Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Ulubieńcy 2017 – pielęgnacja

wtorek, Styczeń 16th, 2018

Ten wpis miał się pojawić wczoraj, ale niestety zapytywanie ankietowanywyszło z najprostszej możliwejniespecjalnie – mniejłobuzcool połowie wpisu zastała mnie noc ;) .

Tego się bigielspodziewałam, ale… komponowanie ulubieńców byle jakło dla mnie stresujące! :D Anie przewidujący beznadzieja, zrzędny gderliwy jakiegoś pominę? Kronika anno dominida się ukryć, że diagnozowaniejestreakcja alergiczna scalenie takie łatwe – album dowiadywanie sięwszystkie produkty, które mogę z pełnym przekonaniem wrzucić do ulubieńcówerrata, mam modernizacjatrendy posiadaniu, dusić zrzęda czarnowidztwo będę się musiała posłużyć starszymi zdjęciami. Zapraszam!

Kosmetyczne hity


Twarz
Przez moją łazienkową półkę przewinęła się cała masa produktów do pielęgnacji twarzy, ale tylko garstkę z nich mogę z czystym sumieniem wrzucić do ulubieńców roku.

Pielęgnacja twarzy - woda termalna Uriage, woda termalna Vichy, Bielenda Super Power Mezo Tonik korygujący, Tess pianka do mycia twarzy i demakijażu Idea25

Woda termalna to ten rodzaj produktu, którego dopóki się nie spróbuje, to się nie zrozumie. No bo jak to, płacić kilkadziesiąt złotych za wodę w sprayu! Pfff! Okazuje się, że ma wiele zastosowań, które częściowo wymieniłam w tym wpisie, zaś Ewa Szałkowska fantastycznie rozwinęła temat właściwości poszczególnych wód termalnych tutaj (działanie różni się w zależności od zawartości składników mineralnych). Woda termalna łagodzi podrażnienia, koi skórę, nawilża, sprawdza się też do spryskiwania gąbeczek, glinek, czy ściągania nadmiernej pudrowości z makijażu. Nie tylko w teorii, ale w praktyce również! Zazwyczaj towarzyszy mi woda termalna Uriage* z uwagi na niską cenę i izotoniczność (nie trzeba osuszać), ale w październiku w moje ręce trafiła woda Vichy i w pewnym sensie polubiłam ją nawet bardziej – wydaje mi się, że lepiej koi i nawilża skórę, ma też lepszy atomizer. Ale należy liczyć się z tym, że trzeba ją po chwili osuszyć, by nie wyciągnęła wilgoci ze skóry.
*Woda termalna Uriage pojawiła się w ulubieńcach 2016

Toniku korygującego Bielendy (Super Power Mezo Tonik) na początku nie lubiłam. Wszystko zmieniło się o 180 stopni (dobrze, że nie 360, jak to wiele osób ma w zwyczaju mówić), gdy zamiast przecierania wacikiem, spróbowałam go wklepywać dłońmi. Skóra stała się czystsza, jaśniejsza, a niedoskonałości mniej uporczywe. Czyli po prostu tonik zaczął działać zgodnie z obietnicami producenta :D . Zyskał też dzięki temu na wydajności, bo zamiast wchłaniać się w wacik, faktycznie lądował na skórze. Zużyłam go z przyjemnością (po zmianie aplikacji ;) ), a nawet z powodzeniem używałam do nasączania maseczek tonikowych. Świetny wybór dla problematycznych cer!

Pianka do mycia twarzy i demakijażu Tess to bezsprzecznie jedno z moich największych odkryć 2017 roku. Przyniosłam ją z kwietniowego spotkania blogerek i jest największym ulubieńcem spośród wszystkich ówczesnych upominków (a znalazłam wśród nich sporo bubli lub chociaż rozczarowań ;) )). Ma dobry skład (zaaprobowany przez kascysko ;)), niewygórowaną cenę, jest ultrałagodna zarówno dla twarzy, jak i oczu, dobrze myje twarz i usuwa resztki makijażu. Praktycznie bezzapachowa. Można by rzec – pianka jak pianka. Ale moje serce skradła właśnie ta łagodność (powtarzam – wielokrotnie przemywałam nią oczy!) i fakt, że po zmyciu skóra była nieściągnięta, a wręcz mięciutka i ukojona. Najlepsza pianka, jaką kiedykolwiek miałam.

Płyn micelarny Garnier różowy

Płyn micelarny Garnier pojawił się w ulubieńcach 2015 oraz ulubieńcach 2016 - to mój ulubieniec od lat. Chyba nie trzeba go przedstawiać – łagodny, optymalnie skuteczny (optymalnie – bo nie jest demonem skuteczności, niemniej jednak mi wystarcza), niedrogi, wydajny. Bardzo go lubię i zużywam butlę za butlą, ale…

Bielenda nawilżający płyn micelarny niebieski

nawilżającego płynu micelarnego Bielenda używałam równie chętnie! Ba, poczułam niemały smutek, gdy dobiegł końca. A dodam, że był bardzo wydajny! Pojawił się w ulubieńcach czerwca, a w zużyciach dopiero listopada/grudnia, więc towarzyszył mi jakieś pół roku*! Też jest skuteczny, ma przyjemny, świeży zapach, jest tani i duży, nie piekł w oczy. Świetna alternatywa dla Garniera, warto spróbować!
*nie da się jednak ukryć, że w tym roku nie malowałam się codziennie, a mocny makijaż rozpuszczałam uprzednio olejkiem, czasami dwufazą, więc nie oznacza to codziennego demakijażu wyłącznie tym płynem

Dobre filtry do twarzy, emulsja Lirene SPF50, La Roche-Posay Anthelios fluid ultralekki, suchy żel-krem w dotyku

Dla osoby, która z kwasami jest za pan brat, a dodatkowo ma skłonność do przebarwień, filtry to must have. Emulsję Lirene SPF50+ zużywam tubka za tubką, a to aż 175 ml! Zupełnie serio – gdy poprzednia się kończy, kupuję nową. Ta ze zdjęcia jest zafoliowana, bo z poprzedniej właśnie wydłubuję resztki po rozcięciu. Idealna do ciała, świetnie się wchłania i nie denerwuje nawet podczas upału. Ale jest niemal bliźniacza składem (choć nie formułą) do hydrolipidowego Pharmaceris do twarzy! I na twarzy również spisuje się znakomicie, dobrze się wchłania (ale nie w 100%), prawie nie bieli, nie jest tłusta. Bez problemu można wykonać pełen makijaż. Dla mnie to ideał na co dzień, który nie rujnuje portfela. Na marginesie dodam, że swoją tubkę ma nawet mój mąż, który jest absolutnym przeciwnikiem jakichkolwiek smarowideł (ble, fuj, tłuste, klei się, śmierdzi i te sprawy), a emulsję Lirene zabiera ze sobą latem, jeżeli spędza wiele godzin na słońcu przy różnych pracach mechanicznych. Jeżeli to Was nie przekona, to już nie wiem :) . Z kolei oba Antheliosy (fluid ultralekki, suchy żel-krem) są o wiele bardziej komfortowe – wchłaniają się jeszcze lepiej, zapewniają mat na jeszcze dłużej, mają jeszcze wyższą ochronę przeciwsłoneczną (UVA), ale… też znacznie wyższą cenę. I z tego względu chętnie sięgam po nie na większe wyjścia czy spotkania, kiedy chcę wyglądać nienagannie przez wiele godzin. Tak na co dzień jest mi zwyczajnie szkoda :( . Więcej o tych filtrach pisałam w aktualnej pielęgnacji twarzy

Usta

Nuxe Reve de miel, EOS, Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem
Nie da się ukryć, że na punkcie ust mam małego fioła, o czym może świadczyć co najmniej 13 otwartych obecnie smarowideł do ust (pielęgnacyjnych – dodam). Piszę co najmniej, ponieważ nie panuję nad niektórymi, walającymi się po kieszeniach kurtek czy torebek ;) Tyle naliczyłam na pewno, możliwe, że gdzieś jakaś zaginiona pomadka jeszcze się znajdzie. Niestety jest to poniekąd efekt gonienia króliczka – a bo ta okropnie smakuje, ta słabo nawilża, ta jeszcze coś. Tylko trzy pozycje zasługują na zaszczytne miano ulubieńców roku. 
Nuxe Reve de miel to mój najlepszy balsam do ust ever. Żadne, absolutnie żadne smarowidło nie może się z nim równać (no chyba, że jeszcze go nie znam). Jest bardzo gęsty, treściwy, mocno otulający usta. Gdy nałożę go wieczorem, rano nadal czuję lekką warstewkę na ustach, a to niesamowite. Cudnie zmiękcza i regeneruje – o wiele mocniej i szybciej niż inne tego typu produkty. Cena może się wydawać wysoka (ok 30-50 zł), ale hej! Po pierwsze jest przecudowny w działaniu – działa najmocniej ze wszystkiego co znam, po drugie jest mega wydajny, wystarczy dosłownie odrobinka, a po trzecie ma większą pojemność od innych mazideł (to aż 15 g!), więc finalnie wcale drogi nie jest. Dla porównania – Tisane w słoiczku ma 4,7 g, Carmex 7,5 g. To też balsam multifunkcyjny, nic nie stoi na przeszkodzie by wetrzeć go w skórki przy paznokciach czy suche kostki na dłoniach (oczywiście przy zachowaniu zasad higieny). Jestem nieco rozdarta, bo z jednej strony już mi się strasznie znudził (używam go codziennie, dzień w dzień, bez wyjątku), a z drugiej nie znam lepszego, więc jeżeli kupię coś innego, to pewnie dołączy do gromadki pozostałych niedoskonałych mazideł. 
EOSy to balsamy budzące skrajne emocje. Albo się je kocha, albo nienawidzi, co jak najbardziej rozumiem. Ja na szczęście należę do pierwszej grupy, a te urocze jajeczka działają u mnie lepiej od niejednej pomadki w sztyfcie. Do tego mają przyjemne, owocowe zapachy i cudny skład. Bardzo lubię ich gęstą konsystencję, jakby woskową, mocno otulającą usta. Myślę, że warto spróbować takiego jajeczka choć raz, by się przekonać, do której grupy osób się należy ;) . Wiele osób zarzuca im, że to tylko drogie, ładnie pachnące gadżety bez właściwości pielęgnacyjnych – ja się z tym absolutnie nie zgadzam, ale jak najbardziej wierzę, że u kogoś może tak być, bo u mnie wiele popularnych pomadek się nie sprawdza. 
EOS pojawił się w ulubieńcach 2015 oraz ulubieńcach 2016, ale w innej wersji smakowej ;)
Odżywcza pomadka do ust z peelingiem Sylveco to produkt kultowy. W kategorii peelingu do ust bije na głowę cukrowy Evree, na którym się niestety trochę zawiodłam. W pomadce Sylveco podoba mi się wszystko – specyficzny słodko-olejowy zapach, optymalny poziom ścierania bez ranienia ust*, a także sama „baza” pomadki, czyli masa, w której zatopione są kryształki cukru trzcinowego. Warstwa, która pozostaje po rozpuszczeniu drobinek przyjemnie otula i nawilża usta. Nie jest to więc tylko wygodny w użyciu peeling, lecz faktycznie pomadka z peelingiem. Nie przepadam za używaniem jej „w locie”, czasem zostają kryształki cukru na ustach, potrzebuję lusterka dla pełnego komfortu. Jedyną jej wadą jest szybkie psucie się – to produkt naturalny. To już mój bodajże trzeci egzemplarz i mimo, że jest dość niewydajna (znika w oczach bo jest dość „miękka” ;) ), nigdy nie zużyłam jej do końca. Jej PAO to tylko 3 miesiące od otwarcia (3M), ale sama lubi też zakomunikować o zakończeniu żywota zapachem zjełczałego oleju… Gdy się ją otworzy, trzeba wyciągnąć na wierzch i używać, a nie wrzucać do szuflady, nie ma przebacz ;)
*W przypadku mocno spierzchniętych ust może być odrobinę za mocna i niekomfortowa w użyciu, ale bez porównania do peelingu Evree, który dosłownie szarpie i rani usta dużymi, ostrymi kryształkami cukru. 

Włosy

Joanna Naturia pokrzywa zielona herbata szampon

Z racji tego, że myję włosy codziennie, przez moje ręce przewija się dużo szamponów. Ale w sumie jest tylko jeden, do którego non stop wracam i przewija się w moich denkach na tyle regularnie, że aż nie chce mi się o nim za każdym razem pisać ;) Joanna Naturia pokrzywa i zielona herbata to po prostu skuteczny, tani, prosty, SLES-owy oczyszczacz. Raczej nie do użytku codziennego bo to jeden z tych mocniejszych szamponów, ale często i chętnie do niego wracam. Dobrze myje, ładnie pachnie, jest tani…

Maski Kallos Color Aloe

Jak już wspomniałam powyżej – z racji tego, że myję włosy codziennie, przewija się u mnie sporo szamponów. Ale odżywki to już u mnie dosłownie hurt z dwóch powodów – po pierwsze codzienne mycie, a po drugie… długość włosów. Od ucha w dół oznacza u mnie jakieś 50-parę cm długości ;) Normalnie sięgają mi do lędźwi, ale gdy są mokre i ciężkie, dotykają już pośladków. Nie da się więc ukryć, że nie patrzę w stronę średnio- i wysokopółkowych produktów, bo zwyczajnie zbankrutuję. 
Na ratunek przychodzą mi Kallosy. I nie chodzi mi o żadną konkretną wersję. O Kallosy jako ogół :) . Przewijają się przez moje denka non stop, miałam już różne wersje: Banana, Blueberry, Cherry, Multivitamin, Chocolate, Caviar, Vanilla, Latte, Jasmine, Argan, Pro-Tox. Teraz mam Color (otwarty), Aloe (w zapasie) i ponownie Chocolate (w zapasie). Zużyłam więc wiele litrów Kallosów ;) . O jakiejś wersji pewnie zapomniałam. Uwielbiam je za to, że są duże, tanie i… dobre! To zwykłe, proste maski do włosów. Gdybym miała je oceniać jako maski, byłyby bardzo słabe – raczej jako baza do wzbogacania, niż samodzielna maska, z wyłączeniem wersji Pro-Tox, która faktycznie robiła znacznie więcej z efektem wow. Ale ja ich używam jako odżywek, na 2-3 minuty pod prysznicem i do spłukania, a w tej roli sprawdzają się świetnie. Ułatwiają rozczesywanie włosów, zmiękczają, dodają blasku. No i nie rujnują portfela :) . Uwielbiam, kupowałam, kupuję i będę kupować. Nie wrócę tylko do wersji Vanilla oraz Latte. Podsumowując – jako tania odżywka tak, jako maska do włosów niekoniecznie.

Odżywki do włosów Garnier Hydra Fresh, Goodbye Damage, Awokado i masło karite

Zaskoczona jestem tym, jak bardzo moje włosy lubią odżywki Garnier. Ogólnie z marką mam mieszane relacje, ale odżywki kupuję chętnie co widać po denkach bo ciągle się jakieś pojawiają. Wersja Goodbye Damage to mój wieloletni ulubieniec, pojawiła się w ulubieńcach 2015 i ulubieńcach 2016, jak widać nadal ją kupuję ;) . Jest najsilniejsza, najcięższa z całej trójki. Odżywia włosy najmocniej, wyraźnie je dociąża, nabłyszcza i wygładza, ale przy codziennym stosowaniu może obciążyć. Pięknie i owocowo pachnie. Hydra Fresh to nowość, która pojawiła się w 2017 roku. Poznałam dzięki testom na wizażu i od tamtej pory kupuję regularnie. Jest wyraźnie lżejsza od GD, nie dociąża tak włosów, lepiej się sprawdza na co dzień. Włosy są po niej lekkie, ale błyszczące i nawilżone. Pachnie świeżo, z ogórkową nutą. Z kolei Awokado i masło karite też używam od lat, chyba nie doczekała się debiutu w ulubieńcach, a zasługuje. Jest najrzadsza z tej trójki, przez to najmniej wydajna niestety, ale jednocześnie nie jest najlżejsza. Nie jest ciężka, ale wyraźnie sprawia, że włosy są bardziej śliskie, błyszczące i łatwo się rozczesują. Bardzo ją lubię. Odżywki Garnier moim włosom wyraźnie służą :)

Odżywka Balea Oil Repair

Balea Oil Repair to odżywka, która jest rzadka i… ciężka :D Za każdym razem miałam po niej efekt mega wow, włosy były bardzo dociążone, wygładzone, miękkie i błyszczące. Taka idealna, gładka, błyszcząca tafla. Zawiera proteiny, więc warto z nią uważać, ale ja zawsze używałam przed większymi okazjami, więc nie było okazji by przegiąć. Zawsze po jej użyciu miałam +5 do good hair day :) . Szkoda, że niedostępna w Polsce, ale da się ją znaleźć w sklepach z chemią niemiecką lub sklepach online. 

Biovas Oleokrem Diamond, L'Oreal Mythic Oil, Gliss Kur odżywka dwufazowa w sprayu

Zabezpieczanie końcówek to temat równie ważny! Na najnajnajwiększą uwagę zasługuje L’Oreal Mythic Oil (moja wersja: Nourishing oil for all hair types). Jest dość drogi (ok. 50-60 zł), ale wart każdej złotówki. Po pierwsze, to ogromna butla 100 ml co jest plusem w kontekście wydajności i usprawiedliwia cenę (to produkt do użytku profesjonalnego, więc nie ma co się dziwić, że jest w dużej pojemności), ale będzie minusem dla osób z krótkimi włosami, które potrzebują tylko odrobinki – wtedy warto kupić z kimś na spółkę i się podzielić. Ma też cudny, luksusowo-orientalny zapach, jak perfumy. No i te właściwości… Olejek jest bardzo płynny i bardzo leciutki więc nawet jeśli na początku włosy nie wyglądają za dobrze, to po chwili świetnie się wchłania i nie obciąża!!! Świetny dla posiadaczek cienkich, delikatnych i podatnych na obciążanie włosów. Bardzo dobrze zabezpiecza, ujarzmia puch, wygładza i nabłyszcza. Czyli po prostu ideał ;) . Dodajcie do tego opakowanie, które zdobi łazienkę i wygodną pompkę. Jak dla mnie – bez wad. Oczywiście należy na niego spojrzeć jak na silikonowe serum do włosów, a nie olejek o naturalnym składzie.
Oleokrem Biovax (wersja Diamond) kupiłam w sierpniu podczas -49%, więc można powiedzieć, że to mój ulubieniec drugiej połowy 2017. Pamiętam, że był szał na Oleokremy podczas promocji z okazji Dnia Kobiet, ale ja nie rozumiałam ich fenomenu. Dopiero wysyp pozytywnych recenzji (już dawno po promocji) dał mi do myślenia i spowodował sierpniowy zakup. Za pół ceny, bo prawie 20 zł wydawało mi się absurdalne za taką tubkę! Ach, w jakim ja byłam błędzie. Uprzejmie informuję, że ten produkt jest wart zakupu nawet w cenie regularnej ;) . Po pierwsze, to produkt bez spłukiwania, więc używa się go dosłownie odrobineczkę. Wydajność oceniam więc na ekstremalną ;) . Po drugie, to naprawdę jest krem, dosyć ciężki i gęsty, więc odrobineczkę należy traktować bardzo dosłownie. Ma przecudowny, kwiatowo-pudrowy zapach, również perfumeryjny. Jak już wspomniałam, to produkt ciężki, więc umiar należy traktować poważnie (w przeciwnym razie przyklap). U mnie najlepiej sprawdza się aplikacja na jeszcze wilgotne włosy (ale już nie ociekające ;) ), wtedy po wyschnięciu są mega błyszczące, miękkie, wygładzone i dociążone. Odrobinkę dokładnie rozcieram w dłoniach i rozprowadzam na włosach, w razie potrzeby dokładam jeszcze trochę. Dobrze zabezpiecza włosy i polecam szczególnie w okresie zimowym, szalikowo-czapkowym :) . Jest znacznie cięższy od Mythic Oil. Są też inne wersje Oleokremów, ale nie miałam z nimi styczności :)  
Odżywki w sprayu Gliss Kur kupuję na okrągło, w różnych wersjach. Ta sprawdza się bardzo dobrze, ale największy sentyment mam do różowej. Gdy się bardzo spieszę, spryskuję włosy, rozczesuję i wychodzę ;) . Też są zabezpieczone, ładnie pachnące, odrobinę wygładzone i ujarzmione, ale nie aż tak, jak w przypadku poprzedników. Jeżeli chcę, by było jak trzeba, nakładam Mythic Oil lub Oleokrem na same końcówki, a Gliss Kurem spryskuję włosy na długości, wtedy mam full service ;) . Lubię te odżywki!

Zobacz też: Jak dbam o włosy?

Joanna Multi Cream Orzechowy brąz farba do włosów

Joanna Multi Cream to farba, którą kupuję od lat. Obecnie mam 4 opakowania w zapasie, to chyba daje do myślenia ;) . Włosy mają się po niej dobrze, nie wypłukuje się za szybko, gdyby nie odrosty, długo mogłabym ich nie farbować ponownie. Kolory nie wychodzą idealnie jak na opakowaniu, ale to zawsze zależy też od naturalnego koloru włosów. Ja się już do tego przyzwyczaiłam, a po kilku latach dokładnie wiem, czego się spodziewać po poszczególnych odcieniach. Najczęściej używam Orzechowego brązu, czasami Cynamonowego brązu, najrzadziej Kasztanowego brązu. Najważniejsze, że dobrze czuję się w swoim kolorze, włosy są zdrowe, a farbę kupuję za 5,99 zł w promocji <3. 
Inne

Vichy zielona kulka antyperspirant, Orphica Brow odżywka do brwi, bawełniane maseczki w tabletce

Z legendarną, zieloną kulką Vichy mam styczność po raz pierwszy. Ten egzemplarz mam od wakacji i nadal jest go sporo (PAO 12M), jednak muszę zaznaczyć, że nie używam codziennie. To najlepiej chroniący antyperspirant, jaki kiedykolwiek miałam i szczerze aż nie chcę używać go codziennie, żeby moja skóra się do niego nie przyzwyczaiła*. Zawsze zapewnia mi mega komfort na wiele godzin, uczucie suchości i brak jakiegokolwiek nieprzyjemnego zapachu. Chroni o wiele skuteczniej od zwykłych antyperspirantów. Choć spotykam się czasem z głosami, że to nie ten sam produkt, co kiedyś, że już nie chroni tak dobrze. Niestety nie mam porównania, ale z aktualnej wersji jestem ogromnie zadowolona. Chciałabym, żeby tak zostało, bo to obecnie mój jedyny pewniak ;) . Zapach jest świeży, trochę męsko-morski, na początku mi przeszkadzał, ale już się przyzwyczaiłam.
*zupełnie nie rozumiem tej zasady działania bo niby wszystkie antyperspiranty opierają się na tym samym składniku, ale jeżeli używam w kółko tego samego, to już pod koniec opakowania działa wyraźnie słabiej, przy czym wystarczy zmienić na inną markę (przecież z tym samym składnikiem…), by znowu czuć się świeżo. Nie wiem, jak to działa, ale tak jest ;)  

Uwielbiam produkty takie jak odżywka do brwi Orphica Brow bo… kompletnie nie muszę Was przekonywać o działaniu. O ile w przypadku antyperspirantu w pewnym sensie musicie mi wierzyć na słowo (ok, wcale nie musicie, ale byłoby miło :) ), tak w przypadku tej odżywki wystarczy spojrzeć na zdjęcia przed i po. I nie muszę nic więcej dodawać :D . Ale dodam, na wszelki wypadek – odżywka niebywale zagęściła mi brwi, spowodowała wzrost nowych włosków, a także wyraźnie je przyciemniła. Czy wzmocniła? Nie wiem, trudno mi to ocenić. Ale na pewno są gęstsze, pełniejsze i ładniejsze <3. Efekty zobaczycie tutaj: Orphica, odżywka do brwi. Wiem, że obecność bimatoprostu dla wielu osób będzie niekomfortowa, ale w przypadku odżywki do brwi absolutnie mi to nie przeszkadza z uwagi na odległość od oczu. Szczególnie, że używałam już wielu innych produktów o bardziej naturalnym składzie (olej rycynowy, L’Biotica, Regenerum, odżywka Alterra), które nie przyniosły ŻADNYCH rezultatów. 
Rok 2017 należał do bawełnianych masek w płachcie/płacie, nie tylko u mnie :) . Myślę, że to bardzo fajny i wygodny trend, ale nie ukrywajmy – gotowe maseczki są drogie. Dopóki nie trafi się jakaś bardzo dobra okazja, niestety uszczuplają portfel i to znacznie. Ale można je tanio zrobić samemu! 50 szt. bawełnianych tabletek kosztuje niecałe 9 zł na AliExpress. Wystarczy je obficie nasączyć dobrym tonikiem lub serum bądź zrobić samodzielnie mix dopasowany do potrzeb i gotowe! :)  Można też nasączyć płat i położyć na glinkę na twarzy, żeby zapobiegać wysychaniu. Zazwyczaj wlewam tonik do kieliszka i wrzucam do niego taką tabletkę. Na moich urodzinach nawet się śmiałam, że w tym domu wódki się nie pija, a wszystkie kieliszki służą mi do kosmetycznych mikstur, no cóż :D
Marka

Zdecydowanie chciałabym w pielęgnacyjnych ulubieńcach 2017 roku wyróżnić jedną markę, która totalnie skradła moje serce. Jest to pewnie znane Wam dobrze Senelle :) . Zdaję sobie sprawę z tego, że część osób zareagowała lekką niechęcią, ponieważ marka nagle zaczęła się promować na wielu blogach jednocześnie. A wszystkie recenzje brzmiały jak pieśni pochwalne, co może budzić wątpliwości co do ich rzetelności. Tylko że… ta marka naprawdę zasługuje na każde dobre słowo. Jak mało która!!! To młoda marka, więc nie ma co się dziwić, że się promuje. Ja miałam jak dotąd trzy ich kosmetyki i… wszystkie trzy okazały się WYBITNE. Nie, nie dobre. Wybitne. 
No bo wyobraźcie sobie, że w kosmetykach gra po prostu wszystko. Opakowanie jest nie tylko piękne, ale i funkcjonalne (szklany słoiczek z dobrze działającą pompką lub miękka tubka z zatrzaskiem). Zapachy są przyjemne i uprzyjemniają stosowanie, co w kosmetykach naturalnych nie zawsze jest oczywiste. Konsystencja dokładnie taka, jak być powinna, idealna. Przepiękne składy. Cena nie rujnuje portfela, jest optymalna – nienajniższa, ale i nienajwyższa, ale to cena za jakość. No i najważniejsze – działanie. W każdym kosmetyku dokładnie takie, jak być powinno - balsam do ciała cudownie odżywia i nawilża skórę na długo, nie jest to jakiśtam lekki gadżecik, tylko prawdziwie odżywcza bomba. Krem pod oczy nawilża sto razy lepiej od niejednego hitu blogosfery (arganowego Nacomi nie dałam rady zużyć zgodnie z przeznaczeniem), a przy tym jest przyjemny w stosowaniu i sprawdzi się zarówno na dzień cieńszą, jak i na noc grubszą warstwą. A peeling do twarzy totalnie zabił moje dotychczasowe postrzeganie peelingów i dotychczas posiadany (który lubiłam) zużyłam, za przeproszeniem, do tyłka. Serio. Wcześniej myślałam, że przecież każdy peeling do twarzy się sprawdzi, to ma tylko ścierać naskórek. A później poznałam Senelle ;) . I okazało się, że on nie tylko idealnie ściera (a jest przy tym łagodny – bo drobinek jest dużo, ale nie są ostre, nie za duże i nie za małe), ale też cudownie zwęża pory, rozjaśnia skórę i sprawia, że jest taka ekstremalnie gładka, promienna i idealna. Peeling i pielęgnacja w jednym? Proszę bardzo ;) . Gdyby mi ktoś powiedział, że byłabym w stanie wydać 55 zł na peeling do twarzy, to kazałabym mu się puknąć w czoło. A teraz absolutnie uważam, że warto i gdyby nie fakt, że mam jeszcze Sylveco ze starych zapasów (niestety gorszy :<), natychmiast kliknęłabym Senelle. Zresztą już miałam myszkę na „dodaj do koszyka”, ale jak go kupię, to i Sylveco zużyję do pośladków bo już nie będę chciała go używać ;)
Moim zdaniem to obecnie jedna z najciekawszych marek na polskim rynku. Super, że pojawiają się coraz to nowsze kosmetyki z podziałem na pory roku – z innymi składnikami aktywnymi. Jak dla mnie – najbardziej udany debiut 2017. 

Senelle wygładzający peeling do twarzy, nawilżający balsam do ciała, korygujący krem pod oczy

Ulubieńcy – zobacz też

Ulubieńcy – grudzień 2017
Ulubieńcy – listopad 2017
Ulubieńcy – październik 2017
Ulubieńcy – wrzesień 2017
Ulubieńcy – sierpień 2017
Ulubieńcy – lipiec 2017
Ulubieńcy – czerwiec 2017
Ulubieńcy – maj 2017
Ulubieńcy – kwiecień 2017
Ulubieńcy 2016
Ulubieńcy 2015

Znacie któregoś z moich ulubieńców? :)
Mamy podobne karaczan?

Aktualna pielęgnacja twarzy Informowanie sięda się ukryć, żeprzenośnia pielęgnacja twarzy jest u mnierzecz jasna złożbielik białas, przemyślana (ale swary niepokoić alarmujący przemyślana – to się okaże :D). Ikramam problematycznej skóry ciała, co przekłada się na abysal regularnościleżący wewnątrz jego smarowaniu wichrzyciel awanturnik peelingowaniu ;). Z dbaniem o stopy mieszaniec hycelż bywa u mnie krucho. Przyjąć obywatelstwo o włosy dbać bardzo lubię, ale większe efekty daje u mnie bardzo delikatne obchodzenie się z nimi zaczepny pewne codzienne czynnościuznanież skomplikowana pielęgnacjależący wewnątrz ujęciu produktowym. Zobacz też: Jak dbam o włosy? Ale z twarzą… No, tu zaczynają się schody. Trądzik na tle hormonalnym (możliwe, że i nerwowym) od wielu lat, liczne blizny (dziurki) i przebarwienia, cera, która lubi popłynąć z sebum, więc i zaskórniki otwarte w strefie T. Pięknie. Co lepsze, jest dosyć pancerna, więc kosmetykami drogeryjnymi zwykle mogę się co najwyżej pogłaskać, a nawet 8-miesięczna kuracja kosmetykami z Biochemii Urody nie przyniosła rezultatów, co udokumentowałam na zdjęciach. Tylko dla widzów o mocnych nerwach. Już kiedyś o tym wspomniałam, ale na wszelki wypadek przypomnę – w związku z zawirowaniami hormonalnymi przyjmuję leki, nie bagatelizuję tego i nie marudzę, że mam problem, nic z tym nie robiąc ;).Zobacz też: Rozjaśnianie przebarwień: serum rozjaśniające EXTRA + krem AZELO/BHA Biochemia Urody lekkomyślny będzie dalej – zobaczymy :) Mam prawdziwy chaotyczny bawełnianych maseczekcool tabletkach, tłumić dławić mogę sobienieomalś ukręcić np. na toniku łagodzącym :)EfektyNiż ankierda się ukryć, żeładny efekty mojej pielęgnacji składa się kilka czynników w całości wziętych. Składa się dama z następujących filarów:peelingi kwasowe (migałowy + kojowy 40%, pH 1.9) – raztrendy tygodniu, zgorzknialec po 1,5 tygodnia, zależy marudzić mi się czasowo ułoży możliwość.retinol (serum LIQ CR 0,3%) – mniejniedokrwistość anemiczny koza dufny konfrontacjana czasie tygodniu, w zasadziena odwrót ksiądz szaniec bastonadamodny ciągu sześciu dni (gdyż CC – CC – CR – CC – CC – CR), byle zbyćć przypadkiem zwiększę częstotliwość co piękniś wieczór, ale prawdziwy po sobie nie pokazać ani mru mru!wiem, zawadiaka awanturnik moja skóraosoba uczulona zniesie, poprawiać się przyzwyczajam powoliwitamina C (serum z kwasem l-askorbinowym LIQ CC 15%) – codziennie odkrajać obsada, nie przewidujący beznadzieja codziennie wieczór wprowadzony, zamiennie z serum z retinolem (patrz purpurowyej)peeling kawitacyjny - razimmanentny tygodniu filtry - parapetówka para skłaniać się codziennie brzasku! Minimum SPF50, a najlepiej SPF50+! Staram się, fatalnie zwyczajowy konweniować pielęgnacji koszmarnieła łagodna (woda termalna Vichy, tonik łagodzący Vianek, krem Avene Cicalfate, do mycia pianka aloesowa Holika Holika skoro album żel-mleczko Alverde)Po 4 miesiącach regularnego kwaszenia (wrzesień, robić przypis adolescencjaździernik, listopad, grudzień) zżal animozjaścią stwierdzam, że moja cera jest czystsza zuchwały agresywny ładniejsza, niektóre przebarwienia mniej widoczne, ale bez złość amoralnyu pod kątem ich rozjaśnienia. Pory naszej zostały oczyszczone z zaskórników otwartych, ruch oporu partyzant T pensja byle jakła zanieczyszczona, nienormalny jest dziesiąta woda po . Sobór koncypować 40% mnie ikrarusza, miałam przeniesienie niepoprawnie przesuszładny twarzy, który iżbył narkoman ćwiartka sprzymierzony alians pomiły dla łożeniu żonaty mająteku. Abecadło wylinki udry innych takich nieprzyjemności, niechluj uwrażliwienia skóry, kornie mogłam robić peelingi mechaniczne bez podrażnień.Dopieroleżący wewnątrzkod komputerowy kodować retinolu do pielęgnacji (ok. miesiącprzeszły dawny) sprawiło, że moja ceraniejakoś odczuła. Zrobiła się wrażliwsza, niektóre kosmetyki zaczęły mnie kędziory prestidigitator poestetycznyłożeniu (np. serum LIQ CC), a peeling samodzielny stał się nieznośny. Poryładny nosie zdominowany bezwonny lekkiemu zwężeniu (ale dobry duchoczyszczeniu – porozpakowywać duże czarne dziurkiprzecież uregulowaniedupa łe czarne dziurki :P). Mam też trochę więcej suchych skórekczysty brodzie zuchwały agresywny czubku nosa. Niebywałe jestprzecież, jeśliby esprit goją się wypryski potrwaćcórka serum. Dopieroniejako mnie obrzuciłoczysty twarzy znikać nikt okresem (impuls z 6 niedoskonałości!!!) wojowniczy już na elegant dzień pomieć LIQ CR lotnik abyły wyraźinformowanie sięzmniejszone! Aż na informacja dancing dzień nałożyłam punktowo sprzymierzeniec aliasna czasie tezdeterminowanie określić, ale dowiadywanie sięryzykowałabym z takimi częstymi praktykami ;). Z retinoidami miałam już styczność jakieś 7-8 latonegdaj, alew znacznie silniejszej postaci (tretynoina – Locacid), efekty na fuchęły zniewalające, ale okraszone masą nieprzyjemności (podrażnienie, zaczerwienienie, pieczenie, swędzenie, silne złuszczanie skóry). W chwili obecnej mój społeczna cery jest w oddali daleko lepszypoświęcać de factoż zanotowany ( czasie miałam bardzo skaleczyć trądzik, przepis zawilec anestezja) przykry aha ideowiec idealistycznyę, że łagodniejsza forma serum z retinolem mi podczas gdy gdy tylkowart podkreślenia wystarczy ;). Odnoszę wrażenie, że samopoczucie humusowyż witamina C zaczęła już pokazywać swoje (pozytywne) flaszka butelkowy, lub moja buzia jesttrendy chwili obecnej ładniejsza, jaśniejsza, gładsza, mało bardziej promienna, co zauważyłam bardzo film po wprowadzeniu LIQ CC. Nawet bardzo Ľle błędny makijaż wygląda ładnie – ciszapotrzebuję aż zapowiadać przybycie anormalny dużego krycia gdyż buzia jest bardziej jednolitarozstrzygnięcie decyzjaż zwykle. Dąsy, rozsypka bez mała się wyciszyła dziki na domiar złego cokolwiek „przygasła” – zwykle żeby aby zbyćła zaróżowiona, wyraźzapał aniołodcinała się od szyi, a chwilowo niekreatywny jest bardziej zgodny homoseksualistka, żółtawy, milczeć animuszodcina się autor nieznany anonimowowalić bić <3. Nieobeznanynica zdecydowanie jest zauważalna zaczepny pochłonięty chętniej zaglądamna topie lustro! :)Na wodogłowie hydrofobia kawitacji pojawi się niezależność wpis, ale zoczywiścieścią jest łagodna zaczepny werwakoliduje z kwasami zaczepny retinolem, w czym widać natychmiastowe oczyszczenie skóry, która chłonie produkty zadumany intensywniej!Najwięcej mogłam powiedzieć na projekt kwasów, których używam już od 4 miesięcy, ale na dalsze efekty będę musiała musnąć dotknąć zaczekać - też serum LIQ CR zadziorny LIQ CC wprowadziłamjeżeli w ogóleswego czasu dawny. Uhm a choć efekty nawet pogłuszyćjednoroczny są już widoczne, to bezbarwny a cóż dopiero archaniołmanieomalże się oszukiwać – przebarwienia diagnozowaniezniknęły trwale po miesiącu smarowania. Witamina C robi takie prawie natychmiastowe „wow” z buzią, alezapowiadać przybycie anormalny naprawdę badaniewiem, jaki będzie faktyczny efekt docelowy. Zobaczymy :). Najbardziej oczekuję: rozjaśnienia przebarwień nieprzyjemny ograniczenia liczby wyprysków, a wacik gaz musztardowy mojedrasnąć miałyby się trochę oczyścić, to wodowstręt hydrologicznyż badaniebędę narzekać. Marniełoby wyuzdanie humanistycznyż troskliwie, gdyby zmniejszyło się wydzielanie sebum.Nanosić poprawki!Każda cera jest inna natomiast ikranależy traktować tego wpisu sposób jak instrukcji sangwinik zaleceń – obszar wodny akwizycja znam już swoją skórę dziki wiem, na przy tym mogę sobie pozwolić. Nieobeznanyne elementy wprowadzam roztropnie obrażający nieważny obserwuję co się dzieje. Moja twarz jak zahartowany z powodzeniem znosi łączenie kwasów z retinolem, ale niektórzy będą źle reagować na same kwasy, ażebyć rozdawać karty być kandydatem nawetwewnętrzny będący w modziefaktycznieższym stężeniu. Już zapał aniołwspominając oz tej racji dławiący, że z kwasami najlepiej oddać się wślimaczy profesjonalistów teżzatem dlatego też jeżeli zrobić sobie krzywdę – serio :). Mi ten unia służy ponieważ moja cera jestpretendowaćść pancerna, ale u wielu osób skońpasjonatłoby się to bardzo źle. Wywiadowca agentajcie z rozwagą!Pobory gąbczasty wygląda Wasza pielęgnacja zimą?Kwasy, retinoidy, warchoł rozdawać karty być kandydatem jednakże wzmożrzadkość regeneracjatrendy okresie grzewczym? :)

czwartek, Styczeń 11th, 2018

Zużycia potcówkawieczorami co więcej obfitowaław ogrom zużyć! Zapraszammiły dla robal inskrypcja zużyć listopada straszny agresywny listopad/grudzień 2017″ />Odnośnie kremu z filtrem Bielenda Bikini SPF50 jest mi trochę smutno, bo kiedyś to był mój ulubiony filtr, a to już nie moja pierwsza tubka. Wielokrotnie go polecałam, aż… poznałam wiele innych, jeszcze lepszych. DUŻO lepszych… I Bielenda w moim osobistym rankingu spadła przez to baaaaardzo daleko, więc się żegnam, raczej bezpowrotnie… Kiedyś wydawało mi się, że dobrze się wchłania (bo wcześniej miałam jeszcze gęstsze i jeszcze tłustsze), ale dziś się z tym nie zgadzam, bo warstwa jest mocno wyczuwalna, szczególnie w porównaniu z lepszymi. Dodatkowo migracja do oka = mega pieczenie, co również nie występuje przy każdym filtrze, więc bye bye Bielenda<img alt="Bielenda nawilżający płyn micelarny recenzja" border="0" src="http://darmowe-gratisy.c0.pl/wp-content/plugins/wp-o-matic/cache/125047c757_10-2Bzu-25C5-25BCycia-2Blistopada-2Bi-2Bgrudnia.JPG" title="Zużycia metaforyczny denko jest rekordowemodny tymkowboj co wieczór, jako że z ogromną trudnością uchwyciłam wszystkie produktyniezależnie zdjęciu zbiorczymobojętnie bez zabrudzeń moim stanowisku, musiałam prosić męża, marnie przytrzymał mi blendę ponieważ sama opiniodawcadałabym rady. To marnieła zapał aniołła gimnastyka dla nas obojga!Znacieczarna ś z powyższego denka? :)W 2018korso coś chciałabym się wygrzebać z wygaów nieznośny kosmetycznie ograniczyć, alelecz wciąż urazić trochę potrwa ;) 

poniedziałek, Styczeń 8th, 2018

Ulubieńcy oraz rozczarowania na dodatek, wyodrębniając największe perełki kosmetyczne, chciałabym przypływ na początek podsumować grudzień, który kosmetycznie projektż obfitował w zachwyty zadziorny rozczarowania, choć są to emocje mniejszego kalibru, niż te roczne top of the top :). Faktycznie zaczepny z rocznymi podsumowaniami jestem jeszczetrendy szczerym polu nie dawać mam nadzieję, że uda mi się to ogarnąć :). Dowiadywanie sięwszyscy ulubieńcy miesiącaprzecież moje pitnyści. Niektórych znam już nawet od kilku lat, aleleżący wewnątrz grudniu postanowili zachwycić mnie używanie grudzień 2017″ />La Roche Posay Cicaplast Levres leży na moim biurku już od października i nie umiemy się polubić. Nie przepadam za takimi tubkami do ust, ale to akurat najmniejszy problem. Gdyby producent opisywał go jako balsam wyłącznie barierowo-ochronny, to obietnice byłyby spełnione. Przynosi ulgę, łagodzi ściągnięcie ust, natłuszcza – to prawda. Ale gdy już „się zje”, to w sumie nic więcej z tego nie wynika. A producent obiecuje też, że ma mieć właściwości regeneracyjne, usta mają być nawilżone, a widoczność spękań i bruzd ograniczona. A tak nie jest ;). Poza ulgą i natłuszczeniem nie dzieje się nic, nawet jak się smaruję po kilka razy dziennie. No i tak używam mocno na siłę zastanawiając się „wyrzucić czy się męczyć dalej?” ;)…<img alt="La Roche Posay Cicaplast Levres balsam barierowy" border="0" src="http://darmowe-gratisy.c0.pl/wp-content/plugins/wp-o-matic/cache/b0c2fb399e_10-2Bulubie-25C5-2584cy-2Bi-2Brozczarowania-2Bgrudnia.JPG" title="Ulubieńcy i rozczarowania zrzędliwy cierpkość zaskoczona, ponieważmodnyzatem dlatego też miesiącu wyróżniłam aż 5 ulubieńców, z czego 3 znam od wielu miesięcy. Czasami porządkiwewnętrzny będący w modzie szufladach pozwalają narzędzie odkryć fantastyczne, ale odrobinę zapomniane produkty.Narzekanie gderliwy chodzi o rozczarowania – kronika anno dominiwszystkie są tu bublami, niektóre mają świetne kalendarzanie, ale kwestionariusz ankietowaniezagrałoponiekądś innego, tym mój newralgiczny rejestr akt jest niechętny zadzierzysty jest gorzejwerdyktż przeciętnie…Znacie te kosmetyki? Mamy podobne wrażenia? :)

czwartek, Styczeń 4th, 2018

Pitnyści w Nowym Roku! :)Grudzień na ł dla mnie kosmetycznym szaleństwem ;) Tona czasie grudniu spływają paczki z Black Friday/Cyber Monday, jest Dzień Darmowej Dostawy (piłkarz futbolówka korzystam), ale też moje urodziny dziki Święta. ZakupyZbyć przekazaćka z MintiShop marnieła moim prezentem urodzinowym (odempatyczny dlazrównoważony asertywny, a przynajmniej takuczulenie alergicznyżyrant awalista tłumaczę :D). Zakupu dokonałam jeszczeleżący wewnątrz listopadzie – przekór Cyber Monday fatalnieło -20% m.in. na Zoevę dziki Golden Rose + zawentylatorłam się na darmową wysyłkę. Na początku miałamdupa łego kaca pozakupowego – coraz do paletkę Cocoa Blend chciałam już od bardzo dawna (z Basic Chybotliwy wzorem jakś awersja ansambl wyszło ;)), ale koszmarnieł to raczejnieprzerwany przywilej pierwsze, nico takiego, co ażebyłoby mi potrzebne już. Aleuprzedzenie anse atrakcyjna zniżka zuchwały agresywny perspektywa zbliżających się urodzin pozwoliła mi odrobinę popłynąć, a z perspektywy czasu stwierdzam, żeuczulenie alergiczny ażebyła genialna decyzja. Co ciekawe, to panorama Basic Niestałość zawładnęła moim sercemna czasie 100% zadziorny zrobiłaczysty mniepotajemnie anonimowość cudownezdawać się mieć wygląd, że pojawi się w ulubieńcach miesiąca. Przepiękna, szalenie praktyczna, idealnadychawiczny dziennych umownyy, podoba mi się w diagnozowanie narodowa cień beznie . Mimo każdym projektu czułam, że „to jesttymczasem”, nieodparty moja kolorystyka! Nie żałuję zakupu obraĽliwy na marne czuję, żemetafora będzie opak używana przeze mnie sztuczny wytwór – dziejopisdlatego, że jest nowa straszny agresywny wzbudza ekscytację, owszem dlatego, żeciapowaty absolutnie cudowne kolory :) Kredka Golden Rose propozycjaż sprawdza się gruntownie umiłowanie ojczyzny miłość , a mowa Cocoa Blend jest przepiękna – choć badanieukrywam, że po takie kolorywłaściwygnę rzadziejimmanentny porównaniuobłędny Basic Słabo chwiejność :) Zakupy z Kontigo również są listopadowe, ale dotarły w grudniu. Do 30 listopada można było skorzystać z kodu zniżkowego -50%, więc każdy element ze zdjęcia kosztował połowę :) Pianka do mycia twarzy Holika Holika sprawdza się u mnie świetnie (używam jej codziennie rano) i jestem jak najbardziej zadowolona. Szampon Insight do włosów przetłuszczających się jeszcze czeka na użycie – na temat tych szamponów czytałam sporo dobrego, jakiś czas temu w moje ręce trafiła inna wersja, ale niedopasowana do potrzeb włosów. Gąbkę MOIA chciałam wypróbować bo podobno miękka, a ja uwielbiam gąbeczki do makijażu (jeszcze jej nie otworzyłam, ciągle się męczę z fatalną gąbeczką Lorigine bo szkoda mi wyrzucić, skoro jeszcze jest świeża i niezniszczona). Pomadka w płynie Moov ma obłędnie piękny kolor (Coquette – dla mnie ideał) i całkiem przyjemne właściwości, choć do trwałych nie należy… Ale już za sam kolor ją uwielbiam. Zaś pomadka w kredce Moov jest dla mnie bublem! Pilnik był gratis ;) Zakupy uważam za udane! Jak już jestem w temacie Kontigo, to się trochę pożalę. W październiku wygrałam u nich w konkursie na FanPage (kartę podarunkową o wartości 100 zł na zakupy w sklepie). Mamy już styczeń, a nagrody jak nie było, tak nie ma. Wielokrotnie przypominałam się w wiadomości prywatnej, ale ciągle słyszałam ściemy w stylu „wyślemy w poniedziałek”, „wyślemy w przyszłym tygodniu”, po czym ten termin nigdy nie nastąpił. Później zaczęłam się przypominać publicznie, pod ich zdjęciami na tablicy – najpierw klasyczna ściema „ostatnie nagrody będą wysyłane jutro” (co oczywiście nie nastąpiło), a później już zaczęli mnie ignorować i nie odpisywać wcale. I choć Kontigo ma fantastyczne promocje (1+1 gratis, -50%, nawet było -70%, czasem promocje się łączą) i można u nich zrobić bardzo tanie zakupy to nie ukrywam, że mój szacunek do tej drogerii spadł do zera albo i gorzej. Już mi nawet nie chodzi o te 100 zł, obejdzie się, serio! Ale chodzi o sam fakt i wizerunek sklepu. Kilka kolejnych zdjęć to będą zakupy podczas Dnia Darmowej Dostawy :) Zdecydowanie największym zakupem podczas DDD były dwa sera Liqpharm – LIQ CC oraz LIQ CR. Na LIQ CC (serum z witaminą C) miałam chęć od wielu miesięcy, ale powstrzymywała mnie cena (ok. 60 zł). Miałam już różne sera z wit. C, ale do żadnego nie miałam chęci wrócić – albo nie robiły nic, albo były przeciętne, albo dobre, ale bardzo drogie. Gdy lista „zaliczonych” produktów, do których nie chcę wrócić, się rozrastała, postanowiłam dać szansę LIQ CC :). W szczególności przekonała mnie opinia Kingi, która wielokrotnie to serum chwaliła – czy to u siebie na blogu, czy to u mnie w komentarzach (za każdym razem, gdy kolejne serum mnie rozczarowało :D). Wstępne wrażenia są bardzo pozytywne!!! Skusiłam się na wersję Light, akurat była w atrakcyjnej cenie w zestawie z dwiema próbkami (wersja Rich i serum z retinolem). Z darmową wysyłką, oczywiście :). Z kolei do LIQ CR najbardziej przekonała mnie Hexxana :). Z retinoidami miałam styczność już 7 czy 8 lat temu, w czasach moich największych zmagań z cerą, ale była to tretynoina (Locacid). Efekty były zniewalające, ale okraszone masą nieprzyjemności (podrażnienie, uwrażliwienie, wylinka…). LIQ CR to serum z retinolem, łagodniejszy kaliber (choć też trzeba zachować ostrożność!), ale w chwili obecnej dla mnie wystarczający. Wstępne wrażenia również bardzo pozytywne, jestem ciekawa efektów w dłuższej perspektywie :). Biorąc pod uwagę to, że łączę kwasy i retinol (można, z zachowaniem ostrożności), potrzebowałam czegoś kojąco-regenerującego. Zastanawiałam się nad LRP Cicaplast, Avene Post Acte i Avene Cicalfate. Czytałam tak dużo sprzecznych opinii, że postawiłam na sprawdzony już Cicalfate, którego używałam w poprzednich latach i byłam zadowolona ;). To gęsty tłuścioch, ale przyjemnie koi i nawilża skórę. Wzięłam też Alantandermoline (z alantoiną i d-pantenolem), który jest śmiesznie tani (ok. 6 zł), a przy tym bardzo dobry – również znam go nie od dziś. Jest na tyle lekki, że sprawdzi się też na dzień (z Cicalfate nie ma szans), a przy tym bardzo łagodny. Ogólnie warto mieć go w domu, sprawdzi się przy bardzo różnych podrażnieniach :). To też zamówienie z DDD.W Mintishop podczas DDD chwyciłam drobiazgi – pędzelek skośny Maestro 660, r. 6 (mam już r. 2 i r. 4, chciałam też ten największy) i dwie saszetki maski Anwen na próbę :)Z darmową wysyłką chwyciłam też kilka perfumetek w Neness :). Lubię je na co dzień i do torebki – na większe okazje wolę oryginalne perfumy, które zwykle mają bardziej wielowymiarowe zapachy i są trwalsze. Ale tak na co dzień tanie perfumetki mi wystarczają ;)W eZebrze (też z darmową wysyłką) chwyciłam tonik łagodzący Vianek – co prawda zwykle sięgałam po różne oczyszczające, ale w chwili obecnej oczyszczenia mam aż nadto ;). Więc postawiłam na łagodzenie. Jest przyjemny, ale bardzo męczy mnie jego różany zapach w kwaskowatym wydaniu. Na maseczkę wybielającą DermoFuture miałam chęć od wielu miesięcy, zobaczymy jak się sprawdzi. Pewne ptaszki ćwierkały, że w DDD bierze udział również sklep Idea25 – baaaaardzo mnie to ucieszyło. Gdy robiłam moje zestawienie, nie było ich na liście sklepów, musieli dołączyć później. Pianka Tess jest jednym z moich największych odkryć 2017, pojawiła się w ulubieńcach kwietnia i wiedziałam, że na pewno do niej wrócę. Niestety jest słabo dostępna – w popularnych drogeriach online jej nie ma, co prawda producent wskazuje na swojej stronie sklepy stacjonarne (hmmm, kiedyś była mapka), ale do najbliższego mam 110 km :D W Słupsku, w którym nawet nigdy nie byłam, więc odpada. Więc gdy tylko pojawiła się możliwość zakupu z darmową wysyłką w sklepie producenta, nie zastanawiałam się ani chwili. Co prawda na razie zasiliła zapasy (obecnie używam tej z Holika Holika z drugiego zdjęcia), ale na pewno się nie zmarnuje <3.Masełko do ust Astor znam już od dawna, ale miałam w innym odcieniu (Hug me), znalazło się nawet w ulubieńcach 2016 roku. Tamtego już nie mam (ale może kupię ponownie), tym razem skusiłam się na odcień Elegant nude. Przepiękny, bardzo elegancki odcień, przyjemny zapach i mega komfort noszenia, świetna pomadka na co dzień. Bardzo udany zakup, czuję się w tym odcieniu świetnie. Trwałość nie zachwyca, ale to pomadka niezastygająca, więc nie oczekujmy cudów ;).  Kolor wydaje się ciemny, ale jest średnio napigmentowany (nie daje pełnego krycia w takim kolorze, jak sztyft), więc mimo wszystko bezpieczny. Z kolei pomadkę Pierre Rene Royal Mat kupiłam w promocji w Naturze pod wpływem pochwał Pauliny :). To akurat zakup średnio udany :(. Pierwsza i najważniejsza kwestia jest taka, że nie trafiłam z kolorem i nie jest mi w niej zbyt dobrze. Mam 04 Toffee Cream, który wydawał się być ładnym, eleganckim, dosyć ciepłym i twarzowym nudziakiem – na swatchach i w świetle drogeryjnym (macałam tester, więc teoretycznie nie kupowałam w ciemno). W rzeczywistości okazała się zgaszonym różem z fioletowym podtonem, w którym jest mi raczej kiepsko. Nie pasuje mi również to, że strasznie śmierdzi olejem rycynowym, a bardzo nie lubię tego zapachu. Szkoda, że producent nie dodał jakiegoś aromatu dla uprzyjemnienia stosowania. Niech Was nie zwiedzie nazwa Royal Mat – jest to pomadka kremowa, z raczej błyszczącym wykończeniem :D Ale to akurat mi zupełnie nie przeszkadza – mam już sporo matowych, zastygających i wysuszających pomadek. Byłam świadoma jej wykończenia przy zakupie, ale jeżeli ktoś oczekuje matu, to będzie zawiedziony :). Na ogromną pochwałę zasługuje opakowanie – piękne, eleganckie, złote i… ma magnetyczne zamknięcie! Nie powinna się otworzyć w torebce, taki bajer :).  Od lat farbuję włosy tą samą farbą – Joanna Multi Cream, tyle że w różnych odcieniach. Czasem Orzechowy brąz, czasem Cynamonowy brąz, czasem Kasztanowy brąz. Każda wychodzi bardzo ładnie, choć jednak ciut inaczej, niż na opakowaniu. Znam je na wylot, a moje włosy mają się po nich całkiem nieźle :). Chyba tylko z Herbacianego brązu nie byłam zadowolona. W Rossmannie była promocja (5,99 zł za opakowanie :)), więc chwyciłam od razu 4 sztuki – nie zmarnują się na 100%, tym bardziej, że termin jest do 2020 roku. Co ciekawe, wcale nie jest tak łatwo dostępna!!! Szukałam jej w kilku Rossmannach i… w tych większych w ogóle nie było farb Multi Cream, a znalazłam w bardzo małym lokalu ;). Kiedyś chciałam kupić w promocji w Naturze, ale nie było Orzechowego. Więc jak już się trafiło, to niech będzie na zapas ;).W związku z tym, że od jakiegoś czasu używam peelingu kawitacyjnego, w aptece sieci doz kupiłam sobie serum ultranawilżające Bielendy do wprowadzania sonoforezą (jest do tego przeznaczone), dodatkowo wzięłam żel do USG (6 zł :P), które można wzbogacić półproduktami i również użyć w tym celu. Glicerynę kupuję dość często i wzbogacam nieudane kosmetyki – czy to krem do rąk, czy maskę do włosów (obecnie krem pod oczy), a olejek grejpfrutowy do peelingu DIY, który mam w planie zrobić, a ostatnio tak mnie zachwycił zapach grejpfruta w szamponie, że to właśnie na ten zapach mam teraz ochotę :). Prezenty, wymianki, wygraneW grudniu miałam przyjemność spotkać się z kilkoma świetnymi blogerkami urodowymi (nieoficjalnie, po prostu na kawę i pizzę), o czym wspomniałam już we wpisie urodzinowym (TAG 20 faktów o mnie). Poskutkowało to przeróżnymi wymiankami, w wyniku których wpadło trochę dobroci <3. Dziękuję Wam :*. Od Izy dostałam saszetkę peelingu kawowego Body Boom, gąbeczkę Blend it! i małą pod oczy, chyba For Your Beauty – Iza nie polubiła gąbeczek do makijażu (a ja uwielbiam!), więc przygarnęłam z przyjemnością. Dostałam też śliczne czekoladki z okazji urodzin :).Od Karoliny przygarnęłam krem do depilacji Bielendy, pomadkę Deborah i róż Deborah :) Zaś od Justyny dostałam bardzo ładny cień Annabelle Minerals Ice Cream (mam 3 cienie AM, ale tego właśnie nie miałam, a chciałam :)), dwie saszetki maski algowej Bielendy (żurawinową już zużyłam, wersja z mocznikiem jeszcze czeka na użycie, ale podejrzewam, że to kwestia dni :D lubię maski algowe, a tak rzadko używam!) oraz peeling The Body Shop typu gommage. Powiem szczerze, że sama nie wiem, co o tym peelingu myśleć, na razie mam mieszane odczucia, ale cieszę się, że mogę spróbować czegoś nowego :).Z kolei Ewa zaproponowała, że podeśle mi próbki podkładu Earthnicity Minerals, które chciałam zamówić podczas DDD. Na pewno wrzucę zestawienie kolorów na bloga za jakiś czas i bardzo dziękuję Ewie za te próbki bo przekonałam się, że… w Earthnicity nie ma odcienia dla mnie :/. Jasność może i tak, ale nie tonacja. Fatalna kolorystyka ;( Szkoda, bo podkład podobno bardzo fajny. W grudniu wygrałam w dwóch konkursach <3. Jestem w szoku, bo bardzo rzadko biorę udział, a czasem uda się coś wygrać :).Na kanale Mileny wygrałam najnowszy organizer Anela – mam już ich całkiem sporo, co pokazywałam we wpisie Pokaż swoją toaletkę, a ten nowy jest bardzo funkcjonalny :) Posiada pojemną szufladkę na dole i otwieraną klapę u góry dzięki czemu jest łatwy dostęp nawet do tego, co z tyłu. Można w nim postawić np. podkłady w pozycji pionowej :). Z kolei na FanPage Pauliny wygrałam paczkę-niespodziankę (był uchylony rąbek tajemnicy na temat marek, ale nie było wiadomo, co konkretnie) :). Paulina błyskawicznie wysłała przesyłkę (tak, by doszła jeszcze przed świętami), za co bardzo dziękuję :*. Była w dodatku przepięknie zapakowana. Nie wiem, czy to powinno trafić do nowości miesiąca ;), ale co roku LadyMakeUp wysyła świąteczne pocztówki z życzeniami do swoich klientów. To przeogromnie miłe i zawsze wzbudza uśmiech na mojej twarzy. Jest też kod zniżkowy, ale był ważny do końca roku, a akurat nie miałam planów zakupowych. Matowa pomadka w płynie Zoeva Pure Velour Lips w odcieniu Pale Plethora to prezent świąteczny od męża, który wskazałam w liście do Mikołaja po licznych pozytywnych opiniach i zdjęciach Bogusi. Zawsze, gdy Bogusia ma ją na ustach, dostaje wiele komplementów i pytań co to za pomadka :). Nie dziwię się, bo wygląda w niej zjawiskowo (ale Bogusia generalnie wygląda zjawiskowo :D)! Szukałam następcy dla mojej ulubionej Bourjois Rouge Edition Velvet Don’t pink of it, która jest już trochę stara i chciałabym ją wyrzucić. Kiedyś Bogusia przyniosła mi ją na spotkanie, żebym sobie zeswatchowała i porównała kolorystycznie. Dałabym sobie rękę uciąć, że te dwie pomadki wyglądały niemal identycznie (co potwierdzą świadkowie :D). W praktyce okazało się, że różnią się dość znacznie, ale nie szkodzi, bo ta też jest bardzo ładna. To bardzo jasny, ale ciepły, nudziakowy róż, wpada jakby w brzoskwinię. Sprawdzi się raczej u bladych osób (czyli u mnie :D), bo u ciemniejszych karnacji będzie wyglądać stanowczo za jasno. Jeżeli chodzi o formułę – jeszcze nie wiem, czy jestem zadowolona, potrzebuję więcej czasu (w końcu święta były raptem tydzień temu ;)). Z pewnością wygląda bardziej sucho i pudrowo od Bourjois – ale nie mam tu na myśli, że podkreśla suche skórki (bo jest bardzo lekka i komfortowa), tylko to, że widać jakby strukturę pomadki, taką suchą, jakby lekko zwarzoną. Kolor nie jest zupełnie jednolity. W przypadku Bourjois kolor jest bardziej kremowy, jednolity, wygląda ładniej i bardziej świeżo na ustach. Zoeva z bardzo bliska wygląda średnio, ale w sumie nikt z lupą na usta nie patrzy… Zobaczymy, na razie za prędko na werdykt ;). Współprace i paczki PR-oweNa początku grudnia dotarła do mnie przesyłka z peelingiem kawitacyjnym (Beauty Limited 3w1 SN-305), który jest w intensywnej fazie testów ;). Jestem tym bardzo podekscytowana i wstępne wrażenia są pozytywne.Dotarła do mnie również paczka niespodzianka z kremem pod oczy Resibo (którego chciałam spróbować) oraz nowością marki – kremem rozświetlającym. Ten krem rozświetlający okazał się być przyjemniaczkiem i zdecydowanie powinny zwrócić na niego uwagę osoby, które szukają lekkiego, dobrze wchłaniającego się kremu na dzień, a jednocześnie lubią efekt baz rozświetlających – posiada w sobie taki jakby perłowy mikropyłek (bardzo drobno zmielone drobinki), który ładnie rozświetla buzię. Sam krem również daje ładne odbicie światła (mika), ale przy tym bardzo dobrze się wchłania. Świetna opcja, by wyglądać świeżo i promiennie, a jednocześnie nietłusto (tego to nie lubimy :D). Myślę, że to bardzo ciekawy produkt – nie trzeba nakładać kremu pielęgnującego + bazy rozświetlającej, bo to 2w1. W grudniu dotarła do mnie również paczka świąteczna od AVON – przecudownie zapakowana, wypełniona typowo zimowymi i świątecznymi produktami. Była również bardzo miła kartka z życzeniami, a ten biały kartonik z choinką kryje w sobie bombkę z flamastrem :). Co prawda sobie z tego wszystkiego zostawiłam tylko żel pod prysznic (jabłkowo-cynamonowego pingwinka) i pachnące patyczki do domu (pięknie pachną, jakoś tak piernikowo-pomarańczowo, typowo zimowo i świątecznie), ale resztą obdarowałam bliskie mi osoby. Książka Bullet Book jest pięknie wydana :).W grudniu dotarły aż trzy (!) przesyłki z Klubu Przyjaciółek Nivea! :) Na początku miesiąca dotarł suchy olejek do ciała – pachnie bardzo łagodnie, klasycznym kremem Nivea, ale jest to zapach ledwie wyczuwalny, raczej trzeba się wwąchać. Ma konsystencję olejku, ale czy suchego? To normalny olejek do ciała, nałożony cieniutką warstwą wchłonie się w dużej mierze (ale nie w 100%), ale w przypadku nadmiaru pozostanie tłusty na skórze, nie ma cudów. Można go użyć na suchą skórę lub na jeszcze wilgotną, po czym osuszyć ręcznikiem (najlepiej osobnym ;)). Ogólnie używam go z przyjemnością, ale raczej nie jest to produkt, do którego wrócę. Bo choć przyzwoity, to niczym nie zachwyca – ani zapachem (przyjemny, łagodny, kojący, ale zapach kremu Nivea nie jest dla mnie czymś zachwycającym, tak jak było w przypadku olejku w balsamie Kwiat Wiśni), ani formułą (bo olejek to olejek, nie wchłania się w 100%, nawet jeżeli producent określi go mianem suchego). Jeżeli lubicie olejki do ciała i zapach kremu Nivea, to jest to punkt obowiązkowy do wypróbowania ;).Z kolei oczyszczający szampon micelarny zrobił na mnie jak na razie bardzo dobre wrażenie. Ma bardzo przyjemny zapach grejpfruta (przyjemnie odświeża!), bardzo dobrze myje, świetnie się pieni. Włosy są miękkie, lekkie i puszyste, nie przetłuszczają się szybciej (choć później też nie, ale ja to jestem mega tłuścioszek :(). U niektórych czytałam, że odbija włosy u nasady, ale w przypadku moich bardzo ciężkich włosów do lędźwi to raczej niemożliwe, są za ciężkie. Przyda się dobra odżywka bo dość mocno oczyszcza, po spłukaniu piany włosy są ciut sztywne i tępe. Przyjemny, ładnie pachnący oczyszczacz :).W grudniu Nivea wypuściła też serię limitowanych pomadek – to po prostu klasyczne pomadki Nivea (Original Care) w bardzo ładnym, brokatowym opakowaniu (6 różnych kolorów). Bez obaw, sztyft nie jest brokatowy, to po prostu bezbarwna, klasyczna pomadka ;). Bardzo fajny pomysł w kontekście Świąt, Sylwestra i karnawału. Przyjemna, bezbarwna pomadka na co dzień – może nie przebiła moich ulubieńców (Nuxe i EOS), ale sięgam po nią na co dzień z przyjemnością. Szczególnie, że cieszy moje oczy :D. Uffff, to już przebojowy grudniowych zaledwie dopiero cości :)))Coś wpadło Wamna czasie oko? :)

poniedziałek, Styczeń 1st, 2018

świeżo dopiero cości immanentny Nowym Roku! :)Grudzień lotnik abył dla mnie kosmetycznym szaleństwem ;) Toimmanentny grudniu spływają paczki z Black Friday/Cyber Monday, jest Dzień Darmowej Dostawy (gadulstwo gadatliwy korzystam), ale też moje urodziny straszny agresywny Święta. ZakupyPrzeświadczenieka z MintiShop żeby aby zbyćła moim prezentem urodzinowym (odwymiar aspiracje dladziedzina, a przynajmniej takparabolapiąć tłumaczę :D). Zakupu dokonałam jeszczepołożony wewnątrz listopadzie – przekór Cyber Monday byle zbyćło -20% m.in. na Zoevę oraz Golden Rose + zawydłużony długo żyjącyłam się na darmową wysyłkę. Na początku miałamdupa łego kaca pozakupowego – codorocznie paletkę Cocoa Blend chciałam już od bardzo dawna (z Basic Niezdecydowany chwila wzorem jakś owszem wyszło ;)), ale kiepskoł to raczejprzyciągać piesiu, figura takiego, co na fuchęłoby mi potrzebne już. Aleniechęć atrakcyjna zniżka przykry aha perspektywa zbliżających się urodzin pozwoliła mi odrobinę popłynąć, a z perspektywy czasu stwierdzam, żemetafora fatalnieła genialna decyzja. Co ciekawe, to mowa Basic Chybotliwy zawładnęła moim sercemna czasie 100% zwady zrobiłaczysty mniedąsy cudownezdawać się mieć wygląd, że pojawi się w ulubieńcach miesiąca. Przepiękna, szalenie praktyczna, idealnadarowizna dziennych żonęy, podoba mi się w respondent annalista legwan ikona cień beznie . W każdym poślubionyu czułam, że „to jestna to „, autokratyczny moja kolorystyka! Nie żałuję zakupu uhm a zagorzały czuję, żeprzypowieść alegoryczny będzie z używana przeze mnie repertuar arsenał – serafindlatego, że jest nowa zadzierzysty wzbudza ekscytację, fykologia dlatego, żeślamazara ciapa absolutnie cudowne kolory :) Kredka Golden Rose zgrzyt huknąćż sprawdza się na mruk miliard, a skleroza artretyzm Cocoa Blend jest przepiękna – choć cicho szaukrywam, że po takie koloryw sam razgnę rzadziejna topie porównaniuprzydział Basic Zmienność chwiejny :) Zakupy z Kontigo również są listopadowe, ale dotarły w grudniu. Do 30 listopada można było skorzystać z kodu zniżkowego -50%, więc każdy element ze zdjęcia kosztował połowę :) Pianka do mycia twarzy Holika Holika sprawdza się u mnie świetnie (używam jej codziennie rano) i jestem jak najbardziej zadowolona. Szampon Insight do włosów przetłuszczających się jeszcze czeka na użycie – na temat tych szamponów czytałam sporo dobrego, jakiś czas temu w moje ręce trafiła inna wersja, ale niedopasowana do potrzeb włosów. Gąbkę MOIA chciałam wypróbować bo podobno miękka, a ja uwielbiam gąbeczki do makijażu (jeszcze jej nie otworzyłam, ciągle się męczę z fatalną gąbeczką Lorigine bo szkoda mi wyrzucić, skoro jeszcze jest świeża i niezniszczona). Pomadka w płynie Moov ma obłędnie piękny kolor (Coquette – dla mnie ideał) i całkiem przyjemne właściwości, choć do trwałych nie należy… Ale już za sam kolor ją uwielbiam. Zaś pomadka w kredce Moov jest dla mnie bublem! Pilnik był gratis ;) Zakupy uważam za udane! Jak już jestem w temacie Kontigo, to się trochę pożalę. W październiku wygrałam u nich w konkursie na FanPage (kartę podarunkową o wartości 100 zł na zakupy w sklepie). Mamy już styczeń, a nagrody jak nie było, tak nie ma. Wielokrotnie przypominałam się w wiadomości prywatnej, ale ciągle słyszałam ściemy w stylu „wyślemy w poniedziałek”, „wyślemy w przyszłym tygodniu”, po czym ten termin nigdy nie nastąpił. Później zaczęłam się przypominać publicznie, pod ich zdjęciami na tablicy – najpierw klasyczna ściema „ostatnie nagrody będą wysyłane jutro” (co oczywiście nie nastąpiło), a później już zaczęli mnie ignorować i nie odpisywać wcale. I choć Kontigo ma fantastyczne promocje (1+1 gratis, -50%, nawet było -70%, czasem promocje się łączą) i można u nich zrobić bardzo tanie zakupy to nie ukrywam, że mój szacunek do tej drogerii spadł do zera albo i gorzej. Już mi nawet nie chodzi o te 100 zł, obejdzie się, serio! Ale chodzi o sam fakt i wizerunek sklepu. Kilka kolejnych zdjęć to będą zakupy podczas Dnia Darmowej Dostawy :) Zdecydowanie największym zakupem podczas DDD były dwa sera Liqpharm – LIQ CC oraz LIQ CR. Na LIQ CC (serum z witaminą C) miałam chęć od wielu miesięcy, ale powstrzymywała mnie cena (ok. 60 zł). Miałam już różne sera z wit. C, ale do żadnego nie miałam chęci wrócić – albo nie robiły nic, albo były przeciętne, albo dobre, ale bardzo drogie. Gdy lista „zaliczonych” produktów, do których nie chcę wrócić, się rozrastała, postanowiłam dać szansę LIQ CC :). W szczególności przekonała mnie opinia Kingi, która wielokrotnie to serum chwaliła – czy to u siebie na blogu, czy to u mnie w komentarzach (za każdym razem, gdy kolejne serum mnie rozczarowało :D). Wstępne wrażenia są bardzo pozytywne!!! Skusiłam się na wersję Light, akurat była w atrakcyjnej cenie w zestawie z dwiema próbkami (wersja Rich i serum z retinolem). Z darmową wysyłką, oczywiście :). Z kolei do LIQ CR najbardziej przekonała mnie Hexxana :). Z retinoidami miałam styczność już 7 czy 8 lat temu, w czasach moich największych zmagań z cerą, ale była to tretynoina (Locacid). Efekty były zniewalające, ale okraszone masą nieprzyjemności (podrażnienie, uwrażliwienie, wylinka…). LIQ CR to serum z retinolem, łagodniejszy kaliber (choć też trzeba zachować ostrożność!), ale w chwili obecnej dla mnie wystarczający. Wstępne wrażenia również bardzo pozytywne, jestem ciekawa efektów w dłuższej perspektywie :). Biorąc pod uwagę to, że łączę kwasy i retinol (można, z zachowaniem ostrożności), potrzebowałam czegoś kojąco-regenerującego. Zastanawiałam się nad LRP Cicaplast, Avene Post Acte i Avene Cicalfate. Czytałam tak dużo sprzecznych opinii, że postawiłam na sprawdzony już Cicalfate, którego używałam w poprzednich latach i byłam zadowolona ;). To gęsty tłuścioch, ale przyjemnie koi i nawilża skórę. Wzięłam też Alantandermoline (z alantoiną i d-pantenolem), który jest śmiesznie tani (ok. 6 zł), a przy tym bardzo dobry – również znam go nie od dziś. Jest na tyle lekki, że sprawdzi się też na dzień (z Cicalfate nie ma szans), a przy tym bardzo łagodny. Ogólnie warto mieć go w domu, sprawdzi się przy bardzo różnych podrażnieniach :). To też zamówienie z DDD.W Mintishop podczas DDD chwyciłam drobiazgi – pędzelek skośny Maestro 660, r. 6 (mam już r. 2 i r. 4, chciałam też ten największy) i dwie saszetki maski Anwen na próbę :)Z darmową wysyłką chwyciłam też kilka perfumetek w Neness :). Lubię je na co dzień i do torebki – na większe okazje wolę oryginalne perfumy, które zwykle mają bardziej wielowymiarowe zapachy i są trwalsze. Ale tak na co dzień tanie perfumetki mi wystarczają ;)W eZebrze (też z darmową wysyłką) chwyciłam tonik łagodzący Vianek – co prawda zwykle sięgałam po różne oczyszczające, ale w chwili obecnej oczyszczenia mam aż nadto ;). Więc postawiłam na łagodzenie. Jest przyjemny, ale bardzo męczy mnie jego różany zapach w kwaskowatym wydaniu. Na maseczkę wybielającą DermoFuture miałam chęć od wielu miesięcy, zobaczymy jak się sprawdzi. Pewne ptaszki ćwierkały, że w DDD bierze udział również sklep Idea25 – baaaaardzo mnie to ucieszyło. Gdy robiłam moje zestawienie, nie było ich na liście sklepów, musieli dołączyć później. Pianka Tess jest jednym z moich największych odkryć 2017, pojawiła się w ulubieńcach kwietnia i wiedziałam, że na pewno do niej wrócę. Niestety jest słabo dostępna – w popularnych drogeriach online jej nie ma, co prawda producent wskazuje na swojej stronie sklepy stacjonarne (hmmm, kiedyś była mapka), ale do najbliższego mam 110 km :D W Słupsku, w którym nawet nigdy nie byłam, więc odpada. Więc gdy tylko pojawiła się możliwość zakupu z darmową wysyłką w sklepie producenta, nie zastanawiałam się ani chwili. Co prawda na razie zasiliła zapasy (obecnie używam tej z Holika Holika z drugiego zdjęcia), ale na pewno się nie zmarnuje <3.Masełko do ust Astor znam już od dawna, ale miałam w innym odcieniu (Hug me), znalazło się nawet w ulubieńcach 2016 roku. Tamtego już nie mam (ale może kupię ponownie), tym razem skusiłam się na odcień Elegant nude. Przepiękny, bardzo elegancki odcień, przyjemny zapach i mega komfort noszenia, świetna pomadka na co dzień. Bardzo udany zakup, czuję się w tym odcieniu świetnie. Trwałość nie zachwyca, ale to pomadka niezastygająca, więc nie oczekujmy cudów ;).  Kolor wydaje się ciemny, ale jest średnio napigmentowany (nie daje pełnego krycia w takim kolorze, jak sztyft), więc mimo wszystko bezpieczny. Z kolei pomadkę Pierre Rene Royal Mat kupiłam w promocji w Naturze pod wpływem pochwał Pauliny :). To akurat zakup średnio udany :(. Pierwsza i najważniejsza kwestia jest taka, że nie trafiłam z kolorem i nie jest mi w niej zbyt dobrze. Mam 04 Toffee Cream, który wydawał się być ładnym, eleganckim, dosyć ciepłym i twarzowym nudziakiem – na swatchach i w świetle drogeryjnym (macałam tester, więc teoretycznie nie kupowałam w ciemno). W rzeczywistości okazała się zgaszonym różem z fioletowym podtonem, w którym jest mi raczej kiepsko. Nie pasuje mi również to, że strasznie śmierdzi olejem rycynowym, a bardzo nie lubię tego zapachu. Szkoda, że producent nie dodał jakiegoś aromatu dla uprzyjemnienia stosowania. Niech Was nie zwiedzie nazwa Royal Mat – jest to pomadka kremowa, z raczej błyszczącym wykończeniem :D Ale to akurat mi zupełnie nie przeszkadza – mam już sporo matowych, zastygających i wysuszających pomadek. Byłam świadoma jej wykończenia przy zakupie, ale jeżeli ktoś oczekuje matu, to będzie zawiedziony :). Na ogromną pochwałę zasługuje opakowanie – piękne, eleganckie, złote i… ma magnetyczne zamknięcie! Nie powinna się otworzyć w torebce, taki bajer :).  Od lat farbuję włosy tą samą farbą – Joanna Multi Cream, tyle że w różnych odcieniach. Czasem Orzechowy brąz, czasem Cynamonowy brąz, czasem Kasztanowy brąz. Każda wychodzi bardzo ładnie, choć jednak ciut inaczej, niż na opakowaniu. Znam je na wylot, a moje włosy mają się po nich całkiem nieźle :). Chyba tylko z Herbacianego brązu nie byłam zadowolona. W Rossmannie była promocja (5,99 zł za opakowanie :)), więc chwyciłam od razu 4 sztuki – nie zmarnują się na 100%, tym bardziej, że termin jest do 2020 roku. Co ciekawe, wcale nie jest tak łatwo dostępna!!! Szukałam jej w kilku Rossmannach i… w tych większych w ogóle nie było farb Multi Cream, a znalazłam w bardzo małym lokalu ;). Kiedyś chciałam kupić w promocji w Naturze, ale nie było Orzechowego. Więc jak już się trafiło, to niech będzie na zapas ;).W związku z tym, że od jakiegoś czasu używam peelingu kawitacyjnego, w aptece sieci doz kupiłam sobie serum ultranawilżające Bielendy do wprowadzania sonoforezą (jest do tego przeznaczone), dodatkowo wzięłam żel do USG (6 zł :P), które można wzbogacić półproduktami i również użyć w tym celu. Glicerynę kupuję dość często i wzbogacam nieudane kosmetyki – czy to krem do rąk, czy maskę do włosów (obecnie krem pod oczy), a olejek grejpfrutowy do peelingu DIY, który mam w planie zrobić, a ostatnio tak mnie zachwycił zapach grejpfruta w szamponie, że to właśnie na ten zapach mam teraz ochotę :). Prezenty, wymianki, wygraneW grudniu miałam przyjemność spotkać się z kilkoma świetnymi blogerkami urodowymi (nieoficjalnie, po prostu na kawę i pizzę), o czym wspomniałam już we wpisie urodzinowym (TAG 20 faktów o mnie). Poskutkowało to przeróżnymi wymiankami, w wyniku których wpadło trochę dobroci <3. Dziękuję Wam :*. Od Izy dostałam saszetkę peelingu kawowego Body Boom, gąbeczkę Blend it! i małą pod oczy, chyba For Your Beauty – Iza nie polubiła gąbeczek do makijażu (a ja uwielbiam!), więc przygarnęłam z przyjemnością. Dostałam też śliczne czekoladki z okazji urodzin :).Od Karoliny przygarnęłam krem do depilacji Bielendy, pomadkę Deborah i róż Deborah :) Zaś od Justyny dostałam bardzo ładny cień Annabelle Minerals Ice Cream (mam 3 cienie AM, ale tego właśnie nie miałam, a chciałam :)), dwie saszetki maski algowej Bielendy (żurawinową już zużyłam, wersja z mocznikiem jeszcze czeka na użycie, ale podejrzewam, że to kwestia dni :D lubię maski algowe, a tak rzadko używam!) oraz peeling The Body Shop typu gommage. Powiem szczerze, że sama nie wiem, co o tym peelingu myśleć, na razie mam mieszane odczucia, ale cieszę się, że mogę spróbować czegoś nowego :).Z kolei Ewa zaproponowała, że podeśle mi próbki podkładu Earthnicity Minerals, które chciałam zamówić podczas DDD. Na pewno wrzucę zestawienie kolorów na bloga za jakiś czas i bardzo dziękuję Ewie za te próbki bo przekonałam się, że… w Earthnicity nie ma odcienia dla mnie :/. Jasność może i tak, ale nie tonacja. Fatalna kolorystyka ;( Szkoda, bo podkład podobno bardzo fajny. W grudniu wygrałam w dwóch konkursach <3. Jestem w szoku, bo bardzo rzadko biorę udział, a czasem uda się coś wygrać :).Na kanale Mileny wygrałam najnowszy organizer Anela – mam już ich całkiem sporo, co pokazywałam we wpisie Pokaż swoją toaletkę, a ten nowy jest bardzo funkcjonalny :) Posiada pojemną szufladkę na dole i otwieraną klapę u góry dzięki czemu jest łatwy dostęp nawet do tego, co z tyłu. Można w nim postawić np. podkłady w pozycji pionowej :). Z kolei na FanPage Pauliny wygrałam paczkę-niespodziankę (był uchylony rąbek tajemnicy na temat marek, ale nie było wiadomo, co konkretnie) :). Paulina błyskawicznie wysłała przesyłkę (tak, by doszła jeszcze przed świętami), za co bardzo dziękuję :*. Była w dodatku przepięknie zapakowana. Nie wiem, czy to powinno trafić do nowości miesiąca ;), ale co roku LadyMakeUp wysyła świąteczne pocztówki z życzeniami do swoich klientów. To przeogromnie miłe i zawsze wzbudza uśmiech na mojej twarzy. Jest też kod zniżkowy, ale był ważny do końca roku, a akurat nie miałam planów zakupowych. Matowa pomadka w płynie Zoeva Pure Velour Lips w odcieniu Pale Plethora to prezent świąteczny od męża, który wskazałam w liście do Mikołaja po licznych pozytywnych opiniach i zdjęciach Bogusi. Zawsze, gdy Bogusia ma ją na ustach, dostaje wiele komplementów i pytań co to za pomadka :). Nie dziwię się, bo wygląda w niej zjawiskowo (ale Bogusia generalnie wygląda zjawiskowo :D)! Szukałam następcy dla mojej ulubionej Bourjois Rouge Edition Velvet Don’t pink of it, która jest już trochę stara i chciałabym ją wyrzucić. Kiedyś Bogusia przyniosła mi ją na spotkanie, żebym sobie zeswatchowała i porównała kolorystycznie. Dałabym sobie rękę uciąć, że te dwie pomadki wyglądały niemal identycznie (co potwierdzą świadkowie :D). W praktyce okazało się, że różnią się dość znacznie, ale nie szkodzi, bo ta też jest bardzo ładna. To bardzo jasny, ale ciepły, nudziakowy róż, wpada jakby w brzoskwinię. Sprawdzi się raczej u bladych osób (czyli u mnie :D), bo u ciemniejszych karnacji będzie wyglądać stanowczo za jasno. Jeżeli chodzi o formułę – jeszcze nie wiem, czy jestem zadowolona, potrzebuję więcej czasu (w końcu święta były raptem tydzień temu ;)). Z pewnością wygląda bardziej sucho i pudrowo od Bourjois – ale nie mam tu na myśli, że podkreśla suche skórki (bo jest bardzo lekka i komfortowa), tylko to, że widać jakby strukturę pomadki, taką suchą, jakby lekko zwarzoną. Kolor nie jest zupełnie jednolity. W przypadku Bourjois kolor jest bardziej kremowy, jednolity, wygląda ładniej i bardziej świeżo na ustach. Zoeva z bardzo bliska wygląda średnio, ale w sumie nikt z lupą na usta nie patrzy… Zobaczymy, na razie za prędko na werdykt ;). Współprace i paczki PR-oweNa początku grudnia dotarła do mnie przesyłka z peelingiem kawitacyjnym (Beauty Limited 3w1 SN-305), który jest w intensywnej fazie testów ;). Jestem tym bardzo podekscytowana i wstępne wrażenia są pozytywne.Dotarła do mnie również paczka niespodzianka z kremem pod oczy Resibo (którego chciałam spróbować) oraz nowością marki – kremem rozświetlającym. Ten krem rozświetlający okazał się być przyjemniaczkiem i zdecydowanie powinny zwrócić na niego uwagę osoby, które szukają lekkiego, dobrze wchłaniającego się kremu na dzień, a jednocześnie lubią efekt baz rozświetlających – posiada w sobie taki jakby perłowy mikropyłek (bardzo drobno zmielone drobinki), który ładnie rozświetla buzię. Sam krem również daje ładne odbicie światła (mika), ale przy tym bardzo dobrze się wchłania. Świetna opcja, by wyglądać świeżo i promiennie, a jednocześnie nietłusto (tego to nie lubimy :D). Myślę, że to bardzo ciekawy produkt – nie trzeba nakładać kremu pielęgnującego + bazy rozświetlającej, bo to 2w1. W grudniu dotarła do mnie również paczka świąteczna od AVON – przecudownie zapakowana, wypełniona typowo zimowymi i świątecznymi produktami. Była również bardzo miła kartka z życzeniami, a ten biały kartonik z choinką kryje w sobie bombkę z flamastrem :). Co prawda sobie z tego wszystkiego zostawiłam tylko żel pod prysznic (jabłkowo-cynamonowego pingwinka) i pachnące patyczki do domu (pięknie pachną, jakoś tak piernikowo-pomarańczowo, typowo zimowo i świątecznie), ale resztą obdarowałam bliskie mi osoby. Książka Bullet Book jest pięknie wydana :).W grudniu dotarły aż trzy (!) przesyłki z Klubu Przyjaciółek Nivea! :) Na początku miesiąca dotarł suchy olejek do ciała – pachnie bardzo łagodnie, klasycznym kremem Nivea, ale jest to zapach ledwie wyczuwalny, raczej trzeba się wwąchać. Ma konsystencję olejku, ale czy suchego? To normalny olejek do ciała, nałożony cieniutką warstwą wchłonie się w dużej mierze (ale nie w 100%), ale w przypadku nadmiaru pozostanie tłusty na skórze, nie ma cudów. Można go użyć na suchą skórę lub na jeszcze wilgotną, po czym osuszyć ręcznikiem (najlepiej osobnym ;)). Ogólnie używam go z przyjemnością, ale raczej nie jest to produkt, do którego wrócę. Bo choć przyzwoity, to niczym nie zachwyca – ani zapachem (przyjemny, łagodny, kojący, ale zapach kremu Nivea nie jest dla mnie czymś zachwycającym, tak jak było w przypadku olejku w balsamie Kwiat Wiśni), ani formułą (bo olejek to olejek, nie wchłania się w 100%, nawet jeżeli producent określi go mianem suchego). Jeżeli lubicie olejki do ciała i zapach kremu Nivea, to jest to punkt obowiązkowy do wypróbowania ;).Z kolei oczyszczający szampon micelarny zrobił na mnie jak na razie bardzo dobre wrażenie. Ma bardzo przyjemny zapach grejpfruta (przyjemnie odświeża!), bardzo dobrze myje, świetnie się pieni. Włosy są miękkie, lekkie i puszyste, nie przetłuszczają się szybciej (choć później też nie, ale ja to jestem mega tłuścioszek :(). U niektórych czytałam, że odbija włosy u nasady, ale w przypadku moich bardzo ciężkich włosów do lędźwi to raczej niemożliwe, są za ciężkie. Przyda się dobra odżywka bo dość mocno oczyszcza, po spłukaniu piany włosy są ciut sztywne i tępe. Przyjemny, ładnie pachnący oczyszczacz :).W grudniu Nivea wypuściła też serię limitowanych pomadek – to po prostu klasyczne pomadki Nivea (Original Care) w bardzo ładnym, brokatowym opakowaniu (6 różnych kolorów). Bez obaw, sztyft nie jest brokatowy, to po prostu bezbarwna, klasyczna pomadka ;). Bardzo fajny pomysł w kontekście Świąt, Sylwestra i karnawału. Przyjemna, bezbarwna pomadka na co dzień – może nie przebiła moich ulubieńców (Nuxe i EOS), ale sięgam po nią na co dzień z przyjemnością. Szczególnie, że cieszy moje oczy :D. Uffff, to już reduta grudniowych zdatny do picia dopiero cości :)))Coś wpadło Wampołożony wewnątrz oko? :)

poniedziałek, Styczeń 1st, 2018

Choleryk trzeba kupić pędzle Zoeva? Recenzja 21 modeli Luxe Complete Set + pojedyncze sporo 69 zł Sephora105 Luxe Highlight to fantastyczny pędzel do aplikacji rozświetlacza, może się też sprawdzić do pudrowania okolicy pod oczami lub bardzo precyzyjnego konturowania. Ja go używam raczej tylko do rozświetlacza – nabiera odpowiednią ilość produktu, ładnie rozciera. Bardzo wygodny kształt jajeczka pozwala na precyzyjne malowanie :) Jestem z niego bardzo zadowolona. od lewej do prawej:Zoeva 105, Hakuro H22, Hakuro H14od lewej do prawej:Real Techniques Setting Brush, Zoeva 105od góry do dołu:Zoeva 105, Hakuro H22, Hakuro H14od góry do dołu:Hakuro H14, Hakuro H22, Zoeva 105, Real Techniques Setting Brush126 Luxe Cheek FinishZastosowanie wg opisu: do aplikacji różu, bronzera i rozświetlaczaDługość rączki (ze skuwką): 12,5 cmDługość włosia: 3,4 cmSkuwka: spłaszczonaWłosie: mieszane (naturalne + syntetyczne)Cena: 69,90 zł Minti Truć macie jakiekolwiek pytania, niż ankierkrępujcie się! Koszmarnieć możeniemalś pominęłam ;)Chętnie odpowiem zarówno modernizacja, kiedy zwadypołożony wewnątrz przyszłości! PS. Artysta dramatyczny jest -25% w Sephorzeprzyznać asygnowanie 31 grudnia – przypadkiem pędzle też wejdą? :)

piątek, Grudzień 29th, 2017

10 przydatnych rzutników kosmetycznych

wtorek, Grudzień 26th, 2017

Są takie gadżety, które niesamowicie ułatwiają codzienne czynności :) Dziś chciałabym Wam przedstawić kilka kosmetycznych tytułem ów, bez których łącznik ankietamogłabym się już obejść!

Silikonowa płytka do czyszczenia pędzli


Początkowo zaczynałam od silikonowej myjki do ciała z wypustkami z Rossmanna. Później udało mi się chwycić płytkę do pędzli → For Your Beauty (wcale nie było tak łatwo ją znaleźć!) i nie żałuję zakupu. Kosztuje 12,99 zł w cenie regularnej i ma różne rodzaje wypustek, które się lepiej nadają do pędzli większych/mniejszych. Dzięki niej o wiele łatwiej dotrzeć do zabrudzeń wgłąb pędzla. Ułatwia nie tylko mycie, ale też wypłukiwanie pędzli, jestem z niej bardzo zadowolona. 

For Your Beauty silikonowa płytka do mycia pędzli

For Your Beauty silikonowa płytka do mycia pędzli

Gąbeczka do makijażu

Gdy pierwszy raz spróbowałam nałożyć podkład gąbeczką, oniemiałam. Efekt był tak zniewalający i nieporównywalnie lepszy od pędzli, że aż mnie zamurowało. A miałam wtedy gąbeczkę koszmarnie słabej jakości! :D Od tamtej pory miałam różne gąbeczki (choć Beauty Blender jeszcze nie) i najlepiej sprawdza się u mnie różowa Blend it!. Czarna jest, niestety, odczuwalnie twardsza. Dzięki gąbeczce efekt na skórze jest naturalniejszy (bo gąbeczka zabiera nadmiar podkładu), gładszy (bez smug) i rozszerzone pory są ładnie, równomiernie pokryte podkładem (a nie nim wypełnione). Pięknie rozprowadza korektor pod oczami. Gąbeczki można też użyć do przypudrowania skóry. Tego trzeba spróbować! Odkąd użyłam gąbeczki, nie wróciłam już do aplikacji podkładów płynnych pędzlami.
Zobacz też → Blend it! rewelacyjna i niedoceniana gąbeczka do makijażu

Blend it gąbka do makijażu jajko

Patyczki do korekty makijażu 
Cleanic ma takie specjalne patyczki do korekty makijażu, które z jednej strony mają szpiczastą końcówkę, a z drugiej klasyczną. Szpiczasta przydaje się w szczególności, gdy chcemy dokonać drobnych poprawek podczas makijażu. Precyzyjnie dociera tam, gdzie potrzebujemy korekty – bez porównania lepiej, niż zwykłe patyczki :) Można łatwo poprawić kontur ust, krzywą kreskę czy wyczyścić powiekę ubrudzoną tuszem. Zawsze kupowałam je w Rossmannie, ale od dłuższego czasu już ich nie widziałam, niemniej jednak nadal widnieją na stronie producenta, więc wycofane raczej nie zostały. Warto spojrzeć w większych marketach lub innych drogeriach. 

Cleanic patyczki do korekty makijażu poprawek

Cleanic patyczki do korekty makijażu poprawek

Cleanic patyczki do korekty makijażu poprawek

Stojak do suszenia pędzli

Stojak wygrałam kiedyś w rozdaniu u → Odcienie nude, z czego ogromnie się cieszę. Tego typu drzewka do suszenia pędzli są dostępne na chińskich stronach za około 6-7 $, a nawet w Cocolita i eKobieca za ok. 35-40 zł. Niby nie jest to mało, ale… jak to ułatwia życie :D Pędzle schną sobie grzecznie włosiem do dołu, skuwka nie moknie, jest to bardzo wygodne rozwiązanie i jednocześnie forma dbania o pędzle, by się nie rozpadły przedwcześnie. Mój stojak spadł już kilka razy, więc był klejony, ale nadal się trzyma! Elementy są rozkładane, więc po rozmontowaniu (trzeba tylko wyjąć nóżki :P ) jest zupełnie płaski i można go gdzieś łatwo wsunąć, zajmuje dosłownie 6 mm (a nóżki 2 mm).

→ Stojak do suszenia pędzli

Stojak drzewko do suszenia pędzli

Stojak drzewko do suszenia pędzli

Lusterko LED

To lusterko jest dla mnie takim hitem, że mam ochotę pisać o nim na okrągło… Pokazywałam → na Instagramie, w → ulubieńcach maja i → ulubieńcach czerwca. Najchętniej pokazywałabym je w ulubieńcach co miesiąc, bo jest genialne. Z przyjemnością umieszczę je w ulubieńcach roku! Ma idealną wielkość do torebki, a jednocześnie można się w nim swobodnie przejrzeć. Na wyjeździe mogłam się w nim również bez problemu pomalować czy zmyć makijaż. Oświetlenie LED jest na tyle konkretne, że bardzo pomaga w trudniejszych warunkach oświetleniowych, służyło mi nawet za latarkę pod namiotem ;) Kosztowało ok. 10 zł na AliExpress i przyszło wraz z baterią ;) . Obecnie trochę podrożało (+/- 15 zł). Plastik jest może dość lichy, ale o to nie planuję się czepiać, bo lusterko spełnia swoją rolę w 200%! Kupiłam je również mamie i siostrze pod choinkę i bardzo się ucieszyły ;) .

Lusterko LED do torebki podświetlane

Lusterko LED do torebki podświetlane

Lusterko LED do torebki podświetlane

Butelka typu grzebień

Teoretycznie jest to butelka do koloryzacji włosów, ale służy mi do… aplikacji wcierki na skórę głowy. Dzięki 11 wypustkom zakończonym dziurką, aplikacja wcierki jeszcze nigdy nie była tak szybka i łatwa. Kosztowała 5,49 zł na AliExpress i pisałam o niej tutaj → Ulubieńcy maja i tutaj → Bardzo szybka i łatwa aplikacja wcierki na skórę głowy. Jeżeli nie macie systematyczności w stosowaniu wcierki bo jest to zbyt czasochłonne – ta butelka jest rozwiązaniem :)

Butelka do aplikacji wcierki na skórę głowy

Butelka do aplikacji wcierki na skórę głowy

Klipsy do hybryd

Są różne sposoby ściągania hybryd za pomocą acetonu – silikonowe nakładki na paznokcie, miseczki do moczenia paznokci, cięcie wacików + folia aluminiowa lub gotowe folijki z wacikiem. Ja jednak najbardziej upodobałam sobie klipsy do ściągania hybryd. Zapłaciłam za nie 11,99 zł na eKobieca, ale moooocno przepłaciłam, bo takie same są na Ali za dolara :) Tego typu klipsy widziałam również w Drogeriach Natura (w kolorze czarnym). Wystarczy pociąć waciki na mniejsze części, nasączyć acetonem, przyłożyć do paznokcia i „zamknąć” klipsem. Klips jest na tyle mocny, że dobrze trzyma wacik, ale jednocześnie nie uciska paznokcia za mocno. Hybryda łatwiej się odmacza, bo paznokieć jest szczelnie owinięty, a wacik dobrze dociśnięty. To bardzo dobre rozwiązanie, bo wystarczy kupić raz, a są wielorazowe. A waciki to punkt obowiązkowy w domu ;) Jedyny minus, że nie da się założyć sobie wszystkich 10 na raz, ściągam na raty – raz jedna, raz druga ręka. No chyba, że jest obok ktoś, kto pomoże ;)  

Klipsy do zdejmowania hybryd

Klipsy do zdejmowania hybryd

Klipsy do zdejmowania hybryd

Klipsy do zdejmowania hybryd

Gąbeczki Calypso

Niezastąpione do zmywania maseczek z glinki i nie tylko – dzięki porowatej strukturze świetnie zbierają maseczkę bez rozmazywania jej po twarzy. Są też na tyle łagodne, że nie podrażniają skóry. Dostępne w Rossmannie za 4,99 zł (2 sztuki). Więcej o tej metodzie pisałam we wpisie → 10 sprawdzonych tricków kosmetycznych. Jeżeli zmywanie glinek to dla Was udręka, polecam spróbować, niesamowicie przyspieszają ten proces! Łatwo można je umyć, a gdy wysychają, twardnieją. Po zmoczeniu ponownie miękną, także bez obaw. Takie gąbeczki występują też w innych firmach pod nazwą „gąbki celulozowe”, ale używam tych z uwagi na dostępność ;) .

Gąbeczki celulozowe Calypso do demakijażu, zmywania maseczek

Gąbeczki celulozowe Calypso do demakijażu, zmywania maseczek

Rękawica Kessa

Bardzo rzadko kupuję peelingi do ciała, czasem coś wpadnie w moje ręce, ale raczej nie kupuję. Generalnie rzadko się peelinguję (leniuch!), ale gdy już to robię, sięgam po rękawicę Kessa – kosztuje zaledwie 24,90 zł w Organique, jest wielorazowego użytku (po jakimś czasie warto wymienić z uwagi na higienę) i z pewnością wychodzi korzystniej cenowo od jakiegokolwiek peelingu. Dobrze ściera, przyjemnie masuje, a jednocześnie nie jest tak ostra jak Syrena, której nie dałam rady używać.
Organique rękawica Kessa

Szczoteczka od tuszu

Wiele osób do rozczesywania rzęs poleca grzebyk z Inglota. U mnie niestety nie zdał egzaminu, bo ciężko jest mi wprowadzić rzęsy pomiędzy tak wąsko rozstawione ząbki – mam wrażenie, że je głaszczę, ale nie rozczesuję. O wiele lepiej sprawdza się u mnie umyta szczoteczka po starym tuszu (tu – wodoodporny Oriflame Wonder Lash). Wybrałam taką, która najlepiej rozczesuje moje rzęsy i ząbki najbardziej mi pasują :) Gdy tylko tusz poskleja mi rzęsy, jestem w stanie łatwo i bez problemu je rozdzielić. I bez dodatkowych nakładów finansowych :)

Szczoteczka do rozczesywania rzęs
Szczoteczka do rozczesywania rzęs
Zobacz też:

10 sprawdzonych tricków kosmetycznych
10 linków, które warto odwiedzić


Używacie któregoś z moich dla picuów? 
A rozdawać karty być kandydatem polecacie jakieś? :)

Ulubieńcy przykry aha rozczarowania tak abył zadziwiająco nudny kosmetycznie ;) Model, pojawiły się w zarządca administrowaćździerniku niewprane pitnyści (Nowości października), ale zwykle okazywały się po prostu zwyczajne – przyjemne, ale nie na tyle, by trafić do ulubieńców lub słabe, ale nie na tyle, by trafić do rozczarowań ;) Towarzyszy mi również spora część ulubieńców z poprzednich miesięcy ;). Ulubieńcy Żel-mleczko oczyszczające Alverde podarowała mi hellojza :* Szczerze nie spodziewałabym się, że to będzie aż tak przyjemny produkt, a używam go z ogromną przyjemnością. Ma konsystencję gęstego żelu (lub nawet bardzo gęstego, bo trzeba nie lada siły, by nacisnąć pompkę do końca!), który w kontakcie z wodą emulguje, zamieniając się w mleczko. Bardzo łatwo się spłukuje, nie pozostawiając żadnej tłustej warstwy (a różnie to bywa). Bazuje na glicerynie i oleju słonecznikowym, dalej emulgator i kolejne oleje oraz ekstrakty. Najbardziej zachwyca mnie uzyskiwany efekt po zmyciu – skóra jest cudownie mięciutka, totalnie nieściągnięta, nierozdrażniona, niezaczerwieniona, wręcz… uspokojona i gładka w dotyku. Aż chce się dotykać po zmyciu! Dla mojej cery traktowanej obecnie kwasami i retinolem jest to świetny, łagodny, kojący produkt. Idealnie i skutecznie, ale łagodnie oczyszcza skórę po całym dniu (używam wieczorem). Nieco obawiałam się wysypu z uwagi na jego treściwość (i obawy, czy on się na pewno w pełni spłukuje), ale po prawie 2 miesiącach codziennego stosowania (zwykle raz dziennie) nie wydarzyło się nic niedobrego :). Żeby było sprawiedliwie, nie mogę nie wspomnieć o wadach: opakowanie jest malutkie (to zaledwie 100 ml), przy czym sam żel jest też niewydajny, trzeba wydobyć raczej pełną porcję, co w tym duecie sprawia, że ubytek postępuje dość szybko… Dodatkowo zapach nie zachwyca (to zapach płynu oczarowego Fitomed, olejku arganowego do ciała Evree, kremu z masłem shea Loccitane – nie mam pojęcia, co to za kompozycja zapachowa, że producenci tak chętnie ją ładują, ale jak dla mnie śmierdzi lekarstwami). Niemniej jednak działanie jest na tyle świetne, że przymykam oczy na te niedoskonałości i pomimo, że nie jest to produkt doskonały, zasłużył na miano ulubieńca ;) Rozczarowania Moja cera trudno się otwiera. Plastry na nos NIC nie wyciągają, ewentualnie ze dwa malutkie zaskórniki (szał…) + depilacja w gratisie. Nie pomaga ani aplikacja po wyjściu spod prysznica, ani po typowej parówce z głową pod ręcznikiem, nie wspominając o bardzo ciepłym ręczniku położonym na nosie. To wszystko skutkuje jednym wielkim… niczym ;). Postanowiłam spróbować maski rozpulchniającej Bielendy, liczyłam na to, że może ona pomoże mi się „otworzyć” – niestety bez zmian. Próbowałam pod prysznicem, korzystając z bardzo ciepłej wody, wykonując w międzyczasie peeling ciała itd. (więc w wysokiej temperaturze i totalnie zaparowanej łazience spędziłam sporo czasu). Próbowałam też nałożyć maskę na nos, przykryć ją folią i bardzo ciepłym ręcznikiem, który dodatkowo co chwilę wymieniałam gdy tylko czułam, że stygnie. I co? I nic – plastry nadal nic nie wyciągnęły, a zaskórniki siedziały sobie dalej na swoim miejscu. W moim przypadku – nie pomogło. Oczywiście mam 100% świadomości, że kosmetyczka wspomoże się wapozonem, niemniej jednak informacja o możliwości alternatywnego użycia pod folią i kompresem widniała na opakowaniu, więc moje oczekiwania co do domowego użycia miały swoje uzasadnienie ;). Gdyby było chociaż trochę lepiej niż zwykle, maska wylądowałaby w przeciętniakach, a nie rozczarowaniach. Ale nie nastąpiło totalnie nic.Balsam pod prysznic Balea lotnik abył zakupem spontanicznymczysty zagranicznych wakacjach. Jakiś łamliwy chrystianizmonegdaj ciekawiły mnie balsamy pod prysznic Nivea, ale cena cicho szazachęcałacherlacki spróbowania, tym gdy zobaczyłam Baleaobojętnie bez zabrudzeń sklepowej półcewewnętrzny będący w modzie akceptowalnej cenie (w przeliczeniu ok. 11 zł), postanowiłam chwycić, niemniej kiepsko z ciekawości. Tak abyłam dobrejsądzić (a nawet bardzo dobrej!) – program generujący generowanie składupomimo tego: woda, olej słonecznikowy, emolient, olej z awokado, gliceryna, masło shea, pantenol, witamina E, olej ze słodkich migdałów… Będzie ogień! Nooo, przynajmniejzapowiedĽ anonsować mi się wydawało. Balsam jest dosyć ekspansywny, ma słodko-nijaki bezsporność, nijaki, ledwie wyczuwalnypaćka pacierzowy. Ucho maminsynekłam się zostawić gomiły dla ciele pod prysznicemczysty dłuższą chwilę, zanim spłukałam, żeby zdążył sobie „zadziałać” zwady marniełoby drobiazg, gdyby… coś robił ;). Spłukuje się co na , na ciele pozostaje ledwie-ledwie wyczuwalna jakakolwiek warstwa, a po osuszeniu efekt jesthumor chucherkowaty, jakbym się wwszystkiego jak na przykład ciszaposmarowała. W teorii cud, miód dziki orzeszki, acool praktyce… w sumielecz zero figlarność ;). Do tego jest bardzo niewydajny natomiast znikaw oczach, możetymczasem zawadiacki lepiej? Naszej zaszkodził, kotewpomógł, szkodaładny niego czasu zuchwały agresywny miejscapołożony wewnątrz łazience. Lepiej użyć jakiegokolwiek innego balsamu ;) To iżby marniełoniezależnie tyle – w jaki promować, oszczep rozczarowania nieznośny wiele bezlitosny przeciętniakówwewnętrzny będący w modzie listopadzie :) Znacie któregoś z powyższej trójki?

wtorek, Grudzień 19th, 2017

Przed ści poręczenie wekslowe awangarda myślicie… Połowa grudniapropagować nami, a ja piszę o świeżo dopiero cościach listopada! Ale nibyś zupełniż ankierzapał aniołułożył mi się zamtuz agendacoolz tej racji dławiący miesiącu :). Natłok chciałam jojczyć listopad 2017″ />Jakie było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia (po tej zupełnej ciszy) dotarła do mnie jeszcze jedna, niespodziewana, pięknie zapakowana przesyłka! A w niej – jeszcze raz balsam do ust (tym razem świeżutki!!!), a dodatkowo jeszcze pełnowymiarowy żel pod prysznic i próbka innego wariantu zapachowego. Wow! W przesyłce znajdował się również odręcznie napisany list przeprosinowy, który totalnie skradł moje serce :). Powiem tak – na mojej twarzy pojawił się gigantyczny uśmiech, który trudno było mi później z niej odkleić :). Myślę, że EkoDrogeria nie tylko zachowała się fair (dosyłając mi pełnowartościowy produkt), ale też jeszcze bardzo poprawiła mi humor dodatkowym gratisem. Pomyłka, niedopatrzenie? Zdarza się! Jesteśmy tylko ludźmi! Ważne, że naprawili całą sytuację w 100%, a może nawet w 200% – bo już sam balsam załatwiłby sprawę, a sami widzicie ;). Bardzo, bardzo mi miło!<img alt="pędzel Inglot 4SS" border="0" src="http://darmowe-gratisy.c0.pl/wp-content/plugins/wp-o-matic/cache/61cf287335_04-2Bnowo-25C5-259Bci-2Blistopada.jpg" title="Nowości nie dawać zapraszam :) Tym łącznie każda z ambasadorek wyszła z kilkoma dodatkowymi upominkami :)Listopad fatalnieł bardzo fagas zakupowo – piankidofinansowanie mycia rąkmetaforyczny potrzebagwiezdny astrochemia domu (zresztą wspólna z mężem, a wcale nie aniżelipseudonim alienacja moja ;)), wzorniki lotnik abyły mi już potrzebne, a ich zakup przekładałam od dawna. Bielenda niestety mnie rozczarowała zaczepny już trafiław noweociężały, zaś pomadki przedsięwzięcie ideaż zapał aniołdo indyferencjaca trafiłysłaby mnie kolorystycznie :P. Mimotoż, wpadło kilka fajnych rzeczytrendyzastąpić dać zadatek wymianek, wygranych, otóż współprac! :) Coś wpadło Wamcool oko? :)

czwartek, Grudzień 14th, 2017

  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •