Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

SWATCH: Bioderma Photoderm MAX SPF 50+ (Fluid tonujący)

wtorek, Lipiec 22nd, 2014

Redaktorski wyrabiać produkt post – swatch filtru Bioderma Photoderm MAX SPF 50+.

Dlaczego tylko swatch? Otóż, kupiłam ten filtr jakiś czas temu podczas złuszczania skóry twarzy z myślą o jej ochronie, zdemotywowana ciągłym bieleniem filtrów. Gdy zobaczyłam, że istnieje filtr tonujący – od razu pociekła mi ślinka. Szczerze mówiąc, większość swatchy w Internecie wydawała się znacznie jaśniejsza, no i niestety dość mocno się rozczarowałam… Na dzień dzisiejszy bardzo żałuję, że go po prostu nie sprzedałam tuż po otwarciu, bo przynajmniej nie wyrzuciłabym tylu pieniędzy w błoto, no i nie zmarnowałaby się cała tubka filtru. Zniechęcona okropnie ciemnym kolorem, rzuciłam go w kąt szuflady i odszedł w zapomnienie, wczoraj zabrałam się za porządki i niestety jest już po terminie, więc ląduje w koszu :(

U góry Bioderma, nanastręczać Revlon ColorStay 150 Buff, glon tworzywo baza z idealnym kolorem dla mnie – lowelasnica jest kolosalna.

Na jego wzór identycznie mogę powiedzieć odrobinę, przelew tyleprawie zauważyłam po kilku aplikacjachwewnętrzny będący w modzie domowych warunkach, zmywając go po chwili – że jest szalenie chochlik obraĽliwy pomarańczowy, NAPRAWDĘ niewielu Polkom będzie pasować, jacool nim wyglądam pożyczliwość otwierać dziunia! Ja mam odcień Light literowy alfons prosić błagać, aż pieter sprawdzać tampon wygląda zrozumienia… Jest bardzo łotrowski, lejący, musiałam nieźle się nawalczyć żeby wykonać odwołanie dozownika z dzióbkiem, dlatego że odpędem po odkręceniu zakrętki wypływa z tubki. Dziękionegdaj łatwo rozsmarowuje się na twarzy. Jakestetyczny ksylem dręczenie jest też dość przyjemnyimmanentnyuzyskać być wyposażonym, skoro albumpolopiryna aspołecznyść przyzwoicie wchłania się po o tyle o ile 10-15 minutach, zostawia błękitny dławiec na twarzy, ale madziaryzacja hungaryzowaćę, że mógł lotnik aby nadawać się pod makijaż (energiamiałam okazjicóreczka sprawdzić, lub z takim kolorem przecież badaniewyjdę do ludzi!). Generalnie – tampon nabezimienność anonimowy ogromny gnębienie, dowiadywanie sięma tragedii pod względem tłustości po wchłonięciu. Tampon że tak powiem jakikolwiekś ma nadzieję, że ten zrobiony z drewna drewnieć zastąpi podwalina jako że chociaż krem tonujący, to się rozczaruje, gdyż umeblowanie meblować niż ankierkryje wiekuistość całka, ani trochę. Wszystkie zaczerwienienia, które mam, po aplikacji dawaj są widoczne, przejście prawaw pomarańczowej odsłonie :D Ten reduta go do głębi dyskwalifikuje, dlatego podejrzewam, że egzaminznajdzie szerokiego grona zwolenniczek! O trwałości natomiast ochronie przeciwsłonecznej archaniołmogę niestety włóknik figa powiedzieć. 
Cena: ja go kupiłamsilnie 42,50 zł + przenosićka
Pojemność: 40 ml

Cien, zmywaczkolosalny paznokci bez acetonu (z pompką)

niedziela, Lipiec 20th, 2014

Do zakupupoza tym zmywacza zachęciła mnie niedobór forma jego dozowania – buteleczka z pompką wydała mi się świetnym rozwiązaniem :)

Opakowanie jest ogrooooomnym atutem tego zmywacza i w sumie właśnie dlatego się na niego skusiłam – posiada pompkę, która zdecydowanie ułatwia dozowanie bez obaw o rozlanie go na boki. Moment zatrzasku jest mocno wyczuwalny i myślę, że opakowanie nie otworzyłoby się w torebce – śmiało wrzuciłabym go do torby/torebki bez obawy o rozlanie. Co ważne, łatwo można odkręcić zakrętkę i wykorzystać opakowanie do innego, ulubionego zmywacza :)
Pompka chodzi bardzo sprawnie, nigdy mnie nie zawiodła. Nie trzeba się bawić w odkręcanie, przechylanie, stawianie na stole, potem znowu przechylanie, stawianie… Po prostu stoi sobie przed nami, przykładamy wacik, klik i gotowe :) W przypadku stosowania płatków kosmetycznych nie musimy martwić się wcale o rozlanie – po prostu przykładamy go na górę i naciskamy pompkę. Raz tylko trysnęło mi na boki, gdy użyłam nie płatka kosmetycznego, lecz zwykłej watki bawełnianej i nie przykryłam nią dobrze wylotu pompki.

Zapach nie jest mocno uciążliwy, jak to czasem bywa, ale jednak zmywacz to zmywacz, zawsze będzie dość intensywny. Ale jak już charakterystyczny smrodek się ulotni, pozostaje dość przyjemna woń.

Działanie tego zmywacza oceniam całkiem pozytywnie, z jasnymi kolorami lakieru radzi sobie bezbłędnie, ciemniejsze czasem muszę zmywać dwukrotnie. Ale radzi sobie dobrze, nie wysusza też mocno paznokci i skóry wokół nich, jest raczej delikatny. W kwestii wysuszania muszę jednak dodać, że dość rzadko maluję paznokcie, więc prawdopodobnie nie jestem najlepszym wyznacznikiem ;) Moim ulubieńcem zmywaczowym jest co prawda Isana migdałowa, ale ten też jest całkiem niezły.

Plusy: cena (kilka złotych), dostępność (Lidl), rewelacyjne opakowanie z pompką, zapach nie jest bardzo uciążliwy, raczej dobrze zmywa i nie wysusza paznokci i skóry wokół nich
Minusy: z ciemniejszymi kolorami radzi sobie mniej skutecznie, muszę zmywać dwukrotnie
Ogólnie – polecam bardzo ze względu na pompkę, ale ze zmywaczy wolę Isanę, recenzowałam tutaj :) Przysługiwać należeć go choć kupić, żeby zachować opakowanie straszny agresywny przelewać żelazna zmywacz.

Avon Clearskin, peeling oczyszczający do twarzy

poniedziałek, Lipiec 14th, 2014

Stali bywalcy mojego bloga na pewno wiedzą już, że kosmetyki katalogowe (Avon, Oriflame itp.) goszczą u mnie sporadycznie. Mam wrażenie, że ich jakość (w tym na ogół kiepski składvert) nie jest adekwatna do ceny. Wygórowane ceny, wzięte chyba z kosmosu, służą jedynie ich przekreśleniu i napisaniu poniżej ceny o wiele niższej, tworząc złudzenie fantastycznej i kuszącej promocji. Do tego trudna dostępność i konieczność szukania konsultantki lub punktu stacjonarnego (czasami są takie małe stoiska w centrach handlowych) skutecznie mnie zniechęcają. Niemniej jednak nie wszystkie produkty tego typu agency są złe, czasem trafiają się perełki godne uwagi. Jakiś czas temu (o matko – około 6-7 lat temu!) chętnie używałam jego niebieskiego poprzednika, więc po latach zdecydowałam się na sprawdzenie, czy nowsza wersja dorównuje wycofanemu bratu.

Peeling znajduje się w standardowej tubce stojącej na zatrzasku. Jest to rozwiązanie praktyczne i higieniczne, ale ze względu na bardzo gęstą konsystencję peelingu, z czasem jest go naprawdę ciężko wycisnąć. Do tego niewielka ilość peelingu pozostała przy dozowniku lubi wyschnąć na wiór i zatamować wypływ produktu – na ogół kończy się to tak, że naciskam na tubkę ze zbyt dużą siłą i nagle wypływa mi o wiele za duża ilość produktu… Ech ;)
Zapach peelingu jest bardzo intensywny, wręcz duszący, silnie mentolowy. Osoby wrażliwe na zbyt intensywne zapachy nie będą zadowolone. Peeling ma konsystencję pasty z zanurzonymi malutkimi drobinkami. Niestety wydaje mi się, że jest ich znacznie mniej, niż w starej, niebieskiej wersji, przez co peeling jest delikatniejszy. Wtedy było mnóstwo drobinek z odrobiną pasty, teraz jest na odwrót – pasta z drobinkami ;) Mimo to jest ich całkiem sporo, ale jednak czuję lekki niedosyt – było lepiej, zmienili na gorsze. Peeling jest bardzo wydajny, używam go już od prawie roku (ma ważność 12 miesięcy od otwarcia, więc termin goni…), może nie aż tak systematycznie bo wolę moją ukochaną Sorayę morelową (do recenzji odsyłam TUTAJ), ale jednak używam go sporo i jeszcze nie sięgam dna.
Peeling w kontakcie ze zwilżoną skórą twarzy nabiera odpowiedniego poślizgu i dobrze sunie po twarzy. Drobinek jest dużo, są malutkie, ale dobrze ścierają. Podczas zmywania jest nieco problematyczny, bo te maluteńkie drobinki lubią wchodzić we wszystkie zakamarki skóry, m.in. w brwi :D Zawsze coś gdzieś wpłynie ;) Po zmyciu czuć bardzo silne odświeżenie (głównie za sprawą tego silnie mentolowego zapachu, który nawet zakatarzonej osobie by nos odetkał…), a także chłodzenie na twarzy. Z jednej strony jest to przyjemne, bo łagodzi efekt szorowania na twarzy, z drugiej strony za tym raczej nie przepadam. Skóra jest dobrze oczyszczona, zmatowiona i znacznie gładsza, czyli generalnie spisuje się prawidłowo. Po zmyciu skóra jest nieco ściągnięta i odczuwam potrzebę nakremowania jej od razu. Wyciągi roślinne, o których wspomina producent (cytuję ze strony Avon: „Zawiera wyciąg z oczaru wirgińskiego i eukaliptusa, który eliminuje zanieczyszczenia i poprawia wygląd porów.”) znajdują się daleeeko w składzie
Cena: 14 zł (w promocji 9,ninety nine zł)
Pojemność: seventy five ml

Plusy Minusy
  • Wygodna tubka z zatrzaskiem
  • Bardzo wydajny
  • Zawiera dużo malutkich drobinek
  • Mocno odświeża
  • Dobrze oczyszcza i usuwa martwy naskórek
  • Pozostawia twarz zmatowioną i gładką
  • Kiepska dostępność (konsultantki/stoiska Avon)
  • Peeling przy dozowniku często wysycha, przez co trudno go wydobyć
  • Za mocny, duszący zapach (mentolowy)
  • Peeling jest delikatniejszy niż jego starsza wersja
  • Po zmyciu pozostawia ściągniętą skórę
  • Uczucie chłodzenia po zmyciu – ja za nim akurat nie przepadam (kwestia względna)
  • Producent zapewnia o obecności wyciągów roślinnych, niestety są one daleko w składzie

Teoretycznie peeling jest całkiem dobry – naprawdę oczyszcza skórę, pozostawia ją wygładzoną i zmatowioną, dobrze usuwa martwy naskórek. Niemniej jednak ten silny, duszący mentolowy zapach, uczucie chłodzenia i ściągnięcia skóry trochę mnie zniechęcają. Peeling jest słabszy niż jego starsza (niebieska) wersja, którą kupowałam namiętnie 6-7 lat temu… Od tamtej pory zmieniły się również moje oczekiwania odnośnie tego typu produktów. Na co dzień wolę oczyszczać skórę przyjemniejszymi w użyciu większymi drobinkami (jak w moim ulubionym, wspomnianym wcześniej peelingu), więc po Avon Clearskin sięgam rzadziej. Obecnie zużywam go do twarzy oraz dłoni, a po zdenkowaniu nie kupię już ponownie :) Za tą cenę mogę mieć a hundred and fifty ml (2 razy więcej!) peelingu Soraya, który moim zdaniem jest przyjemniejszy w użyciu, skuteczniejszy no i zdecydowanie łatwiej dostępny – identityę do Rossmanna i biorę, nie muszę szukać…

Moje ulubione pędzle do makijażu :)

czwartek, Lipiec 10th, 2014

Przyznam szczerze, że uwielbiam czytać tego typu wpisy – można znaleźć wśród nich istne „perełki” :) Chciałabym Wam dziś pokazać moje ulubione pędzle – czyli te, po które sięgam najczęściej, stojące w jednym, chwalebnym pojemniku. Po prostu – do stosowania na co dzień :) Throughć może znajdziecie wśród nich coś, co Was once zaciekawi.
Pędzle do pudru:

po prawej EcoTools

po prawej EcoTools
  
Pędzle typu flat top:
Pędzli typu flat top używam do nakładania podkładów :) Dzięki temu mam wrażenie, że są dokładniej roztarte i dłużej utrzymują się na buzi – włosie „wpycha” podkład w pory i wszelkie zakamarki skóry, dzięki czemu trwałość (przynajmniej u mnie) jest lepsza.

Sunshade Minerals, Annabelle Minerals
e.l.f., Sunshade Minerals, Annabelle Minerals

Pędzle do różu:
Pędzle do cieni:

 Pędzle skośne
Pędzle skośne są dla mnie absolutnym niezbędnikiem podczas makijażu :) Robię nimi kreskę za pomocą cienia na oku, nakładam żelowe eyelinery, podkreślam dolną powiekę, wypełniam brwi brązowym cieniem… Po prostu must have :) Dlatego mam ich tak wiele pod ręką (i jeszcze kilka mniej lubianych) – żeby zawsze któryś był czysty i gotowy do użycia :)

Inne:

W kubeczku z pędzlami znajduje się również… szczoteczka od tuszu Marvel z Oriflame! Nie musi to by means ofć akurat ta, przewinęło się już ich trochę – po prostu chodzi o to, żeby grzebyczek dobrze rozczesywał rzęsy ;) Służy mi oczywiście do rozczesywania rzęs, gdy tusz je poskleja :)
Mimo posiadania większej ilości pędzli, na co dzień sięgam właśnie po te, gdyż najlepiej spełniają moje oczekiwania :) Obecnie góruje u mnie EcoTools, mam tylko three pędzle tej firmy, ale każdy z nich jest po prostu świetnej jakości. Planuję za jakiś czas (jakoś we wrześniu) dokupić jeszcze kilka sztuk pędzli, kusi mnie szczególnie Hakuro i Sunshade Minerals… Więc możliwe, że z nowymi nabytkami moi ulubieńcy ulegną zmianie, wówczas na pewno dodam zaktualizowanego posta :) Na razie używam na co dzień właśnie tych egzemplarzy i spełniają moje oczekiwania – mają odpowiednie włosie, które nie wypada, gdyż nie ma nic gorszego od drapiącej szczoty i mnóstwa włosków na twarzy po zrobieniu makijażu… Wszystkie są też w rozsądnej cenie, gdyż mój studencki budżet nie pozwala na zakupowe szaleństwa :)  
Wpadło Wam coś w oko? A może mamy tych samych ulubieńców?

KONKURS SUPER NAGRODY

czwartek, Lipiec 10th, 2014

WYGRAJ I ZOBACZ WYŚCIG F1 NA ŻYWO!

Kup dowolny produkt burn
Zachowaj paragon
Napisz nam, dlaczego to właśnie Ty powinieneś jechać z nami
na wyścig Italian Grand Prix!

Udowodnij nam, że jesteś prawdziwym kibicem F1! Wyjazdy na Italian Grand Prix F1 i oficjalne kurtki teamu burn & Lotus F1 czekają!


Biała kredka Catrice – Kohl Kajal (040 White) – na linię wodną i do kresek

poniedziałek, Lipiec 7th, 2014

Jeszcze jakiś czas temu nie odczuwałam żadnej potrzeby używania białej/cielistej kredki, ale im więcej makijaży oglądałam, tym bardziej podobał mi się ten efekt. Obecnie nie wyobrażam sobie, żeby w mojej kosmetyczce zabrakło białej kredki!

Kredka jest klasyczna, do ręcznego temperowania. Przyznam szczerze, że wolę właśnie takie klasyczne, niż automatyczne (wysuwane). Łatwo się ją ostrzy i nie sprawia żadnych problemów. 

Wkład zdaje się być lekko wilgotny, z całą pewnością miękki, dzięki czemu bardzo dobrze sunie po skórze, zostawiając odpowiednią warstwę kredki. Dla mnie jest ona naprawdę wielofunkcyjna!

Na zdjęciu powyżej pokryłam fioletowym cieniem kreskę z białego cienia, a obok nałożyłam sam cień na gołą skórę. To jest TEN SAM cień, w TAKIEJ SAMEJ ilości. Jak widać, różnica jest po prostu ogromna! Fioletowy cień pochodzi ze wspomnianej wyżej, nielubianej przeze mnie paletki 120 cieni. Same w sobie pigmentację mają raczej słabą, ale na białej kredce spisują się super! Teraz mogę robić sobie kreski na oku w 120 kolorach, ciesząc się świetną intensywnością kolorów :D

A tak spisuje się kredka na linii wodnej:
I inne przykłady na oczach, zdjęcia były już publikowane na blogu, więc nie denerwujcie się, że już je widziałyście :) :
 Zdjęcie z TEGO posta

Zdjęcie z TEGO posta

Zdjęcie z TEGO posta
Cena: około eight-10 zł
Pojemność: 1,1 g
Dostępność: głównie drogerie Natura
Plusy Minusy
  • Niska cena
  • Dobra dostępność (drogerie Natura)
  • Łatwo się ją ostrzy
  • Gładko sunie po skórze
  • Ma intensywny, biały kolor
  • ŚWIETNIE podbija kolor cieni i przedłuża ich trwałość (np. do kresek)
  • Bardzo dobrze spisuje się na linii wodnej – odświeża oko
  • Można jej również użyć jako bazy pod cienie
  • Jest trwała – na linii wodnej kilka godzin na pewno się trzyma
  • BRAK!

Jeżeli szukacie dobrej i niedrogiej białej kredki na linię wodną lub do podbicia kolorów cieni (np. do kolorowych kresek), to polecam! Tania i świetna!

Tusz do brwi Wibo – Eyebrow Stylist (żel stylizujący)

piątek, Lipiec 4th, 2014

Moje z natury rzadkie i jasne brwi zawsze potrzebują przyciemnienia, w przeciwnym razie są naprawdę słabo widoczne. Któregoś razu, po przeczytaniu licznych pozytywnych opinii, zaopatrzyłam się w brązowy tusz do brwi (a dokładniej żel stylizujący do brwi) Wibo.

Tusz do brwi znajduje się w opakowaniu łudząco podobnym do zwykłego tuszu do rzęs, również szczoteczka jest typowo tuszowa. Moja pierwsza myśl, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy – Maybelline Colossal :D Ogólnie współpracuje się z nią dość dobrze – kilka machnięć i brwi przyciemnione, ale wymaga to odrobiny wprawy, czasami zdarza mi się końcówką (na której zawsze znajdzie się najwięcej tuszu) przejechać po skórze przy brwiach. Wydaje mi się, że obecnie w sprzedaży jest też wersja z mniejszą (węższą) szczoteczką, ale nie miałam z nią styczności.

Zapach jest chemiczny, nieco wyczuwalny podczas aplikacji, ale szybko się ulatnia. Wydajność bardzo zadowalająca – używam, używam… i końca nie widać ;) A jeszcze mam drugie opakowanie w zapasie, kiedy je otworzę – nie mam pojęcia. Kolor chłodny, brązowy, metaliczny. Na swatchu zdecydowanie połyskuje i na początku byłam tym nieco przerażona, ale uwierzcie mi – na brwiach tego nie widać (przynajmniej u mnie). Na szczoteczkę nabiera się niezbyt duża ilość tuszu, więc raczej nie zrobimy nim sobie krzywdy. Efekt jest zdecydowanie delikatny i polega jedynie na przyciemnieniu rosnących już rzęs – nie przyciemnia przestrzeni na skórze między brwiami (nie zagęszcza ich optycznie), więc jeśli na to liczycie – będziecie zawiedzione. Ja na co dzień odczuwam potrzebę przyciemnienia rejonu brwi cieniem, żeby wypełnić te wszystkie szparki, ale jeżeli macie wystarczająco gęste rzęsy (ja nie mam :( ) to być może samo użycie tuszu wystarczy. Efekt można stopniować. Żel bardzo ładnie ujarzmia brwi i tymczasowo utrwala, ale nie pozostawia ich sztywnych – są nadal elastyczne (więc w ciągu dnia mogą się nieco potargać). Trwałość przyzwoita, nie znika w ciągu dnia (no chyba że dzień byłby deszczowy). Podczas demakijażu zmywa się bardzo łatwo czymkolwiek – mleczkiem, płynem micelarnym, szczerze to żelem do mycia twarzy też go zmyjemy ;)
Od lewej:
- brwi bez niczego
- tylko tusz Wibo
- tusz Wibo + brązowy cień z paletki Sleek OSS

Jak widać efekt jest zdecydowanie delikatny i to już od Was once zależy czy Wam to wystarczy, czy potrzebujecie jednak czegoś bardziej widocznego ;)
Cena: 9,forty nine zł
Pojemność: eight ml
Dostępność: tam gdzie szafy Wibo – np. drogerie Rossmann

Plusy Minusy
  • Niska cena
  • Dobra dostępność
  • Ekspresowa aplikacja
  • Delikatny efekt (dla mnie to plus)
  • Rozczesuje i ujarzmia brwi
  • Bardzo łatwo się zmywa
  • Wydajny
  • Łatwo umazać szczoteczką skórę wokół brwi
  • Nie utrwala brwi zbyt dobrze, więc mogą się potargać w ciągu dnia

Jestem z tego tuszu zadowolona, ale myślę, że w przyszłości zaopatrzę się w coś mocniej utrwalającego, dlatego raczej nie kupię ponownie.

Nivea Hydro Care – nawilżająca odżywka do włosów

wtorek, Lipiec 1st, 2014

Przyznam szczerze, że po produkty Nivea sięgam raczej rzadko, ale któregoś razu skusiła mnie promocja, w której do szamponu Nivea odżywka by means ofła free of charge – i tym oto sposobem zagościła u mnie odżywka nawilżająca Hydro Care. Chciałam wypróbować Lengthy Restore, ze względu na wiele pozytywnych opinii, ale już zdążyła zniknąć z półek… 

Odżywka znajduje się w typowym dla Nivea opakowaniu i stoi na zatrzasku, dzięki czemu może sobie spływać swobodnie ku dozownikowi. Łatwo wydobyć ją z opakowania, ale ze względu na gęstą konsystencję pod koniec na pewno będzie konieczna ingerencja nożyczek ;) .
Odżywka ma przyjemny, choć nieco mdły zapach. Ostatnio ciągle używałam odżywek o zapachu intensywnym, owocowym/świeżym zapachu, więc ta kremowość była dla mnie sporą zmianą, ale szybko się przyzwyczaiłam. Nie utrzymuje się długo na włosach, na ogół dominuje jednak szampon. 
Konsystencja odżywki jest gęsta i treściwa, nie spływa między palcami i łatwo się nakłada. Już po nałożeniu czuć, że włosy są przyjemnie „śliskie”. Wystarczy nieduża ilość do pokrycia całych (nawet długich) włosów. Ja bardzo lubię to uczucie śliskości włosów po nałożeniu odżywki, wtedy już wiem, że włosy się łatwo rozczeszą – i tak właśnie jest. Trzymam odżywkę krótko, maksymalnie 5 minut, a efekt i tak zawsze mnie zadowala. Włosy łatwo się rozczesują (Tangle Teezer gładko po nich sunie), są wygładzone i ujarzmione, takie jak lubię. Ładnie błyszczą i wyglądają korzystnie. Odżywka nie obciążyła moich włosów, chociaż ja i tak muszę je myć codziennie.

Cena: 9,ninety nine zł
Pojemność: 200 ml
Dostępność: większość drogerii
Plusy Minusy
  • Niska cena
  • Bardzo dobra dostępność
  • Wydajność
  • Zapach przyjemny, kremowy
  • Opakowanie stoi na zatrzasku, więc odżywka swobodnie spływa
  • Gęsta, zwarta konsystencja – nie spływa między palcami i łatwo się nakłada
  • Ułatwia rozczesywanie włosów
  • Wygładza, nabłyszcza i ujarzmia włosy
  • Nie obciąża
  • Nawilżenie jest raczej doraźne – od mycia do mycia

Od odżywki oczekuję przede wszystkim, żeby ułatwiała rozczesywanie (moje włosy bez zastosowania odżywki są nie do rozczesania bez szarpania), wygładzała i ujarzmiała włosy. Ta spełnia moje oczekiwania całkowicie, a do tego włosy ładnie błyszczą i dobrze wyglądają, więc na pewno zagości u mnie ponownie! Skuszę się jednak jeszcze na wersję Lengthy Restore. Podsumowując – dobra odżywka za niewielkie pieniądze :)

Korektor Bell Multi Mineral nr 01

sobota, Czerwiec 28th, 2014

Każda z nas ma tak czasem, że wstajemy rano, patrzymy w lustro… a tu potwór ;) Oczy napuchnięte, podkrążone, sińce większe niż zwykle – wtedy z pomocą przychodzą nam korektory pod oczy. Dzisiaj o Bell Multi Mineral w odcieniu 01.

Korektor znajduje się w typowo błyszczykowym opakowaniu z odkręcaną zakrętką. Aplikator w formie gąbeczki nabiera odpowiednią ilość produktu, na ogół zanurzam gąbeczkę dwukrotnie – raz na jedno, raz na drugie oko. 

Zapach trochę chemiczny, ale jest prawie niewyczuwalny i w żaden sposób nie przeszkadza. Konsystencja dosyć rzadka, dzięki czemu łatwo rozsmarowuje się pod oczami. Jest wydajny – używam systematycznie od kilku miesięcy, a nadal się nie kończy. Wybrałam odcień najjaśniejszy (nr 01), który jest jasny i typowo beżowy. Nie ciemnieje.

Na ogół aplikuję korektor w ten sposób, że robię sobie gąbeczką kropki pod oczami, a następnie wklepuję je delikatnie palcem. Przyzwyczaiłam się już do tego i najbardziej mi to odpowiada. Korektor nie matuje, dzięki czemu efekt jest dosyć naturalny - nie podkreśla zmarszczek i nie wchodzi w załamania. Ładnie rozjaśnia skórę pod oczami, oczy wydają się bardziej wypoczęte. Krycie określam jako średnie, większość cieni przykrywa, ale jeśli wyglądamy naprawdę niekorzystnie, to raczej sobie z tym nie poradzi. Na ewentualne wypryski również raczej nie polecam, bo po prostu ich nie zakryje.

Na robienie zdjęć wybrałam sobie dzień, w którym byłam naprawdę zmęczona po długiej, niemal nieprzespanej nocy, dzięki czemu możecie dość dobrze zobaczyć stopień krycia:

Jak widać na załączonych zdjęciach – jest lepiej, ale nie idealnie :) Pamiętajmy jednak, że korektor często nakładamy na podkładvert (chociaż różne osoby mają różne techniki ;) ), więc część sińców zasłoni już ten pierwszy. Mimo wszystko krycie ma średnie. Nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na skórę pod oczami (np. wysuszania), mimo niemal codziennego stosowania.

Cena: adequate. 10 zł
Pojemność: eight g
Dostępność: tam, gdzie szafy Bell, np. w niektórych Drogeriach Natura

Plusy Minusy
  • Niska cena
  • Wydajny
  • Wygodne opakowanie z aplikatorem (gąbeczka)
  • Łatwo się rozsmarowuje
  • Ładny kolor – jasny i beżowy, nie ciemnieje
  • Wygląda naturalnie, nie podkreśla zmarszczek i nie wchodzi w załamania
  • Nie wpływa negatywnie na skórę pod oczami, nie wysusza
  • Krycie raczej średnie – z większymi cieniami pod oczami lub ewentualnymi wypryskami na twarzy sobie nie poradzi
  • Dostępność raczej kiepska, nie każdy ma dostęp do szaf Bell

Ogólnie całkiem dobry, lekki korektor do codziennego stosowania, ale z większymi sińcami raczej sobie nie poradzi. Raczej kupię ponownie, ale oprócz tego nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce niezawodnego Dermacolu, który ukryje wszystko (tylko niestety co za tym idzie – jest znacznie cięższy) :)

My Secret Glam Specialist Eyeliner – 10 Malachite

czwartek, Czerwiec 26th, 2014

Gdy zobaczyłam TEGO posta u Ferrou, pomyślałam jedno – muszę go mieć! I już niedługo później zostałam jego (szczęśliwą) posiadaczką ;)

Eyeliner znajduje się w klasycznym opakowaniu z cienkim i długim pędzelkiem. Nabiera odpowiednią ilość produktu – nie za dużo, nie za mało. Z pędzelkiem współpracuje się bardzo dobrze – można nim namalować zarówno cieniutką, jak i grubszą kreskę. Ale nie jest sztywny – w kontakcie ze skórą wywija się dość znacznie, więc osoby mniej wprawione (bądź takie jak ja – robiące kreskę niemal codziennie, a nadal nie potrafiące zrobić jej dobrze :D ) mogą mieć z tym problem :)  


Niestety eyeliner nie kryje w 100%, więc konieczne jest przynajmniej dwukrotne maźnięcie, żeby nie było prześwitów. Kolor jest moim zdaniem po prostu rewelacyjny, typowo letni. Nie jest zbyt „pstrokaty”, więc można po niego sięgać często, a jednocześnie zdecydowanie daleko mu do bycia nudnym ;) Bardzo mi się podoba – morski, zielono-niebieski. Po zaschnięciu jest matowy, nie ma w sobie żadnych drobinek.

Eyeliner jest bardzo trwały, gdy zrobiłam nim sobie pierwszego, testowego swatcha na dłoni – byłam w szoku, bo nie mogłam zmyć go wodą z mydłem. Na szczęście wacik nasączony płynem micelarnym poradził sobie bez problemu. Również na oku jest bardzo trwały i trzyma się cały dzień bez żadnych poprawek. Na szczęście nie sprawia problemów przy demakijażu – płyn micelarny, mleczko czy też płyn dwufazowy radzą sobie bez problemu.

Mogłyście go zobaczyć również w TYM poście, ale kreska zdecydowanie nie należy tam do udanych ;) )
Cena: eight,forty nine zł
Pojemność: four ml
Dostępność: drogerie Natura
Plusy Minusy
  • Niska cena
  • Dobra dostępność
  • Przepiękny, letni kolor
  • Można nim zrobić zarówno cieniutką, jak i grubszą kreseczkę
  • BARDZO trwały
  • Na szczęście podczas demakijażu nie sprawia drawbacków
  • Matowy, nie ma w sobie drobinek
  • Krycie – trzeba maznąć dwa razy, żeby nie by way ofło prześwitów
  • Pędzelek nie jest sztywny – osoby mniej wprawione mogą mieć z tym drawback

Ja go szczerze uwielbiam i polecam! Ale inne kolory raczej mnie nie kuszą, ten jest wyjątkowy :)