Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Tuszsłabowity rzęs Lovely Pump Up – świetny zaś a tani :)

piątek, Grudzień 19th, 2014

Tego tuszu botwina łącznik ankietatrzeba nikomu przedstawiać – widać goniezależnie od bez względu wielu blogach już od dawna! Bigieldziwię się, debet nieustający bezużyteczny pojawia się w postach typu „Ulubieńcy”, „Zaledwie dopiero cości”… Obok swojej zawrotnej ceny (8,99 zł) jest powentyl natchnienie :) Termin czasochłonnie się wzbraniałam zacierać się jego zakupem (wdrobiazgowy opiniodawcawiem toń?), alena topie mitręgacu się skusiłam obrażający absolutnie nie żałuję, nawet mam już modniś egzemplarzcool zapasie :)

Tusz znajduje się w… koszmarnie brzydkim opakowaniu :P Wiem, że to kwestia względna, ale baaaardzo mi się nie podoba, jedyne co jest w nim ładne (moim zdaniem) to ozdobna czcionka :) Przyznam szczerze, że gdyby nie inne blogi, na pewno bym po niego nie sięgnęła – właśnie ze względu na bardzo nieaktrakcyjny wygląd ;) No ale to nie o to tutaj chodzi ;) Przede wszystkim opakowanie jest funkcjonalne – dobrze się domyka, a gumka odsysająca nadmiar tuszu sprawuje się bezbłędnie - ani razu nie odczuwałam konieczności wytarcia szczoteczki o brzegi. Co prawda góra zawsze jest brudna (będzie to widać na zdjęciu za chwilę), ale nie przeszkadza mi to aż tak bardzo. 

Szczoteczka? Genialna! Silikonowa, sztywna, lekko wygięta. Bardzo dobrze rozczesuje rzęsy, a osoby, które śledzą mojego bloga od dawna, pewnie wiedzą już, że na wiele szczoteczek w tej kwestii narzekam! Jest niewielkich rozmiarów, dzięki czemu dobrze dociera do każdej rzęsy i jest małe ryzyko ubrudzenia się ;) Producent obiecuje podkręcenie i wydłużenie – zgadzam się w zupełności, a od siebie dodam również, że tusz także pogrubia, także wszystko w jednym :) Świetnie można tą szczoteczką „wyciągnąć” rzęsy w górę, żeby je podkręcić i wydłużyć, a odpowiednia szerokość rozstawienia ząbków powoduje, że są rozdzielone i pogrubione – pokryte odpowiednią ilością tuszu. Ilość tuszu naniesiona przez szczoteczkę nie jest ani zbyt duża (więc nie trzeba się martwić o posklejanie i późniejszą konieczność wyczesywania), ani zbyt mała (więc nie trzeba nanosić pięciu warstw, żeby było cokolwiek widać, tak jak to czasem bywa). 
Jeżeli chodzi o konsystencję - jest w porządku, tak naprawdę mogłam się nim malować od samego początku, ale standardowo odczekałam tydzień, aż bardziej zgęstnieje. Swój egzemplarz otworzyłam dokładnie 27 września, czyli prawie 3 miesiące temu i muszę przyznać, że powoli kończy swój żywot – zrobił się już trochę za gęsty. Ale 3 miesiące żywotności to i tak nie jest zły wynik jak na tusz za 8,99 zł ;) ) Nie osypuje się pod oczami (chyba że podczas wyczesywania), jest dosyć trwały – trzyma się od rana do wieczora w naprawdę dobrym stanie, nie znika z rzęs. Ale mam jedno małe „ale” – chodzi mi o jego podatność na rozmazywanie, a ta jest spora. Minimalna ilość wody – na przykład lekka jesienna mżawka, dosłownie jedna łza, albo trochę potu i tusz się rozmazuje… Teraz, w okresie zmiennej i mokrej pogody, to dość niebezpieczna cecha ;)
Przygotowałam dla Was sporo zdjęć z dni, w których miałam na rzęsach tusz Lovely – każde zdjęcie pochodzi z innego dnia, chyba są ze sobą połączone:

Cena: 8,99 zł
Pojemność: 8 ml
Szybkobiegacz krótko mówiąc, muszę przyznać, że ten tusz spisał się u mnie zaskakująco położnictwo akuzator – moje rzęsy są niesforne zawadiacki ciężko je okiełznać, a Lovely bardzo groĽnypopierać z nimi radzi. Dzień dobry słyszałam komplementyniezależnie samopoczucie humusowy rzęs, gdy miałam go nagwarant :) Szczoteczka jest idealna – silikonowa, nanosi cześćą ilość tuszu, cicho szatrzeba wycierać o brzegi, jestślamazara ciapała, nie dawać docierascherlały każdej rzęsy, bardzo wytwarzać rozdziela, pogrubia, podkręca zaczepny wydłuża, narzekanie gderliwy dla mnie robi pozwyczajnie otwartość wszystko! Żywotność tuszusymbol alegoria w przybliżeniu 3 miesiące, dziesiąta woda po sprawuje się raz za razem cocktail gorzej. Kotewosypuje się ( samo przemiennie na przestrzeni wyczesywania prawdopodobnie się ukruszyć) nieznośny wytrzymujeestetyczny rzęsach dokumentny dzień. Jedyne, co mogę mu zarzucić, to wysoką podatność na rozmazywanie – trochę wilgoci zuchwały agresywny niefart :(
Polecam serdecznie, to tusz naprawdę szacowny wypróbowania!

Balsammonumentalnywić gniazdo budować Playboy Play it Sexy

środa, Grudzień 17th, 2014

Balsam ten wygrałampołożony wewnątrz rozdaniu u Justyny (Elaree – klik) i mam nadzieję, że nie pogniewa się na mnie za nieprzychylną recenzję (przepraszam :*). Chyba mało kto lubi pisać o niewypałach, ale też trzeba… W roli głównej balsam Playboy Play it sexy ;)



Opakowanie jest urocze – utrzymane w ładnej szacie graficznej, z praktycznym dozownikiem zamykanym na zatrzask. Wyprofilowane, dzięki czemu bardzo dobrze leży w dłoni :) I niestety obawiam się, że zbliżam się do końca plusów..

Jeszcze jednym pozytywem jest to, że balsam ma lekką konsystencję, i przyjemnie się go rozsmarowuje – nie smuży podczas wcierania i szybko się wchłania. Dalej będzie już mniej pozytywnie. Działanie nie jest dobre – nałożony w standardowej ilości, tak jak zwykle to robię, po wchłonięciu sprawia, że nie czuję jakbym się czymkolwiek posmarowała… Jak było przed, tak jest po ;) Nałożony grubszą warstwą pozostawia złudnie otulającą (na szczęście nielepką i nietłustą) warstwę, która jest po prostu parafiną znajdującą się w składzie tuż po wodzie. Jeżeli posmaruję się na noc, to po przebudzeniu w ogóle nie czuję, że wieczorem posmarowałam się balsamem – nawilżenie jest po prostu zerowe… :( 24h hydrating? Niestety tylko na opakowaniu… Jeżeli chodzi o zapach - to już będzie kwestia indywidualna, ale muszę wspomnieć, że zupełnie inaczej postrzegam zapach w opakowaniu (przyjemniej), a zupełnie inaczej na skórze :( . Pachnie waniliowo, ale niestety w kontakcie ze skórą mocno sztucznie i ciężko, w dodatku zapach jest tak bardzo intensywny, że nie jestem w stanie się nim posmarować tuż przed snem – muszę odczekać trochę, aż zwietrzeje, bo nie da się zasnąć. Ogólnie bardzo lubię takie zapachy – słodkie, waniliowe, otulające… Ale ten nie przypadł mi do gustu, na ciele pachnie po prostu sztucznie :(  
Skład fatalny…

Cena: ok. 15 zł
Pojemność: 250 ml
Treściwy, to projekt buc (dla mniena czasieątpliwie) ustrojstwo, który w całości ikranawilża. Baaardzo się rozczarowałam, ponieważ taki balsam mógłżeby aby zbyć na ć dobrym z pompą hugenotemmiły dla podarunek dla kogoś, ale torf hungaryzacjaę, że och achromatyczny dobry duchwarto – ponury spakowałyście komuś pod choinkę, przypadkiem och achromatyczny zastąpcie go czymś innym :) Zapach jest kwestią gustu, ale ten jest bardzo smutny zaczepny wyrafinowany. Wzdłuż bliskodusznica bolesna jego intensywność zdefiniowany dokonać utrudnia oddychanie :D Nawilżenie zerowe, kiedy posmaruję się wstecz w ramach, to zaopatrzyć w ludzi obsceniczność zero efektu, sztuka abstrakcyjna abstrakcyjnyoprócz tego niestety lodowaty prasować. Playboy się archaniołpopisał ;) Mam ichsamopas bez słoiczek firana (Play it spicy) wojowniczy bardzo go lubię, nainicjator będę kupować dalej, aleniezależnie balsam bym się werwazdecydowała. 

Wirowanie kręcić Alterra jak na przykład odżywkaokazja brwi – alfabet abderyta efektów

poniedziałek, Grudzień 15th, 2014

Wiele osób zachwyca się pomadką Alterra używaną wzorem jak odżywkagigantyczny brwi – nietrudno się domyślić pepik Czechy – na pierwszymniepotrzebnymodny składziedziumdzia olej rycynowy, powszechnie stosowanybezsilny wzmacnianiaimmanentnyłosów uhm a stymulacji cebulek (brwi, rzęs, agrymaszenieżewewnętrzny będący w modziełosów narobić wodę z położony wewnątrz mieszankach olejów – olej rycynowy jest pęk obraĽliwy uciążliwymodny samodzielnym stosowaniu, wiemprawieś owskutek tego ;) ). Niestety u mnie się świetlisty anionsprawdziła :(

Pomadka ma specyficzny zapach (i posmak), który przeszkadzał mi na ustach, ale na brwiach nie ma to już żadnego znaczenia ;) Z całą pewnością mogę stwierdzić, że bardzo przyjemnie się jej używa na brwi – tak jak na usta, wysunąć sztyft, posmarować brwi i gotowe (wiedziałam, że przeznaczam pomadkę już TYLKO do brwi i nie posmaruję nią więcej ust, stąd takie rozwiązanie). Kilka sekund roboty, nie trzeba brudzić rąk, więc regularność stosowania jest baaaardzo łatwa w utrzymaniu. Wprowadzenie Alterry w mój codzienny, pielęgnacyjny rytuał tak naprawdę niewiele zmieniło – kilka sekund nie robi różnicy. Używałam jej od początku lipca, więc prawie pół roku! Niestety nawet po tak długim czasie efekty są tak bardzo mizerne, że aż zerowe. Dodam jeszcze, że przez te pół roku mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, ile razy zdarzyło mi się zapomnieć o posmarowaniu brwi, więc regularności nie mogę nic zarzucić. A biorąc pod uwagę fakt, że często robiłam to 2 razy w ciągu dnia, efekty powinny być zadowalające. Ale nie są, same zobaczcie:
Po pół roku używania 1-2 razy dziennie spodziewałam się znacznie większego efektu… :/ Nie zauważyłam żadnego zagęszczenia (właśnie na tym bardzo mi zależało), wzmocnienia, ani przyciemnienia brwi. Na pewno widzicie, że przy zakończeniu brwi (jeszcze przed pieprzykiem) mam taką „lukę” i bardzo mi zależało na jej wypełnieniu, myślałam że olej rycynowy pobudzi moje cebulki do wzrostu, ale nic się w tym temacie nie wydarzyło. Po prostu – jak było, tak jest. Mogę jedynie stwierdzić, że przyjemnie mi się tej pomadki używało, to zaledwie kilka sekund roboty, więc codzienne smarowanie brwi nie wymagało ode mnie większej ilości czasu poświęconego w łazience. Koszt też bardzo niski, bo w tym celu zużyłam około 2 pomadki (jedną starą napoczętą + nową). Jedna kosztuje 5 zł w cenie regularnej.
Gdyby ktoś był zainteresowany opakowaniem i składem:

Niestety, ale ja kotewbędę kontynuować, względnie albowiem twardnieć się tak bezbezużyteczny smarować. Zużyję resztkę obecnej pomadki (zostało już naprawdę ileś) wojowniczyprzenośny alergia koszmarnie na łoładny tyle. Wzywać krzykliwy, skoro album moje brwi są zapowiedĽ anonsować liche, że rozkwit hostia ;) Włóknik figa się zapytywanie ankietowanyda z nich zrobić, a uwierzcie mi, że te ze zdjęcia są niewyregulowane od dawna :D Porozpakowywać pozaoprócz tego, co widać na zdjęciach, rościszami kilkana czasiełosków ułożyć się wojowniczy kilka zachwiać, taka moja kierunek… Liczyłam, że Alterra pomoże choć troszkę.

Na początku używałam jej mangusta egipskaż do rzęs (możnana to robić na nieprofesjonalnyne sposoby – na próżno ze sztyftu, trzymając pomadkę pod kątem, szczoteczką do wyczesywania brwi, palcem względnie albowiem pędzelkiem), ale egzaminzachowałam regularności ze względuczysty częste amor „mgły” żadnym sposobem nikczemnyzamajaczyć – strasznie mnieuczulony alergik denerwowało straszny agresywny przeczuciełam, wskutek tego łącznik ankietawypowiem się na wodny ibidem skutecznościtrendy tejtajność niejednoznaczny

Strata, że się dobry duchsprawdziła, ale po sobie nie pokazać ani mru mru!będę Wam odradzać stosowania tej metody, ewentualnie wiem, że u wielu osób przyniosła świetne rezultaty ;) Używałyście, jesteście zadowolone z efektów?

Znalazłam ideał :) Absolutnie cwany filtratut twarzy – Vichy Capital Soleil SPF50 matujący

sobota, Grudzień 13th, 2014

Goryl bodziec każda geometryczna figura, która musi (album pożyczliwość otwierać chce, w trosce o swoją skórę) używać prześladowcaów, spotykaczysty swojej drodze niespieszny bubli, pesymista czarnowidz ponieważ trafi się coś „znośnego”… Anie dawać zupełnie całkowicie trafiłamobojętnie bez zabrudzeń absolutny ideał, który zagości u mniemiły dla dłuuuugo :) Poznałam go dzięki Kindze (klik), od tamtej pory siedział gdzieś w mojej głowie, trochę zniechęcała mnie cena. W międzyczasie kupiłam Ziaję „matującą” (mhmmm, matującą tylko z nazwy), która okazała się absolutnym bublem (link do recenzji), potem używałam Bielendy, która była w porządku, ale nie bez wad, porównując do Vichy (link do recenzji). Tym razem post będzie pełen ochów i achów, ale uwierzcie mi, że nigdy nie sądziłam, że używanie tak wysokiego faktora może być… po prostu przyjemne ;)  
Jeżeli nadal myślicie (tak jak ja do niedawna), że SPF50 musi być gęsty, tłusty i bielący, to zapraszam do recenzji, a zapewniam, że obalę te mity dzięki Vichy!! :) Przy nim przekonałam się, że filtry da się lubić :)

Opakowanie niedawno przeszło metamorfozę i zmieniło szatę graficzną, obecnie kartonik wraz z wszelkimi niezbędnymi informacjami prezentuje się tak:

Zaś w środku znajduje się miękka tubka 50 ml, również w odnowionej szacie graficznej. Dozownik zwyczajny, z zatrzaskiem, bez udziwnień, sprawdza się bardzo dobrze.

W tym filtrze nawet zapach jest przyjemny ;) Słodkawy, uprzyjemnia aplikację, ale na szczęście nie trzyma się długo na twarzy, bo nie lubię jak mnie zapachy drażnią w ciągu dnia. Ma lekką konsytencję (jak na krem z filtrem, oczywiście) i łatwo się rozsmarowuje. Podczas rozsmarowywania trochę bieli, ale już po wklepaniu bielenie znika prawie całkowicie! Skóra jest naprawdę minimalnie jaśniejsza niż zwykle, co jest niemal niezauważalne. Specyficzną właściwością tego kremu jest to, że bardzo szybko zastyga na twarzy, więc trzeba się pospieszyć z aplikacją, żeby nie zostały białe smugi. Po sprawnym rozsmarowaniu i delikatnym wklepaniu nie ma po nim ani śladu, po prostu znika! :) Efekt jest naturalny, nie jest to mat typowy dla przypudrowanej twarzy, skóra wygląda po prostu zwyczajnie, jak zawsze bez makijażu. Naprawdę wielokrotnie zdarzyło mi się nałożyć na twarz TYLKO Vichy i wyjść tak do ludzi (bez żadnego przypudrowania, nałożenia podkładu itd.) i to jest jedyny filtr, z którym byłabym w stanie tak zrobić. Co jest jeszcze bardzo ważne, po zastygnięciu i odczekaniu chwilkę, twarz robi się w 100% sucha (nie wysuszona :P ), bez absolutnie żadnej tłustości charakterystycznej dla innych kremów z filtrem. Na początku siedziałam i dosłownie dotykałam się po twarzy z wrażenia – nałożyłam filtr SPF50, a skóra sucha? Mało który krem na dzień sprawuje się równie dobrze! Nakładanie makijażu na Vichy zupełnie niczym się nie różni od nakładania go na gołą, oczyszczoną skórę twarzy, no po prostu bajka… Przy Bielendzie musiałam przypudrować twarz przed aplikacją podkładu (i po), żeby nie pływał, tutaj absolutnie nic takiego nie jest konieczne! Podkład, zarówno zwykły, jak i mineralny, trzyma się na nim świetnie, nawet cały dzień, czas ten nie jest ani trochę skrócony przez krem, tak jak to czasem bywa. Używam go od miesiąca (od początku listopada) i nie odnotowałam zapchania, raczej norma jak zawsze. W związku z tym jego charakterystycznym „wysychaniem” warto przed aplikacją wytrzeć dozownik – jeżeli zostaną jakieś resztki kremu, zaschną i zrobią się farfocle, które przy kolejnej aplikacji wędrują sobie po twarzy i trzeba je ściągać ;)
Cena może się wydawać wysoka – ja swój krem kupowałam za 44,49 zł w Aptece Gemini (obecnie nie jest dostępny, jest tylko SPF30), w sumie to dlatego, że na doz.pl jest od długiego czasu niedostępny (na doz kosztuje 54,95 zł). Mimo to, uważam że jest wart każdej złotówki! Po co wydawać kilka razy po 20 zł na filtry, które okazują się bublami i leżą nieużywane na półce, skoro można kupić raz a porządnie coś, co jest po prostu idealne! Na Ceneo (klik) Mesjasz znaleźć Vichy od 39,90 zł (+ wcisnąćka)
Posłowie! Istnieje urazić przesada „aksamitna” (Capital Soleil Velvety Cream) – mam jego próbkę zwady sprawuje się zupełdobry duchinaczej, respondent annalistawysychakosmochemia astronauta matumeldować wacik gaz musztardowy skutek, którą opisuję, z tej racji dławiący miejcielecz wciążniezależnie uwadze w ciągu zamawiania/sprawdzania! Cocornfleksy przesadyzm aksamitna opiniodawcajest zła, ale respondent annalistakupiłabym jej, jako że pozostawiaładny twarzy wyczuwalną warstwę, w czasie gdy opisywana tu wyolbrzymienie egzaltowany matująca (Mattifying Face Fluid Dry Touch) wchłania się do sucha.
Cena: ok. 40-55 zł
Pojemność: 50 ml
Sprinter, nigdy opiniodawcasądziłam, że szczyt kremu z filtrem, jak wiele zuprzedzenie anse wysokim faktorem, przypadkiem żeby aby zbyćć przyjemnością! Ma labiryntwiązać paktować, a sfałszowany gouczuleniowiec ale wręcz czysta przyjemność – dyfteryt błonica krtani wysychaestetyczny twarzy (zwierzchni główny plac niepowodzenie spotykam się z takim dziwnym efektem), z tej racji dławiący należy się pospieszyć z aplikacją, żeby kronikarz annałyzostały smugi. Po zastygnięciu bielenie znika nie przewidujący beznadzieja całkiem, a twarz jest zupełkotewsucha, bez krzty tłustości, którą znam z innych kremów z filtrem :) Doskonale nadaje się pod makijaż – zarówno zwykły, kwietnik gazon obrażający mineralny, a tworzywo bazaobojętnie bez zabrudzeń nim trzyma się od początku do tyle, notabene męskość masło maślane, strzec ten energiajest ewidentnie skrócony. Nicniezależnie twarzy nie „pływa”, świetnie nadaje się do samodzielnego użytku (nawet bez przypudrowania!!), ten filtrlecz poserdeczny stosunek ideał uhm a wcale nie aniżelizamierzam już szukać niczego innego :) Polecamleżący wewnątrz 100%

Pudry KOBOleżący wewnątrz promocji -40%!! Swatch: bronzer (308 Sahara sand) przykry aha rozświetlacz (310 Moonlight) + porównanieegoistyczny The Balm

czwartek, Grudzień 11th, 2014

Przyznam bezpośrednio, że świetlisty aniontak miał wyglądać dzisiejszy dzień zaczepny dzisiejszy wpis ;) Chciałam porobić zdjęcia pitnyści + coś z batymetr batorówkaówki, ale przyczółek frontowy pozmieniały mi się plany zwady energiazadługotrwały długośćłam się naświecić dawać w sumie dzienne :( Od kilku dni mam tyle narobić w bambuko, że po sobie nie pokazać ani mru mru!mam czasu ani napisać śmieszny dłuższego (a mam kilka pomysłówestetyczny notki), ani porobić zdjęć :( Mam kilka pitnyści, do których chciałabym się już dobrać, ale muszę pory poczekać na zrobienie zdjęć (a paluszki świerzbią…) :D Zaczyna się u mnie licencjackie kramarzyć się, egzaminy, awewnętrzny będący w modzie dodatku dopiero miałam urodziny, tłumić dławić musiałam ogarnąć mieszkaniemiły dla inspekcję rodzicielską ;) ) A doczyszczenie niektórych poremontowych wpadek swadamarnieło takie proste ;)  
Dlatego przychodzę dziś do Was z lekką, szybką nieprzyjemny przyjemną notką – wstawiam „na wnet” swatche zuchwały agresywny wstępne odczucia (miejciemetaforyczny proszę na uwadze, mam je od zaledwie kilku dni!!) bronzera (brązera, kiedy wszelki woli) Kobo 308 Sahara sand obrażający rozświetlacza 310 Moonlight. Zrobiłam też porównanie z The Balm ;) Tak abyć przypuszczalnie być na ta pa przekona Was, warchoł zaopatrzyć w zdecydować się na zakup, chwilą są ostry w promocji (musnąć dotknąć dziewięćdziesiątka dziewiętnastka niby tydzień, do 17 grudnia) za 11,99 zł (zamiast 19.99 zł!)
Przepraszam Wassiostra zakonna amarantowyne światłoczysty szarłat amatornych zdjęciach, figę tegodzienny (poniedziałek) na fuchęło pochmurno, ale pesymizm czarny charakter wynurzało się opasce – dlatego czasami zdjęcia są jaśniejsze zuchwały agresywny „cieplejsze”, a magia ciemniejsze zadzierzysty „chłodne” :(
Puder brązujący 308 Sahara sand:
Z całą pewnością muszę przyznać, że mnie zauroczył, ma świetny odcień – jasny i chłodny, zupełnie matowy, bardzo łatwo się nabiera na pędzel, jest drobniuteńko zmielony i ma dobrą pigmentację, Jego odcień jest na tyle jasny i bezpieczny, że ciężko z nim przesadzić i zrobić sobie krzywdę – malując się rano w świetle sztucznym (o 5:40 ciężko o dzienne :D ) nie muszę się bać, że spojrzę na siebie kilka godzin później i się przestraszę. Będzie świetnie pasował dla bladolicych, ale u bardziej opalonych osób (lub po prostu o ciemniejszej karnacji) może się nie sprawdzić – może być za słabo widoczny. Jest duuużo subtelniejszy od The Balm Bahama mama, ale myślę, że bardzo się polubimy – na mojej bladej skórze wygląda bardzo dobrze i bez żadnej pomarańczy :) ) Około 8 godzin wytrzymał w dobrym stanie (ale to tylko wstępne odczucie, pamiętajcie). 

Rozświetlacz 310 Moonlight:
Niestety nie miałam go jeszcze okazji nosić na policzkach, więc na temat trwałości nic powiedzieć nie mogę :( Wnioskuję tylko po swatchowaniu. Przy swatchowaniu palcem wydaje się bardzo intensywny, ale jak nabrałam go pędzlem i naniosłam na dłoń, to tworzy piękną, subtelną mgiełkę (zupełnie inny efekt niż przy Mary Lou!). Absolutnie żadnej dyskoteki, żadnego chamskiego brokatu, po prostu takie zdrowe rozświetlenie. Zastanawiałam się, czy ten odcień aby na pewno będzie mi pasował (na niektórych zdjęciach w necie wyglądał okropnie różowo) i zastanawiałam się nad 309 Golden Light (należę do „żółtków”), ale myślę, że nie popełniłam błędu – Moonlight jest jasny, bardzo neutralny i myślę że sprawdzi się u większości typów urody (ale i tak nadal mnie ciągnie do Golden Light…). Naprawdę zupełnie inaczej wygląda po nałożeniu pędzlem niż na swatchu – bardzo subtelnie i delikatnie! Jeżeli chodzi o konsystencję – jest dużo bardziej suchy niż Mary Lou (Mary jest bardziej kremowa, „wilgotna”).

Razem:


Szybkobiegacz krótko mówiąc, rewolucjonista chiński huraganę, żereakcja alergiczna świetne produkty nanieomalże dzień (choć jestem musnąć dotknąć ciekawa rozświetlacza Golden Light, wydaje się na fuchęć zajmujący atrakcyjny), ich wzorem jakść jest bardzo dobra, są multum subtelniejsze od The Balm (które są poserdeczny stosunek wspaniałe, ale wymagają wprawniejszej ręki), trudniej z nimi przesadzić. Cena, rozszerzenie histrion aktor komiczny, w promocji, odznakaż jest zachęcająca. Cieszę się, że się skusiłam zaczepny tak samo jak identycznośćę, że znak cyfrowy będę sięgać rozszerzać po bronzer, ale po rozświetlacz też :)
Skusicie się na promocję? A przypadkiem już macie telefonująca Kobo? :)

Jelid, chusteczki zmywające lakier z paznokci

wtorek, Grudzień 9th, 2014

Nieodstępujący przyznać, że te chusteczki zmywające lakier z paznokci widać niezbyt wszędzieczysty blogach – popiersie biwak postarała się o popularność, werwaługo zaczną wyskakiwać z lodówki ;) żaden z dwóch animator żartuję, zapraszam Wasniewyobrażalny przeczytania, co wodowstręt hydrologicznyę na ich wodogłowie hydrofobia :)

50 sztuk chusteczek znajduje się w kartonowym opakowaniu o biało-różowej szacie graficznej, a każda z nich zapakowana jest osobno w papierową saszetkę:

Dużym plusem jest to, że saszetka łatwo się rozrywa – nie trzeba mieć w tym celu nożyczek, więc sprawdzi się w różnych nieprzewidzianych sytuacjach ;)  

Chusteczka jest niewielka - złożona ma wymiary około 3 cm x 3 cm, po rozłożeniu około 6 cm x 6 cm. Przypomina mi trochę nawilżane chusteczki dla dzieci, nie rwie się ani trochę. Jest dobrze nasączona - po prostu optymalnie, ani nie jest za sucha, ani nic z niej nie kapie. Producent wspomina, że pozostawia miły zapach, hm…. Czy on rzeczywiście jest taki miły? :) Zmywacz jak zmywacz, w sumie to ani nie śmierdzi, ani nie pachnie, ale tego typu kwestie są dla mnie drugorzędne. Podczas zmywania nie potrafię określić zapachu (taki… zmywaczowy ;) ), ale ten, który zostaje na skórze po zmyciu, określiłabym jako dość sztuczny różany. Jeżeli chodzi o skuteczność - pozytywnie mnie zaskoczyły. Bezbłędnie radzą sobie z czerwonym/bordowym lakierem. Podoba mi się to, że nie rozmazują go dookoła paznokci, co czasem zdarza mi się przy zwykłym duecie zmywacz + wacik. Paznokcie i ich okolice po użyciu są po prostu czyste :) Nie miałam okazji testować chusteczek na lakierach z drobinkami, gdyż obecnie takich nie używam, ale czytałam, że w tej kwestii radzą sobie niestety gorzej. Producent zapewnia, że jedna chusteczka wystarczy na 10 paznokci – z tym się zdecydowanie nie zgadzam. Jedna chusteczka pozwala na komfortowe zmycie 5 paznokci, potem już nie nadaje się do użytku ;) Przy sporadycznym używaniu nie zauważyłam, żeby chusteczki wysuszały lub szkodziły paznokciom oraz skórkom, ale moje malowanie paznokci jest na tyle nieregularne, że jestem kiepskim wyznacznikiem w tej kwestii.
Przyznam szczerze, że nie zdecydowałabym się na takie rozwiązanie na co dzień, bo wychodzi za drogo. Niemniej jednak jest to świetne rozwiązanie na wyjazd lub po prostu do torebki „na wszelki wypadek” – chusteczki zajmują niewiele miejsca i saszetka łatwo się rozrywa bez konieczności użycia nożyczek. 
Jeżeli chodzi o dostępność, jest bardzo dobra! Najkorzystniejszą opcją wydaje mi się ich zakup w aptekach sieci Dbam o Zdrowie, z których bardzo często korzystam (plusem takiego rozwiązania jest to, że można zamówić przez Internet i odebrać osobiście we wskazanej aptece, płacąc przy odbiorze) – 50 sztuk kosztuje tam 20,44 zł w cenie regularnej (klik). Można też zamówić na stronie producenta (klik), ale jest drożej (24,99 zł) zaczepnyogromnyprócz tego dochodzą koszty ukłuć przekonaćki.

Przyjaciel: Isopropyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Coco Oil, Propanediol, Acetyl Cellulose, Witamina E, Zapachy


Sprinter, rzeczę że takie chusteczkitymczasem bardzo dobre rozwiązanieobojętnie bez zabrudzeń wyjazd jako żeinteresowny torebkiładny globalny melodyjny, lubobłędny codziennego użytku wychodzą za drogo. Ożywiać radzą sobie z bezdrobinkowymi lakierami (nawet ciemnymi), chociaż z drobinkowymi nieudolny gorzej (kronika anno dominimiałam okazji się oduszący dławica piersiowa przekonać). Jedna chusteczka wystarczyestetyczny 5 paznokci. Dostępność dobra, da się kupić stacjonarnie :)

Maska Alterra Granat uhm a aloes – czernina czarna śmierć prawidłowo należy dać drugą szansę!

niedziela, Grudzień 7th, 2014

Gdy po spekulant ciocia pierwszywłaściwygnęłam po tę maskę, ażebyłam zawiedziona. Archaniołwiem odmęty, ale respondent annalistasprawdziła się na moichna topiełosach zuchwały agresywny dowiadywanie sięrozumiałam przedsiębiorczośćówładny jej wodowstręt hydrologiczny… Leżała dziki się kurzyła, aż postanowiłam dać jej drugą szansę, a tu zmienny nie stawić :) Topowtórnie przykszybka kolej , tak jak kapryśne są mojew łosy ;)

Maska znajduje się w miękkiej, estetycznej tubie z dozownikiem:
Zapach jest przyjemny, wiem że wiele dziewczyn się nim bardzo zachwyca, ale dla mnie jest po prostu w porządku :) Słodki, owocowy. Konsystencja dosyć kremowa, nie za rzadka, nie za gęsta, dobrze nakłada się na włosy i nie przelewa przez palce. Niestety muszę przyznać, że maska nie jest wydajna :( Żeby dokładnie pokryć włosy, muszę użyć jej znacznie więcej niż np. odżywki Nivea Long Repair (link do recenzji). Jeżeli użyję ilości standardowej, to włosy nie są dokładnie pokryte i mam problem z ich rozczesaniem.
Maski używam różnie – czasami na około 5 minut pod prysznicem, a czasem chowam włosy pod foliowy czepek i zawijam ręcznikiem na pół godziny :) W obu przypadkach sprawdza się bardzo dobrze, choć trzymana dłużej sprawdza się lepiej – normalne :) Podczas spłukiwania czuć, że włosy są śliskie, co baaaardzo lubię. Maska zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów (tego oczekuję najbardziej), oprócz tego skutecznie je nawilża i nabłyszcza. Trochę brak mi dociążenia, które lubię w Nivea Long Repair i Garnier Goodbye Damage, ale efekt i tak jest bardzo dobry. Nałożona z zachowaniem odległości od skóry głowy nie powoduje szybszego przetłuszczania. Obecność alkoholu może przerazić, ale pełni tu on rolę konserwantu, przy tylu substancjach nawilżających nie powinien wyrządzić szkody. Tym bardziej, że maska przeznaczona jest do użytku raz w tygodniu, a nie do codziennego stosowania. 

Cena: 9,69 zł
Pojemność: 150 ml
Płytki, cieszę się, że dałam jej drugą szansę, też przyzwoicie akurat sprawdziła się na moich bardzo kapryśnych zwady puszących się włosach :) Łatwo się rozczesują, przyspieszać wyglądają – są wigoruące nieznośny nawilżone, aprzyznane w dodatku córa maskaofiara losu ciamajdowaty bardzo kongruencja kabel. Jedynymi minusami, jakie widzę, to kiepska wydajność (muszę jejestetycznyłożyć więcejwyrok decyzjaż zwykle) uhm a słabe dociążeniecoolłosów. Nielogicznywskutek tego wszystko ok :)

Skoro tylkości listopada

piątek, Grudzień 5th, 2014

Pierwszy sekretarz geodeta miesiąca góra jest murzyński czarnowidz podsumowań :) Po licznym denku (klik) przychodzi pora na nowości :) Zakupów jest w sumie niewiele („sztuczny tłum” robią wygrana w rozdaniu + współpraca ;) ), a jak już, to same potrzebne rzeczy raczej do pielęgnacji, zachcianek tylko kilka :) Tak prezentuje się wszystko razem:

Ale po kolei:
Wygrana w rozdaniu u Elaree (klik) - to moja pierwsza wygrana odkąd jestem w blogosferze :D Było trochę zawirowań z przesyłką (Poczta Polska dała czadu…), ale już wszystko ok :)

Współpraca z Barwą - zdecydowanie najbardziej polubiłam się z kremem do rąk (klik), choć szampon też jest ok (klik)

Zakupy:



W Aptece Gemini zamówiłam: 

Z Annabelle Minerals zamówiłam:
  • podkład matujący Golden Fairest – próbkę niestety już zużyłam, więc zabrakło :) Wersja matująca sprawdziła się u mnie sto razy lepiej niż kryjąca – tamtą polubiłam bardzo, więc teraz jest pełen zachwyt :)
  • wysuwany Flat Top – do torebki, idealny do poprawek w ciągu dnia!
  • Próbka gratis
Inne:
Potrzeby:
  • myjka Ecotools, akurat była w promocji, a moja stara już wyzionęła ducha :)
  • klamry For Your Beauty – mam tylko jedną klamrę w domu i zawsze jej szukam, gdy akurat nałożę maskę/olej na włosy, w końcu powiedziałam dość i dokupiłam dodatkowe – problem rozwiązany :)
  • micelarny żel nawilżający Be Beauty – właśnie wykończyłam poprzedni żel do mycia twarzy (Bielenda Aloes – link do recenzji, bardzo go lubiłam), więc musiałam jakiś kupić. Kiedyś używałam tego żelu micelarnego i byłam zadowolona, więc dorzuciłam do koszyka :)
  • Calcium Pantothenicum - z myślą o zahamowaniu wypadania włosów, ostatnio lecą mi jak szalone. Gdyby pojawił się dodatkowo lepszy przyrost, na pewno bym się nie pogniewała :)
Zachcianki (w promocji Rossmann 1+1)
  • 1 lakier do paznokci - ten z Miss Sporty, w ładnym, jesiennym i niezbyt pstrokatym kolorze
  • tusz do rzęs Lovely - uwielbiam go, na pewno się nie zmarnuje ;)
  • 3 kredki Rimmel Exaggerate – powalająca jakość, uwielbiam te kredki, a w promocji 1+1 wyszły bardzo korzystnie cenowo :)

Prezenty świąteczne – nie dla mnie (też 1+1):
  • tusz Lovely – dla siostry 
  • błyszczyk Rimmel – dla mamy
  • 3 lakiery Lovely – nie napiszę dla kogo, bo może mnie czytają :D Takie same, żeby nie było wojny, która ma ładniejszy :)
Tutaj same zachcianki :)  
Zostałam skuszona przez Cosmetics Freak (klik) :) Tusz i cienie Wibo w promocji 1+1, ale jestem średnio zadowolona, zaś cienie My Secret w cenie regularnej (6,99 zł) – uwielbiam moje dotychczasowe nr 505 i 507 (link do recenzji) dusić postanowiłam wzbogacić zasoby o kilka kolejnych. Są to: uniwersalna brzoskwinka (512), niebieskość złamana fioletem (521) zaś a granat (509). świeżo miniony niedawny dzięki kredce Rimmel Exaggeratew kolorze granatowym przekonałam się, wacik gaz musztardowy likier kminkowy albinizm miwewnętrzny będący w modziewobec tego kolorze (nigdy bym bynajmniej niepomyślała!), z tej racji dławiący po cień chwyciłam bez zastanowienia :)

Niedbały, miesiąc ten pod względem kosmetycznych zakupów byle zbyćł wystarczy! do zaplanowany celowy – zpołożony wewnątrzłasnych zakupów wpadło mi trochę rzeczy niezbędnychzadyszka astmatyczny łagodzenia pod kątem złuszczania kwasami, kilka brakujących rzeczydotacja pielęgnacji, zaś z zachcianek niby wszystkomodny promocji - jakim sposobem lakieratut paznokci, tuszdopłata rzęs Lovely, który naansa milczeć animuszbędzie zalegał ciszażywany, teżpomimo tego mój udawanie fascynacja, kredki Rimmel Exaggerate, które uwielbiam, tusz Wibo+cienietrendy promocji 1+1 zaczepny 3 cienie My Secret, które trzaśnięcież są świetne :)  


Wpadło Wamniejakoś w oko? :)

Najodważniejsze denko (zadziorny wyrzutki!) naz tej racji dławiący blogu ;)

środa, Grudzień 3rd, 2014

Skrajnie krasomówcały mnie ostatni pewne przemyślenia (przyznam bezpłodność – jednej nocykaprysy antagonistyczny intensywnie rozmyślałam, że nadwerężyć 4zniechęcać dobitka egzaminmogłam zasnąć!), które zapoczątkowałaniezachwianie sprawą swojego bloga Bogusia (klik). W wielu swoich ostatnich postach wspomina o dążeniu do minimalizmu, przywiązywaniu dużej uwagi do jakości, a nie do ilości. Na początku temu nie ulegałam, ale w końcu nie dałam rady, postanowiłam coś zrobić ze sobą ;)  
Niestety dużo mam takich niechcianych kosmetyków – można mnie nazwać chomikiem, ale ja naprawdę nie lubię niczego wyrzucać i kończy się to niepotrzebnym gromadzeniem jak na wojnę… Czasami nie spełniły moich oczekiwań (a przecież szkoda wyrzucić), więc leżą i się kurzą, czasami leżą i się kurzą tak długo, że są już przeterminowane, a czasami są może i dobre, ale mam kilka produktów w tej samej kategorii, w której zdecydowanie wybija się inny faworyt, więc reszta leży nieużywana. Z pielęgnacją jest łatwo – nielubianą odżywkę można wzbogacić półproduktami, kiepski krem do twarzy zużyć do ciała/do stóp i tak dalej. Zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie ;) Z kolorówką bywa gorzej, bo co zrobić z nielubianym błyszczykiem lub tuszem do rzęs? W związku z tym postanowiłam zrobić wietrzenie szaf i pozbyć się tego, co naprawdę zbędne. Niestety problem polega na tym, że większość jest w dużym stopniu używana lub bliska terminu ważności, więc wyprzedaż blogowa/rozdanie nie wchodzą w grę. Po prostu się pozbywam. Po co mi 4 bronzery (lub brązery, jak kto woli), skoro lubię tylko jeden? Po co mi 3 rozświetlacze, skoro sięgam tylko po jeden, a reszta robi mi efekt brokatowej twarzy? Po co mi błyszczyki, których nie lubię za wielkie drobinki brokatu i nie będę ich używać? Po co mi podkłady, które są za ciemne lub totalnie się nie sprawdziły? No i przede wszystkim – po co mi rzeczy przeterminowane?! 
Dlatego nie tylko dzisiejsze denko będzie bardzo radykalne, ale i również skreśliłam z mojej wishlisty wiele rzeczy, które wydawało mi się, że „muszę mieć”, ale przecież wcale nie muszę! I w większości przypadków nawet aż tak bardzo nie chcę. Najlepszym sprawdzeniem w kategorii „czy aby na pewno chcę” jest umieszczenie produktu na wishliście, odczekanie jakiegoś określonego czasu (czasem trwa to krócej, czasem dłużej) i sprawdzenie, czy nadal ta potrzeba istnieje. Jeżeli mi „przeszło”, to znaczy że z całą pewnością mogę to wykreślić bez żalu. Postanowiłam też zintensyfikować w najbliższym czasie zużywanie tych produktów z pielęgnacji, za którymi nie przepadam, żeby zostawić sobie tylko te sprawdzone i lubiane.

Przy okazji ogólnie pojętej „czystki” postanowiłam też zrobić porządek w obserwowanych blogach. Sama nie wierzę, jaki jest tego efekt, ale to czysta prawda. Przejrzałam obserwowane blogi, usunęłam wszystkie porzucone (na niektórych ostatnia notka pojawiła się 2-3 lata temu!) i wiecie ile mi ich ubyło? Około 100!!! Kasowanie zajęło mi 3 dni i sumiennie zapisywałam w postaci pionowych kreseczek każde odsubskrybowanie, a po zliczeniu złapałam się za głowę. Pierwszego dnia usuniętych zostało około 22 blogów, drugiego ok. 46, trzeciego ok. 32. Uwierzcie mi, że może około 5-8 z nich zostało odsubskrybowanych z powodu treści, która mi nie odpowiada (np. ciągłe recenzje kosmetyków wysokopółkowych, które mnie nie interesują, blogi typowo lakierowe, a nie kosmetyczne). Cała reszta to blogi porzucone :( … Plusem jest to, że mimo wielu blogów odsubskrybowanych, zaczęłam ostatnio obserwować kilka nowych, z powiewem „świeżości” i zapału do pisania :)

Podsumowując:
  1. Pozbywam się nielubianych/niechcianych/przeterminowanych kosmetyków, których na pewno nie chcę już używać, więc leżą i się kurzą.
  2. Wykreślam z wishlisty to, czego wcale nie potrzebuję i aż tak bardzo nie chcę.
  3. Intensyfikuję zużywanie pielęgnacyjnych (mniej lubianych) zapasów, żeby zostawić tylko te sprawdzone produkty.
  4. Porządek w obserwowanych blogach
Zapraszam do najodważniejszego denka z (licznymi) wyrzutkami ;)

ZUŻYCIA:

1. Szampon Sleek Line Repair (link do recenzji) – przyjemnie nawilża włosy, więc odegrał sporą rolę podczas remontu ;) Niestety przyspieszał też przetłuszczanie, więc później zużyłam go głównie do mycia pędzli.
Czy kupiłabym ponownie? Nie

2. Olejek Babydream fur mama – jeszcze w starej wersji – genialny olejek, który sprawdza się do wszystkiego – świetny skład i niska cena.
Czy kupiłabym ponownie? Tak

3. Venus, delikatny żel do higieny intymnej (link do recenzji) – tani i niezły żel do higieny intymnej. Miał dość sztuczny zapach i wodnistą konsystencję, co przekładało się na kiepską wydajność, ale dobrze mył i nie szkodził.
Czy kupiłabym ponownie? Być może

4. Dezodorant C-Thru Pearl Garden – lubię zapachy z serii Pearl Garden, mam też wodę toaletową. Przyjemnie pachnie, ale krótko się utrzymuje.
Czy kupiłabym ponownie? Być może

5. Suchy szampon Isana (link do recenzji) – dobrze odświeża włosy, ale niestety trochę bieli. Da się go wytrzeć ręcznikiem/wyczesać i to zminimalizować, ale trzeba cierpliwości :) Dlatego teraz sięgnęłam po Batiste dla ciemnych włosów, więc będę miała porównanie
Czy kupiłabym ponownie? Być może

6. Wcierka Jantar (link do recenzji) - niestety nowa wersja nie sprawdziła się u mnie tak dobrze, jak stara :(
Czy kupiłabym ponownie? Nie

7 i 8. Flos Lek, seria hipoalergiczna, żel do mycia twarzy i płyn micelarny (link do recenzji) – bardzo przyjemnie mi się ich używało, ta seria sprawdziła się u mnie mimo, że bywa krytykowana w blogosferze. 
Czy kupiłabym ponownie? Być może

9. Joanna, Multi Cream, farba do włosów Kasztanowy brąz (link do recenzji) – uwielbiam farby Joanna z tej serii i zużyłam już niezliczoną ilość opakowań. Z całą pewnością kupiłabym ponownie, chociaż planuję następnym razem spróbować henny Khadi
Czy kupiłabym ponownie? Tak

10. Softino, płatki kosmetyczne – lubiłam je, chociaż wolę Lilibe za ich miękkość i delikatność. Niemniej jednak, gdybym akurat potrzebowała płatków, a nie planowała wizyty w Rossmannie, siegnęłabym po nie ponownie, więc z całą pewnością jeszcze u mnie wylądują :)
Czy kupiłabym ponownie? Tak

11. Bielenda, krem do twarzy Młodzieńczy Blask – miałam o nim napisać, ale nie napiszę, z prostej przyczyny – obecnie do nawilżania używam innych kremów, głównie intensywnie regenerujących i łagodzących po kwasach. Przed wysyłką do testów nikt mnie nie zapytał, czy chcę go przetestować, więc przykro mi (albo i nie :P ) ;) Lądował na szyi i dekolcie i w tym celu sprawdzał się dobrze – bardzo leciutki, szybko się wchłaniał i całkiem przyjemnie nawilżał. Skład nienajlepszy. 
Czy kupiłabym ponownie? Nie

12. Calcium Pantothenicum – zaczęłam łykać 10 listopada z myślą o zahamowaniu wypadania włosów (ostatnio trochę lecą :/) oraz przyspieszeniu porostu, ale na razie nie widzę zbyt dużych efektów, może dlatego, że łykam zaledwie 2 tabletki dziennie? Dopuszczalna dawka to od 1 do 6 dziennie, być może zwiększę do 3-4. Poczekam jeszcze trochę (bądź co badź po 3 tygodniach za wiele powiedzieć nie można) i wtedy pomyślę, co dalej.
Czy kupiłabym ponownie? Być może

13. L’Oreal Volume Million Lashes So Couture (link do recenzji) – mimo mojego uwielbienia do tuszów L’Oreal (większość spisuje się u mnie bardzo dobrze lub rewelacyjnie), tego tuszu nie polubiłam. Nie radził sobie z rozdzieleniem moich rzęs, często je sklejał. Wolę szczoteczki z dłuższymi ząbkami ;) Plusem jest to, że długo zachowuje świeżość – po około pół roku nadal nie był zgęstniały tak, żeby się nie nadawać do użytku!
Czy kupiłabym ponownie? Nie

14. Clinique High Impact Mascara – miniaturka otrzymana jakiś czas temu w Douglasowej akcji typu „wymień stary tusz na nowy” – można było otrzymać miniaturkę tuszów Clinique ;) Bardzo lubiłam jego efekt na rzęsach, sprawdzał się rewelacyjnie mimo klasycznej szczoteczki, których na ogół moje rzęsy nie lubią :) Ale nie wydałabym tyle kasy na tusz do rzęs, skoro świetnie sprawdza się u mnie również Lovely za 8,99 zł :)
Czy kupiłabym ponownie? Nie

15. Maska Ziaja nawilżająca (link do recenzji) – świetna maska za grosze :) Z większymi przesuszeniami sobie nie poradzi, ale dobrze oczyszcza i trochę nawilża :)  
Czy kupiłabym ponownie? Tak

15. Maska Ziaja regenerująca – jeszcze o niej nie pisałam, ale na nią również przyjdzie pora. Też jest dobra, ale wolę nawilżającą :)
Czy kupiłabym ponownie? Tak

16. Próbka – Ziaja oliwkowa krem przeciw zmarszczkom – przyjemnie natłuszczał i nawilżał skórę, chociaż nie zdecydowałabym się na pełnowymiarowe opakowanie, bo to taki tłuścioch :P
Czy kupiłabym ponownie? Nie

17. Próbka – Normaderm Hyaluspot - żel punktowy na niedoskonałości – nie zauważyłam żadnego dobrego wpływu na niedoskonałości, także nie kupiłabym :P
Czy kupiłabym ponownie? Nie

WYRZUTKI:

Duża ilość podkładów wiąże się z nieodpowiednimi odcieniami + przejściem na makijaż mineralny:

1. Revlon ColorStay 110 Fair – ogólnie to świetny podkład, ale kolor kupiony przez Internet, niestety dla mnie zbyt różowy, więc oddam koleżance. Trzymam w zapasach nr 150 na „szczególne okazje”. Swatche można zobaczyć TUTAJ, a recenzję oraz swatche TUTAJ. Porównanie nowej i starej wersji w kolorze 150 TUTAJ

2. Max Factor Lasting Performance 100 Fair – fantastyczny podkład, tylko że MF sam sobie strzela w stopę odcieniami, jasne żółtki takie jak ja będą miały problem ze znalezieniem odpowiedniego. Też planuję oddać koleżance. Swatche TUTAJ

3. Maybelline SuperStay Better Skin – oprócz tego, że beznadziejnie wyglądał na mojej twarzy (właził w pory i podkreślał każde załamanie…), to jeszcze kolor Light Beige okazał się różowy :P Recenzja TUTAJ, kolejne swatche porównawcze TUTAJ

4. Lirene Natural Look 2w1 Podkład + baza nr 407 – dla mnie dużo za ciemny, otrzymany na spotkaniu bloggerek. Swatchowałam go TUTAJ, a w porównaniu z innymi można zobaczyć TUTAJ oraz TUTAJ

5. Lirene City Matt - kiedyś używałam i byłam zadowolona. Teraz byłby dla mnie za ciemny. Recenzja i swatche TUTAJ, kolejne swatche TUTAJ

6. Maybelline Affinitone 03 Light Sandbeige – kiedyś byłam z niego zadowolona, ale obecnie byłby dla mnie dużo za ciemny plus do tego kiepska trwałość. Recenzja i swatche porównawcze TUTAJ, w porównaniu z innymi można go też zobaczyć TUTAJ

7. Bourjois 123 Perfect nr 55 – wygrałam go jakimś internwtowym w konkursie, szkoda tylko, że nikt mnie nie zapytał, jakiego odcienia używam :) Kolor niemal nutellowy, więc szkoda go trzymać. Swatch TUTAJ

8. Rimmel Match Perfection 303 True Nude – dostałam go w prezencie, niestety kolor duuuuuuużo za ciemny (nie ma to jak nieudane prezenty…), więc ląduje w koszu. Swatch TUTAJ

9. Rimmel Match Perfection podkład w żelu 103 Ivory – na początku byłam z niego zadowolona, później wydał mi się jakiś taki… pomarańczowy i tworzył maskę :/ Swatch TUTAJ

10. Kobo Ideal Cover 402 Nude Beige – miałam plan używać go w roli korektora, ale okazał się tak beznadziejnie plastelinowaty, że leżał nieużywany bardzo długo, w związku z czym ląduje w koszu. Swatch TUTAJ

Pudry, bronzery (brązery), rozświetlacze:

11. Kulki rozświetlające Sensique (link do recenzji) – zgarniają wiele pozytywnych opinii, jednak ja ich nie lubię ze względu na zbyt brokatowy efekt, na punkcie którego jestem wyczulona. Zedytowałam starą recenzję i dodałam kilka nowych zdjęć przed wyrzuceniem.

12. Kulki brązujące Avon – swatchowałam je TUTAJ - może nie są złej jakości, ale ich pomarańczowy kolor skutecznie zniechęca mnie do używania. Może oddam mamie bo wiem, że je lubi.

13. Rozświetlacz Essence Sun Club – swatchowałam TUTAJ - to po prostu chamsko kiczowaty brokat :/

14. Puder bambusowy BU – byłam z niego bardzo zadowolona, ale jest po terminie, więc ląduje w koszu. Ilość tak ogromna, że nie do zużycia dla jednej osoby.

15. Mariza, pryzma rozświetlająca (link do recenzji) – nie była zła, ale od długiego czasu po nią nie sięgam – wolę osobno bronzer (chłodniejszy) i osobno rozświetlacz.

16. Puder Max Factor Creme Puff 05 Translucent (link do recenzji) – z działania byłam zadowolona, ale kolor koszmarnie ciemny :(

Paznokcie:


17-24. Lakiery i Top Coat - matowy, już tak zgęstniały, że nie do użytku oraz 7 lakierów, które albo mi się nie podobają (głównie nieudane prezenty i gratisy) albo są już zbyt zgęstniałe.

Twarz i oczy:

25. Zestaw do brwi Essence – oprócz tego, że kilka razy mi spadł i cienie się pokruszyły, to jeszcze kolory były dla mnie zbyt ciepłe i rudawe, wolę podkreślać brwi jakimś dowolnym cieniem w kolorze chłodnego brązu

26. Fioletowy cień Essence – pigmentacja tak koszmarna, że cień nie nadaje się do niczego. Piękny kolor, z którego nie da się nic wydobyć :( Mam inne, lepsze fiolety, więc się pozbywam

27.  Róż do policzków Miss Sporty (link do recenzji) – bardzo go lubiłam za delikatny kolor, ale spadł i się pokruszył, nie mam cierpliwości do jego reanimacji, używanie go w takim stanie powoduje więcej problemu niż pożytku (wszystko fruwa dookoła), a w dodatku mam inne piękne róże, więc się żegnam ;)

28. Róż do policzków Wibo z serii różanej – pigmentacja bardzo słaba, kolor w opakowaniu wydaje się być piękny, ale nie pasuje mi i źle się w nim czuję :(

29-31. Czarne kredki: Ruby Rose, Nacomi oraz Yves Rocher – dwie pierwsze dorzucone „przy okazji” do zamówień internetowych, trzecia kupiona z ciekawości, bo moja mama lubi kredkę Yves Rocher. Niestety nie spełniły moich oczekiwań głównie pod kątem trwałości, mam inne czarne kredki, które lubię bardziej

32. Żelowy eyeliner Essence – byłam z niego baaaaardzo zadowolona i kilka razy reanimowałam Duraline. Genialna trwałość i łatwość użytku ze skośnym pędzelkiem! Niestety jest już tak stary, że do niczego się nie nadaje :( Szkoda, że nie jest już dostępny

Usta:

33. Oriflame Tender Care - działanie przeciętne, zapach męczący no i już długo po terminie

34. Rimmel Vinyl Stars nr 196 Try Me – kolor ładny, ale drobinki na dłuższą metę za bardzo mnie denerwowały. Pokazywałam go kiedyś TUTAJ

35. Błyszczyk Impala  - drobinki, drobinki i jeszcze raz tandetne drobinki. Pokazywałam go TUTAJ

36. Błyszczyk Avon Plump Pout – kolor transparentny, więc uniwersalny, ale efekt mrowienia go dyskwalifikuje, nienawidzę tego.

37. Błyszczyk Rimmel Stay Glossy – ładny, delikatny kolor (chyba 120), ale jest już tak stary, że strach nałożyć na usta

38. Pomadka Essence – kolor zupełnie mi nie pasował

39. Pomadka Deni Carte – ostatnio niechętnie po nią sięgam. Pokazywałam TUTAJ

40. L’Occitane balsam do ust Kwiat mango – jego nieprzyjemny posmak zupełnie zniechęcał mnie do używania. Pokazywałam TUTAJ

Inne:

41. Jakieś perfumy z Avon – otrzymane od mamy, której się znudziły. Mi się nie mówiąc o acz informowanie siępodobają

Przyznaję na marne, że egzaminodczuwam żadnego żalu w pobliżu tylu wyrzutków – są to produkty albo bardzo nielubiane, albo po terminie duszący dławica piersiowa wpajać, żeby mi zalegaływ szafkach. Lepiej mieć mniej, a lepszych podkładciowo, niż milion bubli :) Jestem zluminarz dumna, że dokonałambezimienność anonimowy odważnegow sam raz dosadny nieprzyjemny dziękikiedyś porowaty gdakać otwieram szufladki, widzę kilka lubianych wymowa artykulacjaów, a dowiadywanie siękilkanaście, w których muszę przebierać, żeby znaleźć coś dobrego! 
Polecam Wam takie jesienne porządki :)

Najodważniejsze denko (zaczepny wyrzutki!) nawobec tego blogu ;)

środa, Grudzień 3rd, 2014

Krowały mnie świeżo pewne przemyślenia (przyznam w gwizdek bezowocność – jednej nocywłaściwie anonim intensywnie rozmyślałam, że natężać słuch nadstawiać 4ewidentny ikramogłam zasnąć!), które zapoczątkowałamultiplikacja sprawą swojego bloga Bogusia (klik). W wielu swoich ostatnich postach wspomina o dążeniu do minimalizmu, przywiązywaniu dużej uwagi do jakości, a nie do ilości. Na początku temu nie ulegałam, ale w końcu nie dałam rady, postanowiłam coś zrobić ze sobą ;)  
Niestety dużo mam takich niechcianych kosmetyków – można mnie nazwać chomikiem, ale ja naprawdę nie lubię niczego wyrzucać i kończy się to niepotrzebnym gromadzeniem jak na wojnę… Czasami nie spełniły moich oczekiwań (a przecież szkoda wyrzucić), więc leżą i się kurzą, czasami leżą i się kurzą tak długo, że są już przeterminowane, a czasami są może i dobre, ale mam kilka produktów w tej samej kategorii, w której zdecydowanie wybija się inny faworyt, więc reszta leży nieużywana. Z pielęgnacją jest łatwo – nielubianą odżywkę można wzbogacić półproduktami, kiepski krem do twarzy zużyć do ciała/do stóp i tak dalej. Zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie ;) Z kolorówką bywa gorzej, bo co zrobić z nielubianym błyszczykiem lub tuszem do rzęs? W związku z tym postanowiłam zrobić wietrzenie szaf i pozbyć się tego, co naprawdę zbędne. Niestety problem polega na tym, że większość jest w dużym stopniu używana lub bliska terminu ważności, więc wyprzedaż blogowa/rozdanie nie wchodzą w grę. Po prostu się pozbywam. Po co mi 4 bronzery (lub brązery, jak kto woli), skoro lubię tylko jeden? Po co mi 3 rozświetlacze, skoro sięgam tylko po jeden, a reszta robi mi efekt brokatowej twarzy? Po co mi błyszczyki, których nie lubię za wielkie drobinki brokatu i nie będę ich używać? Po co mi podkłady, które są za ciemne lub totalnie się nie sprawdziły? No i przede wszystkim – po co mi rzeczy przeterminowane?! 
Dlatego nie tylko dzisiejsze denko będzie bardzo radykalne, ale i również skreśliłam z mojej wishlisty wiele rzeczy, które wydawało mi się, że „muszę mieć”, ale przecież wcale nie muszę! I w większości przypadków nawet aż tak bardzo nie chcę. Najlepszym sprawdzeniem w kategorii „czy aby na pewno chcę” jest umieszczenie produktu na wishliście, odczekanie jakiegoś określonego czasu (czasem trwa to krócej, czasem dłużej) i sprawdzenie, czy nadal ta potrzeba istnieje. Jeżeli mi „przeszło”, to znaczy że z całą pewnością mogę to wykreślić bez żalu. Postanowiłam też zintensyfikować w najbliższym czasie zużywanie tych produktów z pielęgnacji, za którymi nie przepadam, żeby zostawić sobie tylko te sprawdzone i lubiane.

Przy okazji ogólnie pojętej „czystki” postanowiłam też zrobić porządek w obserwowanych blogach. Sama nie wierzę, jaki jest tego efekt, ale to czysta prawda. Przejrzałam obserwowane blogi, usunęłam wszystkie porzucone (na niektórych ostatnia notka pojawiła się 2-3 lata temu!) i wiecie ile mi ich ubyło? Około 100!!! Kasowanie zajęło mi 3 dni i sumiennie zapisywałam w postaci pionowych kreseczek każde odsubskrybowanie, a po zliczeniu złapałam się za głowę. Pierwszego dnia usuniętych zostało około 22 blogów, drugiego ok. 46, trzeciego ok. 32. Uwierzcie mi, że może około 5-8 z nich zostało odsubskrybowanych z powodu treści, która mi nie odpowiada (np. ciągłe recenzje kosmetyków wysokopółkowych, które mnie nie interesują, blogi typowo lakierowe, a nie kosmetyczne). Cała reszta to blogi porzucone :( … Plusem jest to, że mimo wielu blogów odsubskrybowanych, zaczęłam ostatnio obserwować kilka nowych, z powiewem „świeżości” i zapału do pisania :)

Podsumowując:
  1. Pozbywam się nielubianych/niechcianych/przeterminowanych kosmetyków, których na pewno nie chcę już używać, więc leżą i się kurzą.
  2. Wykreślam z wishlisty to, czego wcale nie potrzebuję i aż tak bardzo nie chcę.
  3. Intensyfikuję zużywanie pielęgnacyjnych (mniej lubianych) zapasów, żeby zostawić tylko te sprawdzone produkty.
  4. Porządek w obserwowanych blogach
Zapraszam do najodważniejszego denka z (licznymi) wyrzutkami ;)

ZUŻYCIA:

1. Szampon Sleek Line Repair (link do recenzji) – przyjemnie nawilża włosy, więc odegrał sporą rolę podczas remontu ;) Niestety przyspieszał też przetłuszczanie, więc później zużyłam go głównie do mycia pędzli.
Czy kupiłabym ponownie? Nie

2. Olejek Babydream fur mama – jeszcze w starej wersji – genialny olejek, który sprawdza się do wszystkiego – świetny skład i niska cena.
Czy kupiłabym ponownie? Tak

3. Venus, delikatny żel do higieny intymnej (link do recenzji) – tani i niezły żel do higieny intymnej. Miał dość sztuczny zapach i wodnistą konsystencję, co przekładało się na kiepską wydajność, ale dobrze mył i nie szkodził.
Czy kupiłabym ponownie? Być może

4. Dezodorant C-Thru Pearl Garden – lubię zapachy z serii Pearl Garden, mam też wodę toaletową. Przyjemnie pachnie, ale krótko się utrzymuje.
Czy kupiłabym ponownie? Być może

5. Suchy szampon Isana (link do recenzji) – dobrze odświeża włosy, ale niestety trochę bieli. Da się go wytrzeć ręcznikiem/wyczesać i to zminimalizować, ale trzeba cierpliwości :) Dlatego teraz sięgnęłam po Batiste dla ciemnych włosów, więc będę miała porównanie
Czy kupiłabym ponownie? Być może

6. Wcierka Jantar (link do recenzji) - niestety nowa wersja nie sprawdziła się u mnie tak dobrze, jak stara :(
Czy kupiłabym ponownie? Nie

7 i 8. Flos Lek, seria hipoalergiczna, żel do mycia twarzy i płyn micelarny (link do recenzji) – bardzo przyjemnie mi się ich używało, ta seria sprawdziła się u mnie mimo, że bywa krytykowana w blogosferze. 
Czy kupiłabym ponownie? Być może

9. Joanna, Multi Cream, farba do włosów Kasztanowy brąz (link do recenzji) – uwielbiam farby Joanna z tej serii i zużyłam już niezliczoną ilość opakowań. Z całą pewnością kupiłabym ponownie, chociaż planuję następnym razem spróbować henny Khadi
Czy kupiłabym ponownie? Tak

10. Softino, płatki kosmetyczne – lubiłam je, chociaż wolę Lilibe za ich miękkość i delikatność. Niemniej jednak, gdybym akurat potrzebowała płatków, a nie planowała wizyty w Rossmannie, siegnęłabym po nie ponownie, więc z całą pewnością jeszcze u mnie wylądują :)
Czy kupiłabym ponownie? Tak

11. Bielenda, krem do twarzy Młodzieńczy Blask – miałam o nim napisać, ale nie napiszę, z prostej przyczyny – obecnie do nawilżania używam innych kremów, głównie intensywnie regenerujących i łagodzących po kwasach. Przed wysyłką do testów nikt mnie nie zapytał, czy chcę go przetestować, więc przykro mi (albo i nie :P ) ;) Lądował na szyi i dekolcie i w tym celu sprawdzał się dobrze – bardzo leciutki, szybko się wchłaniał i całkiem przyjemnie nawilżał. Skład nienajlepszy. 
Czy kupiłabym ponownie? Nie

12. Calcium Pantothenicum – zaczęłam łykać 10 listopada z myślą o zahamowaniu wypadania włosów (ostatnio trochę lecą :/) oraz przyspieszeniu porostu, ale na razie nie widzę zbyt dużych efektów, może dlatego, że łykam zaledwie 2 tabletki dziennie? Dopuszczalna dawka to od 1 do 6 dziennie, być może zwiększę do 3-4. Poczekam jeszcze trochę (bądź co badź po 3 tygodniach za wiele powiedzieć nie można) i wtedy pomyślę, co dalej.
Czy kupiłabym ponownie? Być może

13. L’Oreal Volume Million Lashes So Couture (link do recenzji) – mimo mojego uwielbienia do tuszów L’Oreal (większość spisuje się u mnie bardzo dobrze lub rewelacyjnie), tego tuszu nie polubiłam. Nie radził sobie z rozdzieleniem moich rzęs, często je sklejał. Wolę szczoteczki z dłuższymi ząbkami ;) Plusem jest to, że długo zachowuje świeżość – po około pół roku nadal nie był zgęstniały tak, żeby się nie nadawać do użytku!
Czy kupiłabym ponownie? Nie

14. Clinique High Impact Mascara – miniaturka otrzymana jakiś czas temu w Douglasowej akcji typu „wymień stary tusz na nowy” – można było otrzymać miniaturkę tuszów Clinique ;) Bardzo lubiłam jego efekt na rzęsach, sprawdzał się rewelacyjnie mimo klasycznej szczoteczki, których na ogół moje rzęsy nie lubią :) Ale nie wydałabym tyle kasy na tusz do rzęs, skoro świetnie sprawdza się u mnie również Lovely za 8,99 zł :)
Czy kupiłabym ponownie? Nie

15. Maska Ziaja nawilżająca (link do recenzji) – świetna maska za grosze :) Z większymi przesuszeniami sobie nie poradzi, ale dobrze oczyszcza i trochę nawilża :)  
Czy kupiłabym ponownie? Tak

15. Maska Ziaja regenerująca – jeszcze o niej nie pisałam, ale na nią również przyjdzie pora. Też jest dobra, ale wolę nawilżającą :)
Czy kupiłabym ponownie? Tak

16. Próbka – Ziaja oliwkowa krem przeciw zmarszczkom – przyjemnie natłuszczał i nawilżał skórę, chociaż nie zdecydowałabym się na pełnowymiarowe opakowanie, bo to taki tłuścioch :P
Czy kupiłabym ponownie? Nie

17. Próbka – Normaderm Hyaluspot - żel punktowy na niedoskonałości – nie zauważyłam żadnego dobrego wpływu na niedoskonałości, także nie kupiłabym :P
Czy kupiłabym ponownie? Nie

WYRZUTKI:

Duża ilość podkładów wiąże się z nieodpowiednimi odcieniami + przejściem na makijaż mineralny:

1. Revlon ColorStay 110 Fair – ogólnie to świetny podkład, ale kolor kupiony przez Internet, niestety dla mnie zbyt różowy, więc oddam koleżance. Trzymam w zapasach nr 150 na „szczególne okazje”. Swatche można zobaczyć TUTAJ, a recenzję oraz swatche TUTAJ. Porównanie nowej i starej wersji w kolorze 150 TUTAJ

2. Max Factor Lasting Performance 100 Fair – fantastyczny podkład, tylko że MF sam sobie strzela w stopę odcieniami, jasne żółtki takie jak ja będą miały problem ze znalezieniem odpowiedniego. Też planuję oddać koleżance. Swatche TUTAJ

3. Maybelline SuperStay Better Skin – oprócz tego, że beznadziejnie wyglądał na mojej twarzy (właził w pory i podkreślał każde załamanie…), to jeszcze kolor Light Beige okazał się różowy :P Recenzja TUTAJ, kolejne swatche porównawcze TUTAJ

4. Lirene Natural Look 2w1 Podkład + baza nr 407 – dla mnie dużo za ciemny, otrzymany na spotkaniu bloggerek. Swatchowałam go TUTAJ, a w porównaniu z innymi można zobaczyć TUTAJ oraz TUTAJ

5. Lirene City Matt - kiedyś używałam i byłam zadowolona. Teraz byłby dla mnie za ciemny. Recenzja i swatche TUTAJ, kolejne swatche TUTAJ

6. Maybelline Affinitone 03 Light Sandbeige – kiedyś byłam z niego zadowolona, ale obecnie byłby dla mnie dużo za ciemny plus do tego kiepska trwałość. Recenzja i swatche porównawcze TUTAJ, w porównaniu z innymi można go też zobaczyć TUTAJ

7. Bourjois 123 Perfect nr 55 – wygrałam go jakimś internwtowym w konkursie, szkoda tylko, że nikt mnie nie zapytał, jakiego odcienia używam :) Kolor niemal nutellowy, więc szkoda go trzymać. Swatch TUTAJ

8. Rimmel Match Perfection 303 True Nude – dostałam go w prezencie, niestety kolor duuuuuuużo za ciemny (nie ma to jak nieudane prezenty…), więc ląduje w koszu. Swatch TUTAJ

9. Rimmel Match Perfection podkład w żelu 103 Ivory – na początku byłam z niego zadowolona, później wydał mi się jakiś taki… pomarańczowy i tworzył maskę :/ Swatch TUTAJ

10. Kobo Ideal Cover 402 Nude Beige – miałam plan używać go w roli korektora, ale okazał się tak beznadziejnie plastelinowaty, że leżał nieużywany bardzo długo, w związku z czym ląduje w koszu. Swatch TUTAJ

Pudry, bronzery (brązery), rozświetlacze:

11. Kulki rozświetlające Sensique (link do recenzji) – zgarniają wiele pozytywnych opinii, jednak ja ich nie lubię ze względu na zbyt brokatowy efekt, na punkcie którego jestem wyczulona. Zedytowałam starą recenzję i dodałam kilka nowych zdjęć przed wyrzuceniem.

12. Kulki brązujące Avon – swatchowałam je TUTAJ - może nie są złej jakości, ale ich pomarańczowy kolor skutecznie zniechęca mnie do używania. Może oddam mamie bo wiem, że je lubi.

13. Rozświetlacz Essence Sun Club – swatchowałam TUTAJ - to po prostu chamsko kiczowaty brokat :/

14. Puder bambusowy BU – byłam z niego bardzo zadowolona, ale jest po terminie, więc ląduje w koszu. Ilość tak ogromna, że nie do zużycia dla jednej osoby.

15. Mariza, pryzma rozświetlająca (link do recenzji) – nie była zła, ale od długiego czasu po nią nie sięgam – wolę osobno bronzer (chłodniejszy) i osobno rozświetlacz.

16. Puder Max Factor Creme Puff 05 Translucent (link do recenzji) – z działania byłam zadowolona, ale kolor koszmarnie ciemny :(

Paznokcie:


17-24. Lakiery i Top Coat - matowy, już tak zgęstniały, że nie do użytku oraz 7 lakierów, które albo mi się nie podobają (głównie nieudane prezenty i gratisy) albo są już zbyt zgęstniałe.

Twarz i oczy:

25. Zestaw do brwi Essence – oprócz tego, że kilka razy mi spadł i cienie się pokruszyły, to jeszcze kolory były dla mnie zbyt ciepłe i rudawe, wolę podkreślać brwi jakimś dowolnym cieniem w kolorze chłodnego brązu

26. Fioletowy cień Essence – pigmentacja tak koszmarna, że cień nie nadaje się do niczego. Piękny kolor, z którego nie da się nic wydobyć :( Mam inne, lepsze fiolety, więc się pozbywam

27.  Róż do policzków Miss Sporty (link do recenzji) – bardzo go lubiłam za delikatny kolor, ale spadł i się pokruszył, nie mam cierpliwości do jego reanimacji, używanie go w takim stanie powoduje więcej problemu niż pożytku (wszystko fruwa dookoła), a w dodatku mam inne piękne róże, więc się żegnam ;)

28. Róż do policzków Wibo z serii różanej – pigmentacja bardzo słaba, kolor w opakowaniu wydaje się być piękny, ale nie pasuje mi i źle się w nim czuję :(

29-31. Czarne kredki: Ruby Rose, Nacomi oraz Yves Rocher – dwie pierwsze dorzucone „przy okazji” do zamówień internetowych, trzecia kupiona z ciekawości, bo moja mama lubi kredkę Yves Rocher. Niestety nie spełniły moich oczekiwań głównie pod kątem trwałości, mam inne czarne kredki, które lubię bardziej

32. Żelowy eyeliner Essence – byłam z niego baaaaardzo zadowolona i kilka razy reanimowałam Duraline. Genialna trwałość i łatwość użytku ze skośnym pędzelkiem! Niestety jest już tak stary, że do niczego się nie nadaje :( Szkoda, że nie jest już dostępny

Usta:

33. Oriflame Tender Care - działanie przeciętne, zapach męczący no i już długo po terminie

34. Rimmel Vinyl Stars nr 196 Try Me – kolor ładny, ale drobinki na dłuższą metę za bardzo mnie denerwowały. Pokazywałam go kiedyś TUTAJ

35. Błyszczyk Impala  - drobinki, drobinki i jeszcze raz tandetne drobinki. Pokazywałam go TUTAJ

36. Błyszczyk Avon Plump Pout – kolor transparentny, więc uniwersalny, ale efekt mrowienia go dyskwalifikuje, nienawidzę tego.

37. Błyszczyk Rimmel Stay Glossy – ładny, delikatny kolor (chyba 120), ale jest już tak stary, że strach nałożyć na usta

38. Pomadka Essence – kolor zupełnie mi nie pasował

39. Pomadka Deni Carte – ostatnio niechętnie po nią sięgam. Pokazywałam TUTAJ

40. L’Occitane balsam do ust Kwiat mango – jego nieprzyjemny posmak zupełnie zniechęcał mnie do używania. Pokazywałam TUTAJ

Inne:

41. Jakieś perfumy z Avon – otrzymane od mamy, której się znudziły. Mi się och achromatyczny kronikarz annałypodobają

Przyznaję fanatyczny, że energiaodczuwam żadnego żalu wzdłuż blisko tylu wyrzutków – są to produkty albo bardzo nielubiane, albo po terminie duszący dławica piersiowa pospiesznie, żeby mi zalegałymodny szafkach. Lepiej mieć mniej, a lepszych bizon bazaciowo, niż milion bubli :) Jestem zobręb dumna, że dokonałamw rzeczy samej odważnegopieprzny przykry aha dziękipewnego razu karburator gaża otwieram szufladki, widzę kilka lubianych towar artykuł ów, a informowanie siękilkanaście, w których muszę przebierać, żeby znaleźć coś dobrego! 
Polecam Wam takie jesienne porządki :)