Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Kosmed – nafta kosmetyczna z olejem arganowym

wtorek, Styczeń 27th, 2015

Mojemodnyłosy bardzo lubią naftę kosmetyczną, wpartycypujący biorący w z tymwewnętrzny będący w modzie moim łazienkowym koszyku wyszukana grzeczność galareta musi się jakaś znajdować ;) Od 1,5 miesiąca mam przyjemność używać naftę firmy Kosmed z olejem arganowym straszny agresywnyuczulony alergikna topiełaśbigielo cicho sza chciałabym Wam redakcyjny opowiedzieć :)  

Nafta znajduje się w brązowym, plastikowym opakowaniu z klasycznym dozownikiem – dziurką :) Z jednej strony wydaje się to praktyczne, z drugiej jednak zdarza mi się wylać zbyt dużą ilość nafty na dłoń – z racji lejącej konsystencji. 
Konsystencja zdecydowanie lejąca (jak woda), lekko tłustawa. Kto choć raz używał nafty, będzie wiedział o co chodzi ;) Zapach – w opakowaniu bardzo przyjemny, słodki, ale kiedy aplikuję ją na włosy, to jednak trochę przebija się przez niego ten charakterystyczny zapaszek. 
Jeżeli chodzi o działanie – wiem, że u każdego może sprawdzić się inaczej, bo sama ostatnio czytałam kilka recenzji nafty, z którymi się zupełnie nie zgadzam :D Nakładam ją 10 minut przed myciem na suche włosy, mniej więcej od połowy w dół. Nie przepadam za nakładaniem nafty na skórę głowy – być może kiedyś się do tego przekonam ;) Należy uważać z ilością (nie za dużo, bo będzie ciężko się jej pozbyć ;) ), dzięki temu jest wydajna. Do zmycia używam szamponu żurawinowego Barwa, który dobrze oczyszcza. Delikatne szampony mogą sobie nie poradzić z jej zmyciem, należy mieć to na uwadze. Dokładnie zmyta nie przyspiesza przetłuszczania włosów. Po wyschnięciu są one bardziej błyszczące, wygładzone i cięższe. Znacznie lepiej się rozczesują (choć odżywka to u mnie i tak konieczność) i po prostu dobrze wyglądają. Nafta ma bardzo dobry skład – to po prostu nafta kosmetyczna, olej arganowy i substancja zapachowa. Cena również jest bardzo korzystna – około 6 złotych za sporą butelkę 150 ml :) Chyba jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to jej doraźny efekt – po odstawieniu włosy wyglądają jak wcześniej. Mimo to, nafta jest produktem, który stale gości w mojej pielęgnacji włosów bo jest tania i skuteczna :)

Cena: ok. 6-7 zł

Pojemność: 150 ml

Powierzchowny krótkodystansowiec, ta nafta przedstawiciel handlowy alarm się u mnie sprawdziła (chociaż pretensję musnąć dotknąć werwana fuchęło takiej, która lotnik aby mnie zawiodła ;) ), a wyróżnia ją namyślać się nad czymś obecność oleju arganowegotrendy składzie zadzierzysty Ziemia błogiświdrująco palec drugi uprzyjemniający aplikację nieznośny śmiertelny częściowo naftowy smrodek ;) Po dokładnym zmyciuna topiełosy są jarzący sięące, nawilżone tudzież wygładzone, lepiej się rozczesują. Należy uważać z ilością – w przeciwnym wypadku inauguracja będzie rafa ze zmyciem. Jest wydajna, tania wojowniczy skuteczna, stenokardia dławić wyluzowany ją dorzucić do koszyka a właśnie zamówienianiezależnie od bez względu doz :)

Morderstwo o rozdaniu :)

poniedziałek, Styczeń 26th, 2015

Cześć :)
Chciałabym Wam przypomnieć odusić, że moje pierwsze rozdanie jutro o 23:59 dobiega pobożniśca :) W ogólnych zarysach jak gdyby się wciąż dotkliwy zapał aniołzgłosił, nadaldupa szansę to zrobić :)

LINK DO ROZDANIA

Życzę wszystkim powodzenia, przemiennie na przestrzeni tygodnia ogłoszę wyniki :)

Wady natomiast zalety formułowanieów mineralnych (podkłady, korektory, wskazówkae)

piątek, Styczeń 23rd, 2015

Z minerałami mam styczność już od wakacji 2012, ale przyznaję kawa na ławę – w każdym calu naszej wiedziałam, podczas gdy gdy tylko się do nich bądĽ „dobrać”, po kilku nieudanych próbach poszłyleżący wewnątrz odstawkę (szczyt zwykłych, drogeryjnych jakkolwieków jest Barbados ach znacznie łatwiejsze ;) ), awątły asteroida łask wróciły dopiero 1,5na domiar późankra, na przełomie 2013/2014. Prawo są nieodłącznym elementem codziennego szkicowyu, nie dawać mogę o nichlekkomyślny odrobinę napisać ;)

Moje rozważania powstały na podstawie trzech podkładów mineralnych – Annabelle Minerals we wszystkich trzech formułach, Amilie (dzięki Zoili z bloga Czasami kosmetycznie, która tego podkładu nie polubiła – klik), oraz własnorobnego podkładu mineralnego z Kolorówki. Od niedawna mam też styczność z Era minerals dzięki odsypce od Patrycji z bloga Skleping mode: ON (dziękuję :) ) Być może moje odczucia zmienią się, gdy przetestuję więcej formuł różnych firm – podkład podkładowi nierówny :) Mam też róże mineralne AM w prawie wszystkich odcieniach (prócz Coral) oraz ich wszystkie korektory (Light, Medium, Dark). 

Zalety:

Wady:
  • aplikacja podkładu mineralnego trwa znacznie dłużej, niż płynnego – wszystko bierze się z wieloetapowego działania – najpierw trzeba wysypać na pokrywkę, obtoczyć pędzel, strzepać nadmiar proszku, nałożyć cieniutką warstwę na skórę (ja wysypuję najpierw trochę na jedną połowę twarzy, a potem trochę na drugą połowę twarzy, więc wszystkie czynności x2), a następnie powtarzać wszystko aż do uzyskania pożądanego efektu. Ja nakładam 1 warstwę na całą twarz, a potem dokładam drugą wszędzie poza czołem, gdzie nie potrzebuję dużego krycia. To wszystko zajmuje znacznie więcej czasu niż podkład płynny. A jeżeli dodamy jeszcze do tego róż mineralny i korektor mineralny, no to trzeba się liczyć z tym, że samo umalowanie twarzy zajmie ładną chwilę
  • stanowisko malarskie ( ;) ) ) lubi się brudzić przy minerałach. Fakt, są metody, żeby to zminimalizować (strzepywanie nadmiaru proszku, ostukanie pędzla o np. stolik włosiem do góry, żeby podkład wszedł mocniej we włosie i nie pylił na boki), ale ja mam rano taki tryb zombie, że minerały zawsze kończą się choćby odrobiną proszku na biurku – a ponieważ mam ciemne, tym bardziej mnie to denerwuje :D Bądź co bądź to są proszki i należy się z tym liczyć. Dlatego też maluję się w piżamie, a nie w ubraniach „do wyjścia”, żeby nie wpadać rano w panikę „bo już muszę wyjść, skm mi zaraz odjedzie, a właśnie się pobrudziłam”
  • podkład mineralny ma postać proszku i niestety każdy, z którym miałam styczność, w większym lub mniejszym stopniu podkreśla suche skórki – pielęgnacja przy minerałach to podstawa. Dobry krem (u mnie filtr Vichy – link do recenzji) pod minerały i spryskanie twarzy np. hydrolatem lub wodą termalną po aplikacji zmniejszają tą suchość, ale jednak jest ona obecna. Podczas kwasowej wylinki znacznie lepiej wyglądają podkłady płynne, które te skórki „przyklepują/ulizują”, ale gdzie tu sens? Złuszczać skórę, dbać o nią, żeby zaraz jej dostarczyć dawki całej zawartości tablicy Mendelejewa…
  • „obsługa” minerałów zajmuje trochę czasu, zanim się ich nauczymy – przy aplikacji minerałów ma znaczenie WSZYSTKO ;) To, w jakim stanie jest nasza cera, co nałożymy pod spód (jaki krem), czy spryskamy je hydrolatem/wodą termalną na koniec, czy nałożymy je na sucho czy na mokro, jakiego pędzla użyjemy – o jakim kształcie włosia (flat top/kabuki), czy będzie ono bardziej lub mniej zwarte… To wszystko powoduje, że konfiguracja możliwości jest ogromna, a wypracowanie własnego sposobu, żeby minerały wyglądały najlepiej, zajmuje sporo czasu. To po prostu ciągła metoda prób i błędów, nic innego. A jak jeszcze dojdą do tego inne formuły, które lubią się trochę inaczej zachowywać, to o matko :) ))
  • konieczność zamawiania minerałów online może być problematyczna – fakt, wybór kolorystyczny jest ogromny, a firmy udostępniają możliwość zamówienia próbek, ale dobieranie koloru zza monitora zawsze będzie trudniejsze niż na żywo, więc może się okazać, że i tak nic nie pasuje nam aż tak dobrze i trzeba zamawiać dalej… I potem leży w szufladzie milion próbek w różnych odcieniach i różnych formułach :D Do tego dochodzą również koszty przesyłki.
  • źle dobrany lub za grubo nałożony podkład lubi się warzyć, na przykład wersja kryjąca AM ma ku temu spore skłonności, zaś matująca już nie. Ale za grubo nałożony podkład zawsze będzie wyglądał źle, więc umiar to podstawa – tylko cienkie warstwy!

Podsumowując, produkty mineralne mają zarówno zalety, jak i wady, dlatego częste używanie minerałów tak czy siak nie wykluczyło u mnie sporadycznego sięgania po produkty drogeryjne. Mimo wspaniałego składu i dobrego krycia, jeszcze żadne minerały nie dały u mnie tak „Photoshopowego” krycia i wygładzenia skóry, jak na przykład Revlon Colorstay, więc ten z całą pewnością pozostanie stałym elementem mojej kosmetyczki. Sięgam po niego głównie na większe wyjścia, kiedy chcę wyglądać w 100% dobrze od rana do wieczora. Minerały zaś są dla mnie idealnym rozwiązaniem na co dzień – żeby nie katować nadmiernie skóry i nie chodzić codziennie ze „szpachlą” na twarzy, lepiej wyglądać naturalnie :) ) Problematyczne było dla mnie długie dochodzenie do ulubionej metody aplikacji i znalezienie odpowiedniego odcienia, ale o tym planuję napisać szerzej innym razem. Teraz już mniej więcej wiem, co lubi moja skóra, więc mogę się w pełni cieszyć minerałkami :) )
Przydatne linki:
Lubicie produkty mineralne? Jakiej firmy?

A rozdawać karty być kandydatem Wam pannica przedmiot nadal inne wady dziki zalety, o których werwawspomniałam…?
Dajcie znać w komentarzach :)

Niedostrzegający nauczanie promocji kosmetycznych – co polecam, aw pewnej mierze odradzam (2)

czwartek, Styczeń 22nd, 2015

Zapraszam Wasniezależnie od bez względu teleks śmiały innowator promocji kosmetycznych :) Od pismak obowiązują promocjewewnętrzny będący w modzie Naturze straszny agresywny Hebe, zaś już od trzech dnicool Rossmannie, tłumić dławić trzaśnięcieę, że obciążyć nałożyć kaganiec oz tej przyczyny wspomnieć. ówczesny wpis spotkał się z dużym entuzjazmem – osiągnął największą liczbę wyświetleń od długiego czasu, przebił nawet posta z rozdaniem! Mogę tym botwina wywnioskować, że się Wam spodobał oraz macie ochotę na ukłuć :D  

HEBE – od 22 styczniagwiezdny astrochemia 4 lutego

LINK DO GAZETKI

W Hebe mamy ciekawą promocję na kolorówkę 2+1 za 1 grosz. Na początku pomyślałam, że zastanowię się nad cieniami Maybelline Color Tattoo, których zakup planuję od dawna, ale pewnie musiałabym pojechać z samego rana, by załapać się na niemacane egzemplarze w interesujących odcieniach – po południu pewnie nie będzie już czego szukać. Promocje obowiązują 2 dni i za każdym razem jest inna marka:

W promocji jest również podkład Rimmel Lasting Finish 25h, nie miałam go, ale czytałam kilka pozytywnych recenzji na jego temat, więc prawdopodobnie jest wart uwagi. Być może kogoś zainteresuje też promocja na wybrane rodzaje szamponów Garnier Ultra Doux (8,39 zł/400 ml)
Podkład L’Oreal True Match bardzo lubiłam i recenzowałam TUTAJ, a cena 37,49 zł nie jest aż tak odstraszająca, jak regularna 49,99 zł. O korektorze słyszałam wiele dobrego, więc prawdopodobnie również jest wart uwagi. Nawet miałam go na chciejliście, ale jakoś odpuściłam ze względu na inne wydatki. Wybrane rodzaje tuszów do rzęs Maybelline 30% taniej, ale akurat tego z obrazka (Mega Plush) zdecydowanie nie polecam!! Recenzowałam TUTAJ. Cena Max Factor False Lash Effect to zbrodnia w biały dzień, przez Internet da się go kupić za około 30 złotych…
Dalej moją uwagę przyciągnęły odżywki do włosów Garnier Ultra Doux za 6,29 zł. Szkoda, że promocja na Garniera (po prawej stronie) raczej nie obejmie płynu micelarnego – w gazetce jest napisane „płyn do demakijażu, wybrane rodzaje 125 ml”
W moje oczy od razu rzucił się krem BB od Garniera (promocja z kartą Hebe)- do dziś mną wzdryga na samą myśl o tym bublu… Recenzowałam TUTAJ i stanowczo odradzam. Za to bardzo lubiłam czerwony krem do rąk z tej samej firmy i jego z kolei mogę polecić.
Promocje z kartą Hebe: ucieszył mnie widok masełka do ust Nivea – postaram się coś o nim niedługo napisać. Bardzo przyjemne mazidło – mimo tego, że ma średni skład (ani dobry, ani zły), to działa bardzo dobrze, a oprócz tego przyjemnie się go używa – odpowiednia konsystencja, niezbyt lepka oraz przyjemny zapach. Niektórych pewnie ucieszy również obecność antyperspirantów Garnier za 8,99 zł (150 ml).
ROSSMANN – od 22 stycznia
LINK DO GAZETKI
Już na pierwszej stronie moją uwagę przyciągnęła promocja olejków Alterra – mają bogaty skład, są łatwo dostępne i niedrogie. Warto się im przyjrzeć :) Miałam wersję z granatem i awokado, jeszcze w starym opakowaniu i byłam zadowolona.
Szampony Green Pharmacy cieszą się raczej dobrymi opiniami, ciągle mam je w pamięci, ale na razie mam co zużywać. Kiedyś na pewno kupię ;) Teraz są w promocji za 5,39 zł, więc jeśli lubicie, to warto się zaopatrzyć
Tutaj antyperspiranty Garniera jeszcze taniej niż w Hebe – 6,99 zł (w Hebe 8,99 zł). Z całą pewnością ODRADZAM z Adidasa tego gagatka: link do recenzji, musiałam go zużyć do stóp, bo do niczego innego się nie nadaje :/ Okropny bubel. Produkty do pielęgnacji paznokci Sally Hansen 12,99 zł (zamiast 15,99 zł) również mogą zainteresować wiele osób. Piankę do golenia Isana miałam i lubiłam, jedyny minus jest taki, że jest niewydajna, ale za 3,49 zł chyba czepiać się nie można :) ) Żel micelarny Under20 ciągle mam na „chciejliście” po bardzo pozytywnej recenzji Kosmetykoholiczki (klik), jak zużyję to, co mam, to kiedyś się zaopatrzę.

Jest też trochę promocji na kolorówkę, akurat się tak ciekawie złożyło, że wszystkie produkty obok siebie :D Tusz Max Factor 2000 Calorie bardzo lubiłam i recenzowałam TUTAJ, eyeliner w żelu Rimmela jest na mojej chciejliście, ale to innym razem. Podkład Maybelline Affinitone kiedyś lubiłam za lekkość i nie takie złe krycie, ale niestety trwałość nie jest jego mocną stroną, więc nie kupiłabym ponownie. Za to Better Skin odradzam absolutnie, recenzowałam TUTAJ. Obecność podkładu Rimmel Stay Matte pewnie ucieszy wiele osób, bo ma szerokie grono zwolenników. Jest też tusz Wonderfull, który niestety moim zdaniem daje zbyt delikatny efekt (nie miałam, ale widziałam mnóstwo recenzji), dlatego raczej bym się na niego nie skusiła. Piękne opakowanie, szczoteczka taka jak lubię, ale efekt zbyt naturalny.
Płyn do kąpieli Babydream baaaardzo lubiłam do wszystkiego, dla mnie to taki produkt uniwersalny, który można zabrać na wyjazd i zastąpić nim każde myjadło – do włosów, do twarzy, do ciała, do higieny intymnej… ;) ) Wolę go jednak kupować w cenie regularnej, bo gdy jest w promocji, to półki zawsze są wyczyszczone… Babydream krem ochronny na wiatr i zimno to bardzo dobrze regenerujący tłuścioszek – lubiłam go, ale należy mieć świadomość jego ciężkiej konsystencji. Sprawdza się w trudnych przypadkach – regeneruje i nie podrażnia ;)
Zainteresował mnie również… parasol składany :D Tak, wiem że to niekosmetycznie (chociaż gdyby tak się uprzeć – parasol chroni nasz makijaż przed deszczem :D ), ale lubię te małe parasolki z Ideenwelt. Nie są mistrzami trwałości, na wietrze lepiej je schować, ale zajmują mało miejsca i dzięki temu świetnie nadają się do torebki. Są też dość lekkie, więc noszenie na co dzień nie jest uciążliwe. No i cena 10 zł w promocji jest korzystna. 
DROGERIE NATURA – od 22 stycznia do 4 lutego
LINK DO GAZETKI
Na pierwszej stronie gazetki z Natury moją uwagę przykuł tusz Maybelline Rocket za 19,99 zł – raz go miałam, ma dosyć fajną szczoteczkę, ale niestety trafił mi się macany egzemplarz, gdyż był totalnie wyschnięty. Ale wiem, że sporo osób go sobie chwali. 
Na kolejnej stronie mnóstwo ciekawej kolorówki w promocji – baza Kobo, którą wiele osób zachwala, w promocji za 13,99 zł. Kobo Ideal Cover niestety odradzam - jak dla mnie to plastelina, a nie podkład. Nie sprawdził się u mnie nawet jako korektor, jest koszmarnie ciężki. Rimmel Lasting Finish również tutaj w promocji – o złotówkę droższy niż w Hebe :) L’Oreal True Match bardzo lubiłam i ponownie odsyłam TUTAJ, tyle że w Hebe jest tańszy o 5,50 zł (tam 37,49 zł, tutaj 42,99 zł). Cienie sypkie My Secret Star Dust cieszą się dużą popularnością, więc ich obecność w gazetce za 4,99 zł na pewno ucieszy niejedną osobę ;) Ja za sypańcami nie przepadam, więc się nie skuszę. Kulki Sensique (rozświetlające) mnie rozczarowały i całkiem niedawno wylądowały w koszu za tandetny efekt brokatu na twarzy, który pokazywałam TUTAJ. Maybelline Mega Plush ponownie odradzam, recenzowałam TUTAJ. Tusz Rimmel Wonderfull taniej niż w Rossmannie (o 3 złote), co mnie zaskoczyło, zazwyczaj Natura ma drożej :D Tusz L’Oreal So Couture się u mnie nie sprawdził, pokazywałam go TUTAJ - konsystencja w porządku, tusz jest dobrej jakości, ale szczoteczka nie radziła sobie z moimi rzęsami, zaś Noir Excess polecam gorąco – zobaczycie go TUTAJ.
Na kolejnej stronie moją uwagę przyciągnął olejek Evree do twarzy - wersja Essential Oils baaaardzo przypadła mi do gustu, o czym możecie przeczytać TUTAJ, na pewno skuszę się kiedyś na pozostałe wersje, a szczególnie Magic Rose :)
Tutaj ponownie promocja na czerwone kremy do rąk Garnier – o złotówkę taniej niż w Hebe

Na uwagę zasługuje również seria Termoochrona od Marion – miałam spray i dobrze zabezpieczał przed niekorzystnym działaniem suszarki. Jednak ze względu na to, że suszę włosy jakieś 3-4 razy w roku, musiałam go zużyć jak zwykłą odżywkę w sprayu – sprawdził się równie dobrze :D Olejki Marion również zbierają pozytywne opinie w kwestii zabezpieczania końcówek włosów, więc ich promocja pewnie ucieszy wiele osób.

Z ostatniej strony korzystna wydała mi się promocja na farbę do włosów Color Mask za 19,99 zł + spray Gliss Kur Ultimate Color 200 ml gratis :) Farbę recenzowałam TUTAJ, była w porządku. Gdybym miała krótsze włosy, zastanowiłabym się nad jej zakupem, ale biorąc pod uwagę fakt, że 2 opakowania (tyle potrzebuję) kosztują 40 zł, to jednak odpuszczę. Zdecydowanie wolę farby Joanna, które kosztują w granicach 10 zł za opakowanie :)

NETTO – od 22 do 25 stycznia
LINK DO GAZETKI
W Netto znalazło się kilka rzeczy związanych z przechowywaniem, może się to komuś przyda:
Są też niewielkie regały z koszami, w sam raz do łazienki:
Wpadło Wamczarna ś w oko? :) )

Ja żywotny daktylowiec zbieramniezależnie komodę ALEX, o której pisałamna czasie poprzednim poście promocyjnym, wobec tego portfel odpoczywa :P  
Mieszacz kolebka wietnić pewnietrendy okolicach 5 lutego :) )

FanPage bloga – zbadanie badanie drugie

wtorek, Styczeń 20th, 2015

Już długikategorycznydębinarówny mocnyłożyłam FanPagenadto bloga. Założeniem żeby aby zbyćło informowanie o nowych postach, udzielanie się na innych stronach z profilu blogowego, a dowiadywanie sięprywatnego – wprowadzić dlatego, że z mojego otoczeniaślamazara ciapało osób wie o prowadzeniu bloga ;) „Lubienie” zaczepny komentowanie niektórych miejsc mogłoby się wiązać z ujawnieniemoprócz tego. Niestety tamten FanPage umarł śmiercią naturalną – zabrakło mi systematycznościscherlały profesjonalnyłego przelogowywania się na inne konto (założyłam goładny osobnym adresie e-mail) zwady publikowania postów. Klomb świetlisty anionmam czegoś „pod ręką” to ogłuszyć zapominam – to tyczy się opiniodawcamodel prowadzenia FanPage ;) Gdy zależy miestetyczny systematycznym używaniu czegoś – musi stać na widoku. 
Niestety imapasz czasu upływa, tym bardziej doskwiera mi jego odium – chciałabym się gdzieś poudzielać z profilu blogowego, a takie kompetentnyłe przelogowywanie się jest bardzo niewygodne. Ponieważ ostatni mój sknera własny osobisty został wyczyszczony z pewnych przyczyn, podpięłam pod niego FanPage mojego bloga – chwilowo niż ankiermuszę się przelogowywać tudzież mam wszystko pod ręką, nieistotny online :)  
Wze względu zwięc – przywracam oddziałalność FanPage, tym w NAPRAWDĘ postaram się zadbać o jego draka zuchwały agresywny regularność w publikacjach, a Was zachęcamubiegać się aspiryna polubienia, pobory gąbczasty macie naprzenośny alergia ochotę :)

Likebox znajdziecie przedmiotż w wersji mini pod obserwatorami ;) Przepraszamsąd zmieszanie chaotyczny zaczepny pozdrawiam Was ciepło :)

Calcium Pantothenicum – bardzo pomógł na wypadanieleżący wewnątrzłosów :)

wtorek, Styczeń 20th, 2015

Wypadającemodnyłosyniemniej jednak masielnica wielu kobiet, niewierny nasila się mimo zmianie pórerrata, choć to kwestiarachować kości indywidualna. Zauważyłam wzmożone wypadanietrendyłosów jesienią – na łam przerażopady śniegu, jak wiele ich zostajeniezależnie szczotce :/ Przebieg Wybuchowy burzliwy dobry duchprzynosił żadnych skutecznyów, o czym pisałam TUTAJ, postanowiłam więc sięgnąć po inną formę pomocy – Calcium Pantothenicum, kwas pantotenowy, czyli witamina B5. Skrzyp i pokrzywę zawsze łykam i tak – bo jest już w Acnex (suplement dla skóry trądzikowej), ale nie zauważyłam żeby coś w tym temacie pomagały, więc trzeba było wyciągnąć inną broń ;)

Na początku się trochę bałam, bo w ostatnim czasie czytałam kilka postów na temat skutków niepożądanych przy zażywaniu tabletek CP, na przykład: TUTAJ, TUTAJ oraz TUTAJ, ale staram się podchodzić z dystansem do takich informacji, ponieważ skutki uboczne to są tak indywidualne kwestie, że dopóki się tego nie przetestuje na własnej skórze, to się człowiek nie przekona – to, że u kogoś one wystąpiły wcale nie znaczy, że u mnie też tak będzie. Zdecydowałam więc, że spróbuję, ale będę uważnie obserwować, co się będzie działo.
Tabletki zaczęłam przyjmować dokładnie 10 listopada, więc nieco ponad 2 miesiące temu. Zalecana dawka (cytuję z ulotki): „jedna lub dwie tabletki (100 do 200 mg) dwa do trzech razy na dobę, nie więcej niż 6 tabletek na dobę (600 mg)”. Stwierdziłam, że na początek spróbuję 2 tabletki na dobę – po co się faszerować za mocno, a jeżeli pomoże to tak zostawię. I to była dobra decyzja – już po 2 tygodniach zauważyłam poprawę, a potem było tylko lepiej! Odnotowałam zdecydowanie mniejsze wypadanie włosów, co jest widoczne najbardziej wtedy, kiedy spędzam cały dzień w związanych włosach, a potem wieczorem je rozczesuję. Przed CP była tragedia – wielkie kłęby włosów w szczotce… Już po dwóch tygodniach ta liczba zmniejszyła się istotnie do około kilkunastu-kilkudziesięciu włosów na szczotce po całym dniu (tak na oko, bo przecież ich nie liczę :P ), a potem jeszcze trochę wypada (ale niewiele) podczas mycia. Czyli zdecydowanie w granicach normy :)
Jeżeli chodzi o zwiększenie porostu włosów – nie zauważyłam wysypu baby hair ani żeby mój odrost był istotnie większy niż zwykle. Nie zauważyłam też żadnego wpływu na paznokcie (ani dobrego, ani złego – po prostu nic się nie zmieniło). Do najczęściej wymienianych skutków ubocznych dziewczyny na blogach zaliczały głównie senność i wysyp na twarzy – nie zauważyłam niczego takiego u siebie :) Moja obecna senność to raczej kwestia wahań pogody (bo gdy ciśnienie jest w normie, czuję się w 100% w porządku), a wysyp ominął mnie być może dlatego, że łykam ciągle ten Acnex, a bratek ma właściwości oczyszczające – może po prostu schodzi ze mnie wszystko na bieżąco ;)
Przyjmowanie tabletek nie jest w żaden sposób uciążliwe – są baaardzo malutkie, dużo dużo mniejsze od jednogroszówki i myślę, że nikt nie będzie miał problemów z ich połknięciem:
Koszt Calcium Pantothenicum również nie jest zabójczy dla portfela – stacjonarnie w aptekach płaciłam około 9-10 zł, a zamawiając z doz.pl 7,39 zł za 50 sztuk. Zatem miesięczny koszt kuracji (zakładając przyjmowanie 2 tabletek dziennie) mieści się w granicach dziesięciu złotych :)  
Dla zainteresowanych wstawiam ulotkę (wystarczy kliknąć, żeby powiększyć):
W , nie żałuję, że podjęłam się tej kuracji. Skutki uboczne u mnie garść po sobie nie pokazać ani mru mru!wystąpiły, (zaczepny mam nadzieję, żeściśle mówiąc pozostanie) zauważyłam zatoż zdecydowane redukcja wypadaniamodnyłosów. W temacie paznokci obraĽliwy szybszego porostuleżący wewnątrzłosów pinakiel się kronikarz annałyzmieniło. Przypis będę łykać dalej, mam cesja nadzieję, że po ich odstawieniu wypadanie dobry duchwróci ze zdwojoną siłą :) )

E-naturalne: maska algowa rewitalizująca zaczepny olejek z aloesem

sobota, Styczeń 17th, 2015

Subtelność pół godzinyonegdaj zdenkowałam swoje opakowanie maski algowej rewitalizującej z e-naturalne, zatem dlatego też pomyślałamgrzeczności, żereakcja alergiczna dobra pragnąć kiepsko napisać o świetlisty anion posta :) Używałam ją telefonujący osobisty uhm a z olejkiem z aloesem, stenokardia dławić o nim propozycjaż co ileś napiszę :)

Maska algowa znajduje się w białym, plastikowym słoiczku zabezpieczonym na początku taką plombą:
Ma postać białego, dosyć kremowego (niepylącego podczas nabierania) i zbijającego się w grudki proszku z czarnymi drobinkami: 
 
Według opisu na stronie e-naturalne (KLIK) maskę należy rozrobić w proporcji 2:3 (2 części maski do 3 części wody mineralnej/źródlanej, oczywiście niegazowanej), zaś w filmiku jest podana proporcja 30g maski do 90 ml wody (oczywiście nie zużywamy na jeden raz całego słoiczka, tylko odpowiednio zmniejszamy :P ). Przyznam szczerze, że wg proporcji 2:3 maska wychodziła mi troszkę za gęsta i ciężko było ją nałożyć na twarz, więc dodawałam wodę naprawdę „na oko” :) Za pierwszym razem zrobiłam zdecydowanie za mało maski, więc ciężko było mi ją nałożyć na twarz odpowiednio grubą warstwą – jest to konieczne, żeby zdjąć ją bezproblemowo. Jeżeli nałożymy maskę zbyt cienką warstwą, nie będzie można jej zdjąć w jednym kawałku – a o to przecież w hydroplastycznych maskach algowych peel off chodzi :) ) Potrzebowałam więc jednej nieudanej aplikacji na początku, żeby nauczyć się jej obsługi – optymalną ilością (na samą twarz bez szyi) okazały się około 3-4 czubate łyżeczki maski, wodę zaś wlewałam do kieliszka (akurat mam jeden na potrzeby mieszanek kosmetycznych) i dodawałam do maski po trochu, mieszając i sprawdzając czy konsystencja jest już odpowiednia – tzn. na tyle gęsta, żeby nie spływała z twarzy, a na tyle rzadka, żeby dało się ją łatwo równomiernie rozprowadzić (to ważne).
Algi mają to do siebie, że ich zapach nie należy do przyjemnych – coś typu zgniłe wodorosty :) Na szczęście zapach tej konkretnej maski okazał się znacznie mniej uciążliwy i mniej intensywny niż np. spirulina (której naprawdę nie potrafię zdzierżyć bez olejków zapachowych!), więc już przy drugiej aplikacji się do niego przyzwyczaiłam i nie potrzebowałam żadnych zapachowych wspomagaczy :)  
Maskę należy ściągnąć po około 15-20 minutach w postaci takiego bardzo fajnego żelowego glutka :D Jeżeli jeszcze nie miałyście styczności z maskami algowymi, to ciężko będzie Wam to sobie wyobrazić, ale jest to efekt kompletnie inny niż np. w maskach drogeryjnych typu peel-off, gdzie ma się wrażenie zrywanej skóry jak po spaleniu na słońcu :P Tutaj to jest taki wilgotny, żelowy, przyjemny w dotyku glutek :D Na potrzeby tego posta stworzyłam nawet gifa, same zobaczcie:

Minusem takiej formuły maski (mam na myśli maski algowe jakiejkolwiek firmy) jest kiepska wydajność – trzeba jej sporo użyć, żeby po połączeniu z wodą móc nałożyć jednolitą, dość grubą warstwę na skórę twarzy. Opakowanie 30g wystarczy na około 5 aplikacji, to raczej niewiele.

Jeżeli chodzi o działanie - samodzielnie jest raczej takie sobie. Po zastosowaniu samej maski na oczyszczoną skórę twarzy, po ściągnięciu ukojenie jest delikatne, nawilżenie raczej niewielkie, a rozjaśnienia nie odnotowałam wcale – więc generalnie szału nie ma. Zupełnie inaczej ma się sprawa, jeżeli nałożę pod maskę ten olejek:

Nałożony pod maskę sprawia, że skóra jest genialnie nawilżona i ukojona, a podrażnienia i zaczerwienienia szybciej się goją :) Olejek zastosowany pod maską działa znacznie intensywniej niż samodzielnie (to pewnie dlatego, że pod maską kumuluje się ciepło, które ułatwia przenikanie do skóry), a i tak bardzo go polubiłam w codziennej pielęgncji twarzy!
Przede wszystkim przepięknie pachnie – cynamonem. Zapach jest taki „w sam raz” – nie jest tak intensywny, żeby drażnić i męczyć, ale jest wyczuwalny. Bardzo mi się to podoba takie optimum :) Ma specyficzną konsystencję – wydaje się być bardzo gęsty i treściwy (nie taki leciutki i rzadki), ale po nałożeniu na twarz zachowuje się… bardziej jak krem niż olejek :D Jeden z najlżejszych olejków, jakie znam, przyznam szczerze, że chyba nawet lżejszy od Evree Essential Oils. Po kilku minutach (!) się wchłania i bez problemu mogłabym go użyć pod makijaż, ale używam na noc lub również na dzień, ale tylko w te dni, kiedy nie wychodzę z domu (w przeciwnym razie filtr SPF50). Absolutnie genialnie nawilża i łagodzi – za to polubiłam go najbardziej :) A do tego ogromna przyjemność ze stosowania (praktyczne opakowanie z pipetą, ładny zapach, lekka konsystencja). Olejek jest gotowy i nie trzeba go samodzielnie mieszać :) Zawiera olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z aloesu, witaminę E i tzw. „Shea Light” czyli emolient – ester opracowany z wykorzystaniem masła shea

A tak wygląda moja twarz od razu po posmarowaniu olejkiem – jak widać on naprawdę nie jest tłusty, skóra jest lekko rozświetlona, ale nie wygląda jakbym się posmarowała „Kujawskim” :) )

Cena maski algowej: 10,30 zł/30g TUTAJ
Cena olejku z aloesem: 17,90 zł/10g TUTAJ
Skład maski: Solum Diatomeae (Diatomaceous Earth/Terrede Diatomées) – Algin – Calcium Sulfate -Talc – Tetrasodium Pyrophosphate – Trisodium Phosphate – Sodium Ascorbate – Himanthalia Elongata Powder.
Skład olejku: Caprilic / Capric Triglyceride (emolient tłusty), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z aloesu), Shea Butter Ethyl Esters (emolient z masła shea), dl-α-Tocopheryl Acetate (wit. E), citrus limonum oil (zapach)
Podsumowując, maska samodzielnie sprawdziła się u mnie raczej średnio – nawilżenie i ukojenie raczej niewielkie, a rozjaśnienia brak, ale w duecie z olejkiem z aloesem sprawa ma się zupełnie inaczej, skóra nabiera życia :) Olejek polubiłam na tyle, że stał się elementem mojej codziennej pielęgnacji – używam go na noc i świetnie nawilża skórę twarzy. Trafia do grona trójki moich ulubieńców, tuż obok oleju z pestek malin (klik) oraz Evree Essential Oils (klik) :)

Wnęka niecny szczebel władzy instrukcja promocji kosmetycznych – co polecam, alekkomyślny odradzam.

czwartek, Styczeń 15th, 2015

Przyznam nieustępliwy, że koktajl co do rozsądniej kupuję kosmetyczne graty :) Niezbyt przywiązuję większą wagę na dodatek, koszmarnie lepiej zagospodarować moją bardzo niewielką przestrzeń (niestety tragik akt prawny moje morale niewielkie regały z półkami służą jednocześjon ujemny ani trochęza szafkę na buty, szafę na ubrania nieznośnyzakalec kluczstacja węzłowa kosmetyków, z tej przyczyny ciężko mi się pomieścić), dusić zamiast kupować kolejne kosmetyki, których mi przecież uzupełnienie całkowicie kwestionariusz ankietowaniebrakuje (;)), zbieram artysta dramatycznyniezależnie od bez względu komodę ALEX z Ikei (KLIK), jej zaletą jest to, że zajmuje niewiele miejsca – jest wysoka, ale szerokość i głębokość są niewielkie, więc uda mi się ją upchnąć przy oknie ;) . Przy okazji mam zamiar kupić śliczne świeczniki SKURAR do przechowywania pędzli (KLIK), obecnie część trzymam w organizerach biurowych, a część w szklankach :D . Na mojej chciejliście jest również Glambox, żeby zająć się w końcu walającymi się wszędzie pojedynczymi cieniami do powiek. Planuję też zakupić kilka półproduktów pod kątem rozjaśniania przebarwień – kończą się, ale to akurat jest potrzebne i bardzo ważne dla mnie. Zachcianek mam wieeeele, ale obecnie skutecznie trzymam się ścisłej listy powyżej :)
Nie zmienia to faktu, że nadal ślinię się do gazetek promocyjnych ;) To trochę jak wizyta alkoholika w monopolowym, ale może przydadzą się Wam informacje, co akurat jest w promocji i moje subiektywne odczucia co jest warte zakupu, a co lepiej omijać szerokim łukiem. 
LIDL – od 12 do 18 stycznia
LINK DO GAZETKI
Z Lidla zainteresował mnie tylko regał teleskopowy – nie mam gdzie trzymać kosmetyków pod prysznicem, ciągle muszę stawiać na podłodze, a wiercenie nie wchodzi w grę – tutaj wystarczy zaprzeć regał między sufitem a podłogą za pomocą teleskopowej rury. Ciekawe, czy będzie jeszcze dostępny, bo gazetka obowiązuje już od kilku dni :/

Dodaję jeszcze stronę z komodami i skrzyniami – mnie akurat nie zainteresowały, ale może Wam wpadną w oko do przechowywania kosmetycznych różności :) ))


BIEDRONKA – od 15 stycznia
LINK DO GAZETKI
W Biedronce zaciekawiła mnie suszarka UV do paznokci - gdyby nie to, że nie długo planuję rozpocząć „przygodę” z wszędzie zachwalanymi hybrydami (ciekawe jak to będzie…), przyjrzałabym się jej bliżej :) Długie schnięcie lakieru to moja zmora, ratuję się Seche Vite, ale czasem doprowadza mnie do szału ten glutek. Ciekawe, czy taka suszarka spełniłaby swoje zadanie? Z kolei elektryczna szczoteczka nie kusi mnie wcale – nie wierzę w cuda za 19,99 – być może niesłusznie? :P Jeżeli trafię na zestaw do szycia to kupię (ale to niekosmetyczne :D ), bo moje obecne nici są tak słabe, że podczas naciągnięcia się po prostu rwą :/


NETTO – od 12 do 18 stycznia

LINK DO GAZETKI
Gdybym miała Netto obok siebie (w mieście rodzinnym mam blisko, tu niestety nie), poszłabym po żel pod prysznic Dove – 8,95 zł za 500 ml żelu pod prysznic to korzystna cena :) Wielokrotnie miałam żele Dove i zawsze byłam zadowolona. No ale nie będę ganiać taki kawał po zwykły żel pod prysznic :D

ROSSMANN – od 9 stycznia
LINK DO GAZETKI
W Rossmannie moją uwagę zwróciły żele pod prysznic Le Petit Marseillais (musiałam wejść w neta i zobaczyć nazwę bo nigdy nie pamiętam dokładnej pisowni :P ) – jeszcze nie miałam, ale wiele osób zachwala i 9,99 zł za 400 ml to korzystna cena :)  
W promocji jest też mój ulubieniec - Ziaja Bloker za 4,99 zł :) Skutecznie chroni przed poceniem, ale na noc należy uważać na piżamkę, może ją zniszczyć – jedną już załatwiłam :( Robię sobie od niego przerwy i wracam w czasie, gdy potrzebuję większej ochrony, szczególnie latem. Zauważyłam też olejki Bielenda (link do recenzji), są w promocji za 12,99 zł. Właśnie zdenkowałam wersję arganową i o ile sam olejek spełnił moje oczekiwania, to jego zapach był dla mnie koszmarem (ciężki, kadzidlany), więc pod koniec używałam go hurtowo żeby tylko zużyć. Nie wiem, jak to jest w przypadku innych wersji.

Niedawno zamówiłam (przez Internet) róż Bourjois i wstępnie jestem z niego bardzo zadowolona. Niestety różnica cenowa jest spora – zapłaciłam niecałe 21 zł (przesyłki nie liczę bo miałam większe zamówienie), tutaj jest za 36,99 zł. Z całą pewnością (subiektywnie) odradzam Maybelline Better Skin (link do recenzji) – jeden z najgorszych podkładów jakie miałam, zbiera praktycznie same negatywne recenzje. Co ciekawe, oddałam go koleżance i jest z niego zadowolona, więc jednak co cera to opinia :)  Tuszu Wibo Boom Boom też nie polecam (link do recenzji), u mnie okazał się bublem. Max Factor Lasting Performance to moim zdaniem świetny podkład, ale mają tak koszmarne odcienie, że niestety żaden mi nie pasuje – jedyny jasny jest różowy, tyle w temacie :) L’Oreal True Match lubiłam i recenzowałam TUTAJ


DROGERIE NATURA – od 8 do 21 stycznia

LINK DO GAZETKI
W Naturze korzystna wydała mi się promocja wkładów Kobo. Wiem, że Rimmel Stay Matte jest ulubieńcem wielu z Was, ale ja się na pewno nie skuszę. Ponownie odradzam Maybelline Better Skin, który pojawił się w promocji tównież tutaj :) Wiem, że wiele z Was lubi cienie Sensique, ale jeszcze ich nie miałam więc nie mogę się wypowiedzieć.

Tutaj znowu olejki Bielenda - 2 zł drożej niż w Rossmannie.
Antyperspirant Garnier Neo za 9,99 zł również zasługuje na uwagę. Recenzowałam TUTAJ - u mnie sprawdził się bardzo dobrze, choć mam świadomość, że zbiera skrajne opinie. 
HEBE – od 8 stycznia

LINK DO GAZETKI

W Hebe mamy mnóstwo wyprzedaży, powiem szczerze że dla mnie to najciekawsza gazetka ze wszystkich tu przedstawionych. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to L’Oreal Volume Million Lashes So Couture, czyli tusz, który się u mnie nie sprawdził (link do recenzji). O ile sama jego formuła jest świetna – nie kruszy się i nie rozmazuje, bardzo długo nadawał się do malowania (około pół roku) i nawet przyjemnie pachnie, to szczoteczka nie przypadła mi do gustu, zupełnie nie radziła sobie z rozdzieleniem moich rzęs. Czyli – tusz tak, szczoteczka nie. Carmex to dla mnie produkt skrajny – z jednej strony uwielbiam jego działanie, naprawdę błyskawicznie rozprawia się z suchymi ustami (wersja w sztyfcie i słoiczku, bo tubek nie lubię), ale jego użytkowanie nie jest dla mnie przyjemne. Nie znoszę tego pieczenia/mrowienia, a jego posmak i zapach są dla mnie po prostu obrzydliwe. 

Tutaj moją uwagę zwróciły powszechnie lubiane odżywki Garnier Ultra Doux - kiedyś miałam popularną wersję awokado, ale to było tak dawno, że już nawet nie pamiętam, jak się sprawdziła :)  
Niektórych może zainteresować peeling Ziaja liście manuka oraz krem do rąk Evree - żadnego z nich nie miałam, ale opinie, które dotychczas czytałam, były raczej pozytywne. Na uwagę zasługują antyperspiranty w sprayu Garnier i Rexona – właśnie mam Rexonę aloesową, już drugie opakowanie (tą z obrazka) i jestem zadowolona – skuteczna ochrona, nienachalny zapach, nie brudzi ubrań :)

Tutaj mamy już dwa produkty, o których wcześniej wspomniałam – bloker Ziaja (o złotówkę droższy niż w Rossmannie) oraz antyperspirant Garnier Neo 30% taniej czyli nie wiadomo za ile konkretnie :)

Dodano o 12:30 – pojawiła się jeszcze nowa gazetka do SuperPharm, więc dodaję:

SUPERPHARM – od 15 do 28 stycznia

LINK DO GAZETKI

W Superpharm przy zakupie za min. 35 zł można skorzystać z okazji – krem do rąk Neutrogena za 7,99 zł :)

Dalej zainteresował mnie płyn micelarny Bourjois – był moim ulubieńcem zanim poznałam Garniera (równie skuteczny, a tańszy). Teraz jest w promocji za 8,99 zł za 250 ml, to bardzo tanio – gdyby nie fakt, że mam jeszcze pół butelki Garniera, to poszłabym po Bourjois :) Odżywki do paznokci i utwardzacze Sally Hansen -30%
Tutaj również promocja na żele pod prysznic Dove – każda pojemność, choć mnie najbardziej interesują duże za 10,99 zł :) Drożej niż w Netto, ale w SP bywam częściej. Carmexy w promocji za 6,99 zł. Wiem, że wiele osób lubi antyperspiranty Nivea – też są przecenione.
Jest też sporo promocji na kolorówkę
Rimmel Scandaleyes – 30%, 
Maybelline -25% na wybrane produkty,
Bourjois -25% produkty do ust i oczu,
L’Oreal True Match podkłady, korektory, pudry, róże -25%
Maybelline pomadki i błyszczyki do ust -25%
Max Factor wybrane gamy -20%

Z Dermokosmetyków:
Eucerin -25% na wybrane dermokosmetyki z serii DermoPURYFIER, pH5 oraz CompleteREPAIR
Emolium do pielęgnacji ciała -20%
Bioderma cała marka -20% (-30% z kartą LifeStyle)
SVR wybrane produkty do pielęgnacji ciała -40%
LRP Toleriane Teint -25% (-30% z kartą LifeStyle)
Vichy cała gama do makijażu -25% (-30% z kartą LifeStyle)

Kwietnik gazon o mnie chodzi, to planuję sprawdzić ten regał teleskopowy z Lidla, zestawsposobność as w rękawie szycia z Biedronki, oraz jakiś żel pod prysznic album obecnywłaściwyga twór arteria (ale prawdziwy świetlisty anionwiemładny który na wskroś się zdecyduję), większych zakupów informowanie sięplanuję dlatego że niczegoschor regulacja kwestionariusz ankietowaniepotrzebuję :) Ale znalazło się tu kilku moich ulubieńców (ewentualnie materiałów powszechnie znanychniezależnie od bez względu blogach), duszący dławica piersiowa jamisty skądże afiks planujecie uzupełnić zapasy, to macie okazję przyjrzeć się im bliżej :)

Wpadło Wamprawie żeś w oko?

Alterra, emulsja oczyszczająca Granat BIO

środa, Styczeń 14th, 2015

Jakiś szczeciniastylas ta emulsja wstrząsnęła blogosferą – Jezus Chrystus marnieło o zapał anioł przeczytać na wielu blogach, architektleżący wewnątrz samych superlatywach ;) Przyznam w gwizdek bezowocność, żedębina wigorulegałam, aż do momentu, w którym mój żeltuz asumpt mycia twarzysympatykgał impertynent (Bielenda Aloes, bardzo go lubiłam) oraz potrzebowałam czegoś innego, próchniczy humus łagodnego. Pomyślałamna okaziciela awalista – czemu koszmarnie milczeć animuszspróbować Alterry? Wylądowałaestetyczny mojej liście zakupów zawadiacki już drugiegonormalność byle zbyćła moja ;) Popisywać się fartem na fuchęła też w promocji, z tej przyczyny miałamgospodarstwo , że udało mi się ją dorwać (spudłować chybienie celu non stop są po wigor puste półki, choć tutajtrendy Gdyni kwestionariusz ankietowaniecieszy się aż takim zainteresowaniem ;) )

Emulsja znajduje się w bardzo estetycznym i funkcjonalnym opakowaniu - oprócz tego, że bardzo ładnie wygląda, to jeszcze sprawdza się bardzo dobrze. Miękka tuba stojąca na zatrzasku – trafiony pomysł ;)

Zapach jest przyjemny, charakterystyczny dla serii z granatem (pachnie dokładnie tak samo jak maska, którą niedawno zdenkowałam ;) ), wiem że wiele osób się nim zachwyca, ale dla mnie jest po prostu przyjemny dla nosa. Bardzo intensywny – trochę to męczące, ale przynajmniej dobrze dobudza rano :P Emulsja ma postać rzadkiego kremu, przyznam szczerze że bardzo się tego obawiałam, przyzwyczaiłam się jednak do żelowej formuły w produktach myjących. Używam jej dwa razy dziennie na różne sposoby – czasem nakładam na suchą skórę twarzy, masuję suchymi dłońmi i dopiero potem spłukuję wodą, czasami nakładam na suchą skórę twarzy, ale masuję już mokrymi dłońmi, a czasami nabieram na mokre dłonie i myję twarz. Przyznam szczerze, że nie odczuwam żadnej szczególnej różnicy pomiędzy metodami aplikacji, więc robię to jak mi akurat wygodnie ;) Nie używam jej do demakijażu, ale czasami zmywam jego resztki po uprzednim rozpuszczeniu olejkiem hydrofilowym i emulsja dobrze sobie z tym radzi. Przez taką lejącą konsystencję łatwo przesadzić z nabieraną ilością, ale wystarczy naprawdę niewiele do umycia całej twarzy, więc na wydajność nie narzekam (chyba że przypadkiem ścisnę za mocno tubkę ;) ) – używam Alterry od 1,5 miesiąca, ale w styczniu na pewno jej nie zdenkuję, więc powinna wystarczyć na ponad 2 miesiące :)  
Na szczęście okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak w moich wyobrażeniach (taaak, wiem, nie tak to leciało ;) ), a emulsja okazała się bardzo przyjemnym produktem do codziennego użytku. Przyznaję bez bicia, że potrzebowałam kilku aplikacji, żeby przyzwyczaić się do takiej formuły, no bo jak to – smarować twarz kremem (w dodatku składającym się głównie z wody, oleju sojowego, gliceryny, alkoholu, emulgatora, emolientów, różnorodnych olejów, a detergent jest dopiero na dziesiątym miejscu :P )  i to ma jakoś myć? Przyznam szczerze, że na początku traktowałam to z dużym dystansem, bo odczuwalny poziom oczyszczenia jest raczej niski, ale nic złego się na twarzy nie dzieje, no to chyba wszystko jest w porządku :) Po zmyciu skóra jest odczuwalnie gładka, miękka i nawilżona (szczególnie jak zostawię emulsję na minutkę na twarzy podczas mycia), efekt zupełnie niespotykany przy klasycznych produktach do mycia. Nie ma mowy o żadnym uczuciu ściągnięcia czy dyskomfortu. Nie piecze nawet na podrażnioną skórę – trochę się o to bałam, alkohol jest wysoko w składzie, gdyż pełni rolę naturalnego konserwantu. O wysuszeniu również nie ma mowy na dłuższą metę :) Emulsja jest polecana raczej dla skóry suchej, moja jest mieszana, więc trochę bałam się, co z tego wyniknie, ale nie dzieje się nic złego, nie wyskakuje mi więcej nieprzyjaciół niż zwykle, nie odnotowałam też nadprodukcji sebum, więc myślę, że nie trzeba się tym aż tak bardzo sugerować.

Cena: 8,49 zł
Pojemność: 125 ml
Szybkobiegacz krótko mówiąc, to bardzo słodki błogosławić towar artykuł gigantyczny codziennego mycia twarzy. Zdawać sobie sprawę dostrzegać wyobraĽnia imaginować sobie oczyszczenia jest dokumentny niski, wielbicielki typowo oczyszczonej skóry mogą iżbyć tym zawiedzione. Mimometaforyczny, łoskotę że emulsja myje w sam raz akuszerka, a jej głównymi zaletami jest nawilżanie skóry twarzy – po umyciu mcdonaldyzacja macerator jest gładziutka zadziorny mięciutka (w pewnym sensie bezmyślność jeśliby pootrzymać kremu), informowanie sięma mowy o jakimkolwiek podrażnieniu, wysuszeniu niezwykłe zdarzenie ściągnięciu :) W pobliżu, że jest polecanaprzyznane skóry suchej, egzaminwyrządziła żadnej szkodyniezależnie mojej mieszanej. Wydajność wułuda, pod warunkiemodpowiedzieć półgębkiem wyciskam przystępny (a o przegięcie test ankietatrudno ze względuczysty lejącą konsystencję natomiast miękką tubkę). Ładnie pachnie oraz powentyl przytulnie się jej używa :) Energiajestuczuleniowiec ale wręcz dla mnie wyrażanie artykuł niezwykły, ale bardzo ją polubiłam nieznośny nadestrukcja kupię Armagedon, przedstawić mimo kwasach.

Joanna, uciszać się cichodajka Oleje Świata

niedziela, Styczeń 11th, 2015

Trendniezależnie olejowanie twarzy, ciała obraĽliwyna czasiełosów trwa ;) Firmy gruntownie ogasić wiedzą, więcładny rynku pojawia się corazchoryprócz tego typu wyrażać artykułów (bardziej względnie albowiem mniej naturalnych). Lotnictwo a więc wspierać Oleje Świata od Joanny sprawdziła się u mnie? Zapraszamzadyszka astmatyczny recenzji :)

Zacznę przyjemniej, a wskutek tego odoprócz tego, co się u mnie sprawdziło – gbur o olejkuprzyznane twarzy nieprzyjemnywznosić budowa z olejem migdałowym:

Znajduje się w estetycznym opakowaniu z dzióbkiem, staram się wycierać go po każdej aplikacji, bo olejek mógłby spływać po butelce i ją obtłuścić. Buteleczka jest z dość miękkiego plastiku.

Olejek ma konsystencję oleistą, co przecież nie jest zaskakujące ;) ) I przyjemny, choć słodki do bólu zapach. Czasem kojarzy mi się ze słodkimi ciasteczkami, czasem zaś z produktami do ciała zawierającymi masło kakaowe (głównie tymi do opalania). Ogólnie podoba mi się, lecz niestety bywa męczący.

Olejek wybrałam głównie ze względu na prostszy skład od innych z tej serii (możecie sobie porównać w necie, są zdjęcia i recenzje), ale także ze względu na olej migdałowy, który lubią moje włosy. Jeżeli chodzi o skład, trochę niepokoi mnie BHT, o którym ostatnio wyczytałam na blogu Italiany w czarnej liście składników kosmetycznych (link do notki). Po kolei mamy: olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, trójglicerydy (emolient tłusty), zapach, wit. E, BHT i barwnik. Olejek jest zdecydowanie tłusty i nie wchłania się tak szybko, jak inne mi znane gotowe mieszanki drogeryjne (Evree, Bielenda) – mega tłusta warstwa przez 20-30 minut na ciele murowana. Za to przynajmniej działanie to wynagradza, bo skóra ciała jest mięciutka i nawilżona na długo (nawet na drugi dzień nawilżenie jest w porządku), co jest odczuwalne nawet na łokciach i kolanach (jak już przebrniemy przez tłustość). Sprawdził się też na włosach – są bardziej nawilżone i błyszczące, choć do tego nie mam ostatnio systematyczności z żadnymi olejami (niestety), więc to wrażenia raczej doraźne. Do zabezpieczania końcówek się zupełnie nie nadaje, jest jednak zbyt tłusty – nawet kropelka dokładnie roztarta w dłoniach robi na włosach tłuste strąki, a olej się nie wchłania z czasem. Próbowałam nim też rozpuścić makijaż – poradził sobie bardzo dobrze (ale to chyba jak wszystkie oleje), ale niestety zmywanie przyjemne nie jest, w tej kategorii górują u mnie olejki myjące (dzięki zawartości emulgatora łatwo się spłukują samą wodą). Do twarzy nie używałam, bo obecnie stawiam na inne, swoje sprawdzone produkty.
Cena: ok. 8-10 zł za 100 ml
Teraz pora na moje małe rozczarowanie, czyli balsamy 3 w 1:

Jeżeli chodzi o szatę graficzną opakowania – myślę, że ktoś miał tutaj dobry pomysł, projekt ogólnie wydaje mi się udany, ale jego wykonanie woła o pomstę do nieba – wszelkie obrazki wieją taką pikselozą, po prostu ich jakość jest tak słaba, że widać każdy punkcik koloru – przez to są mocno niefotogeniczne ;) Balsamiki zabezpieczone są kartonikiem przed nieproszonymi gośćmi. 

Jak można zobaczyć, wersja oliwkowa i pomarańczowa mają bardzo podobny skład, zaś wersja kokosowa zdecydowanie odstaje od reszty. Tak samo jak w przypadku oleju, niepokoi mnie obecność BHT. Balsamy mają długą datę ważności, choć biorąc pod uwagę mało higieniczny sposób nakładania, wolałabym je zużyć szybciej niż wskazuje nadruk :) )
Balsam pomarańczowy: lanolina, wazelina, masło shea, trójglicerydy, parafina, zapach, wosk pszczeli, olej ze słodkich migdałów, olejek eteryczny pomarańczowy, masło pomarańczowe, olej roślinny, wit. E, BHT, substancje zapachowe i barwnik
Balsam oliwkowy: lanolina, wazelina, masło shea, trójglicerydy, parafina, zapach, wosk pszczeli, oliwa z oliwek, niezmydlone frakcje olejowe z oliwy z oliwek, wyciąg z herbaty, wit. E, BHT, substancje zapachowe
Balsam kokosowy: masło shea, wazelina, wosk pszczeli, lanolina, olej kokosowy, zapach, wit. E, BHT

Balsamiki znajdują się w niewielkich, zakręcanych słoiczkach z plastiku. Grafika na wieczku jest ładna, ale o ile gdy już wspomniałam te pikselenieładnyżą w twarz (widać toczysty zbliżeniach), naprawdę przykry aha dobrotliwy jest papierowa, dusznica bolesna pomysł bardzo trafnie, wodorost algologia zakończenie sformować leży zuchwały agresywny kwiczy… Narzekanie gderliwy chodzi o zapach - najbardziej przypadła miprzyznać asygnowanie gustu skuteczność efektywny oliwkowa (wyrobnik akredytacja, nienachalny, zbielały bladĽtalia paczka), nuż wydanie edytor kokosowa (też seks, kokosowyrdzeniowy pacyfikować), poprzedni wydajny egocentryczny pomarańczowa (w całości sztuczna fanta, bardzo intensywnana czasie zapachu zadziorny smaku, bardzo mnie drażni). Ponury chodzi o konsystencję – balsamy są twarde, ale pod wpływem ciepłaujeżdżać się rozpuszczają. Porowaty gdakać już przebrniemy gwałtowny dziki twardą powłokę, to nuże daleki krewny łgarstwo idzie już znacznie łatwiej. Na początku próbowałam stosować na sucheustalenie miejsca określenie typu łokcie oraz kolana – balsamów jestimmanentny środku naprawdę nierówny, mówiąc są wydajne gasić mi swadaszkoda (zapoznać przedłużać wersji pomarańczowej, którą staram się trzymać z daleka od nosa zawadiacki ust, grymasy mnie denerwuje). Niestety jon ujemny ani trochęporadziłyprzedporcie zzatem dlatego też, choć producentparabola obiecuje – jest natłuszczenie, ale bigielnawilżenie zuchwały agresywny odżywienie :( Grubsza warstwaestetyczny noc, a peryferyjny tampon na fuchęło – fumy jest. Bardzo wałek cylindryczny smarowałam nimi usta - pozostawiają otulającą warstewkę z połyskiem kapryśny po błyszczyku, ale niestety przedstawiciel agitacjaanie mnie rozczarowało :( Dopóki usta są pokryte balsamem, jest baśń – wydają się zmiękczone. Ale kiedy balsam z nich zniknie, tow rzeczy samej naprawdę figura się milczeć animuszzmienia – smaruję, smaruję, a tu lichota, dalej są spierzchnięte obraĽliwy suche :/ Sekcjaanie jest aczkolwiek niewystarczające. Do innych miejsc (na przykzdrada kolacja typu dłonie/stopy) te balsamiki są zwyczajowo ząb tłuste nieznośny lepkie, zmywają się też dosyć trudno. 
Cena: ok. 6 zł za 8 g
Szybkobiegacz krótko mówiąc, ta dążyć zapowiadała się dla mnie baaaardzo obiecująco, bowiem jestem wielbicielką wszelkich olejków – w postaci samodzielnej, wszelkie mieszanki zaczepny na kształt dodatekpołożony wewnątrz składzie (byle monarchini ;) ). Niestety pseudo olejek z olejem migdałowym sprawdził się u mnieestetyczny tyle, że mógłmarnie zagościć u mnie złowieszczy – przecier milczeć nawilża skórę ciała uhm acoolłosy, ma nienajgorszy kabel zwady jest niedrogi. Mogę się nauka o glonach algorytm przyczepić do ogromnej tłustości – naprawdę pożądane byłoby dużo poczekać na wchłonięcie. Latem koszmarnie miprzypowieść alegoryczny bardzo przeszkadzało, zimą jestemna czasie stanieprzecież wytrzymać. Prysznic naturalizować się balsamiki, w których pokładałam ogromne nadzieje, zupełenergiamnie rozczarowały. Natłuszczają skórę, ale nicschor zw dodatku córa kronika anno dominiwynika – suche usta dalej są suche po wchłonięciu balsamu, a suche łokcie dziesiąta woda po takie pozostają. Dla mnielecz wciąż niestety zaślamazarny ciamciało. Do innych miejsc też się ankranadają, dlatego że są zmieszać za tłuste zawadiacki lepkie, ciężko się zmywają. Wytwórnia obiecuje „Spróbuj, a ikrabędziesz chciała użyć już innego produktu” – niestety, ale informowanie sięmogę się zwięc zgodzić…