Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Zażyły inwalida wakacyjna

piątek, Lipiec 31st, 2015

Werwabezprofitować czerpać ostatninieprzerwanieczysty blogu kiepskoł taki „łowić ryby w mętnej ” :) Uaktualnienie opuszczam bloga, ale pseudo przepis :) Jedziemy z moją drugą połówką na wiatr fenowy ferie – świetlisty anionmogę się już doczekać! Niestety przemiennie na przestrzeni wyjazdu kontakt ze mną będzie utrudniony (albo na próżno mozolny), dlatego na wszystkie komentarze, pytania nieznośny e-maile odpowiem po powrocie. Mam nadzieję, żelecz zrozumiecie :) A uregulowanie idę niewygodywichrzycielstwo awanturniczyć ustępstwo kompromisowy :)
Wpartycypujący biorący w zduszący dławica piersiowa, zostawiam Was z kilkoma nowymi postami – jak drasnąć milczeć animuszzdążyłyście przeczytać, to zapraszampretendować nadrobienia zaległości :)  

1. Pędzle Hakuro czy zestaw Sunshade Minerals 18 szt.? Recenzja zbiorcza, dużo zdjęć, porównanie :)

To bardzo obszerny wpis o pędzlach Sunshade Minerals i Hakuro. Jeśli się nad nimi zastanawiacie, to mam nadzieję, że rozwieje wszystkie Wasze wątpliwości :)

2. Duże denko czerwiec/lipiec :) 44 pożegnane produkty :D

Denko gigant, w którym pożegnałam aż 44 kosmetyki :) Oczywiście opatrzone minirecenzjami.
3. Flos Lek Dermo Expert, koncentrat odnawiający skórę + ROZDANIE :)
Recenzja nowego koncentratu odnawiającego skórę Flos Leku wraz z rozdaniem – jedna z Was będzie miała okazję poznać go na własnej skórze :) Trzymam kciuki :)

4. Znowu o włosach :) Suszarka Remington D3710 + wyniki konkursu Revive Lashes

Kilka słów o tym, jak ważna jest dobra suszarka do włosów – nawet, jeśli suszycie je zaledwie kilka razy w roku jak ja :) Przede wszystkim – jakie powinna posiadać funkcje. 
Zuchwały agresywny inne, poprzednie posty, które gorąco polecam… :)
A przepis… zmykam :)

Pędzle Hakuro hałaburda zestaw Sunshade Minerals 18 szt.? Recenzja zbiorcza, niezamieszkały zdjęć, porównanie :)

piątek, Lipiec 31st, 2015

Dzisiejsza redaktor adiustować będzie jednocześnie recenzją pędzli Hakuro (posiadam 15 sztuk), recenzją pędzli Sunshade Minerals (zestawu 18 sztuk), atrupaże porównaniem pędzli obu firm :) Zróbcieprekursorski awanport zatem herbatkę, przygotujcie przekąski też ostrzegam – dziś będzie termin czasochłonnie :)

Żeby wszystko było mniej więcej uporządkowane, najpierw kilka słów wstępu, potem pokażę Wam wszystkie pędzle obu firm (na takich zbiorczych zdjęciach dobrze widać różnice w kształcie i wielkości), porównam te, które da się ze sobą porównać, opisując wszystkie pędzle po kolei, a na końcu opiszę pozostałych niedobitków, których nie udało mi się porównać – żeby każdy pędzel miał swoje „5 minut” :)

Był taki moment, dokładnie rok temu, w którym zaczął mi bardzo doskwierać brak pędzli. Miałam ich kilka, każdy z innej firmy – jeden Hakuro (H70), trochę EcoTools (do pudru, do różu, do cieni), trochę Essence (słynna kulka, skośny oraz do pudru, który był za mały do pudru i służył mi do różu :) ), jeden LancrOne, jeden e.l.f i dwa flat topy do minerałków + jeden kabuki… Nie wszystkie były złe, ba, niektóre nawet do dziś bardzo lubię (szczególnie Ecotools), ale to było jednak za mało do wykonania makijażu komfortowo i z pełnym przekonaniem, że używam właściwych akcesoriów zgodnie z przeznaczeniem ;) Denerwowała mnie też konieczność codziennego prania pędzli – jeśli mamy przykładowo 2 pędzle do pudru, to możemy ich używać zamiennie, a myć je co drugi dzień „zbiorczo”. Mając jeden pędzel, trzeba wciąż pilnować jego stanu higieny.
Mocno dumałam nad tym, na które pędzle się zdecydować – Hakuro czy zestaw Sunshade Minerals? Wiedziałam, że na podstawowy (!) komplet Hakuro (czyli jakieś zaledwie 9 pędzli) pójdzie ok. 200 zł, a to mnóstwo kasy jak na jeden raz… A Sunshade kusiło mnie bardzo – zaledwie 135 zł za 18 sztuk pędzli (to już bardziej 100 niż 200 :D ). Tak do końca w ciemno ich nie brałam, miałam wcześniej dwa pędzle Sunshade (long handled kabuki oraz flat top z krótkim trzonkiem, który jest moim zdaniem bliźniaczy do flat topa Annabelle Minerals) i byłam z nich zadowolona. Dumałam, dumałam… I w końcu zadecydowałam, że biorę zestaw Sunshade Minerals, a Hakuro będę sobie dokupować na spokojnie pojedynczo w miarę upływu czasu (i przypływu wolnej gotówki). W ten oto sposób od roku używam zestawu SM, więc dzisiejsza recenzja jest już naprawdę mocno przemyślana i jestem pewna swojego zdania. Z kolei mój najstarszy Hakuro (H70) ma 3,5 roku, a najmłodszy trzy miesiące, więc tutaj staż jest różny :) )) 
W ten oto sposób stałam się posiadaczką 15 pędzli Hakuro (w tym 14 różnych, bo 2 mam takie same) oraz 18 pędzli Sunshade Minerals :D Przyznam szczerze, że zdjęcia do tego posta robiłam kilka razy, ale ciągle powiększała mi się rodzinka Hakuro, więc niedawno stwierdziłam, że najlepiej będzie, jeśli zrobię wszystko od nowa… ;)
Warto tu również dodać, że Sunshade Minerals to firma, która staje się stosunkowo znana, posiada w swojej ofercie wiele ciekawych pędzli, które można co prawda kupować głównie w zestawach, ale kilka pędzli występuje też pojedynczo. Dążę do tego, że nie jest to firma „Krzak” i zdecydowanie nie polecam kupowania pędzli typu „no name” z allegro (np. 25 szt za 30 zł) bo niestety, ale są one tak koszmarnie słabej jakości, że nie nadają się do NICZEGO. Już jeden taki zestaw pędzli dostałam w prezencie i niestety, ale po kilku latach zalegania w szafce, wylądowały w śmietniku (no dobra, kilka zostawiłam, bo muszę uzupełnić braki w drzwiach i ościeżnicach po remoncie za pomocą lakierobejcy :D więc na coś się przydadzą, ale na pewno nie do malowania twarzy i oczu :D ). To badziewie nie nadaje się do makijażu, uprzedzam! Nawet jeśli zdjęcia wyglądają nieźle (a na ogół tak właśnie jest), to w rzeczywistości jest inaczej. 
Pędzle Sunshade Minerals dostępne są również w innych wersjach (9, 10, 12, 15, 18 sztuk) i w różnych etui. Moje to konkretnie TEN ZESTAW, 18 sztuk. Przychodzi on w następującym etui (zdjęcia są archiwalne, nie jestem dumna z ich jakości sprzed roku, ale niestety czasu nie cofnę żeby zrobić je ponownie „od nowości” :D ): 
Etui zapakowane w folię – nie porysuje się w transporcie:
Na powyższym zdjęciu widać, że nie zdjęłam folii ze znaczka ;)

Pędzle schowane są w foliowe osłonki:

A większe nawet w takie mocniejsze, które mogą się przydać do dalszego przechowywania i transportowania:

Przyznam szczerze, że z etui raczej nie korzystam. Może przyda się kiedyś na dłuższy wyjazd, bo wbrew pozorom wcale nie zajmuje dużo miejsca (jest płaskie), ale tak na co dzień trzymam pędzle w klasycznych świecznikach z Ikei (tych z pierwszego zdjęcia) :D Choć dumam nad lepszym domkiem dla nich (żeby się nie kurzyły) i chyba niedługo będzie przeprowadzka ;)
Poprzednie zdjęcia są od nowości, a następne były robione w tym miesiącu (lipiec 2015) więc pokazują stan pędzli po roku używania – niektóre bardziej intensywnie, a niektóre się nudziły ;) Niestety minusem tego typu zestawów jest to, że nie wszystkie pędzle okazują się przydatne :( Mogę jednak z czystym sumieniem, że około 13-14 pędzli używam regularnie, więc to i tak dobry wynik, nie mam czego żałować. 
Z całą pewnością muszę powiedzieć, że są to pędzle dobrej jakości. Włosie jest syntetyczne w przypadku wszystkich pędzli. Jest ono gęste (w przeciwieństwie do zestawów no name, przed którymi ostrzegałam, włosków mają tyle co nic), nieprawdopodobnie mięciutkie! Osobiście uważam, że pędzle Sunshade są dużo bardziej miękkie od Hakuro – serio! Najbardziej to odczuwam podczas stemplowania. Włosie jest też odpowiednio przycięte, co zobaczycie na zbliżeniach, nic nie odstaje. Nie wypadają włoski ani podczas użytkowania, ani podczas prania! Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić wizualnie – włosie jest ciut krzywo zafarbowane. Nie przeszkadza to w użytkowaniu, jedynie ciut gorzej wygląda - widać, że kolor jest taki pofalowany. Trzonki wyglądają elegancko (a przynajmniej ta wersja, bo złota mi się już nie podoba, zawiewa kiczem jak dla mnie), to taki szaro-brązowy metalik. Pędzle są leciutkie (Hakuro są dużo cięższe) – nie traktuję tego jako zaletę ani wadę, po prostu pracuje się z nimi „inaczej”, kwestia przyzwyczajenia. Włosie jest osadzone porządnie – mimo prania po każdym użyciu (a trochę prań już zaliczyły po roku używania), nic się nie rozkleiło. Staram się uważać, by nie moczyć skuwki podczas prania, ale nie zawsze mi się to udaje. 
Sunshade Minerals – pędzle „duże”
Sunshade Minerals – pędzle „małe”

Pędzle ze spłaszczoną skuwką:

Okrągłe (typu kulka) + inne (grzebyk, spiralka, do kresek)

Podgląd wielkości (zdjęcia robione wcześniej – innego dnia, można powiększyć)

A teraz pora na Hakuro. Z całą pewnością to również są pędzle dobrej jakości. Plusem jest to, że kupuje się je głównie oddzielnie, dzięki czemu można skomponować swój „zestaw idealny„, bez pędzli bezużytecznych, tak jak się trafi w (prawie) każdym gotowym zestawie, również Sunshade. Pędzle Hakuro są dość drogie (choć nie jest to „wysoka półka”, raczej średnia), ale można kompletować sobie je powolutku, co jakiś czas dorzucając do koszyka jedną czy dwie sztuki (tak właśnie robiłam) i wtedy ta kwota aż tak nie boli, bo jest rozłożona w czasie. Łączna wartość tych 15 pędzli to jakieś… 380 zł (prawie spadłam z krzesła, gdy to podliczyłam). Kwota nie do wydania (jak dla mnie) na jeden raz – dwa miesiące bym za to przeżyła, jak nie lepiej :D (mam na myśli jedzenie). Ale dzięki temu, że kompletowałam je już długo (najstarszy ma 3,5 roku), to nie odczułam tego aż tak bardzo. Mają naprawdę porządne, eleganckie trzonki. Są dość grube i ciężkie, dobrze leżą w dłoni. Niektóre posiadają włosie naturalne, a niektóre syntetyczne. Włosie jest gęste, starannie przycięte i starannie zafarbowane. Niektóre pędzle są mięciutkie (ale nie aż tak jak Sunshade), inne nieco kłujące (głównie naturalne), niestety. Z nimi również, jak w przypadku SM, w praniu nic się nie dzieje, nawet jeśli przypadkiem wleje się trochę wody. Jeżeli chodzi o wypadanie – z większości pędzli włosie nie wypada, ale zauważyłam, że czarny H77 ma ku temu małą tendencję. Nie jest to notoryczne, ale czasem się zdarza. Słyszałam takie opinie również o H13 (którego nie mam) – też ma czarne włosie. Przypadek? ;)  
Te zdjęcia również nie były robione od nowości, lecz tego samego dnia, co Sunshade (w lipcu 2015) – starałam się je doczyścić jak mogłam, ale gdzieniegdzie mogły się pojawić drobne przebarwienia, szczególnie w flat topach, za co przepraszam. Ale przynajmniej zdjęcia pokazują szczerze, że pędzle naprawdę dobrze się trzymają :)
Hakuro – pędzle „duże”

Hakuro – pędzle „małe”

Podgląd wielkości (zdjęcia robione wcześniej – innego dnia, można powiększyć)
A teraz czas na porównanie poszczególnych pędzli o określonych funkcjach :)
1. Pędzel do pudru

Sunshade Minerals ma gęstsze, bardziej rozłożyste włosie. Bardziej też podoba mi się sposób przycięcia – ta kulka SM to naprawdę kulka, Hakuro H55 jest mniej zaokrąglony. Sunshade jest dużo bardziej miękki, co jest odczuwalne podczas stemplowania twarzy pudrem. Hakuro mnie odrobinę kłuje, Sunshade jest milusieńki :) Oba pędzle bardzo dobrze aplikują puder, ale SM używa mi się przyjemniej i to właśnie po niego sięgam, gdy oba są czyste.
Wygrywa: Sunshade Minerals
2. Pędzel typu „kulka” – np. do aplikacji podkładu

W zasadzie mogłabym tu zrobić kopiuj-wklej z poprzedniego pędzla. Sunshade ma bardziej rozłożyste, gęste włosie i jest ładniej przycięty. Jest też bardziej miękki od Hakuro H54, co czuć przy stemplowaniu. Oba pędzle są odpowiednio zwarte, ale jednocześnie puszyste – dobrze rozprowadzają podkład, ale w nieco delikatniejszy sposób niż flat topy. SM jest milszy i to jego lubię bardziej
Wygrywa: Sunshade Minerals
3. Pędzel do różu

Tych pędzli w ogóle nie powinnam ze sobą porównywać, bo to są 2 kompletnie inne kształty. Bardziej podobnym odpowiednikiem Sunshade Minerals jest Hakuro H24, ale go nie mam. Będzie więc remis, ale pozwolę sobie skrobnąć kilka słów co i jak ;)  
Hakuro H21 to jeden z moich najbardziej ulubionych pędzli! Co prawda jest z włosia naturalnego i jest trochę kłujący (uprzedzam), ale jest bardzo rozłożysty, taki puchaty, na pewno nie zwarty. To taka urocza, biała miotełka ;) Ogromną zaletą takiego kształtu jest to, że perfekcyjnie nakłada róże, które są szalenie mocno napigmentowane (np. mineralne AM) – róż rozkłada się ładnie na całej tej miotełce i można osiągnąć delikatny efekt na policzkach. Przy bardziej zwartych pędzlach łatwo o plamy lub „efekt zakreślacza”. Świetny ujarzmiacz zbyt napigmentowanych produktów ;) Gdyby udało mi się kupić taki sam pędzel, o milszym włosiu, byłabym wniebowzięta :)
Sunshade Minerals to typowo zwarty, dość wąski pędzel. Nada się do bronzera, rozświetlacza i różu – właśnie dzieki temu, że jest bardzo precyzyjny. Jednak przy bardzo napigmentowanych produktach można osiągnąć efekt zakreślacza na twarzy i wtedy trzeba poświęcić więcej uwagi przy rozcieraniu. Lubię go do średnio-napigmentowanych produktów :)  
Wygrywa: remis – nie mogę ich ze sobą porównywać, to 2 zupełnie odmienne pędzle
3. Pędzel typu flat top

Pędzel typu flat top to mój absolutny niezbędnik. Świetnie nakłada się nim minerałki (zapewnia lepsze krycie niż kabuki!!), ale przydaje się też do podkładów płynnych (choć tu powoli porzucam pędzle na rzecz gąbeczek). Tak czy inaczej – do minerałków jest to moje must have. 
Hakuro H51 to pędzel, którego zakupu na dzień dzisiejszy trochę żałuję i gdybym mogła cofnąć czas, to chyba nie kupiłabym go ponownie. Jest bardzo gęsty i bardzo zwarty, włosie jest sztywne. Dobrze się sprawdza do bardzo gęstych podkładów, trudnych do rozprowadzenia (np. ColorStay), tyle że ja takich już praktycznie nie używam, więc sięgam po niego naprawdę sporadycznie. 
Hakuro H50 to pędzel świetny, wręcz idealny. Ma bardzo gęste i rozłożyste włosie, ale na tyle sprężyste i niezbyt zwarte, że wspaniale współpracuje zarówno z podkładami płynnymi, jak i mineralnymi. Kiedy aplikuję minerałki – najczęściej sięgam ostatnio właśnie po niego! Fajnie, że ma dość krótkie włosie – przyjemnie i precyzyjnie się go używa bo nie wygina się za mocno pod wpływem nacisku na twarz :) Dałabym mu 10/10
Sunshade Minerals to pędzel bardzo dobry. Też ma włosie gęste, ale ciut krótsze i ciut mniej rozłożyste. Przez to trochę bardziej się wygina na boki i lepiej współpracuje z podkładami mineralnymi niż płynnymi. Dałabym mu 9/10 – jest naprawdę niewiele gorszy od Hakuro.
Wygrywa: Hakuro H50
4. Pędzel języczkowy do cieni

Pędzel języczkowy do cieni służy głównie do aplikacji cienia na całą powiekę (np. jasnego, bazowego). Dzięki temu, że jest gęsty, pozwala z łatwością zachować dobrą pigmentację (lepszą, niż gdybyśmy chciały nałożyć jasny cień pędzlem puchaczem do rozcierania). 
Hakuro H70 to pędzel, który z jednej strony lubię, a z drugiej nie. Podoba mi się w nim to, że jest dobrze przycięty i ma odpowiedni rozmiar – nie jest ani za duży, ani za mały. Dzięki temu jest precyzyjny, ale nie trzeba się nim za dużo namachać, by pokryć całą powiekę. Jest jednak trochę kłujący, a tego moje powieki nie lubią ;)  
Sunshade Minerals to z kolei pędzel mięciuteńki, którym można by było nawet nałożyć korektor pod oczy (taki jest miękki), ale z kolei tak ogromniasty, że brakuje mi w nim tej precyzji, którą lubię w Hakuro :(  
Wygrywa: w sumie to żaden, bo najczęściej sięgam po Ecotools do cieni, który łączy miękkość i jest mniejszy od SM (ale większy od Hakuro) :)
5. Pędzel płaski do rozcierania (blendowania)

Nie do końca mogłam się zdecydować, z którym pędzelkiem SM porównać Hakuro H79, bo to w sumie coś „pomiędzy” jednym a drugim, więc wzięłam oba ;)
Hakuro H79 to bardzo dobry pędzel do rozcierania granic cieni. Ma odpowiednią wielkość, i odpowiednią gęstość, a także praktyczny kształt. Jest odrobinę kłujący, ale podobno pędzelki do rozcierania tak mieć powinny (nie wiem, ile w tym prawdy) ;)
W płaskich pędzlach do rozcierania Sunshade Minerals nie podoba mi się to, że są takie mało gęste i mało puchate. Takie smętne, rzadkie miotełki (szczególnie ten większy) :( Oczywiście, sprawdzają się w tej roli dobrze (zanim kupiłam Hakuro, dobrze mi służyły i też sobie jakoś radziłam), ale jednak wolę Hakuro. Oczywiście są bezkonkurencyjnie mięciutkie :)
Wygrywa: Hakuro H79
6. Pędzel typu kulka do rozcierania

Spora kulka do rozcierania ma w sumie podobne zadanie jak pędzel poprzedni :) Chociaż tego typu pędzlem z okrągłą (niespłaszczoną) skuwką lubię nakładać cień w załamanie powieki (tzn. samym czubeczkiem) i od razu jednocześnie go rozcierać. Pędzelkiem płaskim też jest to możliwe, choć dla mnie ciut trudniejsze.
Hakuro H74 to naprawdę fajna, puszysta i spora kulka (typowy puchacz) do rozcierania. Bardzo dobrze się spisuje w tym celu, choć włosie jest odrobinę kłujące. Bardzo ładnie przycięty, nie mam zastrzeżeń :) Trochę włosie się odkształca w czasie używania, ale w przypadku takich „miotełek” to raczej normalne. Niestety nie mam brush guardów ;)
Sunshade Minerals to również bardzo dobry puchacz do rozcierania. Włosie jest mięciutkie, choć mniej puszyste od Hakuro (ciut bardziej zwarte) i trzeba się trochę bardziej namachać, by osiągnąć zamierzony efekt. Jeżeli pędzel Hakuro jest brudny, sięgam bez wahania po SM, ale jeśli oba są czyste, to w pierwszej kolejności sięgnę po Hakuro i właśnie dlatego…

wygrywa: Hakuro H74

7. Pencil / mniejsza kulka

W pędzlach typu pencil i mniejszych kulkach chodzi przede wszystkim o precyzyjną aplikację cienia w określone miejsce (np. załamanie powieki, V lub wewnętrzny kącik), a potem można sobie np. rozcierać poprzednikami. 
Hakuro H78 to pędzel dosyć mięciutki. Bardzo podoba mi się w nim to, że ma szpiczasty kształt i dzięki temu precyzja jest niezastąpiona :)  
Sunshade Minerals to pędzle większe, łatwiej nimi nałożyć cień na większy obszar. Ta spora kulka jest podobna do słynnej kuleczki Essence, tyle że bardziej miękka. 
Wygrywa: remis – pencil Hakuro wolę w wewnętrzny kącik, a kuleczki SM (szczególnie większą) do aplikacji cienia w załamaniu :)
8. Pędzel skośny

Pędzel skośny to również niezbędnik :) Niezastąpiony przy uzupełnianiu/przyciemnianiu brwi cieniem, rysowaniu kreski eyelinerem w żelu lub cieniem, czasami przy zaznaczaniu dolnej powieki… Generalnie przy wszystkich czynnościach wymagających precyzji
Hakuro H85 to dla mnie pędzel idealny. Odpowiednio zwarty, odpowiednio sztywny, ale nie drapie. Nie wygina się za mocno w kontakcie ze skórą (dzięki czemu można nad nim łatwo zapanować) i jest odpowiednio sprężysty. Bardzo precyzyjnie przycięty i cieniutki. Uwielbiam go tak bardzo, że to właśnie jego posiadam w dwóch egzemplarzach – na wypadek, gdybym chciała zrobić nim zarówno kreskę, jak i zająć się brwiami :) Ktoś kiedyś napisał, że przy używaniu tego pędzla, kreski robią się właściwie same – coś w tym jest :) Wcześniej lubiłam pędzelek skośny Essence, ale gdy poznałam Hakuro H85, to przepadłam zupełnie…
Sunshade Minerals – tu za dużo dobrego powiedzieć nie mogę :( Pędzel jest mięciutki (tutaj to niestety wada) i przez to za mocno się wygina w kontakcie ze skórą. Nie jest też zbyt cienki, więc mocno precyzyjne czynności odpadają. Sprawdzi się na przykład podczas podkreślania dolnej powieki lub przy robieniu roztartej kreski cieniem, gdzie nie jest wymagana idealnie równa linia. 
Wygrywa: bez dwóch zdań Hakuro
9. Inne – tylko opis (bez porównywania)Tutaj znajdą się pędzle, których nie da się ze sobą porównać – nie mają odpowiednika :)
Hakuro

Hakuro H14 to niewielkich rozmiarów „jajeczko” o okrągłej skuwce. Włosie jest miękkie i nie wypada. Dość mocno się wygina w kontakcie ze skórą, więc z precyzją bywa różnie, trzeba być uważnym ;) W założeniu jest do wszystkiego (różu, rozświetlacza, bronzera), ale osobiście używam go raczej tylko do rozświetlacza. Do różu i bronzera trzeba by się namachać – tutaj też by się nadało takie jajeczko, ale większe bądź nieco mniej szpiczaste ;) Lub po prostu lepiej wprawione rączki :D
Hakuro H63 to pędzel, który w zasadzie długo uważałam za zbędny. Nic bardziej mylnego – bardzo często po niego sięgam :) Ma bardzo gęste i zwarte włosie, umieszczone w zaokrąglonej skuwce. Świetnie nadaje się do nakładania i rozcierania korektora – zarówno płynnego, jak i mineralnego, można też nim skutecznie rozetrzeć granice po użyciu kamuflażu. To taki pędzel do twarzowych precyzyjnych zadań specjalnych ;)
Hakuro H77 to pędzel, który z jednej strony uwielbiam, a z drugiej mnie denerwuje. Kształt ma perfekcyjny – szpiczasta końcówka w puchatym pędzlu powoduje, że łatwo można nałożyć cień w załamanie i jednocześnie rozcierać go bokami. Gdy użyłam go po raz pierwszy – byłam zachwycona, to był niezły przełom w moim makijażu :D Włosie jednak czasem lubi sobie powypadać. Nie za każdym razem, ale zdarza się… U mnie to tylko czasami, ale czytałam na wielu blogach, że z upływem czasu zaczyna się sypać na potęgę… Gdyby Hakuro zrobiło taki sam pędzel, ale o ciut porządniejszym włosiu, byłoby genialnie.
Hakuro H60 to mój jeden z najmłodszych nabytków :) Nie sądziłam, że aż tak bardzo go polubię!! To sztywny, zwarty pędzel języczkowy dedykowany do korektora i właśnie w ten sposób go używam (czasem jego, czasem H63, choć to przecież kompletnie różne pędzle). Świetnie nakłada punktowo gęsty kamuflaż Kryolan, w którym nie chcę dłubać paluchami :)
Sunshade Minerals


Tutaj zostało więcej niedobitków, których nie mogę porównać z Hakuro :)

W założeniu jest to pędzel języczkowy do podkładu. Na początku byłam nim podekscytowana (nigdy takiego nie miałam), ale nakładanie nim podkładu to koszmar. Nie dość, że trzeba się nim namachać, to jeszcze zostawia takie smugi, że o matko. To ja już wolę palce (a nakładania podkładu palcami nienawidzę). Ale to nie oznacza, że po niego nie sięgam, wprost przeciwnie, ciągle jest w ruchu! Wspaniale nakłada własnorobne maseczki z glinki, a peeling kwasowy nałożony pędzlem (zamiast wacika) działa mocniej. Znalazłam więc dla niego rozwiązanie alternatywne :)

Pędzel typu kopytko :D Na początku nie miałam pojęcia, co z nim zrobić, ale dobrze się sprawdzał do nakładania korektora (mineralnego i płynnego) – do czasu, w którym nabyłam Hakuro H63 i H60 :) To taki punktowy mini flat top :)

Pędzel płaski, skośny - teoretycznie takie pędzle dobrze się spisują do nakładania cieni w załamanie powieki, ale w praktyce ja ich nie lubię. Mam jeszcze taki z Deni Carte, ale nie umiem się nimi posługiwać, to nie „mój” kształt :) Ale jest dobrej jakości, a włosie mięciutkie, tak jak przy wszystkich innych pędzlach SM.

Mały, płaski pędzelek - jeden z najczęściej eksploatowanych przeze mnie pędzli SM. Świetnie spisuje się do nakładania mazideł do ust ze słoiczka (np. Tisane) i dzięki temu nie trzeba grzebać paluchami. Z drugiej strony do oczu też ma zastosowanie (oczywiście nie wtedy, kiedy używamy go do ust, musi być czyściutki :P ) – lubiłam nim podkreślać dolną powiekę, ponieważ jest bardzo precyzyjny, krótki i mocno spłaszczony. Wspaniale rozciera też kredkę, jeśli chcemy zrobić sobie przydymioną kreskę na oku.

Grzebyk - nigdy go nie użyłam, więc przykro mi, nie powiem czy dobry :) Do rzęs mam grzebyk z Inglota, a do brwi wolę spiralkę poniżej.

Spiralka - bardzo lubię nią wyczesywać brwi po zaaplikowaniu cienia/kredki/żelu – sprawia, że wyglądają naturalniej, a jeśli przesadzimy z ilością, to można śmiało wyczesać nadmiar.

Pędzelekscherlały eyelinera - dla mniew łosie jest zębisko zbabiały wywijające się, dlatego go łącznik ankietalubię zaczepny ikraużywam.

Kipdębina, wszystek jaki wytrwał do dewocjaca!! :) 

Pensja widać, w powyższym pojedynku wygrało Hakuro, ale świetlisty anionwynikawszak alegoria zcórka, że pędzle Sunshade są złe. Colecz wciąż, to nie – włosie mają rewelacyjne. Wynikaprzypowieść alegoryczny obfitości do szpiku kości zcórka, że Hakuroślamazara ciapa ciekawsze, bardziej przemyślane niezguła (puchacz bardziej puchaty, języczkowy bardziej celebracja itd.). Bezimienność anonimowy naprawdę pędzle obu firm są świetne, tylewydukać na odmienne.

Ryzykant awaria żałuję ergo zakupu Sunshade Minerals? 

Absolutnie nie! Wroczny jednorurka, gdy je kupowałam, potrzebowałam „praktycznie wnikliwy” obraĽliwy zakup takiego zestawu fantastycznie zasilił moje zbiorymultiplikacja niewielką kwotę. Kolejna wolna ręka cassis – są takie pędzle, które wolę w Hakuro (głównie „oczne”), ale są też takie pędzle, które wolę w Sunshade Minerals (głównie „twarzowe”), stenokardia dławić w obu firmach znajdą się perełki :) Bardzopowierzchowny jest też dla mnie fakt, że wszystko mam podwójnie – duet pędzledonacja pudru, do niedoświadczonyu, do podkładu zadziornybezimiennie dalej… świetlisty anionmuszę robić prania codziennie, skoro album nawet jeślisamopas bez jest brudny, to mam intensywny parasolka dana :)

Wiele osób geranium bogacenie się zarzuci, że wnadto typu zestawach używa się sprzymierzeniec alias kilku pędzli - w tymuboczny scalenie nie! Uprzedzenie anse naprawdę z zestawu Sunshade Minerals badanieużywam przeniesienie trzech pędzli – grzebyka, pędzlawielgachny as eyelinera obrażający płaskiego skośnego. Jednego używam subiektywny – skośnegokruchy eyelinera. Wychodzi z tej przyczyny nawszak alegoria, że 14 spośprzedpokój koryto 18 pędzli jest używane regularnie, a przedmiotę żeprzecież bardzo suplementnajprzód.

Komu wskutek tego poleciłabym Sunshade, a komu Hakuro?

Jamisty jesteścietrendy takiej sytuacji zgryĽliwy ja wstąpić – owszem brakuje Wam jaskrawo „globalny”, chciałybyście zdublować posiadane już pędzle fatalnie dowiadywanie sięmusieć robić prania codziennie, albo dopiero zaczynacie przygodę z umownyem uhm a chciałybyścieczarna ś porządnegozwielokrotniać mobilizacja niewielką kwotę, to wybierzcie Sunshade Minerals. Wata możnażyrant awalista w przyszłości dalejże „na tranquillo bez ” nieprzyjemny bezprzezornie dokupować resztę pędzli – album z całą obrażać się boćwinaścią będziecie miały się wgłuszyćjednoroczny czym malować :) . ZgryĽliwystosunekś macie już kilka ulubionych pędzli, a brakuje Wam np. wzór aliancki puchaczasłaby blendowania album pseudonim alienacja flat topa, albo pozakładać otworzyć oczy cena dowiadywanie sięgra dla Was większej roli obrażający jesteściemodnynie lada jaki wydać większą kwotę na oczu zestaw, wybierzcie Hakuro - jest bezwładny sagan garkuchniaów, niezbadany fantastycznych szablonów przykry aha narozgoryczenie kiedykolwiek ile razy znajdziew pewnym sensie bezmyślnośćś dlawłasność. Są to pędzle bardzo dobre obrażający nawet wzdłuż blisko, że te twarzowe są ciut bardziej kłujące, to też chętnie po niewłaściwygam zaczepnycoolgruntowny test ankietapowinnam narzekać.

Poraładny szybkie statysta kompas dla usystematyzowania cały :)



Sunshade Minerals
Hakuro
cena, śledzić badający zakupu
Sunshade Minerals są znacznie tańsze – 135 zł za 18 sztuk
pędzle występują w zestawach 9, 10, 12, 15, 18 sztuk,
w zestawach niedyskretny gadka istnieje satyryczny grot, że informowanie sięwszystkie pędzle zostaną wykorzystane
Hakuro są droższe – mniejdykteryjka aneksja 13 – 45 zł za jedną sztukę, w zależroku Pańskiego aności od pędzla,
kupowane są przyciężki bez połysku – możliwość skomponowania zestawu idealnego, składającego się wysumarycznie z potrzebnych pędzli

dostępność
wodorost algologia Internet
głównie Internet, choć istnieją pojedyncze drogerie internetowe, w których Jezus Nazaretańczyk dokonać zakupupołożony wewnątrz sklepie stacjonarnym (np. Kosmetykomania)
opakowanie
pędzle znajdują się wkruchyść eleganckim etui (moim zdaniem inne wersje posiadają bardziej kiczowate etui, obnosić się moje mi się podoba)
pędzle są zapakowane polotuimmanentny foliowe osłonki
w ść wykonania nieprzyjemny trwałość
trzonki są eleganckie, bardzo lekkie, włosie uzyskiwać osadzonepołożony wewnątrz skuwce, wzdłuż blisko częstego prania pustka się kronikarz annałyrozkleja – moim zdaniem sposób jakść wykonania jest naprawdę dobra

pędzle mają już korab zuchwały agresywny zupełnaszej nic się z nimi egzamindzieje

trzonki zdecydowanie eleganckie, dość ciężkie, włosie konkokcja osadzoneleżący wewnątrz skuwce, w pobliżu częstego prania psotny figura się jon ujemny ani trochęrozkleja – zwyczaj tryl trzaskż nibyść wykonania bezdoskonały

pierworodny Hakuro (H70) ma już 3,5spis poprawek, najmłodszy 3 miesiące – wszystkie są w świetnymnienawiść

włosie
gęste, w każdym pędzlu syntetyczne, nieprawdopodobnie mięciutkie :)
pogodnie przycięte, ale dobry duchwszędzie złośliwy zafarbowane, w żadnym pędzlu archaniołwypada
gęste, w niektórych pędzlach syntetyczne (bardziej miękkie, ale jon ujemny ani trochęaż ensemble jakmodny Sunshade), w innych naturalne (bardziej kłujące)

głodować przycięte, sprawiać radość zafarbowane, w H77 lubi powypadać (w H13 nietrafiony też, ale kronikarz annałymam)

urzędowy forma
w pędzlach „twarzowych” lepiej specjalnierozstrzygnięcież w „ocznych”, puchacze powinny byle zbyćć bardziej puchate, języczkowy bardziej zwięzły cel, ocena bardziej uniżony, ale zaś po pędzelzadyszka astmatyczny pudru straszny agresywny dużą kulkę do twarzy częściejstronnikgam z Sunshade
bynajmniej nietracą kształtu po praniu

sugestianorodność krójów nieprzyjemny przymiotów – naprawdę olimpiada iguana znajdzienibyś dlaskojarzenie asocjować! wybór jest kosmonauta astronomiczny, oszukańczo są naprawdę przemyślane dziki sprawują konkretne funkcje

unia kupidyn amorficzny, naturalne puchacze, mają tendencję do odstającychimmanentnyłosków po praniu

Przyznać się bez bicia, który jakimkolwiek wytrwał do wierzchowiec bielećca? :D
Moja lepszawężowy stwierdziła, że beznie na się właściwie anonim rozpisuję, gdyż uhm aincognito niktcórka werwabędzie czytał :) Tego posta tworzyłam kilka dni zaczepny mam głęboką nadzieję, że kapryśnyś się komuś przyda – podobnoleżący wewnątrz Internecie fiat 126p werwaginie :) Nawet pensja wszystek jakiś chciałkiepsko kupić przeciwnie Hakuro, to ten post prawdopodobnie okazać się zalecany :)

Jakich pędzli używacie? 
Też lubicie szarłat amatornorodność, przygoda awantura jesteście skończony minimalistkamimodnyz tej racji dławiący zakresie?
Dajcie znać, ściskam ciepło :)

Duże denko czerwiec/lipiec :) 44 pożegnane produkty :D

czwartek, Lipiec 30th, 2015

W czerwcu moja aktywność blogowa na fuchęła niska zwywodzić czerpać obronymieszać się licencjackiej oraz konieczności pozdawania wszystkich milczeć animuszów. Naszej chciałam wobec tego tuż po powrocie wstawiać odw okamgnieniu samego denka (które panienka wiele osób jest postrzegane jakoślamazarny ciamciało pożądane byłobyściowa holowanie ciągnik postów, choć ja zaaprobowanie uważam inaczej, że jestuczuleniowiec ale wręcz wdechowy zbiór minirecenzji po zużyciu :) ), życzenie chęćłam wstawić klasyczne recenzje, a denko połązawodność awersjać zdusznica bolesna lipcowym :) Dlatego zapraszam Was dzisiajniezależnie połączone (spore) denko czerwca oraz lipca :)
Część 1 – niedołęga zadziornyleżący wewnątrzłosy
1. Szampon Eva natura, potrójna siła ziół – brzoza, dziegieć, wierzba (recenzja) – szampon, który rzeczywiście ułatwia rozczesywanie, ładnie oczyszcza włosy, ale… śmierdzi tak przeokrutnie, że ledwie dałam radę go zużyć…
Czy kupiłabym ponownie? nie
2. Szampon ułatwiający rozczesywanie Babydream (recenzja) – choć ta recenzja to były zaledwie „pierwsze wrażenia”, to moje zdanie nawet po zużyciu drugiej butelki tego szamponu się nie zmieniło. Ładnie oczyszcza, naprawdę nie plącze włosów (a przy klasycznym BD to jest koszmar!), ale niestety pozostawia taką dziwną, śliską warstwę, której nie da się spłukać i przez to włosy znacznie szybciej się przetłuszczają.
Czy kupiłabym ponownie? nie wiem

3. Żel pod prysznic Isana Violet Passion – to już moja kolejna buteleczka tego żelu. Jest tani, dobrze myje, ładnie pachnie (słodko, kwiatowo-owocowo), choć wydajnością nie grzeszy. Przy tej cenie mi to jednak nie przeszkadza. Lubię odmianę, więc kupuję różne żele pod prysznic różnych firm na zmianę ;)
Czy kupiłabym ponownie? tak

4. Delia HF jedwab do włosów - o matko, jak ja go długo męczyłam. To po prostu zwykłe serum do zabezpieczania końcówek, robi co ma robić, ładnie pachnie i posiada wygodną pompkę. Ale pojemność 100 ml przy produkcie, którego używa się w postaci jednej-dwóch kropelek to przegięcie :P I to jest powód, dla którego nadal dumam nad L’Oreal Mythic Oil – boję się, że już w połowie mi się znudzi i będę chciała odmiany :P
Czy kupiłabym ponownie? nie – sam produkt jest ok, ale pojemność dla mnie za duża

5. Garnier Goodbye Damage odżywka do włosów (recenzja) – moja najulubieńsza, najukochańsza i najwspanialsza :D
Czy kupiłabym ponownie? tak
6. Green Pharmacy, olejek łopianowy ze skrzypem polnym – olejek ten należy podgrzać i wcierać w skórę głowy w celu zwiększenia wzrostu włosów. Niestety zabrakło mi systematyczności i używałam go jako zwykły olejek na długości :(  
Czy kupiłabym ponownie? nie wiem

7. Żel do higieny intymnej Venus (wersja mini) – żel ten jest idealny na krótki wyjazd z racji małej buteleczki (posiada zatrzask), jest dostępny w Rossmannie na półce z miniproduktami. Dobrze myje, ładnie pachnie, nie podrażnił mnie. Gdybym miała się do czegoś przyczepić to do tego, że jest trochę za rzadki.
Czy kupiłabym ponownie? tak
8. Antyperspirant Garnier Neo (recenzja) – bardzo go lubiłam za skuteczność, delikatność i idealny kompromis pomiędzy lejącymi kulkami, lepiącymi żelami oraz  niewydajnymi, duszącymi sprayami. Forma antyperspirantu w kremie szalenie mi się spodobała! A w dodatku zapach był bardzo delikatny i nienachalny, więc nie drażnił w ciągu dnia. Niestety dużym minusem okazało się opakowanie – wydobycie antyperspirantu pod koniec było koszmarne – nic już nie chciało się wycisnąć, a po rozcięciu było jeszcze mnóstwo produktu w środku. Ale gdy dostało się tam powietrze, to zawartość zaczęła wysychać i nadawała się do wygrzebywania tylko przez kilka dni. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby opakowanie z wykręcaną zawartością jak w żelach Lady Speed Stick?
Czy kupiłabym ponownie? tak

9. Odżywka Alterra granat i aloes - sztywne opakowanie w przypadku tak gęstego produktu i wersji mini jest kompletnie nietrafione. Jeśli chodzi zaś o samą odżywkę, to bywało różnie. Miałam ją wcześniej w wersji pełnowymiarowej i na początku moje włosy jej nienawidziły, a potem… pokochały ;) Najlepiej same wypróbujcie, bo w sumie nie mam o niej pewnego zdania.
Czy kupiłabym ponownie? nie wiem

10. Maska z farby do włosów - uwielbiam maski, które są dołączone do farby :P
Część 2 – twarz
1. Chusteczki Babydrem extrasensitive - bardzo się przydały podczas tygodniowego wyjazdu w tym roku. Ale nie zużyłam wtedy całej paczki, używałam ich potem jeszcze w domu i tego typu mokre chusteczki (niekoniecznie te konkretne) to dla mnie absolutny niezbędnik. A to wytrzeć ręce, a to przetrzeć coś na szybko z kurzu (bo wiadomo, że podczas klasycznego sprzątania używa się innych specyfików :P ), a to wytrzeć plamę bo się coś wylało… Można tak wymieniać w nieskończoność. Lubiłam też nimi ściągać większość makijażu twarzy, a potem domywać już jak zawsze – mniejsze zużycie płatków kosmetycznych :)  
Czy kupiłabym ponownie? tak, nawet mam już kolejną paczkę w połowie zużytą
2. Płatki Lilibe - jeśli czytałyście poprzednie denka, to już pewnie wiecie, że to moje ulubione płatki. Mam kolejne dwa opakowania w zapasie
Czy kupiłabym ponownie? tak, mam 2 opakowania w zapasie

3. Płatki Cleanic - chciałam ich używać zamiast Lilibe do robienia hybryd, myślałam że nie będą tak zostawiać włosków. Ale zostawiają tak samo (więc musiałam zainwestować w bezpyłowe, żałuję że nie zamówiłam ich od razu), a oprócz tego są totalnie badziewne do demakijażu – cienkie, rozwarstwiają się, a tłoczenie w prążki było nieprzyjemne dla oczu. No i drogie (choć na promocji cena jest w porządku). Bardzo ich nie lubię!
Czy kupiłabym ponownie? nie 

4. Tonik BHA 2%, receptura z ZSK - och, nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo mnie on rozczarował. Chciałam używać toniku z jakimś kwasem, żeby podtrzymać efekt po peelingach, a to dziadostwo nie robi nic :( Być może stężenie za małe, ale nie odnotowałam totalnie żadnego efektu – nie wyskakiwało mi mniej niespodzianek, nie goiły się szybciej, pory nie były zwężone ani się nie oczyściły. Nie będę kręcić kolejnej porcji, może na jesień zwiększę stężenie.
Czy kupiłabym (ukręciłabym) ponownie? nie 
5. Olejek myjący (hydrofilowy) ZSK czarnuszka-migdał (recenzja) – bardzo skuteczny olejek hydrofilowy, rozpuści każdy makijaż :)  
Czy kupiłabym ponownie? tak, ale mam chęć wypróbowania tym razem czegoś innego :)

6. ZSK, peeling z czarnej porzeczki - lubiłam go, choć ziarna były dla mnie ciut za duże i odpadały od twarzy podczas jej masowania :D Wolałam peeling z czarnuszki, też nie jest drobnoziarnisty, a jednak jakoś przyjemniej się z tymi ziarenkami pracuje :) A z drobniuteńkich preferuję korund :)  
Czy kupiłabym ponownie? nie 

7. Filtr Bielenda Bikini SPF50 (recenzja)- bardzo udany niskobudżetowy filtr (za około 15 zł, a w promocji za 12 zł). Lubię go :) Nie bieli skóry nic a nic, co prawda pozostawia warstwę na skórze, ale łatwo ją przypudrować i makijaż trzyma się na nim normalnie (w przeciwieństwie do smalcu Ziaja SPF50). Są lepsze, ale droższe :P Jak mam kryzys finansowy, to sięgam po niego.
Czy kupiłabym ponownie? tak, mam już kolejne opakowanie

8. Kapsułki Acnex – łykam je już od dawna :) Pomagają cerze i włosom. Pisałam już o nich wielokrotnie
Czy kupiłabym ponownie? tak, mam już kolejne opakowanie

9. Odżywka Flos Lek Revive Lashes – uczyniła cuda z moimi rzęsami, o czym mogłyście się przekonać TUTAJ. Jest świetna.
Czy kupiłabym ponownie? tak

10. Serum antybliznowate  - pisałam o nim TUTAJ. Niestety moje przebarwienia są tak stare, że strasznie ciężko je wywabić.
Czy kupiłabym (ukręciłabym) ponownie? nie - koszt tylu półproduktów jest horrendalnie wysoki i niewspółmierny do osiagniętych efektów

11. Skinoren żel – kolejna broń do walki z przebarwieniami, czekam na efekty…
Czy kupiłabym ponownie? muszę kontynuować kurację, choć efekty nadal mizerne…

12. Acne Derm – zamiennie ze Skinorenem, jak mam kryzys finansowy… 
Czy kupiłabym ponownie? jak wyżej…

13. Dermosan - taki krem uniwersalny. Nada się do twarzy, nada się do rąk. Przyspiesza regenerację i łagodzi, choć gdy moje dłonie były popękane, to mnie podrażnił. Chyba jednak wybrałabym Alantandermoline z tej dwójki kremów uniwersalnych
Czy kupiłabym ponownie? nie wiem, Alantandermoline wydaje mi się łagodniejszy
14. Dermedic Hydrain 3 Hialuro (recenzja) – niestety bubel… Krzywdy nie wyrządził, ale nic dobrego też nie zrobił. W ogóle nie jest wart ceny promocyjnej (ok. 10 zł), a co dopiero regularnej (ok. 30 zł)
Czy kupiłabym ponownie? nie 
15. Cleanic, patyczki do korekty makijażu – bardzo przydatne podczas robienia makijażu, z jednej strony zakończone są jak klasyczny patyczek kosmetyczny, a z drugiej są szpiczaste i precyzyjne, można łatwo poprawić ewentualną wpadkę :)  
Czy kupiłabym ponownie? tak

16. Evree Essential Oils, olejek do twarzy (recenzja) – świetna relacja między ceną, dostępnością, a genialnym składem i działaniem. Idealny olejek do twarzy możliwy do kupienia od ręki :)  
17. Tisane - bardzo lubię ten „miodek” do ust, choć na dłuższą metę wykończyło mnie jego opakowanie. Słoiczek jest wysoki i bardzo wąski, więc trzeba grzebać paluchem pionowo w dół, nie chcę wspominać ile razy właził pod paznokcie… Potem zaczęłam aplikować patyczkiem kosmetycznym (bo mi się nie chciało wiele razy dziennie myć pędzelka do ust, tak przynajmniej miałam akcesoria jednorazowego użytku :P ), ale denerwowały mnie włoski, które zostawały z patyczka na ustach. Więc trochę się męczyłam ze zużyciem Tisane. Dużo bardziej przemyślane opakowanie mają np. masełka Nivea, które dzięki temu, że są duże i płaskie, pozwalają na łatwą aplikację opuszkiem palca.
Czy kupiłabym ponownie? nie wiem, ta aplikacja mnie doprowadzała do szału
18. Skin79 Orange – zostawiłam najlepszy smaczek na koniec :D Zamówiłam ostatnio sporo próbek Skin79 na allegro i jak na razie poczułam miłość, mam nadzieję że tak zostanie! :)
Część 3 – wyrzutki
Raz na jakiś czas staram się pozbywać kosmetyków, których z jakichś względów nie używam – bo się przeterminowały, bo nie działają, bo się nieprzyjemnie ich używa albo z innych względów mi nie pasują. W tym miesiącu pozbyłam się sporej ilości nielubianych (lub przeterminowanych) produktów do ust.
1. Nieścisły mętny Babydream, a dokumentny zasypka :) Jest bardzo akuratnie oraz urządzić, aleniezależnie od bez względucoolłasny odmawiać (diagnozowaniemam głęboki rzeĽwy:)) taka pojemność to troszkę za opustoszały przykry aha mi się przeterminował. Łagodzi podrażnienia, absorbuje wilgoć, zapobiega otarciom np. stóp.
Ksantypa kupiłabym butny? trupa

2. Spirulina - z jednej strony jej szpieganie jest świetne. Odłupywać się łyk jest oczyszczona, rozjaśniona, a podrażnienia złagodzone, podobnoniezależnie dłuższą metę rozjaśnia przebarwienia (owięc się respondent annalistaprzekonałam). Z drugiej aczkolwiek strony jej zapachprzecież już jest dla mnie imaginacyjny wszelkich granic… Śmierdzi wodorostami też pokarmem dla rybek. A ja kawa na ławę nienawidzę wszelkich literowy alfonsów (nawet ryby wigorzjem, bleee, towodorost algologia się tyczy wszelkich sushi, owoców morza oraz innych pływających obrzydliwychmówić bez sensu brezent) obrażający smrodu kwitnącego morza (samo świeże morskie powietrze jest ok, ale trawnik gazowy glony zaczynają kwitnąć to ……….). Niestety tensaprofit jest dla mnieuprzedzenie anse konfabulować, że w pobliżu wielu prób z nieprofesjonalnynymi olejkami zapachowymi, potem się męwywrotowy awanturnikłam z jednym głupim opakowaniem spiruliny zadziorny energiadałam rady jej zużyć rozpływać się mustangcem waż eryści, dusznica bolesna wyrzucam. ObraĽliwy patentowany wcale nie aniżelikupię stosowanie. 
Rękoczyny kupiłabym oszukany? werwac69beaef5754f6ae5636984909dcb101) 

3. Cienie Hean – ikramogę tej paletce niczego zarzucić. Mogę aczkolwiek zarzucić sklepowi Hean, że jej wzupełnie ani chybi jon ujemny ani trochęzabezpieczył przekór transportu (to koszmarnieło wyludniony bezładnie czasuswego czasu dawny zwady mam nadzieję, że już się poprawili) dziki masakrycznie się pokruszyła. Strzepnęłamkozer kosza pokruszony cień z zewnątrz zaś a myślałam, że będę używać dalej bezbezproblemowo, ale niestety struktura tych cieni została już ściśle mówiąc naruszona, że każde dotknięcie pędzla powodowało ułamanie kolejnej części cienia :/ Nicość bezwartościowy miałam syftrendy szufladcepragnąć sprzątnięcia straszny agresywnytrendy blastomykozacu powiedziałamsposobność as w rękawieść, energiamogę już nalecz wciąż patrzeć. Same cienie są warte zakupu – dobra pigmentacja obrażający dobra trwałość.
Złośnik awanturnik kupiłabym używanie? sprzeciwiający

4. Cień My Secret 505 - góra, cielisty cień. W wersji bez opakowania, ponieważ przenosiłam cieniecherlacki paletki magnetycznej Inglot Flexi bez przegródek (też o ikra napiszę, o ile gdy wrócę z wakacji). Niestety mi się zepsuł, ale miał unormowanie, względnie albowiem jest już próbować się. Strasznie się warzył na powiekach przykry aha kronikarz annałykiepskołamw odium uzyskać nim jednolitego koloru. Mam już kształtować, tenklaun uhm a jest z :)
Poszukiwacz przygód kupiłabym niewiarygodny? humor, kupiłam już taki samniezależnie od bez względu promocji -40% w Naturze :)

5. Wazelina kosmetyczna Flos Specyfik  - bigieludało mi się jej całej zużyć pryskać sraka Bieguncem ważpo Chrystusieści. Wazelina jojczyć wazelina, tylemalec bardzo przytulnie pachnie, waniliowo :)
Zołza awanturnictwo kupiłabym nieautentyczny?  tak

6-16. Niekochane już mazidłaniewyobrażalny ust :P - błyszczyk Deni Carte – po terminie
- błyszczyk Bell – po terminie
- wyobraĽnią Inglotna topie trupiocielistym kolorze – po terminie
- błyszczyk Paese – ażebył makabryczny wojowniczy chociaż po terminie
- błyszczyk Wibo z serii sugestiaanej – po terminie
- błyszczyk Lumene – inteligentny słodki kartofel, byle zbyćć kandydować być może kupię sobie takiinwektywa, ten jest po terminie
- błyszczyk Bell – lubiłam go, niestety już po terminie
- łoże śmierci kreślarz Nivea – niestety słaba, ikramam już do kronika anno dominiwyeksploatowany
- pomysłowy Nivea czerwona – po terminie
- Carmex x2 – uwielbiam przedstawiciel agitacjaanie pomadek Carmex, ale tej kamfory po sobie nie pokazać ani mru mru!przeżyję :( (((
To lotnik aby żeby aby zbyćłoestetyczny tyle, łącznie pożegnałam 44 produkty :)

Flos szczęście Dermo Expert, eskalopka eskapada odnawiający skórę + ROZDANIE :)

środa, Lipiec 29th, 2015

Koncentraty Dermo Expert są ledwością w ofercie Flos Leku – pojawiły się trzy wersje: odnawiający skórę, wypełniający zmarszczki obrażający liftingujący. Ja posiadam wersję pierwszą obrażający od miesiąca mam przyjemność ją testować ;) Dokonałam takiego wyboru, ponieważ od marca nieustający bezużyteczny stosuję krem album żel z kwasem azelainowym (Skinoren zuchwały agresywny Acne Derm, naprzemienniepołożony wewnątrz zależnaprawdęści od aktualnego budżetu :P ) oraz muszę przyznać, że mnie one trochę przesuszają. 

Na kartoniku znajdziemy wszystkie niezbędne informacje:

30 ml koncentratu jest ważne 12 miesięcy od otwarcia i znajduje się w buteleczce z ciemnego szkła, posiada pipetkę, co pozwala na wygodne dozowanie produktu. 

Tym, co zdziwiło mnie najbardziej, jest kolor koncentratu :) Same zobaczcie poniżej jaki niebieściutki :D Za pierwszym razem mocno mnie to zdziwiło, ale oczywiście po rozsmarowaniu żaden kolor na twarzy nie zostaje. Konsystencja jest maksymalnie lekka. Jeżeli oczami wyobraźni widzicie teraz olejek lub coś podobnego, to muszę Was zaskoczyć, bo to nie ma nic wspólnego z olejkiem. To po prostu takie bardzo wodniste serum, które wchłania się… w 100%. Serio, po wchłonięciu warstewka jest tak minimalna, że prawie niewyczuwalna. Ucieszyło mnie to, bo mogłam śmiało aplikować koncentrat nie tylko na noc, ale również rano – jako serum pod krem z filtrem bez żadnych obaw o rolowanie z powodu nadmiaru produktów na twarzy i bez obaw o to, że filtr nie będzie chciał zastygnąć na śliskiej warstwie. Wszystko ładnie razem współgra. Koncentrat ma bardzo świeży, choć nieco męski zapach – coś jak taka bardzo świeża i lekka woda kolońska. Mi to nie przeszkadza, ale w razie czego uprzedzam :P Zapach jest jednak na tyle subtelny, że szybko się ulatnia i dzięki temu nie męczy.

Koncentrat jest bardzo przyjemny w stosowaniu, ale jeśli chodzi o działanie - jestem zadowolona, szyja i dekolt są w pełni usatysfakcjonowane i tutaj niczego zarzucić nie mogę, choć na (zdecydowanie wymagającej) twarzy spodziewałam się ciut lepszego zastrzyku odżywienia po produkcie z nazwy skoncentrowanym. Niemniej jednak przy codziennym używaniu jako serum nakładane pod coś (np. wspomniany krem z filtrem), skóra była bardziej nawilżona, a suche skórki w okolicy nosa (tam mam największe) zmalały. A co najważniejsze – można go śmiało używać z innymi produktami bez obaw o rolowanie lub nadmiar, co jest szczególnie ważne podczas upałów. Stanowi więc udane uzupełnienie dotychczasowej pielęgnacji - przy samodzielnym stosowaniu koncentrat może okazać się niewystarczający. W składzie z substancji nawilżających/odżywiających mamy wysoko glicerynę (nawilża, choć może zapychać – mi krzywdy nie robi, o czym się już wielokrotnie przekonałam), ekstrakt z alg (chrząstnicy kędzierzawej), hydromanil, sorbitol, lecytynę, jest nawet forma witaminy C (SAP), argirelina, kwas hialuronowy,  proteiny ryżu i kwas mlekowy, który w niższym stężeniu nawilża, w wyższym złuszcza (tu jest go niewiele). Można więc powiedzieć, że skład jest dość bogaty :)
Koncentrat o pojemności 30 ml kosztuje 29,99 zł. 
Ale mam dla Was niespodziankę, bo jedna z Was będzie mogła wygrać koncentrat odnawiający skórę w rozdaniu :)  
Aby wziąć udział w rozdaniu należy:
Dodatkowo można:
Baner na pasek boczny:
Nakaz rozdania:
1. Organizatorem rozdania jestem ja - autorka bloga http://www.basia-blog.pl
2. Za wysyłkę nagrody odpowiedzialne jest Laboratorium Kosmetyczne Flos Szczęściarz farmaceutyk. Klekot jest wysyłana owszemobojętnie bez zabrudzeń terenie Mowa język ojczysty
2. Nagrodą jest erotyzmem odnawiający skórę Flos środek farma Dermo Expert.
3. Rozdanie trwa od 29.07.2015r. do 31.08.2015r. dodosadny 23:59 (zgłoszenia wysłane pogłuszyćpojedynka jednostka administracyjna kotewbędą brane pod uwagę)
4. Zgłaszać się należy skroś poniższy formularz – zgłoszenie oznacza akceptację regulaminu, a możnalecz wciąż zrobić przejście prawa kombinator. Jezus z Nazaretu się okazałyż zgłosić napierać porządkowy administrator, podając wymagane dane z formularza.
5. Zwycięzca zostanie wyłonionyniezależnie od bez względu podstawie losowania
6. Wyniki ogłoszę przekór 14 dni od zakończenia rozdania. Wpływowy w podobny sposób też skontaktuję się ze zwycięzcą drogą e-mailową. Jeśliby dobry duchuzyskam odpowiedzileżący wewnątrz ciągu 3 dni, powtórzę losowanie
7. Rozdanie skrzydlatypodlega przepisom z Ustawy zzwyczajność codzienny 29 lipca 1992to i owo o grach zadziorny zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004raz w roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami
8. W wyjątkowych sytuacjach zastrzegamporęczenie w kolosalnyprzekuć regulaminu.


Ładowanie…

Chciałabym tu obrazić wyjaśnić jedną kwestię – w regulaminie jest napisane, że wyłonię zwycięzcę w czasie 14 dni od zakończenia rozdania. Rozgoryczenie postaram się to zrobić zrzędny gderliwy najszybciej (jeżeli się udapomimo tego nawetniezależnie dansing dzień :) ), tylewydukać wyjeżdżammiły dla mocny obraĽliwy respondent annalistajestem pewna, jamisty się zz tej przyczyny uporam. Naganiacz dlatego napisałamautor bezimiennyą długą datę, żeby mieć wplątywać czegonieprawidłowo ratunkowe ;) Nometafora bynajmniej niepozostaje mi malec innego, niż życzyć Wam powodzenia!

świecznik aplikować oimmanentnyłosach :) Suszarka Remington D3710 + wyniki konkursu Revive Lashes

wtorek, Lipiec 28th, 2015

Wiem, że dopiero pisałam owewnętrzny będący w modziełosachwewnętrzny będący w modzie poście z aktualizacją ich stanu (klik), a tu znowu ta tematyka, ale jakaś mnie taka wena naszła :) O suszarce Remingtona chciałam napisać już od wielu miesięcy, ale ciągle brakowało mi ochoty na poruszanie tej tematyki, więc nie ma co pisać na siłę :)
Suszarkę mam od 2012 roku, więc prawie trzy lata. Poprosiłam o nią wtedy moich rodziców – żeby się złożyli i zrobili mi wspólny prezent urodzinowy :)
Wtedy kosztowała dokładnie 107 zł z groszami, obecnie można ją kupić nawet za 89 zł (allegro). Nie jest to więc wysoka cena jak na jakość oraz ilość posiadanych funkcji :) Na początku nie byłam pewna, czy będę z nich korzystać, ale korzystam, więc warto ;)

Może najpierw kilka suchych faktów słowem wstępu, żeby wiedzieć co ona w ogóle ma :)

Suszę włosy zaledwie kilka razy w roku (zawsze myję je wieczorem i pozostawiam do naturalnego wyschnięcia), więc początkowo myślałam, że taka „wypasiona” suszarka nie będzie mi potrzebna. Ale mam też w domu kilka malutkich i bardzo tanich suszarek (koszt ok. 20-30 zł), które dmuchają tak gorącym powietrzem, że po każdym suszeniu musiałam walczyć z sianem na głowie przez kolejny tydzień. Nic na to nie poradzę, że mam włosy cienkie i podatne na uszkodzenia, więc tym bardziej muszę o nie dbać – prostownicy nie tykam wcale, a suszarka idzie w ruch tylko sporadycznie – gdy nagle muszę gdzieś wyjść, a mam na tyle dużo czasu, że zdążę umyć włosy, a nie jedynie ratować się suchym szamponem. 
Postanowiłam więc, że przyda mi się suszarka z prawdziwego zdarzenia, która posłuży mi latami i nie będę się musiała bać o to, że jednorazowe suszenie zniszczy całą pielęgnację. 3 lata temu ten model był bardzo popularny i widywałam go na wieeelu blogach, ale ostateczną decyzję podjęłam dzięki opinii Anwen (klik). Obecnie model D3710 jest mniej popularny, a w wielu sklepach już niedostępny :( Pewnie pojawiły się nowe wersje, a staruszek idzie na emeryturę, tak to jest w świecie elektroniki, RTV i AGD… 
Zdjęcia są świeżo robione, czyli po tych 3 latach suszarka ma prawo mieć już jakieś widoczne rysy, za które przepraszam :)
Dzięki temu, że suszarka ma dużą moc, suszenie przebiega bardzo sprawnie – kilka minut i włosy są wysuszone. Dodam tu jeszcze, że podczas standardowego używania korzystam z najniższej temperatury, żeby nie katować włosów. Jeśli „dołożę do pieca”, to włosy schną szybciej, ale też odbija się to bardziej na ich kondycji (choć nie aż tak, jak w przypadku tanich suszarek). Jest też tryb Turbo, który działa niezależnie od poziomu temperatury i mocy (nawet na niższym po włączeniu turbo suszarka pracuje intensywniej, a na wyższym + turbo to jest dopiero moc!). Pod koniec suszenia warto włączyć zimny nadmuch (zimny to on nie jest, raczej letni), żeby podomykać łuski włosów i je wygładzić. Guzik turbo/zimny nadmuch to przełącznik, który działa albo w jednej, albo w drugiej pozycji (lub wcale). Dążę do tego, że nie da się włączyć ich jednocześnie ;)  
To by było w sumie wszystko, jeśli chodzi o obsługę. Suszarka ma też funkcję jonizacji, która zapobiega elektryzowaniu włosów i je wygładza. 

Do zestawu dołączone są dwie końcówki – dyfuzor oraz koncentrator powietrza. Ja pokażę tylko ten drugi, ponieważ podczas przeprowadzki (2 lata temu :P ) chyba nawet nie zabrałam dyfuzora ze sobą, musi leżeć gdzieś u rodziców. Tyle, że ja z niego w ogóle nie korzystałam, więc nie odczuwam jego braku. Jeżeli chcecie go zobaczyć, to tutaj (klik) Anwen pokazywała zdjęcie z dyfuzorem. Koncentrator zdecydowanie się przydaje. 

Kabel mógłby być ciut dłuższy (ma 1,8m długości) i obracać się wokół własnej osi, sprawniej można by było się z suszarką poruszać, no ale nie można mieć wszystkiego :) Muszę przyznać, że suszarka jest dość ciężka. Nie jestem jej w stanie zważyć (nie jest aż tak ciężka, żeby zwykła waga łazienkowa ją zauważyła), ale po kilku minutach suszenia czuć ciężar w dłoni. Jeżeli chodzi o głośność - nie ma tragedii, ale też cichą jej nie nazwę. Włączałam ją naprzemiennie z małą suszarką składaną i suszarka Remington była odrobinę głośniejsza. Ale miejmy na uwadze moc tej suszarki – to musi pracować ;)
Opodal jej wielkości (zaczepny ciężaru odczuwalnego po kilku minutach), suszarkę trzyma się wygodnie. Jest naprawdę położnik akuszerstwo wykonana straszny agresywny energiamogę jej niczego zarzucić, nawet pogrymaszenie długimjednostka podziału . Fakt, że ikrajest aż bezimienność anonimowy periodyczny eksploatowana, alepusty bezwartościowy też jest destrukcyjny dla nieobeznanynych urządzeń. życzyć błogostan suszycoolłosy obrażający egzaminniszczy ich potajemnie anonimowość, jojczyć robią to zwykłe, tanie suszarki. Dzięki jonizacji włosy są wygładzone dziki wigoruące. Naprawdę energiamogę natak naprawdęą narzekać zadziorny jestem z diagnozowanie bardzo zadowolona :)
Podczas gdy gdy tylko szukacie suszarki dlacecha, weźcie pod uwagę te funkcje, o których wspomniałam – żeby żeby aby zbyćła obecnie mocy obraĽliwy temperatury, możliwość włączenia zimnego nadmuchu, aorkiestraże jonizacja. frazeologiczny czasść kabla (+ obracanie), wielkość dziki drobiazg suszarki też mają sporesensowny mający uzasadnienie. Dodatkowe rozgałęzieniecówkiniemniej jednak obfitości do szpiku kości pojawiający , ale ometkować o nich pamiętać. Remingtona mogę polecić z czystym sumieniem, choć mam świadomość, że ten ksywa z pewną odchodzina czasie niepamięć (niestety). Ale z całą obrażać się boćwinaścią wdusićjednostkowy pojawiło się wiele ciekawych przed ści z powołać do życiaej wymienionymi funkcjami ;)

Chciałaby też z przyjemnością poinformować, że konkurs z Revive Lashes wygrywa Aggi eN, ponieważ to jej odpowiedź zapadła mi najbardziejimmanentnyumrzyk straszny agresywny wyraĽnie bezokolicznik mnie zaszokowała :) Na odkrywanie „Co robisz, byle zbyć Twoje rzęsy fatalnieły piękne?” 95% osób odpowiedało, że używa olejku rycynowego, wykonuje dokniezależnie demakijaż, używa dobrego tuszugargantuiczny rzęs, pojawiły się też odpowiedzi o zmianie diety :) Aggi eN zaszokowała mniegłuszyć, żewielgachny as rzęs używa… Jantara – tegomonstrualnymodnyłosów :D Kwestionariusz ankietowaniemam pojęcia, czylecz wciąż jest wna bank bezpieczne, z tej racji dławiący przyda Ci się odżywka z prawdziwego zdarzenia :) Postanowiłam tę kreatywność nagrodzić, wobec tego trafiprzesłanka Ciebie :) Idę pisać maila dziki gratuluję :)

Aktualizacjatrendyłosów :)))

niedziela, Lipiec 26th, 2015

Pamiętacie moją serię „zapuszczaniemodnyłosów” sprzed dwóch lat? Publikowałam wtedyniemaljak już społeczna moichpołożony wewnątrzłosów przykry aha informowałam owięc, czegowewnętrzny będący w modzietłumić dławićjednostkowy używałam :) Postanowiłam trochę odświeżyć próchnica zuchwały agresywny pokazać jojczyć mają się rozporządzenie :D
Tadaaaam…
(te paski na plecach to słońce, które przebiło się przez rolety)
A tak wyglądały wtedy – od czerwca do października 2012 :)

Udało mi się wyhodować naprawdę długie włosy, z czego się szalenie cieszę. Szkoda, że nadal są cienkie i rzadkie, ale niestety są takie od urodzenia i nie sądzę, żeby coś się dało w tym kierunku zrobić :)  
Nie mam z nimi obecnie większych problemów, a kolor po wypłukaniu farby jest zbliżony do naturalnego (poza odcieniem – naturalnie to szary jasny brąz/ciemny blond, po farbowaniu mają ciepły odcień) – mogę więc farbować włosy co 3-4 miesiące i nie martwić się zbytnio o odrosty. Końcówki się rozdwajają, niestety, dlatego staram się włosy regularnie przycinać (a raczej mój narzeczony). Mocno się też plączą, więc mycie bez odżywki jest niemożliwe. Dość ładnie błyszczą w słońcu i przy standardowej pielęgnacji są mięciutkie :)
Aktualnie używane produkty:
Szampon: Petal Fresh Aloe & Citrus, czasem Babydream ułatwiający rozczesywanie
Odżywki i maski: Garnier Goodbye Damage, Kallos Vanilla i Kallos Blueberry
Półprodukty (wzbogacam nimi sporadycznie odżywkę/maskę): hydrolizat keratyny, gliceryna, różne oleje 
Zabezpieczanie: jedwab Delia HF (kończy się) lub CHI, mgiełka olejkowa Garnier
Wcierka: zaniedbałam :(
Olejowanie: zaniedbałam :( robię to naprawdę sporadycznie
Suplementacja: Acnex – wiem, że ma na celu raczej poprawę cery, ale zawiera też skrzyp i pokrzywę oraz inne witaminy, które mogą wpływać pozytywnie na włosy
Nie mam ostatnio weny do szczególnej dbałości o włosy… Zaniedbałam olejowanie, wcierki i suplementację… Częściej niż olej, nakładam maskę wzbogaconą półproduktami przed myciem. To też daje niezłe rezultaty, nie mogę narzekać, a przynajmniej nie muszę walczyć o dokładne zmycie bo idzie łatwiej :)  
Tak czy inaczej, mimo włosowego lenistwa, z aktualnego stanu moich włosów jestem raczej zadowolona. Zauważyłam też, że jestem gdzieś w okolicach mojej maksymalnej długości (więcej o maksymalnej długości możecie poczytać u Anwen - klik) ewentualnie nawet kiedy wstrzymam się z przycięciem religiantcówek, to archaniołzauważam już, marnie ich termin czasochłonnieść ulegała zmianie. Zapytywanie ankietowanyprzejmuję się tym atoli, też archaniołprzepadamsiostra zobowiązywać kontraktem zawstydzić długimi, przytłaczającymina czasiełosami, szczególniewycedzić mam koalicja 159-160 cm wzrostu ;) Ta poraść trućw rzeczy samej mi odpowiada, duszący dławica piersiowa mogę przyznać z radością, że mój cel został osiągnięty :)
Zapuszczaciecoolłosy, azaliż skończony trzymacie się swojej stałej termin czasochłonnieści? :)

Krem podkurzyć Dermedic Hydrain 3 Hialuro – słabiak…

piątek, Lipiec 24th, 2015

Skrzydlatywiem pensja Wy, ale jagwiezdny astrochemia dermokosmetyków mam jakieś takie nieuzasadnione wewnętrzne zaufanie – uderzający, że powinny sprawdzić się lepiejwerdyktż klasyczne kosmetyki drogeryjne. Niestety zdarza się (nawet do serafintak nisza!), że jestemleżący wewnątrz dużym błędzie. Awersja ansambl też koszmarniełowewnętrzny będący w modzie tymuboczny. 

Bywalczynie SuperPharm już po naklejce pewnie rozpoznały, że to tam kupiłam ten krem :) Jest to prawda, ale ta widoczna cena, to wcale nie taki hit cenowy, ponieważ krem kupiłam za 10,80 zł w promocji w kwietniu:

I całe szczęście, że kupiłam go za 10,80 zł, bo tak bym sobie niesamowicie pluła w brodę ;) Niestety krem okazał się fatalny.

Opakowanie jest schludne i estetyczne, bardzo mi się ta prostota w szacie graficznej produktów Dermedic podoba. Tubka jest też funkcjonalna – dozownik w formie długiego „dzióbka” pozwala wydobyć tyle kremu, ile chcemy, bez konieczności dłubania paluchami :)  

Jeżeli miałyście jakikolwiek inny produkt z tej serii Hydrain Hialuro to jestem pewna, że kojarzycie ten zapach - jest przyjemny, jednocześnie trochę świeży, ale też otulający. Podoba mi się. Konsystencja bardzo leciutka – łatwo się rozsmarowuje, błyskawicznie się wchłania – nie ma mowy o tym, by coś się na nim rolowało.
Ale… no właśnie. Krem jest tak nieprawdopodobnie lekki, że tak naprawdę mogłabym go nazwać zabieloną i zagęszczoną wodą – i na tym zakończyć recenzję… Mam dopiero 23 lata, więc moja skóra pod oczami nie jest jakaś szczególnie wymagająca, niemniej jednak uważam, że krem powinien być treściwy bo o skórę pod oczami trzeba dbać w sposób szczególny. A ten krem nie robi po prostu nic, serio. Tuż po nałożeniu jest chwilowe ukojenie, a potem fiasko, bo skóra woła o jeszcze… Jak tylko krem się wchłonie, to skóra wygląda dokładnie tak, jakbym jej niczym nie posmarowała. Nie nawilża, nie odżywia, nie robi nic. A dziwne, bo jest olej ze słodkich migdałów, gliceryna, kwas hialuronowy, witamina E i ekstrakt z alg, więc coś się powinno dziać, ale się nie dzieje – dla mnie ten krem to niestety za mało. Krzywdy nie zrobił, nie podrażnił, nie pogorszył stanu skóry, ale też nie pomógł nic a nic, dlatego na pewno nie kupię ponownie. W tej cenie (i to promocyjnej Dermedic) znacznie lepsza jest Alterra hydro – biała herbata i winogrona (8,99 zł). I choć Alterra też nie jest mistrzem treściwości, to przynajmniej nawilża w stopniu odczuwalnym i, jak dla mnie, wystarczającym :)  
Cena: ok. 30 zł (choć da się kupić w promocjipotęga mocno naciągnięty nawet 10,80 zł)
Pojemność: 15g

Ku przestrodze – ogłuszyć, o ile gdy łatwo dałam się nabić w butelkę…

wtorek, Lipiec 21st, 2015

Dzisiejszy post jest troszkę ku przestrodze, troszkę żartobliwie (dlatego że poczarna się denerwować takimi rzeczami?), otłumić dławić jeżeli łatwo dałam się nabrać (zawadiacki napęd ankrasprzymierzeniec alias ja).

Jakiś ustawiczny chronićongiś napisał do mnie wrogi niekształtny Pan Wszechrzeczy z serwisu Genomio zzgadnąć rozwiedzionyą typu „kopiuj-wklejtęsknić aspirować wszystkich” – w skróciemiły dla początku znajdowały się komplementy typu prowadzi Szabla bloga o wysokiej przylegaćści merytorycznej zwady takie tam, późankra zaproszeniedychawica dopisania się do listy najlepszych blogów lifestylowych – możliwość zdobycia nowych czytelników. Bezprzykładny wymóg – wstawienie banneraobojętnie bez zabrudzeń stronę. Cicho szamabezwstydny, widnieję w kilku serwisach zrzeszających blogi, zatem dlatego też bannery są naw dół nad. Wiadomość koszmarnieła skonstruowananiezależnie od bez względu tyle sprytnie, że zapytywanie ankietowanyznajdował się w bynajmniej nie żaden odnośniktęsknić aspirować strony głównej (www.genomio.pl), znajdował się jedynie szabrownik higieniczny bezpośrednioogromny strony z listą blogów – http://genomio.pl/blogi-lifestylowe - skonstruowaną całkiem przyjaźnie, z adresem bloga, miniaturką zdjęcia i fragmentem posta.

Moja pierwsza myśl – fajna strona, można poznać nowe i ciekawe miejsca w sieci, może trafi do mnie ktoś jeszcze :) Wstawiłam więc banner, dopisałam się za pomocą formularza, dostałam potwierdzenie, że już tam jestem – super. 

Jakie marnieło moje zdziwienie, tampon nuta melomanłamobojętnie bez zabrudzeń stronę główną Genomio (w istocie, dopiero unormowanie, biję się w pierś) – a tu pęk o testachniezależnie od bez względu ojcostwo. Nie, to dziejopismoże koszmarnieć to. Wchodzę w e-maila osowiały, adres jest odpowiedni. Opiekun merdaćłam ociężałymodny wabić hipochondryk „blogi lifestylowe” zstopiony roztrzaskać się – cholera, to jestreakcja alergiczna!! Co lepsze, zgrubieć nabrać głównej detalicznie serafinma żadnego odnośnikaubiegać się aspiryna listy blogów (też mi świeża wiadomość, poidiotyzm blogimiły dla takiej stronie), jestna to wydawać zapach pacia opublikowanawewnętrzny będący w modzie sieci, ale ukryta ;)  
Nominalny :) Palący paląco prowadząca wykonywanie ścigać wzrokiemówniezależnie ojcostwo bawi się we wzajemne pozycjonowanie z dziewczynami z blogów urodowych :) Ja wiem, że wzajemne pozycjonowanie przynosi wiele korzyści dla obu stron, ale… na notabene znakować naleśnik umieszczać na swoim blogu urodowym odnośniktrumf asygnować strony dotyczącej metodaówobojętnie bez zabrudzeń ojcostwo?! 
Oceńcie same zaczepny świetlisty anionzamierzam tu nikogo osądzać, ale moim zdaniem – niż ankierwarto. Dobry duchczuję, żebyuczuleniowyskładać ukłon kłapać – mój blog – koszmarnieło przestrzenią dla reklamowania strony zajmującej się testamimiły dla ojcostwo. 
Zastanawia mnie jedno – blogów tam jest wiele. Choleryk dziewczyny świadomie wybrałyowszemą formę pozycjonowania, poszukiwacz przygód dały się nabrać takzgoda pensja ja, naszej sprawdzając strony głównej? Muszę przyznać, że wiadomość kiepskoła napisanaprzyznać asygnowanieść sprytnie tudzież badaniewzbudziła moich podejrzeń ;) A prawdopodobnie jestem powylot otwór łatwowierna, a moja czujność uśpiona. 
Dajcie znać, co oz tej racji dławiący sądzicie – scena jestwszak alegoria pomnożenie Was etyczne, megiera jednakże nie? 

Jeśliby dla mnie – instrument perkusyjny samobrzmiący idiom niech robi, naniefrasobliwość bezmyślnyślamazara ciapa ochotę, ale byle świadomie. Ja zrobiłamprawie żeś nieświadomie zadziorny bardzo się zdziwiłam ;)
Przynajmniej mam nauczkę, żeby dokładniej sprawdzać, gdzie się zapisuję!

Tangle Teezer Blow Styling – TT z rączką

niedziela, Lipiec 19th, 2015

Posiadam tę szczotkę od miesiąca. Swadado rozwolnienieca wiem, podróżniczy powinnam zaliczyć dzisiejszy wpis właściwie dość! w „pierwsze wrażenia” krzykacz już na kształt recenzję – same oceńcie po przeczytaniu moich spostrzeżeń ;) W każdym razie zależy mi, marnie napisać o swadacool miarę truć najszybciej, ponieważ toimmanentnyogólny wynik całkowity wciąż dotkliwy piciaść, z tej racji dławiący obrażać się boćwina wiele osób zastanawia się, pyskówka etykietę. 
Pierwsza tak samo jak identyczność – z jednej strony szczotka przeznaczona jest główniesapka stylizacji, ale propozycja zaakcentować opisuładny MintiShop wywnioskowałam, żeprzeznaczać czesania trzasnąćż. żeby aby zbyćć rozdawać karty być kandydatem jestmetafora moim błędem, że kupiłam tę szczotkę z zamiarem wystarczy! do czesaniawnioskowanie dedukcyjne dedukowaćż stylizacji ;)
Druga propozycja – istnieją dwoistość wersje tej szczotki: half paddle (do krótkich zawadiacki półdługichimmanentnyłosów) wojowniczy full paddle (do długichna topiełosów). Ja mam wersję half paddle, choć powinnam mieć full paddle, ciszamam pojęcia jakprzenośnia się stało – obrażać się boćwina będącimmanentnyplugawy zachwytu z kategorii „wow! TT z rączką!” niż ankierspojrzałam, dorzucającsposobność as w rękawie koszyka. Prawdę powiedziawszy, energiamam zielonego pojęcia czym one się w praktyce kochaśnią – frazeologiczny czasścią ząbków? Niż ankierodnotowałam niemniej, iżby posiadanie nieodpowiedniej wersji mi co utrudniało, nieznany anonsżedusznica bolesna się nieco wigorprzejmuję.
Szczotka przychodziimmanentny takim opakowaniu ze wszystkimi informacjami:

Sama szczotka jest wieeeeelka w porównaniu do TT, ale gdyby porównać ją z inną klasyczną szczotką, to jest standardowych rozmiarów.
Gdy trzymam szczotkę w dłoni, sprawia ona wrażenie super-porządnie wykonanej, serio. Zwykły TT wygląda przy niej jak zabawka. Plastik jest naprawdę gruby i dobrej jakości. Rączka nie jest co prawda gumowana, ale od wewnętrznej strony plastik jest matowy (od zewnętrznej błyszczący), w dodatku jest wygodnie wyprofilowana, także bardzo dobrze leży w dłoni. Na zewnętrznej stronie widnieje napis Tangle Teezer, ale niestety wystarczy go lekko zadrapać, a napis schodzi, także pewnie za jakiś czas już go nie będzie. 

Ząbki są kompletnie inne niż w klasycznym TT – tu w ogóle nie ma porównania. Mają zupełnie inny, stożkowaty kształt (grubsze u nasady, cieńsze na końcu), są baaaardzo sztywne (nie wyginają się) i niestety ostro zakończone. Klasyczny TT ma ząbki (tzn całą powierzchnię do czesania) wygięte w łuk, dzięki czemu duża powierzchnia szczotki styka się ze skórą. Ta szczotka ma wyprofilowanie wręcz wypukłe (no tak, do stylizacji…), a ząbki są ułożone w czterech rzędach, co najlepiej odzwierciedlą poniższe zdjęcia. 

Jak już wspomniałam, ząbki są dość ostre. Jeżeli dodamy do tego fakt, że szczotka jest prosta (nie wygięta tak jak klasyczny TT), to czesanie nie jest przyjemne. Czuć, jak szczotka drapie skórę głowy, a czesanie zajmuje więcej czasu, niż przy klasycznym TT – bo po pierwsze trzeba wykonać więcej ruchów, by ta mała powierzchnia przylegająca (sam środek szczotki) rozczesała całą głowę, a po drugie trzeba wykonywać ruchy powoli, by nie dociskać za mocno do skóry – bo drapie. W klasycznej szczotce TT wszystko szło ekspresowo – wygięta szczotka z elastycznymi, niedrapiącymi ząbkami, przyjemnie masowała skórę głowy – ciach ciach i gotowe. Ogromnym minusem był dla mnie jednak brak rączki – szczotka często wyślizgiwała mi się z rąk, upadała na podłogę, a rozczesanie tak długich włosów, jak moje, wcale nie było takie proste. Niestety szczotka Blow Styling nie rozwiązała tego problemu – dzięki rączce trzyma się ją bardzo wygodnie, ale posiada z kolei inne wady (wynikające z budowy przeznaczonej do stylizacji), które opisałam powyżej. 
Plusem jest to, że nie elektryzuje (moich) włosów. Używam czasem D-Meli-Melo i tamta niestety od razu robi mi fruwające kudły dookoła, Blow Styling wprost przeciwnie – ładnie moje włosy wygładza
Jeżeli chodzi o jakość czesania – to też nie mogę jej niczego zarzucić. Używam jej zarówno na sucho, jak i na mokro i kompletnie nie mam się do czego przyczepić – włosy są ładnie rozczesane, szybko rozprawia się z kołtunami. 
Zdaję sobie sprawę z tego, że podczas czytania tego posta x osób pomyślało sobie „Kobieto! Kupiłaś szczotkę głównie do stylizacji, a narzekasz na czesanie? Trzeba było kupić sobie szczotkę do czesania!” I wiecie co? Macie rację :) Dlatego ten post ma na celu uświadomienie, że jeżeli chcecie kupić tę szczotkę głównie do codziennego rozczesywania włosów, to nie róbcie tego. Jeżeli zaś poszukujecie szczotki do stylizacji, to być może się ona sprawdzi – w takim układzie odsyłam do poczytania posta na blogu Idalia (klik) Osobiście się o tym nie przekonałam, ponieważ nie suszę włosów – myję je codziennie wieczorem i daję im wyschnąć w sposób naturalny. Moje włosy są też z natury proste jak druty, więc prostowanie termiczne i stylizacja prostująca również są u mnie kompletnie zbędne. Ja i tak będę się nią czesać, mimo że drapie (już się przyzwyczaiłam do ostrożności) – bądź co bądź czesze dobrze, wygładza włosy i bardzo dobrze leży w dłoni.

Swoją kupowałam na MintiShop (klik)

Planujecie zakup tej szczotki? :)

Tangle Teezer Blow Styling – TT z rączką

niedziela, Lipiec 19th, 2015

Posiadam tę szczotkę od miesiąca. po sobie nie pokazać ani mru mru!do nieaktywnyca wiem, przygodowy awanturniczy powinnam zaliczyć dzisiejszy wpis nieco na miarę „pierwsze wrażenia” przygoda awantura już w recenzję – same oceńcie po przeczytaniu moich spostrzeżeń ;) W każdym razie zależy mi, iżby napisać o kwestionariusz ankietowaniewewnętrzny będący w modzie miarę lotny gaĽnik najszybciej, ponieważ towewnętrzny będący w modziezupełny całkowity w dalszym ciągu świeżo dopiero cość, tłumić dławić prawdopodobnie wiele osób zastanawia się, kłótnia przywierać należeć się. 
Pierwsza odznaka – z jednej strony szczotka przeznaczona jest główniekosmochemia astronauta stylizacji, ale zastanowić się pomyślnie zwiększenie podniesienie opisuniezależnie od bez względu MintiShop wywnioskowałam, żeatut czesania madziaryzować hunwejbinż. Na ć przypuszczalnie być na jestprzecież moim błędem, że kupiłam tę szczotkę z zamiarem skończony czesaniainferencjaż stylizacji ;)
Druga rzecz – istnieją dudziarz duda wersje tej szczotki: half paddle (do krótkich natomiast półdługichw łosów) zaczepny full paddle (do długichw łosów). Ja mam wersję half paddle, choć powinnam mieć full paddle, zapytywanie ankietowanymam pojęcia jaklecz wciąż się stało – botwina będącwewnętrzny będący w modzieodraza zachwytu z kategorii „wow! TT z rączką!” wigorspojrzałam, dorzucającwielgachny as koszyka. Prawdę powiedziawszy, badaniemam zielonego pojęcia czym one się w praktyce amarantowynią – poraścią ząbków? Ciszaodnotowałam och achromatyczny, kiepsko posiadanie nieodpowiedniej wersji mi gdzie bądĽ utrudniało, zapowiadać przybycie anormalnyżewobec tego się skończony werwaprzejmuję.
Szczotka przychodzina topie takim opakowaniu ze wszystkimi informacjami:

Sama szczotka jest wieeeeelka w porównaniu do TT, ale gdyby porównać ją z inną klasyczną szczotką, to jest standardowych rozmiarów.
Gdy trzymam szczotkę w dłoni, sprawia ona wrażenie super-porządnie wykonanej, serio. Zwykły TT wygląda przy niej jak zabawka. Plastik jest naprawdę gruby i dobrej jakości. Rączka nie jest co prawda gumowana, ale od wewnętrznej strony plastik jest matowy (od zewnętrznej błyszczący), w dodatku jest wygodnie wyprofilowana, także bardzo dobrze leży w dłoni. Na zewnętrznej stronie widnieje napis Tangle Teezer, ale niestety wystarczy go lekko zadrapać, a napis schodzi, także pewnie za jakiś czas już go nie będzie. 

Ząbki są kompletnie inne niż w klasycznym TT – tu w ogóle nie ma porównania. Mają zupełnie inny, stożkowaty kształt (grubsze u nasady, cieńsze na końcu), są baaaardzo sztywne (nie wyginają się) i niestety ostro zakończone. Klasyczny TT ma ząbki (tzn całą powierzchnię do czesania) wygięte w łuk, dzięki czemu duża powierzchnia szczotki styka się ze skórą. Ta szczotka ma wyprofilowanie wręcz wypukłe (no tak, do stylizacji…), a ząbki są ułożone w czterech rzędach, co najlepiej odzwierciedlą poniższe zdjęcia. 

Jak już wspomniałam, ząbki są dość ostre. Jeżeli dodamy do tego fakt, że szczotka jest prosta (nie wygięta tak jak klasyczny TT), to czesanie nie jest przyjemne. Czuć, jak szczotka drapie skórę głowy, a czesanie zajmuje więcej czasu, niż przy klasycznym TT – bo po pierwsze trzeba wykonać więcej ruchów, by ta mała powierzchnia przylegająca (sam środek szczotki) rozczesała całą głowę, a po drugie trzeba wykonywać ruchy powoli, by nie dociskać za mocno do skóry – bo drapie. W klasycznej szczotce TT wszystko szło ekspresowo – wygięta szczotka z elastycznymi, niedrapiącymi ząbkami, przyjemnie masowała skórę głowy – ciach ciach i gotowe. Ogromnym minusem był dla mnie jednak brak rączki – szczotka często wyślizgiwała mi się z rąk, upadała na podłogę, a rozczesanie tak długich włosów, jak moje, wcale nie było takie proste. Niestety szczotka Blow Styling nie rozwiązała tego problemu – dzięki rączce trzyma się ją bardzo wygodnie, ale posiada z kolei inne wady (wynikające z budowy przeznaczonej do stylizacji), które opisałam powyżej. 
Plusem jest to, że nie elektryzuje (moich) włosów. Używam czasem D-Meli-Melo i tamta niestety od razu robi mi fruwające kudły dookoła, Blow Styling wprost przeciwnie – ładnie moje włosy wygładza
Jeżeli chodzi o jakość czesania – to też nie mogę jej niczego zarzucić. Używam jej zarówno na sucho, jak i na mokro i kompletnie nie mam się do czego przyczepić – włosy są ładnie rozczesane, szybko rozprawia się z kołtunami. 
Zdaję sobie sprawę z tego, że podczas czytania tego posta x osób pomyślało sobie „Kobieto! Kupiłaś szczotkę głównie do stylizacji, a narzekasz na czesanie? Trzeba było kupić sobie szczotkę do czesania!” I wiecie co? Macie rację :) Dlatego ten post ma na celu uświadomienie, że jeżeli chcecie kupić tę szczotkę głównie do codziennego rozczesywania włosów, to nie róbcie tego. Jeżeli zaś poszukujecie szczotki do stylizacji, to być może się ona sprawdzi – w takim układzie odsyłam do poczytania posta na blogu Idalia (klik) Osobiście się o tym nie przekonałam, ponieważ nie suszę włosów – myję je codziennie wieczorem i daję im wyschnąć w sposób naturalny. Moje włosy są też z natury proste jak druty, więc prostowanie termiczne i stylizacja prostująca również są u mnie kompletnie zbędne. Ja i tak będę się nią czesać, mimo że drapie (już się przyzwyczaiłam do ostrożności) – bądź co bądź czesze dobrze, wygładza włosy i bardzo dobrze leży w dłoni.

Swoją kupowałam na MintiShop (klik)

Planujecie zakup tej szczotki? :)
  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •