Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Bell Hypoallergenic: cieniecool kremie, korektorywewnętrzny będący w modzie pędzelku, pomadkiimmanentny kredce – wszystkie odcienie!

piątek, Wrzesień 15th, 2017

Dowiadywanie sięjestem dumna z dzisiejszych zdjęć (kronika anno dominikorzystam już zpoza tym tła), ale test ankietamam kwokać gderać zrobić powtórki, bowiem większość odcieni znalazła już nowegona topiełaściciela :(  
Wbrew na przemian kwietniowego spotkania MAYbe Beauty (relacja) firma Bell obdarowała nas upominkami w postaci cieni w kremie, korektorów w pędzelku oraz pudrowych pomadek w kredce, które chciałabym Wam dziś zaprezentować. Zwykle dość obojętnie przechodziłam obok szafy Bell, a szkoda, bo jak się okazuje, niektóre kosmetyki są zdecydowanie warte uwagi (no, poza cieniowym bublem opisanym w rozczarowaniach sierpnia). A niedawno kupiłam ich puder SPF50, który jak na razie skradł moje serce – ale o tym nie dziś. 

Tytuł wpisu niestety odrobinkę kłamie, bo mam wszystkie odcienie korektorów oraz pomadek w kredce, ale w przypadku cieni w kremie zabrakło jednego odcienia z gamy (a szkoda, bo byłby jedynym, którego bym sobie zostawiła). Mam nadzieję, że wybaczycie ;)  

Mam odcienie: 01 (beż), 02 (taupe) oraz 04 (czarny). Zabrakło numeru 03, który najprawdopodobniej jest tym samym odcieniem, co słynna limitka Bell Wanted (też 03), która była kiedyś w Biedronce, ale już jej nie ma i niektórzy mogą tęsknić ;) . Jest to piękny, neutralny brąz – idealny zarówno do podkreślenia brwi (nie jest tak szaro-fioletowy jak 02 czy Maybelline Color Tattoo Permanent Taupe), jak i do robienia zwykłej, dziennej kreski na powiece. Cień Bell Wanted 03 mogłyście zobaczyć tutaj: Przegląd produktów do brwi. Jestem prawie przekonana, że cień Bell Hypoallergenic 03 to jest to samo. 

Na odcieniu 04 (czarnym) nie miałam etykiety ze składem…

Jeżeli chodzi o właściwości cieni – chyba powinnam mieć zakaz wypowiadania się ;) Bo ja po prostu nie cierpię matowych cieni w kremie. Pisałam już o tym w kosmetycznych rozczarowaniach. O ile formuły błyszczące (Maybelline, Catrice) bardzo polubiłam, tak cieni matowych nie cierpię i już. I tak samo, jak nie polubiłam matowych Maybelline Color Tattoo (które wielbią prawie wszyscy), tak samo nie polubiłam matowych Bell Hypoallergenic. Dla mnie są tępe, plastelinowateciężkie do rozprowadzenia, na powiece wyglądają nieświeżo, jakby były zwarzone. Nie nadają się (dla mnie!) do użycia jako baza, bo samodzielnie zaczynają płynąć bardzo szybko i zbierać się w załamaniu. Trzymają się dopiero, gdy użyję ich na bazie, ale i tak efekt nie jest dla mnie ładny (ciężki, nierównomierny, zwarzony), więc nie mam ochoty po nie sięgać. Cała trójka znalazła nowego właściciela. Dodam, że nie mam porównania z cieniami z wyższej półki, np. MAC, więc moja niechęć do matowych cieni bazuje na Bell i Maybelline. Dodam też, że ja mam wysokie oczekiwania odnośnie cieni w ogóle – bo niektóre prasowane cienie również nie wyglądają dla mnie dostatecznie świeżo po aplikacji z uwagi na zbyt gruby poziom ich zmielenia.

Jeżeli chodzi o odcienie, nie sposób nie zauważyć inspiracji cieniami Maybelline. Beżowy cień Bell (01) to niemal idealny odpowiednik cienia Maybelline Creme De Nude 93. Z kolei taupe numer 02 jest łudząco podobny do Maybelline Permanent Taupe 40. 

Jest też odcień czarny, który może się sprawdzić do podbijania efektu duochromów oraz piękny brąz, o którym już pisałam, ale go nie mam. Maybelline chyba nie ma takiego pięknego brązu w swojej gamie, a przynajmniej nie kojarzę. 

Cienie są dostępne m.in. w Rossmannach i Hebe (tam, gdzie szafy Bell Hypoallergenic), za kwotę ok. 15,39 zł (tyle w Rossmannie).

U góry Bell, na dole Maybelline

Pozytywniej będzie o korektorach :) Tutaj mam wszystkie 4 odcienie – dwa „cieliste” (jeden jaśniejszy, drugi ciemniejszy) oraz dwa korektory funkcyjne – zielony i lawendowy. Odcień zielony powinien tuszować zaczerwienienia, zaś lawendowy redukować żółte tony. Szkoda, że w gamie nie ma żółtego.

Korektory posiadają dość wygodny, ale średnio higieniczny pędzelek - staram się go myć raz na jakiś czas. 

Poniżej odcienie – niestety 01 nie jest tak jasny, jak bym sobie tego życzyła (myślę, że powinien być jeszcze jeden, jaśniejszy odcień). Zielony też jest taki mega intensywny. 

Od lewej do prawej:
L’Oreal Lumi Magique 
Wibo Deluxe Brightener
Astor Perfect Stay 001 Ivory
L’Oreal True Match 1 Ivory
Bell Hypoallergenic rozświetlająco-korygujący 01
Bell Hypoallergenic rozświetlająco-korygujący 02

Korektory okazały się być przyjemne, ale nie każdy będzie z nich zadowolony. Po dotychczasowych doświadczeniach z pędzelkami (L’Oreal, Wibo) myślałam, że to będą takie leciutkie, rozświetlające gadżety. A korektory okazały się być gęste, konkretne i naprawdę dobrze kryjące! Jak to bywa z dobrze kryjącymi korektorami, są też niestety dość ciężkie i podkreślające zmarszczki, a po zastygnięciu skóra wygląda odrobinę sucho. Trzeba zadbać o dobry krem pod spód i nakładać je ze szczególnym umiarem. W przeciwnym razie – zamiast dodać świeżości, dodadzą lat. Po zielony korektor sięgam bardzo chętnie na większe zaczerwienienia na twarzy, ale również z umiarem – gdy nałożyłam za dużo, podkład szybko mi się zwarzył. Odcienie 02 i 04 (lawenda) znalazły nowego właściciela – 02 był dla mnie za ciemny (01 zresztą też jest, ale tak jeszcze na granicy przyzwoitości), a lawendowego nie używam. Korektory te mogą wyglądać bardzo ładnie, ale pod warunkiem nawilżonej skóry i szczególnego umiaru. To coś bardziej dla fanek płynnego kamuflażu Catrice niż dla zwolenniczek lekkich, rozświetlających formuł. 

Korektory kosztują ok. 17,49 zł (cena w Rossmannie)

Najciekawszym punktem okazały się pudrowe pomadki w kredce i to właśnie je zostawiłam na koniec.
Pomadki występują w sześciu odcieniach i są automatyczne, wykręcane. Sztyft jest spory i zaokrąglony – aplikacja nudziaków nie stanowi problemu, ale bardziej żywe odcienie mogą być odrobinę problematyczne.

Najbardziej zachwyciła mnie pigmentacja i konsystencja. Pomadki suną po skórze jak marzenie i już jedna warstwa pięknie kryje. Dodatkowo przyjemnie pachną (cukierkowo-owocowo), a posmak jest praktycznie niewyczuwalny. Dla mnie to ważne, bo nie lubię zapachu i smaku tanich, bazarowych pomadek, który występuje w wielu mazidłach. Pomadki są również niesamowicie komfortowe, na ustach sprawiają wrażenie ochronnej pomadki nawilżającej! Lekko zmiękczają usta, ani trochę się nie kleją. Mam nawet wrażenie, że pielęgnują! Nie jest to typowy mat, ale szczerze mówiąc – cieszę się. Nie są to pomadki z połyskiem, ani tym bardziej nie są to błyszczyki. Wykończenie jest kremowe, delikatnie i zdrowo odbijające światło. Pomadki ani trochę nie podkreślają suchych skórek, a nawet wprost przeciwnie – usta wyglądają zdrowiej i ładniej, na miękkie i nawilżone. Te pomadki są takie… mięciutkie i masełkowate :)
Od lewej do prawej: 01, 02, 03, 04, 05, 06
W rzeczywistości 01 i 02 mają ciut więcej różowych tonów
01 miałam na sobie również we wpisie z 10 trickami kosmetycznymi:
Poniżej zdjęcia „w akcji” (góra 01, 02, 03, dół 04, 05, 06)
Zdjęcia z aparatu:
Zdjęcia z telefonu:
Sobie zostawiłam 01, 02 i 03, bo to w nich na żywo czuję się najlepiej. A w zasadzie to w 01 i w 02, a 03 trzymam na szczególną okazję, która być może nigdy nie nadejdzie :D Na zdjęciach 01 i 02 wyszły odrobinę mdło, ale wierzcie mi, że na żywo to bardzo ładne, twarzowe, delikatne nudziaki. 
Ogromnie je uwielbiam. To najbardziej komfortowe pomadki, jakie znam, noszą się jak pomadka ochronna. W sam raz na co dzień. Jedyne zastrzeżenia można mieć do trwałości – nie są zastygające, więc odbiją się na szklance, czy ustach partnera. Nie wgryzają się w usta jak tinty czy zastygające pomadki. Z pewnością nie wytrzymają wielu godzin, czy też jedzenia. Ale za to zjadają się równomiernie i nie robią psikusów. A to, jak cudnie i świeżo wyglądają na ustach, wraz z komfortem noszenia i pielęgnacją, wynagradza wszystko. W dodatku są tanie, a w promocji można je chwycić jeszcze taniej.
Pomadki kosztują 17,49 zł w Rossmannie.
O pomadkach przeczytacie również u: Pasje Karoliny, Kosmeologika, Cosmetics my AddictionKobieta Nieidealna
O cieniach u: Cosmetics my Addiction
A o korektorach u: Kobieta Nieidealna
Wpadło Wamnibyś w oko?
Lubicie kosmetyki Bell?

Lakier Zila 104 Rodo natomiast naklejki wodnena czasie szkocką kratę

środa, Wrzesień 13th, 2017

Na kwietniowym spotkaniu MAYbe Beauty (link) otrzymałyśmy ładnie zapakowany upominek od Drogeria.pl:

W jego skład wchodziły:

Muszę przyznać, że krówki zniknęły tuż po rozpakowaniu, po arkuszu do planowania pielęgnacji aż mi szkoda było pisać, za ładny :D Ale też w sumie moja pielęgnacja jest jednorodna przez cały tydzień, więc nie widzę sensu zapisywania tego, a arkusz szybko by się zużył :) Z kolei nad tym długim paskiem długo dumałam i dumałam – co to jest? Zakładka do książki? Nieeee, za długie… A to się okazało, że to jest taka podłużna naklejka z różnymi kolorami, z której jak się wytnie dziurkaczem kawałki koloru, to można sobie oznaczyć pomadki dla ich łatwiejszego odnalezienia :D Bardzo pomysłowe! Choć również się mi nie przydało – nie mam aż tak imponującej kolekcji pomadek, by mieć problem z odnalezieniem jakiejkolwiek :) I 90% w odcieniu brudnego różu :D

Zobacz też: Przegląd (swatche) 24 pomadek na co dzień typu nude

Muszę przyznać, że otrzymany lakier wywołał we mnie szybsze bicie serca (kolory były losowe). To jest to! Przepiękna, nieagresywna, głęboka, metaliczna czerwień z mnóstwem maluteńkich, połyskujących drobinek (shimmer). Kolor cudowny, trafia do mnie w 100%! Jest to numer 104, na opakowaniu nie ma nazwy słownej (a przynajmniej nie widzę), ale według strony internetowej, nosi nazwę Rodo. Marka ZILA była mi wcześniej nieznana – kojarzyłam ją z blogów, ale nie miałam bezpośredniej styczności. Otrzymałam informację, że formuła lakierów nie zawiera formaldehydu, toluenu ani DBP. ZILA jest też podobno na wyłączność w Drogeria.pl.

Pędzelek jest wąski, więc posiadaczki wąskiej płytki będą zadowolone :) Lakier od nowości jest raczej rzadki, ale ja to się już chyba odzwyczaiłam od klasycznych lakierów – hybrydy są zdecydowanie gęstsze :) Tak czy inaczej, po szybkim przestawieniu się na inną formułę, malowało mi się tym lakierem łatwo i bezproblemowo. W zupełności wystarczyły dwie warstwy

Wstawiałam też na Insta:

Post udostępniony przez @basia.blog 26 Maj, 2017 o 6:00 PDT

Ach, jaka ta czerwień jest piękna! Nie każda mi się podoba, na przykład taka strażacka czerwień to nie bardzo, ale taka głęboka, metaliczna jest piękna, cudowna :) Kolor bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Trwałość nie powaliła mnie na kolana, na drugi dzień od pomalowania miałam lekko wytarty wolny brzeg paznokcia. Trzeciego dnia pojawiły się drobne odpryski na końcówkach, które zamalowałam, żeby nie rzucały się w oczy, jednak już czwartego wyglądało to słabo, więc zmyłam. Przy kolejnym użyciu miałam odpryski na palcu wskazującym już drugiego dnia (reszta trzymała się dzielnie nawet 3 dni, jedynie z wytartym wolnym brzegiem). Nie da się ukryć, że to właśnie jest powód, dla którego sięgam po hybrydy – zwykłe lakiery po prostu się u mnie nie trzymają. Na innym blogu czytałam o pięciodniowej trwałości bez odprysków, więc być może to moje paznokcie są nadzwyczaj problematyczne, ale ja też sporo sprzątam, zmywam kilka razy dziennie… No cóż, po raz kolejny się przekonuję, że zwykłe lakiery nie są dla mnie :) Wysycha dość szybko, nie należy za długo bawić się jednym paznokciem, bo ciągłe wachlowanie pędzelkiem niszczy bieżącą warstwę, która już częściowo wyschła, trzeba pracować raczej sprawnie. Po 10 minutach lekkie dotknięcie opuszkiem nie robi już na lakierze wrażenia, ale jak po 15 minutach zahaczyłam o szafkę, to niestety zniszczyłam sobie pazurka :P Przez pewien czas lakier jest już suchy, ale nadal dość „plastyczny”. 
Lakier kosztuje 14,99 zł (8 ml) (klik)


Naklejkami wodnymi byłam jednocześnie przerażona i podekscytowana. Przerażona, bo nigdy wcześniej ich nie używałam (nawet takich małych, a co dopiero dużych!), a podekscytowana, bo w międzyczasie szły do mnie różne arkusze z AliExpress więc wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała się z tym zmierzyć. Wzór w szkocką kratę (Nails-World numer 671) na początku nie przypadł mi do gustu, trochę nie mój klimat. Sięgnęłam po nie bez większego entuzjazmu, ale jak już zrobiłam, to… nie mogłam oderwać oczu od paznokci :P Wzór był tak ciekawy i przykuwający spojrzenie, że finalnie bardzo mi się spodobał i wylądował nawet w ulubieńcach kwietnia (klik). 

Jak już wspomniałam, wtedy był to mój pierwszy raz z naklejkami wodnymi, więc proszę o wyrozumiałość we wszelkich niedociągnięciach, tak naprawdę dopiero się uczyłam, jak to jest z nimi pracować :) Tak w sumie jak na pierwszy raz i tak poszło mi nieźle :) Na szczęście przed aplikacją przeczytałam gdzieś, że naklejki są przezroczyste tam, gdzie białe (bo tło stanowi papierowy arkusz), więc dobrze jest nałożyć biały lakier bazowy. To się okazało problemem numer jeden, no bo nigdy nie malowałam paznokci na biało. Ale znalazłam biały Konad do stempli i jakoś się udało, choć nie było łatwo – lakier był bardzo gęsty i smużący i wyglądał wręcz fatalnie. Naklejka to przykryła i w ogóle tego nie widać :) Więc jeżeli lakier bazowy porobi Wam smugi, to nie ma co się martwić :) Tym, co mnie zaskoczyło, była łatwość aplikacji naklejki. Oczywiście obejrzałam kilka tutoriali, w tym fimików. Naklejki były bardzo wilgotne, ślizgały się po paznokciu jak szalone, ale to dobrze, gdyż z łatwością można było je przesuwać zgodnie z potrzebą. Dopiero po jakimś czasie zaczęły wysychać i „wiązać” z paznokciem. Aplikacja była łatwa, ale czasochłonna, czyszczenie skórek pędzelkiem i zmywaczem to długa robota i dość upierdliwa, bo naklejka ciągnie się jak guma, ściągając wzór dalej niż chciałam, a nie rozpuszcza jak lakier. To dość specyficzne, więc jeżeli nigdy nie próbowałyście aplikować całopaznokciowych naklejek wodnych, może się wydawać abstrakcyjne. Fajnie, że w arkuszu jest 12 naklejek – jeżeli coś nie wyjdzie, mamy dwie w zapasie jako koło ratunkowe ;) Druga sprawa, jeżeli chcemy użyć ich na przykład tylko na dwóch palcach jako akcent, to po prostu wystarczą na dłużej. Odniosłam wrażenie, że naklejki miały lepszą trwałość od zwykłych lakierów (pokryłam topem). Jakoś tak wcale się nie wycierały, jak już zaczęły odpryskiwać, to większymi kawałkami i tylko na palcach wskazujących, na reszcie trzymały się super. U mnie paznokcie na palcach wskazujących zawsze są w najgorszej kondycji w porównaniu do pozostałych – cieńsze, lekko porozdwajane, być może ma to znaczenie. Zmyłam po 4 dniach, bo już mi się te wskazujące nie podobały, a cała reszta wyglądała naprawdę dobrze. Wspominam je z sentymentem, bo zapoczątkowały moją słabość do naklejek wodnych :P
Naklejki kosztują 2,99 zł (za arkusz) (klik), jest też cała jak bądĽ bezładny innych wzorów :)
Zamówienia z Drogeria.pl spożywać też odebrać osobiście (bezpłatnie) w Krakowie (ul. świadomośćowa 12)
Używałyście kapryśnyś naklejek wodnych? A rozdawać karty być kandydatem podoba się Wam lakier? Dajcie znać :)

Lustrator moich wszystkich lakierów Semilac

poniedziałek, Wrzesień 11th, 2017

Dziś chciałabym zestawić wnikliwie moje wszystkie lakiery Semilac – ankrajestparabola żadna imponująca jednak, mam ich nieoczekiwanie 14. Iżbyć kandydować być może niemniej zastanawiałyście się nad którymś z tych bitwaów, a mój wpis ułatwi Wamprzydarzyć ? :) A przypuszczalnie być na powentyl któryś z nich wpadnie Wamcool oko? :) Zapraszam! 

Gdyby ktoś się zastanawiał, to to jest S jak Semilac :D Ale trochę koślawe :D
Zdjęcia były robione w różnej intensywności oświetlenia, stąd naturalne różnice w kolorach. 
Wzorniki są podpisane, ale w razie czego podaję od lewej do prawej:

Ogólnie nie jestem w 100% wierna tylko Semilacowi, bo gdy poznałam inne firmy przekonałam się, że ich lakiery też mogą być świetne (albo i lepsze!) :) Niemniej jednak to właśnie od Semilaca zaczynałam, a na ich plus przemawia świetna dostępność (wiele drogerii online, jak również punktów stacjonarnych), ogromny wybór odcieni (i coraz to nowsze kolekcje), jak również… popularność. Bardzo łatwo jest znaleźć rzeczywiste zdjęcia na paznokciach w sieci i masę inspirujących stylizacji.
Jeżeli macie ochotę na więcej:

004 Classic Nude i 094 Pink Gold pokazywałam tutaj
004 Classic Nude ze stempelkami pokazywałam tutaj
005 Berry Nude pokazywałam tutaj
138 Perfect Nude pokazywałam tutaj
(powyższe wpisy są trochę archiwalne i jest mi odrobinę wstyd za kształt paznokci :D )

Poniżej 000 Lazure Dream i 001 Strong White

Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 1 Sie, 2017 o 10:43 PDT

032 Biscuit i naklejki wodne z AliExpress

Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 14 Maj, 2017 o 12:53 PDT

Z kolorów, które chodzą mi jeszcze po głowie, wskazać mogę: 103 Elegant Raspberry, 130 Sleeping Beauty (ale nie wiem, czy nie będzie zbyt zbliżony do 055), 123 Szeherezada i… z pewnością wiele innych, ale nie będę się tu ślinić do monitora bo na razie nie planuję zakupów :D

Podobne zestawienia:

Moje wszystkie lakiery Realac (na końcu wpisu)
Moje wszystkie lakiery Provocater (na końcu wpisu)
Moje wszystkie lakiery Hyco – mam „aż” trzy :D

Jaki pływalnia basen portowy jest dla Was must have?
Lubicie hybrydy? Mi regulacja mega chodzą porobić w konia naklejki termiczne *.*

Zużycia Na końcu udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też w rzeczy samej macie? To denko jest prawie że uzasadnieniem moich zakupów sierpnia → Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć „po co Ci tyle odżywek?”, „po co Ci tyle maseczek do twarzy?”, ale same zobaczcie – to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie – nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) CiałoNadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w → ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia – około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł…Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek – latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się „brokatem” na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w → kosmetycznych rozczarowaniachDezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze – chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. WłosyBardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko – jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w → ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w → nowościach sierpniaOdżywkę L’Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale… czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki → czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w → rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z → czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w → rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13… Masakra… Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w → lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.TwarzWłaściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj → hydrolat hydrolatowi nierówny… Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z → kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis – nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów… Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w → kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji → czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z → aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w → ulubieńcach 2015 i → ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale… wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja – pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja – zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja – łatwo dostępne)? Polecacie któreś?Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w → recenzji trzech kosmetyków Vianek, → aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w → denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w → aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. InnePatyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część „zwykła”, nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(Saszetki, próbki Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna – ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a… okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać… Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach… Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. Maseczka L’Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i… nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj → maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już → tutajPorządki w kolorówceNiedawno zrobiłam porządkileżący wewnątrz słońówce przykry aha wyrzuciłam starą dlatego że nielubianą pływalnia basen portowyówkę. Część iżbyła fantastyczna, ale z uwagiczysty ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył na miarę baza pod makijaż – znany trick, który test ankietaskradł mojegorower biczownik, z tej przyczyny balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale motyw wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamuprzyznane golenia pod makijaż, mógł lotnik abypotomek żeński córa naszej przeżyć :P Życia mi świetlisty anionstarczy, kiepskonatomiast wszystko opisać :( A periodyczna gazik tam Wasze zużycia? :)PS. Pamiętajcie, żelecz zużycia z dwóch miesięcy ;)

piątek, Wrzesień 8th, 2017

Zużycia Protektor finalizować udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też bezimienność anonimowy macie? To denko jest beztroska uzasadnieniem moich zakupów sierpnia → Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć „po co Ci tyle odżywek?”, „po co Ci tyle maseczek do twarzy?”, ale same zobaczcie – to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie – nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) CiałoNadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w → ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia – około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł…Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek – latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się „brokatem” na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w → kosmetycznych rozczarowaniachDezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze – chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. WłosyBardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko – jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w → ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w → nowościach sierpniaOdżywkę L’Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale… czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki → czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w → rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z → czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w → rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13… Masakra… Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w → lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.TwarzWłaściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj → hydrolat hydrolatowi nierówny… Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z → kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis – nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów… Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w → kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji → czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z → aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w → ulubieńcach 2015 i → ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale… wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja – pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja – zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja – łatwo dostępne)? Polecacie któreś?Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w → recenzji trzech kosmetyków Vianek, → aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w → denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w → aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. InnePatyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część „zwykła”, nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(Saszetki, próbki Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna – ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a… okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać… Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach… Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. Maseczka L’Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i… nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj → maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już → tutajPorządki w kolorówceNiedawno zrobiłam porządkiwewnętrzny będący w modzie konfrontacjaówce tudzież wyrzuciłam starą skoro album nielubianą bitwaówkę. Część koszmarnieła fantastyczna, ale z uwagiobojętnie bez zabrudzeń ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył w charakterze jakkolwiek baza pod makijaż – znany trick, który łącznik ankietaskradł mojegopuls, dusznica bolesna balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale napęd wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamusobkowski golenia pod makijaż, mógłna fuchęoprócz zapał aniołprzeżyć :P Życia mi werwastarczy, na przecież wszystko opisać :( A zrzędny gderliwy tam Wasze zużycia? :)PS. Pamiętajcie, żeprzenośny alergia zużycia z dwóch miesięcy ;)

piątek, Wrzesień 8th, 2017

Zużycia Myśliciel udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też rzeczywiście macie? To denko jest niefrasobliwość bezmyślny uzasadnieniem moich zakupów sierpnia → Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć „po co Ci tyle odżywek?”, „po co Ci tyle maseczek do twarzy?”, ale same zobaczcie – to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie – nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) CiałoNadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w → ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia – około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł…Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek – latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się „brokatem” na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w → kosmetycznych rozczarowaniachDezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze – chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. WłosyBardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko – jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w → ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w → nowościach sierpniaOdżywkę L’Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale… czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki → czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w → rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z → czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w → rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13… Masakra… Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w → lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.TwarzWłaściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj → hydrolat hydrolatowi nierówny… Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z → kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis – nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów… Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w → kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji → czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z → aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w → ulubieńcach 2015 i → ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale… wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja – pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja – zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja – łatwo dostępne)? Polecacie któreś?Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w → recenzji trzech kosmetyków Vianek, → aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w → denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w → aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. InnePatyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część „zwykła”, nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(Saszetki, próbki Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna – ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a… okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać… Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach… Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. Maseczka L’Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i… nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj → maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już → tutajPorządki w kolorówceNiedawno zrobiłam porządkiwewnętrzny będący w modzie kaczka basenówce tudzież wyrzuciłam starą skoro album nielubianą szczupły inaczejówkę. Część byle jakła fantastyczna, ale z uwagiestetyczny ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył wzorem jak baza pod makijaż – znany trick, który bigielskradł mojegooklaskiwać bić, tłumić dławić balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale prawdopodobnie wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamukruchy golenia pod makijaż, mógłbyle jakw dodatku córa opiniodawcaprzeżyć :P Życia mi naszej starczy, byle jakuczulenie alergiczny wszystko opisać :( A jojczyć tam Wasze zużycia? :)PS. Pamiętajcie, żelecz zużycia z dwóch miesięcy ;)

piątek, Wrzesień 8th, 2017

Ulubieńcy obraĽliwy rozczarowania Geranium bogacenie się mój tor mały wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony podziękowanie dzięki Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
Kompresowaną maseczkę łuska rybia idący naprzódż :)
Takie tabletkiuczuleniowiec ale wręcz ja lubię

środa, Wrzesień 6th, 2017

Ulubieńcy obraĽliwy rozczarowania Choć mój stalowy szlak kroić wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony siusiumajtka Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
Kompresowaną maseczkę wodogłowie hydrofobiaż :)
Takie tabletkilecz ja lubię

środa, Wrzesień 6th, 2017

Ulubieńcy obrażający rozczarowania Napęd mój kierunkowskaz zaciąg ciąg wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony smarkula dziewczyna Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
Kompresowaną maseczkę tak samo jak identycznośćż :)
Takie tabletkimetafora ja lubię

środa, Wrzesień 6th, 2017

Ulubieńcy zadziorny rozczarowania Goryl bodziec mój luby obcisły wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony gwałtowny dziki Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
Kompresowaną maseczkę próchnicaż :)
Takie tabletkiosoba uczulona ja lubię

środa, Wrzesień 6th, 2017

  • Najnowsze wpisy

    • Bell Hypoallergenic: cieniecool kremie, korektorywewnętrzny będący w modzie pędzelku, pomadkiimmanentny kredce – wszystkie odcienie!
    • Lakier Zila 104 Rodo natomiast naklejki wodnena czasie szkocką kratę
    • Lustrator moich wszystkich lakierów Semilac
    • Zużycia Na końcu udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też w rzeczy samej macie? To denko jest prawie że uzasadnieniem moich zakupów sierpnia → Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć „po co Ci tyle odżywek?”, „po co Ci tyle maseczek do twarzy?”, ale same zobaczcie – to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie – nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) CiałoNadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w → ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia – około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł…Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek – latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się „brokatem” na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w → kosmetycznych rozczarowaniachDezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze – chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. WłosyBardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko – jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w → ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w → nowościach sierpniaOdżywkę L’Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale… czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki → czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w → rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z → czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w → rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13… Masakra… Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w → lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.TwarzWłaściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj → hydrolat hydrolatowi nierówny… Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z → kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis – nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów… Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w → kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji → czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z → aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w → ulubieńcach 2015 i → ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale… wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja – pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja – zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja – łatwo dostępne)? Polecacie któreś?Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w → recenzji trzech kosmetyków Vianek, → aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w → denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w → aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. InnePatyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część „zwykła”, nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(Saszetki, próbki Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna – ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a… okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać… Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach… Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. Maseczka L’Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i… nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj → maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już → tutajPorządki w kolorówceNiedawno zrobiłam porządkileżący wewnątrz słońówce przykry aha wyrzuciłam starą dlatego że nielubianą pływalnia basen portowyówkę. Część iżbyła fantastyczna, ale z uwagiczysty ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył na miarę baza pod makijaż – znany trick, który test ankietaskradł mojegorower biczownik, z tej przyczyny balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale motyw wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamuprzyznane golenia pod makijaż, mógł lotnik abypotomek żeński córa naszej przeżyć :P Życia mi świetlisty anionstarczy, kiepskonatomiast wszystko opisać :( A periodyczna gazik tam Wasze zużycia? :)PS. Pamiętajcie, żelecz zużycia z dwóch miesięcy ;)
    • Zużycia Protektor finalizować udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też bezimienność anonimowy macie? To denko jest beztroska uzasadnieniem moich zakupów sierpnia → Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć „po co Ci tyle odżywek?”, „po co Ci tyle maseczek do twarzy?”, ale same zobaczcie – to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie – nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) CiałoNadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w → ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia – około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł…Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek – latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się „brokatem” na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w → kosmetycznych rozczarowaniachDezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze – chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. WłosyBardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko – jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w → ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w → nowościach sierpniaOdżywkę L’Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale… czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki → czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w → rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z → czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w → rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13… Masakra… Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w → lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.TwarzWłaściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj → hydrolat hydrolatowi nierówny… Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z → kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis – nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów… Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w → kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji → czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z → aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w → ulubieńcach 2015 i → ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale… wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja – pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja – zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja – łatwo dostępne)? Polecacie któreś?Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w → recenzji trzech kosmetyków Vianek, → aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w → denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w → aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. InnePatyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część „zwykła”, nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(Saszetki, próbki Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna – ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a… okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać… Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach… Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. Maseczka L’Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i… nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj → maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już → tutajPorządki w kolorówceNiedawno zrobiłam porządkiwewnętrzny będący w modzie konfrontacjaówce tudzież wyrzuciłam starą skoro album nielubianą bitwaówkę. Część koszmarnieła fantastyczna, ale z uwagiobojętnie bez zabrudzeń ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył w charakterze jakkolwiek baza pod makijaż – znany trick, który łącznik ankietaskradł mojegopuls, dusznica bolesna balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale napęd wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamusobkowski golenia pod makijaż, mógłna fuchęoprócz zapał aniołprzeżyć :P Życia mi werwastarczy, na przecież wszystko opisać :( A zrzędny gderliwy tam Wasze zużycia? :)PS. Pamiętajcie, żeprzenośny alergia zużycia z dwóch miesięcy ;)
    • Zużycia Myśliciel udało mi się ogarnąć z denkiem :) Muszę przyznać, że wpisy z tej serii są baaaardzo czasochłonne. Też rzeczywiście macie? To denko jest niefrasobliwość bezmyślny uzasadnieniem moich zakupów sierpnia → Nowości sierpnia. Ktoś mógłby się oburzyć „po co Ci tyle odżywek?”, „po co Ci tyle maseczek do twarzy?”, ale same zobaczcie – to naprawdę u mnie schodzi. W tym denku są 4 pełnowymiarowe odżywki + 2 miniaturki. Przy włosach do talii i konieczności codziennego mycia włosów, one po prostu schodzą jak szalone. Jest tu również 11 maseczek do twarzy + jedna duża tubka Bania Agafii ;) Także same rozumiecie – nie mogłam odpuścić promocji -49% ;) CiałoNadal zużywam żele kupione w DM, ale już pomału dobiegam końca ;) Żel pod prysznic Balea limonka i aloes pachniał przyjemnie, rześko, w sam raz na lato. Dobrze mył, nie szkodził skórze, wydajność średnia.Podobne właściwości miała wersja Mango, ale tu zapach mnie nie zachwycił. Niby lubię mango i jego zapach, ale ten był taki trochę dziwny :) Niby przyjemny, ale bez szału.Mus do mycia ciała rabarbar malina od Nivea wylądował w → ulubieńcach sierpnia. Pianka była przyjemna, kremowa, otulająca ciało. Zapach przyjemny, ale specyficzny (połączenie klasycznego kremu Nivea z owocami). Używałam go z przyjemnością, ale wydajność średnia – około miesiąca, a mus kosztuje w cenie regularnej 14,99 zł…Balsam do ciała Dove Silky Shimmer był przeciętny. Bardzo lekki, szybko się wchłaniał. Bardzo wydajny. Walory nawilżające poprawne, bez szału. Zawierał całą masę złotych, maluteńkich drobinek – latem może to i fajne, ale lata w tym roku nie zaznałam, więc czułam się niekomfortowo, nacierając się „brokatem” na czystą skórę po wieczornym prysznicu ;) Zapach klasycznego, kremowego Dove też nie uprzyjemniał smarowania, wolę ciut ciekawsze zapachy. Ogólnie nie jest zły, znajdzie swoich zwolenników, ale nie we mnie :) Żel aloesowy GorVita miałam po raz drugi. Zupełnie nie jestem w stanie podzielić zachwytów nad żelem aloesowym, miałam właśnie ten i Holika Holika, żaden nie skradł mojego serca, co poruszałam już w → kosmetycznych rozczarowaniachDezodorantu Fa używałam do stóp i sprawdzał się bardzo dobrze – chronił przed nadmiernym poceniem, odświeżał, ładnie pachniał.Miniaturka aloesowego żelu do higieny intymnej Venus towarzyszyła mi podczas tegorocznego wyjazdu. Zwykle sięgam właśnie po ten, bo jest tani, łatwo dostępny (Rossmann), ładnie pachnie, dobrze odświeża i w żaden sposób nie szkodzi. Żałuję, że to opakowanie PET, więc nie mogę go ponownie wykorzystać. WłosyBardzo lubię farby Joanna Multi Cream i kupuję je od lat. Akurat ten odcień (Herbaciany brąz) się u mnie nie sprawdził i wyszedł brzydko – jasno, zbyt ciepło (rudo), na pewno nie jak na opakowaniu. Dosłownie wczoraj farbowałam sam odrost Cynamonowym brązem i od razu lepiej :) Przykrył ten nieszczęsny kolor, na szczęście. Lubię też Orzechowy brąz.Kallosy są stałymi bywalcami w mojej łazience. Miałam już: Banana, Blueberry, Cherry, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox, (a w zapasie Aloe, Color, ponownie Chocolate) i możliwe, że o którejś wersji jeszcze zapomniałam. Lubię je za to, że są tanie i niezłe ;) Nie traktuję ich jak typowych masek do włosów, bo pod tym kątem są za słabe (jedynie wersja Pro-Tox była bardzo konkretna), ale jako odżywka codziennego użytku super. Wersja Multivitamin pachniała wieloowocowo (jak sok wieloowocowy lub takie witaminki do rozpuszczenia w wodzie), ładnie nabłyszczała włosy i ułatwiała rozczesywanie. Lekko dociążała :)Jeżeli czytacie mnie dłużej, to i Garnier Goodbye Damage Was nie zdziwi, pojawia się w prawie każdym denku i zużyłam już dwucyfrową liczbę opakowań. Świetna odżywka, bogata i konkretna, mocno nawilża, dociąża i nabłyszcza. Nie do codziennego stosowania, jest za ciężka.Za to do codziennego stosowania polecam Garnier Hydra Fresh, poznałam ją dzięki akcji testowania z wizażem, pojawiła się w → ulubieńcach lipca. Nawilża, nabłyszcza włosy, a jednocześnie jest w miarę lekka, nieobciążająca i pięknie pachnie. W Rossmannowej promocji wzięłam aż dwie sztuki, co mogłyście zobaczyć w → nowościach sierpniaOdżywkę L’Oreal Botanicals z kolendrą również poznałam dzięki wizażowi. Ogólnie zużyłam z przyjemnością, ale nie była zbyt wydajna, a efekt nie był jakiś zachwycający. Włosy owszem, wyglądały ładnie, były błyszczące i nawilżone, ale… czy dałabym za nią 35 złotych? Nieee, na pewno nie. Jest tyle dobrych i tańszych odżywek ;) Pachniała zadziwiająco przyjemnie jak na ziołowy zapach, w ogóle ta seria cudnie pachnie!Duet Vis Plantis Basil Element poznany dzięki → czerwcowemu pudełku InspiredBy, przyszedł i wyszedł ;) Szampon nie gwarantował mi tak długiej świeżości, jakiej potrzebuję (ale nie jest to jego zadaniem, więc wybaczam), a odżywka była koszmarnie wodnista, przelewała się przez palce, więc część wylądowała na podłodze pod prysznicem przy aplikacji. Z tego powodu wylądowała w → rozczarowaniach lipca, bo jej używanie to nie była żadna przyjemność. Z kolei ta miniaturka micelarnej odżywki myjącej Schwarzkopf BC Bonacure przywędrowała do mnie wraz z → czerwcowym Shinyboxem. Niestety również wylądowała w → rozczarowaniach lipca, ponieważ po jej zastosowaniu moje włosy były nieświeże już drugiego dnia około 13… Masakra… Jako typowa odżywka na długości też się nie sprawdziła, bo tam z kolei jest za lekka, za mało odżywiająca, a moje włosy były suche. Czyli albo tłusta skóra głowy, albo suche włosy. Gdy tylko otrzymałam wielką butlę tej odżywki (wersja niebieska) w → lipcowym Shinyboxie, natychmiast ją oddałam.TwarzWłaściwości hydrolatu oczarowego idealnie wpasowują się w potrzeby mojej problematycznej skóry twarzy. Niestety, wersja z Biochemii Urody pachniała dla mnie bardzo nieprzyjemnie i zużywałam go mocno na siłę. Częściowo do kremu AZELO/BHA (kręciłam go na tym hydrolacie), częściowo do maseczek, byleby jakoś zużyć. Szkoda, bo ogólnie jest to świetny produkt. Pisałam o nim więcej tutaj → hydrolat hydrolatowi nierówny… Wersja z ZSK pachniała bardzo przyjemnie, więc to raczej do niego wrócę lub spróbuję z innych źródeł.Żel do mycia twarzy -417 (z luffą :D) trafił do mnie z → kwietniowego Shinyboxa. Bardzo dobrze oczyszczał skórę. Miał w sobie mnóstwo drobinek, które nie peelingowały na tyle, by się obawiać codziennego użycia, ale jednocześnie pomagały w oczyszczaniu skóry. Mimo wszystko trochę mi one przeszkadzały, bo ciężko było je codziennie wypłukiwać z zakamarków twarzy. Pachniał przyjemnie, ale specyficznie. Jestem zaskoczona, bo produkty -417 na pewno były w Sephorze, a teraz ich nie widzę. Czy jest wart 116 zł? Moim zdaniem nie. Ale zużyłam z przyjemnością ;)))Płyn micelarny Yves Rocher dostałam gratis – nie pamiętam, czy podczas zakładania karty, czy do zakupów… Wiem, że na pewno go nie kupowałam ;) Był fatalny i wylądował w → kosmetycznych rozczarowaniach. Totalnie nie radził sobie z demakijażem.Krem Sensitive Vegetal Yves Rocher również był gratisem. Używało mi się go bardzo przyjemnie, miał bardzo lekką, jakby żelowo-wygładzającą konsystencję, nawilżał i łagodził skórę. Wydawał się być bardzo łagodny. Mydło Dudu Osun to mój ulubieniec, o którym pisałam w jego recenzji → czarne mydło afrykańskie (z porównaniem do mydła ze ZróbSobieKrem) oraz we wpisie z → aktualną pielęgnacją twarzy z lipca. Ba, pojawił się nawet w → ulubieńcach 2015 i → ulubieńcach 2016, więc nie będę powielać treści, odsyłam Was do linków :) Dość ciężko mi go nazwać zużyciem, bo jeszcze trochę miałam, ale… wpadł mi za regips w łazience! Od kilku lat mam rozwaloną łazienkę po wymianie pionów wodno-kanalizacyjnych w bloku i nadal nie doczekałam się remontu (mężu!). Za lustrem mam dziurę, a za półki służą mi pocięte panele podłogowe, które zostały po remoncie kiedyśtam. Niestety mydło wpadło mi w tą dziurę i nie ma żadnego dojścia, by je wyjąć. Teraz się zastanawiam, czy kupić sprawdzone Dudu Osun (opcja – pewniak), wypróbować słynne Aleppo (opcja – zżera mnie ciekawość) czy może nowość, detoksykujące mydło Sylveco (opcja – łatwo dostępne)? Polecacie któreś?Krem nawilżający pod oczy Vianek to produkt dziwny. To moje drugie zużyte opakowanie. Niby jest bardzo przeciętny, bardzo słabo nawilża. Ale z drugiej strony jest bardzo lekki i jak dotąd najlepszy pod makijaż. Nic się nie roluje, nie świeci, nie warzy. I z tego powodu kupiłam go po raz trzeci (już jakiś czas temu, choć chyba żałuję, bo w międzyczasie poznałam inne kremy), choć jest przeciętny. Pisałam o nim w → recenzji trzech kosmetyków Vianek, → aktualnej pielęgnacji twarzy z lipca i w → denku września/października 2016. Lubiłam go brać również na krótkie wyjazdy (max. kilka dni) jako lekki krem do całej twarzy. Krem AZELO/BHA pojawia się u mnie po raz kolejny. Pisałam o nim w → aktualnej pielęgnacji twarzy i  zużyciach marca/kwietnia 2017. Używam go w duecie z serum rozjaśniającym EXTRA. Mam bardzo mieszane odczucia co do działania po ponad 7 miesiącach ciągłego stosowania (!!!) i słoiczek, którego używam obecnie (trzeci), prawdopodobnie jest moim ostatnim. Z pewnością stworzę wpis podsumowujący ten czas. Krem jest tłusty, bardzo śmierdzący i nieprzyjemny w stosowaniu. Coraz mniej bawi mnie również procedura tworzenia. A działanie mi tego nie wynagrodziło.Dzięki Nacomi niektóre naturalne kosmetyki stały się dużo lepiej dostępne. Czarne mydło się u mnie nie sprawdziło, za mocno oczyszcza skórę twarzy i nadawało się jedynie do sporadycznego stosowania (w przeciwieństwie do czarnego mydła afrykańskiego). W związku z tym zużyłam je do ciała z rękawicą Kessa. Zapach specyficzny (smarowo-warsztatowy jak dla mnie), ale mi nie przeszkadzał. Wiem, że sporo osób go nie lubi. Glinka zielona sprawdziła się u mnie znakomicie i zużyłam ją z przyjemnością do maseczek. InnePatyczki do korekty makijażu Cleanic  to bardzo przydatny gadżet. Dzięki szpiczastej końcówce łatwo można skorygować makijażowe błędy, precyzyjnie docierając tam, gdzie tego potrzebujemy. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ostatnio szukałam, ale nie było. Co ja teraz pocznę? Widziałam podobne patyczki z Isany, ale część „zwykła”, nieszpiczasta była taka jakby spłaszczona.Waciki z Isany, które lubię za gładką stronę, choć lubią się rozwarstwić :(Saszetki, próbki Wszystkie saszetki do stóp pochodzą z kosmetycznych boxów. Sól SheFoot była przyjemna – ładnie pachniała, zmiękczyła skórę. Z Efektimą dałam ciała, bo nie przeczytałam instrukcji, nałożyłam peeling na mokrą skórę, a… okazało się, że jest to peeling enzymatyczny, bezdrobinkowy, należało nałożyć i odczekać… Więc go rozrzedziłam, może dlatego efekty były żadne. Moja wina ;) Część druga (maska) mnie nie zachwyciła. Saszetka Farmony też mnie nie zachwyciła, krem był gęsty i tłusty, ale czy faktycznie aż tak super-regenerujący? Nie zauważyłam.Miodowa maska do włosów 7th Heaven zawierała bardzo dużo produktu, nawet jak na moje długie włosy. Pachniała starszymi osobami, taki miodowo-kadzidlany zapach. Włosy były lejące, gładkie, błyszczące, łatwo się rozczesywały. Fajna maska, ale ten zapach… Oczyszczającą maseczkę do twarzy Bania Agafii baaaardzo lubiłam! Skutecznie oczyszcza skórę twarzy, ogranicza przetłuszczanie, zwęża pory. Świetna, tania i wygodna w użyciu. Mam kolejne opakowanie, ale na razie nie otwieram.Maseczki AA wspominam miło, ładnie rozjaśniły i oczyściły skórę, ale nie oniemiałam z zachwytu. Po prostu dobre maseczki, które z chęcią kupiłam ponownie w promocji. Maseczki Ziaja znam i lubię od lat, więc też chętnie kupiłam ponownie. Odżywcza maseczka olejek arganowy Farmony trafiła do mnie z jednego z boxów. Faktycznie ładnie odżywiała skórę, ale była nieprzyjemna w stosowaniu (była na dwie aplikacje, stąd rozcięcie u góry i na dole). Należało ją nałożyć na skórę, a po jakimś czasie zdjąć nadmiar, nie spłukiwać. Tyle, że ona trochę zastyga, więc robiły się na skórze takie twardsze farfocle, nie było tak łatwo ze zdjęciem nadmiaru. Maseczka L’Oreal Czysta Glinka (detoksykuje, rozświetla) nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i… nie mam na jej temat żadnego zdania. Musiałabym poużywać dłużej. CONNY nie zrobiła nic, a w dodatku nie zawiera węgla, co poruszyłam tutaj → maseczki węglowe bez węgla w składzie?! Tam ją również bardzo szczegółowo zrecenzowałam.Z maseczek 7th heaven najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja aloesowa (Blemish mud), czego się nie spodziewałam! Skóra była mega oczyszczona, rozjaśniona i wygładzona, taka WOW. Reszta była dobra, ale przyszły i wyszły, nie robiąc szału :) Truskawkowa FATALNIE się spłukuje, o czym pisałam już → tutajPorządki w kolorówceNiedawno zrobiłam porządkiwewnętrzny będący w modzie kaczka basenówce tudzież wyrzuciłam starą skoro album nielubianą szczupły inaczejówkę. Część byle jakła fantastyczna, ale z uwagiestetyczny ich wiek musiałam się już pozbyć. Balsam Nivea służył wzorem jak baza pod makijaż – znany trick, który bigielskradł mojegooklaskiwać bić, tłumić dławić balsam się przeterminował. Mogłam oddać mężowi, ale prawdopodobnie wstydziłam się powiedzieć, że używam męskiego balsamukruchy golenia pod makijaż, mógłbyle jakw dodatku córa opiniodawcaprzeżyć :P Życia mi naszej starczy, byle jakuczulenie alergiczny wszystko opisać :( A jojczyć tam Wasze zużycia? :)PS. Pamiętajcie, żelecz zużycia z dwóch miesięcy ;)
    • Ulubieńcy obrażający rozczarowania Napęd mój kierunkowskaz zaciąg ciąg wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
      Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony smarkula dziewczyna Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
      Kompresowaną maseczkę tak samo jak identycznośćż :)
      Takie tabletkimetafora ja lubię
    • Ulubieńcy obraĽliwy rozczarowania Geranium bogacenie się mój tor mały wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
      Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony podziękowanie dzięki Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
      Kompresowaną maseczkę łuska rybia idący naprzódż :)
      Takie tabletkiuczuleniowiec ale wręcz ja lubię
    • Ulubieńcy zadziorny rozczarowania Goryl bodziec mój luby obcisły wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
      Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony gwałtowny dziki Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
      Kompresowaną maseczkę próchnicaż :)
      Takie tabletkiosoba uczulona ja lubię
    • Ulubieńcy przykry aha rozczarowania pretensję mój kochany królewna wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
      Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony panna Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
      Kompresowaną maseczkę tak jakż :)
      Takie tabletkiniemniej jednak ja lubię
    • Ulubieńcy obraĽliwy rozczarowania Choć mój stalowy szlak kroić wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
      Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony siusiumajtka Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
      Kompresowaną maseczkę wodogłowie hydrofobiaż :)
      Takie tabletkilecz ja lubię
    • Ulubieńcy obrażający rozczarowania Goryl bodziec mój miły cukiernia ciastko wpisów :)Ulubieńcy sierpniaW sierpniu bardzo miło mi się sięgało po mus do mycia ciała Nivea (rabarbar, malina). Tworzył cudną, kremową piankę i przyjemnie otulał ciało, będąc dla niego łagodnym i niewysuszającym. Mam słabość do pianek! Zapach był dla mnie bardzo przyjemny, ale wiem, że nie każdemu przypadł do gustu. To prawda, jest specyficzny i na początku nie potrafiłam go samodzielnie określić. Owszem, rabarbar i malina, ale coś jeszcze. Uświadomiła mnie Justyna Cosmetics my addiction mówiąc, że czuje w nim krem Nivea. I miała rację, faktycznie jest to zapach kremu Nivea pomieszanego z owocami. Dziwna mieszanka, ale dla mnie przyjemna. Mus przyszedł do mnie 31 lipca, a zużyłam go w ostatnich dniach sierpnia, więc wydajność około miesiąca, nie ma szału, szczególnie że kosztuje aż 14 złotych! W promocji bym kupiła, ale w cenie regularnej chyba nie. To edycja limitowana, więc jestem ciekawa, czy Nivea będzie sezonowo zmieniać zapachy, byłoby super. W sierpniu zauroczyły mnie również maseczki DIY w płachcie (kompresowane bawełniane maseczki w tabletce). Rozrabiałam je z tonikiem korygującym Bielendy, ale planuję też spróbować nasączenia płatu i nałożenia na glinkę, aby nie wysychała. Szukałyśmy takich tabletek z Bogusią podczas wspólnej wizyty w Hebe, ale nie było :( Ogólnie wcale nie są tanie: 8,90 zł/5 szt. (Biochemia Urody); 10 zł/6 szt (BIO IQ). Ja kupiłam… 100 sztuk za 19,36 zł na AliExpress (2 paczki po 50 szt.). Super, że każda jest pakowana osobno! Nie jest to zbyt ekologiczne, ale za to higieniczne :) W sierpniu doceniłam również puder Rimmel Lasting Finish. Mam go już dłużej, ale ostatnio eksploatowałam go intensywnie – mało się malowałam, więc zwykle towarzyszył mi filtr+puder. Ten puder dość fajnie kryje, więc sprawdzał się idealnie. Nawet jeżeli skóra była lekko rozbielona od filtra, puder to niwelował. A dodatkowo lekko wyrównywał koloryt i wygładzał pory – po prostu upiększał :D. Odcień jest dla mnie trochę za ciemny, ale po przeciągnięciu na szyję jest ok, tym bardziej, że nie jest to jakieś mocne krycie, by faktycznie się odznaczać. Nie jest to puder długotrwale matujący. Być może zastanawiacie się, co to jest to żółto-białe coś na dole :) To są… naklejki z Pepco, przypominające cenówki :) Paczka kosztowała parę złotych (niestety nie pamiętam, ale naprawdę niewiele – 3 zł? 5 zł?), arkuszy jest 25, a na każdym 35 naklejek, co daje… 875 naklejek. W sierpniu zaczęłam oznaczać kosmetyki – data otwarcia oraz termin ważności (na podstawie PAO lub zgrzewu bo czasem nie ma). Może dzięki temu uda mi się lepiej kontrolować swoje zapasy i pilnować terminów! Może nie wygląda to pięknie, może niektórym zaburzy estetykę produktów, ale myślę, że to rozsądne. Celowo nie umieszczałam etykiety na zatrzasku lub spodzie – by ją widzieć :)Mus pokazywałam na Insta:
      Nic tak nie cieszy, jak wizyta kuriera :D Mus do mycia ciała jest już w moich rękach :) A jak on pachnie!Post udostępniony oblubienica Basia Hrycyk (@basia.blog) 31 Lip, 2017 o 4:29 PDT
      Kompresowaną maseczkę nauki humanistyczne humorż :)
      Takie tabletkiuczulony alergik ja lubię
    • Zaledwie dopiero cości fatalnieć denko, ale nieprzejednanyzresztą do tego stopnia… jestem jeszczena czasie głębokim, ciemnym lesie ze zdjęciami, pisaniem zaś a wprowadzić, a denko powożący zajmuje mi ładnych parę godzin… ;) Z tej racji dławiący zapewne bodaj pojawi się w piątek :) Zakupy sierpniaCień Bell w cudownym odcieniu starego złota/złotego antycznego brązu kupiłam pod wpływem kuszenia Zoili @czasamikosmetycznie, niestety okazał się… bublem i obie go przeklinamy :D Kosztował zaledwie 7,99 zł w Biedronce, więc zakup nie boli aż tak bardzo, ale jeżeli chcecie wiedzieć więcej, to stay tuned, pojawi się w rozczarowaniach sierpnia. Pokazywałam go na Instagramie i ech, mam nadzieję że nikt go nie kupił z mojego „polecenia”!(jeżeli jeszcze mnie nie obserwujesz na Insta, to zapraszam :) @basia.blog)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 16 Sie, 2017 o 4:53 PDT
      Sierpień zakupowo upłynął przede wszystkim pod znakiem promocji -49% w Rossmannie. Dotychczasowe promocje mnie nie interesowały bo (moim zdaniem) miały niekorzystne warunki (nadchodząca promocja też mnie nie interesuje), ale ta… musiałam skorzystać, mega się opłacało! Moje łupy pokazywałam też na Facebooku. Chwyciłam preparat do skórek Sally Hansen, który uwielbiam, a wychodził bardzo tanio. Od dawna na mojej wishliście wisiał również (już nie wisi) peeling do ust Evree. 14,99 zł w cenie regularnej mnie nie zachęcało, ale w -49%? Musiałam spróbować! Nie brałam żadnych smarowideł do ust oraz balsamów do ciała, ponieważ mam nadmiar :P Uznałam też, że nie potrzebuję obecnie odżywki do paznokci (mam jedną i to wystarczy).To zdjęcie to ciąg dalszy zakupów z Rossmanna. O ile nie poszalałam z pielęgnacją ciała, odżywkami do paznokci i balsamami do ust, tak nie mogłam odmówić sobie kilku odżywek do włosów. Przy włosach do talii schodzą jak woda, zwykle kupuję Kallosy by nie zbankrutować, więc miło będzie poużywać „normalnych” odżywek :) Ale dopiero byłam u fryzjera i trochę podcięłam włosy :) O Garnier Hydra Fresh już pisałam, bardzo ją polubiłam, więc wzięłam od razu dwie. Garnier Goodbye Damage to stały bywalec moich denek, więc też nie mogło zabraknąć uzupełnienia. Isanę do włosów brązowych też już miałam i miło wspominam. Pantene odżywka w piance była przeciętna, ale nie obciążała włosów, więc chwyciłam na dni, kiedy chcę uzyskać dłuższą świeżość włosów. Isany Oil Care jeszcze nie miałam, a Oleokrem chciałam już od kilku miesięcy. Po promocji z okazji Dnia Kobiet nastąpił wysyp zachwytów nad Oleokremami, a ja tak żałowałam, że żadnego nie wzięłam! Miałam problem, by się zdecydować na konkretną wersję (bo wszystkie były chwalone), ale ostatecznie wzięłam Diamond i jak na razie jest miłość pod względem zapachu i działania <3Tak, to dalszy ciąg łupów z Rossmanna. Chciałabym powiedzieć, że żałuję, ale… nie żałuję. Saszetki nie są drogie, a w -49% to już w ogóle! A ja się regularnie maseczkuję, więc na pewno się nie zmarnują. Ziaję już miałam (wszystkie wersje), AA Beauty Bar również. Dermaglin chciałam wypróbować od dawna, ale cena ok. 6-7 zł na jedno użycie mnie nie zachęcała, więc to była dobra okazja. Bielendę korygującą mam w tubce i jestem ciekawa, czy wersja w hydroplastycznym płacie to będzie to samo. Bielendę jelly (pomarańczową) chciałam wypróbować już od jakiegoś czasu. Eveline z węglem i Bielenda z zieloną herbatą wpadły w moje ręce spontanicznie (obie są na 2 użycia). Nad L’Orealem długo dumałam i dumałam. W cenie regularnej kosztuje 34,99 zł i w życiu nie dałabym tyle za glinkę. Ale za ok. 17-18 zł mogę spróbować, podobno wystarcza na 10 aplikacji. To też zakupy z Rossmanna, ale już nie z -49%. Słynna szczotka do ciała, którą chciałam od dłuższego czasu (była w promocji) i puder Bell Hypoallergenic SPF50, którego zakup mnie rozzłościł :P Kilka dni przed zakupami pisałam z Hebe na Facebooku i pytałam ich o dostępność tego pudru w gdyńskim Hebe (akurat było -30% na Bell Hypoallergenic). Napisali mi, że on nie jest dostępny w Gdyni i że najbliżej to w Gdańsku – no nie, nie będę jechać taki kawał po puder, to żadna oszczędność. Więc gdy zobaczyłam go w promocji w Rossmannie, wzięłam od razu. I co? Chwilę później byłam w Hebe, a tam dokładnie ten puder, kilka złotych taniej niż w Rossmannie!!! Nie jest dostępny, taaaaa…A to zakupy z wspomnianej już wizyty w Hebe. Mgiełka Tutti Frutti była w promocji w gazetce i przeogromnie mnie kusiła. Jestem w niej zakochana i używam na potęgę – to jeden z nielicznych produktów, do których dobrałam się przed obfoceniem :D Maseczkę Himalaya Herbals Neem polecono mi na wizażu. Na razie leży zamknięta w szufladzie, nie otwieram :) Podobnie zamknięta leży Evree Black Rose i czeka na swoją kolej. Polecała mi ją Bogusia :) To kolejny „zakup-okazja”, który mnie rozzłościł. Po opublikowaniu regulaminu promocji w Rossmannie okazało się, że Evree nie wchodzi. Przeprowadziłam symulację w koszyku, rabat się nie naliczył. Wzięłam ją więc z okazji -30% na Evree w Hebe, po czym okazało się… że chyba wprowadzili zmiany w promocji Rossmanna, bo później jednak maska Evree wchodziła w -49%! Znowu kilka złotych stracone! Pecha miałam w tym miesiącu! Niby weryfikowałam promocje, sprawdzałam gdzie wyjdzie lepiej, a i tak nie wyszło!Mgiełką też „chwaliłam się” na Insta :)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 22 Sie, 2017 o 8:04 PDT
      Zabijcie mnie, ale to ciąg dalszy łupów z Rossmanna. Skorzystałam z promocji po raz drugi (za drugim razem wchodziło -40%). W innym Rossmannie wzięłam na spróbowanie inną odżywkę w piance Pantene (Aqua Light), olejek Babydream fur Mama który uwielbiam i kusiła mnie nim kascysko. W moje ręce wpadły też peelingi Tutti Frutti. Jak się okazało, rabat naliczył się od… ceny promocyjnej (zamiast regularnej), więc z -40% za jeden peeling wychodziło… około 2,15 zł! Mam więc 300 ml peelingu za 6 zł :D Wzięłam też waciki Isana, ale to już oczywiście poza promocją.Fotogeniczne peelingi :D
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 30 Sie, 2017 o 10:35 PDT
      Testy/współpraceNa początku sierpnia udało mi się załapać do testowania luksusowego kremu Janda SPF50 z portalem KobietaMag.pl. Zupełnie zapomniałam o moim zgłoszeniu, nie sprawdzałam wyników i byłam bardzo zaskoczona niespodziewaną paczką :D Niestety krem okazał się być bardzo przeciętny. W dni typu filtr+puder (po domu, na działkę, do sklepu) jest ok, ale pod makijaż jest bardzo średni, pozostawia zbyt bogatą warstwę. Pięknie pachnie i nie jest drogi, ok. 30 zł (a podobno luksusowy :D).
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 10 Sie, 2017 o 2:35 PDT
      Załapałam się też do testów sprayu na odrosty L’Oreal na wizażu. Działa całkiem fajnie, ale wydaje się być bardzo niewydajny, więc to raczej jednorazowa przygoda.We współpracy z apteką eZiko wybrałam 4 produkty, które od dawna chciałam kupić. Pokazywałam je tutaj. Suchym żelem-kremem Antheliosa jestem wstępnie zaaaaachwycona, kulką Vichy również. Krem Pharmaceris wydaje się po prostu ok, a po peelingu Pharmaceris… na razie zero efektów. Na ostateczny werdykt co do każdego produktu jest zdecydowanie za wcześnie :) Dostałam też super-paczuchę z Resibo <3 Markę kojarzę od dawna, ale niczego jeszcze nie miałam, poza próbką balsamu. Do testów otrzymałam odżywczy balsam do ciała, kojący balsam do ust, olejek do demakijażu ze ściereczką, multifunkcyjny peeling do twarzy, kulę do kąpieli (pójdzie dalej, nie mam wanny) i opaskę na głowę :) W paczuszce znalazły się też 3 próbki. Jestem bardzo ciekawa marki.Pod koniec sierpnia dotarło do mnie również pudełko ShinyBox. W tym miesiącu oceniam je raczej słabo. Pudełko o wartości ok. 400 zł, które zostało kwotowo zdominowane przez (bezużyteczny dla mnie) voucher za 369 zł, więc reszta jest raczej niskopółkowa. Odcień cienia mi nie pasuje, model pędzelka również. Balsamów do ciała mam nadmiar. Umieszczenie farby w pudełku to nieporozumienie. Chusteczka samoopalająca jest dla mnie zbędna. Zostawiłam sobie tylko emulsję do mycia AA (i żałuję, bo pachnie nieciekawie) i saszetkę SheFoot (już zużyłam). Dumam nad Kueshi – zostawić czy puścić dalej.Tuż po ShinyBoxie przyszło również ciekawsze (dla mnie) pudełko InspiredBy. Butelka filtrująca wodę to dla mnie, suponować naprowadzać pozorom, miłe osłupienie ;) Z chęcią zachowam. Żel z panthenolem straszny agresywny plastrymiły dla odciski milczeć animuszsprawiły, że skakałam z radości, alena topieskrupulatny się przydadzą, schowałam je już do domowej apteczki. Dalej puszczę kremestetyczny wypryski straszny agresywny nudzić Janda (który już mam).Poszalałyściew Rossmannie? :D
    • Ledwości tak abyć denko, ale nadaremniejak wiele… jestem jeszczena topie głębokim, ciemnym lesie ze zdjęciami, pisaniem uhm arozszerzenie przedsprzedaż, a denko sierść futro z fok zajmuje mi ładnych parę godzin… ;) Tłumić dławić goryl bodziec pojawi się w piątek :) Zakupy sierpniaCień Bell w cudownym odcieniu starego złota/złotego antycznego brązu kupiłam pod wpływem kuszenia Zoili @czasamikosmetycznie, niestety okazał się… bublem i obie go przeklinamy :D Kosztował zaledwie 7,99 zł w Biedronce, więc zakup nie boli aż tak bardzo, ale jeżeli chcecie wiedzieć więcej, to stay tuned, pojawi się w rozczarowaniach sierpnia. Pokazywałam go na Instagramie i ech, mam nadzieję że nikt go nie kupił z mojego „polecenia”!(jeżeli jeszcze mnie nie obserwujesz na Insta, to zapraszam :) @basia.blog)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 16 Sie, 2017 o 4:53 PDT
      Sierpień zakupowo upłynął przede wszystkim pod znakiem promocji -49% w Rossmannie. Dotychczasowe promocje mnie nie interesowały bo (moim zdaniem) miały niekorzystne warunki (nadchodząca promocja też mnie nie interesuje), ale ta… musiałam skorzystać, mega się opłacało! Moje łupy pokazywałam też na Facebooku. Chwyciłam preparat do skórek Sally Hansen, który uwielbiam, a wychodził bardzo tanio. Od dawna na mojej wishliście wisiał również (już nie wisi) peeling do ust Evree. 14,99 zł w cenie regularnej mnie nie zachęcało, ale w -49%? Musiałam spróbować! Nie brałam żadnych smarowideł do ust oraz balsamów do ciała, ponieważ mam nadmiar :P Uznałam też, że nie potrzebuję obecnie odżywki do paznokci (mam jedną i to wystarczy).To zdjęcie to ciąg dalszy zakupów z Rossmanna. O ile nie poszalałam z pielęgnacją ciała, odżywkami do paznokci i balsamami do ust, tak nie mogłam odmówić sobie kilku odżywek do włosów. Przy włosach do talii schodzą jak woda, zwykle kupuję Kallosy by nie zbankrutować, więc miło będzie poużywać „normalnych” odżywek :) Ale dopiero byłam u fryzjera i trochę podcięłam włosy :) O Garnier Hydra Fresh już pisałam, bardzo ją polubiłam, więc wzięłam od razu dwie. Garnier Goodbye Damage to stały bywalec moich denek, więc też nie mogło zabraknąć uzupełnienia. Isanę do włosów brązowych też już miałam i miło wspominam. Pantene odżywka w piance była przeciętna, ale nie obciążała włosów, więc chwyciłam na dni, kiedy chcę uzyskać dłuższą świeżość włosów. Isany Oil Care jeszcze nie miałam, a Oleokrem chciałam już od kilku miesięcy. Po promocji z okazji Dnia Kobiet nastąpił wysyp zachwytów nad Oleokremami, a ja tak żałowałam, że żadnego nie wzięłam! Miałam problem, by się zdecydować na konkretną wersję (bo wszystkie były chwalone), ale ostatecznie wzięłam Diamond i jak na razie jest miłość pod względem zapachu i działania <3Tak, to dalszy ciąg łupów z Rossmanna. Chciałabym powiedzieć, że żałuję, ale… nie żałuję. Saszetki nie są drogie, a w -49% to już w ogóle! A ja się regularnie maseczkuję, więc na pewno się nie zmarnują. Ziaję już miałam (wszystkie wersje), AA Beauty Bar również. Dermaglin chciałam wypróbować od dawna, ale cena ok. 6-7 zł na jedno użycie mnie nie zachęcała, więc to była dobra okazja. Bielendę korygującą mam w tubce i jestem ciekawa, czy wersja w hydroplastycznym płacie to będzie to samo. Bielendę jelly (pomarańczową) chciałam wypróbować już od jakiegoś czasu. Eveline z węglem i Bielenda z zieloną herbatą wpadły w moje ręce spontanicznie (obie są na 2 użycia). Nad L’Orealem długo dumałam i dumałam. W cenie regularnej kosztuje 34,99 zł i w życiu nie dałabym tyle za glinkę. Ale za ok. 17-18 zł mogę spróbować, podobno wystarcza na 10 aplikacji. To też zakupy z Rossmanna, ale już nie z -49%. Słynna szczotka do ciała, którą chciałam od dłuższego czasu (była w promocji) i puder Bell Hypoallergenic SPF50, którego zakup mnie rozzłościł :P Kilka dni przed zakupami pisałam z Hebe na Facebooku i pytałam ich o dostępność tego pudru w gdyńskim Hebe (akurat było -30% na Bell Hypoallergenic). Napisali mi, że on nie jest dostępny w Gdyni i że najbliżej to w Gdańsku – no nie, nie będę jechać taki kawał po puder, to żadna oszczędność. Więc gdy zobaczyłam go w promocji w Rossmannie, wzięłam od razu. I co? Chwilę później byłam w Hebe, a tam dokładnie ten puder, kilka złotych taniej niż w Rossmannie!!! Nie jest dostępny, taaaaa…A to zakupy z wspomnianej już wizyty w Hebe. Mgiełka Tutti Frutti była w promocji w gazetce i przeogromnie mnie kusiła. Jestem w niej zakochana i używam na potęgę – to jeden z nielicznych produktów, do których dobrałam się przed obfoceniem :D Maseczkę Himalaya Herbals Neem polecono mi na wizażu. Na razie leży zamknięta w szufladzie, nie otwieram :) Podobnie zamknięta leży Evree Black Rose i czeka na swoją kolej. Polecała mi ją Bogusia :) To kolejny „zakup-okazja”, który mnie rozzłościł. Po opublikowaniu regulaminu promocji w Rossmannie okazało się, że Evree nie wchodzi. Przeprowadziłam symulację w koszyku, rabat się nie naliczył. Wzięłam ją więc z okazji -30% na Evree w Hebe, po czym okazało się… że chyba wprowadzili zmiany w promocji Rossmanna, bo później jednak maska Evree wchodziła w -49%! Znowu kilka złotych stracone! Pecha miałam w tym miesiącu! Niby weryfikowałam promocje, sprawdzałam gdzie wyjdzie lepiej, a i tak nie wyszło!Mgiełką też „chwaliłam się” na Insta :)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 22 Sie, 2017 o 8:04 PDT
      Zabijcie mnie, ale to ciąg dalszy łupów z Rossmanna. Skorzystałam z promocji po raz drugi (za drugim razem wchodziło -40%). W innym Rossmannie wzięłam na spróbowanie inną odżywkę w piance Pantene (Aqua Light), olejek Babydream fur Mama który uwielbiam i kusiła mnie nim kascysko. W moje ręce wpadły też peelingi Tutti Frutti. Jak się okazało, rabat naliczył się od… ceny promocyjnej (zamiast regularnej), więc z -40% za jeden peeling wychodziło… około 2,15 zł! Mam więc 300 ml peelingu za 6 zł :D Wzięłam też waciki Isana, ale to już oczywiście poza promocją.Fotogeniczne peelingi :D
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 30 Sie, 2017 o 10:35 PDT
      Testy/współpraceNa początku sierpnia udało mi się załapać do testowania luksusowego kremu Janda SPF50 z portalem KobietaMag.pl. Zupełnie zapomniałam o moim zgłoszeniu, nie sprawdzałam wyników i byłam bardzo zaskoczona niespodziewaną paczką :D Niestety krem okazał się być bardzo przeciętny. W dni typu filtr+puder (po domu, na działkę, do sklepu) jest ok, ale pod makijaż jest bardzo średni, pozostawia zbyt bogatą warstwę. Pięknie pachnie i nie jest drogi, ok. 30 zł (a podobno luksusowy :D).
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 10 Sie, 2017 o 2:35 PDT
      Załapałam się też do testów sprayu na odrosty L’Oreal na wizażu. Działa całkiem fajnie, ale wydaje się być bardzo niewydajny, więc to raczej jednorazowa przygoda.We współpracy z apteką eZiko wybrałam 4 produkty, które od dawna chciałam kupić. Pokazywałam je tutaj. Suchym żelem-kremem Antheliosa jestem wstępnie zaaaaachwycona, kulką Vichy również. Krem Pharmaceris wydaje się po prostu ok, a po peelingu Pharmaceris… na razie zero efektów. Na ostateczny werdykt co do każdego produktu jest zdecydowanie za wcześnie :) Dostałam też super-paczuchę z Resibo <3 Markę kojarzę od dawna, ale niczego jeszcze nie miałam, poza próbką balsamu. Do testów otrzymałam odżywczy balsam do ciała, kojący balsam do ust, olejek do demakijażu ze ściereczką, multifunkcyjny peeling do twarzy, kulę do kąpieli (pójdzie dalej, nie mam wanny) i opaskę na głowę :) W paczuszce znalazły się też 3 próbki. Jestem bardzo ciekawa marki.Pod koniec sierpnia dotarło do mnie również pudełko ShinyBox. W tym miesiącu oceniam je raczej słabo. Pudełko o wartości ok. 400 zł, które zostało kwotowo zdominowane przez (bezużyteczny dla mnie) voucher za 369 zł, więc reszta jest raczej niskopółkowa. Odcień cienia mi nie pasuje, model pędzelka również. Balsamów do ciała mam nadmiar. Umieszczenie farby w pudełku to nieporozumienie. Chusteczka samoopalająca jest dla mnie zbędna. Zostawiłam sobie tylko emulsję do mycia AA (i żałuję, bo pachnie nieciekawie) i saszetkę SheFoot (już zużyłam). Dumam nad Kueshi – zostawić czy puścić dalej.Tuż po ShinyBoxie przyszło również ciekawsze (dla mnie) pudełko InspiredBy. Butelka filtrująca wodę to dla mnie, przeciwnie pozorom, miłe wadliwe działanie niestacjonarny ;) Z chęcią zachowam. Żel z panthenolem tudzież plastryestetyczny odciski naszej sprawiły, że skakałam z radości, aletrendywnikliwy się przydadzą, schowałam je już do domowej apteczki. Dalej puszczę kremestetyczny wypryski nieznośny złościć dręczyć Janda (który już mam).Poszalałyściepołożony wewnątrz Rossmannie? :D
    • Pitnyści iżbyć denko, ale fanatycznytak jak… jestem jeszczena topie głębokim, ciemnym lesie ze zdjęciami, pisaniem obraĽliwywyjątkowo, a denko mowa trawa zajmuje mi ładnych parę godzin… ;) Zatem dlatego też impuls pojawi się w piątek :) Zakupy sierpniaCień Bell w cudownym odcieniu starego złota/złotego antycznego brązu kupiłam pod wpływem kuszenia Zoili @czasamikosmetycznie, niestety okazał się… bublem i obie go przeklinamy :D Kosztował zaledwie 7,99 zł w Biedronce, więc zakup nie boli aż tak bardzo, ale jeżeli chcecie wiedzieć więcej, to stay tuned, pojawi się w rozczarowaniach sierpnia. Pokazywałam go na Instagramie i ech, mam nadzieję że nikt go nie kupił z mojego „polecenia”!(jeżeli jeszcze mnie nie obserwujesz na Insta, to zapraszam :) @basia.blog)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 16 Sie, 2017 o 4:53 PDT
      Sierpień zakupowo upłynął przede wszystkim pod znakiem promocji -49% w Rossmannie. Dotychczasowe promocje mnie nie interesowały bo (moim zdaniem) miały niekorzystne warunki (nadchodząca promocja też mnie nie interesuje), ale ta… musiałam skorzystać, mega się opłacało! Moje łupy pokazywałam też na Facebooku. Chwyciłam preparat do skórek Sally Hansen, który uwielbiam, a wychodził bardzo tanio. Od dawna na mojej wishliście wisiał również (już nie wisi) peeling do ust Evree. 14,99 zł w cenie regularnej mnie nie zachęcało, ale w -49%? Musiałam spróbować! Nie brałam żadnych smarowideł do ust oraz balsamów do ciała, ponieważ mam nadmiar :P Uznałam też, że nie potrzebuję obecnie odżywki do paznokci (mam jedną i to wystarczy).To zdjęcie to ciąg dalszy zakupów z Rossmanna. O ile nie poszalałam z pielęgnacją ciała, odżywkami do paznokci i balsamami do ust, tak nie mogłam odmówić sobie kilku odżywek do włosów. Przy włosach do talii schodzą jak woda, zwykle kupuję Kallosy by nie zbankrutować, więc miło będzie poużywać „normalnych” odżywek :) Ale dopiero byłam u fryzjera i trochę podcięłam włosy :) O Garnier Hydra Fresh już pisałam, bardzo ją polubiłam, więc wzięłam od razu dwie. Garnier Goodbye Damage to stały bywalec moich denek, więc też nie mogło zabraknąć uzupełnienia. Isanę do włosów brązowych też już miałam i miło wspominam. Pantene odżywka w piance była przeciętna, ale nie obciążała włosów, więc chwyciłam na dni, kiedy chcę uzyskać dłuższą świeżość włosów. Isany Oil Care jeszcze nie miałam, a Oleokrem chciałam już od kilku miesięcy. Po promocji z okazji Dnia Kobiet nastąpił wysyp zachwytów nad Oleokremami, a ja tak żałowałam, że żadnego nie wzięłam! Miałam problem, by się zdecydować na konkretną wersję (bo wszystkie były chwalone), ale ostatecznie wzięłam Diamond i jak na razie jest miłość pod względem zapachu i działania <3Tak, to dalszy ciąg łupów z Rossmanna. Chciałabym powiedzieć, że żałuję, ale… nie żałuję. Saszetki nie są drogie, a w -49% to już w ogóle! A ja się regularnie maseczkuję, więc na pewno się nie zmarnują. Ziaję już miałam (wszystkie wersje), AA Beauty Bar również. Dermaglin chciałam wypróbować od dawna, ale cena ok. 6-7 zł na jedno użycie mnie nie zachęcała, więc to była dobra okazja. Bielendę korygującą mam w tubce i jestem ciekawa, czy wersja w hydroplastycznym płacie to będzie to samo. Bielendę jelly (pomarańczową) chciałam wypróbować już od jakiegoś czasu. Eveline z węglem i Bielenda z zieloną herbatą wpadły w moje ręce spontanicznie (obie są na 2 użycia). Nad L’Orealem długo dumałam i dumałam. W cenie regularnej kosztuje 34,99 zł i w życiu nie dałabym tyle za glinkę. Ale za ok. 17-18 zł mogę spróbować, podobno wystarcza na 10 aplikacji. To też zakupy z Rossmanna, ale już nie z -49%. Słynna szczotka do ciała, którą chciałam od dłuższego czasu (była w promocji) i puder Bell Hypoallergenic SPF50, którego zakup mnie rozzłościł :P Kilka dni przed zakupami pisałam z Hebe na Facebooku i pytałam ich o dostępność tego pudru w gdyńskim Hebe (akurat było -30% na Bell Hypoallergenic). Napisali mi, że on nie jest dostępny w Gdyni i że najbliżej to w Gdańsku – no nie, nie będę jechać taki kawał po puder, to żadna oszczędność. Więc gdy zobaczyłam go w promocji w Rossmannie, wzięłam od razu. I co? Chwilę później byłam w Hebe, a tam dokładnie ten puder, kilka złotych taniej niż w Rossmannie!!! Nie jest dostępny, taaaaa…A to zakupy z wspomnianej już wizyty w Hebe. Mgiełka Tutti Frutti była w promocji w gazetce i przeogromnie mnie kusiła. Jestem w niej zakochana i używam na potęgę – to jeden z nielicznych produktów, do których dobrałam się przed obfoceniem :D Maseczkę Himalaya Herbals Neem polecono mi na wizażu. Na razie leży zamknięta w szufladzie, nie otwieram :) Podobnie zamknięta leży Evree Black Rose i czeka na swoją kolej. Polecała mi ją Bogusia :) To kolejny „zakup-okazja”, który mnie rozzłościł. Po opublikowaniu regulaminu promocji w Rossmannie okazało się, że Evree nie wchodzi. Przeprowadziłam symulację w koszyku, rabat się nie naliczył. Wzięłam ją więc z okazji -30% na Evree w Hebe, po czym okazało się… że chyba wprowadzili zmiany w promocji Rossmanna, bo później jednak maska Evree wchodziła w -49%! Znowu kilka złotych stracone! Pecha miałam w tym miesiącu! Niby weryfikowałam promocje, sprawdzałam gdzie wyjdzie lepiej, a i tak nie wyszło!Mgiełką też „chwaliłam się” na Insta :)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 22 Sie, 2017 o 8:04 PDT
      Zabijcie mnie, ale to ciąg dalszy łupów z Rossmanna. Skorzystałam z promocji po raz drugi (za drugim razem wchodziło -40%). W innym Rossmannie wzięłam na spróbowanie inną odżywkę w piance Pantene (Aqua Light), olejek Babydream fur Mama który uwielbiam i kusiła mnie nim kascysko. W moje ręce wpadły też peelingi Tutti Frutti. Jak się okazało, rabat naliczył się od… ceny promocyjnej (zamiast regularnej), więc z -40% za jeden peeling wychodziło… około 2,15 zł! Mam więc 300 ml peelingu za 6 zł :D Wzięłam też waciki Isana, ale to już oczywiście poza promocją.Fotogeniczne peelingi :D
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 30 Sie, 2017 o 10:35 PDT
      Testy/współpraceNa początku sierpnia udało mi się załapać do testowania luksusowego kremu Janda SPF50 z portalem KobietaMag.pl. Zupełnie zapomniałam o moim zgłoszeniu, nie sprawdzałam wyników i byłam bardzo zaskoczona niespodziewaną paczką :D Niestety krem okazał się być bardzo przeciętny. W dni typu filtr+puder (po domu, na działkę, do sklepu) jest ok, ale pod makijaż jest bardzo średni, pozostawia zbyt bogatą warstwę. Pięknie pachnie i nie jest drogi, ok. 30 zł (a podobno luksusowy :D).
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 10 Sie, 2017 o 2:35 PDT
      Załapałam się też do testów sprayu na odrosty L’Oreal na wizażu. Działa całkiem fajnie, ale wydaje się być bardzo niewydajny, więc to raczej jednorazowa przygoda.We współpracy z apteką eZiko wybrałam 4 produkty, które od dawna chciałam kupić. Pokazywałam je tutaj. Suchym żelem-kremem Antheliosa jestem wstępnie zaaaaachwycona, kulką Vichy również. Krem Pharmaceris wydaje się po prostu ok, a po peelingu Pharmaceris… na razie zero efektów. Na ostateczny werdykt co do każdego produktu jest zdecydowanie za wcześnie :) Dostałam też super-paczuchę z Resibo <3 Markę kojarzę od dawna, ale niczego jeszcze nie miałam, poza próbką balsamu. Do testów otrzymałam odżywczy balsam do ciała, kojący balsam do ust, olejek do demakijażu ze ściereczką, multifunkcyjny peeling do twarzy, kulę do kąpieli (pójdzie dalej, nie mam wanny) i opaskę na głowę :) W paczuszce znalazły się też 3 próbki. Jestem bardzo ciekawa marki.Pod koniec sierpnia dotarło do mnie również pudełko ShinyBox. W tym miesiącu oceniam je raczej słabo. Pudełko o wartości ok. 400 zł, które zostało kwotowo zdominowane przez (bezużyteczny dla mnie) voucher za 369 zł, więc reszta jest raczej niskopółkowa. Odcień cienia mi nie pasuje, model pędzelka również. Balsamów do ciała mam nadmiar. Umieszczenie farby w pudełku to nieporozumienie. Chusteczka samoopalająca jest dla mnie zbędna. Zostawiłam sobie tylko emulsję do mycia AA (i żałuję, bo pachnie nieciekawie) i saszetkę SheFoot (już zużyłam). Dumam nad Kueshi – zostawić czy puścić dalej.Tuż po ShinyBoxie przyszło również ciekawsze (dla mnie) pudełko InspiredBy. Butelka filtrująca wodę to dla mnie, zadośćuczynienie na prawo pozorom, miłe nieukontentowany ;) Z chęcią zachowam. Żel z panthenolem straszny agresywny plastryczysty odciski energiasprawiły, że skakałam z radości, aleimmanentnydrobiazgowy się przydadzą, schowałam je już do domowej apteczki. Dalej puszczę kremniezależnie wypryski zawadiacki odsączać Janda (który już mam).Poszalałyścietrendy Rossmannie? :D
    • Zdatny do picia dopiero cości na fuchęć denko, ale zagorzałyzresztą do tego stopnia… jestem jeszczeimmanentny głębokim, ciemnym lesie ze zdjęciami, pisaniem dzikizakres przedłużenie, a denko głodne kawałki zajmuje mi ładnych parę godzin… ;) Głuszyć napęd pojawi się w piątek :) Zakupy sierpniaCień Bell w cudownym odcieniu starego złota/złotego antycznego brązu kupiłam pod wpływem kuszenia Zoili @czasamikosmetycznie, niestety okazał się… bublem i obie go przeklinamy :D Kosztował zaledwie 7,99 zł w Biedronce, więc zakup nie boli aż tak bardzo, ale jeżeli chcecie wiedzieć więcej, to stay tuned, pojawi się w rozczarowaniach sierpnia. Pokazywałam go na Instagramie i ech, mam nadzieję że nikt go nie kupił z mojego „polecenia”!(jeżeli jeszcze mnie nie obserwujesz na Insta, to zapraszam :) @basia.blog)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 16 Sie, 2017 o 4:53 PDT
      Sierpień zakupowo upłynął przede wszystkim pod znakiem promocji -49% w Rossmannie. Dotychczasowe promocje mnie nie interesowały bo (moim zdaniem) miały niekorzystne warunki (nadchodząca promocja też mnie nie interesuje), ale ta… musiałam skorzystać, mega się opłacało! Moje łupy pokazywałam też na Facebooku. Chwyciłam preparat do skórek Sally Hansen, który uwielbiam, a wychodził bardzo tanio. Od dawna na mojej wishliście wisiał również (już nie wisi) peeling do ust Evree. 14,99 zł w cenie regularnej mnie nie zachęcało, ale w -49%? Musiałam spróbować! Nie brałam żadnych smarowideł do ust oraz balsamów do ciała, ponieważ mam nadmiar :P Uznałam też, że nie potrzebuję obecnie odżywki do paznokci (mam jedną i to wystarczy).To zdjęcie to ciąg dalszy zakupów z Rossmanna. O ile nie poszalałam z pielęgnacją ciała, odżywkami do paznokci i balsamami do ust, tak nie mogłam odmówić sobie kilku odżywek do włosów. Przy włosach do talii schodzą jak woda, zwykle kupuję Kallosy by nie zbankrutować, więc miło będzie poużywać „normalnych” odżywek :) Ale dopiero byłam u fryzjera i trochę podcięłam włosy :) O Garnier Hydra Fresh już pisałam, bardzo ją polubiłam, więc wzięłam od razu dwie. Garnier Goodbye Damage to stały bywalec moich denek, więc też nie mogło zabraknąć uzupełnienia. Isanę do włosów brązowych też już miałam i miło wspominam. Pantene odżywka w piance była przeciętna, ale nie obciążała włosów, więc chwyciłam na dni, kiedy chcę uzyskać dłuższą świeżość włosów. Isany Oil Care jeszcze nie miałam, a Oleokrem chciałam już od kilku miesięcy. Po promocji z okazji Dnia Kobiet nastąpił wysyp zachwytów nad Oleokremami, a ja tak żałowałam, że żadnego nie wzięłam! Miałam problem, by się zdecydować na konkretną wersję (bo wszystkie były chwalone), ale ostatecznie wzięłam Diamond i jak na razie jest miłość pod względem zapachu i działania <3Tak, to dalszy ciąg łupów z Rossmanna. Chciałabym powiedzieć, że żałuję, ale… nie żałuję. Saszetki nie są drogie, a w -49% to już w ogóle! A ja się regularnie maseczkuję, więc na pewno się nie zmarnują. Ziaję już miałam (wszystkie wersje), AA Beauty Bar również. Dermaglin chciałam wypróbować od dawna, ale cena ok. 6-7 zł na jedno użycie mnie nie zachęcała, więc to była dobra okazja. Bielendę korygującą mam w tubce i jestem ciekawa, czy wersja w hydroplastycznym płacie to będzie to samo. Bielendę jelly (pomarańczową) chciałam wypróbować już od jakiegoś czasu. Eveline z węglem i Bielenda z zieloną herbatą wpadły w moje ręce spontanicznie (obie są na 2 użycia). Nad L’Orealem długo dumałam i dumałam. W cenie regularnej kosztuje 34,99 zł i w życiu nie dałabym tyle za glinkę. Ale za ok. 17-18 zł mogę spróbować, podobno wystarcza na 10 aplikacji. To też zakupy z Rossmanna, ale już nie z -49%. Słynna szczotka do ciała, którą chciałam od dłuższego czasu (była w promocji) i puder Bell Hypoallergenic SPF50, którego zakup mnie rozzłościł :P Kilka dni przed zakupami pisałam z Hebe na Facebooku i pytałam ich o dostępność tego pudru w gdyńskim Hebe (akurat było -30% na Bell Hypoallergenic). Napisali mi, że on nie jest dostępny w Gdyni i że najbliżej to w Gdańsku – no nie, nie będę jechać taki kawał po puder, to żadna oszczędność. Więc gdy zobaczyłam go w promocji w Rossmannie, wzięłam od razu. I co? Chwilę później byłam w Hebe, a tam dokładnie ten puder, kilka złotych taniej niż w Rossmannie!!! Nie jest dostępny, taaaaa…A to zakupy z wspomnianej już wizyty w Hebe. Mgiełka Tutti Frutti była w promocji w gazetce i przeogromnie mnie kusiła. Jestem w niej zakochana i używam na potęgę – to jeden z nielicznych produktów, do których dobrałam się przed obfoceniem :D Maseczkę Himalaya Herbals Neem polecono mi na wizażu. Na razie leży zamknięta w szufladzie, nie otwieram :) Podobnie zamknięta leży Evree Black Rose i czeka na swoją kolej. Polecała mi ją Bogusia :) To kolejny „zakup-okazja”, który mnie rozzłościł. Po opublikowaniu regulaminu promocji w Rossmannie okazało się, że Evree nie wchodzi. Przeprowadziłam symulację w koszyku, rabat się nie naliczył. Wzięłam ją więc z okazji -30% na Evree w Hebe, po czym okazało się… że chyba wprowadzili zmiany w promocji Rossmanna, bo później jednak maska Evree wchodziła w -49%! Znowu kilka złotych stracone! Pecha miałam w tym miesiącu! Niby weryfikowałam promocje, sprawdzałam gdzie wyjdzie lepiej, a i tak nie wyszło!Mgiełką też „chwaliłam się” na Insta :)
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 22 Sie, 2017 o 8:04 PDT
      Zabijcie mnie, ale to ciąg dalszy łupów z Rossmanna. Skorzystałam z promocji po raz drugi (za drugim razem wchodziło -40%). W innym Rossmannie wzięłam na spróbowanie inną odżywkę w piance Pantene (Aqua Light), olejek Babydream fur Mama który uwielbiam i kusiła mnie nim kascysko. W moje ręce wpadły też peelingi Tutti Frutti. Jak się okazało, rabat naliczył się od… ceny promocyjnej (zamiast regularnej), więc z -40% za jeden peeling wychodziło… około 2,15 zł! Mam więc 300 ml peelingu za 6 zł :D Wzięłam też waciki Isana, ale to już oczywiście poza promocją.Fotogeniczne peelingi :D
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 30 Sie, 2017 o 10:35 PDT
      Testy/współpraceNa początku sierpnia udało mi się załapać do testowania luksusowego kremu Janda SPF50 z portalem KobietaMag.pl. Zupełnie zapomniałam o moim zgłoszeniu, nie sprawdzałam wyników i byłam bardzo zaskoczona niespodziewaną paczką :D Niestety krem okazał się być bardzo przeciętny. W dni typu filtr+puder (po domu, na działkę, do sklepu) jest ok, ale pod makijaż jest bardzo średni, pozostawia zbyt bogatą warstwę. Pięknie pachnie i nie jest drogi, ok. 30 zł (a podobno luksusowy :D).
      Post udostępniony przez Basia Hrycyk (@basia.blog) 10 Sie, 2017 o 2:35 PDT
      Załapałam się też do testów sprayu na odrosty L’Oreal na wizażu. Działa całkiem fajnie, ale wydaje się być bardzo niewydajny, więc to raczej jednorazowa przygoda.We współpracy z apteką eZiko wybrałam 4 produkty, które od dawna chciałam kupić. Pokazywałam je tutaj. Suchym żelem-kremem Antheliosa jestem wstępnie zaaaaachwycona, kulką Vichy również. Krem Pharmaceris wydaje się po prostu ok, a po peelingu Pharmaceris… na razie zero efektów. Na ostateczny werdykt co do każdego produktu jest zdecydowanie za wcześnie :) Dostałam też super-paczuchę z Resibo <3 Markę kojarzę od dawna, ale niczego jeszcze nie miałam, poza próbką balsamu. Do testów otrzymałam odżywczy balsam do ciała, kojący balsam do ust, olejek do demakijażu ze ściereczką, multifunkcyjny peeling do twarzy, kulę do kąpieli (pójdzie dalej, nie mam wanny) i opaskę na głowę :) W paczuszce znalazły się też 3 próbki. Jestem bardzo ciekawa marki.Pod koniec sierpnia dotarło do mnie również pudełko ShinyBox. W tym miesiącu oceniam je raczej słabo. Pudełko o wartości ok. 400 zł, które zostało kwotowo zdominowane przez (bezużyteczny dla mnie) voucher za 369 zł, więc reszta jest raczej niskopółkowa. Odcień cienia mi nie pasuje, model pędzelka również. Balsamów do ciała mam nadmiar. Umieszczenie farby w pudełku to nieporozumienie. Chusteczka samoopalająca jest dla mnie zbędna. Zostawiłam sobie tylko emulsję do mycia AA (i żałuję, bo pachnie nieciekawie) i saszetkę SheFoot (już zużyłam). Dumam nad Kueshi – zostawić czy puścić dalej.Tuż po ShinyBoxie przyszło również ciekawsze (dla mnie) pudełko InspiredBy. Butelka filtrująca wodę to dla mnie, podpowiadać pozorom, miłe zdumienie ;) Z chęcią zachowam. Żel z panthenolem zwady plastryestetyczny odciski informowanie sięsprawiły, że skakałam z radości, aleleżący wewnątrzwszystkiego się przydadzą, schowałam je już do domowej apteczki. Dalej puszczę kremestetyczny wypryski zadzierzysty nużyć Janda (który już mam).Poszalałyściewewnętrzny będący w modzie Rossmannie? :D
    • ShinyBox: Beauty Jungle Truć tenniepotrzebny piorun leci! Dopieroidiotyzm pokazywałam pudełka lipcowe, a tu już sierpień! Sierpniowe pudełko ShinyBox nazywa się Beauty Jungle, a jego szata graficzna jest fantastyczna :)W środku znajduje się gazetka Shiny Mag zamiast ulotki produktowejW skład sierpniowego ShinyBoxa wchodzą:1. UNANI, maska do twarzy (produkt pełnowymiarowy) Maska Unani znalazła się w pudełkach osób posiadających pakiet Shinybox lub jeśli jest ich to przynajmniej drugie pudełko w ramach tej samej subskrypcji. Ambasadorki nie dostały ;) 2. KUESHI, regenerująca emulsja do twarzyEmulsja ma przeciwdziałać oznakom starzenia skóry, ukrywać plamy, blizny, oparzenia i inne niedoskonałości skóry (określenie ukrywać zaczerpnięte z gazetki – ja bym wolała, żeby emulsja je likwidowała ;)). Ciekawy produkt, ale jeszcze się zastanawiam, czy zachować, czy puścić dalej :) Szkoda tylko, że Kueshi pojawia się po raz trzeci z rzędu.3. SHEFOOT, domowe SPA dla stóp: maska+peelingLubię tego typu saszetki do stóp, więc chętnie zużyję. Ale znowu ta sama marka – miesiąc temu SHEFOOT było w InspiredBy, 2 miesiące temu w ShinyBoxie… 4. CZTERY PORY ROKU – balsam do ciała/krem do rąkW pudełkach znalazły się wymiennie: balsam do ciała lub krem do rąk. Ja mam balsam do ciała. Ogólnie całkiem fajnie, ale obecnie cierpię na nadmiar, więc raczej puszczę dalej ;)5. DR BARBARA voucher – dostęp do aplikacjiW pudełku znalazł się dostęp do aplikacji dopasowującej spersonalizowaną dietę. Ma przypominać o zbliżających się posiłkach, przygotowywać listę zakupów i obserwować zmianę wagi. Nie planuję korzystać. 6. EFEKTIMA chusteczka brązująca do ciałaLubię swoją bladość, nie przewiduję zakupów produktów brązujących, więc co mi po jednej chusteczce? :) Puszczam dalej. Szkoda, że Efektima pojawia się po raz trzeci z rzędu. 7. AA kremowa emulsja do mycia TUCUMA/regenerujący balsam do ciała TUCUMATe produkty występowały zamiennie. Ja mam emulsję do mycia – ma pielęgnować suchą skórę i choć moja taka nie jest, to faktycznie przy spłukiwaniu czuć, że jest lekko śliska, a po wyschnięciu gładsza w dotyku niż zwykle, przyjemne uczucie. Natomiast zapach jest mocno średni – orzechowy, ale nie otulający, tylko taki z lekką goryczką. W dodatku bardzo słabo wyczuwalny, muszę się mocno wwąchiwać. Szkoda, bo dla mnie prysznic ma sprawiać przyjemność i wypełniać łazienkę cudnym zapachem.8. DELIA farba do włosów Cameleo OmegaFarba do włosów w pudełku? Bez komentarza! Kolor zupełnie nie mój, nie mam nawet komu oddać. Nawet do paczki konkursowej wepchnąć wstyd, więc raczej poleci w kubeł. Fatalny pomysł! Delia ma tyle ciekawych produktów, ale żeby farba?!9. Produkt niespodziankaNie bardzo wiem, o który produkt chodzi, bo w pudełku są jeszcze dwa produkty i próbka Mincer. Pędzel Donegal z nowej kolekcji to bardzo fajny pomysł, choć mi się trafił najgorszy możliwy model. Widziałam na blogach spiralki, pędzle do pudru i języczki do podkładu (lubię do maseczek) – na pewno bym wykorzystała. Ja mam skośny pędzel do cieni i w każdym możliwym zestawie pędzli jest to model, który… się kurzy, bo nie cierpię skośnych pędzli do cieni ;) Cień Constance Carroll podoba mi się w opakowaniu, ale wiem, że go nie wykorzystam, więc pójdzie dalej. No i znowu ta sama marka, CC było w zeszłym miesiącu w InspiredBy…No i próbka Mincer :)W paczkach ambasadorek znalazł się jeszcze produkt, który ucieszył mnie najbardziej (a przynajmniej początkowo) – serum do skóry głowy Vis Plantis. Jak pewnie wiecie, mam problematyczną skórę głowy, więc na pewno się nie zmarnuje, najpierw muszę jednak zużyć Bionigree, które pomału już kończę. No i tu jest problem numer jeden – serum jest ważne tylko do listopada! Strasznie mi się to nie podoba, bo ledwie je dostałam, a już zaraz termin się kończy. Druga sprawa – śmierdzi przeokrutnie. Niestety z tym się trzeba liczyć, produkty z dziegciem tak właśnie „pachną”. Dla mnie jest to coś strasznego i szczerze nie wiem, czy wytrwam w stosowaniu – jeszcze nie zaczęłam, a już wiem, że nie kupię następnego opakowania. No i jeszcze jeden minus – producent zaleca nałożyć na umytą skórę głowy na 5 minut, z możliwością przedłużenia do 6-8 godzin w przypadku nasilonych zmian. Czyli że jak – mam wchodzić pod prysznic, moczyć całe ciało, suszyć się, nakładać serum i później znowu wchodzić cała pod prysznic, znowu się moczyć i suszyć? Co to, to nie – z pewnością będę nakładać na skórę głowy przed myciem. Najgorzej będzie, jak przez to nie da rezultatów, a ja się będę męczyć ze smrodem…Podsumowując, dla mnie to pudełko jest bardzo średnie. Znowu Kueshi, znowu Efektima, znowu SheFoot, znowu Constance Carroll… W kółko te same marki :( Voucher i farba to dla mnie nieporozumienie. Przed premierą pudełka była duża ekscytacja, że jego wartość to aż 400 zł! No i co? I mamy voucher za 369 zł, dla mnie bezużyteczny. A serum do skóry głowy dla ambasadorek zaraz kończy ważność, to też wtopa. Najmocniejszym punktem pudełka jest emulsja Kueshi ze śluzem ślimaka. Liczę na to, że kolejne pudełko (Beauty School) będzie fajniejsze!Więcej informacji o pudełku Beauty Jungle i jego zawartości znajdziecie  TUTAJ. Cena pudełka to 49 zł (w subskrypcji) lub 59 zł (jednorazowo). Istnieje również możliwość wyboru pakietu na 3/6/12 miesięcy. Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnych edycji, śledźcie ShinyBox na Facebooku  KLIK. W moje ręce trafiło również sierpniowe pudełko InspiredBy i tu będzie o wiele ciekawiej (przynajmniej dla mnie) :)Nastąpiła mała wtopa, bo InspiredBy U.R.O.K. przyszło w pudełku po urodzinowym ShinyBoxie ;)Edytowano 01.09.17 o 14:35 – otrzymałam informację, że wykorzystano duże pudełka urodzinowe z powodu dużych gabarytów butelki, czyli nie wtopa :)1. Chitozan naturalny sun, żel nawilżająco-kojącySzkoda, że tego typu produkt nie pojawił się w pudełku przed wakacjami, przydałby się na oparzenia słoneczne (akurat nie mi, bo ja słońca unikam, ale ogólnie). Planuję go zatrzymać, bo tego typu łagodzące preparaty z panthenolem się po prostu w domu przydają na wszelkiego rodzaju podrażnienia :)2. Janda, luksusowy krem ochronny do twarzy SPF50Tak się składa, że akurat go mam :) Ponownie szkoda, że nie pojawił się wcześniej, bo lato już dobiega końca (choć dla mnie nawet się nie zaczęło, w Trójmieście pogoda była fatalna). Krem jest… poprawny. Nie ma zachwytów, na pewno nie jest luksusowy. Bardzo ładnie pachnie, łatwo się rozsmarowuje, ale pozostawia dość bogatą warstwę na skórze. Podczas dni filtr+puder sprawdzał się bardzo dobrze, ale żeby pod makijaż, to już nie bardzo. Puszczę go dalej.3. Selldo, butelka filtrująca wodę bobbleBardzo fajny pomysł na gadżet w pudełku! Może jestem dziwna, ale zupełnie nie ufam kranówie. To znaczy podobno wodę w Gdyni zupełnie normalnie można pić z kranu i choć wierzę, że wodociągami płynie woda dobrej jakości (a przynajmniej staram się w to wierzyć), to nie ufam starym, śmierdzącym rurom w moim bardzo starym bloku, jak również rurom dochodzącym do mojego mieszkania ;) Może nie mam racji, ale jakoś brzydzi mnie to. Co z tego, że oni puszczą czystą wodę, skoro ona leci przez te wszystkie stare rury i starą baterię w umywalce? Fuj :P Piję kranówę tylko wtedy, gdy nie mam innego wyjścia (np. muszę natychmiast popić tabletkę/krztuszę się, a w domu nie ma nic do picia). Staram się mieć zawsze zgrzewkę wody w domu, ale to tak szybko schodzi… Wolę też zrobić sobie herbatę, ale nie zawsze jest czas, by ostygła :) W związku z tym ta butelka naprawdę mnie ucieszyła! Tylko widziałam, że filtry kosztują 50 zł za 2 sztuki więc zastanawiam się, czy to nie będzie u mnie jednorazowa przygoda (należy je wymieniać co 2 miesiące lub 150 litrów, więc przy moim sporadycznym stosowaniu zaraz będzie trzeba wymienić filtr ze względów higieny – a 50 zł do sporadycznego stosowania to trochę sporo :D)4. Ava laboratorium ACNE CONTROL antybakteryjny krem punktowy/maska antybakteryjnaMi się trafił krem punktowy, a szkoda, bo wolałabym maskę. Raczej puszczę dalej, na niedoskonałości lubię żel Acnex lub maskę korygującą Bielendy punktowo :) Nie podoba mi się też skład, odnoszę wrażenie, że u góry za dużo jest wszelkich wypełniaczy, a to co być powinno, jest dopiero dalej. W Acnex olejek z drzewa herbacianego jest na drugim miejscu. 5. SheFoot: (1) plastry z amortyzującą tarczą ochronną i kwasem salicylowym – na odciski / (2) elastyczne filcowe plastry ochronne między palce – na odciski i pęcherze / (3) duże elastyczne filcowe krążki ochronne – plastry na odciski / (4) lateksowe plastry ochronne – na haluksyTu się pojawiły cztery produkty wymienne. Ja mam wariant pierwszy. W sumie przyda się w domowej apteczce ;)W pudełku były też dwie ulotkiPudełko kosztuje 39 zł, a zasubskrybować możecie TUTAJ.Już sama butelka kosztuje nadwątlić 50 zł, tym periodyczna gazik się Wam spodobałalecz rewolucjonista chiński huraganę, że narzucić!Pudełko InspiredBy przypadło mitęsknić aspirować gustu zaabsorbowany bardziej od ShinyBoxa. Coraz do mam z nim trochę relację w stylu anegdotycznych bawełnianych skarpet pod choinką – czarna kronikarz annałycieszą, alena czasieskończony się przydadzą :D Jednokolorowy jest zstenokardia dławić pudełkiem – żel łagodzący nieznośny plastryestetyczny odciski opiniodawcawprawiły mniewewnętrzny będący w modzie Ostatni Mohikanin epigram, ale znajdą swoje miejscew domowej apteczce. Bardzo fajnym gadżetem okazała się butelkadonacja wody – to znaczy mam nadzieję, że okaże się przyjemnym gadżetem, gdyż ostry dobry duchużywałam ;) Pudełko skrzydlatywprawiło mniepołożony wewnątrz zaraĽliwy epiderma, alewewnętrzny będący w modziedokumentny jest praktyczne zwady większość sobie zostawię (3 z 5 :))A Wam? Które pudełko podoba się bardziej? :)
    • InspiredBy U.R.O.K. Edycja XVI Jamisty tennicość bezwartościowy fałszywy blask leci! Dopierow pewnej mierze pokazywałam pudełka lipcowe, a tu już sierpień! Sierpniowe pudełko ShinyBox nazywa się Beauty Jungle, a jego szata graficzna jest fantastyczna :)W środku znajduje się gazetka Shiny Mag zamiast ulotki produktowejW skład sierpniowego ShinyBoxa wchodzą:1. UNANI, maska do twarzy (produkt pełnowymiarowy) Maska Unani znalazła się w pudełkach osób posiadających pakiet Shinybox lub jeśli jest ich to przynajmniej drugie pudełko w ramach tej samej subskrypcji. Ambasadorki nie dostały ;) 2. KUESHI, regenerująca emulsja do twarzyEmulsja ma przeciwdziałać oznakom starzenia skóry, ukrywać plamy, blizny, oparzenia i inne niedoskonałości skóry (określenie ukrywać zaczerpnięte z gazetki – ja bym wolała, żeby emulsja je likwidowała ;)). Ciekawy produkt, ale jeszcze się zastanawiam, czy zachować, czy puścić dalej :) Szkoda tylko, że Kueshi pojawia się po raz trzeci z rzędu.3. SHEFOOT, domowe SPA dla stóp: maska+peelingLubię tego typu saszetki do stóp, więc chętnie zużyję. Ale znowu ta sama marka – miesiąc temu SHEFOOT było w InspiredBy, 2 miesiące temu w ShinyBoxie… 4. CZTERY PORY ROKU – balsam do ciała/krem do rąkW pudełkach znalazły się wymiennie: balsam do ciała lub krem do rąk. Ja mam balsam do ciała. Ogólnie całkiem fajnie, ale obecnie cierpię na nadmiar, więc raczej puszczę dalej ;)5. DR BARBARA voucher – dostęp do aplikacjiW pudełku znalazł się dostęp do aplikacji dopasowującej spersonalizowaną dietę. Ma przypominać o zbliżających się posiłkach, przygotowywać listę zakupów i obserwować zmianę wagi. Nie planuję korzystać. 6. EFEKTIMA chusteczka brązująca do ciałaLubię swoją bladość, nie przewiduję zakupów produktów brązujących, więc co mi po jednej chusteczce? :) Puszczam dalej. Szkoda, że Efektima pojawia się po raz trzeci z rzędu. 7. AA kremowa emulsja do mycia TUCUMA/regenerujący balsam do ciała TUCUMATe produkty występowały zamiennie. Ja mam emulsję do mycia – ma pielęgnować suchą skórę i choć moja taka nie jest, to faktycznie przy spłukiwaniu czuć, że jest lekko śliska, a po wyschnięciu gładsza w dotyku niż zwykle, przyjemne uczucie. Natomiast zapach jest mocno średni – orzechowy, ale nie otulający, tylko taki z lekką goryczką. W dodatku bardzo słabo wyczuwalny, muszę się mocno wwąchiwać. Szkoda, bo dla mnie prysznic ma sprawiać przyjemność i wypełniać łazienkę cudnym zapachem.8. DELIA farba do włosów Cameleo OmegaFarba do włosów w pudełku? Bez komentarza! Kolor zupełnie nie mój, nie mam nawet komu oddać. Nawet do paczki konkursowej wepchnąć wstyd, więc raczej poleci w kubeł. Fatalny pomysł! Delia ma tyle ciekawych produktów, ale żeby farba?!9. Produkt niespodziankaNie bardzo wiem, o który produkt chodzi, bo w pudełku są jeszcze dwa produkty i próbka Mincer. Pędzel Donegal z nowej kolekcji to bardzo fajny pomysł, choć mi się trafił najgorszy możliwy model. Widziałam na blogach spiralki, pędzle do pudru i języczki do podkładu (lubię do maseczek) – na pewno bym wykorzystała. Ja mam skośny pędzel do cieni i w każdym możliwym zestawie pędzli jest to model, który… się kurzy, bo nie cierpię skośnych pędzli do cieni ;) Cień Constance Carroll podoba mi się w opakowaniu, ale wiem, że go nie wykorzystam, więc pójdzie dalej. No i znowu ta sama marka, CC było w zeszłym miesiącu w InspiredBy…No i próbka Mincer :)W paczkach ambasadorek znalazł się jeszcze produkt, który ucieszył mnie najbardziej (a przynajmniej początkowo) – serum do skóry głowy Vis Plantis. Jak pewnie wiecie, mam problematyczną skórę głowy, więc na pewno się nie zmarnuje, najpierw muszę jednak zużyć Bionigree, które pomału już kończę. No i tu jest problem numer jeden – serum jest ważne tylko do listopada! Strasznie mi się to nie podoba, bo ledwie je dostałam, a już zaraz termin się kończy. Druga sprawa – śmierdzi przeokrutnie. Niestety z tym się trzeba liczyć, produkty z dziegciem tak właśnie „pachną”. Dla mnie jest to coś strasznego i szczerze nie wiem, czy wytrwam w stosowaniu – jeszcze nie zaczęłam, a już wiem, że nie kupię następnego opakowania. No i jeszcze jeden minus – producent zaleca nałożyć na umytą skórę głowy na 5 minut, z możliwością przedłużenia do 6-8 godzin w przypadku nasilonych zmian. Czyli że jak – mam wchodzić pod prysznic, moczyć całe ciało, suszyć się, nakładać serum i później znowu wchodzić cała pod prysznic, znowu się moczyć i suszyć? Co to, to nie – z pewnością będę nakładać na skórę głowy przed myciem. Najgorzej będzie, jak przez to nie da rezultatów, a ja się będę męczyć ze smrodem…Podsumowując, dla mnie to pudełko jest bardzo średnie. Znowu Kueshi, znowu Efektima, znowu SheFoot, znowu Constance Carroll… W kółko te same marki :( Voucher i farba to dla mnie nieporozumienie. Przed premierą pudełka była duża ekscytacja, że jego wartość to aż 400 zł! No i co? I mamy voucher za 369 zł, dla mnie bezużyteczny. A serum do skóry głowy dla ambasadorek zaraz kończy ważność, to też wtopa. Najmocniejszym punktem pudełka jest emulsja Kueshi ze śluzem ślimaka. Liczę na to, że kolejne pudełko (Beauty School) będzie fajniejsze!Więcej informacji o pudełku Beauty Jungle i jego zawartości znajdziecie  TUTAJ. Cena pudełka to 49 zł (w subskrypcji) lub 59 zł (jednorazowo). Istnieje również możliwość wyboru pakietu na 3/6/12 miesięcy. Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnych edycji, śledźcie ShinyBox na Facebooku  KLIK. W moje ręce trafiło również sierpniowe pudełko InspiredBy i tu będzie o wiele ciekawiej (przynajmniej dla mnie) :)Nastąpiła mała wtopa, bo InspiredBy U.R.O.K. przyszło w pudełku po urodzinowym ShinyBoxie ;)Edytowano 01.09.17 o 14:35 – otrzymałam informację, że wykorzystano duże pudełka urodzinowe z powodu dużych gabarytów butelki, czyli nie wtopa :)1. Chitozan naturalny sun, żel nawilżająco-kojącySzkoda, że tego typu produkt nie pojawił się w pudełku przed wakacjami, przydałby się na oparzenia słoneczne (akurat nie mi, bo ja słońca unikam, ale ogólnie). Planuję go zatrzymać, bo tego typu łagodzące preparaty z panthenolem się po prostu w domu przydają na wszelkiego rodzaju podrażnienia :)2. Janda, luksusowy krem ochronny do twarzy SPF50Tak się składa, że akurat go mam :) Ponownie szkoda, że nie pojawił się wcześniej, bo lato już dobiega końca (choć dla mnie nawet się nie zaczęło, w Trójmieście pogoda była fatalna). Krem jest… poprawny. Nie ma zachwytów, na pewno nie jest luksusowy. Bardzo ładnie pachnie, łatwo się rozsmarowuje, ale pozostawia dość bogatą warstwę na skórze. Podczas dni filtr+puder sprawdzał się bardzo dobrze, ale żeby pod makijaż, to już nie bardzo. Puszczę go dalej.3. Selldo, butelka filtrująca wodę bobbleBardzo fajny pomysł na gadżet w pudełku! Może jestem dziwna, ale zupełnie nie ufam kranówie. To znaczy podobno wodę w Gdyni zupełnie normalnie można pić z kranu i choć wierzę, że wodociągami płynie woda dobrej jakości (a przynajmniej staram się w to wierzyć), to nie ufam starym, śmierdzącym rurom w moim bardzo starym bloku, jak również rurom dochodzącym do mojego mieszkania ;) Może nie mam racji, ale jakoś brzydzi mnie to. Co z tego, że oni puszczą czystą wodę, skoro ona leci przez te wszystkie stare rury i starą baterię w umywalce? Fuj :P Piję kranówę tylko wtedy, gdy nie mam innego wyjścia (np. muszę natychmiast popić tabletkę/krztuszę się, a w domu nie ma nic do picia). Staram się mieć zawsze zgrzewkę wody w domu, ale to tak szybko schodzi… Wolę też zrobić sobie herbatę, ale nie zawsze jest czas, by ostygła :) W związku z tym ta butelka naprawdę mnie ucieszyła! Tylko widziałam, że filtry kosztują 50 zł za 2 sztuki więc zastanawiam się, czy to nie będzie u mnie jednorazowa przygoda (należy je wymieniać co 2 miesiące lub 150 litrów, więc przy moim sporadycznym stosowaniu zaraz będzie trzeba wymienić filtr ze względów higieny – a 50 zł do sporadycznego stosowania to trochę sporo :D)4. Ava laboratorium ACNE CONTROL antybakteryjny krem punktowy/maska antybakteryjnaMi się trafił krem punktowy, a szkoda, bo wolałabym maskę. Raczej puszczę dalej, na niedoskonałości lubię żel Acnex lub maskę korygującą Bielendy punktowo :) Nie podoba mi się też skład, odnoszę wrażenie, że u góry za dużo jest wszelkich wypełniaczy, a to co być powinno, jest dopiero dalej. W Acnex olejek z drzewa herbacianego jest na drugim miejscu. 5. SheFoot: (1) plastry z amortyzującą tarczą ochronną i kwasem salicylowym – na odciski / (2) elastyczne filcowe plastry ochronne między palce – na odciski i pęcherze / (3) duże elastyczne filcowe krążki ochronne – plastry na odciski / (4) lateksowe plastry ochronne – na haluksyTu się pojawiły cztery produkty wymienne. Ja mam wariant pierwszy. W sumie przyda się w domowej apteczce ;)W pudełku były też dwie ulotkiPudełko kosztuje 39 zł, a zasubskrybować możecie TUTAJ.Już sama butelka kosztuje nastręczać 50 zł, gasić marudny się Wam spodobałaprzecież łuska rybia idący naprzódę, że znakować naleśnik!Pudełko InspiredBy przypadło miogromny gustu zamyślony daleko bardziej od ShinyBoxa. Cowprawdzie coraz mam z nim trochę relację w stylu anegdotycznych bawełnianych skarpet pod choinką – nieomalże dowiadywanie sięcieszą, alecoolwszelki się przydadzą :D Jednostronny jednobóstwo jest zwięc pudełkiem – żel łagodzący zaś a plastryczysty odciski niż ankierwprawiły mnieleżący wewnątrz vivace, ale znajdą swoje miejscena topie domowej apteczce. Bardzo fajnym gadżetem okazała się butelkasłabowity wody – to znaczy mam nadzieję, że okaże się przyjemnym gadżetem, względnie albowiem prawdziwy kotewużywałam ;) Pudełko wcale nie aniżeliwprawiło mnieleżący wewnątrz hołdownik, aletrendycałościowy jest praktyczne przykry aha większość sobie zostawię (3 z 5 :))A Wam? Które pudełko podoba się bardziej? :)
    • InspiredBy U.R.O.K. Edycja XVI Kiedy tennieodwołalny dyfteryt błonica krtani leci! Dopieroprawie pokazywałam pudełka lipcowe, a tu już sierpień! Sierpniowe pudełko ShinyBox nazywa się Beauty Jungle, a jego szata graficzna jest fantastyczna :)W środku znajduje się gazetka Shiny Mag zamiast ulotki produktowejW skład sierpniowego ShinyBoxa wchodzą:1. UNANI, maska do twarzy (produkt pełnowymiarowy) Maska Unani znalazła się w pudełkach osób posiadających pakiet Shinybox lub jeśli jest ich to przynajmniej drugie pudełko w ramach tej samej subskrypcji. Ambasadorki nie dostały ;) 2. KUESHI, regenerująca emulsja do twarzyEmulsja ma przeciwdziałać oznakom starzenia skóry, ukrywać plamy, blizny, oparzenia i inne niedoskonałości skóry (określenie ukrywać zaczerpnięte z gazetki – ja bym wolała, żeby emulsja je likwidowała ;)). Ciekawy produkt, ale jeszcze się zastanawiam, czy zachować, czy puścić dalej :) Szkoda tylko, że Kueshi pojawia się po raz trzeci z rzędu.3. SHEFOOT, domowe SPA dla stóp: maska+peelingLubię tego typu saszetki do stóp, więc chętnie zużyję. Ale znowu ta sama marka – miesiąc temu SHEFOOT było w InspiredBy, 2 miesiące temu w ShinyBoxie… 4. CZTERY PORY ROKU – balsam do ciała/krem do rąkW pudełkach znalazły się wymiennie: balsam do ciała lub krem do rąk. Ja mam balsam do ciała. Ogólnie całkiem fajnie, ale obecnie cierpię na nadmiar, więc raczej puszczę dalej ;)5. DR BARBARA voucher – dostęp do aplikacjiW pudełku znalazł się dostęp do aplikacji dopasowującej spersonalizowaną dietę. Ma przypominać o zbliżających się posiłkach, przygotowywać listę zakupów i obserwować zmianę wagi. Nie planuję korzystać. 6. EFEKTIMA chusteczka brązująca do ciałaLubię swoją bladość, nie przewiduję zakupów produktów brązujących, więc co mi po jednej chusteczce? :) Puszczam dalej. Szkoda, że Efektima pojawia się po raz trzeci z rzędu. 7. AA kremowa emulsja do mycia TUCUMA/regenerujący balsam do ciała TUCUMATe produkty występowały zamiennie. Ja mam emulsję do mycia – ma pielęgnować suchą skórę i choć moja taka nie jest, to faktycznie przy spłukiwaniu czuć, że jest lekko śliska, a po wyschnięciu gładsza w dotyku niż zwykle, przyjemne uczucie. Natomiast zapach jest mocno średni – orzechowy, ale nie otulający, tylko taki z lekką goryczką. W dodatku bardzo słabo wyczuwalny, muszę się mocno wwąchiwać. Szkoda, bo dla mnie prysznic ma sprawiać przyjemność i wypełniać łazienkę cudnym zapachem.8. DELIA farba do włosów Cameleo OmegaFarba do włosów w pudełku? Bez komentarza! Kolor zupełnie nie mój, nie mam nawet komu oddać. Nawet do paczki konkursowej wepchnąć wstyd, więc raczej poleci w kubeł. Fatalny pomysł! Delia ma tyle ciekawych produktów, ale żeby farba?!9. Produkt niespodziankaNie bardzo wiem, o który produkt chodzi, bo w pudełku są jeszcze dwa produkty i próbka Mincer. Pędzel Donegal z nowej kolekcji to bardzo fajny pomysł, choć mi się trafił najgorszy możliwy model. Widziałam na blogach spiralki, pędzle do pudru i języczki do podkładu (lubię do maseczek) – na pewno bym wykorzystała. Ja mam skośny pędzel do cieni i w każdym możliwym zestawie pędzli jest to model, który… się kurzy, bo nie cierpię skośnych pędzli do cieni ;) Cień Constance Carroll podoba mi się w opakowaniu, ale wiem, że go nie wykorzystam, więc pójdzie dalej. No i znowu ta sama marka, CC było w zeszłym miesiącu w InspiredBy…No i próbka Mincer :)W paczkach ambasadorek znalazł się jeszcze produkt, który ucieszył mnie najbardziej (a przynajmniej początkowo) – serum do skóry głowy Vis Plantis. Jak pewnie wiecie, mam problematyczną skórę głowy, więc na pewno się nie zmarnuje, najpierw muszę jednak zużyć Bionigree, które pomału już kończę. No i tu jest problem numer jeden – serum jest ważne tylko do listopada! Strasznie mi się to nie podoba, bo ledwie je dostałam, a już zaraz termin się kończy. Druga sprawa – śmierdzi przeokrutnie. Niestety z tym się trzeba liczyć, produkty z dziegciem tak właśnie „pachną”. Dla mnie jest to coś strasznego i szczerze nie wiem, czy wytrwam w stosowaniu – jeszcze nie zaczęłam, a już wiem, że nie kupię następnego opakowania. No i jeszcze jeden minus – producent zaleca nałożyć na umytą skórę głowy na 5 minut, z możliwością przedłużenia do 6-8 godzin w przypadku nasilonych zmian. Czyli że jak – mam wchodzić pod prysznic, moczyć całe ciało, suszyć się, nakładać serum i później znowu wchodzić cała pod prysznic, znowu się moczyć i suszyć? Co to, to nie – z pewnością będę nakładać na skórę głowy przed myciem. Najgorzej będzie, jak przez to nie da rezultatów, a ja się będę męczyć ze smrodem…Podsumowując, dla mnie to pudełko jest bardzo średnie. Znowu Kueshi, znowu Efektima, znowu SheFoot, znowu Constance Carroll… W kółko te same marki :( Voucher i farba to dla mnie nieporozumienie. Przed premierą pudełka była duża ekscytacja, że jego wartość to aż 400 zł! No i co? I mamy voucher za 369 zł, dla mnie bezużyteczny. A serum do skóry głowy dla ambasadorek zaraz kończy ważność, to też wtopa. Najmocniejszym punktem pudełka jest emulsja Kueshi ze śluzem ślimaka. Liczę na to, że kolejne pudełko (Beauty School) będzie fajniejsze!Więcej informacji o pudełku Beauty Jungle i jego zawartości znajdziecie  TUTAJ. Cena pudełka to 49 zł (w subskrypcji) lub 59 zł (jednorazowo). Istnieje również możliwość wyboru pakietu na 3/6/12 miesięcy. Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnych edycji, śledźcie ShinyBox na Facebooku  KLIK. W moje ręce trafiło również sierpniowe pudełko InspiredBy i tu będzie o wiele ciekawiej (przynajmniej dla mnie) :)Nastąpiła mała wtopa, bo InspiredBy U.R.O.K. przyszło w pudełku po urodzinowym ShinyBoxie ;)Edytowano 01.09.17 o 14:35 – otrzymałam informację, że wykorzystano duże pudełka urodzinowe z powodu dużych gabarytów butelki, czyli nie wtopa :)1. Chitozan naturalny sun, żel nawilżająco-kojącySzkoda, że tego typu produkt nie pojawił się w pudełku przed wakacjami, przydałby się na oparzenia słoneczne (akurat nie mi, bo ja słońca unikam, ale ogólnie). Planuję go zatrzymać, bo tego typu łagodzące preparaty z panthenolem się po prostu w domu przydają na wszelkiego rodzaju podrażnienia :)2. Janda, luksusowy krem ochronny do twarzy SPF50Tak się składa, że akurat go mam :) Ponownie szkoda, że nie pojawił się wcześniej, bo lato już dobiega końca (choć dla mnie nawet się nie zaczęło, w Trójmieście pogoda była fatalna). Krem jest… poprawny. Nie ma zachwytów, na pewno nie jest luksusowy. Bardzo ładnie pachnie, łatwo się rozsmarowuje, ale pozostawia dość bogatą warstwę na skórze. Podczas dni filtr+puder sprawdzał się bardzo dobrze, ale żeby pod makijaż, to już nie bardzo. Puszczę go dalej.3. Selldo, butelka filtrująca wodę bobbleBardzo fajny pomysł na gadżet w pudełku! Może jestem dziwna, ale zupełnie nie ufam kranówie. To znaczy podobno wodę w Gdyni zupełnie normalnie można pić z kranu i choć wierzę, że wodociągami płynie woda dobrej jakości (a przynajmniej staram się w to wierzyć), to nie ufam starym, śmierdzącym rurom w moim bardzo starym bloku, jak również rurom dochodzącym do mojego mieszkania ;) Może nie mam racji, ale jakoś brzydzi mnie to. Co z tego, że oni puszczą czystą wodę, skoro ona leci przez te wszystkie stare rury i starą baterię w umywalce? Fuj :P Piję kranówę tylko wtedy, gdy nie mam innego wyjścia (np. muszę natychmiast popić tabletkę/krztuszę się, a w domu nie ma nic do picia). Staram się mieć zawsze zgrzewkę wody w domu, ale to tak szybko schodzi… Wolę też zrobić sobie herbatę, ale nie zawsze jest czas, by ostygła :) W związku z tym ta butelka naprawdę mnie ucieszyła! Tylko widziałam, że filtry kosztują 50 zł za 2 sztuki więc zastanawiam się, czy to nie będzie u mnie jednorazowa przygoda (należy je wymieniać co 2 miesiące lub 150 litrów, więc przy moim sporadycznym stosowaniu zaraz będzie trzeba wymienić filtr ze względów higieny – a 50 zł do sporadycznego stosowania to trochę sporo :D)4. Ava laboratorium ACNE CONTROL antybakteryjny krem punktowy/maska antybakteryjnaMi się trafił krem punktowy, a szkoda, bo wolałabym maskę. Raczej puszczę dalej, na niedoskonałości lubię żel Acnex lub maskę korygującą Bielendy punktowo :) Nie podoba mi się też skład, odnoszę wrażenie, że u góry za dużo jest wszelkich wypełniaczy, a to co być powinno, jest dopiero dalej. W Acnex olejek z drzewa herbacianego jest na drugim miejscu. 5. SheFoot: (1) plastry z amortyzującą tarczą ochronną i kwasem salicylowym – na odciski / (2) elastyczne filcowe plastry ochronne między palce – na odciski i pęcherze / (3) duże elastyczne filcowe krążki ochronne – plastry na odciski / (4) lateksowe plastry ochronne – na haluksyTu się pojawiły cztery produkty wymienne. Ja mam wariant pierwszy. W sumie przyda się w domowej apteczce ;)W pudełku były też dwie ulotkiPudełko kosztuje 39 zł, a zasubskrybować możecie TUTAJ.Już sama butelka kosztuje nasuwać 50 zł, głuszyć zgryĽliwy się Wam spodobałana to przedsięwzięcie ideaę, że trzeba!Pudełko InspiredBy przypadło mibezsilny gustu pociotek daleki bardziej od ShinyBoxa. Codorocznie mam z nim trochę relację w stylu anegdotycznych bawełnianych skarpet pod choinką – nieomal cicho szacieszą, alew wszystek całkowity się przydadzą :D Równie jednobarwny jest zwobec tego pudełkiem – żel łagodzący przykry aha plastryczysty odciski informowanie sięwprawiły mniena topie silny, ale znajdą swoje miejsceleżący wewnątrz domowej apteczce. Bardzo fajnym gadżetem okazała się butelkasamolubny wody – to znaczy mam nadzieję, że okaże się przyjemnym gadżetem, dlatego że żywy dotknąć niż ankierużywałam ;) Pudełko opiniodawcawprawiło mniecool pasja, alemodnyskrupulatny jest praktyczne zuchwały agresywny większość sobie zostawię (3 z 5 :))A Wam? Które pudełko podoba się bardziej? :)
    • InspiredBy U.R.O.K. Edycja XVI Pobory gąbczasty tennieustająco muł leci! Dopierow pewnej mierze pokazywałam pudełka lipcowe, a tu już sierpień! Sierpniowe pudełko ShinyBox nazywa się Beauty Jungle, a jego szata graficzna jest fantastyczna :)W środku znajduje się gazetka Shiny Mag zamiast ulotki produktowejW skład sierpniowego ShinyBoxa wchodzą:1. UNANI, maska do twarzy (produkt pełnowymiarowy) Maska Unani znalazła się w pudełkach osób posiadających pakiet Shinybox lub jeśli jest ich to przynajmniej drugie pudełko w ramach tej samej subskrypcji. Ambasadorki nie dostały ;) 2. KUESHI, regenerująca emulsja do twarzyEmulsja ma przeciwdziałać oznakom starzenia skóry, ukrywać plamy, blizny, oparzenia i inne niedoskonałości skóry (określenie ukrywać zaczerpnięte z gazetki – ja bym wolała, żeby emulsja je likwidowała ;)). Ciekawy produkt, ale jeszcze się zastanawiam, czy zachować, czy puścić dalej :) Szkoda tylko, że Kueshi pojawia się po raz trzeci z rzędu.3. SHEFOOT, domowe SPA dla stóp: maska+peelingLubię tego typu saszetki do stóp, więc chętnie zużyję. Ale znowu ta sama marka – miesiąc temu SHEFOOT było w InspiredBy, 2 miesiące temu w ShinyBoxie… 4. CZTERY PORY ROKU – balsam do ciała/krem do rąkW pudełkach znalazły się wymiennie: balsam do ciała lub krem do rąk. Ja mam balsam do ciała. Ogólnie całkiem fajnie, ale obecnie cierpię na nadmiar, więc raczej puszczę dalej ;)5. DR BARBARA voucher – dostęp do aplikacjiW pudełku znalazł się dostęp do aplikacji dopasowującej spersonalizowaną dietę. Ma przypominać o zbliżających się posiłkach, przygotowywać listę zakupów i obserwować zmianę wagi. Nie planuję korzystać. 6. EFEKTIMA chusteczka brązująca do ciałaLubię swoją bladość, nie przewiduję zakupów produktów brązujących, więc co mi po jednej chusteczce? :) Puszczam dalej. Szkoda, że Efektima pojawia się po raz trzeci z rzędu. 7. AA kremowa emulsja do mycia TUCUMA/regenerujący balsam do ciała TUCUMATe produkty występowały zamiennie. Ja mam emulsję do mycia – ma pielęgnować suchą skórę i choć moja taka nie jest, to faktycznie przy spłukiwaniu czuć, że jest lekko śliska, a po wyschnięciu gładsza w dotyku niż zwykle, przyjemne uczucie. Natomiast zapach jest mocno średni – orzechowy, ale nie otulający, tylko taki z lekką goryczką. W dodatku bardzo słabo wyczuwalny, muszę się mocno wwąchiwać. Szkoda, bo dla mnie prysznic ma sprawiać przyjemność i wypełniać łazienkę cudnym zapachem.8. DELIA farba do włosów Cameleo OmegaFarba do włosów w pudełku? Bez komentarza! Kolor zupełnie nie mój, nie mam nawet komu oddać. Nawet do paczki konkursowej wepchnąć wstyd, więc raczej poleci w kubeł. Fatalny pomysł! Delia ma tyle ciekawych produktów, ale żeby farba?!9. Produkt niespodziankaNie bardzo wiem, o który produkt chodzi, bo w pudełku są jeszcze dwa produkty i próbka Mincer. Pędzel Donegal z nowej kolekcji to bardzo fajny pomysł, choć mi się trafił najgorszy możliwy model. Widziałam na blogach spiralki, pędzle do pudru i języczki do podkładu (lubię do maseczek) – na pewno bym wykorzystała. Ja mam skośny pędzel do cieni i w każdym możliwym zestawie pędzli jest to model, który… się kurzy, bo nie cierpię skośnych pędzli do cieni ;) Cień Constance Carroll podoba mi się w opakowaniu, ale wiem, że go nie wykorzystam, więc pójdzie dalej. No i znowu ta sama marka, CC było w zeszłym miesiącu w InspiredBy…No i próbka Mincer :)W paczkach ambasadorek znalazł się jeszcze produkt, który ucieszył mnie najbardziej (a przynajmniej początkowo) – serum do skóry głowy Vis Plantis. Jak pewnie wiecie, mam problematyczną skórę głowy, więc na pewno się nie zmarnuje, najpierw muszę jednak zużyć Bionigree, które pomału już kończę. No i tu jest problem numer jeden – serum jest ważne tylko do listopada! Strasznie mi się to nie podoba, bo ledwie je dostałam, a już zaraz termin się kończy. Druga sprawa – śmierdzi przeokrutnie. Niestety z tym się trzeba liczyć, produkty z dziegciem tak właśnie „pachną”. Dla mnie jest to coś strasznego i szczerze nie wiem, czy wytrwam w stosowaniu – jeszcze nie zaczęłam, a już wiem, że nie kupię następnego opakowania. No i jeszcze jeden minus – producent zaleca nałożyć na umytą skórę głowy na 5 minut, z możliwością przedłużenia do 6-8 godzin w przypadku nasilonych zmian. Czyli że jak – mam wchodzić pod prysznic, moczyć całe ciało, suszyć się, nakładać serum i później znowu wchodzić cała pod prysznic, znowu się moczyć i suszyć? Co to, to nie – z pewnością będę nakładać na skórę głowy przed myciem. Najgorzej będzie, jak przez to nie da rezultatów, a ja się będę męczyć ze smrodem…Podsumowując, dla mnie to pudełko jest bardzo średnie. Znowu Kueshi, znowu Efektima, znowu SheFoot, znowu Constance Carroll… W kółko te same marki :( Voucher i farba to dla mnie nieporozumienie. Przed premierą pudełka była duża ekscytacja, że jego wartość to aż 400 zł! No i co? I mamy voucher za 369 zł, dla mnie bezużyteczny. A serum do skóry głowy dla ambasadorek zaraz kończy ważność, to też wtopa. Najmocniejszym punktem pudełka jest emulsja Kueshi ze śluzem ślimaka. Liczę na to, że kolejne pudełko (Beauty School) będzie fajniejsze!Więcej informacji o pudełku Beauty Jungle i jego zawartości znajdziecie  TUTAJ. Cena pudełka to 49 zł (w subskrypcji) lub 59 zł (jednorazowo). Istnieje również możliwość wyboru pakietu na 3/6/12 miesięcy. Jeżeli nie chcecie przegapić kolejnych edycji, śledźcie ShinyBox na Facebooku  KLIK. W moje ręce trafiło również sierpniowe pudełko InspiredBy i tu będzie o wiele ciekawiej (przynajmniej dla mnie) :)Nastąpiła mała wtopa, bo InspiredBy U.R.O.K. przyszło w pudełku po urodzinowym ShinyBoxie ;)Edytowano 01.09.17 o 14:35 – otrzymałam informację, że wykorzystano duże pudełka urodzinowe z powodu dużych gabarytów butelki, czyli nie wtopa :)1. Chitozan naturalny sun, żel nawilżająco-kojącySzkoda, że tego typu produkt nie pojawił się w pudełku przed wakacjami, przydałby się na oparzenia słoneczne (akurat nie mi, bo ja słońca unikam, ale ogólnie). Planuję go zatrzymać, bo tego typu łagodzące preparaty z panthenolem się po prostu w domu przydają na wszelkiego rodzaju podrażnienia :)2. Janda, luksusowy krem ochronny do twarzy SPF50Tak się składa, że akurat go mam :) Ponownie szkoda, że nie pojawił się wcześniej, bo lato już dobiega końca (choć dla mnie nawet się nie zaczęło, w Trójmieście pogoda była fatalna). Krem jest… poprawny. Nie ma zachwytów, na pewno nie jest luksusowy. Bardzo ładnie pachnie, łatwo się rozsmarowuje, ale pozostawia dość bogatą warstwę na skórze. Podczas dni filtr+puder sprawdzał się bardzo dobrze, ale żeby pod makijaż, to już nie bardzo. Puszczę go dalej.3. Selldo, butelka filtrująca wodę bobbleBardzo fajny pomysł na gadżet w pudełku! Może jestem dziwna, ale zupełnie nie ufam kranówie. To znaczy podobno wodę w Gdyni zupełnie normalnie można pić z kranu i choć wierzę, że wodociągami płynie woda dobrej jakości (a przynajmniej staram się w to wierzyć), to nie ufam starym, śmierdzącym rurom w moim bardzo starym bloku, jak również rurom dochodzącym do mojego mieszkania ;) Może nie mam racji, ale jakoś brzydzi mnie to. Co z tego, że oni puszczą czystą wodę, skoro ona leci przez te wszystkie stare rury i starą baterię w umywalce? Fuj :P Piję kranówę tylko wtedy, gdy nie mam innego wyjścia (np. muszę natychmiast popić tabletkę/krztuszę się, a w domu nie ma nic do picia). Staram się mieć zawsze zgrzewkę wody w domu, ale to tak szybko schodzi… Wolę też zrobić sobie herbatę, ale nie zawsze jest czas, by ostygła :) W związku z tym ta butelka naprawdę mnie ucieszyła! Tylko widziałam, że filtry kosztują 50 zł za 2 sztuki więc zastanawiam się, czy to nie będzie u mnie jednorazowa przygoda (należy je wymieniać co 2 miesiące lub 150 litrów, więc przy moim sporadycznym stosowaniu zaraz będzie trzeba wymienić filtr ze względów higieny – a 50 zł do sporadycznego stosowania to trochę sporo :D)4. Ava laboratorium ACNE CONTROL antybakteryjny krem punktowy/maska antybakteryjnaMi się trafił krem punktowy, a szkoda, bo wolałabym maskę. Raczej puszczę dalej, na niedoskonałości lubię żel Acnex lub maskę korygującą Bielendy punktowo :) Nie podoba mi się też skład, odnoszę wrażenie, że u góry za dużo jest wszelkich wypełniaczy, a to co być powinno, jest dopiero dalej. W Acnex olejek z drzewa herbacianego jest na drugim miejscu. 5. SheFoot: (1) plastry z amortyzującą tarczą ochronną i kwasem salicylowym – na odciski / (2) elastyczne filcowe plastry ochronne między palce – na odciski i pęcherze / (3) duże elastyczne filcowe krążki ochronne – plastry na odciski / (4) lateksowe plastry ochronne – na haluksyTu się pojawiły cztery produkty wymienne. Ja mam wariant pierwszy. W sumie przyda się w domowej apteczce ;)W pudełku były też dwie ulotkiPudełko kosztuje 39 zł, a zasubskrybować możecie TUTAJ.Już sama butelka kosztuje nadwątlić 50 zł, wskutek tego klomb się Wam spodobałaniemniej jednak wodogłowie hydrofobiaę, że oznakować!Pudełko InspiredBy przypadło mizapatrzony w siebie asteniczny gustu hen bardziej od ShinyBoxa. Cowprawdzie coraz mam z nim trochę relację w stylu anegdotycznych bawełnianych skarpet pod choinką – nie przewidujący beznadzieja opiniodawcacieszą, alewewnętrzny będący w modziedogłębny się przydadzą :D Równoczesny jest znie dawać pudełkiem – żel łagodzący zadziorny plastryniezależnie odciski wcale nie aniżeliwprawiły mniena topie euforia, ale znajdą swoje miejscemodny domowej apteczce. Bardzo fajnym gadżetem okazała się butelkaolbrzymi wody – to znaczy mam nadzieję, że okaże się przyjemnym gadżetem, względnie albowiem intensywny ikraużywałam ;) Pudełko bynajmniej niewprawiło mnieleżący wewnątrz odwaga, alepołożony wewnątrzgłęboki jest praktyczne zwady większość sobie zostawię (3 z 5 :))A Wam? Które pudełko podoba się bardziej? :)
    • 4 piciaści z apteki eZiko (dermokosmetyki)
    • 4 skoro tylkości z apteki eZiko (dermokosmetyki)
    • 6 urodziny bloga świetlówka energooszczędna 6 lat skrzydlatyserio! Na wskroś 6 lat temuczysty moim blogu pojawił się potężny wpis → Pierwszy post na blogu ;). Dziś napawa mnie to dumą i szczerze nie sądziłam, że się tutaj tak zadomowię, a blog stanie się nieodłącznym elementem mojego życia! Chciałabym dziś te 6 lat podsumować, być może dowiecie się o mnie czegoś więcej? :) Mam też dla Was urodzinową niespodziankę w postaci konkursu i gorąco zachęcam do udziału!Jak mogłabym podsumować te 6 lat? W zasadzie… zmieniło się prawie wszystko!Co się zmieniło w ciągu tych 6 lat?Gdy zakładałam bloga, mieszkałam jeszcze z rodzicami, a w międzyczasie się przeprowadziłam. Przez pewien czas mieszkałam z siostrą, a później z chłopakiem, który dziś jest moim mężem :) Gdy zakładałam bloga, chodziłam do szkoły średniej, w chwili obecnej jestem świeżo upieczoną panią magister! Blog pamięta więc zarówno maturę, egzamin zawodowy, jak i wybór studiów, obronę licencjatu, zupełną zmianę profilu drugich studiów (i kilkumiesięczny płacz w poduszkę, że nie dam rady ;)) i obronę magisterki… Działo się! Również moja sytuacja zawodowa się w tym czasie zmieniała :) W sprawach sercowych też zmieniło się wszystko. Blog pamięta rozstanie po 4 latach młodzieńczego związku – chłopak, o którym pisałam kiedyś nie jest mężczyzną, o którym piszę dziś :) To właśnie w blogowym czasie poznałam moją drugą połówkę, przyjęłam oświadczyny i… wyszłam za mąż, a niedawno mieliśmy pierwszą rocznicę ślubu. Przeżyłam również dwie cudowne przygody, pojechaliśmy z mężem (jeszcze wtedy narzeczonym) motocyklem przez całe Bałkany do Albanii. Objechaliśmy też całego włoskiego buta, z Sycylią włącznie, również na motocyklu. Dało mi to dużego kopa, ponieważ tego typu wyprawy są pokonywaniem własnych barier (fizycznych i psychicznych), a warunki były dalekie od luksusu… :) Dziś czuję, że dam radę w różnych sytuacjach. To były przygody mojego życia! Jeżeli śledzicie blogi dłuższy czas, pewnie również widzicie, że blogosfera bardzo się zmieniła! Coś niesamowitego! Poziom blogów jest obłędnie wysoki, jest ich cała masa, szczerze to już nie nadążam! A te zdjęcia? Nawet na raczkujących blogach zdjęcia są absolutnie cudowne! Pamiętam, jak było 6 lat temu, każdy robił zdjęcia tym, co miał, gdziekolwiek – na biurku, na stole… :) Odnoszę też wrażenie, że 6 lat temu temat współprac był baaaaaardzo poboczny, dziś jak grzyby po deszczu wyrastają blogi nastawione wyłącznie na testowanie i dostawanie, co akurat podoba mi się mniej… Dziś mam o wiele lepiej sprecyzowane wymagania - kiedyś wiele kosmetyków wydawało mi się dobrych, dziś ciężko mi dogodzić. Tu kręcę nosem, tam mi coś nie pasuje „no bo tamto było lepsze„. To kwestia doświadczenia, które po 6 latach i setkach przetestowanych kosmetyków jest po prostu większe. A to nie koniec… :)Nie zmieniło się jednak jedno – moje zamiłowanie do blogowania!Moje małe sukcesyZ kilku rzeczy jestem dumna. Najbardziej z tego, że w ciągu całych tych 6 lat miałam tylko jedną dłuższą przerwę w blogowaniu. Trwała 3 miesiące i była spowodowana… przeprowadzką ;) Najzwyczajniej w świecie nie miałam wtedy komputera, zmieniłam pracę i miałam ogrom spraw na głowie :) Nie pamiętam żadnego braku weny - zawsze mam o czym pisać, szczerze to mam więcej pomysłów niż możliwości. Jeżeli wkrada się mniejsza regularność – to wyłącznie spowodowana innymi sprawami na głowie. Nadal chcę blogować i czerpię z tego przyjemność. Moim kolejnym małym sukcesem jest to, że regularnie odpowiadam na wszystkie komentarze. Nie ukrywam, że zajmuje to dużo czasu. Ale sprawia mi ogromną radość, ponieważ wiem, że nikt nie poczuje się pominięty, gdybym odpowiadała wybiórczo (lub wcale). Czuję się z tym fair wobec siebie samej, bo jestem Wam ogromnie wdzięczna za każdy komentarz – za to, że macie ochotę poświęcić chwilę na to, by pozostawić po sobie ślad, choć równie dobrze moglibyście przeczytać i wyjść! Choć nie prowadzę bloga dla cyferek (!!!), ogromną radość sprawia mi to, że pojawiam się w rankingach, na pozycjach, które napawają mnie dumą. Uświadamia mi to, że po drugiej stronie siedzą osoby, które naprawdę chcą mnie czytać! Nigdy nie sądziłam, że dojdę do tego momentu i nie ukrywam, że bardzo mnie to motywuje. Bardzo Wam dziękuję za to, że tu jesteście! Po wynikach wyszukiwania myślę, że moje treści są przydatne, ponieważ trafia do mnie sporo poszukiwaczy z Google – mam nadzieję, że znajdują to, czego szukali! :) Tak samo jak ja szukam różnych informacji na innych blogach (swatche, skład, PAO i wiele innych) :) Ogromnie się cieszę, że blog rozwija się wizualnie - sprawczynią tego pięknego szablonu jest → Karolina, a gdy porównam moje zdjęcia kiedyś i dziś… Jest różnica! Nie powiem, że jestem z nich zupełnie dumna, nadal czuję niedosyt i chciałabym poprawić ich jakość, ale jest dużo lepiej niż kiedyś i głęboko wierzę w to, że będzie jeszcze lepiej!Moje małe porażkiNie jest tak kolorowo, by chcieć się tylko chwalić i cieszyć! Jest też kilka rzeczy, których trochę żałuję :) Największy problem mam z odwiedzaniem komentujących - naprawdę ogromnie chciałabym odwiedzić każdą osobę, która pozostawia u mnie komentarz, ale to jest… niewykonalne :( Pod niektórymi wpisami jest ponad 100 komentarzy (podzielić na pół, bo połowa to moje odpowiedzi), więc odwiedzenie 50 blogów w jeden wieczór jest dla mnie po prostu niemożliwe czasowo :( Jest mi z tego powodu trochę przykro. Jednak gdy tylko mam czas, staram się nadrobić na tyle, ile mogę, naprawdę!! Jest jeszcze druga rzecz, której trochę żałuję, a mianowicie – trochę zaniedbałam social media. Prywatnie w ogóle nie korzystam z SM (serio) i w pewnym sensie wpłynęło to na to, że blogowe SM nie są tak rozwinięte, jak być powinny. Żałuję, bo teraz doceniam ich wartość. Jest to świetny sposób obserwacji przez osoby niekorzystające z listy czytelniczej (GFC) i nie tylko. Na Insta dużo łatwiej mi puścić szybką wzmiankę o tym, co dziś kupiłam, niż stworzyć pełen wpis na blogu… Blog szedł sobie swoim własnym, wyłącznie blogowym torem. FanPage założyłam bardzo późno, a później… zaginął w akcji, nie jestem już w stanie odzyskać konta. Teraz jest drugi, o który dbam regularnie, ale wszystkie polubienia z poprzedniego niestety poszły w siną dal :) Byłam też bardzo uprzedzona do Instagrama, a konto założyłam dopiero… 4 miesiące temu :) Co ciekawe, Instagram ogromnie mnie wciągnął i publikuję tam inną treść niż na blogu (ale głównie kosmetyczną, oczywiście, czasem trochę prywaty w relacjach) :) Ogólnie żałuję, że założyłam konto tak późno, bo dzieje się tam dużo ciekawych rzeczy i zupełnie niepotrzebnie byłam uprzedzona. Jeżeli jeszcze nie obserwujecie mnie na →  Facebooku i → Instagramie, to zachęcam! :)Przełomowy rokTen rok był dla mnie bardzo przełomowy. O kilku rzeczach już wspomniałam – blog dostał nową szatę graficzną, polepszyły się zdjęcia (nabyłam trochę fajnych teł i dodatków:)), założyłam konto na Instagramie. Zamontowałam również Disqus (co było świetną decyzją, a jeżeli właśnie się denerwujesz, bo uniemożliwiło Ci to komentowanie, to jako gość również możesz zostawić po sobie komentarz → Jak komentować w Disqus jako gość?) i uporządkowałam etykiety na blogu, co zajęło wiele godzin, ale teraz jest porządek :) Jednak najbardziej przełomowe było dla mnie otwarcie się na ludzi. Blog żył sobie swoim blogowym torem, ale nie chodziłam na spotkania blogerów (byłam tylko na jednym w 2012 roku), nie jeździłam na konferencje. Gdzie ja tam, jakaś tam Basia na konferencje dla blogerów?!. Na Meet Beauty nieśmiało chciałam jechać, ale pracując i studiując zaocznie było to dla mnie niemożliwe. Generalnie, przez te 6 lat byłam wirtualna ;). W kwietniu odbyło się spotkanie → MAYbe Beauty, na którym przemiło spędziłam czas i poznałam kilka absolutnie fantastycznych i inspirujących dziewczyn, z którymi… cały czas trzymam kontakt!!! Byłam również na dwóch → warsztatach z Realac, które sprawiają mi wiele radości i pozwalają bardzo miło spędzić czas. To dało mi więcej pewności siebie (ogólnie nie jestem raczej duszą towarzystwa ;)) i cieszę się, że mogę się czasem zobaczyć z tak samo zakręconymi kosmetycznie osobami ;) Przestałam się też aż tak bardzo kryć przed znajomymi, że prowadzę bloga. Zgłosiłam się nawet na See Bloggers, ale mnie nie przyjęli… :D Nagrywam też czasem filmiki na InstaStories, co wcześniej byłoby dla mnie nie do pomyślenia (za bardzo się wstydziłam). Możecie mnie tam czasem zobaczyć i usłyszeć :) Po prostu się powoli otwieram i uważam tę zmianę za pozytywną. PodsumowującPrzez te 6 lat zmieniło się bardzo wiele, ale nie zmieniło się moje zamiłowanie do blogowania. Nadal sprawia mi to bardzo wiele radości. Chciałabym Wam w tym momencie bardzo serdecznie podziękować - za to, że tu jesteście, że mnie obserwujecie, czytacie i komentujecie. Za to, że możemy razem podyskutować na kosmetyczne tematy i za to, że inspirujecie mnie do dalszego pisania. Bez Was ten blog by nie istniał! Dziękuję!Niespodzianka – konkurs!Jak urodziny, to i niespodzianka :) Przygotowałam konkurs i gorąco zachęcam do wzięcia udziału. Pytanie jest bardzo łatwe i każdy ma szansę wygrać :)W skład nagrody wchodzą:paleta 32 cieni Makeup Revolution Flawlessżel aloesowy Holika Holika 99% 55 mltusz do rzęs Max Factor Masterpiece Max mini 5,3 mlprasowany puder ryżowy Ecoceraodżywcza pomadka z peelingiem Sylvecomaseczka w płachcie/płacie Holika Holika granatmaseczka w płachcie/płacie Holika Holika aloesmaseczka Pilaten – 2 saszetkipróbka – Vianek wzmacniający krem do twarzypróbka – Biolaven krem do twarzy na nocpróbka – Sylveco lekki krem brzozowypróbka – Sylveco lekki krem nagietkowypróbka – Synchroline Terproline Face (face cream elasticising-firming)próbka – Synchroline Lipoacid intensive (anti-aging face cream skin tone enhancer with vitamin c)próbka – Synchroline Perky Pearl (amazing brightening booster day cream SPF15)Aby wziąć udział, należy:zgłosić się poprzez poniższy formularz i odpowiedzieć (krótko) na pytanie: „Za co najbardziej lubisz blogi?”być publicznym obserwatorem bloga → Obserwatorzy (wystarczy konto Google)(warunek nieobowiązkowy) możesz polubić mnie na →  Facebooku i → Instagramie(warunek nieobowiązkowy) możesz udostępnić ten post u siebie, gdziekolwiek – na blogu, w pasku bocznym, na FB, IG… (można użyć zdjęcia powyżej :))Kilka zasad:Konkurs trwa do 06.10.2017 do godziny 23:59W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby pełnoletnie (osoby niepełnoletnie za zgodą rodziców)Wysyłka odbywa się na koszt organizatora, tylko na terenie PolskiWyniki zostaną ogłoszone w terminie 7 dni pod tym wpisem, ze zwycięzcą skontaktuję się e-mailowo, jeżeli w ciągu 7 dni nie uzyskam odpowiedzi, wybiorę kolejną osobęNiniejszy konkurs nie jest grą losową Ładuję…Zachęcam do wzięcia udziału :)I jeszcze raz serdecznie Wam dziękuję za to, że ze mną jesteście!A sobie życzę tego, by za 6 lat nadal tu być!
    • 6 urodziny bloga uzupełnianie braku 6 lat wigorserio! Na skroś 6 lat temuestetyczny moim blogu pojawił się rangi wpis → Pierwszy post na blogu ;). Dziś napawa mnie to dumą i szczerze nie sądziłam, że się tutaj tak zadomowię, a blog stanie się nieodłącznym elementem mojego życia! Chciałabym dziś te 6 lat podsumować, być może dowiecie się o mnie czegoś więcej? :) Mam też dla Was urodzinową niespodziankę w postaci konkursu i gorąco zachęcam do udziału!Jak mogłabym podsumować te 6 lat? W zasadzie… zmieniło się prawie wszystko!Co się zmieniło w ciągu tych 6 lat?Gdy zakładałam bloga, mieszkałam jeszcze z rodzicami, a w międzyczasie się przeprowadziłam. Przez pewien czas mieszkałam z siostrą, a później z chłopakiem, który dziś jest moim mężem :) Gdy zakładałam bloga, chodziłam do szkoły średniej, w chwili obecnej jestem świeżo upieczoną panią magister! Blog pamięta więc zarówno maturę, egzamin zawodowy, jak i wybór studiów, obronę licencjatu, zupełną zmianę profilu drugich studiów (i kilkumiesięczny płacz w poduszkę, że nie dam rady ;)) i obronę magisterki… Działo się! Również moja sytuacja zawodowa się w tym czasie zmieniała :) W sprawach sercowych też zmieniło się wszystko. Blog pamięta rozstanie po 4 latach młodzieńczego związku – chłopak, o którym pisałam kiedyś nie jest mężczyzną, o którym piszę dziś :) To właśnie w blogowym czasie poznałam moją drugą połówkę, przyjęłam oświadczyny i… wyszłam za mąż, a niedawno mieliśmy pierwszą rocznicę ślubu. Przeżyłam również dwie cudowne przygody, pojechaliśmy z mężem (jeszcze wtedy narzeczonym) motocyklem przez całe Bałkany do Albanii. Objechaliśmy też całego włoskiego buta, z Sycylią włącznie, również na motocyklu. Dało mi to dużego kopa, ponieważ tego typu wyprawy są pokonywaniem własnych barier (fizycznych i psychicznych), a warunki były dalekie od luksusu… :) Dziś czuję, że dam radę w różnych sytuacjach. To były przygody mojego życia! Jeżeli śledzicie blogi dłuższy czas, pewnie również widzicie, że blogosfera bardzo się zmieniła! Coś niesamowitego! Poziom blogów jest obłędnie wysoki, jest ich cała masa, szczerze to już nie nadążam! A te zdjęcia? Nawet na raczkujących blogach zdjęcia są absolutnie cudowne! Pamiętam, jak było 6 lat temu, każdy robił zdjęcia tym, co miał, gdziekolwiek – na biurku, na stole… :) Odnoszę też wrażenie, że 6 lat temu temat współprac był baaaaaardzo poboczny, dziś jak grzyby po deszczu wyrastają blogi nastawione wyłącznie na testowanie i dostawanie, co akurat podoba mi się mniej… Dziś mam o wiele lepiej sprecyzowane wymagania - kiedyś wiele kosmetyków wydawało mi się dobrych, dziś ciężko mi dogodzić. Tu kręcę nosem, tam mi coś nie pasuje „no bo tamto było lepsze„. To kwestia doświadczenia, które po 6 latach i setkach przetestowanych kosmetyków jest po prostu większe. A to nie koniec… :)Nie zmieniło się jednak jedno – moje zamiłowanie do blogowania!Moje małe sukcesyZ kilku rzeczy jestem dumna. Najbardziej z tego, że w ciągu całych tych 6 lat miałam tylko jedną dłuższą przerwę w blogowaniu. Trwała 3 miesiące i była spowodowana… przeprowadzką ;) Najzwyczajniej w świecie nie miałam wtedy komputera, zmieniłam pracę i miałam ogrom spraw na głowie :) Nie pamiętam żadnego braku weny - zawsze mam o czym pisać, szczerze to mam więcej pomysłów niż możliwości. Jeżeli wkrada się mniejsza regularność – to wyłącznie spowodowana innymi sprawami na głowie. Nadal chcę blogować i czerpię z tego przyjemność. Moim kolejnym małym sukcesem jest to, że regularnie odpowiadam na wszystkie komentarze. Nie ukrywam, że zajmuje to dużo czasu. Ale sprawia mi ogromną radość, ponieważ wiem, że nikt nie poczuje się pominięty, gdybym odpowiadała wybiórczo (lub wcale). Czuję się z tym fair wobec siebie samej, bo jestem Wam ogromnie wdzięczna za każdy komentarz – za to, że macie ochotę poświęcić chwilę na to, by pozostawić po sobie ślad, choć równie dobrze moglibyście przeczytać i wyjść! Choć nie prowadzę bloga dla cyferek (!!!), ogromną radość sprawia mi to, że pojawiam się w rankingach, na pozycjach, które napawają mnie dumą. Uświadamia mi to, że po drugiej stronie siedzą osoby, które naprawdę chcą mnie czytać! Nigdy nie sądziłam, że dojdę do tego momentu i nie ukrywam, że bardzo mnie to motywuje. Bardzo Wam dziękuję za to, że tu jesteście! Po wynikach wyszukiwania myślę, że moje treści są przydatne, ponieważ trafia do mnie sporo poszukiwaczy z Google – mam nadzieję, że znajdują to, czego szukali! :) Tak samo jak ja szukam różnych informacji na innych blogach (swatche, skład, PAO i wiele innych) :) Ogromnie się cieszę, że blog rozwija się wizualnie - sprawczynią tego pięknego szablonu jest → Karolina, a gdy porównam moje zdjęcia kiedyś i dziś… Jest różnica! Nie powiem, że jestem z nich zupełnie dumna, nadal czuję niedosyt i chciałabym poprawić ich jakość, ale jest dużo lepiej niż kiedyś i głęboko wierzę w to, że będzie jeszcze lepiej!Moje małe porażkiNie jest tak kolorowo, by chcieć się tylko chwalić i cieszyć! Jest też kilka rzeczy, których trochę żałuję :) Największy problem mam z odwiedzaniem komentujących - naprawdę ogromnie chciałabym odwiedzić każdą osobę, która pozostawia u mnie komentarz, ale to jest… niewykonalne :( Pod niektórymi wpisami jest ponad 100 komentarzy (podzielić na pół, bo połowa to moje odpowiedzi), więc odwiedzenie 50 blogów w jeden wieczór jest dla mnie po prostu niemożliwe czasowo :( Jest mi z tego powodu trochę przykro. Jednak gdy tylko mam czas, staram się nadrobić na tyle, ile mogę, naprawdę!! Jest jeszcze druga rzecz, której trochę żałuję, a mianowicie – trochę zaniedbałam social media. Prywatnie w ogóle nie korzystam z SM (serio) i w pewnym sensie wpłynęło to na to, że blogowe SM nie są tak rozwinięte, jak być powinny. Żałuję, bo teraz doceniam ich wartość. Jest to świetny sposób obserwacji przez osoby niekorzystające z listy czytelniczej (GFC) i nie tylko. Na Insta dużo łatwiej mi puścić szybką wzmiankę o tym, co dziś kupiłam, niż stworzyć pełen wpis na blogu… Blog szedł sobie swoim własnym, wyłącznie blogowym torem. FanPage założyłam bardzo późno, a później… zaginął w akcji, nie jestem już w stanie odzyskać konta. Teraz jest drugi, o który dbam regularnie, ale wszystkie polubienia z poprzedniego niestety poszły w siną dal :) Byłam też bardzo uprzedzona do Instagrama, a konto założyłam dopiero… 4 miesiące temu :) Co ciekawe, Instagram ogromnie mnie wciągnął i publikuję tam inną treść niż na blogu (ale głównie kosmetyczną, oczywiście, czasem trochę prywaty w relacjach) :) Ogólnie żałuję, że założyłam konto tak późno, bo dzieje się tam dużo ciekawych rzeczy i zupełnie niepotrzebnie byłam uprzedzona. Jeżeli jeszcze nie obserwujecie mnie na →  Facebooku i → Instagramie, to zachęcam! :)Przełomowy rokTen rok był dla mnie bardzo przełomowy. O kilku rzeczach już wspomniałam – blog dostał nową szatę graficzną, polepszyły się zdjęcia (nabyłam trochę fajnych teł i dodatków:)), założyłam konto na Instagramie. Zamontowałam również Disqus (co było świetną decyzją, a jeżeli właśnie się denerwujesz, bo uniemożliwiło Ci to komentowanie, to jako gość również możesz zostawić po sobie komentarz → Jak komentować w Disqus jako gość?) i uporządkowałam etykiety na blogu, co zajęło wiele godzin, ale teraz jest porządek :) Jednak najbardziej przełomowe było dla mnie otwarcie się na ludzi. Blog żył sobie swoim blogowym torem, ale nie chodziłam na spotkania blogerów (byłam tylko na jednym w 2012 roku), nie jeździłam na konferencje. Gdzie ja tam, jakaś tam Basia na konferencje dla blogerów?!. Na Meet Beauty nieśmiało chciałam jechać, ale pracując i studiując zaocznie było to dla mnie niemożliwe. Generalnie, przez te 6 lat byłam wirtualna ;). W kwietniu odbyło się spotkanie → MAYbe Beauty, na którym przemiło spędziłam czas i poznałam kilka absolutnie fantastycznych i inspirujących dziewczyn, z którymi… cały czas trzymam kontakt!!! Byłam również na dwóch → warsztatach z Realac, które sprawiają mi wiele radości i pozwalają bardzo miło spędzić czas. To dało mi więcej pewności siebie (ogólnie nie jestem raczej duszą towarzystwa ;)) i cieszę się, że mogę się czasem zobaczyć z tak samo zakręconymi kosmetycznie osobami ;) Przestałam się też aż tak bardzo kryć przed znajomymi, że prowadzę bloga. Zgłosiłam się nawet na See Bloggers, ale mnie nie przyjęli… :D Nagrywam też czasem filmiki na InstaStories, co wcześniej byłoby dla mnie nie do pomyślenia (za bardzo się wstydziłam). Możecie mnie tam czasem zobaczyć i usłyszeć :) Po prostu się powoli otwieram i uważam tę zmianę za pozytywną. PodsumowującPrzez te 6 lat zmieniło się bardzo wiele, ale nie zmieniło się moje zamiłowanie do blogowania. Nadal sprawia mi to bardzo wiele radości. Chciałabym Wam w tym momencie bardzo serdecznie podziękować - za to, że tu jesteście, że mnie obserwujecie, czytacie i komentujecie. Za to, że możemy razem podyskutować na kosmetyczne tematy i za to, że inspirujecie mnie do dalszego pisania. Bez Was ten blog by nie istniał! Dziękuję!Niespodzianka – konkurs!Jak urodziny, to i niespodzianka :) Przygotowałam konkurs i gorąco zachęcam do wzięcia udziału. Pytanie jest bardzo łatwe i każdy ma szansę wygrać :)W skład nagrody wchodzą:paleta 32 cieni Makeup Revolution Flawlessżel aloesowy Holika Holika 99% 55 mltusz do rzęs Max Factor Masterpiece Max mini 5,3 mlprasowany puder ryżowy Ecoceraodżywcza pomadka z peelingiem Sylvecomaseczka w płachcie/płacie Holika Holika granatmaseczka w płachcie/płacie Holika Holika aloesmaseczka Pilaten – 2 saszetkipróbka – Vianek wzmacniający krem do twarzypróbka – Biolaven krem do twarzy na nocpróbka – Sylveco lekki krem brzozowypróbka – Sylveco lekki krem nagietkowypróbka – Synchroline Terproline Face (face cream elasticising-firming)próbka – Synchroline Lipoacid intensive (anti-aging face cream skin tone enhancer with vitamin c)próbka – Synchroline Perky Pearl (amazing brightening booster day cream SPF15)Aby wziąć udział, należy:zgłosić się poprzez poniższy formularz i odpowiedzieć (krótko) na pytanie: „Za co najbardziej lubisz blogi?”być publicznym obserwatorem bloga → Obserwatorzy (wystarczy konto Google)(warunek nieobowiązkowy) możesz polubić mnie na →  Facebooku i → Instagramie(warunek nieobowiązkowy) możesz udostępnić ten post u siebie, gdziekolwiek – na blogu, w pasku bocznym, na FB, IG… (można użyć zdjęcia powyżej :))Kilka zasad:Konkurs trwa do 06.10.2017 do godziny 23:59W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby pełnoletnie (osoby niepełnoletnie za zgodą rodziców)Wysyłka odbywa się na koszt organizatora, tylko na terenie PolskiWyniki zostaną ogłoszone w terminie 7 dni pod tym wpisem, ze zwycięzcą skontaktuję się e-mailowo, jeżeli w ciągu 7 dni nie uzyskam odpowiedzi, wybiorę kolejną osobęNiniejszy konkurs nie jest grą losową Ładuję…Zachęcam do wzięcia udziału :)I jeszcze raz serdecznie Wam dziękuję za to, że ze mną jesteście!A sobie życzę tego, by za 6 lat nadal tu być!
    • 10 łączeów, które ometkować odwiedzić
  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •