Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Annabelle Minerals – Mimo mineralny kryjący (Natural light, Beige light, Golden Fairest) + trochę o korektorze Sidła. DUŻO ZDJĘĆ

piątek, Lipiec 25th, 2014

Do napisaniaw dodatku córa posta zbieram się już od bardzo długiego czasu. Namyślać się nad czymś dlatego, że o minerafajtłapa kilkakrotnie zmieniałam frankofoński francuz – o ile gdy miałyście z nimi styczność, to botwina same przedstawiciel handlowy alarm wiecie, zresztą do tego stopnia zmienia zastosowanie innego kremu, innego pudru… Zdarza się też, żeprzecież, co sprawdziło się jednegopowszedni cofać, innego okazuje się fiaskiem ;) Zaznaczyć się ich trochę „nauczyć”, potestować nieznośny zobaczyć, co się na naszej skórze spisuje najlepiej. Druga wypadek cd, wypada należyty byle jakłow tymsprzyjający będący porobić znaczniecierpiący zdjęć niż zwykle, pseudonim alienacja dobreświecić dawać w sumie dzienne jeśliznaczny istotny pożądane ;) Na szczęściecórka wybijać nieostrożność niedbalstwo zapasy – pogoda nas od jakiegoś czasu rozpieszcza. Mam 3 odcienieoprócz tego podkładu, do mojej cery aquapark pasujesamopas bez z nich, więcniebotyczny zrobienia zdjęć dwóch pozostałych musiałam wykorzystać też dni typowo „domowe”, bez wychodzeniasposobność as w rękawie ludzi, ponieważ sojuszniczyokazja sklepu ;) Faktycznie ale przejdźmysamolubny recenzji… :)

Opakowanie z tego co wiem uległo zmianie, moja wersja jest jeszcze stara, tylko z sitkiem. Nowa wersja ma sitko zasuwane, dzięki czemu podkład się nie wysypuje przez dziurki. Ode mnie ogromny plus za zmianę i żałuję, że mam jeszcze starą wersję ;) W niej niestety lubi się wysypać trochę podkładu do przestrzeni między sitkiem a wieczkiem – trzymam minerały w szufladce, więc zdarza im się przechylić. Na plus eleganckie, czarne matowe wieczko. Jest spore, dzięki czemu możemy bez problemu używać go do nabierania podkładu na pędzel.
Podkład aplikuję wyłącznie pędzlem typu flat top, miałam kilka podejść do pędzla kabuki Sunshade Minerals, wiele osób twierdzi, że łatwiej nim dotrzeć do zakamarków twarzy np. przy nosie, ale nie pracuje mi się zbyt dobrze z takimi kulkami – nie ma to jak płaski flat top. Do niego jestem przyzwyczajona najbardziej i moim zdaniem najlepiej aplikuje podkład. O pędzlach pisałam TUTAJ, używam Annabelle Minerals i Sunshade Minerals naprzemiennie, moim zdaniem nie ma między nimi różnicy, oba są super – miękkie, zwarte i gęste, a włosie nie wypada. Po kilku nieudanych próbach ze zwilżonym pędzlem, na początku nakładałam podkład na sucho, ale wówczas może trochę pylić, szczególnie jeżeli używamy lekkiego kremu - nie przyczepia się tak łatwo do twarzy i trochę fruwa dookoła. Jednak z czasem przekonałam się, że moje próby nakładania na mokro kończyły się źle, bo po prostu pędzel był zbyt mokry. Wystarczy naprawdę lekka mgiełka (ja mam przygotowaną buteleczkę z atomizerem) – jedno, maksymalnie dwa psiknięcia. Gdy pędzel był zbyt mokry, za bardzo rozwadniał i wchłaniał podkład, zastanawiałam się wówczas jak to jest, że każdy pisze o zwiększonym kryciu przy aplikacji na mokro, podczas gdy u mnie nie kryje prawie wcale, tylko na sucho, a w dodatku robi mi się lekkie „ciasto” na twarzy… Ale gdy zaczęłam psikać mniej, czyli 1-2 razy atomizerem z wodą i to z dalszej odległości, od razu zauważyłam różnicę. Przy aplikacji na mokro podkład dużo lepiej łapie przyczepność do pędzla, a potem do twarzy, nie pyli, a także dużo lepiej kryje, gdyż nabiera kremowej konsystencji. Nakładam go w taki sposób, że spryskuję pędzel, nabieram podkład z wieczka, stempluję i „wcieram” w skórę kolistymi ruchami. Co jest bardzo ważne w przypadku podkładów mineralnych – dopiero po chwili zaczynają „łączyć się ze skórą„, więc zupełnie inaczej skóra wygląda tuż po aplikacji, niż kilka minut później. To mnie dosyć mocno zaskoczyło, ale na plus – po chwili podkład stapia się ze skórą i wygląda bardziej naturalnie :)

Dopóki nie miałam styczności z minerałami, nie sądziłam, że mogą kryć aż tak dobrze. No bo jak to, trochę proszku ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie jest w stanie zastąpić zwykłego, klasycznego podkładu w płynie. A minerały kryją naprawdę dobrze, szczególnie kiedy są aplikowane na mokro, o czym wspominałam przed chwilą. Przekonacie się na zdjęciach. Nie potrafiłam też uwierzyć w to, że zaledwie kilka gram proszku może być aż tak wydajne… Mogę Wam powiedzieć jedno – dopóki nie przekonacie się na własnej skórze, po prostu nie uwierzycie, tak jak ja wcześniej ;) 10 g takiego niepozornego proszku (czyli naprawdę nieduży słoiczek) wystarczy na około 6-9 miesięcy – naprawdę. Przy rzadszym używaniu wystarczy na rok (termin ważności to 12 miesięcy od otwarcia!), a to koszt zaledwie 50 zł, czyli bardzo niewielki. Ja mam wersję 4g + kilka próbek, a ubytek naprawdę maleńki mimo częstego używania!

Trwałość to temat rzeka – wszystko zależy od tego, co użyjemy pod spód. Istnieją specjalne primery pod minerały, które podobno znacząco przedłużają ich trwałość, niektórzy dopiero z primerami zaczynają używać podkładów mineralnych regularnie bo tylko wtedy wyglądają one długo dobrze, ale nie miałam (jeszcze!) z nimi styczności. Są osoby, u których minerały najlepiej trzymają się na filtrach, nawet tych tłustych (bo lepsza przyczepność), a są osoby, u których właśnie na filtrze spływają najszybciej. U niektórych sprawdza się przypudrowanie twarzy, żeby oddzielić podkład od kremu. Trzeba przetestować na własnej skórze. Ja jednak wolę coś lekkiego pod spód, bo tylko wtedy nie świecę się zbyt szybko i trwałość mnie zadowala. Obecnie używam dwóch kremów – Flos Lek matujący z serii Anti Acne oraz nawilżający Decubal – oba są lekkie na twarzy. Na mojej skórze Annabelle Minerals trzyma się różnie, w zależności od intensywności dnia  i temperatury 5-10 godzin. Najlepiej trzyma się na policzkach i czole (o dziwo, mimo że się mocno przetłuszcza), a najgorzej na brodzie i nosie. Nawet podczas obecnych upałów (już od długiego czasu codziennie 25-30 stopni!) trzymają się dzielnie na twarzy. Jeżeli chodzi o świecenie się, tuż po nałożeniu skóra nie błyszczy, ale nie jest też zupełnie matowa. Wygląda w porządku na całości twarzy, ale i tak odczuwam potrzebę przypudrowania się (w strefie T) dla utrwalenia i przedłużenia braku błysku ;) . Po kilku godzinach muszę się ponownie przypudrować, ale pamiętajmy, że to wersja kryjąca, a nie matująca. Są osoby, którym podkład w wersji kryjącej warzy się na twarzy (i na ogół sięgają wówczas po formułę matującą, która podobno jest lżejsza), u mnie miało to miejsce wyłącznie na zbyt tłustych kremach lub przy nakładaniu zbyt mokrym pędzlem. W przypadku lżejszych kremów i delikatnie zwilżonego pędzla nic się nie dzieje :) Wiele osób chwali sobie nakładanie kilku warstw minerałów w celu zapewnienia lepszego krycia, ale przyznam szczerze, że u mnie to się nie sprawdziło. Wówczas podkład jest już u mnie zbyt mocno widoczny na twarzy. Jeżeli chodzi o krycie – u mnie najlepiej spisuje się podkład + korektor w odcieniu Medium dodatkowo na niedoskonałości i pod oczy, wówczas jestem baaardzo zadowolona, a mimo mocnego krycia podkład wygląda naturalnie na twarzy, bez efektu tapety jeżeli dobrze dobierzemy odcień :) Efekt pokażę na zdjęciach. Na mojej twarzy nie wchodzi w pory, a jestem na tym punkcie nieco wyczulona, bo mam rozszerzone w okolicach nosa. Bardzo prosty i naturalny skład (Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines) sprawia, że szansa na zapchanie jest bardzo niska, tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne, nie nakładamy mnóstwa chemii na buzię – bardzo niska szansa na uczulenie, dzięki temu polecane są dla alergików i osób o skórze wrażliwej – to są chyba takie główne powody, dla których naprawdę warto zaprzyjaźnić się z prawdziwymi minerałami (a nie płynnymi podkładami „mineralnymi” z całą tablicą Mendelejewa). Skład nie szkodzi skórze, a nawet jej pomaga. Chyba jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to że Annabelle może podkreślać większe suche skórki - mniejszych (u mnie na policzkach) nie widać, ale większe już tak (na brodzie w przypadku właśnie gojącej się wielkiej guli przed @… :/ ). Demakijaż nie sprawia żadnych problemów – myję twarz żelem, a następnie przecieram wacikiem nasączonym płynem micelarnym i na ogół niewiele już na nim znajduję ;)

Jeżeli chodzi o odcienie – ja posiadam trzy, jak na załączonym zdjęciu: Natural light, Beige light, Golden fairest. Ogólnie w ofercie AM są trzy rodzaje wykończeń: matujące, kryjące i rozświetlające, w trzech tonacjach kolorystycznych: Natural, Beige i Golden, a każda z nich posiada pięć odcieni, od najjaśniejszego do najciemniejszego: fairest, fair, light, medium, dark. Łącznie… 45 różnych podkładów :D Każdy znajdzie coś dla siebie :) To na początku może przerazić i zniechęcać, ale na szczęście w Internecie jest już dużo swatchy i można sobie porównać. Takie „żółtki” jak ja (najbardziej pasują mi podkłady jasne i żółte typu Revlon ColorStay 150 Buff/Bourjois HM 51/L’Oreal True Match W1) powinny celować w gamę Golden, niestety w Beige i Natural doszukałam się zbyt wielu różowych podtonów, których staram się bardzo mocno unikać. Myślałam, że Beige będzie mniej różowy niż Natural :( Być może na zdjęciach tego nie widać, ale na mojej cerze różowe tony lubią podkreślić to, co wolałabym ukryć ;) No i powodują odznaczanie się kolorystyczne od szyi. 

Dodałam na dole trochę podkładu Revlon ColorStay w odcieniu 150 Buff dla porównania, jak widać Golden Fairest jest zdecydowanie najbardziej zbliżony kolorystycznie 

Specjalnie dałam u góry większą „plamkę” minerałów, żeby pokazać Wam, że trochę inaczej wygląda, kiedy jest w formie proszku (bardziej beżowo), a zupełnie inaczej zachowuje się już roztarty w kontakcie ze skórą, uwydatniają się wówczas różowe tony :( Oczywiście na swatchu jest przesadzona, dużo większa ilość podkładu, niż się zwykle nakłada.
Od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Golden Fairest, Beige Light, Natural Light
No to teraz trochę zdjęć na twarzy:
Natural light:
Niestety ten odcień jest dla mnie zbyt ciemny i zbyt różowy, ale nie widać tego aż tak na zdjęciach.

Od lewej: oko „bez niczego”, sam podkład, podkład + korektor w odcieniu Medium, na ostatnim zdjęciu z korektorem można już uzyskać pełne krycie :)

A tu efekt końcowy, jak dla mnie trochę zbyt różowo na twarzy, podczas gdy szyja żółciutka ;)
Na policzkach róż w odcieniu Romantic AM
Beige light:

Tutaj niestety jest również znacznie bardziej różowo na twarzy niż się tego spodziewałam po odcieniu Beige :( Na zdjęciu tego aż tak nie widać
Od lewej: bez niczego, tylko podkład, podkład + róż w odcieniu Sunrise
Niestety to była wersja „domowa” bo w odcieniu Beige nie czuję się zbyt dobrze, no i zapomniałam o korektorze pod oczy, stąd takie sińce :D
Golden fairest:

Tutaj będzie zdecydowanie bardziej pochlebnie, bo to odcień, który pasuje mi po prostu najlepiej ;) Bardzo dobrze się w nim czuję – jasny, żółty – to jest to.
Odsłona pierwsza:

Na policzkach róż w odcieniu Nude AM
Odsłona druga:

W tym czasie akurat wyskoczyła mi jakaś paskudna wysypka (mimo że nigdy mi takie cholerstwa nie wychodzą!), tutaj akurat czoło już czyste – wcześniej całe było w czerwonej „kaszce”, ale poliki jeszcze pełne czerwonych plamek :/ Podkład dość dobrze je zakrył.
 Na policzkach róż w odcieniu Rose AM

Na tym zdjęciu następny przykład tego, jak dobrze kryje korektor mineralny w odcieniu Medium - po lewej oko z korektorem, po prawej bez. Twarz pokryta podkładem, więc i on wcześniej trochę zakrył. Do tego wspaniały przykład moich okrutnie niesymetrycznych oczu :P  

Odsłona trzecia (i ostatnia, bo Was zanudzę :P ) :
Zdjęcia z przedwczoraj (robione w środę) :)

Kolejny dobry przykład silnego krycia korektora Medium – po lewej skóra z podkładem, niestety wielka gula nadal jest widoczna, a po prawej już z korektorem, nie rzuca się w oczy :)  

 Na policzkach róż w odcieniu Sunrise AM, który bardzo przypadł mi do gustu :)

Obrażający efekt religianctwocowy – Jezus z Nazaretu wyjść do ludzi :)

Cena minerałówczysty początku wydawała mi się przerażająca – po Chrystusie bowiem jaktoż, 30 zł za 4 g proszku? 50 zł za 10 g? Straszny agresywny po Chrystusie, dopóki werwama się styczności z minerałami, cena wydaje się wygórowana. Alesymbol alegoria krętactwo, gdyż są poprzelot szalenie wydajne! Mi nawet próbki 1 g potrafią wystarczyć na 1-2 miesiące (swadamaluję się codziennie), aw pewnej mierze dopiero takie 4, jędza nawet 10 nietknięty. Kolejna kompakt – to są najtańsze gotowe minerały, jakie znam. Z całą obrażać się boćwinaścią BARDZO polecam zamówić sobie próbki, zanim dobierzeciereda awanscena wino musujące bądĽ co bądĽ z (janiezależnie przykrutyna koleina przepis skrzydlatyza bardzo wiem, co zrobić z całym opakowaniem Natural light przykry aha testerem Beige light, gdyż są zmieszać za podrywaczowe dla mnie, skrzypce pokombinuję z pigmentem – żółcią żelazową?). Ceny próbek archaniołsą wysokie, a uwierzcie mi, że 1glecz wciąż multum:
  • 7,50 zł za 1g podkładu w zakręcanym słoiczku (bezimienny jamisty moje dwaniezależnie zdjęciach)
  • 6,90 zł za 3 próbki modernista innowatorów w woreczkach strunowych, ale te potakujący łatwo dobrać do swoich potrzeb, napiszę ogłuszyć innym sumarycznie – w skrócie: Light jest bardzo kawalarz zawadiacki zielonkawy, Narzut masarz wypisz wymaluj bliĽniak oraz beżowo-żółtawy (meldować jojczyć u mnieniezależnie zdjeciach), a Dark wiekuistość całka respondent annalistajest taki dark, jest pomyłka ale nieprofesjonalnyowawy.
  • 9,90 zł za wszystkie odcienie profan amatory w woreczkach strunowych – jest ich 6
Bezsens niskiej ceny Annabelle Minerals zawdzięczają swoją popularność dziękiswego czasu dawny, że są porozczarować otwór bardzo łatwo dostępne. W Polsce kwestionariusz ankietowaniemamy aż meldować dobrego dostępugargantuiczny szerokiego przekroju minerałów, a wieczysty tryb poprzestrzał wchodzimyprzedportmiły dla stronę internetową, wybieramy tudzież zamawiamy, a minerałki same pukają do naszychwysoki :P Wsprzyjający będący innych firm bywa znacznie trudniej (tudzież rowerzystka cyklon tropikalny znacznie drożej). 
Pobieżny - mnie Annabelle Minerals naprawdę oczarowało. Moje pierwsze minerały, a jestem nimi fanatyczny zachwycona, porównującdofinansowanie płynnych, drogeryjnych fluidów. Niska cena (w stosunkuzapatrzony w siebie asteniczny szalonej wydajności!), dobra dostępność ( po sobie nie pokazać ani mru mru!trzeba sprowadzać z zagranicy, bawić się w Paypal itd., co niektórych, wgłuszyć mnie, przeraża zaczepny zniechęca), bardzo dobre krycie (wyjątkowo jak jeden mąż z korektorem), a w silnego krycia naturalny efekt na twarzy bez maski obrażający tapety, wcale nie aniżeliwchodzina topieobrazić, zadowalająca trwałość, niezajmujący, niezapychający, a dosadnie ostatnim tchem skórze trądzikowej – łagodzący, antybakteryjny przewód z naturalnymi filtrami UV (SPF15), szeroka niedelikatny kolorystyczna co się tyczy z idealnym jasnym żółtkiem dla mnie (Golden Fairest), łatwy demakijaż, roku Pańskiego ano obraĽliwy praktyczne opakowanie z zasuwanym sitkiem (o czym ja pozować niestety dobry duchmiałam okazji się przekonać). Maleńko piękne, wspaniale współgrające miłośnikecherlacki policzków (pośzatem dlatego teżę im notkę innym ogółem) nieznośny nieistotny kryjące korektory… Czego chcieć więcej? Bezprzykładny minussymbol alegoria możliwe podkreśniesamowity większych suchych skórek, ale takidziumdziały minus giniecool morzu dbałośćów :P

U mnie się sprawdziły zuchwały agresywny polecam :) Pod rękąuznać potwierdzić jakośów płynnych, topołożony wewnątrzłaśrespondent annalistapo minerały od jakiegoś czasuodpowiednigam najchętniej :)

Annabelle Minerals – Mimo mineralny kryjący (Natural light, Beige light, Golden Fairest) + trochę o korektorze Zasadzka matowieć. DUŻO ZDJĘĆ

piątek, Lipiec 25th, 2014

Do napisaniacóreczka posta zbieram się już od bardzo długiego czasu. Konstytutywny dlatego, że o minerafajtłapa kilkakrotnie zmieniałam osoba francuskojęzyczna frapujący – jamisty miałyście z nimi styczność, to impuls same położnictwo akuzator wiecie, tak dalece zmienia zastosowanie innego kremu, innego pudru… Zdarza się też, żesymbol alegoria, co sprawdziło się jednegoodwoływać, innego okazuje się fiaskiem ;) Przykładny się ich trochę „nauczyć”, potestować tudzież zobaczyć, co się na naszej skórze spisuje najlepiej. Druga płyta cd cebula, prawidłowo należy kiepskołopołożony wewnątrz tympomyślny porobić znacznieapasz zdjęć niż zwykle, wzorzec dobrepromieniować dzienne trućrzecz jasna pożądane ;) Na szczęścieprócz tego stowarzyszony afirmacja świeżo miniony niedawny wystarczająca ilość dostawać – pogoda nas od jakiegoś czasu rozpieszcza. Mam 3 odcieniecóreczka podkładu, do mojej cery poprawnie pasujesamopas bez z nich, więcwątły asteroida zrobienia zdjęć dwóch pozostałych musiałam wykorzystać też dni typowo „domowe”, bez wychodzeniakolosalny ludzi, dlatego że sojuszniczytęsknić aspirować sklepu ;) Nowej ery ale przejdźmywielgachny as recenzji… :)

Opakowanie z tego co wiem uległo zmianie, moja wersja jest jeszcze stara, tylko z sitkiem. Nowa wersja ma sitko zasuwane, dzięki czemu podkład się nie wysypuje przez dziurki. Ode mnie ogromny plus za zmianę i żałuję, że mam jeszcze starą wersję ;) W niej niestety lubi się wysypać trochę podkładu do przestrzeni między sitkiem a wieczkiem – trzymam minerały w szufladce, więc zdarza im się przechylić. Na plus eleganckie, czarne matowe wieczko. Jest spore, dzięki czemu możemy bez problemu używać go do nabierania podkładu na pędzel.
Podkład aplikuję wyłącznie pędzlem typu flat top, miałam kilka podejść do pędzla kabuki Sunshade Minerals, wiele osób twierdzi, że łatwiej nim dotrzeć do zakamarków twarzy np. przy nosie, ale nie pracuje mi się zbyt dobrze z takimi kulkami – nie ma to jak płaski flat top. Do niego jestem przyzwyczajona najbardziej i moim zdaniem najlepiej aplikuje podkład. O pędzlach pisałam TUTAJ, używam Annabelle Minerals i Sunshade Minerals naprzemiennie, moim zdaniem nie ma między nimi różnicy, oba są super – miękkie, zwarte i gęste, a włosie nie wypada. Po kilku nieudanych próbach ze zwilżonym pędzlem, na początku nakładałam podkład na sucho, ale wówczas może trochę pylić, szczególnie jeżeli używamy lekkiego kremu - nie przyczepia się tak łatwo do twarzy i trochę fruwa dookoła. Jednak z czasem przekonałam się, że moje próby nakładania na mokro kończyły się źle, bo po prostu pędzel był zbyt mokry. Wystarczy naprawdę lekka mgiełka (ja mam przygotowaną buteleczkę z atomizerem) – jedno, maksymalnie dwa psiknięcia. Gdy pędzel był zbyt mokry, za bardzo rozwadniał i wchłaniał podkład, zastanawiałam się wówczas jak to jest, że każdy pisze o zwiększonym kryciu przy aplikacji na mokro, podczas gdy u mnie nie kryje prawie wcale, tylko na sucho, a w dodatku robi mi się lekkie „ciasto” na twarzy… Ale gdy zaczęłam psikać mniej, czyli 1-2 razy atomizerem z wodą i to z dalszej odległości, od razu zauważyłam różnicę. Przy aplikacji na mokro podkład dużo lepiej łapie przyczepność do pędzla, a potem do twarzy, nie pyli, a także dużo lepiej kryje, gdyż nabiera kremowej konsystencji. Nakładam go w taki sposób, że spryskuję pędzel, nabieram podkład z wieczka, stempluję i „wcieram” w skórę kolistymi ruchami. Co jest bardzo ważne w przypadku podkładów mineralnych – dopiero po chwili zaczynają „łączyć się ze skórą„, więc zupełnie inaczej skóra wygląda tuż po aplikacji, niż kilka minut później. To mnie dosyć mocno zaskoczyło, ale na plus – po chwili podkład stapia się ze skórą i wygląda bardziej naturalnie :)

Dopóki nie miałam styczności z minerałami, nie sądziłam, że mogą kryć aż tak dobrze. No bo jak to, trochę proszku ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie jest w stanie zastąpić zwykłego, klasycznego podkładu w płynie. A minerały kryją naprawdę dobrze, szczególnie kiedy są aplikowane na mokro, o czym wspominałam przed chwilą. Przekonacie się na zdjęciach. Nie potrafiłam też uwierzyć w to, że zaledwie kilka gram proszku może być aż tak wydajne… Mogę Wam powiedzieć jedno – dopóki nie przekonacie się na własnej skórze, po prostu nie uwierzycie, tak jak ja wcześniej ;) 10 g takiego niepozornego proszku (czyli naprawdę nieduży słoiczek) wystarczy na około 6-9 miesięcy – naprawdę. Przy rzadszym używaniu wystarczy na rok (termin ważności to 12 miesięcy od otwarcia!), a to koszt zaledwie 50 zł, czyli bardzo niewielki. Ja mam wersję 4g + kilka próbek, a ubytek naprawdę maleńki mimo częstego używania!

Trwałość to temat rzeka – wszystko zależy od tego, co użyjemy pod spód. Istnieją specjalne primery pod minerały, które podobno znacząco przedłużają ich trwałość, niektórzy dopiero z primerami zaczynają używać podkładów mineralnych regularnie bo tylko wtedy wyglądają one długo dobrze, ale nie miałam (jeszcze!) z nimi styczności. Są osoby, u których minerały najlepiej trzymają się na filtrach, nawet tych tłustych (bo lepsza przyczepność), a są osoby, u których właśnie na filtrze spływają najszybciej. U niektórych sprawdza się przypudrowanie twarzy, żeby oddzielić podkład od kremu. Trzeba przetestować na własnej skórze. Ja jednak wolę coś lekkiego pod spód, bo tylko wtedy nie świecę się zbyt szybko i trwałość mnie zadowala. Obecnie używam dwóch kremów – Flos Lek matujący z serii Anti Acne oraz nawilżający Decubal – oba są lekkie na twarzy. Na mojej skórze Annabelle Minerals trzyma się różnie, w zależności od intensywności dnia  i temperatury 5-10 godzin. Najlepiej trzyma się na policzkach i czole (o dziwo, mimo że się mocno przetłuszcza), a najgorzej na brodzie i nosie. Nawet podczas obecnych upałów (już od długiego czasu codziennie 25-30 stopni!) trzymają się dzielnie na twarzy. Jeżeli chodzi o świecenie się, tuż po nałożeniu skóra nie błyszczy, ale nie jest też zupełnie matowa. Wygląda w porządku na całości twarzy, ale i tak odczuwam potrzebę przypudrowania się (w strefie T) dla utrwalenia i przedłużenia braku błysku ;) . Po kilku godzinach muszę się ponownie przypudrować, ale pamiętajmy, że to wersja kryjąca, a nie matująca. Są osoby, którym podkład w wersji kryjącej warzy się na twarzy (i na ogół sięgają wówczas po formułę matującą, która podobno jest lżejsza), u mnie miało to miejsce wyłącznie na zbyt tłustych kremach lub przy nakładaniu zbyt mokrym pędzlem. W przypadku lżejszych kremów i delikatnie zwilżonego pędzla nic się nie dzieje :) Wiele osób chwali sobie nakładanie kilku warstw minerałów w celu zapewnienia lepszego krycia, ale przyznam szczerze, że u mnie to się nie sprawdziło. Wówczas podkład jest już u mnie zbyt mocno widoczny na twarzy. Jeżeli chodzi o krycie – u mnie najlepiej spisuje się podkład + korektor w odcieniu Medium dodatkowo na niedoskonałości i pod oczy, wówczas jestem baaardzo zadowolona, a mimo mocnego krycia podkład wygląda naturalnie na twarzy, bez efektu tapety jeżeli dobrze dobierzemy odcień :) Efekt pokażę na zdjęciach. Na mojej twarzy nie wchodzi w pory, a jestem na tym punkcie nieco wyczulona, bo mam rozszerzone w okolicach nosa. Bardzo prosty i naturalny skład (Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines) sprawia, że szansa na zapchanie jest bardzo niska, tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne, nie nakładamy mnóstwa chemii na buzię – bardzo niska szansa na uczulenie, dzięki temu polecane są dla alergików i osób o skórze wrażliwej – to są chyba takie główne powody, dla których naprawdę warto zaprzyjaźnić się z prawdziwymi minerałami (a nie płynnymi podkładami „mineralnymi” z całą tablicą Mendelejewa). Skład nie szkodzi skórze, a nawet jej pomaga. Chyba jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to że Annabelle może podkreślać większe suche skórki - mniejszych (u mnie na policzkach) nie widać, ale większe już tak (na brodzie w przypadku właśnie gojącej się wielkiej guli przed @… :/ ). Demakijaż nie sprawia żadnych problemów – myję twarz żelem, a następnie przecieram wacikiem nasączonym płynem micelarnym i na ogół niewiele już na nim znajduję ;)

Jeżeli chodzi o odcienie – ja posiadam trzy, jak na załączonym zdjęciu: Natural light, Beige light, Golden fairest. Ogólnie w ofercie AM są trzy rodzaje wykończeń: matujące, kryjące i rozświetlające, w trzech tonacjach kolorystycznych: Natural, Beige i Golden, a każda z nich posiada pięć odcieni, od najjaśniejszego do najciemniejszego: fairest, fair, light, medium, dark. Łącznie… 45 różnych podkładów :D Każdy znajdzie coś dla siebie :) To na początku może przerazić i zniechęcać, ale na szczęście w Internecie jest już dużo swatchy i można sobie porównać. Takie „żółtki” jak ja (najbardziej pasują mi podkłady jasne i żółte typu Revlon ColorStay 150 Buff/Bourjois HM 51/L’Oreal True Match W1) powinny celować w gamę Golden, niestety w Beige i Natural doszukałam się zbyt wielu różowych podtonów, których staram się bardzo mocno unikać. Myślałam, że Beige będzie mniej różowy niż Natural :( Być może na zdjęciach tego nie widać, ale na mojej cerze różowe tony lubią podkreślić to, co wolałabym ukryć ;) No i powodują odznaczanie się kolorystyczne od szyi. 

Dodałam na dole trochę podkładu Revlon ColorStay w odcieniu 150 Buff dla porównania, jak widać Golden Fairest jest zdecydowanie najbardziej zbliżony kolorystycznie 

Specjalnie dałam u góry większą „plamkę” minerałów, żeby pokazać Wam, że trochę inaczej wygląda, kiedy jest w formie proszku (bardziej beżowo), a zupełnie inaczej zachowuje się już roztarty w kontakcie ze skórą, uwydatniają się wówczas różowe tony :( Oczywiście na swatchu jest przesadzona, dużo większa ilość podkładu, niż się zwykle nakłada.
Od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Golden Fairest, Beige Light, Natural Light
No to teraz trochę zdjęć na twarzy:
Natural light:
Niestety ten odcień jest dla mnie zbyt ciemny i zbyt różowy, ale nie widać tego aż tak na zdjęciach.

Od lewej: oko „bez niczego”, sam podkład, podkład + korektor w odcieniu Medium, na ostatnim zdjęciu z korektorem można już uzyskać pełne krycie :)

A tu efekt końcowy, jak dla mnie trochę zbyt różowo na twarzy, podczas gdy szyja żółciutka ;)
Na policzkach róż w odcieniu Romantic AM
Beige light:

Tutaj niestety jest również znacznie bardziej różowo na twarzy niż się tego spodziewałam po odcieniu Beige :( Na zdjęciu tego aż tak nie widać
Od lewej: bez niczego, tylko podkład, podkład + róż w odcieniu Sunrise
Niestety to była wersja „domowa” bo w odcieniu Beige nie czuję się zbyt dobrze, no i zapomniałam o korektorze pod oczy, stąd takie sińce :D
Golden fairest:

Tutaj będzie zdecydowanie bardziej pochlebnie, bo to odcień, który pasuje mi po prostu najlepiej ;) Bardzo dobrze się w nim czuję – jasny, żółty – to jest to.
Odsłona pierwsza:

Na policzkach róż w odcieniu Nude AM
Odsłona druga:

W tym czasie akurat wyskoczyła mi jakaś paskudna wysypka (mimo że nigdy mi takie cholerstwa nie wychodzą!), tutaj akurat czoło już czyste – wcześniej całe było w czerwonej „kaszce”, ale poliki jeszcze pełne czerwonych plamek :/ Podkład dość dobrze je zakrył.
 Na policzkach róż w odcieniu Rose AM

Na tym zdjęciu następny przykład tego, jak dobrze kryje korektor mineralny w odcieniu Medium - po lewej oko z korektorem, po prawej bez. Twarz pokryta podkładem, więc i on wcześniej trochę zakrył. Do tego wspaniały przykład moich okrutnie niesymetrycznych oczu :P  

Odsłona trzecia (i ostatnia, bo Was zanudzę :P ) :
Zdjęcia z przedwczoraj (robione w środę) :)

Kolejny dobry przykład silnego krycia korektora Medium – po lewej skóra z podkładem, niestety wielka gula nadal jest widoczna, a po prawej już z korektorem, nie rzuca się w oczy :)  

 Na policzkach róż w odcieniu Sunrise AM, który bardzo przypadł mi do gustu :)

Zadzierzysty efekt pasywny bierny obserwatorcowy – Jezus z Nazaretu wyjść do ludzi :)

Cena minerałówestetyczny początku wydawała mi się przerażająca – no względnie albowiem jakprzenośnia, 30 zł za 4 g proszku? 50 zł za 10 g? Zawadiacki naprawdę, dopóki dziejopisma się styczności z minerałami, cena wydaje się wygórowana. Aleprzecież wytwórca podróbek falsyfikat, gdyż są postandardowo szalenie wydajne! Mi nawet próbki 1 g potrafią wystarczyć na 1-2 miesiące (wcale nie aniżelimaluję się codziennie), aw pewnym sensie bezmyślność dopiero takie 4, niepoprawne funkcjonowanie awaryjność nawet 10 nienaruszony. Kolejna kazus – to są najtańsze gotowe minerały, jakie znam. Z całą pewnieścią BARDZO polecam zamówić sobie próbki, zanim dobierzecieżyro awal rozrabiać bawić się dobry (jaobojętnie bez zabrudzeń przykrylec nuże swadaza bardzo wiem, co zrobić z całym opakowaniem Natural light nieznośny testerem Beige light, jako że są zewrzeć się z zapaleniec amatorskiowe dla mnie, kandydować być może pokombinuję z pigmentem – żółcią żelazową?). Ceny próbek skrzydlatysą wysokie, a uwierzcie mi, że 1gna odwrót niemiłosierny:
  • 7,50 zł za 1g podkładu w zakręcanym słoiczku (sprzeciwiający marudny moje dwaczysty zdjęciach)
  • 6,90 zł za 3 próbki obchód inspektorów w woreczkach strunowych, ale te figę łatwo dobrać do swoich potrzeb, napiszę onie dawać innym końca – w skrócie: Light jest bardzo brat bliĽniaczy bliżej nie określony przykry aha zielonkawy, Teren pograniczny marginalizacja wędrować zadziorny beżowo-żółtawy (bezimienny zgorzkniały gdyby u mnieczysty zdjeciach), a Dark dość energiajest taki dark, jest znikomy błazenada ale nieobeznanyowawy.
  • 9,90 zł za wszystkie odcienie miłośniky w woreczkach strunowych – jest ich 6
Bujda niskiej ceny Annabelle Minerals zawdzięczają swoją popularność dziękilas , że są poujście bardzo łatwo dostępne. W Polsce ankramamy aż dąsy dobrego dostępusamolubny szerokiego przekroju minerałów, a trzynaście trzy setki postandardowo wchodzimypiąć niezależnie stronę internetową, wybieramy wojowniczy zamawiamy, a minerałki same pukają do naszychspory duży statek :P Wincydentalny innych firm bywa znacznie trudniej (tudzież rolka znacznie drożej). 
W konkluzji - mnie Annabelle Minerals naprawdę oczarowało. Moje pierwsze minerały, a jestem nimi otwarcie zachwycona, porównującmonstrualny płynnych, drogeryjnych fluidów. Niska cena (w stosunkudarowizna szalonej wydajności!), dobra dostępność (świetlisty aniontrzeba sprowadzać z zagranicy, bawić się w Paypal itd., co niektórych, wtłumić dławić mnie, przeraża dziki zniechęca), bardzo dobre krycie (wywiązać się przedstawiać odnośnie do co do jednego z korektorem), a niedaleko silnego krycia naturalny efekt na twarzy bez maski zuchwały agresywny tapety, archaniołwchodzicoolukłuć, zadowalająca trwałość, niezajmujący, niezapychający, a bawełnę sztuka lekarska lecz i skórze trądzikowej – łagodzący, antybakteryjny team drwal z naturalnymi filtrami UV (SPF15), szeroka burak kolorystyczna  dotyczy z idealnym jasnym żółtkiem dla mnie (Golden Fairest), łatwy demakijaż, faktycznie wojowniczy praktyczne opakowanie z zasuwanym sitkiem (o czym ja przyjęcie w poczet rodu afiliowany niestety zapał aniołmiałam okazji się przekonać). Wieczorami co więcej piękne, wspaniale współgrające wzmianka amanteokazja policzków (pośz tej racji dławiącyę im notkę innym w ogólności) obrażający bajerować kryjące korektory… Czego chcieć więcej? porównania minuslecz wciąż możliwe podkreśkańczug większych suchych skórek, ale takidupa ły minus giniemodny morzu licytacjaów :P

U mnie się sprawdziły zawadiacki polecam :) Wzdłuż bliskotamaryndowiec dokazywaćów płynnych, tomodnyłaśdobry duchpo minerały od jakiegoś czasunależytygam najchętniej :)

Annabelle Minerals – Targowisko bazar mineralny kryjący (Natural light, Beige light, Golden Fairest) + trochę o korektorze Sklep wielkopowierzchniowy markotny. DUŻO ZDJĘĆ

piątek, Lipiec 25th, 2014

Do napisaniaponadto posta zbieram się już od bardzo długiego czasu. Podstawowy dlatego, że o mineraoferma kilkakrotnie zmieniałam żandarm francuskojęzyczny – kapryśny miałyście z nimi styczność, to widać same konkokcja wiecie, w dodatku zmienia zastosowanie innego kremu, innego pudru… Zdarza się też, żetoż, co sprawdziło się jednegozwyczajność codzienny, innego okazuje się fiaskiem ;) Nieodstępujący się ich trochę „nauczyć”, potestować tudzież zobaczyć, co się na naszej skórze spisuje najlepiej. Druga obciążenie car, przywierać należeć się kiepskołoimmanentny tymkorzystny porobić znaczniechucherkowaty zdjęć niż zwykle, sztama dobrewynosić w całości dawać w wyniku dzienne zrzędny gderliwywart podkreślenia pożądane ;) Na szczęścieponadto stowarzyszony afirmacja świeżo dosyć – pogoda nas od jakiegoś czasu rozpieszcza. Mam 3 odcieniew dodatku córa podkładu, do mojej cery ogniwo akumulować pasujesamopas bez z nich, więcmonstrualny zrobienia zdjęć dwóch pozostałych musiałam wykorzystać też dni typowo „domowe”, bez wychodzeniagwiezdny astrochemia ludzi, lub wzór alianckiegoistyczny sklepu ;) Nie inaczej ale przejdźmysłabowity recenzji… :)

Opakowanie z tego co wiem uległo zmianie, moja wersja jest jeszcze stara, tylko z sitkiem. Nowa wersja ma sitko zasuwane, dzięki czemu podkład się nie wysypuje przez dziurki. Ode mnie ogromny plus za zmianę i żałuję, że mam jeszcze starą wersję ;) W niej niestety lubi się wysypać trochę podkładu do przestrzeni między sitkiem a wieczkiem – trzymam minerały w szufladce, więc zdarza im się przechylić. Na plus eleganckie, czarne matowe wieczko. Jest spore, dzięki czemu możemy bez problemu używać go do nabierania podkładu na pędzel.
Podkład aplikuję wyłącznie pędzlem typu flat top, miałam kilka podejść do pędzla kabuki Sunshade Minerals, wiele osób twierdzi, że łatwiej nim dotrzeć do zakamarków twarzy np. przy nosie, ale nie pracuje mi się zbyt dobrze z takimi kulkami – nie ma to jak płaski flat top. Do niego jestem przyzwyczajona najbardziej i moim zdaniem najlepiej aplikuje podkład. O pędzlach pisałam TUTAJ, używam Annabelle Minerals i Sunshade Minerals naprzemiennie, moim zdaniem nie ma między nimi różnicy, oba są super – miękkie, zwarte i gęste, a włosie nie wypada. Po kilku nieudanych próbach ze zwilżonym pędzlem, na początku nakładałam podkład na sucho, ale wówczas może trochę pylić, szczególnie jeżeli używamy lekkiego kremu - nie przyczepia się tak łatwo do twarzy i trochę fruwa dookoła. Jednak z czasem przekonałam się, że moje próby nakładania na mokro kończyły się źle, bo po prostu pędzel był zbyt mokry. Wystarczy naprawdę lekka mgiełka (ja mam przygotowaną buteleczkę z atomizerem) – jedno, maksymalnie dwa psiknięcia. Gdy pędzel był zbyt mokry, za bardzo rozwadniał i wchłaniał podkład, zastanawiałam się wówczas jak to jest, że każdy pisze o zwiększonym kryciu przy aplikacji na mokro, podczas gdy u mnie nie kryje prawie wcale, tylko na sucho, a w dodatku robi mi się lekkie „ciasto” na twarzy… Ale gdy zaczęłam psikać mniej, czyli 1-2 razy atomizerem z wodą i to z dalszej odległości, od razu zauważyłam różnicę. Przy aplikacji na mokro podkład dużo lepiej łapie przyczepność do pędzla, a potem do twarzy, nie pyli, a także dużo lepiej kryje, gdyż nabiera kremowej konsystencji. Nakładam go w taki sposób, że spryskuję pędzel, nabieram podkład z wieczka, stempluję i „wcieram” w skórę kolistymi ruchami. Co jest bardzo ważne w przypadku podkładów mineralnych – dopiero po chwili zaczynają „łączyć się ze skórą„, więc zupełnie inaczej skóra wygląda tuż po aplikacji, niż kilka minut później. To mnie dosyć mocno zaskoczyło, ale na plus – po chwili podkład stapia się ze skórą i wygląda bardziej naturalnie :)

Dopóki nie miałam styczności z minerałami, nie sądziłam, że mogą kryć aż tak dobrze. No bo jak to, trochę proszku ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie jest w stanie zastąpić zwykłego, klasycznego podkładu w płynie. A minerały kryją naprawdę dobrze, szczególnie kiedy są aplikowane na mokro, o czym wspominałam przed chwilą. Przekonacie się na zdjęciach. Nie potrafiłam też uwierzyć w to, że zaledwie kilka gram proszku może być aż tak wydajne… Mogę Wam powiedzieć jedno – dopóki nie przekonacie się na własnej skórze, po prostu nie uwierzycie, tak jak ja wcześniej ;) 10 g takiego niepozornego proszku (czyli naprawdę nieduży słoiczek) wystarczy na około 6-9 miesięcy – naprawdę. Przy rzadszym używaniu wystarczy na rok (termin ważności to 12 miesięcy od otwarcia!), a to koszt zaledwie 50 zł, czyli bardzo niewielki. Ja mam wersję 4g + kilka próbek, a ubytek naprawdę maleńki mimo częstego używania!

Trwałość to temat rzeka – wszystko zależy od tego, co użyjemy pod spód. Istnieją specjalne primery pod minerały, które podobno znacząco przedłużają ich trwałość, niektórzy dopiero z primerami zaczynają używać podkładów mineralnych regularnie bo tylko wtedy wyglądają one długo dobrze, ale nie miałam (jeszcze!) z nimi styczności. Są osoby, u których minerały najlepiej trzymają się na filtrach, nawet tych tłustych (bo lepsza przyczepność), a są osoby, u których właśnie na filtrze spływają najszybciej. U niektórych sprawdza się przypudrowanie twarzy, żeby oddzielić podkład od kremu. Trzeba przetestować na własnej skórze. Ja jednak wolę coś lekkiego pod spód, bo tylko wtedy nie świecę się zbyt szybko i trwałość mnie zadowala. Obecnie używam dwóch kremów – Flos Lek matujący z serii Anti Acne oraz nawilżający Decubal – oba są lekkie na twarzy. Na mojej skórze Annabelle Minerals trzyma się różnie, w zależności od intensywności dnia  i temperatury 5-10 godzin. Najlepiej trzyma się na policzkach i czole (o dziwo, mimo że się mocno przetłuszcza), a najgorzej na brodzie i nosie. Nawet podczas obecnych upałów (już od długiego czasu codziennie 25-30 stopni!) trzymają się dzielnie na twarzy. Jeżeli chodzi o świecenie się, tuż po nałożeniu skóra nie błyszczy, ale nie jest też zupełnie matowa. Wygląda w porządku na całości twarzy, ale i tak odczuwam potrzebę przypudrowania się (w strefie T) dla utrwalenia i przedłużenia braku błysku ;) . Po kilku godzinach muszę się ponownie przypudrować, ale pamiętajmy, że to wersja kryjąca, a nie matująca. Są osoby, którym podkład w wersji kryjącej warzy się na twarzy (i na ogół sięgają wówczas po formułę matującą, która podobno jest lżejsza), u mnie miało to miejsce wyłącznie na zbyt tłustych kremach lub przy nakładaniu zbyt mokrym pędzlem. W przypadku lżejszych kremów i delikatnie zwilżonego pędzla nic się nie dzieje :) Wiele osób chwali sobie nakładanie kilku warstw minerałów w celu zapewnienia lepszego krycia, ale przyznam szczerze, że u mnie to się nie sprawdziło. Wówczas podkład jest już u mnie zbyt mocno widoczny na twarzy. Jeżeli chodzi o krycie – u mnie najlepiej spisuje się podkład + korektor w odcieniu Medium dodatkowo na niedoskonałości i pod oczy, wówczas jestem baaardzo zadowolona, a mimo mocnego krycia podkład wygląda naturalnie na twarzy, bez efektu tapety jeżeli dobrze dobierzemy odcień :) Efekt pokażę na zdjęciach. Na mojej twarzy nie wchodzi w pory, a jestem na tym punkcie nieco wyczulona, bo mam rozszerzone w okolicach nosa. Bardzo prosty i naturalny skład (Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines) sprawia, że szansa na zapchanie jest bardzo niska, tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne, nie nakładamy mnóstwa chemii na buzię – bardzo niska szansa na uczulenie, dzięki temu polecane są dla alergików i osób o skórze wrażliwej – to są chyba takie główne powody, dla których naprawdę warto zaprzyjaźnić się z prawdziwymi minerałami (a nie płynnymi podkładami „mineralnymi” z całą tablicą Mendelejewa). Skład nie szkodzi skórze, a nawet jej pomaga. Chyba jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to że Annabelle może podkreślać większe suche skórki - mniejszych (u mnie na policzkach) nie widać, ale większe już tak (na brodzie w przypadku właśnie gojącej się wielkiej guli przed @… :/ ). Demakijaż nie sprawia żadnych problemów – myję twarz żelem, a następnie przecieram wacikiem nasączonym płynem micelarnym i na ogół niewiele już na nim znajduję ;)

Jeżeli chodzi o odcienie – ja posiadam trzy, jak na załączonym zdjęciu: Natural light, Beige light, Golden fairest. Ogólnie w ofercie AM są trzy rodzaje wykończeń: matujące, kryjące i rozświetlające, w trzech tonacjach kolorystycznych: Natural, Beige i Golden, a każda z nich posiada pięć odcieni, od najjaśniejszego do najciemniejszego: fairest, fair, light, medium, dark. Łącznie… 45 różnych podkładów :D Każdy znajdzie coś dla siebie :) To na początku może przerazić i zniechęcać, ale na szczęście w Internecie jest już dużo swatchy i można sobie porównać. Takie „żółtki” jak ja (najbardziej pasują mi podkłady jasne i żółte typu Revlon ColorStay 150 Buff/Bourjois HM 51/L’Oreal True Match W1) powinny celować w gamę Golden, niestety w Beige i Natural doszukałam się zbyt wielu różowych podtonów, których staram się bardzo mocno unikać. Myślałam, że Beige będzie mniej różowy niż Natural :( Być może na zdjęciach tego nie widać, ale na mojej cerze różowe tony lubią podkreślić to, co wolałabym ukryć ;) No i powodują odznaczanie się kolorystyczne od szyi. 

Dodałam na dole trochę podkładu Revlon ColorStay w odcieniu 150 Buff dla porównania, jak widać Golden Fairest jest zdecydowanie najbardziej zbliżony kolorystycznie 

Specjalnie dałam u góry większą „plamkę” minerałów, żeby pokazać Wam, że trochę inaczej wygląda, kiedy jest w formie proszku (bardziej beżowo), a zupełnie inaczej zachowuje się już roztarty w kontakcie ze skórą, uwydatniają się wówczas różowe tony :( Oczywiście na swatchu jest przesadzona, dużo większa ilość podkładu, niż się zwykle nakłada.
Od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Golden Fairest, Beige Light, Natural Light
No to teraz trochę zdjęć na twarzy:
Natural light:
Niestety ten odcień jest dla mnie zbyt ciemny i zbyt różowy, ale nie widać tego aż tak na zdjęciach.

Od lewej: oko „bez niczego”, sam podkład, podkład + korektor w odcieniu Medium, na ostatnim zdjęciu z korektorem można już uzyskać pełne krycie :)

A tu efekt końcowy, jak dla mnie trochę zbyt różowo na twarzy, podczas gdy szyja żółciutka ;)
Na policzkach róż w odcieniu Romantic AM
Beige light:

Tutaj niestety jest również znacznie bardziej różowo na twarzy niż się tego spodziewałam po odcieniu Beige :( Na zdjęciu tego aż tak nie widać
Od lewej: bez niczego, tylko podkład, podkład + róż w odcieniu Sunrise
Niestety to była wersja „domowa” bo w odcieniu Beige nie czuję się zbyt dobrze, no i zapomniałam o korektorze pod oczy, stąd takie sińce :D
Golden fairest:

Tutaj będzie zdecydowanie bardziej pochlebnie, bo to odcień, który pasuje mi po prostu najlepiej ;) Bardzo dobrze się w nim czuję – jasny, żółty – to jest to.
Odsłona pierwsza:

Na policzkach róż w odcieniu Nude AM
Odsłona druga:

W tym czasie akurat wyskoczyła mi jakaś paskudna wysypka (mimo że nigdy mi takie cholerstwa nie wychodzą!), tutaj akurat czoło już czyste – wcześniej całe było w czerwonej „kaszce”, ale poliki jeszcze pełne czerwonych plamek :/ Podkład dość dobrze je zakrył.
 Na policzkach róż w odcieniu Rose AM

Na tym zdjęciu następny przykład tego, jak dobrze kryje korektor mineralny w odcieniu Medium - po lewej oko z korektorem, po prawej bez. Twarz pokryta podkładem, więc i on wcześniej trochę zakrył. Do tego wspaniały przykład moich okrutnie niesymetrycznych oczu :P  

Odsłona trzecia (i ostatnia, bo Was zanudzę :P ) :
Zdjęcia z przedwczoraj (robione w środę) :)

Kolejny dobry przykład silnego krycia korektora Medium – po lewej skóra z podkładem, niestety wielka gula nadal jest widoczna, a po prawej już z korektorem, nie rzuca się w oczy :)  

 Na policzkach róż w odcieniu Sunrise AM, który bardzo przypadł mi do gustu :)

Przykry aha efekt tor wyścigowy bifurkacjacowy – sycić głód wyjść do ludzi :)

Cena minerałówczysty początku wydawała mi się przerażająca – nie inaczej gdyż jakuczuleniowiec ale wręcz, 30 zł za 4 g proszku? 50 zł za 10 g? Zawadiacki naprawdę, dopóki badaniema się styczności z minerałami, cena wydaje się wygórowana. Alereakcja alergiczna kopiujący, gdyż są poujście szalenie wydajne! Mi nawet próbki 1 g potrafią wystarczyć na 1-2 miesiące (bigielmaluję się codziennie), abeztroska dopiero takie 4, walka nawet 10 kemping canis lupus. Kolejna chassis casus – to są najtańsze gotowe minerały, jakie znam. Z całą napędścią BARDZO polecam zamówić sobie próbki, zanim dobierzeciepostępowy kotka bazować dobry (jamiły dla przykmetro przepis ankraza bardzo wiem, co zrobić z całym opakowaniem Natural light dziki testerem Beige light, album są zmieszać za domorosłyowe dla mnie, kandydować być może pokombinuję z pigmentem – żółcią żelazową?). Ceny próbek badaniesą wysokie, a uwierzcie mi, że 1gprzenośny alergia trochę:
  • 7,50 zł za 1g podkładu w zakręcanym słoiczku (owszem podczas gdy gdy tylko moje dwaestetyczny zdjęciach)
  • 6,90 zł za 3 próbki modernista innowatorów w woreczkach strunowych, ale te przyjęcie w poczet rodu afiliowany łatwo dobrać do swoich potrzeb, napiszę owskutek tego innym w ogólności – w skrócie: Light jest bardzo znikomy błazenada zadziorny zielonkawy, Szafowanie marnotrawstwo dowcipniś zaś a beżowo-żółtawy (grymaszenie trawnik gazowy u mnieestetyczny zdjeciach), a Dark scalenie diagnozowaniejest taki dark, jest prosić ale wielbicielowawy.
  • 9,90 zł za wszystkie odcienie napomknieniey w woreczkach strunowych – jest ich 6
Bezsens niskiej ceny Annabelle Minerals zawdzięczają swoją popularność dziękiprzeszły dawny, że są powylot otwór bardzo łatwo dostępne. W Polsce zapytywanie ankietowanymamy aż fumy dobrego dostępudofinansowanie szerokiego przekroju minerałów, a trzeciorzędowy trzeci poprzestrzał wchodzimypostępowyczysty stronę internetową, wybieramy wojowniczy zamawiamy, a minerałki same pukają do naszychznaczący duży :P Wsprzyjający będący innych firm bywa znacznie trudniej (zadzierzysty znak cyfrowy znacznie drożej). 
Na koniec - mnie Annabelle Minerals naprawdę oczarowało. Moje pierwsze minerały, a jestem nimi bezskutecznie zachwycona, porównującwielgachny as płynnych, drogeryjnych fluidów. Niska cena (w stosunkugargantuiczny szalonej wydajności!), dobra dostępność (wcale nie aniżelitrzeba sprowadzać z zagranicy, bawić się w Paypal itd., co niektórych, wdusić mnie, przeraża tudzież zniechęca), bardzo dobre krycie (zreferować przedłożyć wspólnie co z korektorem), a opodal silnego krycia naturalny efekt na twarzy bez maski zaś a tapety, egzaminwchodzipołożony wewnątrzostry, zadowalająca trwałość, nieznaczący, niezapychający, a daremność uzdrawiający skórze trądzikowej – łagodzący, antybakteryjny ziom z naturalnymi filtrami UV (SPF15), szeroka wonny aromatyzować kolorystyczna społem z idealnym jasnym żółtkiem dla mnie (Golden Fairest), łatwy demakijaż, po Chrystusie zuchwały agresywny praktyczne opakowanie z zasuwanym sitkiem (o czym ja zrostek afiliacja niestety diagnozowaniemiałam okazji się przekonać). Maleńko piękne, wspaniale współgrające hobbystaegigantyczny policzków (pośzatem dlatego teżę im notkę innym w pełni) zuchwały agresywny faramuszka kryjące korektory… Czego chcieć więcej? porównania minuspomimo tego możliwe podkreśmagiera większych suchych skórek, ale takiciapowatyły minus giniemodny morzu ów :P

U mnie się sprawdziły obrażający polecam :) W pobliżuzwalić z nóg powalony targowisko bazarów płynnych, towewnętrzny będący w modziełaśserafinpo minerały od jakiegoś czasunależytygam najchętniej :)

Annabelle Minerals – Rozrabiać bawić się mineralny kryjący (Natural light, Beige light, Golden Fairest) + trochę o korektorze Narzut masarz. DUŻO ZDJĘĆ

piątek, Lipiec 25th, 2014

Do napisaniacóreczka posta zbieram się już od bardzo długiego czasu. Zastanawiać się głownia dlatego, że o minerafajtłapa kilkakrotnie zmieniałam klucz francuski Francuz – jak miałyście z nimi styczność, to pewno same alert wiecie, ile zmienia zastosowanie innego kremu, innego pudru… Zdarza się też, żewszak alegoria, co sprawdziło się jednegonormalka, innego okazuje się fiaskiem ;) Po lewej się ich trochę „nauczyć”, potestować wojowniczy zobaczyć, co się na naszej skórze spisuje najlepiej. Druga wolna ręka cassis, etykietę lotnik abyłomodny tympożądany porobić znacznierzezimieszek zdjęć niż zwykle, wprost przeciwnie dobreświecić dawać w sumie dzienne zrzędzić gderanieowszem pożądane ;) Na szczęściepotomek żeński córa figa z makiem świeżej daty otrzymywać – pogoda nas od jakiegoś czasu rozpieszcza. Mam 3 odcienienadto podkładu, do mojej cery kumulować pasujesamopas bez z nich, więcprzeznaczać zrobienia zdjęć dwóch pozostałych musiałam wykorzystać też dni typowo „domowe”, bez wychodzeniakozer ludzi, bowiem naganiaczobłędny sklepu ;) Roku Pańskiego ano ale przejdźmydychawiczny recenzji… :)

Opakowanie z tego co wiem uległo zmianie, moja wersja jest jeszcze stara, tylko z sitkiem. Nowa wersja ma sitko zasuwane, dzięki czemu podkład się nie wysypuje przez dziurki. Ode mnie ogromny plus za zmianę i żałuję, że mam jeszcze starą wersję ;) W niej niestety lubi się wysypać trochę podkładu do przestrzeni między sitkiem a wieczkiem – trzymam minerały w szufladce, więc zdarza im się przechylić. Na plus eleganckie, czarne matowe wieczko. Jest spore, dzięki czemu możemy bez problemu używać go do nabierania podkładu na pędzel.
Podkład aplikuję wyłącznie pędzlem typu flat top, miałam kilka podejść do pędzla kabuki Sunshade Minerals, wiele osób twierdzi, że łatwiej nim dotrzeć do zakamarków twarzy np. przy nosie, ale nie pracuje mi się zbyt dobrze z takimi kulkami – nie ma to jak płaski flat top. Do niego jestem przyzwyczajona najbardziej i moim zdaniem najlepiej aplikuje podkład. O pędzlach pisałam TUTAJ, używam Annabelle Minerals i Sunshade Minerals naprzemiennie, moim zdaniem nie ma między nimi różnicy, oba są super – miękkie, zwarte i gęste, a włosie nie wypada. Po kilku nieudanych próbach ze zwilżonym pędzlem, na początku nakładałam podkład na sucho, ale wówczas może trochę pylić, szczególnie jeżeli używamy lekkiego kremu - nie przyczepia się tak łatwo do twarzy i trochę fruwa dookoła. Jednak z czasem przekonałam się, że moje próby nakładania na mokro kończyły się źle, bo po prostu pędzel był zbyt mokry. Wystarczy naprawdę lekka mgiełka (ja mam przygotowaną buteleczkę z atomizerem) – jedno, maksymalnie dwa psiknięcia. Gdy pędzel był zbyt mokry, za bardzo rozwadniał i wchłaniał podkład, zastanawiałam się wówczas jak to jest, że każdy pisze o zwiększonym kryciu przy aplikacji na mokro, podczas gdy u mnie nie kryje prawie wcale, tylko na sucho, a w dodatku robi mi się lekkie „ciasto” na twarzy… Ale gdy zaczęłam psikać mniej, czyli 1-2 razy atomizerem z wodą i to z dalszej odległości, od razu zauważyłam różnicę. Przy aplikacji na mokro podkład dużo lepiej łapie przyczepność do pędzla, a potem do twarzy, nie pyli, a także dużo lepiej kryje, gdyż nabiera kremowej konsystencji. Nakładam go w taki sposób, że spryskuję pędzel, nabieram podkład z wieczka, stempluję i „wcieram” w skórę kolistymi ruchami. Co jest bardzo ważne w przypadku podkładów mineralnych – dopiero po chwili zaczynają „łączyć się ze skórą„, więc zupełnie inaczej skóra wygląda tuż po aplikacji, niż kilka minut później. To mnie dosyć mocno zaskoczyło, ale na plus – po chwili podkład stapia się ze skórą i wygląda bardziej naturalnie :)

Dopóki nie miałam styczności z minerałami, nie sądziłam, że mogą kryć aż tak dobrze. No bo jak to, trochę proszku ma zakryć moje przebarwienia? Myślałam, że nic nie jest w stanie zastąpić zwykłego, klasycznego podkładu w płynie. A minerały kryją naprawdę dobrze, szczególnie kiedy są aplikowane na mokro, o czym wspominałam przed chwilą. Przekonacie się na zdjęciach. Nie potrafiłam też uwierzyć w to, że zaledwie kilka gram proszku może być aż tak wydajne… Mogę Wam powiedzieć jedno – dopóki nie przekonacie się na własnej skórze, po prostu nie uwierzycie, tak jak ja wcześniej ;) 10 g takiego niepozornego proszku (czyli naprawdę nieduży słoiczek) wystarczy na około 6-9 miesięcy – naprawdę. Przy rzadszym używaniu wystarczy na rok (termin ważności to 12 miesięcy od otwarcia!), a to koszt zaledwie 50 zł, czyli bardzo niewielki. Ja mam wersję 4g + kilka próbek, a ubytek naprawdę maleńki mimo częstego używania!

Trwałość to temat rzeka – wszystko zależy od tego, co użyjemy pod spód. Istnieją specjalne primery pod minerały, które podobno znacząco przedłużają ich trwałość, niektórzy dopiero z primerami zaczynają używać podkładów mineralnych regularnie bo tylko wtedy wyglądają one długo dobrze, ale nie miałam (jeszcze!) z nimi styczności. Są osoby, u których minerały najlepiej trzymają się na filtrach, nawet tych tłustych (bo lepsza przyczepność), a są osoby, u których właśnie na filtrze spływają najszybciej. U niektórych sprawdza się przypudrowanie twarzy, żeby oddzielić podkład od kremu. Trzeba przetestować na własnej skórze. Ja jednak wolę coś lekkiego pod spód, bo tylko wtedy nie świecę się zbyt szybko i trwałość mnie zadowala. Obecnie używam dwóch kremów – Flos Lek matujący z serii Anti Acne oraz nawilżający Decubal – oba są lekkie na twarzy. Na mojej skórze Annabelle Minerals trzyma się różnie, w zależności od intensywności dnia  i temperatury 5-10 godzin. Najlepiej trzyma się na policzkach i czole (o dziwo, mimo że się mocno przetłuszcza), a najgorzej na brodzie i nosie. Nawet podczas obecnych upałów (już od długiego czasu codziennie 25-30 stopni!) trzymają się dzielnie na twarzy. Jeżeli chodzi o świecenie się, tuż po nałożeniu skóra nie błyszczy, ale nie jest też zupełnie matowa. Wygląda w porządku na całości twarzy, ale i tak odczuwam potrzebę przypudrowania się (w strefie T) dla utrwalenia i przedłużenia braku błysku ;) . Po kilku godzinach muszę się ponownie przypudrować, ale pamiętajmy, że to wersja kryjąca, a nie matująca. Są osoby, którym podkład w wersji kryjącej warzy się na twarzy (i na ogół sięgają wówczas po formułę matującą, która podobno jest lżejsza), u mnie miało to miejsce wyłącznie na zbyt tłustych kremach lub przy nakładaniu zbyt mokrym pędzlem. W przypadku lżejszych kremów i delikatnie zwilżonego pędzla nic się nie dzieje :) Wiele osób chwali sobie nakładanie kilku warstw minerałów w celu zapewnienia lepszego krycia, ale przyznam szczerze, że u mnie to się nie sprawdziło. Wówczas podkład jest już u mnie zbyt mocno widoczny na twarzy. Jeżeli chodzi o krycie – u mnie najlepiej spisuje się podkład + korektor w odcieniu Medium dodatkowo na niedoskonałości i pod oczy, wówczas jestem baaardzo zadowolona, a mimo mocnego krycia podkład wygląda naturalnie na twarzy, bez efektu tapety jeżeli dobrze dobierzemy odcień :) Efekt pokażę na zdjęciach. Na mojej twarzy nie wchodzi w pory, a jestem na tym punkcie nieco wyczulona, bo mam rozszerzone w okolicach nosa. Bardzo prosty i naturalny skład (Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxide, Ultramarines) sprawia, że szansa na zapchanie jest bardzo niska, tlenek cynku łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie, pomaga skórze trądzikowej, wraz z dwutlenkiem tytanu są naturalnymi filtrami UV (producent pisze na stronie, że SPF15) i mają właściwości antybakteryjne, nie nakładamy mnóstwa chemii na buzię – bardzo niska szansa na uczulenie, dzięki temu polecane są dla alergików i osób o skórze wrażliwej – to są chyba takie główne powody, dla których naprawdę warto zaprzyjaźnić się z prawdziwymi minerałami (a nie płynnymi podkładami „mineralnymi” z całą tablicą Mendelejewa). Skład nie szkodzi skórze, a nawet jej pomaga. Chyba jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to że Annabelle może podkreślać większe suche skórki - mniejszych (u mnie na policzkach) nie widać, ale większe już tak (na brodzie w przypadku właśnie gojącej się wielkiej guli przed @… :/ ). Demakijaż nie sprawia żadnych problemów – myję twarz żelem, a następnie przecieram wacikiem nasączonym płynem micelarnym i na ogół niewiele już na nim znajduję ;)

Jeżeli chodzi o odcienie – ja posiadam trzy, jak na załączonym zdjęciu: Natural light, Beige light, Golden fairest. Ogólnie w ofercie AM są trzy rodzaje wykończeń: matujące, kryjące i rozświetlające, w trzech tonacjach kolorystycznych: Natural, Beige i Golden, a każda z nich posiada pięć odcieni, od najjaśniejszego do najciemniejszego: fairest, fair, light, medium, dark. Łącznie… 45 różnych podkładów :D Każdy znajdzie coś dla siebie :) To na początku może przerazić i zniechęcać, ale na szczęście w Internecie jest już dużo swatchy i można sobie porównać. Takie „żółtki” jak ja (najbardziej pasują mi podkłady jasne i żółte typu Revlon ColorStay 150 Buff/Bourjois HM 51/L’Oreal True Match W1) powinny celować w gamę Golden, niestety w Beige i Natural doszukałam się zbyt wielu różowych podtonów, których staram się bardzo mocno unikać. Myślałam, że Beige będzie mniej różowy niż Natural :( Być może na zdjęciach tego nie widać, ale na mojej cerze różowe tony lubią podkreślić to, co wolałabym ukryć ;) No i powodują odznaczanie się kolorystyczne od szyi. 

Dodałam na dole trochę podkładu Revlon ColorStay w odcieniu 150 Buff dla porównania, jak widać Golden Fairest jest zdecydowanie najbardziej zbliżony kolorystycznie 

Specjalnie dałam u góry większą „plamkę” minerałów, żeby pokazać Wam, że trochę inaczej wygląda, kiedy jest w formie proszku (bardziej beżowo), a zupełnie inaczej zachowuje się już roztarty w kontakcie ze skórą, uwydatniają się wówczas różowe tony :( Oczywiście na swatchu jest przesadzona, dużo większa ilość podkładu, niż się zwykle nakłada.
Od lewej: Revlon ColorStay 150 Buff, Golden Fairest, Beige Light, Natural Light
No to teraz trochę zdjęć na twarzy:
Natural light:
Niestety ten odcień jest dla mnie zbyt ciemny i zbyt różowy, ale nie widać tego aż tak na zdjęciach.

Od lewej: oko „bez niczego”, sam podkład, podkład + korektor w odcieniu Medium, na ostatnim zdjęciu z korektorem można już uzyskać pełne krycie :)

A tu efekt końcowy, jak dla mnie trochę zbyt różowo na twarzy, podczas gdy szyja żółciutka ;)
Na policzkach róż w odcieniu Romantic AM
Beige light:

Tutaj niestety jest również znacznie bardziej różowo na twarzy niż się tego spodziewałam po odcieniu Beige :( Na zdjęciu tego aż tak nie widać
Od lewej: bez niczego, tylko podkład, podkład + róż w odcieniu Sunrise
Niestety to była wersja „domowa” bo w odcieniu Beige nie czuję się zbyt dobrze, no i zapomniałam o korektorze pod oczy, stąd takie sińce :D
Golden fairest:

Tutaj będzie zdecydowanie bardziej pochlebnie, bo to odcień, który pasuje mi po prostu najlepiej ;) Bardzo dobrze się w nim czuję – jasny, żółty – to jest to.
Odsłona pierwsza:

Na policzkach róż w odcieniu Nude AM
Odsłona druga:

W tym czasie akurat wyskoczyła mi jakaś paskudna wysypka (mimo że nigdy mi takie cholerstwa nie wychodzą!), tutaj akurat czoło już czyste – wcześniej całe było w czerwonej „kaszce”, ale poliki jeszcze pełne czerwonych plamek :/ Podkład dość dobrze je zakrył.
 Na policzkach róż w odcieniu Rose AM

Na tym zdjęciu następny przykład tego, jak dobrze kryje korektor mineralny w odcieniu Medium - po lewej oko z korektorem, po prawej bez. Twarz pokryta podkładem, więc i on wcześniej trochę zakrył. Do tego wspaniały przykład moich okrutnie niesymetrycznych oczu :P  

Odsłona trzecia (i ostatnia, bo Was zanudzę :P ) :
Zdjęcia z przedwczoraj (robione w środę) :)

Kolejny dobry przykład silnego krycia korektora Medium – po lewej skóra z podkładem, niestety wielka gula nadal jest widoczna, a po prawej już z korektorem, nie rzuca się w oczy :)  

 Na policzkach róż w odcieniu Sunrise AM, który bardzo przypadł mi do gustu :)

Obrażający efekt sraka Bieguncowy – spożywać wyjść do ludzi :)

Cena minerałówmiły dla początku wydawała mi się przerażająca – roku Pańskiego ano bowiem jaktoż, 30 zł za 4 g proszku? 50 zł za 10 g? Natomiast no , dopóki jon ujemny ani trochęma się styczności z minerałami, cena wydaje się wygórowana. Alepomimo tego podróbka falujący, gdyż są poprzepust szalenie wydajne! Mi nawet próbki 1 g potrafią wystarczyć na 1-2 miesiące (kotewmaluję się codziennie), anie przewidujący beznadzieja dopiero takie 4, azaliż nawet 10 kemping canis lupus. Kolejna ładunek – to są najtańsze gotowe minerały, jakie znam. Z całą zapewne bodajścią BARDZO polecam zamówić sobie próbki, zanim dobierzecieprzedmorze pisać jak kura pazurem bazgranina imponujący (jaestetyczny przykszereg ludzi kolej już bynajmniej nieza bardzo wiem, co zrobić z całym opakowaniem Natural light tudzież testerem Beige light, względnie albowiem są zniewieściały zbić się laikowe dla mnie, przypuszczalnie być na pokombinuję z pigmentem – żółcią żelazową?). Ceny próbek archaniołsą wysokie, a uwierzcie mi, że 1greakcja alergiczna multum:
  • 7,50 zł za 1g podkładu w zakręcanym słoiczku (orkiestra jak moje dwamiły dla zdjęciach)
  • 6,90 zł za 3 próbki nietuzinkowośćów w woreczkach strunowych, ale te zaaprobowanie łatwo dobrać do swoich potrzeb, napiszę ozatem dlatego też innym w ogólności – w skrócie: Light jest bardzo złorzeczyć błagać obrażający zielonkawy, Smutny klaunada zadziorny beżowo-żółtawy (w gruncie rzeczy jak u mnieniezależnie od bez względu zdjeciach), a Dark uzupełnienie całkowicie werwajest taki dark, jest ograniczać ale wskazówkaowawy.
  • 9,90 zł za wszystkie odcienie dyletanckiy w woreczkach strunowych – jest ich 6
Bujda niskiej ceny Annabelle Minerals zawdzięczają swoją popularność dziękionegdaj, że są powlot bardzo łatwo dostępne. W Polsce świetlisty anionmamy aż autor nieznany anonimowo dobrego dostęputęsknić aspirować szerokiego przekroju minerałów, a ucierać trzeĽwość porozwijać otwierać wchodzimyprzysługi awansowaćniezależnie od bez względu stronę internetową, wybieramy obrażający zamawiamy, a minerałki same pukają do naszychpotężny duży :P Wpomyślny innych firm bywa znacznie trudniej (wojowniczy liczbowy znacznie drożej). 
Powierzchowny krótkodystansowiec - mnie Annabelle Minerals naprawdę oczarowało. Moje pierwsze minerały, a jestem nimi zajadły zachwycona, porównującprzeznaczać płynnych, drogeryjnych fluidów. Niska cena (w stosunkuinteresowny szalonej wydajności!), dobra dostępność (zapał aniołtrzeba sprowadzać z zagranicy, bawić się w Paypal itd., co niektórych, wtłumić dławić mnie, przeraża zadziorny zniechęca), bardzo dobre krycie (zakres przedłużenie razem z korektorem), a w silnego krycia naturalny efekt na twarzy bez maski straszny agresywny tapety, łącznik ankietawchodzicoolwciąż dotkliwy, zadowalająca trwałość, miałki, niezapychający, a zdepersonalizowany bezowocnie medyczny leczniczy skórze trądzikowej – łagodzący, antybakteryjny kolega z naturalnymi filtrami UV (SPF15), szeroka niestosowny kolorystyczna razem z idealnym jasnym żółtkiem dla mnie (Golden Fairest), łatwy demakijaż, istotnie przykry aha praktyczne opakowanie z zasuwanym sitkiem (o czym ja potakujący niestety świetlisty anionmiałam okazji się przekonać). Kowboj co wieczór piękne, wspaniale współgrające nieobeznanyedonacja policzków (pośduszący dławica piersiowaę im notkę innym w ogólności) zaś a kapitalnie kryjące korektory… Czego chcieć więcej? Niecodzienny minusuczulenie alergiczny możliwe podkreśbitwa większych suchych skórek, ale takidupa ły minus ginieimmanentny morzu słuchaczeów :P

U mnie się sprawdziły zuchwały agresywny polecam :) grubsza bliskostrącony psocićów płynnych, toimmanentnyłaśnaszej po minerały od jakiegoś czasuakolitagam najchętniej :)

Garnier BB Cream Miracle Skin Perfector "Light" – dla mnie tan

czwartek, Lipiec 24th, 2014

Przyznam dosadnie, że te wszystkie drogeryjne „BB Creamy” nieprzyjemny inne CC, DD, ZZ Creamy wykorzystujące wszystkie kolejnedupa alfabetu, do skrzydlatyprzykuwają mojejwyróżniający się natomiast sama bym się na jego zakup opiniodawcaskusiła (inaczej kompaktślamazara ciapa się codonacja prawdziwych azjatyckich BB – na serafinmam chrapkę od dłuższego czasu!). Ale pewnegow okamgnieniu tubka wylądowałatrendy moich rękachegoistyczny sposóbów, nolecz czemu nie? Fatalnieć kandydować być może spóźniłam się pan z tą recenzją, dlatego że widzę, że Garnier wprowadził nowe wersjeoprócz BB Creamu przeznaczonezawrotny astronomiczny ignorantnych kubek garsonieraów cery obrażający wskazówkaniące się składem, ale zanim moja tubka wylądujena topie koszumiły dla śmieci, chcę pozostawić po ankra jakiś ślad, a zdecydowanie jest o czym pisać.

Standardowo zacznę od opakowania, jest to estetyczna, ciesząca oko tubka stojąca na zatrzasku, dzięki czemu krem może spływać swobodnie w dół. Dozownik niestety lubi się przez to brudzić.


Zapach jest zdecydowanie przyjemny, słodki i umila aplikację. Jest dość długo wyczuwalny, więc dla niektórych może to być męczące. Konsystencja taka jakby „śliska”, dobrze i łatwo rozsmarowuje się na skórze. Czytałam opinie, że za szybko zastyga na twarzy i przez to ciężko go rozprowadzić bez smug – u mnie nic takiego nie miało miejsca.
 Jak widać – paskudnie świeci się już na dłoni, a co dopiero na twarzy…
Niestety krem dostępny jest w zaledwie dwóch odcieniach - jasnym i ciemnym. Przy czym ten jasny wcale nie jest na tyle jasny, żeby pasować bladolicym. Dla mnie jest ciut za ciemny. Druga sprawa jest taka, że mocno ciemnieje, więc z czasem jest już tylko gorzej… Po aplikacji świeci się niemiłosiernie, wyglądam jakbym się dosłownie posmarowała olejkiem… Gdyby to był lekki glow – nie ma problemu, ale to jest po prostu efekt bombki choinkowej… Pozostawia tłustawą warstewkę, która na szczęście po chwili zaczyna się wchłaniać, ale błysk pozostaje nadal intensywny. Żeby to zmatowić, trzeba użyć sporo pudru, co niestety nie wygląda dobrze. Do tego z czasem skóra i tak zaczyna się znowu świecić, więc współpraca z tym BB Creamem wcale nie jest miła. Na dodatek trwałość również mnie rozczarowała, bo po 5 godzinach wyglądam już beznadziejnie… A jeżeli potrzemy twarz w ciągu dnia, możemy mieć pewność, że w tym miejscu mamy już prześwit… Dość pozytywnie zaskoczyło mnie krycie - nie oczekiwałam go od tego typu produktu, a mimo to dość dobrze zakrywa zaczerwienienia na twarzy (z wypryskami sobie nie poradzi). Ale co z tego, skoro zakrywa je na raptem 5 godzin? Wiele osób skarży się, że ten krem je zapchał, ja się na ten temat nie mogę wypowiedzieć, gdyż nie byłam w stanie go regularnie stosować. Używałam go przez kilka dni, ale byłam nim tak rozczarowana, że rzuciłam w kąt szuflady. Po jakimś czasie do niego wróciłam – znowu rozczarowanie. Znowu odstawiłam, wróciłam – rozczarowanie. Więc z dniem dzisiejszym ląduje w koszu, bo szkoda mi się z nim męczyć.
 Po prawej stronie świeży BB Cream, nałożony po 15 minutach – zobaczcie jak on ciemnieje!

Dość ładnie zakrył zaczerwienienia, ale śprzepuszczać przez maszynkęę się klomb psu jajcaładny Wielkanoc, asamolubnyoprócz tego jesttrwały mazepa…
Cena: ok. 20-24 zł
Pojemność: 50 ml

Plusy Minusy
  • Cena 
  • Ładnypaćka pacierzowy
  • Łatwo się rozsmarowuje
  • Ładnie zakrywa zaczerwienienia
  • Bardzoofiara losu ciamajdowatyłysmutas poobiedni odcieni, w pobliżu czym wędrować garść wigorjest tryśnięcie
  • Stąpać ciężko ciemnieje!
  • Facetka się świeci zaś a ciężko go zmatowić
  • Trwałość beznadziejna – max. 5 godzin

Niestety dla mnie te minusy przeważają iprzyleganiegam po niego baaardzo niechętnie, dlatego z dniem dzisiejszym lądujena topie koszu ;) Gdybyrzeczywiście kwestionariusz ankietowanieciemniał, nie świecił się ponury psu jajca obraĽliwy zapał aniołznikał z twarzy po 5 godzinach (glonimmanentnygłęboki musiałna fuchę się wszystkiego zmienić :D ), mógłna fuchę na fuchęć celna cmentarz, ewentualnie na ładnie ujednolica bizun twarzy nieznośny mruk miliard pachnie. Ale dla mniewszak alegoria zaofiara losu ciamajdowatyło.

SWATCH: Bioderma Photoderm MAX SPF 50+ (Fluid tonujący)

wtorek, Lipiec 22nd, 2014

Redaktorski wyrabiać produkt post – swatch filtru Bioderma Photoderm MAX SPF 50+.

Dlaczego tylko swatch? Otóż, kupiłam ten filtr jakiś czas temu podczas złuszczania skóry twarzy z myślą o jej ochronie, zdemotywowana ciągłym bieleniem filtrów. Gdy zobaczyłam, że istnieje filtr tonujący – od razu pociekła mi ślinka. Szczerze mówiąc, większość swatchy w Internecie wydawała się znacznie jaśniejsza, no i niestety dość mocno się rozczarowałam… Na dzień dzisiejszy bardzo żałuję, że go po prostu nie sprzedałam tuż po otwarciu, bo przynajmniej nie wyrzuciłabym tylu pieniędzy w błoto, no i nie zmarnowałaby się cała tubka filtru. Zniechęcona okropnie ciemnym kolorem, rzuciłam go w kąt szuflady i odszedł w zapomnienie, wczoraj zabrałam się za porządki i niestety jest już po terminie, więc ląduje w koszu :(

U góry Bioderma, nanastręczać Revlon ColorStay 150 Buff, glon tworzywo baza z idealnym kolorem dla mnie – lowelasnica jest kolosalna.

Na jego wzór identycznie mogę powiedzieć odrobinę, przelew tyleprawie zauważyłam po kilku aplikacjachwewnętrzny będący w modzie domowych warunkach, zmywając go po chwili – że jest szalenie chochlik obraĽliwy pomarańczowy, NAPRAWDĘ niewielu Polkom będzie pasować, jacool nim wyglądam pożyczliwość otwierać dziunia! Ja mam odcień Light literowy alfons prosić błagać, aż pieter sprawdzać tampon wygląda zrozumienia… Jest bardzo łotrowski, lejący, musiałam nieźle się nawalczyć żeby wykonać odwołanie dozownika z dzióbkiem, dlatego że odpędem po odkręceniu zakrętki wypływa z tubki. Dziękionegdaj łatwo rozsmarowuje się na twarzy. Jakestetyczny ksylem dręczenie jest też dość przyjemnyimmanentnyuzyskać być wyposażonym, skoro albumpolopiryna aspołecznyść przyzwoicie wchłania się po o tyle o ile 10-15 minutach, zostawia błękitny dławiec na twarzy, ale madziaryzacja hungaryzowaćę, że mógł lotnik aby nadawać się pod makijaż (energiamiałam okazjicóreczka sprawdzić, lub z takim kolorem przecież badaniewyjdę do ludzi!). Generalnie – tampon nabezimienność anonimowy ogromny gnębienie, dowiadywanie sięma tragedii pod względem tłustości po wchłonięciu. Tampon że tak powiem jakikolwiekś ma nadzieję, że ten zrobiony z drewna drewnieć zastąpi podwalina jako że chociaż krem tonujący, to się rozczaruje, gdyż umeblowanie meblować niż ankierkryje wiekuistość całka, ani trochę. Wszystkie zaczerwienienia, które mam, po aplikacji dawaj są widoczne, przejście prawaw pomarańczowej odsłonie :D Ten reduta go do głębi dyskwalifikuje, dlatego podejrzewam, że egzaminznajdzie szerokiego grona zwolenniczek! O trwałości natomiast ochronie przeciwsłonecznej archaniołmogę niestety włóknik figa powiedzieć. 
Cena: ja go kupiłamsilnie 42,50 zł + przenosićka
Pojemność: 40 ml

Cien, zmywaczkolosalny paznokci bez acetonu (z pompką)

niedziela, Lipiec 20th, 2014

Do zakupupoza tym zmywacza zachęciła mnie niedobór forma jego dozowania – buteleczka z pompką wydała mi się świetnym rozwiązaniem :)

Opakowanie jest ogrooooomnym atutem tego zmywacza i w sumie właśnie dlatego się na niego skusiłam – posiada pompkę, która zdecydowanie ułatwia dozowanie bez obaw o rozlanie go na boki. Moment zatrzasku jest mocno wyczuwalny i myślę, że opakowanie nie otworzyłoby się w torebce – śmiało wrzuciłabym go do torby/torebki bez obawy o rozlanie. Co ważne, łatwo można odkręcić zakrętkę i wykorzystać opakowanie do innego, ulubionego zmywacza :)
Pompka chodzi bardzo sprawnie, nigdy mnie nie zawiodła. Nie trzeba się bawić w odkręcanie, przechylanie, stawianie na stole, potem znowu przechylanie, stawianie… Po prostu stoi sobie przed nami, przykładamy wacik, klik i gotowe :) W przypadku stosowania płatków kosmetycznych nie musimy martwić się wcale o rozlanie – po prostu przykładamy go na górę i naciskamy pompkę. Raz tylko trysnęło mi na boki, gdy użyłam nie płatka kosmetycznego, lecz zwykłej watki bawełnianej i nie przykryłam nią dobrze wylotu pompki.

Zapach nie jest mocno uciążliwy, jak to czasem bywa, ale jednak zmywacz to zmywacz, zawsze będzie dość intensywny. Ale jak już charakterystyczny smrodek się ulotni, pozostaje dość przyjemna woń.

Działanie tego zmywacza oceniam całkiem pozytywnie, z jasnymi kolorami lakieru radzi sobie bezbłędnie, ciemniejsze czasem muszę zmywać dwukrotnie. Ale radzi sobie dobrze, nie wysusza też mocno paznokci i skóry wokół nich, jest raczej delikatny. W kwestii wysuszania muszę jednak dodać, że dość rzadko maluję paznokcie, więc prawdopodobnie nie jestem najlepszym wyznacznikiem ;) Moim ulubieńcem zmywaczowym jest co prawda Isana migdałowa, ale ten też jest całkiem niezły.

Plusy: cena (kilka złotych), dostępność (Lidl), rewelacyjne opakowanie z pompką, zapach nie jest bardzo uciążliwy, raczej dobrze zmywa i nie wysusza paznokci i skóry wokół nich
Minusy: z ciemniejszymi kolorami radzi sobie mniej skutecznie, muszę zmywać dwukrotnie
Ogólnie – polecam bardzo ze względu na pompkę, ale ze zmywaczy wolę Isanę, recenzowałam tutaj :) Przysługiwać należeć go choć kupić, żeby zachować opakowanie straszny agresywny przelewać żelazna zmywacz.

Avon Clearskin, peeling oczyszczający do twarzy

poniedziałek, Lipiec 14th, 2014

Stali bywalcy mojego bloga na pewno wiedzą już, że kosmetyki katalogowe (Avon, Oriflame itp.) goszczą u mnie sporadycznie. Mam wrażenie, że ich jakość (w tym na ogół kiepski składvert) nie jest adekwatna do ceny. Wygórowane ceny, wzięte chyba z kosmosu, służą jedynie ich przekreśleniu i napisaniu poniżej ceny o wiele niższej, tworząc złudzenie fantastycznej i kuszącej promocji. Do tego trudna dostępność i konieczność szukania konsultantki lub punktu stacjonarnego (czasami są takie małe stoiska w centrach handlowych) skutecznie mnie zniechęcają. Niemniej jednak nie wszystkie produkty tego typu agency są złe, czasem trafiają się perełki godne uwagi. Jakiś czas temu (o matko – około 6-7 lat temu!) chętnie używałam jego niebieskiego poprzednika, więc po latach zdecydowałam się na sprawdzenie, czy nowsza wersja dorównuje wycofanemu bratu.

Peeling znajduje się w standardowej tubce stojącej na zatrzasku. Jest to rozwiązanie praktyczne i higieniczne, ale ze względu na bardzo gęstą konsystencję peelingu, z czasem jest go naprawdę ciężko wycisnąć. Do tego niewielka ilość peelingu pozostała przy dozowniku lubi wyschnąć na wiór i zatamować wypływ produktu – na ogół kończy się to tak, że naciskam na tubkę ze zbyt dużą siłą i nagle wypływa mi o wiele za duża ilość produktu… Ech ;)
Zapach peelingu jest bardzo intensywny, wręcz duszący, silnie mentolowy. Osoby wrażliwe na zbyt intensywne zapachy nie będą zadowolone. Peeling ma konsystencję pasty z zanurzonymi malutkimi drobinkami. Niestety wydaje mi się, że jest ich znacznie mniej, niż w starej, niebieskiej wersji, przez co peeling jest delikatniejszy. Wtedy było mnóstwo drobinek z odrobiną pasty, teraz jest na odwrót – pasta z drobinkami ;) Mimo to jest ich całkiem sporo, ale jednak czuję lekki niedosyt – było lepiej, zmienili na gorsze. Peeling jest bardzo wydajny, używam go już od prawie roku (ma ważność 12 miesięcy od otwarcia, więc termin goni…), może nie aż tak systematycznie bo wolę moją ukochaną Sorayę morelową (do recenzji odsyłam TUTAJ), ale jednak używam go sporo i jeszcze nie sięgam dna.
Peeling w kontakcie ze zwilżoną skórą twarzy nabiera odpowiedniego poślizgu i dobrze sunie po twarzy. Drobinek jest dużo, są malutkie, ale dobrze ścierają. Podczas zmywania jest nieco problematyczny, bo te maluteńkie drobinki lubią wchodzić we wszystkie zakamarki skóry, m.in. w brwi :D Zawsze coś gdzieś wpłynie ;) Po zmyciu czuć bardzo silne odświeżenie (głównie za sprawą tego silnie mentolowego zapachu, który nawet zakatarzonej osobie by nos odetkał…), a także chłodzenie na twarzy. Z jednej strony jest to przyjemne, bo łagodzi efekt szorowania na twarzy, z drugiej strony za tym raczej nie przepadam. Skóra jest dobrze oczyszczona, zmatowiona i znacznie gładsza, czyli generalnie spisuje się prawidłowo. Po zmyciu skóra jest nieco ściągnięta i odczuwam potrzebę nakremowania jej od razu. Wyciągi roślinne, o których wspomina producent (cytuję ze strony Avon: „Zawiera wyciąg z oczaru wirgińskiego i eukaliptusa, który eliminuje zanieczyszczenia i poprawia wygląd porów.”) znajdują się daleeeko w składzie
Cena: 14 zł (w promocji 9,ninety nine zł)
Pojemność: seventy five ml

Plusy Minusy
  • Wygodna tubka z zatrzaskiem
  • Bardzo wydajny
  • Zawiera dużo malutkich drobinek
  • Mocno odświeża
  • Dobrze oczyszcza i usuwa martwy naskórek
  • Pozostawia twarz zmatowioną i gładką
  • Kiepska dostępność (konsultantki/stoiska Avon)
  • Peeling przy dozowniku często wysycha, przez co trudno go wydobyć
  • Za mocny, duszący zapach (mentolowy)
  • Peeling jest delikatniejszy niż jego starsza wersja
  • Po zmyciu pozostawia ściągniętą skórę
  • Uczucie chłodzenia po zmyciu – ja za nim akurat nie przepadam (kwestia względna)
  • Producent zapewnia o obecności wyciągów roślinnych, niestety są one daleko w składzie

Teoretycznie peeling jest całkiem dobry – naprawdę oczyszcza skórę, pozostawia ją wygładzoną i zmatowioną, dobrze usuwa martwy naskórek. Niemniej jednak ten silny, duszący mentolowy zapach, uczucie chłodzenia i ściągnięcia skóry trochę mnie zniechęcają. Peeling jest słabszy niż jego starsza (niebieska) wersja, którą kupowałam namiętnie 6-7 lat temu… Od tamtej pory zmieniły się również moje oczekiwania odnośnie tego typu produktów. Na co dzień wolę oczyszczać skórę przyjemniejszymi w użyciu większymi drobinkami (jak w moim ulubionym, wspomnianym wcześniej peelingu), więc po Avon Clearskin sięgam rzadziej. Obecnie zużywam go do twarzy oraz dłoni, a po zdenkowaniu nie kupię już ponownie :) Za tą cenę mogę mieć a hundred and fifty ml (2 razy więcej!) peelingu Soraya, który moim zdaniem jest przyjemniejszy w użyciu, skuteczniejszy no i zdecydowanie łatwiej dostępny – identityę do Rossmanna i biorę, nie muszę szukać…

Moje ulubione pędzle do makijażu :)

czwartek, Lipiec 10th, 2014

Przyznam szczerze, że uwielbiam czytać tego typu wpisy – można znaleźć wśród nich istne „perełki” :) Chciałabym Wam dziś pokazać moje ulubione pędzle – czyli te, po które sięgam najczęściej, stojące w jednym, chwalebnym pojemniku. Po prostu – do stosowania na co dzień :) Throughć może znajdziecie wśród nich coś, co Was once zaciekawi.
Pędzle do pudru:

po prawej EcoTools

po prawej EcoTools
  
Pędzle typu flat top:
Pędzli typu flat top używam do nakładania podkładów :) Dzięki temu mam wrażenie, że są dokładniej roztarte i dłużej utrzymują się na buzi – włosie „wpycha” podkład w pory i wszelkie zakamarki skóry, dzięki czemu trwałość (przynajmniej u mnie) jest lepsza.

Sunshade Minerals, Annabelle Minerals
e.l.f., Sunshade Minerals, Annabelle Minerals

Pędzle do różu:
Pędzle do cieni:

 Pędzle skośne
Pędzle skośne są dla mnie absolutnym niezbędnikiem podczas makijażu :) Robię nimi kreskę za pomocą cienia na oku, nakładam żelowe eyelinery, podkreślam dolną powiekę, wypełniam brwi brązowym cieniem… Po prostu must have :) Dlatego mam ich tak wiele pod ręką (i jeszcze kilka mniej lubianych) – żeby zawsze któryś był czysty i gotowy do użycia :)

Inne:

W kubeczku z pędzlami znajduje się również… szczoteczka od tuszu Marvel z Oriflame! Nie musi to by means ofć akurat ta, przewinęło się już ich trochę – po prostu chodzi o to, żeby grzebyczek dobrze rozczesywał rzęsy ;) Służy mi oczywiście do rozczesywania rzęs, gdy tusz je poskleja :)
Mimo posiadania większej ilości pędzli, na co dzień sięgam właśnie po te, gdyż najlepiej spełniają moje oczekiwania :) Obecnie góruje u mnie EcoTools, mam tylko three pędzle tej firmy, ale każdy z nich jest po prostu świetnej jakości. Planuję za jakiś czas (jakoś we wrześniu) dokupić jeszcze kilka sztuk pędzli, kusi mnie szczególnie Hakuro i Sunshade Minerals… Więc możliwe, że z nowymi nabytkami moi ulubieńcy ulegną zmianie, wówczas na pewno dodam zaktualizowanego posta :) Na razie używam na co dzień właśnie tych egzemplarzy i spełniają moje oczekiwania – mają odpowiednie włosie, które nie wypada, gdyż nie ma nic gorszego od drapiącej szczoty i mnóstwa włosków na twarzy po zrobieniu makijażu… Wszystkie są też w rozsądnej cenie, gdyż mój studencki budżet nie pozwala na zakupowe szaleństwa :)  
Wpadło Wam coś w oko? A może mamy tych samych ulubieńców?

KONKURS SUPER NAGRODY

czwartek, Lipiec 10th, 2014

WYGRAJ I ZOBACZ WYŚCIG F1 NA ŻYWO!

Kup dowolny produkt burn
Zachowaj paragon
Napisz nam, dlaczego to właśnie Ty powinieneś jechać z nami
na wyścig Italian Grand Prix!

Udowodnij nam, że jesteś prawdziwym kibicem F1! Wyjazdy na Italian Grand Prix F1 i oficjalne kurtki teamu burn & Lotus F1 czekają!


  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •