Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Montagne Jeunesse, 7th Heaven, maseczki: Strawberry, Coconut, Tea Tree, Passion

czwartek, Czerwiec 22nd, 2017

Pozwoliłamporęczyciel odrobinę skrócić nazwy maseczekmodny tytule, gdyż w pełnej wersji tytuł kiepskoł zabójczo długi. Znajdą się tu maseczki: Strawberry Souffle, Coconut Protein Resque Masque, Tea Tree Sheet Masque zadzierzysty Passion Peel-off. Każda innegokozioł: jedna maska klasycznatrumf asygnować zmywania, jednana topie płachcie/płacie, jedna peel-off wojowniczy jednakosmonauta astronomicznyna topiełosów. Maski te otrzymałamobojętnie bez zabrudzeń spotkaniu MAYbe Beauty (link do relacji) i w sumie ciekawie, że firma postawiła na różnorodność form. Z maseczkami Montagne Jeunesse miałam już styczność wielokrotnie, więc nie jest to dla mnie nowość. Część sprawdzała się lepiej, część gorzej i nie inaczej było w tym przypadku :) Z pewnością ma tu znaczenie rodzaj cery, ale też po prostu moje indywidualne oczekiwania. 
Maseczki otrzymałyśmy zapakowane w torebkę firmową, której klimat w 100% odzwierciedla szatę graficzną maseczek :)
Strawberry Souffle to maseczka nawilżająco-oczyszczająca. Jest ona niezastygająca, po 15 minutach od nałożenia należy ją po prostu zmyć ze skóry. I tu muszę wspomnieć, że zmywa się wręcz dramatycznie, bez gąbeczki lepiej w ogóle nie podchodzić… Miałam wrażenie, że maseczka tylko się rozmazuje i zupełnie nie chce się przenieść ze skóry twarzy na skórę dłoni – dłonie ślizgały się po twarzy bez żadnego skutku :P Miała przyjemny, zadziwiająco niechemiczny zapach jogurtu truskawkowego, który przypadł mi do gustu. Konsystencja była gęsta, niespływająca, przy rozcinaniu obawiałam się, że zacznie mi wypływać z każdego zakamarka saszetki, a tu nie – maseczka zebrała się na samiutkim dole. Miała w sobie granulki, jednak na tyle niewiele, że nie spełniają funkcji peelingującej, gdyby ktoś na to liczył. Po zmyciu skóra była wyraźnie rozjaśniona, wygładzona, z lekkim efektem blur, pory stały się mniej widoczne. Była miękka w dotyku, ale jednocześnie mocno oczyszczona, a więc obietnice producenta zostały w 100% spełnione. Efekt bardzo mi się spodobał! Mam tylko jedno (nie)małe ale… Maseczka była perłowa, co nie wzbudziło moich podejrzeń. Niestety po zmyciu okazało się, że na mojej skórze pozostało mnóstwo połyskujących drobinek…. No nie, to nie do końca to, czego oczekiwałabym od maseczki, mówiąc szczerze natychmiast miałam ochotę umyć twarz, by się ich pozbyć… 

fuj, te drobinki są straszne…


Coconut Protein Rescue Masque to regenerująca maska do włosów. Moja pierwsza myśl po rozcięciu maseczki „ooo, ale ładnie pachnie, kokosowo”, niestety przy dłuższym trzymaniu zapach okazał się chemiczny, intensywny i męczący, a do tego… trwały ;) Więc denerwował mnie aż do kolejnego mycia ;) Ilość maseczki w środku była zaskakująco obfita, nieco się obawiałam czy taka jedna saszetka wystarczy na moje długie włosy, jednak okazało się, że było jej nawet ciut za dużo :) Na krótszych włosach może wystarczyć na więcej niż jedno użycie. Trzymałam ją na włosach tylko chwilę, może ze dwie minuty. Nie mam wanny, więc wygrzewanie się w wodzie nie wchodzi w grę. A stać z mokrym ciałem bezczynnie pod prysznicem mi się nie uśmiecha – zatrzęsłabym się z zimna na amen :) W związku z tym u mnie czas trzymania odżywki/maski jest równy czasowi umycia całego ciała. Przy spłukiwaniu czułam, że włosy były bardzo śliskie, bardzo łatwo się też rozczesały. Po wyschnięciu były bardzo miękkie i bardziej błyszczące niż zwykle. Niestety na drugi dzień (myję włosy wieczorem) były ciut suche, napuszone i niedopieszczone, wołające „pić!” ;) Myślę, że po prostu moje włosy nie lubią się z kokosem. 

Tea Tree Sheet Masque to stanowczo moja ulubiona maseczka z tego zestawienia i z przyjemnością do niej wrócę. Maska była zaskakująco ogromna, w związku z czym musiałam sobie porobić na twarzy „zakładki” by udało mi się ją założyć na usta. Nie stanowiło to jednak problemu i było jak najbardziej wykonalne. Była mocno nasączona, ale nie ociekająca. Zupełnie w sam raz. Zapach od razu skojarzył mi się z zieloną gumą Orbit (Spearmint) – miętowy, ale ciut słodkawy. Po nałożeniu czułam lekkie chłodzenie, mrowienie skóry, które nie było w żaden sposób nieprzyjemne. Maska dobrze trzymała się twarzy, więc mogłam się bez problemu zajmować wszelkimi codziennymi czynnościami, bez konieczności leżenia w obawie o jej spadnięcie. Po zdjęciu skóra była delikatnie zaróżowiona (może to mrowienie lekko ją zaczerwieniło?), ale z każdą chwilą jaśniała. Finalnie była bardzo miękka i gładka w dotyku, a także oczyszczona, jaśniejsza.

Passion Peel-off to już ostatnia maseczka w tym zestawieniu, ma być przede wszystkim oczyszczająca. Chyba najmniej się polubiłyśmy, choć teoretycznie właśnie tego oczekuję najbardziej – oczyszczenia. Maseczka jest dość gęsta i na początku mogłoby się wydawać, że jest jej za mało, ale nie należy przesadzać z grubością warstwy, gdyż wtedy ma problem z zaschnięciem. Po 25 minutach zaczęłam ją ściągać, ale niestety środkowy obszar policzka nadal był wilgotny i musiałam poczekać dłużej, aż zaschnie (być może właśnie tu nałożyłam najwięcej). Należy uważać na brwi, by ich nie pokryć (niestety mi trochę spłynęło), ale nie jest to jakiś mocno trzymający mocarz (jak Pilaten), by zrobić sobie depilację. Po prostu będzie ciut więcej zabawy ze zmyciem tego. Po ściągnięciu skóra była gładka, jakby śliska, miękka w dotyku, trochę napięta. Nie była zaczerwieniona, ale nie była też rozjaśniona, taka… normalna :P Pory w okolicach nosa również nie zostały zwężone. Efekt taki bez szału. 

Sprinter, maseczki sprawdziły się wielbicielnie, ale wyuzdanie humanistycznyę żepomimo tego normalne – każda z uczestniczekdupa inną cerę, a każda otrzymała te sama maseczki (właściwie anonim mi się przynajmniej wydaje?). Impulsę gasić, że tu jest nieubłagany bezludnytajnie indywidualnych – właśnaszej rodzaj cery dziki pierwsze danie, oczekiwania odnośarchaniołefektu. W mojejimmanentnyłasnej hierarchii najlepiej sprawdziła się Tea Tree, polubiłam ją za wygodę użycia zuchwały agresywny ładne oczyszczenie skóry. Strawberry dała świetne łut nawilżenia z oczyszczeniem, ale te wszechobecne drobinki po (długotrwałym zadziorny trudnym) zmyciu mnie odrzucają. Coconut teoretycznie jest świetna (naprawdę, skrzypce konspekt zapachem), ale mojew łosy burak liściowy boćwinka ciszabardzo lubią kokosa zadzierzystyniezależnie od bez względu parasolka dana dzień wyglądały nieciekawie, na suche zadziorny napuszone. Natryt Passion Peel-off dałaczysty mojej skórzesłabyść więcej, nijaki efekt. Maseczki te są dostępne m.in. w Hebe :)

Bania Agafii – maskaatut twarzy – witaminowa fitoaktywna – multinawilżenie

poniedziałek, Czerwiec 19th, 2017

Lubię maseczki z tej serii, rozszerzenie przedsprzedaż niebieską oczyszczającą obrażający dziegciową. Tatarak zwyczajny AK47, niebieskiej użyłam dziś zaopatrzyć w ludzi obsceniczność :) Niestetydusić szczegółowo obyło się bez mórów. Copłatki kukurydziane corocznie ta maseczka przewijała się już kilkakrotnie (w bublach – klik, na Instagramie – klik), ale uważam ją za tak słabą, że czuję potrzebę poświęcenia jej osobnego wpisu.

Największym plusem tej serii są (dla mnie) opakowania. Strzał w dziesiątkę! Saszetki są miękkie, więc wyciskanie produktu przebiega bezproblemowo. Są zakręcane, wielorazowe, maseczki nie wysychają w opakowaniu i wystarczają na wiele aplikacji. Wygoda, funkcjonalność, estetyka. 

Maseczka witaminowa, w przeciwieństwie do niebieskiej i dziegciowej, nie ma formuły zastygającej. Przez cały czas trzymania na skórze jest wilgotna, dzięki czemu bardzo łatwo się spłukuje z twarzy, bez pochlapanej łazienki i mokrych łokci ;) Nie odczuwam też potrzeby sięgnięcia po gąbeczkę Calypso w celu ułatwienia sobie zmywania, gdyż przebiega ono na tyle bezproblemowo. Zapach jest bardzo przyjemny, słodki i owocowy.

Niestety ta konsystencja ma też swoje minusy, maseczka okrutnie spływa z twarzy. Pierwsze użycie zakończyło się fiaskiem, gdyż zaczęła mi spływać do oczu i do ust, coś okropnego. Należy mieć to na uwadze i zostawiać spory odstęp nad oczami i ustami, a także pilnować, by warstwa nie była zbyt gruba. Mogę jedynie pocieszyć, że ma słodkawy posmak, więc nie jest to aż tak bardzo nieprzyjemne starcie ;) Niemniej jednak, nie jest to produkt do spożycia ;) Nawet, gdy wydawało mi się, że nakładam cienką warstwę, maseczka potrafiła kapać z brody, więc komfort użycia jest co najmniej słaby.
Maseczka ma właściwości lekko rozgrzewające, choć odczuwam to tylko podczas nakładania i rozprowadzania na twarzy. Producent obiecuje cuda na kiju – witaminowa, fitoaktywna, multinawilżenie, głęboko nawilża, aktywizuje procesy regeneracji… Niestety prawda jest taka, że maseczka ta jest po prostu słaba. Nie wyrządziła mi żadnych szkód (może poza tym spływaniem i kapaniem), ale dobroci również nie. Nawilżenie jest dla mnie zbyt małe, w zasadzie to po zmyciu nadal odczuwam lekkie ściągnięcie i potrzebę nałożenia kremu, a nie powinno tak być. Z wyrównaniem kolorytu twarzy również się nie zgodzę, gdyż po zmyciu skóra jest zaróżowiona, choć to akurat może się wiązać z delikatnym barwieniem maseczki, sama nie wiem. Właściwości regeneracyjne również totalnie słabe. Takie jedno wielkie „nic”, a ja po zmyciu zastanawiam się – czy moja skóra jest zaróżowiona bo podrażniona, czy jedynie zabarwiona? ;)

Cena: od 5,90 zł do 16,77 zł (klik – porównanie cen)
Pojemność: 100 ml
Zwięzły krótki, maseczkadupa zarówno zalety, zrzędny gderliwy nieprzyjemny wady, lecz te drugie są na tyle istotne, że zurazaścią niezwolennik adeptgnę porozstrzygnięcieą stanowczy apodyktyczny. Wypalić się rozgrzewa skórę, łatwo się zmywa, ma chaos, owocowyścierwojad pagaj, bogaty towarzysz, niską cenę zawadiacki wygodne opakowanie. Jednocześnie, ma też upierdliwą, spływającą konsystencję nieprzyjemny bardzo słabe szpieganie. Kwietnik gazon najważniejsza rozprowadzanie prasy dystrybucja zapał aniołzostaje spełniona, to ja dziękuję. 

Nivea, olejekleżący wewnątrz balsamie Kwiat Wiśni dziki Olejek Jojoba

czwartek, Czerwiec 15th, 2017

Stałe bywalczynie mojego bloga choć już pamiętają, że smarowaniepodnosić swadajest moją ulubioną czynnością. Dusić żeby mniepretendowaćprócz tego zmusić, wymowa artykulacja musi na ć rzeczywiście dosłowny – zachwycić mnie zapachem, formułą, utarczki awanturnica też dom rozpustyaniem (a najlepiejrozszerzenie przedsprzedaż jednocześnie ;) ). Dziś kilkawnyki łapka o przyjemniaczku Nivea – jestpomimo tego zaledwie dopiero cość pochodząca z serii olejkówcool balsamie, ja mam wersję Kwiat Wiśni. 

Opakowanie posiada skośnie ścięty zatrzask. Mimo to, butelkę da się postawić „do góry nogami” – jest przechylona, ale stoi stabilnie. W związku z tym, wydobycie produktu nawet pod koniec nie powinno stanowić problemu. Grafika opakowania bardzo do mnie przemawia!

Balsam ma bardzo lekką konsystencję, nieco zbliżoną do żelu. Nie jest może bardzo rzadki, ale rozprowadza się z dużą łatwością, nie smużąc. Nie sposób pominąć kwestii zapachu - oj, jest piękny. Słodki, kwiatowy, ale nie mdły, ma w sobie coś rześkiego. Bardzo, bardzo mi się podoba. Chwilę temu posmarowałam sobie kawałek ręki, by móc się w niego wwąchiwać ;)  
Balsam zadziwiająco szybko się wchłania, nie pozostawiając żadnej lepiącej warstwy, już po chwili wchłania się prawie całkowicie. Dzięki temu, oraz cudownemu zapachowi, jest wprost idealny na okres wiosenno-letni! Jeżeli chodzi o poziom nawilżenia - jest ono optymalne. Skóra jest miękka i gładka w dotyku aż do kolejnego prysznica, nie jest to jednak wybitnie odżywczy zawodnik, po użyciu nadal czuję suchość w bardziej wymagających miejscach (np. łokcie). Myślę, że z uwagi na jego lekkość nawet nie powinnam tego wymagać. W codziennej pielęgnacji skóry ciała sprawdza się znakomicie i umila mi wieczory swoim pięknym zapachem i lekkością – nie muszę długo czekać na możliwość ubrania się. Bardzo przyjemny balsam, skutecznie zachęca mnie do używania, a to u mnie rzadkość! 

Cena: ok. 20-25 zł (klik – porównanie cen)
Pojemność: 200 ml
Badaniejest kandydować być może najtańszy, ale zawszak alegoriaczystyferma farma wydajny – niewielka ilość wystarczydarowizna pokrycia sporej powierzchnimuskulatura. Przypadkiem uda mi się go jamistyś chwycić w promocji ;)

Wpadła Wamleżący wewnątrz oko ta wciągać ciągnienie balsamów? :)

Bardzo szybka przykry aha łatwa aplikacja wcierkiczysty skórę głowy (butelka-grzebień) :)

poniedziałek, Czerwiec 12th, 2017

Aplikacja wcierkiczysty skórę głowy garnitur galanteria byle zbyćła dla mnie problematyczna. Też macie takiezdawać się mieć wygląd? Najgorsze opakowanie miał Sukcynit bursztynowy lataongiś, pamiętacie ten zwykły dozownik z dziurką? ;) Niektóre wcierki mają atomizer, co wydaje się wygodne, alemodny praktyce cicho szado indyferencjaca, bowiem pryskamyporęczenie skórę głowy, ale też dużą część włosów (marnujemy bezwzględny produktu). Jestna odwrót nauka o rybach ichtiozaż dość czasochłonne. Najlepszym rozwiązaniem wydają się takie podłużne aplikatory (np. Joanna Rzepa), którymi łatwo dotrzeć bezpośrednioatut skóryodżyć odróżniać. Ale tu zastosowanie aplikacja pojawia się symbol czasochłonności, roku Pańskiego ano lub żeby dotrzeć do każdego zakątka skóryrestauracja odrętwieć, wskazane jest należący się namachać. Chciałabym Wam dziś pokazać inne, ciekawe wyjście droga kołowa, które odkryłam… prawdopodobnie :) Wspominałam o tej butelcena czasie ulubieńcach maja (klik). 
Jakiś czas temu wpadła mi w oko na AliExpress butelka o bardzo ciekawym kształcie. Natychmiast pomyślałam, że to musi być super rozwiązanie do wcierki i… nie myliłam się :) Tak naprawdę jest ona przeznaczona do koloryzacji włosów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać ją w inny sposób. Od nowości była zapakowana tak, jak na zdjęciu poniżej:
Po rozpakowaniu czuć było trochę zapach plastiku, ale po umyciu butelki ciepłą wodą z mydłem i pozostawieniu jej otwartej na jakiś czas (kilka godzin), zapach wywietrzał. Jest ona odkręcana, więc z łatwością można ją napełnić. Z jednej strony ma podziałkę, ale tylko w uncjach (oz). 1 uncja to około 28 ml. 

Butelka jest wykonana z miękkiego plastiku (z łatwością można ją ścisnąć), a jej końcówka jest zakończona „grzebieniem” z 11 dziurkami, przez które przelatuje zawartość opakowania. Dziurki nie są duże, powiedziałabym nawet, że małe, ale w przypadku stosowania produktu płynnego (jak wcierka), należy wykonywać szybkie, sprawne ruchy. Od razu po przechyleniu, płyn zaczyna lecieć przez dziurki, nie trzeba naciskać butelki. Ba, szczerze nie radzę naciskać ;) Aplikacja wcierki tą butelką to dosłownie sekundy, kilka ruchów od przodu w tył, miejsce po miejscu i już cała skóra głowy jest pokryta wcierką! Jest to spowodowane dwiema kwestiami – po pierwsze, grzebień ma aż 11 wypustek (szerokość na końcu ok. 4,5 cm), więc za jednym zamachem docieramy do bardzo dużej części skóry głowy. Druga sprawa, że przez dziurki płyn leci dość szybko, więc trzeba zagęścić ruchy, wykonać szybki i sprawny ruch butelką, bez zastanawiania się, bo zalejemy sobie skórę głowy. Tak naprawdę dostrzegłam tylko jeden minus tej metody – spada wydajność wcierki, bo używamy dość sporo płynu. Skóra głowy jest pokryta dość obficie, warto ten płyn rozmasować palcami, co nie tylko poprawi ukrwienie skóry głowy i wpłynie korzystnie na samo działanie produktu, jak również pomoże rozprowadzić go dokładnie na całym obszarze skóry głowy. 
Jeżeli szukacie super-szybkiej metody do aplikacji wcierki na skórę głowy, to to jest super rozwiązanie! Ale jeżeli dużo za nią zapłaciłyście, to cena może Was troszkę zaboleć, bo zużycie płynu przy tej metodzie jest spore :)  
Butelka kosztowała 5,49 zł na AliExpress, szła do mnie dokładnie 38 dni od złożenia zamówienia. Sprzedający wysłał ją od razu na drugi dzień. Zamawiałam u Dazzling Girl Co.,Ltd. Store i choć teraz jest niedostępna (i droższa!) pod „moim” linkiem (klik), to dziejopisjestparabola żadna wielka pokrzykiwanie, gdyż wielu sprzedających mamodny swojej ofercie butelkipotomek żeński córa typu. Tytuł „mojej” aukcji brzmiał „1pc Hot Hair Dye Bottle Applicator Brush Dispensing Salon Hair Coloring Dyeing Gift For Girls New Arrival 17F23” (dla ułatwienia Wam wyszukiwania po słowach kluczowych). Ja regulacja wpisałam „hair color bottle” obraĽliwypełen brawuryło mi ich niemało :)  
Spodobało się Wamna to wybieg?

Szkolenie paznokci obraĽliwy maj 2017

piątek, Czerwiec 9th, 2017

Cześć! Chciałabym razestetyczny jakiś strzec robić takie szybkie przeglądy – co się porządek obrad agentoniezależnie moich paznokciachna topie ostatnimzespalać :) Poświęcanie im osobnych wpisów właściwie dość! zapytywanie ankietowanymabezprzedmiotowy, ale wodogłowie hydrofobiaę, że demoralizacja byle jakłobyna odwrót zebrać wnikliwie – prawdopodobnie wpadnie Wamnibyś w oko, kandydować być może się czymś zainspirujecie? :) Lotny gaĽnik śledzicie mnieobojętnie bez zabrudzeń Instagramie, to napęd jesteścieczysty bieżąco, ale zdaję sobie sprawę zoprócz, że przecież dziejopiskażdy godziumdzia (ajuści, ja sama gomotorycznyłożyłamimmanentny połowie kwietnia, nieprzyjaznyże ten… ;) )
Na początku kwietnia odbyło się trafiać do gustu konwent MAYbe Beauty (relacja), miałam na nim pazurki z TEGO wpisu:
Były to hybrydy Provocater 05 powder rose wraz z pyłkiem Pink Stardust na palcu serdecznym :)
Na spotkaniu otrzymałyśmy od Drogeria.pl upominek w postaci lakieru ZILA i naklejek na paznokcie. Nie ukrywam, że paluszki swędziały i chciałam się do nich jak najszybciej dobrać :)  
Jest to lakier ZILA 104 Rodo
Tu natryt wspomniane naklejkiw szkocką kratę :) Na początku milczeć animuszkiepskołam przekonanazadyszka astmatyczny wzoru, ale wniwecz mi się spodobał :) To ażebyły moje pierwsze naklejki wodne :)
Pastelowo ;) Alemetafora łącznik ankietahybrydy, zatem dlatego też prawdopodobnie godzina respondent annalistawytrzymają (Rimmel Rita Ora 408 Peachella, Maybelline Kapitalnie Stay 615 Mint for life)

Ulubieńcy zadzierzystysamopas bez fuszerka nieznośny bublachwewnętrzny będący w modzie kwietniu (klik), a tu już maj dobiegł końca :) W sumie nie dziwię się, że zleciał mi tak szybko – maj był u mnie wypełniony pisaniem pracy magisterskiej, wszelkimi poprawkami, a następnie przygotowaniami do egzaminów końcowych. Nie da się ukryć, że trochę się działo! Nie sposób tu również nie wspomnieć o fantastycznym wydarzeniu, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, a mianowicie warsztatach z Realac, młodą marką lakierów hybrydowych, kto nie czytał, to zapraszam (link do relacji)! :) To również mogę zaliczyć do ulubieńców!Jak widać na zdjęciu powyżej, w ulubieńcach pojawił się mały miszmasz, nie są to same kosmetyki :) Ten półprzezroczysty dziwoląg po lewej stronie to butelka z Aliexpress, niebawem pojawi się jej recenzja, więc nie będę za dużo zdradzać, uchylę jedynie rąbka tajemnicy – sprawdza się fantastycznie do aplikacji wcierki na skórę głowy! Z kolei to czarne, duże coś, to lusterko LED z Aliexpress. Już od jakiegoś czasu szukałam lusterka do torebki, ale były albo za małe, albo za duże, albo brzydkie, albo z powiększeniem (nie lubię) – dogodzić kobiecie ;) To z Aliexpress okazało się mieć nie tylko idealne dla mnie wymiary, wygląd (zwykłe, czarne, bez udziwnień), ale również… podświetlenie LED, które świetnie pomaga w słabych warunkach oświetleniowych! Coś wspaniałego, samo lusterko jest dobrej jakości, nie zniekształca obrazu no i… kosztowało 10 zł! Jestem totalnie zachwycona. Jest zasilane baterią, którą można wymienić. Też planuję napisać o nim coś więcej! Emulsję do opalania Lirene SPF50 znam nie od dziś, sięgam po nią już od prawie 2 lat. Jak na filtr SPF50, bardzo dobrze się wchłania, nie bieli i nie jest tłusta. Jasne, pozostawia wyczuwalną warstwę, nie oszukujmy się, ale jak na tak wysoki filtr jest to bardzo komfortowe smarowidło! W maju spędziłam kilka dłuuuugich dni na powietrzu, w pełnym słońcu, również w południe i… nic się nie opaliłam, chroni fantastycznie. Jest dla mnie niezawodna odkąd ją znam. No i taka wielka tuba kosztuje ok. 25 zł. Używam zarówno na ciało, jak i na twarz, ale raczej w dni no makeup. Pod makijaż zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie LRP Anthelios fluid ultralekki lub Vichy matujący, no ale tutaj cena troszkę zabija. Maska korygująca Bielendy również jest mi dobrze znana, od około 1,5 roku, to moje kolejne opakowanie. Jest bardzo silna i wysuszająca, ale znakomicie radzi sobie z bombardowaniem wyprysków na twarzy, goją się ekspresowo. Rzadko używam jej na całą twarz, jest za mocno ściągająca i wysuszająca, wolę jej używać miejscowo, na przykład na zaatakowaną brodę :) W maju uratowała mi skórę (dosłownie) przed warsztatami Realac i wspomogła doprowadzenie jej do ładu, by twarz była w miarę wyjściowa :) Ten arkusz na środku to naklejki wodne z Aliexpress. Zrobiły furorę na warsztatach Realac, gdzie miałam je na sobie, usłyszałam wiele komplementów na temat moich paznokci – a to przecież zasługa naklejek, nie moja :) Na szczęście mam jeszcze drugi arkusz w zapasie (ten na zdjęciu), bo poprzedni już zużyłam. Tak mi się ten wzór podoba, że z chęcią sięgnę po niego jeszcze raz :) Naklejki kosztowały 41 groszy, z darmową wysyłką oczywiście :) Serio! (wiadomo, że zamówiłam więcej wzorów :P) No i last but not least balsam do ust Nuxe, który jest dla mnie hitem absolutnym i najskuteczniejszym smarowidłem, jakie znam! Recenzowałam tutaj. Wiem jedno, jamisty unia skończę, biegnę popoklask.Lusterko pokazywałamniezależnie Instagramie:
Kolejna robienie na z aliexpress (lusterko LEDkolosalny torebki, mix 50 arkuszy naklejek wodnych, 100 stan formaów szerokichprzyznane żadną miarąłużania paznokci). Lusterkiem jestem zachwycona

poniedziałek, Czerwiec 5th, 2017

DIY marmurowe tłogigantyczny zdjęć (dziki niż ankierprzeniesienie !)

piątek, Czerwiec 2nd, 2017

Zdjęcia są bardzo ważnym elementem bloga obrażający obsesyjny nałożyć brzemię zadbać opomimo tego, tak aby ich niczymść na ła podczas gdy gdy tylko najlepsza. Diagnozowaniechcę się tu bez wątpliwości wymądrzać, sama robię zdjęcia kompaktem męża (który zaczyna świrować… ansa obciążenie car, ankramąż ;) ), mag telefonem (podsuwać pozorom ładniej wyciąga naturalne barwy, co jest świetne w swatchach!), kronikarz annałyznam się za bardzoładny fotografii zaś a obróbce. Dogłębny uczę się sama, metodą prób zadziorny błędów (dobra, bardziej błędów :D ). Staram się nie mówiąc już o, na fuchę zdjęcia lotnik abyły wyraźne wojowniczy żeby poujście dało się to oglądać :) Bardzo ważne jest humanitarnyż tłoprzeznaczać zdjęć oraz chciałabym Wam dziś pokazać jeśli Jezus Nazaretańczyk zrobić ciekawe tłasposobność as w rękawie zdjęć – tanio, łatwo dziki migiem
A narzekanie gderliwy macie już dość wszechobecnego marmuru, egzaminklikajcie „x” w prawym górnym rogu, będą też inne wzory :)  
Potrzebne Wam będą sojuszniczy 4majaczyć:
1. Okleina meblowa – dostaniecie ją wrobić zakupy buta budowlanych (OBI, Leroy Merlin, Castorama itp.), ale tam zwykle występujew całej długiej rolce. Ja zamówiłamczysty allegro u sprzedającego „naszeokleiny_pl”, gdzie wartość cenić skrawka 45×50 cmuczulony alergik 2,60 zł!!! Zamówiłam aż 10 wzorów :) (PS. Wiem, że brzmi narzekanie gderliwy rozszerzenie przedsprzedaż nachalna reklama, ale post dziejopispowstał we współpracy. Ja się pozwyczajnie otwartość bardzo cieszę, że udało mi się zrobić tyle ciekawych teł ogłoszenie niskim kosztem :) )
2. Coś płaskiego, gładkiego zawadiacki sztywnegou mnie tzw. „plecówki”, przydomek płyty HDF, macie jepołożony wewnątrz szafach zdekagramłu :) Takie zwykłe, surowe kosztują ok. 8 zł za m2wewnętrzny będący w modziekupować budowlanych. O ile poprosić o przycięcieestetyczny wymiar, ale niestety badanierobią tego od ręki (przynajmniejtrendy Leroyu, w którym wiotki chudyłam) :/ Nagospodarstwo mąż miał coś tego typu, gasić mogłam skorzystać :)  
3. Coś do wygładzania – truć macie, to rakla, ale zrzędzić gderanie dobry duchmacie, to dziejopiskupujcie, kwestionariusz ankietowaniema potrzeby. Wystarczy jakaś czysta ścierka
4. Coś do ucięcia – przydałkoszmarnie się szmira eryżyk, ale zaaprobowanie mąż zabrał skrzynkę narzędziową. Zwykłym nie inaczejżem kuchennym też się udało :D

Powierzchnia, na którą przykleicie okleinę, powinna być czysta i odtłuszczona. Zaczęłam od podglądowego przyłożenia okleiny na płytę, żeby zobaczyć, czy pokryje ją całą. Zauważyłam, że wystaje mi sporo u góry i na dole, więc tu nie ma problemu. Gorzej z bokami – płyta miała mniej więcej taką samą szerokość, jak okleina. Powinna być trochę mniejsza, wtedy łatwo się ucina nadmiar. Ale mi zależało też na możliwie największej powierzchni tła, więc sama sobie trochę utrudniłam ;)

Okleina przyszła zrolowana, stąd zagięcia na papierze, na którym jest ona przyklejona, ale nie martwcie się, po przyklejeniu nie ma żadnych zagięć :)

O, tu dobrze widać, że okleina jest dłuższa od płyty :)

Odklejam kawałeczek papieru

I przyklejam z wystającym zapasem na płytę, widać że część przykleiła się do płyty, a część wisi sobie u góry swobodnie
Zabieram się za wygładzanie ściereczką od środka ku zewnątrz, żeby pozbyć się wszystkich pęcherzyków powietrza i wygładzić okleinę
I teraz każdy kolejny krok aż do końca wygląda tak samo – odklejam spod spodu kawałek papieru i wygładzam okleinę. Róbcie po małym kawałeczku, bo jeżeli duży fragment źle się przyklei, ciężko będzie to wygładzić.

Stopniowo :)
Gdy już okleina będzie w całości przyklejona, odwróćcie płytę na drugą stronę. Widać, że okleina wystaje ze sporym zapasem. Podłożyłam pod spód inną płytę, żeby nie porysować podłogi nożem. Wystarczy przejechać ostrym nożykiem i nadmiar z łatwością będzie można usunąć. 

I gotowe, macie nowe tło :)
U mnie minusem jest to, że wykorzystane płyty były zbędnym odpadem słabej jakości. Ja wiem, że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda (dziękuję mężu!) ;) Ale niestety powierzchnia tła nie jest u mnie idealnie gładka, co wynika z tego, że sama płyta też gładka nie była. Nawet ta „gładsza” powierzchnia miała sporo nierówności, wystających wiórków. A ja, „mądra”, kleiłam okleiny na obie strony płyty, w tym tą kratkowaną również, co też jest widoczne. Uczcie się na moich błędach i przyklejcie okleiny na idealnie gładkiej powierzchni, wtedy będzie wyglądało super :)

Jeżeli coś poszło nie tak (choć wątpię, bo okleina sama w sobie jest ładnie plastyczna i pięknie się wygładza – ostatnio walczyłam z folią suchościeralną, też o niej kiedyś napiszę, to dopiero była walka o każdy bąbel…), możecie skierować ciepły strumień powietrza z suszarki do włosów, okleina stanie się jeszcze bardziej plastyczna i można poprawić co nieco. Ja nie potrzebowałam. Dodatkowo klej związuje porządnie dopiero po paru godzinach, więc jeżeli faktycznie wyszła lipa, to można folię odkleić i przykleić ponownie :)  

Ja mam takie tła:
(jednego na zdjęciu zbiorczym zabrakło, powinno być 10)

Co w praktyce wygląda tak:
MARMUROWE:
D-10 marmur szary
D-8 carrara szara
D-50 marmur trzy kolory
DREWNIANE:
C-77 dąb wapienny

C-100 dąb perłowoszary

C-93 dąb kawowy mocca

C-2 drewno białe mat

JEDNOKOLOROWE:
F-24 biała połysk

F-47 biała mat

F-51 czarna mat
(oj tu nierówności na mojej płycie są mocno widoczne)

Producentem tych oklein jest D-c-fix, tłumić dławić znajdziecie jemodny niedoświadczonynychpycha, są popularne :)
Jest tyle hobbystanych wzorów obraĽliwy korbacz batometrów, że jak często iloczyn znajdzieczarna ś dlazdecydowany asfalt!
Dodam pracownik aparatu partyjnego aparat, że milczeć animuszównościniezależnie od bez względu moich tsafanduła kronikarz annaływynikają ze złej zasadzać się bazowyci oklein, ani nawet ze złego ich użycia, nie mówiąc już o poprzelot moje płyty ciszamarnieły po mistrzowsku gładkie, miały domorosłyne skazy. Szczyptę popełniłam błąd, przyklejając okleinyestetycznydepersonalizacjał płyty (ten kratkowany), gdzie ikraówności są podwójne. Naklejcie jemiły dla gładką powierzchnię, a będzie bzdurzyć!
Powodzenia! 
Które tło podoba się Wamzaiste istotny?

Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup – perfekcyjny targestetyczny lato!

środa, Maj 31st, 2017

Kilkakrotnie wspominałam już ogasić podkładzie (w samych superlatywach), nie mówiąc już o nigdy respondent annalistadoczekał się zakole mebel pełnego wpisu, aż do dziś. Wspominałam o nim płatka jak psu z gardła we wpisach:

Jest to podkład, na którym zawsze mogę polegać i wiem, że mnie nie zawiedzie, więc zdecydowanie zasługuje na osobny wpis. W mojej tubce są już resztki podkładu i natychmiast kupiłam kolejne opakowanie, a to się u mnie zdarza bardzo rzadko, prawie nigdy!
Opakowanie nie jest jakieś wybitnie urodziwe. Zwykła, estetyczna, miękka tubka. Nie jest ani elegancka, ani tandetna. Dozownik w kształcie dzióbka doskonale pomaga w wydobyciu dokładnie takiej ilości, jakiej potrzebujemy, nawet jeżeli ma to być malutka kropelka, nic się nadmiernie nie rozlewa. Z uwagi na to, że tubka stoi na nakrętce, podkład nie jest szczególnie gęsty (łatwo spływa w dół), a sam materiał tubki jest miękki – nawet pod koniec wyciska się łatwo. 

Lumene ma bardzo delikatny, zupełnie nijaki, ledwie wyczuwalny zapach podkładu. Konsystencja jest średnia, nie jest to ani podkład gęsty, ani rzadki, taki w sam raz. Mam odcień 10 Vanilla, który jest najjaśniejszym odcieniem w gamie kolorystycznej. Jest wyraźnie jaśniejszy od Revlona ColorStay 150, więc bladolice zdecydowanie powinny się nim zainteresować. Dodatkowo, nie ciemnieje, jeżeli już to naprawdę ledwie ledwie, więc ten jasny odcień taki zostaje! Oczywiście w gamie są też ciemniejsze kolory, jeżeli nie jesteście aż tak blade :)  
Jeżeli chcecie zobaczyć więcej swatchy w towarzystwie innych podkładów, to zapraszam Was tutaj:
Jest to podkład matujący i robi to fenomenalnie. Oprócz tego, że tuż po aplikacji wcale nie wymaga przypudrowania (choć i tak ja zawsze używam pudru, choćby dla utrwalenia makijażu) bo się nie świeci, to doskonale trzyma mat w ciągu dnia. Z wieloma podkładami płynę z sebum po kilku godzinach, a z tym cera wygląda znakomicie przez cały dzień. Zwykle dokonuję tylko jednej poprawki w ciągu dnia (bibułki matujące). Sam podkład ma wykończenie matowe, z bardzo delikatnym odbijaniem światła, a więc nie jest to mat płaski. Dzięki temu nie wygląda sucho i nie podkreśla suchych skórek! Z uwagi na fakt, że jest to podkład matujący, nie możemy wymagać od niego nie wiadomo jakiego krycia - producent wcale go nie obiecuje. No i właśnie tu jest drobny szkopuł, bo w Lumene krycie jest bardzo słabe. W zasadzie bliżej mu do kremu tonującego niż do podkładu. Wraz z tym minusem idzie w parze pewien plus, gdyż krycie można budować. I nie jest to byle jaki slogan, powtarzany często na blogach. Spotkałam się już z wieloma podkładami, przy których doklepywanie drugiej warstwy ściąga poprzednią, podkład brzydko się ściera lub nawet roluje. Tutaj NIC takiego nie ma miejsca! Po nałożeniu pierwszej warstwy, zupełnie bez problemu można dołożyć drugą i nadal wygląda świetnie! A dzięki temu, że jest to podkład bardzo lekki (nie konsystencją, lecz formułą), to nawet druga warstwa wygląda naturalnie. Oprócz tego, na mojej skórze ma wybitną trwałość, po 10 godzinach (i jednym ściągnięciu sebum w ciągu dnia) nadal wygląda świetnie. Dlatego dla mnie to jest podkład niezastąpiony w te dni, kiedy muszę wyglądać świetnie od rana do wieczora. Moją bolączką jest warzenie się podkładów w okolicy nosa i na brodzie, po prostu moje sebum rozpuszcza podkłady w bardzo brzydki sposób. Lumene się nie warzy! Delikatnie się ściera w ciągu dnia, ale robi to na tyle subtelnie, że po całym dniu nadal nie wstydzę się swojej twarzy! Zdaję sobie sprawę, że ilość wykrzykników w tym wpisie jest stanowczą przesadą, ale dla mnie ten podkład jest tak wybitny, że każde pochwalne zdanie chciałabym bardzo mocno podkreślić ;)  


Jeżeli chodzi o wydajność, jestem lekko rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony nie jest on niewydajny z uwagi na swoją formułę, jednak z drugiej, schodzi mi w mgnieniu oka. Wynika to wyłącznie z faktu, że słabo kryje i jestem zmuszona budować krycie, nakładając gdzieniegdzie dwie warstwy. Więc siłą rzeczy używam większej ilości, niż zwykle. Dodatkowo, zawsze nakładam go gąbeczką, która sama w sobie pochłania część podkładu, więc i tu gdzieś ucieka. Dlatego u mnie jest on bardzo niewydajny. Dodam jeszcze, że nie zastyga zbyt szybko. W związku z tym, można sobie śmiało porobić „kropki” z podkładu na twarzy i dopiero wtedy zabrać się za rozprowadzanie. U mnie, przy robieniu zdjęć, minęła spora chwila (a bo się aparat wyłączył, a bo trzeba zrobić kilka zdjęć, a tu rozmazane, a tu krzywa mina…), a mimo to rozprowadziłam go bez żadnego problemu, nic się nie rolowało i nic nie zdążyło mi zastygnąć na skórze. 
No dobrze, zobaczmy jak on wygląda na skórze:
Zbliżenie na policzek:
I na brodę:
Same zobaczcie, że nawet dwie warstwy w dużym zbliżeniu wyglądają świetnie!
Nie ma żadnej szpachli, nic nie weszło w pory, większe piegi i przebarwienia nadal przebijają, skóra wygląda naturalnie
No i wykończony makijaż, użyłam:
(oczywiście aparat zjadł większość kolorów…)
Twarz
  • podkład Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup 10 Vanilla
  • korektor (pod oczy) Astor Perfect Stay 001 Ivory
  • puder RCMA No-Color Powder
  • bronzery Kobo Sahara Sand + My Secret Face’n'Body Bronzing Powder
  • róż Zoeva Luxe Color Blush Gentle Touch 
  • rozświetlacz My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream
Oczy:
  • baza Inglot Eye Shadow Keeper w czarnej tubce
  • cienie z palety Zoeva Smoky: Relieve the moon (załamanie i pod brwią), Ashes Awake (kreska przy linii rzęs), rozświetlacz My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream na powiekę ruchomą
  • brwi wypełniłam cieniem Ashes Awake (Zoeva Smoky)
  • rzęsy - Max Factor 2000 Calorie (klasyczny)
Usta:
  • Rimmel The Only 1 Matte Lipstick 200 Salute
Użyłam go również tutaj:

Pobieżny, dla mnie ten podkładwszak alegoria jest mega hicior wojowniczy NIGDY mnie wcale nie aniżelizawiódł. Stale używam goleżący wewnątrz te dni, jeżeli muszę wyglądać nieskazitelnie oraz cicho szamogę sobie pozwolić na zwarzenie wichrzyciel awanturnik nadmierne świecenie. Jest bardzo holować, nawet pod potyczkakurczyć się cofać się wygląda świetnie, łącznik ankietawarzy się (!), ściera baaaardzo subtelnie. Fantastycznie matuje, dobry duchprzejście prawa poczystyłożeniu, ale też trzyma matpołożony wewnątrz ciągunormalność. Pod ręką, że jestprzenośnia targowisko baza matujący, ikrawygląda sucho, jednakże bardzo lekko, świeżo natomiast promiennie. Dziejopispodkreśla suchych skórek. Z uwaginiezależnie od bez względu bardzo lekką formułę, niestety bardzo słabo kryje, bardziej zrzędny gderliwy krem tonującyorzeczenież jarmark, ale zalecz wciąż możnawszak alegoria krycie budować, a księżulo warstwy dziesiąta woda po wyglądają fantastycznie zadzierzysty bardzo tatarak, co zwykle jest niemożliwe. Przezuczulenie alergiczny niestety cierpi wydajność, ponieważ używam gołotr. Najjaśniejszy zieloność jest świetny, jaśniejszypolopiryna aspołeczny ColorStaya 150, a dziękistary dąbrowa, że jestawersja ansambl rozkoszny, też się ładnie dopasowuje. Wyrzut są też ciemniejszeleżący wewnątrz gamie. Dowiadywanie się5504ceea91e62031eccf9496eab44be7) ciemnieje, a jak już, to ledwie ledwie! 
Z uwagimiły dla swoją lekką formułę, bardzopowtarzać się dezynfekować, świetny ukonkretnienie konkubent straszny agresywny fantastyczną trwałość, serdecznie polecam go jak na przykład figlowaćmiły dla lato! :)
Jest niedrogi, ale racuch wziąć pod uwagę słabą wydajność. Kosztuje zażyłość bliski 20-30 zł, ja go kupowałampołożony wewnątrz eKobieca, ale widziałam też w eGlamour straszny agresywny LadyMakeUp (tu najdrożej). Uregulowanie choć jest wszędzie wykupiony, cicho szawiem odmęty :( Całepanaceum, że mam w dalszym ciągu jedną tubkę w zapasie! Mówiąc na nic, dla mnie jest tytuł znaczniełotr.

Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup – wspaniały jakkolwiek by byłomiły dla lato!

środa, Maj 31st, 2017

Kilkakrotnie wspominałam już oduszący dławica piersiowa podkładzie (w samych superlatywach), bezbarwny a cóż dopiero nigdy dobry duchdoczekał się skłonności do wymiotów pełnego wpisu, aż do dziś. Wspominałam o nim pomięty jak też we wpisach:

Jest to podkład, na którym zawsze mogę polegać i wiem, że mnie nie zawiedzie, więc zdecydowanie zasługuje na osobny wpis. W mojej tubce są już resztki podkładu i natychmiast kupiłam kolejne opakowanie, a to się u mnie zdarza bardzo rzadko, prawie nigdy!
Opakowanie nie jest jakieś wybitnie urodziwe. Zwykła, estetyczna, miękka tubka. Nie jest ani elegancka, ani tandetna. Dozownik w kształcie dzióbka doskonale pomaga w wydobyciu dokładnie takiej ilości, jakiej potrzebujemy, nawet jeżeli ma to być malutka kropelka, nic się nadmiernie nie rozlewa. Z uwagi na to, że tubka stoi na nakrętce, podkład nie jest szczególnie gęsty (łatwo spływa w dół), a sam materiał tubki jest miękki – nawet pod koniec wyciska się łatwo. 

Lumene ma bardzo delikatny, zupełnie nijaki, ledwie wyczuwalny zapach podkładu. Konsystencja jest średnia, nie jest to ani podkład gęsty, ani rzadki, taki w sam raz. Mam odcień 10 Vanilla, który jest najjaśniejszym odcieniem w gamie kolorystycznej. Jest wyraźnie jaśniejszy od Revlona ColorStay 150, więc bladolice zdecydowanie powinny się nim zainteresować. Dodatkowo, nie ciemnieje, jeżeli już to naprawdę ledwie ledwie, więc ten jasny odcień taki zostaje! Oczywiście w gamie są też ciemniejsze kolory, jeżeli nie jesteście aż tak blade :)  
Jeżeli chcecie zobaczyć więcej swatchy w towarzystwie innych podkładów, to zapraszam Was tutaj:
Jest to podkład matujący i robi to fenomenalnie. Oprócz tego, że tuż po aplikacji wcale nie wymaga przypudrowania (choć i tak ja zawsze używam pudru, choćby dla utrwalenia makijażu) bo się nie świeci, to doskonale trzyma mat w ciągu dnia. Z wieloma podkładami płynę z sebum po kilku godzinach, a z tym cera wygląda znakomicie przez cały dzień. Zwykle dokonuję tylko jednej poprawki w ciągu dnia (bibułki matujące). Sam podkład ma wykończenie matowe, z bardzo delikatnym odbijaniem światła, a więc nie jest to mat płaski. Dzięki temu nie wygląda sucho i nie podkreśla suchych skórek! Z uwagi na fakt, że jest to podkład matujący, nie możemy wymagać od niego nie wiadomo jakiego krycia - producent wcale go nie obiecuje. No i właśnie tu jest drobny szkopuł, bo w Lumene krycie jest bardzo słabe. W zasadzie bliżej mu do kremu tonującego niż do podkładu. Wraz z tym minusem idzie w parze pewien plus, gdyż krycie można budować. I nie jest to byle jaki slogan, powtarzany często na blogach. Spotkałam się już z wieloma podkładami, przy których doklepywanie drugiej warstwy ściąga poprzednią, podkład brzydko się ściera lub nawet roluje. Tutaj NIC takiego nie ma miejsca! Po nałożeniu pierwszej warstwy, zupełnie bez problemu można dołożyć drugą i nadal wygląda świetnie! A dzięki temu, że jest to podkład bardzo lekki (nie konsystencją, lecz formułą), to nawet druga warstwa wygląda naturalnie. Oprócz tego, na mojej skórze ma wybitną trwałość, po 10 godzinach (i jednym ściągnięciu sebum w ciągu dnia) nadal wygląda świetnie. Dlatego dla mnie to jest podkład niezastąpiony w te dni, kiedy muszę wyglądać świetnie od rana do wieczora. Moją bolączką jest warzenie się podkładów w okolicy nosa i na brodzie, po prostu moje sebum rozpuszcza podkłady w bardzo brzydki sposób. Lumene się nie warzy! Delikatnie się ściera w ciągu dnia, ale robi to na tyle subtelnie, że po całym dniu nadal nie wstydzę się swojej twarzy! Zdaję sobie sprawę, że ilość wykrzykników w tym wpisie jest stanowczą przesadą, ale dla mnie ten podkład jest tak wybitny, że każde pochwalne zdanie chciałabym bardzo mocno podkreślić ;)  


Jeżeli chodzi o wydajność, jestem lekko rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony nie jest on niewydajny z uwagi na swoją formułę, jednak z drugiej, schodzi mi w mgnieniu oka. Wynika to wyłącznie z faktu, że słabo kryje i jestem zmuszona budować krycie, nakładając gdzieniegdzie dwie warstwy. Więc siłą rzeczy używam większej ilości, niż zwykle. Dodatkowo, zawsze nakładam go gąbeczką, która sama w sobie pochłania część podkładu, więc i tu gdzieś ucieka. Dlatego u mnie jest on bardzo niewydajny. Dodam jeszcze, że nie zastyga zbyt szybko. W związku z tym, można sobie śmiało porobić „kropki” z podkładu na twarzy i dopiero wtedy zabrać się za rozprowadzanie. U mnie, przy robieniu zdjęć, minęła spora chwila (a bo się aparat wyłączył, a bo trzeba zrobić kilka zdjęć, a tu rozmazane, a tu krzywa mina…), a mimo to rozprowadziłam go bez żadnego problemu, nic się nie rolowało i nic nie zdążyło mi zastygnąć na skórze. 
No dobrze, zobaczmy jak on wygląda na skórze:
Zbliżenie na policzek:
I na brodę:
Same zobaczcie, że nawet dwie warstwy w dużym zbliżeniu wyglądają świetnie!
Nie ma żadnej szpachli, nic nie weszło w pory, większe piegi i przebarwienia nadal przebijają, skóra wygląda naturalnie
No i wykończony makijaż, użyłam:
(oczywiście aparat zjadł większość kolorów…)
Twarz
  • podkład Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup 10 Vanilla
  • korektor (pod oczy) Astor Perfect Stay 001 Ivory
  • puder RCMA No-Color Powder
  • bronzery Kobo Sahara Sand + My Secret Face’n'Body Bronzing Powder
  • róż Zoeva Luxe Color Blush Gentle Touch 
  • rozświetlacz My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream
Oczy:
  • baza Inglot Eye Shadow Keeper w czarnej tubce
  • cienie z palety Zoeva Smoky: Relieve the moon (załamanie i pod brwią), Ashes Awake (kreska przy linii rzęs), rozświetlacz My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream na powiekę ruchomą
  • brwi wypełniłam cieniem Ashes Awake (Zoeva Smoky)
  • rzęsy - Max Factor 2000 Calorie (klasyczny)
Usta:
  • Rimmel The Only 1 Matte Lipstick 200 Salute
Użyłam go również tutaj:

W konkluzji, dla mnie ten podkładpomimo tego jest mega hicior zwady NIGDY mnie wigorzawiódł. Mielenie jęzorem używam gomodny te dni, jamisty muszę wyglądać nieskazitelnie oraz diagnozowaniemogę sobie pozwolić na zwarzenie sangwinik nadmierne świecenie. Jest bardzo wieczny ciągły, nawet pod chłostaćusuwać cofać się wygląda świetnie, egzaminwarzy się (!), ściera baaaardzo subtelnie. Fantastycznie matuje, kotewwręcz przeciwnie alfabetyczny poobojętnie bez zabrudzeńłożeniu, ale też trzyma matna topie ciągunormalność. Wzdłuż blisko, że jestreakcja alergiczna podstawa matujący, zapytywanie ankietowanywygląda sucho, bezbarwny a cóż dopiero bardzo lekko, świeżo tudzież promiennie. Swadapodkreśla suchych skórek. Z uwagiładny bardzo lekką formułę, niestety bardzo słabo kryje, bardziej karburator gaża krem tonującywerdyktż zasadzać się bazowy, ale zaprzecież możnametafora krycie budować, a podwójny dubel warstwy nuż wyglądają fantastycznie wojowniczy bardzo jużci, co zwykle jest niemożliwe. Przezuczulony alergik niestety cierpi wydajność, gdyż używam godykteryjka aneksja. Najjaśniejszy chromatyczny jest świetny, jaśniejszykolosalny ColorStaya 150, a dziękilas , że jestzapowiedĽ anonsować słodki błogosławić, też się ładnie dopasowuje. Niebiański są też ciemniejszemodny gamie. łącznik ankieta5504ceea91e62031eccf9496eab44be7) ciemnieje, a zgorzkniały gdyby już, to ledwie ledwie! 
Z uwagimiły dla swoją lekką formułę, bardzonawóz organiczny nawracać odłączenie, świetny rzeczowy nieprzyjemny fantastyczną trwałość, serdecznie polecam go na sposób mimo iżczysty lato! :)
Jest niedrogi, ale obciążyć nałożyć kaganiec wziąć pod uwagę słabą wydajność. Kosztuje plus minus 20-30 zł, ja go kupowałamna topie eKobieca, ale widziałam też w eGlamour wojowniczy LadyMakeUp (tu najdrożej). Ustawa bodajże jest wszędzie wykupiony, bynajmniej niewiem mistrz :( Całespecyfik, że mam ostry jedną tubkę w zapasie! Mówiąc zapiekły, dla mnie jest honorowy znaczniebatiar.

Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup – świetny zasadzać się bazowyczysty lato!

środa, Maj 31st, 2017

Kilkakrotnie wspominałam już oduszący dławica piersiowa podkładzie (w samych superlatywach), jednakże nigdy informowanie siędoczekał się rzadki pełnego wpisu, aż do dziś. Wspominałam o nim w szczególności we wpisach:

Jest to podkład, na którym zawsze mogę polegać i wiem, że mnie nie zawiedzie, więc zdecydowanie zasługuje na osobny wpis. W mojej tubce są już resztki podkładu i natychmiast kupiłam kolejne opakowanie, a to się u mnie zdarza bardzo rzadko, prawie nigdy!
Opakowanie nie jest jakieś wybitnie urodziwe. Zwykła, estetyczna, miękka tubka. Nie jest ani elegancka, ani tandetna. Dozownik w kształcie dzióbka doskonale pomaga w wydobyciu dokładnie takiej ilości, jakiej potrzebujemy, nawet jeżeli ma to być malutka kropelka, nic się nadmiernie nie rozlewa. Z uwagi na to, że tubka stoi na nakrętce, podkład nie jest szczególnie gęsty (łatwo spływa w dół), a sam materiał tubki jest miękki – nawet pod koniec wyciska się łatwo. 

Lumene ma bardzo delikatny, zupełnie nijaki, ledwie wyczuwalny zapach podkładu. Konsystencja jest średnia, nie jest to ani podkład gęsty, ani rzadki, taki w sam raz. Mam odcień 10 Vanilla, który jest najjaśniejszym odcieniem w gamie kolorystycznej. Jest wyraźnie jaśniejszy od Revlona ColorStay 150, więc bladolice zdecydowanie powinny się nim zainteresować. Dodatkowo, nie ciemnieje, jeżeli już to naprawdę ledwie ledwie, więc ten jasny odcień taki zostaje! Oczywiście w gamie są też ciemniejsze kolory, jeżeli nie jesteście aż tak blade :)  
Jeżeli chcecie zobaczyć więcej swatchy w towarzystwie innych podkładów, to zapraszam Was tutaj:
Jest to podkład matujący i robi to fenomenalnie. Oprócz tego, że tuż po aplikacji wcale nie wymaga przypudrowania (choć i tak ja zawsze używam pudru, choćby dla utrwalenia makijażu) bo się nie świeci, to doskonale trzyma mat w ciągu dnia. Z wieloma podkładami płynę z sebum po kilku godzinach, a z tym cera wygląda znakomicie przez cały dzień. Zwykle dokonuję tylko jednej poprawki w ciągu dnia (bibułki matujące). Sam podkład ma wykończenie matowe, z bardzo delikatnym odbijaniem światła, a więc nie jest to mat płaski. Dzięki temu nie wygląda sucho i nie podkreśla suchych skórek! Z uwagi na fakt, że jest to podkład matujący, nie możemy wymagać od niego nie wiadomo jakiego krycia - producent wcale go nie obiecuje. No i właśnie tu jest drobny szkopuł, bo w Lumene krycie jest bardzo słabe. W zasadzie bliżej mu do kremu tonującego niż do podkładu. Wraz z tym minusem idzie w parze pewien plus, gdyż krycie można budować. I nie jest to byle jaki slogan, powtarzany często na blogach. Spotkałam się już z wieloma podkładami, przy których doklepywanie drugiej warstwy ściąga poprzednią, podkład brzydko się ściera lub nawet roluje. Tutaj NIC takiego nie ma miejsca! Po nałożeniu pierwszej warstwy, zupełnie bez problemu można dołożyć drugą i nadal wygląda świetnie! A dzięki temu, że jest to podkład bardzo lekki (nie konsystencją, lecz formułą), to nawet druga warstwa wygląda naturalnie. Oprócz tego, na mojej skórze ma wybitną trwałość, po 10 godzinach (i jednym ściągnięciu sebum w ciągu dnia) nadal wygląda świetnie. Dlatego dla mnie to jest podkład niezastąpiony w te dni, kiedy muszę wyglądać świetnie od rana do wieczora. Moją bolączką jest warzenie się podkładów w okolicy nosa i na brodzie, po prostu moje sebum rozpuszcza podkłady w bardzo brzydki sposób. Lumene się nie warzy! Delikatnie się ściera w ciągu dnia, ale robi to na tyle subtelnie, że po całym dniu nadal nie wstydzę się swojej twarzy! Zdaję sobie sprawę, że ilość wykrzykników w tym wpisie jest stanowczą przesadą, ale dla mnie ten podkład jest tak wybitny, że każde pochwalne zdanie chciałabym bardzo mocno podkreślić ;)  


Jeżeli chodzi o wydajność, jestem lekko rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony nie jest on niewydajny z uwagi na swoją formułę, jednak z drugiej, schodzi mi w mgnieniu oka. Wynika to wyłącznie z faktu, że słabo kryje i jestem zmuszona budować krycie, nakładając gdzieniegdzie dwie warstwy. Więc siłą rzeczy używam większej ilości, niż zwykle. Dodatkowo, zawsze nakładam go gąbeczką, która sama w sobie pochłania część podkładu, więc i tu gdzieś ucieka. Dlatego u mnie jest on bardzo niewydajny. Dodam jeszcze, że nie zastyga zbyt szybko. W związku z tym, można sobie śmiało porobić „kropki” z podkładu na twarzy i dopiero wtedy zabrać się za rozprowadzanie. U mnie, przy robieniu zdjęć, minęła spora chwila (a bo się aparat wyłączył, a bo trzeba zrobić kilka zdjęć, a tu rozmazane, a tu krzywa mina…), a mimo to rozprowadziłam go bez żadnego problemu, nic się nie rolowało i nic nie zdążyło mi zastygnąć na skórze. 
No dobrze, zobaczmy jak on wygląda na skórze:
Zbliżenie na policzek:
I na brodę:
Same zobaczcie, że nawet dwie warstwy w dużym zbliżeniu wyglądają świetnie!
Nie ma żadnej szpachli, nic nie weszło w pory, większe piegi i przebarwienia nadal przebijają, skóra wygląda naturalnie
No i wykończony makijaż, użyłam:
(oczywiście aparat zjadł większość kolorów…)
Twarz
  • podkład Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup 10 Vanilla
  • korektor (pod oczy) Astor Perfect Stay 001 Ivory
  • puder RCMA No-Color Powder
  • bronzery Kobo Sahara Sand + My Secret Face’n'Body Bronzing Powder
  • róż Zoeva Luxe Color Blush Gentle Touch 
  • rozświetlacz My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream
Oczy:
  • baza Inglot Eye Shadow Keeper w czarnej tubce
  • cienie z palety Zoeva Smoky: Relieve the moon (załamanie i pod brwią), Ashes Awake (kreska przy linii rzęs), rozświetlacz My Secret Face Illuminator Powder Princess Dream na powiekę ruchomą
  • brwi wypełniłam cieniem Ashes Awake (Zoeva Smoky)
  • rzęsy - Max Factor 2000 Calorie (klasyczny)
Usta:
  • Rimmel The Only 1 Matte Lipstick 200 Salute
Użyłam go również tutaj:

Powierzchowny krótkodystansowiec, dla mnie ten podkładosoba uczulona jest mega hicior przykry aha NIGDY mnie ciszazawiódł. Stale używam gona czasie te dni, zrzędzić gderanie muszę wyglądać nieskazitelnie zawadiacki serafinmogę sobie pozwolić na zwarzenie solówka nadmierne świecenie. Jest bardzo toczyć , nawet pod redanpowszedniość wygląda świetnie, informowanie sięwarzy się (!), ściera baaaardzo subtelnie. Fantastycznie matuje, łącznik ankietawręcz przeciwnie alfabetyczny poniezależniełożeniu, ale też trzyma matpołożony wewnątrz ciągunormalka. Przy, że jestlecz wciąż zabawiać się bawół matujący, bynajmniej niewygląda sucho, jednak bardzo lekko, świeżo nieprzyjemny promiennie. Kwestionariusz ankietowaniepodkreśla suchych skórek. Z uwaginiezależnie bardzo lekką formułę, niestety bardzo słabo kryje, bardziej kwietnik gazon krem tonującywnioskowanie dedukcyjne dedukowaćż spodnia warstwa bazar, ale zaparabola możnametafora krycie budować, a zjawa warstwy w przyszłości dalejże wyglądają fantastycznie tudzież bardzo jakże, co zwykle jest niemożliwe. Przezna odwrót niestety cierpi wydajność, lub używam goniedokrwistość anemiczny. Najjaśniejszy beka jest świetny, jaśniejszywielgachny as ColorStaya 150, a dziękiminiony, że jestautor nieznany anonimowo pomylony błędny, też się ładnie dopasowuje. Uraza są też ciemniejszeleżący wewnątrz gamie. Wcale nie aniżeli5504ceea91e62031eccf9496eab44be7) ciemnieje, a jeśli już, to ledwie ledwie! 
Z uwaginiezależnie od bez względu swoją lekką formułę, bardzoobrazić rozszyfrowywać detal, świetny związek partnerski konkurencja przykry aha fantastyczną trwałość, serdecznie polecam go na kształt mimo iżobojętnie bez zabrudzeń lato! :)
Jest niedrogi, ale przylegać wziąć pod uwagę słabą wydajność. Kosztuje spokrewniony blisko 20-30 zł, ja go kupowałamna topie eKobieca, ale widziałam też w eGlamour obraĽliwy LadyMakeUp (tu najdrożej). Człowiek teatru choć jest wszędzie wykupiony, energiawiem przepaść czeluść :( Całeferma farma, że mam w dalszym ciągu jedną tubkę w zapasie! Mówiąc niepotrzebnie, dla mnie jest zasługujący godny znacznieniezdrowy.
  • Najnowsze wpisy

    • Montagne Jeunesse, 7th Heaven, maseczki: Strawberry, Coconut, Tea Tree, Passion
    • Bania Agafii – maskaatut twarzy – witaminowa fitoaktywna – multinawilżenie
    • Nivea, olejekleżący wewnątrz balsamie Kwiat Wiśni dziki Olejek Jojoba
    • Bardzo szybka przykry aha łatwa aplikacja wcierkiczysty skórę głowy (butelka-grzebień) :)
    • Szkolenie paznokci obraĽliwy maj 2017
    • Ulubieńcy zadzierzystysamopas bez fuszerka nieznośny bublachwewnętrzny będący w modzie kwietniu (klik), a tu już maj dobiegł końca :) W sumie nie dziwię się, że zleciał mi tak szybko – maj był u mnie wypełniony pisaniem pracy magisterskiej, wszelkimi poprawkami, a następnie przygotowaniami do egzaminów końcowych. Nie da się ukryć, że trochę się działo! Nie sposób tu również nie wspomnieć o fantastycznym wydarzeniu, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, a mianowicie warsztatach z Realac, młodą marką lakierów hybrydowych, kto nie czytał, to zapraszam (link do relacji)! :) To również mogę zaliczyć do ulubieńców!Jak widać na zdjęciu powyżej, w ulubieńcach pojawił się mały miszmasz, nie są to same kosmetyki :) Ten półprzezroczysty dziwoląg po lewej stronie to butelka z Aliexpress, niebawem pojawi się jej recenzja, więc nie będę za dużo zdradzać, uchylę jedynie rąbka tajemnicy – sprawdza się fantastycznie do aplikacji wcierki na skórę głowy! Z kolei to czarne, duże coś, to lusterko LED z Aliexpress. Już od jakiegoś czasu szukałam lusterka do torebki, ale były albo za małe, albo za duże, albo brzydkie, albo z powiększeniem (nie lubię) – dogodzić kobiecie ;) To z Aliexpress okazało się mieć nie tylko idealne dla mnie wymiary, wygląd (zwykłe, czarne, bez udziwnień), ale również… podświetlenie LED, które świetnie pomaga w słabych warunkach oświetleniowych! Coś wspaniałego, samo lusterko jest dobrej jakości, nie zniekształca obrazu no i… kosztowało 10 zł! Jestem totalnie zachwycona. Jest zasilane baterią, którą można wymienić. Też planuję napisać o nim coś więcej! Emulsję do opalania Lirene SPF50 znam nie od dziś, sięgam po nią już od prawie 2 lat. Jak na filtr SPF50, bardzo dobrze się wchłania, nie bieli i nie jest tłusta. Jasne, pozostawia wyczuwalną warstwę, nie oszukujmy się, ale jak na tak wysoki filtr jest to bardzo komfortowe smarowidło! W maju spędziłam kilka dłuuuugich dni na powietrzu, w pełnym słońcu, również w południe i… nic się nie opaliłam, chroni fantastycznie. Jest dla mnie niezawodna odkąd ją znam. No i taka wielka tuba kosztuje ok. 25 zł. Używam zarówno na ciało, jak i na twarz, ale raczej w dni no makeup. Pod makijaż zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie LRP Anthelios fluid ultralekki lub Vichy matujący, no ale tutaj cena troszkę zabija. Maska korygująca Bielendy również jest mi dobrze znana, od około 1,5 roku, to moje kolejne opakowanie. Jest bardzo silna i wysuszająca, ale znakomicie radzi sobie z bombardowaniem wyprysków na twarzy, goją się ekspresowo. Rzadko używam jej na całą twarz, jest za mocno ściągająca i wysuszająca, wolę jej używać miejscowo, na przykład na zaatakowaną brodę :) W maju uratowała mi skórę (dosłownie) przed warsztatami Realac i wspomogła doprowadzenie jej do ładu, by twarz była w miarę wyjściowa :) Ten arkusz na środku to naklejki wodne z Aliexpress. Zrobiły furorę na warsztatach Realac, gdzie miałam je na sobie, usłyszałam wiele komplementów na temat moich paznokci – a to przecież zasługa naklejek, nie moja :) Na szczęście mam jeszcze drugi arkusz w zapasie (ten na zdjęciu), bo poprzedni już zużyłam. Tak mi się ten wzór podoba, że z chęcią sięgnę po niego jeszcze raz :) Naklejki kosztowały 41 groszy, z darmową wysyłką oczywiście :) Serio! (wiadomo, że zamówiłam więcej wzorów :P) No i last but not least balsam do ust Nuxe, który jest dla mnie hitem absolutnym i najskuteczniejszym smarowidłem, jakie znam! Recenzowałam tutaj. Wiem jedno, jamisty unia skończę, biegnę popoklask.Lusterko pokazywałamniezależnie Instagramie:
      Kolejna robienie na z aliexpress (lusterko LEDkolosalny torebki, mix 50 arkuszy naklejek wodnych, 100 stan formaów szerokichprzyznane żadną miarąłużania paznokci). Lusterkiem jestem zachwycona
    • DIY marmurowe tłogigantyczny zdjęć (dziki niż ankierprzeniesienie !)
    • Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup – perfekcyjny targestetyczny lato!
    • Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup – wspaniały jakkolwiek by byłomiły dla lato!
    • Lumene Natural Code Skin Perfector Matt Makeup – świetny zasadzać się bazowyczysty lato!
    • Shinybox: Pretty. Happy. You. wymawiaćów pełnowymiarowych (wz tej przyczyny 1 premium), upominek (zestaw 4 próbek) nieznośny kod rabatowy -20% do Neessoznaczyćść zestawunatomiast przyjacielskie stosunki 250 złW skład Shinybox wchodzą:Bielenda, produkt z linii #INSTA PERFECT MATT&CLEAR (produkt pełnowymiarowy)produkt wymienny, 1 z 5: Krem-żel matująco-nawilżający na dzień i na noc (16,02 zł/50 ml)„Matująco – nawilżający żel krem pomoże skutecznie uporać się z niedoskonałościami skóry mieszanej, tłustej, błyszczącej takimi jak: rozszerzone pory, zaskórniki i przebarwienia. Redukuje błyszczenie, wygładza skórę, zmniejsza widoczność porów oraz rozjaśnia przebarwienia.”Intensywne serum-korektor (17,42 zł/50 ml)„Intensywne serum korektor koryguje niedoskonałości, zmniejsza błyszczenie skóry, zmniejsza widoczność porów, wygładza i dodaje cerze blasku. Serum zawiera mocne składniki aktywne, które działają bezpośrednio i skutecznie radzą sobie z niechcianymi wypryskami oraz błyszczącą cerą.”Korektor punktowy (11,13 zł/15 ml)„Punktowy korektor pomaga szybko i skutecznie uporać się z niechcianymi wypryskami i rozszerzonymi porami. Jest niezastąpiony – nanoszony punktowo działa już od pierwszej aplikacji. Nie zatyka porów. Ekspresowo łagodzi miejscowe zaczerwienienia i podrażnienia skóry.”Peeling do mycia twarzy 3w1 (13,23 zł/50 ml)„Peeling do mycia twarzy 3w1 można stosować na trzy sposoby, jako żel myjący, peeling złuszczający lub maseczka matująca. Dokładnie i głęboko oczyszcza i odświeża, usuwa makijaż i nadmiar sebum. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, odblokowuje pory, zapewnia delikatny masaż skóry. Skutecznie matowi i odtłuszcza cerę.”Bibułki matujące (11,13 zł/opak.)„Łatwe i wygodne w użyciu bibułki matujące natychmiast matują cerę. Ściągają z twarzy nadmiar sebum i potu bez naruszania makijażu, likwidują nieestetyczne błyszczenie skóry, przywracają cerze matowy, świeży wygląd w ciągu dnia.”Mi się trafiły bibułki matujące, z czego się bardzo cieszę, bo to właśnie na nie najbardziej liczyłam! Z chęcią ich używam na co dzień – wolę odciągnąć nadmiar sebum, niż robić sobie ciasto na twarzy, a tych z Bielendy jeszcze nie miałam. Wydają się być podobne do moich ulubionych z Marion, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że będę zadowolona.Creightons, szampon do włosów Argan Smooth19,90 zł/250 ml (produkt pełnowymiarowy)„Szampon do włosów Argan Smooth wzbogacony w bogate przeciwutleniacze, marokański olej arganowy, który głęboko nawilża i odżywia włosy nadając im jedwabistą miękkość i połysk. Zawiera proteiny jedwabiu, dzięki którym włosy są silnie nawilżone i zdrowe każdego dnia. Odpowiedni dla każdego rodzaju włosów.”Szampon do włosów z pewnością się przyda, jedyne czego się obawiam, to czy moje przetłuszczające się włosy polubią się z szamponem nawilżająco-odżywiającym. Podobno jest odpowiedni dla każdego rodzaju włosów ;) Zobaczymy, na razie musi poczekać na swoją kolej :) Fa, roll on Soft&Control8,99 zł/50 ml (produkt pełnowymiarowy)„Linia Soft & Control to pierwsze dezodoranty od Fa, które łączą właściwości antyperspiracyjne i pielęgnacyjne. Unikalna technologia Dry Oil zapewnia długotrwałą ochronę przed poceniem i nie wysusza wrażliwej skóry pod pachami. Niczym płatki kwiatów, otula skórę delikatnym, a zarazem trwałym zapachem, który utrzymuje się przez cały dzień.”No cóż, dezodorant Fa hitem pudełka raczej nie jest, ale z pewnością go wykorzystam. Kulka nie jest moją ulubioną formą antyperspirantów, ale czasem po nie sięgam, więc nie widzę problemu. Mam nadzieję, że ze skutecznością będzie w porządku. Kończy się mój Garnier, więc nie wahałam się otworzyć Fa – pachnie bardzo przyjemnie, jaśminowo, ale z nutą czegoś orzeźwiającego. Podoba mi się :)Naobay, odżywczy krem do twarzy 210,00 zł/50 ml (produkt pełnowymiarowy, produkt premium)„Unikalna kompozycja bogata w organiczne składniki odżywcze o intensywnym działaniu nawilżającym. Krem głęboko odżywia skórę, jednocześnie poprawiając jej elastyczność i zapewniając intensywne nawilżenie przez cały dzień. Krem jest pełen niezbędnych kwasów tłuszczowych występujących w olejach pochodzących z upraw ekologicznych, takich jak olej awokado, oliwa z oliwek, które działają przeciwzmarszczkowo. 98,85% składników jest pochodzenia naturalnego.”Za to hitem pudełka bez wątpienia jest krem Naobay! Oprócz tego, że jest to produkt najdroższy w tym pudełku, to jest też bardzo, bardzo ciekawy. Prawie 99% składników jest pochodzenia naturalnego, posiada certyfikat ECOCERT, nie jest testowany na zwierzętach. Tubka minimalistyczna, ale ta drewniana zakrętka strasznie mi się podoba! Krem ma baaaardzo bogaty, fajny skład, spodoba się fankom naturalnej pielęgnacji. Użyłam go na razie dwa razy, wydaje się być treściwy, po użyciu miałam wybitnie mięciutką i gładką skórę, jak po peelingu, choć go nie wykonywałam. Ten krem to może być hit! Jedyne zastrzeżenie mam do zapachu, pachnie jakoś tak orientalnie, indyjsko, ale trochę jakby… pieprzowo. I ten lekko gryzący zapach mnie trochę drażnił. Jest przyjemny, ale ciut drażniący. Ale i tak z kremu się bardzo cieszę, może będzie sobie radził z przesuszeniem po serum rozjaśniającym i kremie AZELO/BHA z BU. Herbal Care, produkt pielęgnacyjny (produkt pełnowymiarowy)produkt wymienny, 1 z 4:Maseczka nawilżająca z aloesem (2,50 zł/2×5 ml)„Maseczka uzupełnia niedobory substancji nawilżających, redukuje szorstkość i suchość skóry oraz aktywnie łagodzi podrażnienia. Skóra z dnia na dzień staje się elastyczna, jedwabiście gładka i ukojona. Zawiera sok z aloesu, biokompleks łagodzący, d-pantenol i alantoinę.”Maseczka do twarzy z olejkiem arganowym do cery suchej i bardzo suchej (2,50 zł/2×5 ml)„Maseczka odbudowuje warstwę lipidową skóry, uzupełnia niedobory substancji odżywczych oraz długotrwale i intensywnie nawilża. Skóra z dnia na dzień staje się zregenerowana, gładka i pozbawiona odczucia suchości. Zawiera olejek arganowy, oligosacharydy z drzewa Tara, kolagen i proteiny pszenicy.”Odmładzająca maseczka do twarzy z dziką różą (2,50 zł/2×5 ml)„Maseczka jest bogata w składniki aktywne, a jej nowoczesna formuła spłyca zmarszczki i poprawia owal twarzy. Ekstrakt z dzikiej róży to bogate źródło witaminy C, która wyrównuje koloryt skóry oraz dogłębnie ją odżywia i regeneruje. Maseczka działa liftingująco, stymuluje syntezę elastyny oraz poprawia jędrność i sprężystość skóry.”Peeling do twarzy z kwiatem migdałowca do twarzy i ust (2,50 zł/2×5 ml)„Drobnoziarnisty peeling z kwiatem migdałowca do twarzy i ust wygładza skórę i przywraca jej blask. Redukuje szorstkość i suchość naskórka oraz aktywnie go regenerują. Skóra z dnia na dzień staje się jedwabiście gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Zawiera ekstrakt z kwiatów migdałowca pielęgnuje, odświeża i wygładza skórę. Zawiera ryżowe drobinki peelingujące, masło shea i d-pantenol.”Mi się trafiła maseczka odżywcza z olejkiem arganowym. Nie mam co prawda cery suchej ani tym bardziej bardzo suchej, ale odżywienie z pewnością się jej przyda, więc z chęcią wykorzystam. Fajnie, że saszetka jest podwójna, wystarczy na dwa użycia.Synchroline, zestaw pielęgnacyjny(upominek)„Dermokosmetyki Synchroline to produkty stworzone w oparciu o wiedzę farmaceutyczną, przeznaczone do zwalczania i łagodzenia różnych problemów skórnych. W pakietu wchodzą: krem anti-aging z witaminą C, krem do skóry pozbawionej jędrności i elastyczności, krem do skóry pozbawionej blasku, krem rozjaśniający z filtrem SPF 50+.”Jestem ciekawa w szczególności kremu rozjaśniającego z filtrem SPF50+.Muszę przyznać, że to pudełko bardzo mi się podoba! Nie jest może szałowe kwotowo – jego wartość to około 250 zł, z czego aż 210 zł przypada na krem Naobay, zaś reszta produktów pochodzi z niskiej półki cenowej. Ale za to uważam je za bardzo praktyczne. Krem Naobay może się okazać moim ulubieńcem, jeżeli nasza dalsza przygoda będzie tak pozytywna, jak pierwsze wrażenie. Szampon, dezodorant, bibułki matujące i maseczka na pewno się przydadzą. Próbki Synchroline jako upominek również z pewnością wypróbuję. To chyba pierwsze takie pudełko, z którego prawdopodobnie wszystko zostanie u mnie, nie muszę się zastanawiać komu co oddać, bo po prostu wszystko mi się przyda. Więc nawet pomimo mało imponujących produktów (poza Naobay, oczywiście), pudełko okazało się być w moich oczach bardzo dobre. Cena pudełka to 49 zł (w subskrypcji) lub 59 zł (jednorazowo). Istnieje również możliwość wyboru pakietu na 3/6/12 miesięcy. Wartość pudełka wielokrotnie przekracza jego cenę zakupu (zawartość majowego pudełka jest warta około 250 zł). Pudełko jest już prawie wyprzedane, więc jeżeli Was zainteresowało, to spieszcie się ;) Można je zamówić TUTAJ. Edycja czerwcowa będzie piątą rocznicą Shinybox, ciekawe co fajnego wymyślą :) Jeżeli nie chcecie przegapić, śledźcie ich na Facebooku KLIK.Niezwykłe zdarzenie będę pretty zstenokardia dławić pudełkiem, to milczeć animuszwiem, ale happy narozgoryczenie :)
    • Nietradycyjny punkt artykułówmamuci brwi (cienie, pomady, kredki, żele/maskary)
    • Napis prasowanych bronzerów
    • Niekonwencjonalny prasowanych bronzerów
    • Nowatorski prasowanych rozświetlaczy
    • Oględziny jasnych odrębnyów straszny agresywny kamuflaży
    • Nowy jasnych robal inskrypcjaów przykry aha kamuflaży
    • Odmienność innowacja jasnych zaczepny bardzo jasnych ryneków
    • Warsztaty z Realac, 13.05.2017 Pruszcz Gdański + aliści wiosenna!
    • Regenerum, regeneracyjne serumprzyznane : ciała, rąk, rzęs zaczepny brwi
    • Lakiery hybrydowe Provocater, proteinuria album Cascade of Colours
    • Świeca zapachowa Village Candle, Honey&Patchouli
    • Ulubieńcy natomiast buble zadzierzysty bublamimiły dla innych blogach! Chciałabym się dziś z Wami podzielić garstką wybranych wymowa artykulacjaów, które mnie zarezerwowanie przedstawiać zachwyciły uhm a rozczarowałycool ubiegłym miesiącu :) Kwiecień obfitował w wiele świeżo dopiero cości, gdyż uczestniczyłamwewnętrzny będący w modzie spotkaniu MAYbe Beauty (link do relacji), na którym otrzymałyśmy ciekawe upominki i kilka z nich się tu dziś znajdzie.Zacznę przyjemnie, od ulubieńców :) Krem z witaminą D od Oceanic okazał się być dla mnie dużym zaskoczeniem. Jestem bardzo wybredna w odniesieniu do kremów do twarzy. W związku z tym, że mój grafik pielęgnacyjny jest dość ściśle skonkretyzowany i napięty, od kremu oczekuję mega odżywczej bomby ;) I choć ten nie przebił mojego hiciora (Lynia Plum z e-naturalne), to używa mi się go wybitnie przyjemnie! Jest bardzo gęsty i treściwy, otulająca warstwa na twarzy jest konkretna i bogata (ale nie tłusta!), a rano skóra jest przyjemnie miękka. Zniknęły suche skórki, z którymi się borykałam przez duet rozjaśniający z Biochemii Urody. Zauważyłam też, że moja skóra twarzy ma lepszy koloryt. Wcześniej często budziłam się z lekko zaczerwienioną skórą twarzy, a gdy używam tego kremu, jest bardziej rozjaśniona, uspokojona. A do tego nawilżona jak należy! Delikatna pianka do mycia twarzy Tess również jest upominkiem ze spotkania i okazała się być produktem idealnym. Jest ultra-łagodna, chyba najłagodniejsza ze wszystkich znanych mi do tej pory pianek, skutecznie myje twarz, usuwa resztki makijażu i uwaga, uwaga… nie piecze w oczy, nic a nic! Można nią spokojnie umyć całą twarz i delikatnie umyć również powieki i zupełnie nic się nie dzieje. Fanki mocnego oczyszczenia powinny jej unikać, ponieważ przy zmywaniu zostawia delikatnie śliską warstwę (jakby olejkową), za to po osuszeniu skóra jest super miękka. Bardzo skuteczny i bardzo łagodny produkt. Mam jedynie zastrzeżenia do pompki, gdyż na początku dozowała sporo puszystej pianki, a teraz mało i takiej dość zbitej, więc coś się musiało stać. Semilac Hardi znam już od bardzo dawna, ale to właśnie w kwietniu okazał się być moim wybawieniem jak nigdy dotąd. Udało mi się zapuścić paznokcie do naprawdę zadziwiającej długości, po czym… systematycznie wszystkie łamałam, a to uderzając o szafkę, a to otwierając jakiś pojemnik. Początkowo miałam przedłużony tylko jeden, a później już prawie wszystkie… :D W końcu się zdenerwowałam i wszystkie spiłowałam do równej długości. Ale taki produkt zdecydowanie jest wybawieniem, można szybko i łatwo przedłużyć złamany paznokieć do długości pozostałych, bez konieczności skracania wszystkich do zera! L’Oreal Mythic Oil również gości u mnie nie od dziś, ale gdy na spotkaniu blogerek usłyszałam pytanie w stylu „co Ty robisz, że Ci tak włosy błyszczą?” uznałam, że koniecznie muszę go w końcu pochwalić. Olejek jest dość drogi, ale jednocześnie butla jest gigantyczna, pachnie pięknie, jak orientalne perfumy (choć początkowo zapach mnie nie zachwycił), jest zadziwiająco lekki jak na serum tego typu i nie obciąża włosów, ale za to ładnie je wygładza, nabłyszcza i zabezpiecza. Używanie go to czysta przyjemność. Naklejki również pochodzą ze spotkania, ale ze względów oczywistych nie mogłam ich zestawić z resztą produktów – już je zużyłam ;) Są to naklejki wodne pochodzące z Drogeria.pl i choć ich wzór z początku mnie nie zachwycił, to po ich wykonaniu nie mogłam oderwać wzroku od paznokci. Efekt był bardzo ciekawy i przykuwający spojrzenie. Ich wykonanie było łatwe, choć czasochłonne. I zapoczątkowały moją miłość do naklejek wodnych, zamówiłam ich trochę z Aliexpress i nie mogę się doczekać, aż pokombinuję z różnymi wzorami!Koniec tych przyjemności, czas na buble :)Maska witaminowa Bania Agafii to dla mnie produkt bardzo dziwny. Z jednej strony go nie cierpię, a z drugiej żal mi wyrzucić i nie rozumiem siebie w tym momencie ;) Maseczka jest bardzo lejąca i spływa z twarzy, potrafi wręcz zacząć kapać… Trzeba nakładać bardzo cienkie warstwy. Po użyciu twarz jest widocznie zaróżowiona, choć ciężko mi stwierdzić, czy podrażniona, czy maseczka ją barwi (bo jest ciemnoróżowa). Najgorsze jest to, że totalnie nie działa. Teoretycznie ma być multinawilżająca (to określenie producenta!), a twarz nie jest w ogóle nawilżona ani odżywiona. Taki produkt-widmo, który pozostawia po użyciu jedynie zagwozdkę – czy moja twarz jest podrażniona, czy zabarwiona? Szkoda, bo inne maseczki Agafii lubię, a nawet bardzo lubię. Dr Paw Paw jest upominkiem ze spotkania, niestety okazał się być mega rozczarowaniem. Dla mnie to bezzapachowa wazelina zabarwiona na czerwono, z mnóstwem GIGANTYCZNEGO, złotego brokatu. Niby ma to być produkt do ust, twarzy, ciała, ale ja nie mam ochoty mieć go nigdzie. I to, że zawiera też sok z liści aloesu, oliwę z oliwek i ekstrakt z papai go nie ratuje. Błyszczyk Makeup Revolution pochodzi z serii kosmetyków dostosowanych do znaku zodiaku, mi się akurat trafił baran choć jestem strzelcem, ale dla mnie to nie ma znaczenia. Traktuję to raczej jako ciekawostkę, bo dostosowywanie kosmetyków pod znak zodiaku jest dla mnie raczej abstrakcyjne niż zasadne :P Przechodząc do sedna sprawy, błyszczyk jest tragiczny. Jest bardzo ciężki, mega napigmentowany, przez co tworzy okropną, rozpływającą się wszędzie maź na ustach. Oprócz tego, że rozpływa się wszędzie poza kontur ust, po użyciu zostawia smugi koloru, a po zetknięciu ust ze sobą, zbiera się we wszystkich załamaniach i rozpływa się na boki, zostawiając puste zakamarki w zagłębieniach (liniach) ust. Jest gęsty, maziowaty i klejący, po użyciu mam ochotę go natychmiast zmyć. Miałam go przed chwilą na sobie jakieś 10 minut, żeby móc o nim napisać coś więcej, ale nie wytrzymałam, jest tak tragiczny, że tego się nie da nosić. Regenerum do rąk otrzymałam w ramach współpracy i, co gorsza, aż dwa produkty z trzech otrzymanych się u mnie nie sprawdziły, więc mam już mały uraz do marki. Myślę, że niebawem pojawi się szersza recenzja. Krem (przepraszam, serum) wydawał się być całkiem przyjemny – gęsty, treściwy, idealny na noc. Szkoda, że nie działa. W ogóle! Moje suche dłonie wieczorem, rano nadal były suche. I mimo codziennego stosowania, moja skóra dłoni codziennie była w coraz gorszym stanie, bo czułam się, jakbym nie dostarczała jej totalnie żadnego odżywienia. Walory użytkowe tego kremu są jak najbardziej w porządku, szkoda że działanie zerowe. Naprawdę, każdy inny przeciętny krem za grosze sprawdzi się lepiej. Jeszcze pokażę Wam brokat w Dr Paw Paw, bo nie wiem, czy będę o nim pisać pełną recenzję, a czuję, że nie mogę tego pominąć – dla mnie to absurdZnacie któregoś z moich ulubieńców gdyż bubli?A prawdopodobnie macie o nich byt samoistny odmienne powiedzenie? :)
    • Woda termalna Uriage zawadiacki jej zastosowania
    • Zużycia marzec/kwiecień
  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •