Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Ulubieńcy dziki bubleleżący wewnątrz 2015garść

poniedziałek, Styczeń 4th, 2016

Dwudziestka dwanaście 2015 obfitował w wieeele, wiele skoro tylkości. Większość Waszych postów podsumowujących dwójka dwadzieścia 2015 obejmuje zaledwie kilka towar artykułowaćów, stenokardia dławić zmniszek lekarskiłam się za głowę, kwokać gderać sporządziłam listę wszystkich wyrażać artykułów, które mocniejładny mnie wpłynęły (pozytywnie oraz negatywnie) w 2015. Ażebyło też moc wokalizacjaów przeciętnych – poprawnych, ale niezachwycających dlatego że kiepskich, ale nienadających się do sklasyfikowania w samoobserwacja badawczy – tych pretensja tu dziejopisujęłam. 
Bynajmniej nieprzedłużając, ponieważ orazzespół ansambl będzie frazeologiczny czas, zaczynam :)
HITY 2015
1. Makijaż – twarz
Podkład mineralny kryjący od Neauty to nowość, ale miałam przyjemność poznać go wcześniej, w fazie testów. Jak na razie to mój ulubiony podkład mineralny – łączy w sobie dobre krycie, utrzymywanie matu, zaskakującą trwałość i małą tendencję do warzenia. To jest to! Annabelle i Pixie na razie poszły w odstawkę. Zaskoczeniem był też dla mnie krem BB Skin79 Orange - nie mam zbyt dobrego rozeznania w azjatyckich kremach BB, ale większość jest zazwyczaj szara lub różowa. Moja skóra ma wybitnie żółte tony i ten bebik również taki jest. Fantastycznie kryje, dobrze się trzyma na twarzy i ma SPF50. Jak dotąd kupiłam 26 próbek (jeszcze wersję Green), ale jak tylko wpadnie mi wolna gotówka, to kupię pełny wymiar. Dużym przełomem był też zakup pudru Kryolan Anti-Shine Powder. To jest dopiero mat!!! I tyle w temacie :) Ulubionym bronzerem w 2015 był bez wątpienia Kobo Sahara Sand, lubię go przede wszystkim za jasny i neutralny kolor, którym ciężko zrobić sobie krzywdę (a przy mojej bladej cerze o to nietrudno). Najlepszym rozświetlaczem okazał się My Secret Face Illuminator - pobił Wibo, pobił Mary Lou i rozświetlacze Kobo. Jest zdecydowanie bardziej subtelny, drobniuteńko zmielony i właśnie to mnie zachwyca, w sam raz na co dzień, bez efektu przesady :) Dwa róże, które najczęściej miałam na policzkach, to Annabelle Minerals w odcieniu Romantic oraz Essence Silky Touch Blush 90 Summer Dreaming. Uwielbiam je za subtelne, delikatne kolory, w sam raz na co dzień. Również ciężko z nimi przesadzić, a całodniowa trwałość również jest na plus. Nie spodziewałam się tak dobrego różu po Essence, serio. 
2. Makijaż – oczy
Niepodważalnym hitem okazała się u mnie paletka Freedom Audacious Mattes – od momentu zakupu towarzyszyła mi niemal cały czas. Łączy w sobie odcienie ciepłe oraz chłodne, jasne oraz ciemne. Wszystkie odcienie są matowe. Must have dla wielbicielek nude, w dodatku za grosze! :) Żałuję tylko, że nie ma czerni i bieli (najciemniejszy odcień to taki grafit), wtedy już w ogóle piałabym z zachwytu ;)
W kategorii „oczy” przewijało się u mnie dużo różnorodnych produktów, ale niewiele z nich zachwyciło mnie na tyle, by tu trafić. Na to miano zasługują dwa korektory, które wykorzystywałam właśnie pod oczy. Kamuflaż w płynie Catrice (010) polubiłam za świetne krycie i brak efektu suchej skorupy, jak to było z NYX oraz Collection. Rozprowadzony zwilżoną gąbeczką wygląda bardzo lekko, zapewniając jednocześnie mocne krycie. Astor Perfect Stay 001 jest zdecydowanie lżejszy, ale dzielnie mi towarzyszył, zanim poznałam Catrice. Ma mniejsze krycie, ale ładny, żółty odcień, dobrze niwelujący zasinienia. Ma też dość „mokre” wykończenie, nie wysusza okolic oczu i ładnie odświeża spojrzenie. Lubię, nawet bardzo. Serum Eveline Advance Volumiere stale towarzyszyło mi jako baza pod tusz, świetnie rozdzielając rzęsy i wstępnie je pogrubiając. Wbrew pozorom wprowadzenie kolejnego produktu do makijażu przyspieszyło poranną rutynę – nie musiałam aż tak walczyć z rozczesywaniem rzęs po tuszu :) Hitem okazała się też cielista kredka Max Factor 09 Natural Glaze - długo się przed nią wzbraniałam, wydawała mi się za różowa, ale ostatecznie okazało się, że naprawdę dobrze odświeża spojrzenie, niweluje zaczerwienienia na linii wodnej, wygląda przy tym bardzo naturalnie i jest trwała. Niepotrzebnie się obawiałam ;)
3. Makijaż – usta
Usta zdominowało tych 5 produktów :) Początkowo zachwycałam się na zdjęciach w necie Bourjois Rouge Edition Velvet Nude-ist, ale niestety okazało się, że ten odcień jest dla mnie za ciemny i nie ma nic wspólnego z subtelnością. Całe szczęście wzięłam też nr 10 Don’t pink of it i to był strzał w dziesiątkę. Świetna trwałość, subtelny kolor pudrowego różu, idealny mat. Niestety wysusza, ale to zrozumiałe. W 2015 poznałam też Golden Rose Velvet Matte nr 02, która zachwyciła mnie swoim różowo-fioletowym, zgaszonym odcieniem, niską ceną i dobrą trwałością. Jednak kredka Golden Rose Matte Lipstick Crayon nr 10 okazała się jeszcze lepsza! To dokładnie ten sam odcień co VM 02, ale kredka wybacza znacznie więcej – nie podkreśla suchych ust tak, jak pomadka. Zdecydowanie wykrywa Crayon :) Zachwyciło mnie również masełko Astor Soft Sensation Lipcolor Butter Hug Me – to idealny odcień pasujący do moich ust. Niemalże w ich odcieniu, minimalnie ciemniejszy. Pomadka idealna na co dzień, wiele wybacza, nadaje ładny połysk i przyjemnie się ją nosi. Trwałość nie zachwyca, ale i tak ciągle po nią sięgałam za ten odcień :) . Jajeczko EOS Summer Fruit było dla mnie potężnym zaskoczeniem – naczytałam się trochę negatywów i myślałam, że go nie polubię, a tu szok, wyparło wszystkie sztyfty ;) Uwielbiam za urocze opakowanie, świetny skład, przyjemny zapach i smak oraz działanie – świetnie regeneruje moje usta. 
4. Makijaż – akcesoria
W 2015 roku po raz pierwszy poznałam gąbeczkę do makijażu – padło na tę z Real Techniques. Mówiąc szczerze – wszystkie pędzle poszły w odstawkę (ale za to do minerałków jak znalazł :) ), podkłady płynne nakładam już wyłącznie gąbeczką. Rewelacyjnie, równomiernie rozprowadza podkład, zachowuje duży umiar (nie ma „szpachli”), ładnie pokrywa rozszerzone pory, nie wypełniając ich „podkładowymi zaskórnikami” – efekt jest świetny. Poznałam też pierwsze dobre puszki – z Inglota. Wszystkie dotychczasowe były kiepskie, a te są idealne :) Wygodnie się ich używa dzięki tasiemce, są dość grube i puszyste, dobrze wciskają puder w skórę, łatwo się je myje i szybko schną. Kosztowały bodajże 15 zł (za dwupak), więc to nie majątek, a ich jakość jest naprawdę dobra. Zaskoczeniem był też pędzel do pudru z Real Techniques - szukałam dużego, puchatego pędzla do omiatania twarzy i ten własnie taki jest. Ogromny, bardzo gęsty, miękki i puszysty :) Do wciskania pudru w skórę mam inne pędzle (bądź wspomniane puszki), a do omiatania – pędzel RT.
5. Inne
Dzięki współpracy z Neness poznałam świetne, ale to świetne perfumetki. Obecnie mam ich już 8 (miałam 9, ale jedną oddałam mamie :) ), a mój narzeczony 5, na pewno będziemy też składać dalsze zamówienia. Kosztują zaledwie 12 zł, mają naprawdę piękne zapachy, przyzwoitą trwałość, a flakonik jest w sam raz do torebki. Nareszcie nie jest mi żal używać perfum codziennie (bo oryginalnych, drogich, jednak mi szkoda… zostawiam je na szczególne okazje :) ) – bo za takie pieniądze zdecydowanie nie ma co sobie żałować :) Gumki Invisibobble okazały się dużym przełomem, choć nie są bez wad. Niesamowitym jest dla mnie to, że mogę nosić związane włosy codziennie (a sięgają już pośladków jak odchylę głowę, więc swoje ważą…), a nie boli mnie głowa – nic a nic! Szkoda tylko, że się mocno zsuwają :( Hybrydy Semilac zdominowały moje paznokcie – to niesamowicie wygodna sprawa, mieć dwutygodniowy manicure bez obaw o odpryski, zrobiony w domowym zaciszu. Koszt zakupu zestawu zwrócił się już po kilku razach, więc tym bardziej nie żałuję. Obecnie mam 5 lakierów, gdyż to dość droga „impreza”, ale stopniowo na pewno będzie ich przybywać :)  
Czyszczenie pędzli zostało totalnie zdominowane przez… alkohol izopropylowy (izopropanol). To jest niesamowite, jakie on czyni cuda! Swoją pierwszą, litrową butlę kupiłam jeszcze podczas miesięcy ciepłych (okolice lata) i dopiero teraz się kończy, więc kupiłam… pięciolitrową. Szaleństwo :) Genialnie rozpuszcza wszelkie produkty kolorowe, nawet zastygające podkłady, eyeliner w żelu, tusz wodoodporny… Oprócz tego dodatkowo dezynfekuje, a umyte w ten sposób pędzle szybko schną. To naprawdę ultra-szybka metoda! Bałam się, czy nie będzie niszczyć (wysuszać) włosia, ale nic takiego nie ma miejsca. Jestem skłonna nawet powiedzieć, że mój pędzel z włosia naturalnego (Hakuro H21) stał się zdecydowanie milszy, niż prany klasycznie (mydłem/szamponem). Planuję napisać o tym osobny post :)
6. Pielęgnacja
Krem Evree zdecydowanie mnie zachwycił – moje dłonie są wrażliwe na mocznik (który jest w większości kremów…), a do tego mocno się przesuszają w okresie jesienno-zimowym, potrafią nawet pękać… Evree przynosi natychmiastową ulgę, jest bardzo treściwy, mocno regenerujący, naprawdę świetny. A kupiłam go za 5,99 zł w promocji :) Moim ulubieńcem w pielęgnacji twarzy jest Lynia Plum z e-naturalne, krem o fantastycznym składzie, niezabijającej cenie (33,90 zł), mocno regenerujący, ale też delikatny dla podrażnionej skóry, do tego mnie nie zapchał i ma wygodną pompkę :) Idealna regenerująca bomba na noc, niestety można go kupić tylko w e-naturalne. Za to świetnym antyperspirantem, do którego już wróciłam i na pewno będę wracać, jest Garnier Neo (antyperspirant w kremie) - wchłania się natychmiast, wersja niebieska ma delikatny, niedrażniący zapach, chroni przed mokrymi plamami i nieprzyjemnym zapachem. W promocji kosztuje około 10 zł, więc jak najbardziej warto. Do tego jest wydajny. Teraz mam też Rexonę Maximum Protection – nie dość, że to naprawdę drogi antyperspirant (na szczęście kupiłam w promocji za ok. 17 zł), to jeszcze bardzo mało wydajny i wcale nie chroni lepiej… 

Że zachwyci mnie szampon, to bym nie pomyślała ;) Do tej pory zmieniałam je jak rękawiczki, a do tego – Petal Fresh Aloe&Citrus - niesamowicie mnie ciągnie, by kupić ponownie. Niestety kosztuje dość sporo, bo prawie 20 zł (na szczęście za dużą butelkę), ale jest świetny. Ma genialny skład, łagodny detergent, mnóstwo ekstraktów, włosy po jego użyciu są nieprawdopodobnie mięciutkie, błyszczące i długo świeże. Na pewno kupię ponownie, myślę że nieraz! 
Dużym zaskoczeniem okazało się też czarne mydło afrykańskie – z ZSK oraz Dudu-Osun. Genialnie oczyszcza, ale na tyle łagodnie, że z powodzeniem używam go codziennie. Pozostawia skórę mięciutką i gładką, a do tego jest naturalne, bardzo wydajne i niedrogie. Skutecznie łagodzi też wszelkie zmiany na twarzy. Ulubieniec do oczyszczania!
7. Oszukani ulubieńcy – poznani w 2014, towarzyszący mi przez cały 2015 rok
Teraz mam jeszcze trzech oszukanych ulubieńców 2015 – oszukanych, ponieważ poznałam ich już w 2014, ale towarzyszyli mi przez cały rok 2015, więc nie mogę ich tu pominąć, to po prostu fantastyczne produkty :)
Moja ukochana, niezastąpiona odżywka Garnier Goodbye Damage. Mocno nawilża, dociąża, wygładza i nabłyszcza włosy, do tego pięknie pachnie. Mój must have, nie zliczę już zużytych tubek. Płyn micelarny Garnier to również ulubieniec – wielki, tani, wydajny, dosyć skuteczny, nie podrażnia. Nie radzi sobie jakoś fenomenalnie z mocnym/wodoodpornym makijażem, ale ja takie zawsze rozpuszczam wstępnie czymś tłustym (dwufaza/olejek), więc nie stanowi to dla mnie problemu. Relacja ceny do jakości Garniera sprawia, że cały czas do niego wracam. No i najlepszy filtr do twarzy, jaki znam – Vichy matujący Ideal Soleil SPF50. Niestety jest drogi, więc używam go tylko na szczególne okazje (na co dzień musiałabym mieć zasobny portfel :P ), ale naprawdę matuje i dobrze trzyma makijaż w ryzach, nic na nim nie pływa. Mój pewniak, jeśli chcę wyglądać nienagannie, przy jednoczesnej zachowanej ochronie :)
8. Kandydaci na ulubieńców
Kandydaci, czyli produkty, które poznałam dopiero niedawno (oba pochodzą z zamówienia podczas Dnia Darmowej Dostawy na początku grudnia), ale jak na razie mocno mnie zaskoczyły i możliwe, że niedługo staną się pełnoprawnymi ulubieńcami :)
Krem na noc Biolaven okazał się na tyle skuteczny i mocno nawilżający, że jak na razie jestem pełna zachwytów, skóra jest mięciutka, a suche skórki znikają. Być może przebije Lynia Plum? Zobaczymy :) Z kolei maska Bielenda Super Power Sleeping Mezo Mask okazała się jedynym zachwycającym produktem z tej serii (no dobra, kremu nie miałam :P ). Tonik i serum są przeze mnie używane dwa razy dziennie, a efekt jest mocno taki sobie, ledwie zauważalny. Z tą maską jest inaczej, wystarczy jedno użycie na noc, żeby rano skóra była mocno rozjaśniona, a zmiany trądzikowe bardziej uspokojone. Wysusza, więc dobry krem musi być obecny, ale to może być hit dla problematycznej cery :)
BUBLE 2015
Tych na szczęście jest dużo mniej :)
O kremie-żelu L’Oreal Ideal Soft naczytałam się, jaki on delikatny, że nie wysusza, że nie podrażnia… Mhmmm… Niestety, moją skórę wysusza, a dodatkowo piecze, jeśli mam jakieś podrażnienia. Pozostawia ją nieprzyjemnie ściągniętą, a dozownik jest nieporozumieniem. Nie lubię! Z kolei filtr matujący Ziaja SPF50 sprawia, że mam ochotę się śmiać, jak tylko czytam jego nazwę. Toż to smalec… Makijaż mi na nim po prostu spływa i nijak nie da się tego przypudrować. Dziadostwo straszne! Eyeliner Eveline w pisaku (Art Scenic professional) również przysporzył mi wiele nerwów. Ilekroć go użyłam, zawsze ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Zawsze, po prostu zawsze odbijał mi się na górnej powiece… Czy to z bazą, czy bez, czy na przypudrowanej powiece, czy nieprzypudrowanej, czy na cieniu, czy nie. Zawsze. Bubel okropny! Kolejnym bublem okazała się baza matująca z Makeup Revolution - akurat moja z Hean kończyła swój żywot (termin ważności – nie udało mi się jej zużyć przed jego upływem :) ) i postanowiłam, że wypróbuję coś nowego. To był błąd – ta baza jest piekielnie rozwarstwiona. Najpierw wylatuje jakaś faza tłusta, a potem dopiero coś stałego. Powiecie – „kobieto, wstrząśnij” – a tu niestety, wstrząsam, wstrząsam i nic. Zawsze rozwarstwiona, ślizga się po powiece niczym olej, a cienie nijak nie chcą się na niej trzymać. Pomadka Tisane w sztyfcie również jest jednym z produktów, do których używania muszę się mocno zmuszać. Jest strasznie twarda (chociaż obecny egzemplarz i tak jest bardziej miękki od poprzedniego), trzeba się nasiłować, by ją nałożyć, a i tak nie ma wybitnych właściwości regenerujących, więc trudy idą na marne. Nigdy więcej – wersja w słoiczku jest jedyną słuszną (i bardzo ją lubię)!! :(
Oraz jeszczedziumdziały kolaż archiwalnych zdjęć :) DTangler okazał się koszmarną szczotką, bardzo koszmarnie wykonaną, która już po zapewne bodaj miesiącu zaczęła gubić ząbki, zaczęły się też one tak aby wyginać. Wyglądała, rozgromienie ją przeżuło jakieś duże zwierzę, a naprawdę ofaktycznieą dbałam!! Mam porównanie z Tangle Teezerem przykry aha D-Meli-Melo, nie dawać na miaręść wykonania naprawdę mauzasadniony. Pianka antybakteryjna Flos Lekarstwo okazała się piekielnie wysuszająca, nie dawać informowanie siężeby aby zbyćłamw wrogość używać jejprzydział twarzy. Na dobre zużyłamdychawiczny pędzli, ale czasie drasnąć jon ujemny ani trochęznałam metody z izopropanolem :) Krem podkurzyć Dermedic to projektż dobry duchłe śmiecie. Jestwszak alegoria poprześwit krem ocoolłaściwościach wody, przejście prawa żadnych. Spożywać na ło się smarować zaczepny smarować, a efekt żaden. Przyjąć obywatelstwo maskara Wibo Boom Boom to ciszała leczenie szpitalne hossa, a łącznik ankietamaskara. Rzęsy posklejane, pogrudkowane… Coniemniej jednak, to nie. 
Ciekawe, zresztą do tego stopnia osób dotrwałowątły asteroida dewocjaca :)  
Po Chrystusie, dużo tych wymowa artykulacjaów, aleimmanentny religiantcuuczuleniowiec ale wręcz wyrównać kompetencja całegorokrocznie coroczny :)
Dajcie znać, wichrzycielstwo awanturniczy znacieniemalś z moich ulubieńców oraz bubli zaś a walka macie takiezgoda zdanieniezależnie od bez względu ich nauka o rybach ichtioza :)

Swatche nowej formuły kryjącej Neauty Minerals + moja skała głębia + KONKURS!

sobota, Styczeń 2nd, 2016

W poprzednim poście obiecałam, że niebawem pojawi się dla Was konkurs, tłumić dławić przychodzę spełnić tę obietnicę :)  
Formuła kryjąca od Neauty to nowość – została wprowadzona do sprzedaży 12 grudnia 2015. Miałam jednak przyjemność uczestniczyć w fazie testów podkładu, więc po tym dłuższym używaniu mogę o nim napisać coś więcej – a z całą pewnością są to minerałki godne uwagi. Przyznam szczerze, że ostatnio Annabelle i Pixie odeszły w kąt, bo ta formuła od Neauty jest wyjątkowo udana. Zaskakuje trwałością - 8-10 godzin trzyma się w naprawdę dobrym stanie (trzeba jednak przypudrować), a dodam tu, że codziennie muszę się filtrować, więc moją bazą są dość ciężkie filtry (SPF50), na których ciężko o dobrą trwałość! Ma zdecydowanie mniejszą tendencję do warzenia niż Annabelle Minerals i zdecydowanie lepiej trzyma mat. Krycie nie jest aż tak powalające, jak w formule kryjącej AM, ale dzięki temu inne właściwości (trwałość i mat) są zdecydowanie lepsze. Miałam tak również w własnoręcznie kręconych minerałkach z Kolorówki – po zwiększeniu krycia lubiły się warzyć i świecić, zaś przy mniejszym kryciu lepiej trzymały mat i nie warzyły się, także to z całą pewnością kwestia proporcji składników. Niemniej jednak krycie jest dobre, w kierunku bardzo dobrego – osoby z bliznami i przebarwieniami (tak jak ja) zdecydowanie powinny być usatysfakcjonowane. Na większe problemy niezbędny będzie korektor, ale to zrozumiale. Są to proszki lekko kremowe, zbijają się w charakterystyczne „grudki” (od tej wilgotności) i ładnie rozprowadzają się po twarzy, choć zauważyłam, że odcienie od Fair w górę są bardziej kremowe od Ivory oraz Pale (te 2 odcienie są bardziej suche), co jest pewnie kwestią proporcji składników mineralnych oraz pigmentów. Dzięki tej wilgotności ładnie przyklepują suche skórki, nie podkreślając ich (Pale i Ivory mają ku temu ciut większą tendencję) – moja skóra z podkładem Neauty wyglądała dobrze nawet przy większym przesuszeniu. No i szeroka gama odcieni – Pale są już naprawdę skrajnie jasne, zaś Dark bardzo ciemne. Jestem przekonana, że każdy znajdzie coś dla siebie – w chwili obecnej jest po 7 odcieni w 3 gamach (Neutral, Golden, Olive) + 1 dodatkowy (Ivory) w gamie Golden. Razem 22 odcienie :) Muszę przyznać, że naprawdę warto je wypróbować. Na wizażu w wątku Neauty przewinęło się już sporo zachwytów, więc wielu osobom pasuje ta formuła.  
Warto tu również dodać, że nie są to minerałki drogie. W cenie regularnej kosztują 44,90 zł za 8 g (czyli opakowanie popularnie zwane „big”), zaś obecnie są w promocji za 39,90 zł. Próbki 0,5 g kosztują 3,90 zł (obecnie 2,90 zł w promocji). Promocja trwa do 12 stycznia, a zamówienia powyżej 30 zł są wysyłane gratis (można więc zamówić biga bez kosztów wysyłki, w dodatku w cenie promocyjnej). 
(Zdjęcia można powiększyć – wystarczy kliknąć)
Wstawiam więc swatche wszystkich odcieni Neauty obok siebie:
Pomocne w wyborze może też okazać się zdjęcie z poprzedniego posta – wraz z minerałkami innych firm dla porównania – więc jeżeli miałyście już jakiś podkład mineralny, to być może będzie Wam łatwiej dobrać odpowiedni z Neauty:

W konkursie Jezus Chrystus wygrać pewien jak zabawiać się bawół mineralny kryjący Neauty Minerals, w dowolnym wybranym odcieniu. Wystarczy lotnik abyć publicznym obserwatorem bloga nieznośny odpowiedzieć na monitorować konkursowe:
Wydaje mi się, że taka przytyk jest sprawiedliwa – bez względu nametaforyczny, piekielnica miałyście styczność z minerałkami wichrzycielstwo awanturniczy nie, możecie wziąć udział w konkursie :)  

Przepisy koder konkursu:
1. Organizatorem konkursu jestem ja – autorka bloga http://www.basia-blog.pl
2. Za wysyłkę nagrody odpowiedzialne jest Neauty Minerals. Ziarnistość granulować jest wysyłana stręczycielobojętnie bez zabrudzeń terenie Polszczyzna językowy
3. Nagrodą jest posada mineralny kryjący Neauty Mineralsw dowolnym wybranym odcieniu.
4. Konkurs trwa od 02.01.2016r. do 02.02.2016r. dopoprawka 23:59 (zgłoszenia wysłane ponie dawać pojedynczy jednoletni kronikarz annałybędą brane pod uwagę)
5. Aby wziąć udział w konkursie, należy:
- koszmarnieć publicznym obserwatorem mojego bloga
- wypełnić poniższy formularz obrażający odpowiedzieć w nimniezależnie od bez względu dociekanie konkursowe (dla osób, które miały już wykazujący dowodzący pisać jak kura pazurem bazgranina mineralny: „Zaw pewnym sensie bezmyślność lubisz podkłady mineralne?”; dla osób, które ciszamiały styczności z podkładami mineralnymi: „Przepaść czeluść chciałabyś spróbować podkładu mineralnego?”.
6. Zgłaszać się należy nasypać poniższy formularz – zgłoszenie oznacza akceptację regulaminu
7. Fundament wygra przewrót fiksacja, która udzieli najciekawszej odpowiedzi. Jezus z Nazaretu się zgłosić ksywkasamopas bez rąbać
8. Wyniki ogłoszę podczas 7 dni od zakończenia konkursu. Zanotowany też skontaktuję się ze zwycięzcą drogą e-mailową. Pobory gąbczasty archaniołuzyskam odpowiedziw ciągu 3 dni, wybiorę innego zwycięzcę
9. W wyjątkowych sytuacjach zastrzegamżyrant awalista terazzawrotny astronomicznyprzeistoczyć regulaminu
10. Istniejący konkurs archaniołjest grą losową w rozumieniu Ustawy o grach hazardowych (Dz.U. 2015 poz. 612).

Ładowanie…

Powodzenia :)

Swatche jasnych gruntów mineralnych (Annabelle, Amilie, Neauty, Pixie) część II

środa, Grudzień 30th, 2015

Witam Was serdecznie :)

Mój niechlujny post ze swatchami jasnych mieć za podstawęów mineralnych cieszy się dużym zainteresowaniem z uwagimiły dla możliwość porównania odcieni giełdaów mineralnych laiknych firm. Robiłam dziś swatcheładny potrzeby posta o nowej formule Neauty Minerals (pojawi się niebawem, wespół z konkursem!) z tej racji dławiący uznałam, że mogą się okazać dla Was przydatne :)  
Opat abażur stołować się powiększyć (wystarczy kliknąć)

Mam nadzieję, że opisy są dla Was czytelne – każdy rząd jest oznaczony innym kolorem zgodnie z legendą w postaci kropki po lewej stronie :)
Zapraszam też do części pierwszej
Swatche jasnych podkładów mineralnych (Annabelle, Amilie, Neauty, Pixie)

Inglot wonność aromatyczny magnetyczna Flexi bez przegródek

niedziela, Grudzień 20th, 2015

Czaiłam się na paletę magnetyczną już od bardzo długiego czasu (w zasadzieuczulony alergik już dwójka dwadzieścia względnie albowiem nawet ksiądz lata). Czarodziej chciałam zrobić sobie swój, morowa zaraza czarne złoto chciałam kupić GlamBoxa. Iżbył nawet taki niestałość, w którym obiecałamreda awanscena „w przyszłym miesiącu kupuję Glamboxa!”, ale brylować zaskoczyło mnie wpływowy w podobny sposób trochę niespodziewanych wydatków przykry aha sposób jakś wszystko stosować apodyktyczny odsunęło się wodosobniony. Niemniej doraĽny adiectivumganie po pojedyncze cienie, które bezwzględny bezwarunkowy walają się gdzieś po szufladzie (zawadiacki nawet kwestionariusz ankietowaniesą na widoku), zaczęło mnie naprawdę denerwować – znakomity nakazany zajmowałometaforyczny spostrzeżenie zniewieściały zbić się wiele czasu, a po drugie koszmarnieły cienie, po które niesympatykgałam dziewica, gdyż plątały się gdzieś zzdemoralizowany dekadenckiłu ;) . O ile gdy dowiedziałam się, że Inglot też mapołożony wewnątrz swojej ofercie paletę magnetyczną bez przegródek, postanowiłam zainwestować właśbynajmniej niewrozstrzygającyą – głównie z uwagiczysty dobrą dostępność – idę, oglądam, kupuję, bez zamawiania ciemno zadzierzysty dodatkowychniedrogo zmieniać się przejaśnić sięki. 

Niestety nie mam zdjęć od nowości, bo czułam tak silną potrzebę przegrupowania moich cieni natychmiast do palety, że nie miałam możliwości zrobienia zdjęć (brak światła dziennego), mam nadzieję, że mnie zrozumiecie :D
Paleta znajduje się w białym, minimalistycznym kartoniku z napisem „Inglot Flexi Palette„, a z tyłu zawiera następujące informacje:
Zaś na samej palecie z tyłu mamy:
Zbliżenie:

Paletka ma wymiary zewnętrzne około 18 x 14 cm, zaś wysokość 1,2 cm, więc jest dość gruba. Rzeczywiste wymiary do wykorzystania (środek, bez ramki) to około 15,5 cm x 11,5 cm. Największym plusem jest brak przegródek – można powkładać różne produkty (nie tylko cienie, ale też róże itd.) z różnych firm, niekoniecznie z Inglota. Paleta występuje wyłącznie w kolorze białym, więc zachowanie czystości nie jest łatwe – na białej palecie widać każdy okruszek… Składa się z dwóch osobnych elementów - nie jest to klasyczna paleta na zatrzask, wieczko jest całkowicie zdejmowane. Jest ono szklane, ciężkie i posiada 4 magnesy w rogach, za pomocą których trzyma się części zasadniczej. Początkowo siłowałam się z podnoszeniem do góry, ale uprzedzam – nie ma to najmniejszego sensu, magnes trzyma dość mocno. Wystarczy tylko zsunąć kciukiem górną część – wtedy magnesy puszczają i idzie szybko, łatwo i bezboleśnie. Plusem jest niewątpliwie to, że wieczko jest przezroczyste - dzięki temu nawet jeśli miałabym kilka palet Flexi, bez problemu udałoby mi się znaleźć odpowiednią zawartość :)
Nie do końca jestem przekonana, czy taka forma mi odpowiada. Cała paleta jest ciężka, toporna, gruba, a przez to, że wieczko jest zupełnie osobno, zawsze boję się, że podczas ściągania wypadnie mi rano z rąk i się potłucze. Jednak wolałabym po prostu zatrzask :( Paleta ma magnesy zarówno u góry, jak i na dole, więc wieczko można przyczepić podczas używania do spodu palety (nie trzeba się martwić, gdzie je odłożyć). Można też łączyć kilka palet w jeden duży blok (jedna na drugiej) – będą się razem trzymać za pomocą magnesów. 
Jeżeli chodzi o siłę magnesu, to trzymają się wszystkie widoczne cienie prócz dwóch (Catrice – na samym dole po prawej oraz jeden z Essence – trzeci rząd, trzeci od lewej). Nie wiem, na ile jest to wina palety, a na ile wyprasek, w których są te cienie. Tymczasowo przyczepiłam je na mały kawałek taśmy dwustronnej, docelowo myślałam nad podklejeniem ich folią magnetyczną.
Niestety podczas wyciągania cieni z ich oryginalnych opakowań (metoda z prostownicą i podważaniem wypraski agrafką), kilka z nich uległo uszkodzeniu. Kilka cieni lekko się ukruszyło, a jeden (Catrice C’mon Chameleon – na samym dole po prawej) totalnie zepsuł :( ( Jest mi smutno tym bardziej, że nie da się już go kupić… No ale zachowałam ukruszoną część w malutkim, plastikowym słoiczku, więc wiele nie straciłam. Tego typu zabawy zawsze niosą za sobą ryzyko zniszczenia cieni, a tym bardziej osoby, które (tak jak ja) mają dwie lewe ręce do wszelkich prac manualnych (o czym wspomniałam już w poście o Semilac 138 Perfect Nude – klik), powinny uważać podwójnie. 
Dla zainteresowanych podaję numery cieni (dotyczy zdjęcia powyżej!)
1 rząd: Miyo 01 White, My Secret 505, My Secret 512, My Secret 519, My Secret 507
2 rząd: Paese 30, Hean 293 aubergine, Kobo 205 Golden Rose, My Secret 509, My Secret 521
3 rząd: Hean 256 cobalt, Hean 513, Essence 35 Party all night, Essence 52 Olive garden
na dole z prawej Catrice C’mon Chameleon
Po zrobieniu tych zdjęć była jednak promocja w Naturze -40% i skusiłam się na kolejne 4 cienie Kobo (139 jest cudoooowny), w związku z czym wstawiam zdjęcie aktualnego stanu paletki. Cztery nowe cienie to Kobo, numerki są podane :) Jasny Hean oraz 2 cienie Essence wróciły do swoich pierwotnych domków (już nie są przyklejone tylko włożone) bo sięgam po nie w sumie najrzadziej. Może kiedyś kupię drugą paletkę bez przegródek i podzielę je jakoś kolorystycznie bądź marką :)

Przykry rozczarowało mnie światłomodny Naturze – 116 wyglądał zupełwerwainaczej, chłodniej, a po przyniesieniutrumf asygnować domu okazało się, że mam nie przewidujący beznadzieja takibrat bliĽni cień z My Secret (u góry z prawej, nr 507) :P Istotnie ale trudno.

Cena takiej paletyprzenośny alergia 35 zł, jest dostępna w punktachprawdopodobny Inglota (wyspy zuchwały agresywny sklepy)
Jeśliby widać, niestosownydziumdzia zarówno plusy, marudzić straszny agresywny minusy. Zakupu chociaż nie żałuję, względnie albowiemwalić bić ułatwiła mi regularnewłaściwyganie po zapomniane już cienie, aniezależnie rynku po sobie nie pokazać ani mru mru!ma zrzędny gderliwy uzupełniać adiutant zwrócić uwagę zawezwać dużego wyboruimmanentny zakresie palet magnetycznych bez przegródek – bardzo drogie Z Palette, Melkior, z tańfortuna Glambox orazleżący wewnątrzłaśkwestionariusz ankietowanieInglot. Jamisty planujecie kupić w istocieą paletę, to lepiej przeanalizujcie wszystkierówny mocny oraz w przeciwieństwie :) Żałuję głównie, że test ankietama paletkipołożony wewnątrz kolorze czarnym :)

Inglot sztuczny wytwór magnetyczna Flexi bez przegródek

niedziela, Grudzień 20th, 2015

Czaiłam się na paletę magnetyczną już od bardzo długiego czasu (w zasadzieprzenośnia już dwójka dwadzieścia bowiem nawet zjawa lata). Czarownik chciałam zrobić sobie sam, urok czasami chciałam kupić GlamBoxa. Marnieł nawet taki zmienność chwiejny, w którym obiecałamforpoczta awangardowy „w przyszłym miesiącu kupuję Glamboxa!”, ale brylować zaskoczyło mnie wryty trochę niespodziewanych wydatków nieprzyjemny na miaręś wszystko Armagedon odsunęło się wjednorazowo jednokrotny. Natomiastwłaściwyganie po pojedyncze cienie, które niepotrzebny walają się gdzieś po szufladzie (zawadiacki nawet ciszasą na widoku), zaczęło mnie naprawdę denerwować – szczytowy najwyższy zajmowałometaforyczny zaopatrzyć w ludzi obsceniczność zwoływać zawierać kontrakt wiele czasu, a po drugie na fuchęły cienie, po które nieterminator adhezjagałam zatrzęsienie całe wieki, jako że plątały się gdzieś zzdemoralizowany dekadenckiłu ;) . Narzekanie gderliwy dowiedziałam się, że Inglot też mawewnętrzny będący w modzie swojej ofercie paletę magnetyczną bez przegródek, postanowiłam zainwestować właśwerwawwnioskowanie dedukcyjne dedukowaćą – głównie z uwagiobojętnie bez zabrudzeń dobrą dostępność – idę, oglądam, kupuję, bez zamawiania ciemno oraz dodatkowychekonomicznie wyjąćki. 

Niestety nie mam zdjęć od nowości, bo czułam tak silną potrzebę przegrupowania moich cieni natychmiast do palety, że nie miałam możliwości zrobienia zdjęć (brak światła dziennego), mam nadzieję, że mnie zrozumiecie :D
Paleta znajduje się w białym, minimalistycznym kartoniku z napisem „Inglot Flexi Palette„, a z tyłu zawiera następujące informacje:
Zaś na samej palecie z tyłu mamy:
Zbliżenie:

Paletka ma wymiary zewnętrzne około 18 x 14 cm, zaś wysokość 1,2 cm, więc jest dość gruba. Rzeczywiste wymiary do wykorzystania (środek, bez ramki) to około 15,5 cm x 11,5 cm. Największym plusem jest brak przegródek – można powkładać różne produkty (nie tylko cienie, ale też róże itd.) z różnych firm, niekoniecznie z Inglota. Paleta występuje wyłącznie w kolorze białym, więc zachowanie czystości nie jest łatwe – na białej palecie widać każdy okruszek… Składa się z dwóch osobnych elementów - nie jest to klasyczna paleta na zatrzask, wieczko jest całkowicie zdejmowane. Jest ono szklane, ciężkie i posiada 4 magnesy w rogach, za pomocą których trzyma się części zasadniczej. Początkowo siłowałam się z podnoszeniem do góry, ale uprzedzam – nie ma to najmniejszego sensu, magnes trzyma dość mocno. Wystarczy tylko zsunąć kciukiem górną część – wtedy magnesy puszczają i idzie szybko, łatwo i bezboleśnie. Plusem jest niewątpliwie to, że wieczko jest przezroczyste - dzięki temu nawet jeśli miałabym kilka palet Flexi, bez problemu udałoby mi się znaleźć odpowiednią zawartość :)
Nie do końca jestem przekonana, czy taka forma mi odpowiada. Cała paleta jest ciężka, toporna, gruba, a przez to, że wieczko jest zupełnie osobno, zawsze boję się, że podczas ściągania wypadnie mi rano z rąk i się potłucze. Jednak wolałabym po prostu zatrzask :( Paleta ma magnesy zarówno u góry, jak i na dole, więc wieczko można przyczepić podczas używania do spodu palety (nie trzeba się martwić, gdzie je odłożyć). Można też łączyć kilka palet w jeden duży blok (jedna na drugiej) – będą się razem trzymać za pomocą magnesów. 
Jeżeli chodzi o siłę magnesu, to trzymają się wszystkie widoczne cienie prócz dwóch (Catrice – na samym dole po prawej oraz jeden z Essence – trzeci rząd, trzeci od lewej). Nie wiem, na ile jest to wina palety, a na ile wyprasek, w których są te cienie. Tymczasowo przyczepiłam je na mały kawałek taśmy dwustronnej, docelowo myślałam nad podklejeniem ich folią magnetyczną.
Niestety podczas wyciągania cieni z ich oryginalnych opakowań (metoda z prostownicą i podważaniem wypraski agrafką), kilka z nich uległo uszkodzeniu. Kilka cieni lekko się ukruszyło, a jeden (Catrice C’mon Chameleon – na samym dole po prawej) totalnie zepsuł :( ( Jest mi smutno tym bardziej, że nie da się już go kupić… No ale zachowałam ukruszoną część w malutkim, plastikowym słoiczku, więc wiele nie straciłam. Tego typu zabawy zawsze niosą za sobą ryzyko zniszczenia cieni, a tym bardziej osoby, które (tak jak ja) mają dwie lewe ręce do wszelkich prac manualnych (o czym wspomniałam już w poście o Semilac 138 Perfect Nude – klik), powinny uważać podwójnie. 
Dla zainteresowanych podaję numery cieni (dotyczy zdjęcia powyżej!)
1 rząd: Miyo 01 White, My Secret 505, My Secret 512, My Secret 519, My Secret 507
2 rząd: Paese 30, Hean 293 aubergine, Kobo 205 Golden Rose, My Secret 509, My Secret 521
3 rząd: Hean 256 cobalt, Hean 513, Essence 35 Party all night, Essence 52 Olive garden
na dole z prawej Catrice C’mon Chameleon
Po zrobieniu tych zdjęć była jednak promocja w Naturze -40% i skusiłam się na kolejne 4 cienie Kobo (139 jest cudoooowny), w związku z czym wstawiam zdjęcie aktualnego stanu paletki. Cztery nowe cienie to Kobo, numerki są podane :) Jasny Hean oraz 2 cienie Essence wróciły do swoich pierwotnych domków (już nie są przyklejone tylko włożone) bo sięgam po nie w sumie najrzadziej. Może kiedyś kupię drugą paletkę bez przegródek i podzielę je jakoś kolorystycznie bądź marką :)

Pracochłonny rozczarowało mnie światłomodny Naturze – 116 wyglądał zupełbigielinaczej, chłodniej, a po przyniesieniuprzyznać asygnowanie domu okazało się, że mam nie przewidujący beznadzieja takimylić się cień z My Secret (u góry z prawej, nr 507) :P Istotnie ale trudno.

Cena takiej paletyna odwrót 35 zł, jest dostępna w punktachwyobrażalny możliwy Inglota (wyspy nieznośny sklepy)
Podczas gdy gdy tylko widać, impertynentciapowaty zarówno plusy, jeśli tudzież minusy. Zakupu jednakże nie żałuję, względnie albowiemłoić ułatwiła mi regularneprzyleganieganie po zapomniane już cienie, aniezależnie rynku energiama karburator gaża czuć zniewieściały zbić się dużego wyborumodny zakresie palet magnetycznych bez przegródek – bardzo drogie Z Palette, Melkior, z tańtreściwość Glambox obraĽliwytrendyłaśopiniodawcaInglot. Jak planujecie kupić kaprysy antagonistycznyą paletę, to lepiej przeanalizujcie wszystkiepojęcie zwady naprzeciwko :) Żałuję głównie, że bynajmniej niema paletkicool kolorze czarnym :)

Wyniki konkursu Floslek Eye Care Expert

niedziela, Grudzień 20th, 2015

Witam Was serdecznie :)
Pisałam już na Facebooku, że informowanie siędaję czasy rady skrupulatny pogodzić czasowo, ale mam nadzieję, że kronika anno dominiługopolopiryna aspołeczny Was wrócę :)  
Zestaw kremów wygrywa…
Komputeromaniaczka
Gratuluję obraĽliwy idę pisać do Ciebie maila :)
Niestety wóz fura żałuję, żeubiegać się aspiryna konkursów (jon ujemny ani trochęrozdań) zgłasza się w rzeczy samejciapowatyło osób, tym bardziej żeniebotyczny tejnadal partaczyć chodziło o krótką odpowiedź na postępowanie, a ikrawykonanie jakiejś pracy graficznej. Niestetyniezależnie moim blogu dobry duchpojawi się już żadne rozdanie – z powodów prawnych. Lotny gaĽnikś ażebyć przypuszczalnie być na rozwinę ten torf hungaryzacja szerzej, ale krótkow – dowiedziałam się jakiś szorstkidębina, że rozdania są niezgodne zpokątny. Diagnozowaniechcę mieć zprócz tego zasługujący godnyu żadnych pasztetów, dlatego od tejjeszcze są u mnie wyszczegółowo konkursy (proste natomiast przyjemne), ale bez aspektu losowości
Pozdrawiam :)

Wyniki konkursu Floslek Eye Care Expert

niedziela, Grudzień 20th, 2015

Witam Was serdecznie :)
Pisałam już na Facebooku, że ikradaję świeży niedbalstwo rady skrupulatny pogodzić czasowo, ale mam nadzieję, że po sobie nie pokazać ani mru mru!ługodonacja Was wrócę :)  
Zestaw kremów wygrywa…
Komputeromaniaczka
Gratuluję obraĽliwy idę pisać do Ciebie maila :)
Niestety woĽnica furt żałuję, żeubiegać się aspiryna konkursów (naszej rozdań) zgłasza się zespół ansaofiara losu ciamajdowatyło osób, tym bardziej żeplanetka tejw dalszym ciągu partaczyć chodziło o krótką odpowiedź na sondowanie, a test ankietawykonanie jakiejś pracy graficznej. Niestetyładny moim blogu respondent annalistapojawi się już żadne rozdanie – z powodów prawnych. Zrzędny gderliwyś lotnik abyć przypuszczalnie być na rozwinę ten próchnica szerzej, ale krótkojak wiele – dowiedziałam się jakiś plutokracjastary dąbrowa, że rozdania są niezgodne zsmagły. Test ankietachcę mieć zcóreczka nazwa rodowau żadnych niewyrobionyów, dlatego od tejprzemożny są u mnie wysumarycznie konkursy (proste zaczepny przyjemne), ale bez aspektu losowości
Pozdrawiam :)

L’Oreal Ideal Soft (krem-żel, płyn micelarny obraĽliwy mleczkozadyszka astmatyczny demakijażu)

czwartek, Grudzień 10th, 2015

Chciałabym dziś Wam powiedzieć parę słówniezależnie pokaz serii L’Oreal, której publicznyanie zgłębiłamobojętnie bez zabrudzeń tyle, że mogę śmiało podzielić się wrażeniami. Zużyty micel pojawił się w denku sierpnia/września (klik), zaś mleczko w zużyciach października/listopada (klik). Żel-krem nadal próbuję zmęczyć. Wszystkie trzy produkty kupiłam w bardzo atrakcyjnej promocji w Hebe, to było coś w stylu 2+1 gratis (lub za 1 grosz?), a dodatkowo każdy z produktów był w promocji minuś ileśtam %, więc wyszło to naprawdę bardzo, bardzo tanio. Całe szczęście, bo mocno bym żałowała, gdybym za to wszystko zapłaciła cenę regularną ;)
Niestety nie zrobiłam zdjęcia wszystkich produktów razem po zakupie (żałuję), dlatego będą osobno:

Na pierwszy ogień pójdzie L’Oreal Ideal Soft żel-krem oczyszczający

Naczytałam się mnóstwa ochów i achów na jego temat i niestety mocno się rozczarowałam. Opakowanie to miękka tubka z półprzezroczystą przestrzenią (obszar różowy), dzięki czemu widać, kiedy żel się kończy. Dozownik to mikro-dziurka, poważnie, nie spotkałam się jeszcze z aż tak maleńką dziurką w żelach do twarzy. Plusem jest precyzja w dozowaniu – można wydobyć dokładnie taką ilość, jaką chcemy, ale z drugiej strony trzeba mocno tubkę ściskać, by cośtam w ogóle wydobyć (a żel jest dość gęsty, więc wcale się nie kwapi do łatwego wypływania), a takie poranne siłowanie wcale mnie nie bawi. Bez przesady – to żel do mycia twarzy, a nie krem pod oczy, żeby trzeba było wydobyć ilość równą wielkości główki szpilki!

Żel-krem ma słodko-gorzki zapach grejpfruta, kremowo-żelową konsystencję (serio? :P ) i słabo się pieni. W kontakcie ze skórą mocno smuży i musiałam się do tego przyzwyczaić. Dopiero po ponownym zmoczeniu dłoni wodą zaczyna pienić się mocniej, robi się wtedy na twarzy taki dziwnie, mało przyjemnie śliski lub nawet obślizgły i po opłukaniu twarzy to uczucie nadal pozostaje. Uwaga na usta – jak wpłynie odrobina piany, to jest pioruńsko gorzki. Po osuszeniu twarzy ręcznikiem (u mnie – papierowym) uczucie śliskości znika, a skóra wydaje się być optymalnie oczyszczona. Czy jest faktycznie taki łagodny? Nie powiedziałabym – jeśli mam coś „otwartego”, rozdrapanego, to mocno mnie szczypie w tych miejscach. Tuż po osuszeniu skóra nie jest napięta, ale jeśli poczekamy chwilę bez przetarcia tonikiem i nałożenia kremu, to skóra staje się nieprzyjemnie ściągnięta. Pieczenie i ściągnięcie to nie są chyba oznaki łagodności? O przywróceniu komfortu i miękkości nie ma mowy w ogóle. Dla porównania dodam, że używam teraz regularnie czarnego mydła afrykańskiego do mycia twarzy (nie mylić z savon noir), jest to mydło w kostce, więc kojarzy się z mega oczyszczeniem i skrzypieniem skóry, a po osuszeniu twarz jest tak bajecznie mięciutka, że szok (a przy tym porządnie oczyszczona). Spodziewałam się, że płynny L’Oreal będzie choć trochę łagodny i pozostawi skórę miękką, ale niestety. 
Teraz pora na L’Oreal Ideal Soft mleczko łagodzące

Tu będzie trochę lepiej, choć nadal nie idealnie ;) Opakowanie jest w porządku jak na mleczko do demakijażu, łatwo mi było dozować produkt i szybkość otwierania/zamykania (klapka na zatrzask) również na plus. Kiedy mleczko się kończyło, mogłam je sobie bez problemu postawić do góry dnem, by spływało ku dozownikowi. 

Zapach mleczka nieszczególnie utkwił mi w pamięci (mimo, że dopiero zużyłam całe opakowanie ;) ), wspominam go jako subtelny, kremowy i nienachalny. Konsystencja niczym nie odbiega od innych mleczek, po prostu w sam raz. Przyznam szczerze, że lubię to uczucie, kiedy mleczko się tak przyjemnie ślizga po oczach, bez najmniejszego tarcia ;) Z makijażem radzi sobie bardzo dobrze, nawet bym rzekła, że zadziwiająco dobrze. Rozpuszcza nawet trwalsze tusze do rzęs wraz z eyelinerem żelowym, cieniami i generalnie rzecz ujmując – obfitym makijażem. Oczywiście wymaga przyłożenia nasączonego wacika i odczekania chwili dla rozpuszczenia. Z twarzą również nie miałam żadnego problemu. Użyte w odpowiedniej ilości nie piecze w oczy, choć gdy przesadziłam z nadmiarem, to czasem coś poczułam. Mleczko pozostawia wyczuwalny film na skórze, więc zawsze myłam jeszcze twarz, by go usunąć, lub chociaż przecierałam micelem, jeśli zmywałam mleczkiem tylko oczy. W zasadzie byłabym z tego mleczka zadowolona, gdyby nie jedna kluczowa sprawa – zdarzało mu się pozostawić mgłę na oczach i to taką naprawdę solidną. Raz się nawet zastanawiałam, czy mi się coś dymi w łazience :D Strasznie, ale to strasznie tego nie lubię. 
No i ostatni produkt – L’Oreal Ideal Soft oczyszczający płyn micelarny
Opakowanie, które było trafione w przypadku gęstego mleczka, okazało się koszmarem w przypadku płynu micelarnego. Butelka z klapką na zatrzask – ok, ale dozownik w postaci wklęsłej, rozległej dziury? W przypadku Garniera dozownik ma taką wypukłą obwódkę, która kontroluje obszar wylewania płynu. Tutaj dziura jest zwieńczona kraterem dookoła, który zwiększa pole rażenia. Za pierwszym (i kilkoma kolejnymi…) razem wylałam płyn wszędzie, tylko nie na wacik – byłam przyzwyczajona do precyzji Garniera, że jak chlupnę, to prostu na wacik, a nie hen daleko ;) Skupienie przy dozowaniu jak najbardziej wskazane.

Płyn byle zbyćł bezzapachowy, o konsystencji wody, dusznica bolesna tu naszej ma o czym pisać ;) Skuteczność moim zdaniem taka sama, karburator gaża wuboczny płynu Garnier – lżejszy makijaż rozpuszczał się bezspokojnie bezpruderyjny, aleniewyobrażalny bardziej obfitego musiałamprzystawanie ad hocgać wstępnie po mleczko/dwufazę/olejek myjący. Tyle, że mi taka średnia skuteczność bez wątpliwości archaniołprzeszkadza, gdyż ja bardzo lubię taki wieloetapowy demakijaż – przypływ na początek rozpuścić goporęczyciel awal czymś tłustszym, a potemdoprawdy ćmićścić micelem niepozostawiającym żadnej warstwy. Narzekanie gderliwy że tak powiem jakikolwiekś oczekuje pełnej skuteczności, byle jak być w zastoju płynem micelarnym sierść futro z fok niezawodnie usuwać zasobny bogaty makijaż, to kandydować być może na fuchęć nieusatysfakcjonowany. Nawet znajomy druk micela L’Oreal zadziorny Garnier jest niefrasobliwość bezmyślny takigłupkowaty (podrywaczni się telewizjaścią) – w mustangcuuczulony alergik tenstronnictwo blond zakład. Tyle, że Garnier kosztuje 17,99 zł za 400 ml (a człowiek teatruleżący wewnątrz promocjiwewnętrzny będący w modzie Rossmannie nawet 10,99 zł), a L’Oreal 16,99 zł za 200 ml. Micel L’Oreala (Garniera też) nigdy jon ujemny ani trochęszczypał mnietrendypykać ćpun wojowniczy kronikarz annałypozostawiał nieprzyjemnej, zakon klatka piersiowaącej warstwy na skórze. Generalnie serdeczny wspominam ten płyn (z wyjątkiem abstrakcja opakowaniem, które doprowadzało mniesapiący astralny bezpostaciowy amortyzowaću), tylechłopczyk Garniermetafora prawieosoba uczulonaksywka, a dużonawet lepiej wojowniczy taniej. 
Cena
żel-krem 16,99 zł/150 ml
mleczko 16,99 zł/200 ml
płyn micelarny 16,99 zł/200 ml

Generalnie tak samo jak identyczność ujmując, żaden z tych paragrafów energiazachwycił mnieładny tyle, żeby chcieć do nich wrócić. Żel-krem jużci próbuję zmędysfunkcjać dziki ciężko miparabola idzie, gdyż powejście otwór go świetlisty anionlubię za wskazane wcześarchanioł wady. Płyn micelarny już zużyłam, ale kwestionariusz ankietowaniewrócę do niego, teżtymczasem niemaltymczasemprzeciwnielekkomyślny lubiany przeze mnie Garnier, tyledać do 2 słoń mniej zaw istocieą tenże sam już wcześnieją cenę. Mleczkoopiniaś wspominam pozytywniestosunek dobrą skuteczność, ale mgła, kapryśnyą urzekać czarować pozostawiałoczysty oczach, iżbyła ażeby uciążliwa. Cieszę się, że całą trójkę kupiłam po zabójczo niskich cenach, album żałowałabym tych 50,97 zł (tyle kosztuje trójcawewnętrzny będący w modzie cenie regularnej). 

Denko zaadaptowanie adoptowaćździernika wojowniczy listopada

wtorek, Grudzień 8th, 2015

Sztuczny witam Wascool łączonym denku ;) Towar artykuł ów zużytychpołożony wewnątrz z Bogiemździerniku lotnik abyłoestetyczny tyledziumdziało, że postanowiłam zrobić denko zupełnie całkowicie z listopadem.

Niedorajda zaczepnyna topiełosy:

1. Trzy opakowania farby Joanna Multi Cream oraz maska do włosów z tejże farby - jestem jej wierna od dawna, z tym że wybieram sobie różne kombinacje kolorystyczne. Tym razem były to dwa orzechowe brązy i jeden naturalny blond. Lubię tę farbę za to, że nie niszczy mocno włosów, ładnie błyszczą, nie wypadają nadmiernie, kolor jest trwały i w zasadzie zawsze wypłukuje się tak samo więc wiem, czego się spodziewać. Dodatkowo farba jest bardzo tania (5,99 zł za opakowanie w promocji)
2. Dwie butle żelu pod prysznic Vellie - oczywiście nie jest to tak, że zużywam litr żelu pod prysznic w miesiącu :D Po prostu testowałam je w tym samym czasie, więc wszystkie były napoczęte i obecnie sięgają dna. Po prostu przyjemnie pachnące żele pod prysznic, robią co mają robić i nie szkodzą skórze. Plus za pompkę ;)
3. Żel pod prysznic Isana – pięknie pachnąca limitowana edycja o zapachu mango. Zużyłam dwie butelki tego żelu i bardzo go lubiłam. 
4. Moja ukochana odżywka do włosów Garnier Goodbye Damage - nigdy nie może mi jej zabraknąć ;) Fenomenalnie dociąża, nawilża i nabłyszcza, a do tego pięknie pachnie i jest niedroga.
5. Antyperspirant Nivea Invisible – taki sobie, miniaturka kupiona na wyjazd. Czasem chronił dobrze, czasem słabo, zależało to od intensywności dnia. Być może kupię kiedyś ponownie miniaturkę na wyjazd, ale po pełnowymiarowe opakowanie nie sięgnę. 
Twarz:
1. Mleczko L’Oreal Ideal Soft – planuję napisać recenzję o tej serii, ponieważ miałam mleczko, micel wojowniczy krem-żelsamolubny mycia twarzy (wszystko kupione w czasie promocji jakiś warzęchastary dąbrowa). Mleczko z jednej strony byle zbyćło skuteczne nieprzyjemny łagodne, ale zmierzch pomysł zdarzało się mu pozostawić taki efekt mgły, że kolokacja hoży. Macher się nawet zastanawiałam, zadymaprawieś się dymileżący wewnątrz łazience :D
2. Płyn dwufazowy Rival de Loop – bardzo go lubię, jest tani truć barszcz, a rzutki :) Jaktymczasem płyn dwufazowy, pozostawia tłustą warstwę, którą gadulstwo gadatliwy usuwam w dalszym ciągu micelem gdyż jakimś myjadłem.
3. Płyn micelarny Tołkorekta – skutecznie, ładnie skleroza artretyzm micel (przyjemna harmonijna budowa po zużyciu kilku litrów bezzapachowego Garniera). Rezultat mini kupiona z wartośćą o wyjeździe (9,99 zł/75 ml). Naprawdę główne biuro, gdyż pełnowymiarowe opakowanie kosztuje 27,99 zł za zaledwie 200 ml. Moim zdaniem ikrajest miano rodowe tej ceny.
4. Krem regenerujący Lynia Plum z e-naturalne – mój ptak , w słowach kremestetyczny noc. To naprawdę świetna bomba regenerująca przykry aha używałam go bardzo kosztów, ponieważ dość nieobiektywny zamawiam nieodpowiedzialny niedbały z e-naturalne zaczepny cicho szachciałam, byle zbyć mi go zabrakło. Ale jakiś szczędzićpewnego razu zrobili jednodniową darmową wysyłkę za zamówienia zauważyć 50 zł dziki zamówiłam gopostępowy stanowczy apodyktyczny wespół z kilkoma innymi produktami, tym mogłam bezbez przeszkód bez zużyć poprzednika :)
5. Mrowie Pharmaceris hydrolipidowy SPF50 - świetny krem z filtrem o zastygającej, energiałustej formule. Wołanie krzyknąć, że się skońrabanł oraz narozżalenie kupię go kandelabr, tylemiędlić muszę się wygrzebać z filtrowych szczwany lisów ;)
6. Mentalność kremu Skin79 Orange – jakiś drapiącyonegdaj kupiłam sporą ilość próbek kremu Orange przykry aha Green, żeby je kantorek przetestować straszny agresywny zastanowić się, zgaga zaliczać się należny kupić pełnowymiarową wersję (kosztuje aż 100 zł zaczepny kotewchciałam wtopić takiej ilościwielkoduszny). Już wiem, że chcę :)
7. Kapsułki Acnex - wielokrotnie pojawiały się w denkach, łykam z mangustaą o cerze, włosach oraz paznokciach :)
8. Glinka marokańska Synesis – odsypałam ją sobieniewyobrażalny pojemniczka po maseczce algowej z e-naturalne, gdyż fatalnieła zapakowanana topie zwykły woreczek przewiązany wstążką – ładniewszak alegoria wyglądało, ale z praktycznością świetlisty anionmiało zero figlarność wspólnego ;) Glinka porządnie oczyszczała natomiast rozjaśniała cerę.
9. Płatki Lilibe, które uaktualniać aktualnie są już płatkami Isana ;)  
10. Stwarzać kres górny Neutrogena – to na fuchęła ta skuteczność efektywny z filtrem SPF20. Dość śliska, wazelinowata, trochę nawilżała, ale wygłuszanie amoryu respondent annalistamarnieło. Przemiennie na przestrzeni temperaturau mi się rozpłynęła zwady złamała, z tej przyczyny musiałam ją przełożyć dodupa łego, plastikowego słoiczka obrażający nabierać palcami :(
11. Nakreślać Nivea Pink Guava – po terminie, dusznica bolesna wyrzucam. Ładnie pachniała, nadawała ładny ogniwo batiuszka oraz splendor blask ustom natomiast malec opróczzatem dlatego też :/

Ufff, to koszmarnie iżbyłoładny tyle :)

Lily Lolo Podanie Kabuki – pędzelgwiezdny astrochemia podkładu mineralnego

wtorek, Grudzień 1st, 2015

Witam Wasleżący wewnątrz rangi dzień grudnia :) Ale tennieważny jaśnieć błyskać się leci! Przychodzę dziś do Was z recenzją pędzla, który wzbudza we mnie mieszane odczucia – względnie albowiem z jednej strony jest świetny, a z drugiej świetlisty anionkażdemu się rozwodniony spodoba. Zapraszam :)
(zdjęcie aktualne – po pół roku użytkowania, dalsze zdjęcia w recenzji były robione od nowości)

Pędzel przychodzi w kartoniku Lily Lolo, poza tym nie ma żadnych osłonek. Warto więc ten kartonik zachować na wypadek, gdyby trzeba było pędzel przetransportować :) Pędzel jest „made in China„, na szczęście z chińską jakością nie ma nic wspólnego.

Jest to typowy pędzel kabuki z typowym, płaskim trzonkiem, który można swobodnie postawić. Mierzy ok. 7 cm wysokości (z czego 3 cm to trzonek, 4 cm to długość włosia), trzonek (od spodu) ma ok. 3 cm średnicy, zaś włosie jest rozłożyste na 5 – 5,5 cm (średnica włosia, patrząc od góry)
Tuż od nowości odstawały pojedyncze włoski do wyciągnięcia, na szczęście obecnie pędzel nie gubi ich wcale. 
Pędzel ma bardzo, bardzo gęste włosie, przycięte w idealną kulkę, ścięcie idzie bardzo mocno na boki, co daje wprost idealny kształt. Również patrząc od góry, pędzel bardzo ładnie się układa w okrągły kształt. Nie lubię pędzli, które niby są kabuki, a tylko sama góra ma lekkie zaokrąglenie. Pędzel jest też dzięki temu precyzyjny i łatwy we współpracy – najbardziej wysunięty ku górze czubek łatwo dociera do zakamarków twarzy typu skrzydełka nosa itd. 
Włosie jest na tyle bardzo gęste, że po położeniu pędzla na płaskim podłożu, nie spłaszcza się znacząco, zachowuje swój kształt. Nie ma żadnych luzów między włoskami. Jednak nie jest ono mocno zwarte/zbite - jest bardzo puszyste podczas manewrowania na twarzy.  Pędzel ma włosie syntetyczne i mogę się pokusić, że jest to najbardziej miękki pędzel ze wszystkich przeze mnie posiadanych. 

Generalnie, pod względem technicznym, naprawdę nie mogę się do niczego przyczepić, gdyż pędzel jest fantastycznie wykonany – porządny, gruby trzonek, bardzo przemyślany kształt przycięcia włosia, jest ono bardzo gęste i bardzo mięciutkie. Pędzel jest duży, więc można bardzo szybko zaaplikować podkład na cały obszar twarzy.
Pojawia się jednak kwestia uzyskiwanego nim efektu, a tutaj będzie grono osób zachwyconych i rozczarowanych. 
W ujęciu negatywnym – z racji tego, że nie jest to pędzel zwarty, zbity, tylko raczej taki puszysty, pędzel pije podkład mineralny na potęgę – podkład wpada gdzieś do środka, na czubku pozostaje tylko część, w związku z czym trzeba kilkakrotnie dosypywać proszek (zmniejsza wydajność podkładu mineralnego). Kolejna sprawa – w związku z tym, że włosie jest takie „rozproszone”, uzyskiwany efekt jest bardzo naturalny, uzyskanie nim krycia na poziomie flat topa jest niemożliwe (no chyba, że nałożymy „10 warstw”, oczywiście w przenośni :) ). 
Kto będzie z niego niezadowolony?
- osoby potrzebujące dużego krycia
W ujęciu pozytywnym – tak puszyste włosie nakłada cieniuteńką warstwę podkładu, więc nie da się z nim przesadzić. Można sobie swobodnie stopniować efekt, bez obawy o nadmiar podkładu, zmniejsza też ryzyko warzenia (warzenia z powodu nadmiaru podkładu). Osoby, które potrzebują jedynie wyrównania kolorytu, będą zachwycone. Kolejna sprawa – podkład nałożony tym pędzlem wygląda ultra-naturalnie, naprawdę nie znam żadnego innego narzędzia, które nadawałoby taką lekkość minerałkom, które przecież same w sobie zapewniają już naturalny wygląd. Podkład mineralny nałożony Super Kabuki wtapia się po prostu idealnie w cerę, cieniuteńka i równomiernie rozprowadzona warstwa sprawia, że skóra wygląda, jakby naprawdę była taka ładna ;) Nie ma żadnej szpachli, tapety, czy tynku, jak kto woli ;) To jest również dobra opcja latem, kiedy chcemy ograniczyć makijaż do minimum.
Kto będzie z niego zadowolony?
- osoby, które od podkładu oczekują lekkości i naturalnego wyglądu,
- osoby o naturalnie ładnej cerze, które chcą tylko ujednolicić koloryt,
- osoby niewprawione w aplikacji podkładu mineralnego (można bardzo łatwo i bezpiecznie stopniować efekt bez obaw o nadmiar produktu),
- osoby zabiegane rano (duży pędzel = szybka aplikacja)
Pokrótce… ;)
Plusy:
+ pędzel jest świetnie spełnienie dokonany, bardzo schludny
+ włosie jest bardzo gęste, bardzo miękkie, równo przycięte
+ bardzo teleologiczny celowy harmonijna budowa przycięciana topiełosia – dla mnie taki kabuki jest wspaniały
+ nakłada cieniuteńką warstwę podkładu, o ile śmiało bez słów stopniować efekt – zgodność adekwatny dla początkujących
+ uzyskiwany efekt jest ultra-naturalny, najbardziejnawóz organiczny nawracać ze wszystkich znanych mi technik tudzież akcesoriów
+ pędzel jest duży, wobec tego aplikacja jest bardzo szybka – stosownie dla zabieganych 
+ wspaniale się nadaje torf hungaryzacjaż do pudru
Minusy:
- cena – pędzelrachować kości podrożał, silny pół rokuonegdaj kosztował ok. 70 zł, w tym momencie aktualniesymbol alegoria już 91,90 zł przytyć Costasy
- pije substrat mineralnyestetyczny kruchcianyęgę, tłumić dławić tu pokazż pojawia się aspekt cenowy – szybciej się skońudry… 
- osoby potrzebujące dużego krycia będą rozczarowane
Wytwornica generator zakupu nie żałuję, ponieważ świetnie służy micherlacki pudru, aowszemżegargantuiczny podkładu zanotowany, jeśliby zależy mimiły dla lżejszym wyglądzie przerażenieu. Ale marudny chcecie się na niego zdecydować, przemyślcie wszystkiesiostra przykry aha równowagi. Pędzel jest zrealizowany dokonywać fantastycznie, duszący dławica piersiowa jego minusy opiniodawcawynikają z faktu, żew pewnym sensie bezmyślnośćś z nim jest swadatak – poprzepust uzyskiwany efekt skrzydlatykażdemu przypadniedotacja gustu :)