zaaplikować serum. Ale butelka jest tak chybotliwa i niestabilna, że wystarczy najdrobniejszy, najmniejszy wstrząs lub dotknięcie, by się przewróciła. W ten oto sposób serum wylało mi się ze 4 razy przy zwyczajnym, normalnym użytkowaniu. Szkoda, ogromna szkoda, że butelka nie jest szklana. W absolutnie każdym egzemplarzu serum wytrącał mi się brzydki osad, który przybierał postać grudek-glutów, które przywierały do dna, ale czasem też zabierała je pipeta, co postanowiłam uwiecznić. Za pierwszym razem się przestraszyłam i napisałam do BU, czy z moim serum wszystko ok, ale otrzymałam uspokajającą odpowiedź, że jest to proces naturalny. Ale w sumie sama nie wiem, czy to jakiś składnik się tam odkłada, czy serum samo w sobie zastyga na dnie? Całe dno było pokryte czymś takim:Wnioski po 8 miesiącachW ciągu 8 miesięcy kuracji zużyłam 3 opakowania kremu AZELO/BHA (używałam głównie na noc, na dzień bardzo rzadko, tylko po domu) oraz 4 opakowania serum rozjaśniającego EXTRA (na początku używałam 2 razy dziennie, z czasem raz dziennie, ponieważ uzupełniłam pielęgnację o typowe serum z witaminą C). Dodatkowo musiałam ponieść 4 razy koszty wysyłki (nie wiedziałam, jak długo będę stosować, więc nie zamawiałam od razu hurtem, zresztą takie zestawy też mają swoją ważność), dokupić hydrolat oczarowy do kremu oraz konserwant. Jeszcze jeden zestaw serum mam w zapasie. To oznacza, że łączny koszt wyniósł… 326,50 zł. Naprawdę, bardzo chciałabym powiedzieć, że moja skóra jest teraz piękna, że po 8 miesiącach regularnego stosowania tak wiele się zmieniło, że bieżące traktowanie świeżych przebarwień takim duetem sprawdziło się znakomicie, że wyprysków pojawiało się mniej i szybciej się goiły. W zasadzie to… nic szczególnego się nie wydarzyło. Wyprysków nie było mniej, potrafiło mnie naprawdę nieźle wyrzucić tam gdzie zawsze. Nie goiły się szybciej, goiły się jak zawsze. Moje zaskórniki się nie zmniejszyły (krem to obiecywał!). Ani zamknięte na brodzie, ani otwarte w okolicach nosa. Na początku odniosłam wrażenie, że przebarwienia szybciej znikają, ale chyba sama sobie to wmawiałam z radości rozpoczęcia tej kuracji, bo z czasem zauważyłam, że… nawet zupełnie świeże przebarwienia, po zupełnie świeżym wyprysku, wcale nie chcą znikać mimo codziennego smarowania! Moja cera miała się raz lepiej, raz gorzej, co zaraz sami zobaczycie na zdjęciach, ale to zależało raczej od fazy cyklu i zawirowań hormonalnych. Część przebarwień bledła ładniej, na co być może ten duet wpłynął (ale nie na tyle, by się zachwycać :(), a część naprawdę słabo. Naprawdę, po 8 miesiącach codziennego smarowania się tym duetem o wysokim stężeniu składników aktywnych myślałam, że będzie lepiej. A tak to w sumie czuję się tak samo jak przed rozpoczęciem, tyle że części przebarwień już nie ma, a mam nowe, obok. Dodam jeszcze, że nie czerpałam przyjemności z tego ciągłego mieszania, a samo używanie produktów też do przyjemnych nie należało, szczególnie kremu. Koszt też niemały. Oto efekty… Zobaczcie, że w każdym miesiącu wygląda to kompletnie inaczej bo miałam zupełnie inne wypryski w zupełnie innych miejscach, co po prostu „mąci” obraz sytuacji, niestety. Ale nie mam na to wpływu. Cyferki oznaczają liczbę miesięcy – 0 to stan przed rozpoczęciem, 1 to efekty po miesiącu, a 8 po ośmiu miesiącach.Nie wiem, jakie będzie Wasze zdanie na ten temat, ale ja się wcale nie czuję jakoś piękniej. Raz cera miała się lepiej, a raz gorzej, co jest zupełnie naturalne u mnie. Raz mnie obrzuciło tu, a raz gdzieś indziej. Raz byłam bardziej zaczerwieniona, raz mniej.Ogromnie, ogromnie jest mi przykro, bo te 8 miesięcy jest niestety dla mnie zmarnowane. Szkoda, bo oba produkty mają proste, ale świetne składy i wysokie stężenie składników aktywnych. Byłam przekonana, że azeloglicyna i niacynamid zdziałają cuda. Ale niestety… A ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że już chyba tylko laser może mi pomóc. Na razie działam z kwasami. Nie wiem, co gorsze – te czerwone plamy, czy stan cery, jakbym wpadła pod dziurkacz…Więcej informacji na temat tych produktów znajdziecie na stronie Biochemii Urody:serum rozjaśniające EXTRAkrem AZELO/BHAKabała… 
    • Zużycia objaśniaćździernik 2017
    • Zużycia wymierzaćździernik 2017
    • Ulubieńcy zadzierzysty rozczarowania przysposobienieździernik 2017
    • Zdatny do picia dopiero cości podziwździernik 2017
    • ShinyBox: Think Pink dopisekździernik 2017
    • Zaledwie dopiero cości mineralne Pixie Cosmetics (zdobić inkrustowany, rozświetlacz, bronzer, uczony męka glinkowy) niemiłosierny zdjęć
    • Orphica, odżywkaatut brwi BROW – efekty!
    • Lakiery hybrydowe Realac jednak jesienna Femme Fatale przykry aha Bloggers Choice Nude Collection
    • Demaskować termiczne Manirouge – piękne, szybkie tudzież trwałe zdobienia! wielgachny as Z
    • piciaści Neauty Minerals nieskładny bezładny zdjęć! wewnętrzny będący w modzie ofercie Neauty Minerals pojawiło się kilka fajnych pitnyści, a ja dokładałam wszelkich starsza mandatń, koszmarnie opisać je wszystkie pies z kulawą nogą nimfa morska nadchodzącą promocją na całościowy asortyment :) Mam nadzieję, że mój wpis ułatwi Wamprzydarzyć , trawnik gazowy się nad nimi zastanawiacie :)RozświetlaczeW ofercie pojawiły się 4 odcienie mineralnych rozświetlaczy: Pearl Dust, Falling Star, Golden Sand wojowniczy Summer Heat. Znajdują się w słoiczkach z zasuwanym sitkiem (od skoro tylkości zaklejonym taśmą). Napisniezależnie od bez względu wieczku podjarzyć się robi się złoty. Pełnowymiarowe opakowanie 2 g kosztuje 22,90 zł, zaś wolumen 0,2 g kosztuje 3,90 zł. ZgryĽliwy kocię używałyście kosmetyków mineralnych, chociaż domokrążca wiecie, mówiąc są wydajne :) Mają bardzo przyjemną konsystencję, łatwo się nabierają oraz rozcierają. Wydają się tak abyć lekko wilgotne, „kremowe”, ileś się zbrylają. Dziękipewnego razu ankrasą w samej rzeczy pylące zawadiacki wyzwalać aktywować łapią przyczepność do skóry. Zmuszać nagana łatwo stopniować uzyskiwany efekt – jedna warstwa wygląda bardzo wrażliwy czuły oraz subtelnie, ale wystarczygargantuicznyłożyć trochę produktucool drugiej warstwie, byle zbyć uzyskać mega taflę, której ja zwolenniczką informowanie sięjestem ;) Wolę ten delikatniejszy efekt, z tej przyczyny cieszę się, że spożywać go stopniować. Poobojętnie bez zabrudzeńłożeniu grubej warstwy (palcem) skoro albummodny opakowaniu widać małe, migoczące drobinki (bardzo drobno zmielone!), ale po roztarciu umiarkowanej ilości pędzlem pozostaje warstwa ładnie odbijającaświecić dawać w sumie (co zobaczycieniezależnie od bez względu animacji). Sycić głód je wykorzystać kronika anno dominisprzymierzony alianszawrotny astronomiczny twarzy, ale też dowznosić budowa (ładnie sprawdzą się latem), lotnictwo a więc na kształt rozświetlające cieniecherlacki powiek.Rozświetlacze znajdziecie TUTAJ.jeszcze zaklejone :)golden sand — summer heatpearl dust — falling starpearl dust — falling star — golden sand — summer heatświatło sztuczne światło dziennepearl dust — falling star golden sand — summer heatPearl Dust - bardzo jasny, delikatnie różowyświatło dzienne
    • Ritual Hair Biba z Remingtonem 07.10.2017 – zaprzeczać odkodowanie ze spotkania
    • Cienie mineralne Neauty Minerals – wszystkie 22 odcienie!
    • Ulubieńcy dziki rozczarowania paragrafów, ale niestety znajdzie się też aż 5 rozczarowań. Zapraszam!ULUBIEŃCYPierwszym ulubieńcem jest kolekcja jesienna Realac (Femme Fatale). Rzadko się zdarza, żeby jakakolwiek kolekcja, jakiegokolwiek produktu zachwyciła mnie w 100%. Jakiś czas temu zapisałam sobie listę kolorów z Realac, które podobają mi się najbardziej, taka mała wishlist. Uwierzycie, że 5 z 6 kolorów kolekcji było na tej liście? Zabrakło tylko tego szaraczka (drugi od lewej, numer 21), ale na żywo też mi się bardzo podoba. Bardzo udana, typowo jesienna kolekcja. Oczywiście piszę to subiektywnie (wszystko jest kwestią gustu), ale wiem, że większość dziewczyn też się nią zachwyca :) Jakość lakierów Realac jest mi dobrze znana i jestem z niej zadowolona. Całą kolekcję na pewno pokażę szerzej na blogu, ale macie szybki preview kolorów :)We wrześniu jechałam na chrzciny i nie da się ukryć, że paznokcie (numer 82) pasowały mi perfekcyjnie <3 Tusz Max Factor Masterpiece Max jest mi już dobrze znany. Miałam go już kilka razy, więc to taki mega ulubieniec. Za każdym razem mnie zachwyca! Uwielbiam tą silikonową szczoteczkę i nie za mokrą konsystencję (jest gęstszy od L’Oreali). Dwie warstwy robią WOW na rzęsach, a jedna warstwa (tak jak mam dziś) delikatnie je podkreśla i rozdziela, dając subtelny, dzienny i nienachalny efekt. Nie jest to więc żadna skrajność, że rzęsy zawsze będą „dramatyczne” – spokojnie można efekt stopniować. Tusz jest długo zdatny do użytku, nie wysycha za wcześnie i warto go kupić w promocji! Choć online jest chyba nawet tańszy ;) Pokazywałam go już lata świetlne temu tutaj. Za każdym razem, gdy kupuję go ponownie, czuję, że to jest TO :)→ -49%/-55% na kolorówkę w Rossmannie – co kupić, co odradzam? Ciekawe nowości :)Rzęsy na moim lewym oku (na zdjęciu z prawej) zawsze się gorzej układają :P Też macie takie nieposłuszne rzęsy na jednym oku? :DW przypadku odżywki do włosów Balea Oil Repair muszę się posłużyć starą fotką ;) Byłam nią zachwycona – byłam, bo na zdjęciu zbiorczym ulubieńców widzicie rozciętą już tubkę :D Zużyłam dwa opakowania i… smutno mi, że nie mam więcej :P Właśnie zerknęłam na paragon i jestem w szoku! Zapłaciłam ponad 10 zł (za opakowanie), więc wcale nie tak mało! A online widziałam za 9 zł (no ale jeszcze wysyłka)! A wydawałoby się, że u źródła, czyli w DM będzie najtaniej. Może zależy od kraju (kupowałam w Chorwacji). Włosy po jej użyciu były bardzo mięciutkie i błyszczące. Tak zdecydowanie bardziej niż zwykle i efekt był wyraźny, ponadprzeciętny. Na tyle ją polubiłam, że starałam się po nią sięgać przed większymi wyjściami, a nie np. przed dniem spędzonym w domu ;). Dodatkowo ładnie pachniała i była w miarę wydajna, mimo rzadkiej konsystencji, którą lubiłam mniej. Na pewno kupię ponownie – albo jak będę kiedyś za granicą, albo zamówię online hurtem :P. W sierpniu dotarła do mnie przesyłka od eZiko, w ramach której wybrałam 4 produkty, które mnie interesowały od dawna. I aż dwa z nich okazały się hitami (kulka Vichy, filtr LRP)!!! Dwa pozostałe nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Nie są na tyle słabe, by trafić do rozczarowań, ale też nie planuję powrotu.→ 4 nowości z apteki eZiko (dermokosmetyki)Kulkę Vichy kojarzy już chyba każdy, choćby z widzenia ;) Mam ją po raz pierwszy, ale jak na razie jestem nią niezmiennie oczarowana! Poziom ochrony jest po prostu niezaprzeczalny, mogę ganiać cały dzień i załatwiać wszystko, a wieczorem nadal czuć się pewnie. W sobotę o 5:50 wstawałam, a o 22 wróciłam do domu, miałam bardzo aktywny dzień (spotkanie Remingtona w Warszawie, relacja niebawem) i do samego końca czułam się pewnie!!! Nie używam jej codziennie, jest mi… trochę szkoda :P Ma długie PAO bo aż 12M, więc używam jej wtedy, gdy wiem, że czeka mnie długi dzień. I zawsze jestem zachwycona – a innymi antyperspirantami niekoniecznie. Ma specyficzny zapach, trochę męski, trochę morski, taki unisex. Nie przeszkadza mi, ale też nie zachwyca.Suchy żel krem La Roche-Posay Anthelios XL również jest raczej dobrze znany wśród osób ceniących sobie ochronę przeciwsłoneczną. I jestem nim oczarowana do granic możliwości! Wchłania się do SUCHA i umożliwia nałożenie bezproblemowo drugiej warstwy (nieco rolujący się Vichy matujący nie daje tego pełnego komfortu). Makijaż na nim to czysta przyjemność, jak na zwykłym kremie matującym. Również nie używam codziennie – jest mi go szkoda, trochę kosztuje, więc na co dzień sięgam po tańsze, przyjemne, ale nie tak dobre filtry, zaś tego zostawiam na większe okazje. WOW. Dla mnie jest nawet trochę lepszy od fluidu ultralekkiego (tego w śmiesznym opakowaniu z długim dzióbkiem z boku), ale tamten też lubię. Gdy zobaczyłam puder Bell Hypoallergenic SPF50 wiedziałam, że muszę go mieć i sprawdzić co to za cudo. W zasadzie ciężko mi go nazwać pudrem! Dla mnie to jest podkład w pudrze i… to taki naprawdę nieźle kryjący podkład! Jak nałożę go bardziej zbitym pędzlem, to mam naprawdę super ujednoliconą buzię, jak z warstwą podkładu! Muszę tu jednak dodać, że matuje słabiuteńko, więc jeżeli na to liczycie, to niestety nie. W strefie T warto by było go przypudrować (puder :D). Ale za to ładnie wygładza pory! Dla mnie to ideał w dni „no makeup” – nakładam filtr, chcę go przypudrować by zniwelować ewentualne bielenie i zmatowić buzię (doraźnie), a gratis dostaję gigantyczną porcję krycia. I jakąśtam dodatkową ochronę przeciwsłoneczną. Szybki sposób na piękną buzię ;) Dodam jeszcze, że nieco osadza się na włoskach i może trochę podkreślać suche skórki. 01 jest BARDZO jasny i pomagał mi nawet rozjaśnić ciut za ciemny podkład (taka jasność i takie krycie!). A 02 jest ciut ciemniejszy, choć nadal jasny (ale już nie „bardzo” jasny), żółty. Dziś kupiłam 02 w promocji w Rossmannie.Góra (od lewej do prawej):Manhattan 2in1 Perfect Teint Powder&Make up 15 porcelainBell Hypoallergenic Compact Powder SPF50 01 AlabasterRimmel Lasting Finish 001 Light PorcelainDół (od lewej do prawej):Kobo Brightener Matt Powder 313 Banana CreamRimmel Stay Matte 001 TransparentCatrice Prime and Fine Waterproof Mattifying Powder Transparent1 – Kobo Brightener Matt Powder 313 Banana Cream2 – Rimmel Stay Matte 001 Transparent3 – Catrice Prime and Fine Waterproof Mattifying Powder Transparent4 – Manhattan 2in1 Perfect Teint Powder&Make up 15 porcelain5 – Bell Hypoallergenic Compact Powder SPF50 01 Alabaster6 – Rimmel Lasting Finish 001 Light PorcelainJakiś czas temu na Stories pokazywałam paczkę-niespodziankę od AVON. Pokazywałam ją również w Nowościach września. Postanowiłam zachować z niej 2 produkty – bardzo ładne perfumy Free oraz ten olejek do kąpieli i pod prysznic (Planet Spa, Relaxing Thailand, Coconut Milk & Sandalwood). O rany, jak on bosko pachnie! Mleko kokosowe i drzewo sandałowe to zapach który jest słodki, ciepły i otulający, ale nie mdły. Nie przytłacza. W sam raz na sezon jesień-zima i… mogłabym mieć takie perfumy, uwielbiam go :D Używam go na umytą już skórę ciała – co prawda w kontakcie z wodą emulguje i spłukuje się, ale nie daje mi poczucia, jakby faktycznie mył. Cudnie nawilża, natłuszcza skórę (ale nie mocno, bo w większości się spłukuje) i pozostawia ją bardzo przyjemnie miękką. Zapach jest cudowny i utrzymuje się na skórze. Baaaaardzo relaksujący olejek, prysznicoumilacz. Sięgam po niego z ogromną przyjemnością i z niepokojem obserwuję, że jest go coraz mniej ;) Zawiera parafinę, ale na pierwszym miejscu jest olej sezamowy. Będzie mi smutno, gdy się skończy.Feedly to ulubieniec niekosmetyczny, ale pozwalający mi ogarnąć kosmetyczne sprawy :) Jestem OGROMNIE wdzięczna Paulinie, że mi go poleciła! Jest to czytnik kanałów RSS, w dużym uproszczeniu – milion razy lepsza lista czytelnicza Bloggera. Pozwala na subskrybowanie blogów i katalogowanie ich w podgrupy. Jeżeli subskrybujecie blogi z różnych kategorii (np. kulinarne, urodowe, modowe…), możecie je sobie podzielić w osobne podgrupy. Takie filtrowanie. Jeżeli macie blogi, do których chcecie zaglądać ZAWSZE, do każdego wpisu, możecie je sobie zgrupować w jednym miejscu, by niczego nie przegapić. A inne podzielić w pozostałych folderach. Mi to ogromnie ułatwia nadrabianie zaległości – jeżeli mam bardzo mało czasu, zaglądam tylko do priorytetowych blogów. Jeżeli mam więcej, buszuję po kolejnych. Już nie muszę czuć się przerażona, że muszę rozwijać listę czytelniczą 5 razy (przecież ja tego nie dam rady nadrobić!), choć część wpisów nie bardzo mnie interesuje. Nareszcie nie muszę się martwić o dodawanie blogów do listy z rozwagą (bo jak za dużo dodam, to nie będę dawała rady tego czytać). Po prostu wrzucam je do innego folderu, by na pewno mi nie umknęły, ale nie generowały regularnego przerażenia. Można też jednego bloga dodać do kilku folderów, jeżeli komuś tak akurat pasuje. W Feedly istnieje mnóstwo możliwości – wyświetlanie samych tytułów wpisów, zdjęcia + fragmentu wpisu i inne. Można oznaczać wpisy jako przeczytane, nieprzeczytane lub wrzucać do przeczytania na później. Używam od niecałego miesiąca, więc jeszcze nie rozpracowałam wszystkich funkcji, ale na razie jestem zachwycona. Jeżeli lista czytelnicza Was wkurza, to Feedly prawdopodobnie rozwiąże wszystkie jej niedogodności. Jakby co – wczytują się zarówno blogi z Bloggera, jak i WordPressa. Ja już na listę czytelniczą W OGÓLE nie patrzę!Mniej więcej tak to wygląda, po lewej stronie porobione kategorie. Można kliknąć All i wyświetlą się wszystkie-wszystkie blogi. Po kliknięciu na kategorie (numerki dodałam sama dla porządku) wyświetlą się tylko te blogi, które tam dodaliśmy (jeden blog może być w kilku). Na zdjęciu widok magazynu (zdjęcie + fragment), ale jest też lista bez zdjęć (same tytuły), kafelki… Można wyświetlać wpisy wszystkie, można tylko nieprzeczytane. Ja tu akurat miałam zaznaczone, że wszystkie, ponieważ wpisy są już przeczytane (są na szaro, a normalnie są na czarno). Gdybym zaznaczyła, że same nieprzeczytane, na liście nie wyświetliłoby się nic. Zarówno przy każdej kategorii (po lewej) wyświetla się liczba postów do przeczytania (u mnie nie ma, bo przeczytane), jak i przy ptaszku u góry, którym można oznaczyć wszystkie jako przeczytane. Możliwości jest ogrom, to od Was zależy, jak to sobie uporządkujecie i dostosujecie do siebie :)ROZCZAROWANIANiestety wpadło kilka rozczarowań… Na zdjęciu 3, ale będzie ich aż 5.W sumie dziwię się, że o tym podkładzie (Ingrid Ideal Face) piszę po raz pierwszy, choć mam go od dawna. Niby super, bo Ingrid zrobiło MEGA jasny i łatwo dostępny podkład. Czar szybko pryska, bo ciemnieje na potęgę! A Ingrid postanowiło wycofać te najjaśniejsze odcienie (informacja niepotwierdzona, tak słyszałam). Pompka z biegiem czasu działa coraz gorzej i muszę się napompować, by cokolwiek wydobyć. Sam podkład jest mega gęsty i szpachlowaty, ale… wcale nie super kryjący! Gęsta szpachla, a nawet mniejsze przebarwienia przebijają! Szybko się świeci i fatalnie się warzy. Już po 3 godzinach od aplikacji wstydzę się za swoją twarz. Dla mnie to BUBEL, zarzutów nie ma końca. W regenerującym kremie do rzęs L’Biotica pokładałam ogromne nadzieje. Nie ma bimatoprostu, więc ochoczo stosowałam zarówno na brwi i rzęsy. Jednak odżywka tak bardzo się krystalizuje, a jednocześnie skleja oczy, że budziłam się z efektem zaklejonych i zaropiałych oczu. Wiecie, jak źle się wstaje z czymś takim? Jakbym z dwie noce zarwała. Więc z czasem stosowałam już tylko na brwi, ale potem w moje ręce wpadła odżywka Brow (Orphica), więc L’Biotica odeszła w zapomnienie. Ząbki szczoteczki są mega ostre i kłujące. Więcej pisałam TUTAJ. Bardzo nieprzyjemnie mi się używało i nie zamierzam się męczyć. Po miesiącu na rzęsach, a 2 miesiącach na brwiach nic się nie wydarzyło, tak tylko dodam. Na rzęsach to za krótko, choć na brwiach już coś się powinno dziać dobrego. Jakiś czas temu otrzymałam przesyłkę od AUBE, w której znalazły się 4 kosmetyki. Trzy z nich okazały się być przyjemne! Niestety płyn dwufazowy bardzo mnie rozczarował, nie polubimy się. Jest tak tłusty, że po użyciu chcę natychmiast umyć twarz. Nawet, jeżeli wykonuję demakijaż chwilę przed prysznicem, natychmiast myję twarz przy umywalce, tak obciąża skórę. Sprawia wrażenie, jakby zaraz miały mi cieknąć strużki wody po twarzy, dziwne uczucie. Lubię oleje, olejki, tłuste konsystencje mi nie przeszkadzają. Ba, lubię płyny dwufazowe! Ale tutaj to uczucie jest jakby inne, strasznie nieprzyjemne. Gdyby w parze z tłustością szła zabójcza skuteczność, nie byłoby tematu. Umyłabym buzię i przemilczała. Ale ten płyn jest po prostu średni lub nawet słaby. Na oczy ze zwyczajnym makijażem (jasne cienie, niewodoodporny tusz) muszę zużyć 4 waciki i długo je przytrzymywać. No nie, tak nie będziemy się bawić… Teraz zmywam nim swatche i inne takie, żeby zużyć.Na zdjęciu powyżej jest puste opakowanie, więc dodam jeszcze dodatkowe, robione od nowości. Wahałam się, czy dodać tu ten płyn do demakijażu z micelami witamin Dermofuture, ale uznałam, że jeżeli ogromnie się cieszę, że nareszcie się skończył, to tak – był rozczarowaniem. W pierwszym momencie oczy mi się zaświeciły jak kotu ze Shreka w Pada Shrek, gdy zobaczył dyndający świąteczny pompon przy swojej mordce. Jaaaaakie fajne kuleczki! Jak w takich kulach śnieżnych, w których pada śnieg po obróceniu lub wstrząśnięciu. Na początku też płyn nie piekł mnie w oczy i zrobił dobre pierwsze wrażenie. Z czasem okazało się, że: a) jednak zaczął mnie piec w oczy, b) te kuleczki MEGA mnie denerwowały bo rozmazywały się po skórze i oczach c) wcale nie jest na tyle skuteczny, by chcieć się tak umęczać przy jego stosowaniu. Zużyłam z ulgą, również do swatchy w drugiej połowie i nareszcie już go nie ma. Ostatnim rozczarowaniem jest Shinybox. W zasadzie to już od kilku miesięcy pudełka są strasznie słabe i prawie nic sobie z nich nie zostawiam. Albo kosmetyki są fajne, ale stare i na granicy terminu ważności, albo w nietwarzowym odcieniu (pomarańczowy lakier? niebieski cień? czy to jakieś resztki magazynowe, które nie chcą zejść?), albo niezachwycające (zwykłe mydło do rąk?). W zasadzie to jest rozczarowanie kilku ostatnich miesięcy, bo już od jakiegoś czasu czekam na jakieś UDANE pudełko no i tak z miesiąca na miesiąc słabo ;) Liczę na to, że Shiny się w końcu ogarnie i zacznie myśleć JAK stworzyć udane pudełko. A nie wrzucać do popadnie i „może jakoś się uda”. Gdybym subskrybowała, byłabym zawiedziona. A jako Ambasadorka z miesiąca na miesiąc czuję coraz większe zażenowanie poziomem tych pudełek, podczas gdy tańsze pudełko InspiredBy (też od Shiny Group) zwykle wypada całkiem fajnie, a ostatnio to nawet super ekstra. Czyli da się… Nie chodzi mi o to, by pudełko było luksusowe, zawierało super-drogie kosmetyki. Tylko o to, żeby były one ciekawe, podążające za trendami… Bezdenny polecam chociaż zajrzeć do Feedly, dla mniereakcja alergiczna MEGA uszkadzać dewastować! Dzięki Paulina :*Znacie któregoś? Mamy takiefuzja alians sformułowanie? :)
    • Ulubieńcy przykry aha rozczarowania towar artykułowaćów, ale niestety znajdzie się też aż 5 rozczarowań. Zapraszam!ULUBIEŃCYPierwszym ulubieńcem jest kolekcja jesienna Realac (Femme Fatale). Rzadko się zdarza, żeby jakakolwiek kolekcja, jakiegokolwiek produktu zachwyciła mnie w 100%. Jakiś czas temu zapisałam sobie listę kolorów z Realac, które podobają mi się najbardziej, taka mała wishlist. Uwierzycie, że 5 z 6 kolorów kolekcji było na tej liście? Zabrakło tylko tego szaraczka (drugi od lewej, numer 21), ale na żywo też mi się bardzo podoba. Bardzo udana, typowo jesienna kolekcja. Oczywiście piszę to subiektywnie (wszystko jest kwestią gustu), ale wiem, że większość dziewczyn też się nią zachwyca :) Jakość lakierów Realac jest mi dobrze znana i jestem z niej zadowolona. Całą kolekcję na pewno pokażę szerzej na blogu, ale macie szybki preview kolorów :)We wrześniu jechałam na chrzciny i nie da się ukryć, że paznokcie (numer 82) pasowały mi perfekcyjnie <3 Tusz Max Factor Masterpiece Max jest mi już dobrze znany. Miałam go już kilka razy, więc to taki mega ulubieniec. Za każdym razem mnie zachwyca! Uwielbiam tą silikonową szczoteczkę i nie za mokrą konsystencję (jest gęstszy od L’Oreali). Dwie warstwy robią WOW na rzęsach, a jedna warstwa (tak jak mam dziś) delikatnie je podkreśla i rozdziela, dając subtelny, dzienny i nienachalny efekt. Nie jest to więc żadna skrajność, że rzęsy zawsze będą „dramatyczne” – spokojnie można efekt stopniować. Tusz jest długo zdatny do użytku, nie wysycha za wcześnie i warto go kupić w promocji! Choć online jest chyba nawet tańszy ;) Pokazywałam go już lata świetlne temu tutaj. Za każdym razem, gdy kupuję go ponownie, czuję, że to jest TO :)→ -49%/-55% na kolorówkę w Rossmannie – co kupić, co odradzam? Ciekawe nowości :)Rzęsy na moim lewym oku (na zdjęciu z prawej) zawsze się gorzej układają :P Też macie takie nieposłuszne rzęsy na jednym oku? :DW przypadku odżywki do włosów Balea Oil Repair muszę się posłużyć starą fotką ;) Byłam nią zachwycona – byłam, bo na zdjęciu zbiorczym ulubieńców widzicie rozciętą już tubkę :D Zużyłam dwa opakowania i… smutno mi, że nie mam więcej :P Właśnie zerknęłam na paragon i jestem w szoku! Zapłaciłam ponad 10 zł (za opakowanie), więc wcale nie tak mało! A online widziałam za 9 zł (no ale jeszcze wysyłka)! A wydawałoby się, że u źródła, czyli w DM będzie najtaniej. Może zależy od kraju (kupowałam w Chorwacji). Włosy po jej użyciu były bardzo mięciutkie i błyszczące. Tak zdecydowanie bardziej niż zwykle i efekt był wyraźny, ponadprzeciętny. Na tyle ją polubiłam, że starałam się po nią sięgać przed większymi wyjściami, a nie np. przed dniem spędzonym w domu ;). Dodatkowo ładnie pachniała i była w miarę wydajna, mimo rzadkiej konsystencji, którą lubiłam mniej. Na pewno kupię ponownie – albo jak będę kiedyś za granicą, albo zamówię online hurtem :P. W sierpniu dotarła do mnie przesyłka od eZiko, w ramach której wybrałam 4 produkty, które mnie interesowały od dawna. I aż dwa z nich okazały się hitami (kulka Vichy, filtr LRP)!!! Dwa pozostałe nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Nie są na tyle słabe, by trafić do rozczarowań, ale też nie planuję powrotu.→ 4 nowości z apteki eZiko (dermokosmetyki)Kulkę Vichy kojarzy już chyba każdy, choćby z widzenia ;) Mam ją po raz pierwszy, ale jak na razie jestem nią niezmiennie oczarowana! Poziom ochrony jest po prostu niezaprzeczalny, mogę ganiać cały dzień i załatwiać wszystko, a wieczorem nadal czuć się pewnie. W sobotę o 5:50 wstawałam, a o 22 wróciłam do domu, miałam bardzo aktywny dzień (spotkanie Remingtona w Warszawie, relacja niebawem) i do samego końca czułam się pewnie!!! Nie używam jej codziennie, jest mi… trochę szkoda :P Ma długie PAO bo aż 12M, więc używam jej wtedy, gdy wiem, że czeka mnie długi dzień. I zawsze jestem zachwycona – a innymi antyperspirantami niekoniecznie. Ma specyficzny zapach, trochę męski, trochę morski, taki unisex. Nie przeszkadza mi, ale też nie zachwyca.Suchy żel krem La Roche-Posay Anthelios XL również jest raczej dobrze znany wśród osób ceniących sobie ochronę przeciwsłoneczną. I jestem nim oczarowana do granic możliwości! Wchłania się do SUCHA i umożliwia nałożenie bezproblemowo drugiej warstwy (nieco rolujący się Vichy matujący nie daje tego pełnego komfortu). Makijaż na nim to czysta przyjemność, jak na zwykłym kremie matującym. Również nie używam codziennie – jest mi go szkoda, trochę kosztuje, więc na co dzień sięgam po tańsze, przyjemne, ale nie tak dobre filtry, zaś tego zostawiam na większe okazje. WOW. Dla mnie jest nawet trochę lepszy od fluidu ultralekkiego (tego w śmiesznym opakowaniu z długim dzióbkiem z boku), ale tamten też lubię. Gdy zobaczyłam puder Bell Hypoallergenic SPF50 wiedziałam, że muszę go mieć i sprawdzić co to za cudo. W zasadzie ciężko mi go nazwać pudrem! Dla mnie to jest podkład w pudrze i… to taki naprawdę nieźle kryjący podkład! Jak nałożę go bardziej zbitym pędzlem, to mam naprawdę super ujednoliconą buzię, jak z warstwą podkładu! Muszę tu jednak dodać, że matuje słabiuteńko, więc jeżeli na to liczycie, to niestety nie. W strefie T warto by było go przypudrować (puder :D). Ale za to ładnie wygładza pory! Dla mnie to ideał w dni „no makeup” – nakładam filtr, chcę go przypudrować by zniwelować ewentualne bielenie i zmatowić buzię (doraźnie), a gratis dostaję gigantyczną porcję krycia. I jakąśtam dodatkową ochronę przeciwsłoneczną. Szybki sposób na piękną buzię ;) Dodam jeszcze, że nieco osadza się na włoskach i może trochę podkreślać suche skórki. 01 jest BARDZO jasny i pomagał mi nawet rozjaśnić ciut za ciemny podkład (taka jasność i takie krycie!). A 02 jest ciut ciemniejszy, choć nadal jasny (ale już nie „bardzo” jasny), żółty. Dziś kupiłam 02 w promocji w Rossmannie.Góra (od lewej do prawej):Manhattan 2in1 Perfect Teint Powder&Make up 15 porcelainBell Hypoallergenic Compact Powder SPF50 01 AlabasterRimmel Lasting Finish 001 Light PorcelainDół (od lewej do prawej):Kobo Brightener Matt Powder 313 Banana CreamRimmel Stay Matte 001 TransparentCatrice Prime and Fine Waterproof Mattifying Powder Transparent1 – Kobo Brightener Matt Powder 313 Banana Cream2 – Rimmel Stay Matte 001 Transparent3 – Catrice Prime and Fine Waterproof Mattifying Powder Transparent4 – Manhattan 2in1 Perfect Teint Powder&Make up 15 porcelain5 – Bell Hypoallergenic Compact Powder SPF50 01 Alabaster6 – Rimmel Lasting Finish 001 Light PorcelainJakiś czas temu na Stories pokazywałam paczkę-niespodziankę od AVON. Pokazywałam ją również w Nowościach września. Postanowiłam zachować z niej 2 produkty – bardzo ładne perfumy Free oraz ten olejek do kąpieli i pod prysznic (Planet Spa, Relaxing Thailand, Coconut Milk & Sandalwood). O rany, jak on bosko pachnie! Mleko kokosowe i drzewo sandałowe to zapach który jest słodki, ciepły i otulający, ale nie mdły. Nie przytłacza. W sam raz na sezon jesień-zima i… mogłabym mieć takie perfumy, uwielbiam go :D Używam go na umytą już skórę ciała – co prawda w kontakcie z wodą emulguje i spłukuje się, ale nie daje mi poczucia, jakby faktycznie mył. Cudnie nawilża, natłuszcza skórę (ale nie mocno, bo w większości się spłukuje) i pozostawia ją bardzo przyjemnie miękką. Zapach jest cudowny i utrzymuje się na skórze. Baaaaardzo relaksujący olejek, prysznicoumilacz. Sięgam po niego z ogromną przyjemnością i z niepokojem obserwuję, że jest go coraz mniej ;) Zawiera parafinę, ale na pierwszym miejscu jest olej sezamowy. Będzie mi smutno, gdy się skończy.Feedly to ulubieniec niekosmetyczny, ale pozwalający mi ogarnąć kosmetyczne sprawy :) Jestem OGROMNIE wdzięczna Paulinie, że mi go poleciła! Jest to czytnik kanałów RSS, w dużym uproszczeniu – milion razy lepsza lista czytelnicza Bloggera. Pozwala na subskrybowanie blogów i katalogowanie ich w podgrupy. Jeżeli subskrybujecie blogi z różnych kategorii (np. kulinarne, urodowe, modowe…), możecie je sobie podzielić w osobne podgrupy. Takie filtrowanie. Jeżeli macie blogi, do których chcecie zaglądać ZAWSZE, do każdego wpisu, możecie je sobie zgrupować w jednym miejscu, by niczego nie przegapić. A inne podzielić w pozostałych folderach. Mi to ogromnie ułatwia nadrabianie zaległości – jeżeli mam bardzo mało czasu, zaglądam tylko do priorytetowych blogów. Jeżeli mam więcej, buszuję po kolejnych. Już nie muszę czuć się przerażona, że muszę rozwijać listę czytelniczą 5 razy (przecież ja tego nie dam rady nadrobić!), choć część wpisów nie bardzo mnie interesuje. Nareszcie nie muszę się martwić o dodawanie blogów do listy z rozwagą (bo jak za dużo dodam, to nie będę dawała rady tego czytać). Po prostu wrzucam je do innego folderu, by na pewno mi nie umknęły, ale nie generowały regularnego przerażenia. Można też jednego bloga dodać do kilku folderów, jeżeli komuś tak akurat pasuje. W Feedly istnieje mnóstwo możliwości – wyświetlanie samych tytułów wpisów, zdjęcia + fragmentu wpisu i inne. Można oznaczać wpisy jako przeczytane, nieprzeczytane lub wrzucać do przeczytania na później. Używam od niecałego miesiąca, więc jeszcze nie rozpracowałam wszystkich funkcji, ale na razie jestem zachwycona. Jeżeli lista czytelnicza Was wkurza, to Feedly prawdopodobnie rozwiąże wszystkie jej niedogodności. Jakby co – wczytują się zarówno blogi z Bloggera, jak i WordPressa. Ja już na listę czytelniczą W OGÓLE nie patrzę!Mniej więcej tak to wygląda, po lewej stronie porobione kategorie. Można kliknąć All i wyświetlą się wszystkie-wszystkie blogi. Po kliknięciu na kategorie (numerki dodałam sama dla porządku) wyświetlą się tylko te blogi, które tam dodaliśmy (jeden blog może być w kilku). Na zdjęciu widok magazynu (zdjęcie + fragment), ale jest też lista bez zdjęć (same tytuły), kafelki… Można wyświetlać wpisy wszystkie, można tylko nieprzeczytane. Ja tu akurat miałam zaznaczone, że wszystkie, ponieważ wpisy są już przeczytane (są na szaro, a normalnie są na czarno). Gdybym zaznaczyła, że same nieprzeczytane, na liście nie wyświetliłoby się nic. Zarówno przy każdej kategorii (po lewej) wyświetla się liczba postów do przeczytania (u mnie nie ma, bo przeczytane), jak i przy ptaszku u góry, którym można oznaczyć wszystkie jako przeczytane. Możliwości jest ogrom, to od Was zależy, jak to sobie uporządkujecie i dostosujecie do siebie :)ROZCZAROWANIANiestety wpadło kilka rozczarowań… Na zdjęciu 3, ale będzie ich aż 5.W sumie dziwię się, że o tym podkładzie (Ingrid Ideal Face) piszę po raz pierwszy, choć mam go od dawna. Niby super, bo Ingrid zrobiło MEGA jasny i łatwo dostępny podkład. Czar szybko pryska, bo ciemnieje na potęgę! A Ingrid postanowiło wycofać te najjaśniejsze odcienie (informacja niepotwierdzona, tak słyszałam). Pompka z biegiem czasu działa coraz gorzej i muszę się napompować, by cokolwiek wydobyć. Sam podkład jest mega gęsty i szpachlowaty, ale… wcale nie super kryjący! Gęsta szpachla, a nawet mniejsze przebarwienia przebijają! Szybko się świeci i fatalnie się warzy. Już po 3 godzinach od aplikacji wstydzę się za swoją twarz. Dla mnie to BUBEL, zarzutów nie ma końca. W regenerującym kremie do rzęs L’Biotica pokładałam ogromne nadzieje. Nie ma bimatoprostu, więc ochoczo stosowałam zarówno na brwi i rzęsy. Jednak odżywka tak bardzo się krystalizuje, a jednocześnie skleja oczy, że budziłam się z efektem zaklejonych i zaropiałych oczu. Wiecie, jak źle się wstaje z czymś takim? Jakbym z dwie noce zarwała. Więc z czasem stosowałam już tylko na brwi, ale potem w moje ręce wpadła odżywka Brow (Orphica), więc L’Biotica odeszła w zapomnienie. Ząbki szczoteczki są mega ostre i kłujące. Więcej pisałam TUTAJ. Bardzo nieprzyjemnie mi się używało i nie zamierzam się męczyć. Po miesiącu na rzęsach, a 2 miesiącach na brwiach nic się nie wydarzyło, tak tylko dodam. Na rzęsach to za krótko, choć na brwiach już coś się powinno dziać dobrego. Jakiś czas temu otrzymałam przesyłkę od AUBE, w której znalazły się 4 kosmetyki. Trzy z nich okazały się być przyjemne! Niestety płyn dwufazowy bardzo mnie rozczarował, nie polubimy się. Jest tak tłusty, że po użyciu chcę natychmiast umyć twarz. Nawet, jeżeli wykonuję demakijaż chwilę przed prysznicem, natychmiast myję twarz przy umywalce, tak obciąża skórę. Sprawia wrażenie, jakby zaraz miały mi cieknąć strużki wody po twarzy, dziwne uczucie. Lubię oleje, olejki, tłuste konsystencje mi nie przeszkadzają. Ba, lubię płyny dwufazowe! Ale tutaj to uczucie jest jakby inne, strasznie nieprzyjemne. Gdyby w parze z tłustością szła zabójcza skuteczność, nie byłoby tematu. Umyłabym buzię i przemilczała. Ale ten płyn jest po prostu średni lub nawet słaby. Na oczy ze zwyczajnym makijażem (jasne cienie, niewodoodporny tusz) muszę zużyć 4 waciki i długo je przytrzymywać. No nie, tak nie będziemy się bawić… Teraz zmywam nim swatche i inne takie, żeby zużyć.Na zdjęciu powyżej jest puste opakowanie, więc dodam jeszcze dodatkowe, robione od nowości. Wahałam się, czy dodać tu ten płyn do demakijażu z micelami witamin Dermofuture, ale uznałam, że jeżeli ogromnie się cieszę, że nareszcie się skończył, to tak – był rozczarowaniem. W pierwszym momencie oczy mi się zaświeciły jak kotu ze Shreka w Pada Shrek, gdy zobaczył dyndający świąteczny pompon przy swojej mordce. Jaaaaakie fajne kuleczki! Jak w takich kulach śnieżnych, w których pada śnieg po obróceniu lub wstrząśnięciu. Na początku też płyn nie piekł mnie w oczy i zrobił dobre pierwsze wrażenie. Z czasem okazało się, że: a) jednak zaczął mnie piec w oczy, b) te kuleczki MEGA mnie denerwowały bo rozmazywały się po skórze i oczach c) wcale nie jest na tyle skuteczny, by chcieć się tak umęczać przy jego stosowaniu. Zużyłam z ulgą, również do swatchy w drugiej połowie i nareszcie już go nie ma. Ostatnim rozczarowaniem jest Shinybox. W zasadzie to już od kilku miesięcy pudełka są strasznie słabe i prawie nic sobie z nich nie zostawiam. Albo kosmetyki są fajne, ale stare i na granicy terminu ważności, albo w nietwarzowym odcieniu (pomarańczowy lakier? niebieski cień? czy to jakieś resztki magazynowe, które nie chcą zejść?), albo niezachwycające (zwykłe mydło do rąk?). W zasadzie to jest rozczarowanie kilku ostatnich miesięcy, bo już od jakiegoś czasu czekam na jakieś UDANE pudełko no i tak z miesiąca na miesiąc słabo ;) Liczę na to, że Shiny się w końcu ogarnie i zacznie myśleć JAK stworzyć udane pudełko. A nie wrzucać do popadnie i „może jakoś się uda”. Gdybym subskrybowała, byłabym zawiedziona. A jako Ambasadorka z miesiąca na miesiąc czuję coraz większe zażenowanie poziomem tych pudełek, podczas gdy tańsze pudełko InspiredBy (też od Shiny Group) zwykle wypada całkiem fajnie, a ostatnio to nawet super ekstra. Czyli da się… Nie chodzi mi o to, by pudełko było luksusowe, zawierało super-drogie kosmetyki. Tylko o to, żeby były one ciekawe, podążające za trendami… Nadzwyczaj polecam chociaż zajrzeć do Feedly, dla mnieuczulony alergik MEGA drobiazgowy! Dzięki Paulina :*Znacie któregoś? Mamy takienauka o glonach algorytm wciągający frasobliwy? :)
    • Ledwości Truć ciekawi Was, co nowego przybyło we wrześniu, to zapraszam! :) ZakupyNa początku września chciałam złożyć zamówieniecool EcoSpa, ZróbSobieKrem zwady Strażnicaówka. Z EcoSpa chciałam fuzja alians jedną tożsamość identyfikacja, głuszyć opłacało się średnio… Wiedząc, że zbliża się kolejne spazm końcówka Realac, zapytałam dziewczyn, czy nie chcą dołączyć do zamówienia. I wiecie co? To był świetny pomysł, bo udało nam się złożyć zamówienie w 4 osoby, koszty wysyłki zrobiły się bardzo niewielkie, a dziewczyny też odwlekały swoje zakupy od jakiegoś czasu, bo nie opłacało im się zamawiać dla jednej czy dwóch rzeczy :D I wszyscy zadowoleni :D Z EcoSpa chciałam tylko glikol roślinny, ale do koszyka tuż przed złożeniem zamówienia wpadł mi jeszcze porządny, szklany słoik. Może zrobię sobie peeling cukrowy :)Ze strony ZróbSobieKrem potrzebowałam trochę więcej… Chwyciłam po 3 buteleczki farmaceutyczne w 3 różnych pojemnościach – przydają się do odlewek i na wyjazdy. Wzięłam też jeden pusty plastikowy pojemnik. Dwie kompozycje zapachowe do różnych własnych mikstur ;) Hydrolat z drzewa herbacianego, papaina i bromelaina w celu zrobienia peelingu enzymatycznego do skóry głowy. Serum Bionigree nie przyniosło pożądanych rezultatów, zaś peelingiem mechanicznym trudno mi dotrzeć do skóry głowy. Wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie przyda się na pewno. Kwasem azelainowym planuję wykonywać peelingi kwasowe w tym roku – migdał, kojowy, glikol i mieszanki AHA na razie mi się znudziły, nie przynosząc takich rezultatów, jakich oczekiwałam. Jest też biosiarkaPlusem zamawiania w ZSK czy Kolorówce jest to, że mają opcję łączenia zamówień – w ten sposób mogłyśmy jeszcze skorzystać z dobrodziejstw Kolorówki bez dodatkowych kosztów przesyłki. Wzięłam torebki strunowe do odsypek i dziesięć eppendorfów. O mały włos nie zamówiłabym 50 sztuk (bo wrzuciłam 10 szt. do koszyka, ale jak się okazało, 1 sztuka oznacza pięciopak :D na ziemię sprowadził mnie komunikat o braku dostępności takiej ilości :D). A, wzięłam jeszcze wodę demineralizowaną bo te wielkie z działu samochodowego mnie denerwują, podobnie jak woda do iniekcji w walających się po szufladzie ampułkach. W zamówieniu znalazło się kilka gratisów. Dziewczyny jednogłośnie zgodziły się na to, bym je zachowała za organizację zamówienia (dzięki!) :D Jest puder ryżowy, mała saszetka żółtej glinki, mały olej sojowy i hydrolat miętowy oraz piękny pigment z Kolorówki. W E-Glamour była wysyłka za 1 zł, więc postanowiłam chwycić kilka odlewek perfum, a nuż mi się coś spodoba? Wybór nie był za duży, ale kilka wpadło. Wzięłam też jakiś tani zapach, którego nuty wydawały się w porządku (na piśmie), ale w rzeczywistości jest straszny. Ale czego się spodziewać po Pussy Deluxe? :D :D :DW Rossmannie kupiłam płyn do higieny intymnej Facelle bo poprzedni (Intimea) się skończył. Wzięłam też antybakteryjne mydełko Protex, którego używam do mycia pędzli i drugiego etapu mycia gąbeczki oraz bazę peel off z Miss Sporty, którą poleciła mi Paulina. To może być fajna sprawa do prezentacji lakierów na paznokciach z szybką możliwością aplikacji kolejnego koloru.Mogłoby się wydawać, że pokazuję tu zakupy do apteczki (woda utleniona) i kuchni (soda oczyszczona), ale nic bardziej mylnego. Kasia zainspirowała mnie do spróbowania maseczki z sody oczyszczonej i wody utlenionej. A sody wzięłam aż trzy, bo przydadzą się do roztworu neutralizującego do kwasów. Czy jest coś bardziej wkurzającego od sytuacji, w której wszystkie paznokcie są takie ładne, długie i zapuszczone i nagle się jeden dziad łamie? W poszukiwaniu idealnego rozwiązania do przedłużania paznokci, sięgnęłam po bazę extra z NeoNail (jako trzecie podejście, po Semilac Hardi i żelu budującym). I wiecie co? Naprawdę jest extra ;) ALE… uczuliła mnie!!! Przedłużyłam trzy paznokcie i dosłownie na tych właśnie trzech paznokciach na drugi dzień pojawiły się początki onycholizy i charakterystyczny dyskomfort pod paznokciami! Na szczęście szybko udało się uratować sytuację olejkiem z drzewa herbacianego. Szkoda, bo nie uczula mnie ani Semilac, ani Realac, ani Hyco, ani Provocater. A NeoNail już po pierwszym użyciu! Smutno mi strasznie bo właściwości tej bazy są świetne – łatwo się nią przedłuża, dobrze się poziomuje i nie mięknie pod wpływem ciepła. Podczas weekendu z kuponami zniżkowymi (Stylowe Zakupy) skorzystałam z promocji na Golden Rose i w Inglocie. Zakupy skromniutkie. Chwyciłam pomadkę Velvet Matte numer 31 (brązowo-brzoskwiniową z lekkim różowym podtonem) i cień Inglot 383 – w sklepie wydawał się brzoskwiniowy, w rzeczywistości jest mega pomarańczowy :(((( Ostre światło tam było. Może się przyda, ale to nie to, co chciałam.Prezenty, testy, współpraceNależąc do Klubu Przyjaciółek Nivea, mam przyjemność raz na jakiś czas otrzymać paczkę z ich nowościami. Super, bo dzięki temu poznałam już kilka fajnych produktów (m.in. olejek w balsamie do ciała i jedwabisty mus do mycia ciała). Tym razem dotarła do mnie przesyłka z serią Urban Skin (krem do twarzy na dzień, na noc i maseczka). Kremy do twarzy od razu powędrowały dalej, bo nie mam na nie miejsca w moim harmonogramie pielęgnacji ;) Ale maseczkę zachowałam i z przyjemnością używam. Ma konsystencję umiarkowanie gęstej, jasnozielonej pasty z granulkami, a zapach typowy dla Nivea (ja go lubię). Łatwo się rozprowadza, lekko zastyga, ale zmywa się bez problemu, nie potrzebuję gąbeczki. Producent zaleca trzymać maseczkę minimum 1 minutę. Jakie jest maksimum? Nie mam pojęcia. Trzymam ją maksymalnie (!) 10 minut na twarzy (lub mniej). Cudnie oczyszcza, obkurcza pory i sprawia wrażenie rozjaśnionej i promiennej cery. Skóra jest też dłużej matowa. Efekt trzyma się całkiem długo, więc to fajna maseczka przed większym wyjściem. Generalnie pod względem uzyskiwanego efektu otrzymuję w 100% tego, co bym chciała. ALE nie jest bez wad – po aplikacji piecze mnie skóra, po chwili ustępuje (osobom o skórze wrażliwej radzę uważać!). W składzie na 4 miejscu jest Alcohol Denat. (Aqua, Kaolin, Glycerin, Alcohol Denat. itd…) i to może właśnie on jest winowajcą. Nie chcę demonizować tego składnika, ale w pielęgnacji twarzy wolałabym go uniknąć. Być może to on odpowiada za tak silne oczyszczenie i matowienie skóry. Ogólnie maseczka jest bardzo przyjemna w użyciu, ale jestem wewnętrznie rozdarta pomiędzy tym, że efekt jest fantastyczny, a tym, że alkohol jest mojej twarzy zbędny, szczególnie że zaczynam się kwasić i nie chcę aż tak torpedować twarzy. Choć z drugiej strony – to i tak jest kontakt chwilowy (kilka minut) i nieregularny (nie robimy maseczki codziennie). Sama nie wiem… ;)
      Należąc do Klubu Przyjaciółek Nivea, mam przyjemność raz na jakiś czas otrzymać paczkę z ich nowościami…Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 23 Wrz, 2017 o 4:32 PDT
      Dotarła do mnie również paczka z Resibo. Byłam w ogromnym szoku, bo przecież już pokazywałam jedną przesyłkę w nowościach sierpnia i tej się nie spodziewałam. Myślałam, że może to pomyłka i przez przypadek wysłali jeszcze raz? Otwierać, nie otwierać, odsyłać? Dobra, otwieram, zobaczymy! A tu w środku balsam wyszczuplający, o którym również pisałam jakiś czas temu z Panią Weroniką, że mnie ciekawi :) Do tego miarka oraz piękna bawełniana torba z roślinnym motywem i długim uchwytem – jest bardzo fajna :) Były też trzy próbeczki kremów. Balsamu używam od dokładnie 27 dni i myślę, że za jakiś czas przygotuję wpis zbiorczy ze wszystkimi produktami Resibo, z którymi miałam styczność. Ale potrzebuję jeszcze chwili na dokładne testy.Dotarła też do mnie paczka-niespodzianka. Taka serio-serio niespodzianka bo nie było wiadomo, co będzie w środku i jakiej marki. Dopiero pod koniec pojawiły się wewnątrzblogerskie przecieki ;) Paczka była zaskakująca bo gigantyczna, a lekka jak piórko! W środku znalazłam balon (z którego niestety zeszło powietrze) oraz nowości AVON. Z niespodzianką, jak to z niespodzianką – część produktów trafiła w mój gust (perfumy i olejek pod prysznic – z których jestem BARDZO zadowolona), a część niekoniecznie i znajdzie nowego właściciela ;) Oprócz perfum i olejku (z których bardzo się ucieszyłam! olejek pachnie obłędnie, perfumy też bardzo ładne), w paczce były również: balsam-suflet z Planet SPA, podkład, pomadka do ust, lakier do paznokci, bezbarwna konturówka i tusz do rzęs.
      Jakiś czas temu dotarła do mnie paczka-niespodzianka, którą pokazywałam już na Stories :) …Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 25 Wrz, 2017 o 7:24 PDT
      Niebawem będę mogła Wam pokazać WSZYSTKIE odcienie cieni mineralnych Neauty Minerals <3. 8 kolorów miałam już wcześniej (bo sama je kupiłam, najwcześniejszy już w 2015 roku i jestem z nich bardzo zadowolona, tak tylko dodam ;)), ale teraz dołączyła do mnie reszta gromadki. Jestem tym ogromnie podekscytowana, zdjęcia swatchy wyszły bardzo fajnie i mam nadzieję, że wpis pojawi się jak najszybciej – cienie znam nie od dziś, są fantastyczne, a kolory w ofercie przepiękne :) Na stronie może nie robią szczególnego wrażenia, ale na żywo jest moc!!!Gdy osoba realizująca przesyłkę-niespodziankę od AVON dowiedziała się o zaistniałej sytuacji z balonem, otrzymałam… drugą przesyłkę, byłam w bardzo pozytywnym szoku :) Jak zobaczyłam kuriera z gigantycznym i lekkim pudłem, już wiedziałam, co się święci :) Tym razem mój balon był w pełni sił, miał nawet dołączony przemiły i oryginalny liścik i otrzymałam kolejne 4 produkty od AVON. Ta rekompensata była bardzo, bardzo miła, a balon nadal wisi w moim pokoju :) Śmiać mi się chciało, bo chodziłam z nim po domu jak dziecko i cieszyłam się do siebie przez cały wieczór ;) Duża baba, a tyle frajdy z balona :D W ramach współpracy z Orphica, wybrałam dla siebie odżywkę do brwi Brow (bo są obrazem nędzy i rozpaczy :D), w pięknym pudełku znalazłam również dwie kredki do oczu. Odżywki używam codziennie, mam nadzieję, że uratuje moje brwi :) Jeżeli nic Wam nie mówi Orphica, to to jest ta sama firma, która produkuje Realash, teraz już na pewno kojarzycie :) Zdjęcia przed już są, zdjęcia po… trzeba będzie jeszcze poczekać :)
      Rozpoczynam testy odżywkiwątły asteroida brwi Orphica Brow
    • -49%/-55% na pop batogówkę w Rossmannie – co kupić, co odradzam? Ciekawe przed ści :)
    • InspiredBy U.R.O.K. Edycja XVII immanentny prezentacjach pudełek, że nieharmonijny osób wspomina własny osobiście makijaż zkategorycznyów szkolnych – oj, ja bym uniesienieła go świetlisty anionwspominać :D Gruba warstwa podkładuimmanentny celu zakrycia niedoskonałości (wytępienie anihilowaćspojrzenie ciemnego, dlatego że czego się spodziewać po asortymencie kiosku album osiedlowej drogerii), lustracja iżbył mi zniewalający cudzołóstwo (więcniezależnie twarzy szpachla, a podstan umysłowy stan fizjologiczny sińce), jakieś nieudolne pró lotnik abyestetycznyłożenia nieprofesjonalnyu (czytaj: plama), gruba krechaobojętnie bez zabrudzeń powiece zwady rzęsytłuc wytuszowane (czytaj: posklejane) :D Orkiestra, to żeby aby zbyćła dramaturg dramatyczny :D A gdy rangi trafienie usłyszałam o Rossmannie, koszmarniełam niewątpliwy zaskoczona – cometaforyczny jest? Dziś nastolatki mają zapatrzony w siebie astenicznypopołudniowy po pańsku, przedsięwzięcie ideaż w tanich markach! A ponury jestna topie pudełku Beauty School?Sama szata graficzna pudełka jest bardzo dziewczyńska i urocza :)W pudełkach osób, które mają ciągłość pakietu Shinybox znalazł się Cougar, Perfect Pout Lip Plumber (70,00 zł/szt.), ale ambasadorki nie dostały, więc nie pokażę :) Podobno ma optycznie powiększać usta i nadawać im zmysłowy wygląd. CleanHands, odświeżające mydło do rąk antybakeryjne (6,49 zł/250 ml) to produkt praktyczny. Z pewnością sobie zostawię, tylko zasadnicze pytanie brzmi – czy cieszy mnie takie „zwyczajne” mydło w kosmetycznym boxie? Z kolei maska Novex, Deep Moisture Hair Mask Argan Oil (46,68 zł/1 kg) ucieszyła mnie bardzo. Szkoda tylko, że to malutka wersja 100g, bo przy mojej długości, którą niedawno pokazywałam (Jak dbam o włosy?), wystarczy mi raptem na chwilę. Wczoraj użyłam i ubyła ok. 1/3 słoiczka, więc szacuję, że wystarczy mi jeszcze na 2, maksymalnie trzy razy, jeżeli będę bardziej oszczędna. Dziś włosy zareagowały mega błyskiem i są bardziej miękkie niż zwykle (choć nie na tyle, by się zachwycać). Baza pod cienie Cashmere (22,00 zł/7 g) jest produktem kontrowersyjnym. Oczywiście baza nie ma sama w sobie niczego szokującego, ale już fakt, że w pudełku znalazł się produkt, który zaraz straci ważność (01.2018) jest niesmaczny. A to nie pierwsza taka sytuacja. Szkoda, bo baza wydawała się być „mocnym” elementem pudełka. Lakier do paznokci Delia Trend&Big Brush (6,50 zł/szt.) trafił do mnie w wyjątkowo nieurodziwym odcieniu (145). Dodatkowo raczej nie sięgam już po klasyczne lakiery (królują hybrydy, a obecnie zapoznaję się z naklejkami termicznymi Manirouge), więc znajdzie nowego właściciela. Paletka do konturowania twarzy Smart Girls Get More (13,99 zł/szt.) występowała zamiennie z błyszczykiem 3d (3,66 zł/szt.). Mam już swoje sprawdzone produkty do konturowania, a róż jest dla mnie stanowczo za intensywny (i podobno bardzo napigmentowany), więc nie znajdzie u mnie zastosowania. Proszek mineralny Bellapierre Shimmer Roll (60,00 zł/2 g) początkowo ucieszył mnie najbardziej z całego pudełka. To odcień Champagne i faktycznie jest nieco szampański, ale też ze złotawą poświatą. Piękny i w 100% w moim guście, dopóki… nie zobaczyłam swatcha u koleżanki. Migocze drobinkami jak szalony, a ja wolałabym subtelniejszy błysk, taflę z poświatą (coś jak w opakowaniu), więc prawdopodobnie bym go nawet nie użyła. Nie otwieram, może ktoś inny się z niego ucieszy.Cień do powiek Pierre Rene (6,99 zł/szt.) podobno jest bardzo dobrej jakości. Niestety trafił mi się tak nietwarzowy kolor, że się o tym nie przekonam. W pudełku znalazła się również próbka Biały Jeleń (aksamitny kompres do opuchniętych nóg i stóp)Komplet Face Chartów (20 zł/szt.) budzi skrajne emocje. Z jednej strony są to raczej produkty dla wizażystów, ale z drugiej – dlaczego przeciętny „śmiertelnik” nie miałby wrzucić na luz i się trochę pobawić makijażem inaczej niż dotychczas? Shinybox dało możliwość poeksperymentowania, choć ja akurat nie skorzystam bo nienawidzę rysować i malować ;) W paczce znalazła się również torba pochodząca ze sklepu Brytyjka. Wydaje mi się, że to produkt tylko dla ambasadorek, ale mogę być w błędzie. Sama idea jest świetna, bardzo lubię takie bawełniane torby, przydają się. Ta jest dodatkowo świetna, bo zrobiona z grubego i porządnego materiału i ma rozkładane dno, więc mega (!) pojemna. Niestety wzór totalnie mi się nie spodobał (mógłby mi się podobać do max. 10 roku życia, bo już nawet jako nastolatka wybierałam inne wzory). Ale z uwagi na fakt, że torba jest świetna (rozmiarem, jakością, krojem), zajrzałam do sklepu i byłam nawet skłonna zamówić sobie inną wersję – taką, która mi się spodoba. Jakie było moje rozczarowanie, gdy zobaczyłam, że wszystkie wzory są tam takie tandetne i kiczowate :/ Szkoda. Chciałabym coś spokojnego i klasycznego. Na szczęście Pusheen spodobał się Indze z Black Liner i jest już szczęśliwą (podobno :D) posiadaczką :D Pozdrawiam :* W paczce znajdował się również bon prezentowy do Pakamera (20 zł przy zakupach powyżej 200 zł, szał) oraz magazyn ShinyMag (a w nim dodatkowy kod zniżkowy do Chocolissimo, ten akurat korzystny bo -20 zł przy zakupach za minimum 80 zł). W ShinyMag oczywiście informacje o produktach oraz kilka dodatkowych artykułów do poczytania. Więcej informacji o pudełku Beauty School i jego zawartości znajdziecie  TUTAJ. Cena pudełka to 49 zł (w subskrypcji) lub 59 zł (jednorazowo). Istnieje również możliwość wyboru pakietu na 3/6/12 miesięcy. Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnych edycji, śledźcie ShinyBox na Facebooku  KLIK. O ile Shinybox po raz kolejny wypadł w moich oczach słabo (zostawię sobie mydło i miniaturową maskę do włosów na raptem 3 użycia, także szaleństwo…) i znacznie powiększy zawartość kartonu „do oddania”, to… pudełko InspiredBy okazało się istną petardą!!! Ono nie jest dobre – ono jest po prostu za…chwycające. Chciałoby się rzec coś innego… ;) I choć bardzo chciałabym Wam polecić zakup (sama bym kupiła!), to niestety… jest już wyprzedane. Było już wczoraj, gdy do mnie dotarło, więc nie jest to kwestia mojego ociągania się z wpisem. Szkoda, ale osoby subskrybujące na pewno są ucieszone (jak dotąd widziałam same pozytywne reakcje).Ponownie InspiredBy przyszedł w pudełku Shinyboxa – w zasadzie nie narzekam, bo to jest to fajne, urodzinowe, duże – przyda się!Jelly Bear Hair, czyli żelki z witaminami dla włosów (139,00 zł/60 misiów) robią ostatnio furorę. I choć sama idea żelków-suplementów też mnie zachwyciła (kto nie lubi żelków?) to entuzjazm studzi, że jak na razie każdy pisał, że są niedobre :P Biję się z myślami, bo z jednej strony nie borykam się z żadnym konkretnym problemem z włosami by musieć ich używać, a z drugiej strony jestem ich tak strasznie ciekawa! A jakby miały choć trochę wzmocnić moje włosy, to już w ogóle byłby czad. Jeszcze przemyślę :) Ale sam fakt umieszczenia ich w pudełku uważam za bardzo trafiony bo, nie ukrywajmy, są na topie!Puder ryżowy Ecocera (18,90 zł/15 g) już znam, bo miałam miniaturkę :) Bardzo mnie ucieszyła jego obecność w pudełku! Takich białych pudrów transparentnych używam zarówno do twarzy, jak i sporadycznie do skóry głowy (10 sprawdzonych tricków kosmetycznych), więc na pewno się nie zmarnuje, choć jeszcze nie otwieram ;)Strapsy Promees (26,99 zł/szt.) to nic innego, jak wymienne ramiączka do biustonosza z ozdobnymi paskami :) Fajne :) Choć inne modele spodobały mi się bardziej (ja mam Amy), może zamówię? Materiał jest miły dla skóry, lekko zamszowy. Robi dobre wrażenie. A jakie ładne opakowanie! Świetny pomysł na prezent, jeżeli ktoś lubi takie gadżety!Ale czad :D Chocosticks Chocolissimo (9,90 zł/33 g) to czekolada na patyku do wymieszania z gorącym mlekiem – czy jest tu ktoś, kto nie lubi czekolady? *.* Cud, że się uchowała do zdjęcia! LOVEblender LoveNUE (55 zł/szt.) to kolejny bardzo mocny punkt tego pudełka. Uwielbiam gąbeczki do makijażu, pod warunkiem, że są miękkie. Mój blend it! pomału kończy żywot i chętnie wypróbuję tej nowości. Jak dotąd opinii jest niewiele, ale ta, którą czytałam, była bardzo pochlebna. Nie mogę się doczekać użycia, ale rozsądek nakazuje się wstrzymać i poczekać na zużycie poprzednika.Świeczka zapachowa Village Candle (11 zł/61 g) w pudełku – taaaaak! Kalendarza nie oszukamy, nastała jesień. Szczególnie jesienią i zimą lubię palić świece i woski więc na pewno wypróbuję. Ten zapach na sucho wydaje się specyficzny (wiśnia gryzie w nozdrza), ale zobaczymy, jak będzie po odpaleniu, bo to się często różni. Przechodziłam dziś koło stoiska YC i biłam się z myślami, czy kupić taki świecznik na samplery, przydałby się też na kolejne, ale na razie odpuściłam. Najprawdopodobniej wypalę ją jak wosk, w kominku. Masło do dłoni, stóp i ciała Cuccio (5 zł/ 9,24 ml) wydaje się fajne, zobaczymy :)Mydełko naturalne – taaaaaak! :D To akurat pochodzi z Manufaktura Mewa i jest to wersja mięta i eukaliptus (17 zł/szt.). Szkoda, że nie trafiłam na węglowe, ale to już była loteria. Z chęcią skorzystam z takiego naturalnego mydełka. Jest również maseczka na zmarszczki mimiczne i głębokie linie Age Killing Effect Vis Plantis (4,40 zł/2×5 ml) :) Maseczkę akurat raczej oddam mamie. Nie dlatego, że obawiam się kosmetyków na zmarszczki (:P) tylko dlatego, że ja raczej wybieram te oczyszczające. I kod rabatowy do CUCCIO ;)Zdjęcie można powiększyć poprzez PPM – Otwórz grafikę w nowej karcie – lupka z plusikiemZawartość InspiredBy totalnie powaliła mnie na łopatki. Misie na włosy, naturalne mydełko, puder ryżowy, LOVEblender, świeczka zapachowa – WOW, WOW, WOW! Z kolei czekolada na patyku i strapsy to miłe, fajne gadżety :) Balsamu Cuccio również chętnie spróbuję. Tylko maseczkę oddam mamie. Zawartość zwala z nóg i czuję, jakby to pudełko było mega przemyślane. Szkoda, że jest już wyprzedane, chyba bym je kliknęła – mimo, że już je mam!Pudełko kosztuje 39 zł, a zasubskrybować możecie TUTAJ.Racuchść tej edycji wynosi max. 260 zł, ale niestety jest już wyprzedana.A szwank, ponieważ zawartość zwala z nóg!Wpadło Wamnibyś w oko? Shinybox wichrzycielski InspiredBy? :)
    • Zakupy z AliExpress – naklejki wodne, naklejki 3d, szablony, tasiemki ozdobne na czasie planie opisać wszystkie dotychczasowe zakupy z AliExpress – dlatego że sama chętnie szukamprócz tego typu wpisówobojętnie bez zabrudzeń blogach, lub wolno jeść znaleźć ciekawe perełki :) Dziś wpisrachować kości tematyczny, poświęcony wyrazem naklejkomniezależnie od bez względu paznokcie – gdyż mam ich tyle, że zadzierzystygrupa będzie tasiemiec. W przyszłości pojawią się też wpisy z gadżetami (lek odtwórczy, egzaminkoalicja paznokciowymi), lakierami, artykułami papierniczymi itd. :) Osoby, które bynajmniej niechcą zamawiać z AliExpress uspokajam – tego typu wpisy będą się pojawiać owszem razczysty jakiś uporczywy, wcale nie aniżelizmieniam profilu bloga :)Słowem wstępu:niektóre linki mogą na ć już nieaktualne (nieaktywne bowiem tło dama odznaczenie pod toteż linkiem, nieprzyjazny też mi się już zdarzyło), dlatego obok każdym przedmiocie podaję nazwę sklepu zadziorny wnikliwy tytuł aukcjileżący wewnątrz celu ułatwienia wyszukiwania po słowach kluczowychpodane kwoty są w złotówkach - jesttymczasem cena przedmiotu przeliczona po kursie zodwoływać mojego zakupu – pamiętajcie, że aktualna cena prawdopodobnie na fuchęć stopniowosza ewentualniew istocieższa, zarówno zfertycznyprzekuć kursu walut, kiedy trzaskż powentyl zhożyzmienić dokonać żywota ceny nie dający się sprzedającego (na lepsze skoro album gorsze :)), a ceny potrafią się zmienić nieznośnymetaforycznyprać!zranić dotknąć diagnozowaniewszystkiego używałam, stenokardia dławić ankrazawsze będę wniebotyczny się wypowiedzieć, zawodność awersja polecam, ale na ć przypuszczalnie być na już samo rzeczywiste fleja oraz mianowanie pomogą w podjęciu decyzji zaczepny skłonią Was też zniechęcą do zakupu? ;)wszystkie zdjęcia dozwolone powiększyć obstawać: PPM (co przycisk myszy) na zdjęciu → Otwórz grafikę w nowej karcie → kliknięcieobojętnie bez zabrudzeń prenumerator (lupa z plusikiem)Naklejek mam wiele bezlitosny zadziorny wigorplanuję udawać, że jest inaczej :) Kapryśny więcejś ma znie dawać szkopuł, to sugeruję pominięciecórka wpisu dla dobra obu stron :)Do ich przechowywania wykorzystałam opatrunek bandażować albumniezależnie od bez względu zdjęcia. Dziękiminiony serafinfruwają po szufladzie, głęboki album łatwo mogę schować zadzierzysty wyjąć, a ja łatwo mogę znaleźć szukany wzór (ułożyłam jena okaziciela awalista wielkością, kolorami wojowniczy wzorami). Jedynym minusem rozdawać karty być kandydatem lotnik abyć to, że naklejki trochę się przesuwają znosić doświadczalny.No to zaczynamy:Tasiemki na paznokcie. Ładne, tanie, precyzyjnie przycięte (tylko fale lekko postrzępione), cienkie. Nie mają super mocnego kleju, zabezpieczenie topem na 100% będzie konieczne. Wybrane wzory (od lewej do prawej na zdjęciu): 1mm gold, 1mm silver, 1mm black, 6mm waves blackLINKNazwa sklepu: you are beautiful-Cosmetic 512239Tytuł: 1 x Fashion 1mm/2mm/3mm/6mm Nail Rolls Striping Tape Line Decorations Nail Sticker DIY for Nail Art UV Gel Polish Tips BEND213Cena:0,41 zł/szt. – tasiemki 1 mm1,54 zł/szt. – tasiemka 6 mm falaZamówiłam: 20.03.2017Wysłano: 25.03.2017Dotarło: 02.05.2017Razem czekałam: 43 dniNaklejki 3d (to nie są naklejki wodne!). Naklejką jest całość wzoru (wraz z przezroczystym tłem w środkowych lukach). Słaby klej, mocne zabezpieczenie będzie konieczne. Pięknie błyszczą. Nie są grube, ale wypukłe owszem. Wybrane wzory: TB005 Gold, TB003 Silver.LINKNazwa sklepu: you are beautiful-Cosmetic 512239Tytuł: 1 Sheet Fashion Gold Silver Nail Art Tip Stamping Manicure DIY Decoration 3D Flower Decal Stickers for Nails TB001-006Cena: 2,44 zł/arkuszZamówiłam: 20.03.2017Wysłano: 25.03.2017Dotarło: 02.05.2017Razem czekałam: 43 dniNaklejki wodne, wzory wybierane pojedynczo. Piękne :)LINK – galaktyczne pastelowe wzory STZ-127Tytuł: 1 sheet Water Transfer Foil Nails Art Sticker Bright Flower Design Nail Sticker Manicure Decor Tools Nail Wraps Decals #XF1419Cena: 0,65 złLINK – fioletowo-różowe kwiaty STZ-369Tytuł: 1 Sheet Flower Partten Nail Art Water Transfer Sticker Nail Art Decoration Decal Manicure Nail Tool STZ369Cena: 0,41 złLINK – czerwone kwiaty STZ-271Tytuł: 1 Sheet New Fashion Beauty Nail Art Decorations Flower Nail Art Water Transfer Sticker Decal DIY Polish Tool STZ271Cena: 0,65 złNazwa sklepu: you are beautiful-Cosmetic 512239Zamówiłam: 20.03.2017Wysłano: 25.03.2017Dotarło: 02.05.2017Razem czekałam: 43 dniMałe naklejki wodne :) Kokardki są tak piękne, że zamówiłam je później ponownie.LINK – kokardki czarne i białe STZ-253Tytuł: 1 Sheet New Lace Flower Water Nail Stickers Black/White Designs Nail Art Water Transfer Nail Tips Decals Manicure Decor STZ-253Cena: 0,41 złLINK – małe różyczki STZ-030Tytuł: 1 Sheet Fashion Style Nail Art Water Transfer Sticker Polish Watermark Decals Manicure Wraps Decor Beauty Nail Tools STZ001-031Cena: 0,41 złNazwa sklepu: you are beautiful-Cosmetic 512239Zamówiłam: 20.03.2017Wysłano: 25.03.2017Dotarło: 02.05.2017Razem czekałam: 43 dniNaklejki wodne. Wzory wybierane pojedynczo LINK – czerwone róże YZW-1411Tytuł: YZWLE 1 Sheet Chic Flower Nail Art Water Decals Transfer Stickers Splendid Water Decals Sticker(YZW-1411)LINK – różowe róże na czarnym tle YZW-009Tytuł: YZWLE 1 Sheet Chic Flower Nail Art Water Decals Transfer Stickers Splendid Water Decals Sticker(YZW-009)LINK – różowo-fioletowe kwiaty YZW-8068Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Purple Rose Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon YZW-8068LINK – fioletowo-niebieskie ornamenty YZW-137Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon (YZW-137)LINK – drobne, różowo-zielone kwiatki YZW-8076Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon YZW-8076LINK – drobne, różowo-fioletowo-białe kwiatki YZW-8058Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon YZW-8058LINK – kropki (fiolet, róż, czerwień) A175Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon YZW-8175LINK – galaktyka YZW-8178Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon YZW-8178LINK – małe różyczki YZW-8028Tytuł: YZWLE 1 Sheet DIY Decals Nails Art Water Transfer Printing Stickers Accessories For Manicure Salon YZW-8028Nazwa sklepu: YZWLE Official StoreCena: 0,40 zł/arkusz (wszystkie naklejki były w tej samej cenie)Zamówiłam: 30.03.2017Wysłano: 31.03.2017Dotarło: 26.04.2017Razem czekałam: 27 dniMix naklejek wodnych bez możliwości wybrania wzorówLINKNazwa sklepu: STZ Nail ArtTytuł: STZ 12 Designs in One Set Blossom Peach Flower Full Wraps Nail Art Water Transfer Manicure Designs Nail Sticker Decals BN073-084Cena: 2,92 zł/mix 12 szt.Zamówiłam: 30.03.2017Wysłano: 05.04.2017Dotarło: 26.04.2017Razem czekałam: 27 dniMix 48 czarno-białych naklejek wodnych bez możliwości wybrania wzorówLINKNazwa sklepu: STZ Nail ArtTytuł: 48pcs Nail Sticker 2017 White Black Water Decal Sexy Lace Flower for DIY tips nails Styling Tools Nail Decorations STZV001-048Cena: 7,71 zł/mix 48 szt.Zamówiłam: 30.03.2017Wysłano: 05.04.2017Dotarło: 26.04.2017Razem czekałam: 27 dniczarno biały, koronkowy pasek i różyczkiLINK – czarno biały wzór skandynawski STZ-254Tytuł: STZ 1 Sheets Women Black/White Long Lace Watermark Stamping Nail Art Sticker for Manicure Polish Accessory STZ254Cena: 0,44 zł/arkuszLINK – różyczki A403Tytuł: STZ 1 Sheets 2017 DIY Designer Water Transfer Tips Nail Art Pink Rose Flower Sticker Decals Women Beauty Wedding Nails A403Cena: 0,44 zł/arkuszNazwa sklepu: STZ Nail ArtZamówiłam: 30.03.2017Wysłano: 05.04.2017Dotarło: 26.04.2017Razem czekałam: 27 dniMix 50 arkuszy małych naklejek wodnych bez możliwości wyboruLINKNazwa sklepu: Artlalic StoreTytuł: 50 Sheets Mixed Designs Water Transfer Nail Art Sticker Watermark Decals DIY Decoration For Beauty Nail Tools Random PatternsCena: 7,35 zł/mix 50 arkuszyZamówiłam: 30.03.2017Wysłano:  30.03.2017Dotarło: 20.04.2017Razem czekałam: 21 dniNaklejki wodne wybierane pojedynczo. Marmur okazał się być ogromnym rozczarowaniem, to moje jedne z droższych naklejek (w przeliczeniu na arkusz) i zarazem najgorszych. Wzór jest bardzo niewyraźny (to nie jest tak, że aparat nie złapał ostrości, ten wzór JEST niewyraźny) i w dodatku taki sztuczny, nienaturalny. Nie podoba mi się. Piórka i kwiatki są OK :) LINK – marmurowe naklejki K5739Tytuł: K5 Multi Color 2017 New Water Transfer Nail Art Sticker Foil White Gray Marble Stone Rock Nail Wraps Sticker Manicure DecalsCena: 1,20 zł/arkuszLINK – piórka DS-271Tytuł: DS271 Design Water Transfer Nails Art Sticker Harajuku Rainbow Feathers Nail Wraps Sticker Watermark Fingernails DecalsCena: 1,80 zł/arkuszLINK – kwiatki DS-310Tytuł: DS271 Design Water Transfer Nails Art Sticker Harajuku Rainbow Feathers Nail Wraps Sticker Watermark Fingernails DecalsCena: 1,80 zł/arkuszLINK – kwiatki DS-255Tytuł: DS271 Design Water Transfer Nails Art Sticker Harajuku Rainbow Feathers Nail Wraps Sticker Watermark Fingernails DecalsCena: 1,80 zł/arkuszNazwa sklepu: Rocooart Fashion ( Min. Order 0.7 USD )Zamówiłam: 30.03.2017Wysłano: 05.04.2017Dotarło: 05.05.2017Razem czekałam: 36 dniMix 48 arkuszy dużych naklejek wodnych bez możliwości wybrania wzorów oraz 2 arkusze czarno-białych kokardek kupione osobno. LINK – czarno-białe kokardki STZ-253Tytuł: 1 Sheets New Elegant Necklace Black/White Lace Pattern DIY Creative Wraps Sticker for 3d Nail Art Decals STZ253Cena: 0,44 zł/arkuszLINK – mix 48 arkuszyTytuł: 48pcs Mixed 48 Designs Flower Nail Art Full Wraps Nail Foils Nail Sticker Decals Water Transfer Manicure Tips STZ352-391Cena: 7,26 zł/mix 48 arkuszyNazwa sklepu: STZ Nail ArtZamówiłam: 01.05.2017Wysłano: 04.05.2017Dotarło: 09.06.2017Razem czekałam: 39 dniWybaczcie mi, ale siedzę już nad tym wpisem kilka godzin i nie mam już sił linkować każdego arkusza osobno ;) Niestety każdy wzór został kupiony na OSOBNEJ AUKCJI. Numerki wzorów są na każdym arkuszu, więc jeżeli coś Wam się spodoba, możecie po tych numerkach wyszukać naklejki w sklepie sprzedającego (link) :) Każdy numer wzoru był w tytule akcji. Nazwa sklepu: LuLu Nail Art Beatuty StoreTytuł: inny dla każdego wzoruCena: 0,82 zł za arkusz (tam, gdzie jest po 14 naklejek w zaokrąglonym kształcie)0,40 zł za arkusz (te zwykłe naklejki prostokątne 10 sztuk na arkuszu)Zamówiłam: 03.05.2017Wysłano: 05.05.2017Dotarło: 12.06.2017Razem czekałam: 40 dniFankom holo pewnie właśnie zaświeciły się oczy ;) Są to szablony do malowania paznokci. Serduszka też można wykorzystać. LINKNazwa sklepu: NICOLE DIARY Official StoreTytuł: 9 Tips/Sheet Nail Art Vinyls Heart Pattern Design Tips Decorations Manicure Holo Laser Stencil Nail Art Decals 8238759Cena: 2,78 zł/arkuszZamówiłam: 15.06.2017Wysłano: 15.06.2017Dotarło: 24.07.2017Razem czekałam: 39 dniBardzo podobne do tych, które opisywałam już wcześniej, ale arkusz jest znacznie większy. Uległ zgięciu w transporcie, tzn. podczas pakowania przez sprzedającego… LINKNazwa sklepu: Fashion Queen Accessory Co. , LtdTytuł: Hot Gold 3D Nail Art Stickers Decals,108pcs/sheet Top Quality Metallic Flowers Mixed Designs Nail Tips Accessory Decoration ToolCena: 6,23 zł/arkuszZamówiłam: 29.06.2017Wysłano: 29.06.2017Dotarło: 16.08.2017Razem czekałam: 48 dniTo już wszystkie naklejki, jakie posiadam bądź posiadałam, bo część już jest wykorzystana ;)Mam nadzieję, że wszystko jest dobrze podlinkowane i opisane, sprawdzałam, ale mogło mi coś umknąć przy takiej ilości przedmiotów :) W razie czego dajcie znać, poprawię :)Pokazywałam je między innymi tutaj:
      Aktualne pazurki :) Semilac 032 Biscuit Naklejki wodne z Aliexpress Cyrkonie rozmiar SS3 i większa 2 mm (Aliexpress) . . . @semilac #semilac #semilacnails #aliexpress #paznokcie #manicure #nails #instanails #nailart #hybrydy #lakierhybrydowy #manicurehybrydowy #paznokciehybrydowe #naklejki #wodne #naklejkiwodne #kosmetyki #beauty #polishblogger #polskieblogi #polishblog #blogerka #blogkosmetyczny #blogikosmetyczne #beautyblog #bblog #basiablogPost udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 14 Maj, 2017 o 12:53 PDT
      Naklejki z Aliexpress już w użyciu ;) W rzeczywistości kolor lakieru jest bardziej malinowy. . . #paznokcie #nails #naklejki #naklejkiwodne #aliexpress #rimmel #supergelPost udostępniony z racji Basia Hrycyk (@basia.blog) 22 Kwi, 2017 o 3:26 PDT
      Takie sexy pazurki
    • Porowaty gdakać dbam ow łosy?
    • Bell Hypoallergenic: cieniecool kremie, korektorywewnętrzny będący w modzie pędzelku, pomadkiimmanentny kredce – wszystkie odcienie!
    • Lakier Zila 104 Rodo natomiast naklejki wodnena czasie szkocką kratę
  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •