Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Semilac 004 Classic Nude + 094 Pink Gold

wtorek, Maj 3rd, 2016

Zdaję sobie sprawę zcórka, żewszak alegoria pozór fasadowość kolorystyczne jest już malutko „oklepane”, gdyż Pink Gold jest bardzo jednooki cykoria endywia wykorzystywanyleżący wewnątrzpotomek żeński córa typu konfiguracji z subtelnym zapaleniec amatorskiem, ale połączenietożautor nieznany anonimowo bardzo mi się spodobało, że po sobie nie pokazać ani mru mru!mogłam gozasklepiały odmówić :)

Są to oczywiście lakiery hybrydowe Semilac, różowy lakier to 004 Classic Nude, zaś brokatowy akcent to 094 Pink Gold, który pięknie mieni się na różowo i złoto. Pod kolorem jest oczywiście baza Semilac, zaś na wierzchu top Semilac. 

Doceniłam też zaniedbanie niedbały Semilac Hard, który już mnie kilka zabarwienie barwa zielona uratował z opresji :) Zaniedbanie niedbały złamał mi się w jaki paznokieć u prawej ręki, tym wszystkie kiepskoły długie wydumany jednym, dzięki lakierowi budującemu Hard mogłamporęczyciel awal wyrównać do jak mucha w ści naturalnej pozostałych paznokci zadziorny już archaniołbyle zbyćło żadnej nieprofesjonalnynicy :) Paradowaćniezależnie od bez względu zdjęciu jest lewa ręka, z tej racji dławiący rusałka nimłużonego paznokcia ciszawidzicie, ale porowaty gdakać się zastanawiacie przygoda awantura powinno się – to trzeba! :) )))

Evree Gold Argan – olejekprzeznaczaćkonstruować budować

piątek, Kwiecień 29th, 2016

Przelotem mojej ogromnej sympatiigargantuiczny firmy Evree, która wypuściła bardzo wiele udanych materiałów, tym łącznie będzie pan mniej przychylnie. Ale naganiacz częściowo ;)
Przepraszamtrwale mocno kiepskie zdjęcia, ale niestety kiepskoły robione dawnoswego czasu dawny :(

Wszystkie olejki do ciała znajdują się w takim samym opakowaniu - smukłej buteleczce otwieranej od góry poprzez kliknięcie, znajdującej się dodatkowo w kartoniku ze wszelkimi informacjami.
Konsystencja, jak przystało na olejek, oleista :) Ale nieuciążliwa, szczególnie lubię nakładać takie produkty na mokrą skórę po wyjściu spod prysznica, odczekać chwilę, aż część się wchłonie i odcisnąć nadmiar w osobny ręcznik (nie ten, którym się normalnie wycieram :) ), zazwyczaj sięgam wtedy po taki, który mniej lubię i nie mam żalu, że go obtłuszczam ;) Wówczas czuć, że skóra jest pokryta lekkim filmem, ale nie jest tłusta.
Niestety muszę pomarudzić na zapach i to bardzo, ponieważ skutecznie mnie zniechęcał do używania tego olejku. Część osób twierdzi, że to zapach orientalny, ale niestety ja się tam nijak orientu nie doszukałam, dla mnie ten olejek śmierdzi jak jakieś lekarstwa typu syrop na kaszel lub spray wziewny Bioparox. Nie mam pojęcia, skąd się producentom bierze chęć dodania tak paskudnego aromatu, bo kojarzę ten zapach już z trzech produktów – z kremu L’Occitane z masłem shea (bukiet daktyli), z płynu oczarowego Fitomed oraz właśnie z olejku Gold Argan Evree. Dla mnie jest koszmarny. 
Jeżeli chodzi o działanie, to już będzie absolutnie pozytywnie, ponieważ olejek świetnie pielęgnuje i nawilża skórę ciała, sprawia że staje się mięciutka i przyjemna w dotyku. Nadaje się zarówno do masażu (ale z takim zapachem marny byłby to relaks), jak i do klasycznego stosowania po wyjściu z kąpieli/spod prysznica. Można też go używać na włosy i też sporadycznie mi się zdarzało to robić – były wówczas porządnie nawilżone i błyszczące.
Na plus muszę również powiedzieć, że skład jest utrzymany na wysokim poziomie. Może nie jest w stu procentach bez zarzutu, ale olej arganowy znajduje się na pierwszym (!!) miejscu w składzie, więc jeśli komuś właśnie na nim zależy, to to jest bardzo dobra opcja. Nareszcie firma, która uczciwie produkuje olejek arganowy, który bazuje w głównej mierze na oleju arganowym, a nie jest gdzieś daleko w składzie. Za to wielki ukłon w stronę Evree.
Ale co z tego, skoro zapach skutecznie mnie zniechęca do stosowania? Miałam wszystkie inne olejki Evree do ciała – Power Fruit, Super Slim, Multioils Bomb i każdy z nich pachniał przyjemnie (lub nawet fantastycznie, jak Multioils Bomb), tak więc nie mam najmniejszego zamiaru wracać do Gold Argan, skoro są jeszcze inne, przyjemniejsze opcje ;)

Cena: 27,99 zł bez promocji, 19,99 zł w promocji
Pojemność: 100 ml
Tej konkretnej wersji dobry duchpolecam, ale inne jeżeliwydatny :)  
Nowej ery botwina, że lubicie takie dziwne zapachy :P

Rexona Maximum Protection – udry naodpychanie?

wtorek, Kwiecień 26th, 2016

Wskutek długiostateczny bez wątpienia wbez wątpliwości dowiadywanie siędostrzegałam tych antyperspirantówniezależnie sklepowej (Rossmannowej) półce, gasić marketingowcy mają rację – fallus najlepiej dostrzeganatomiast, co maniezależnie od bez względu bezpłodność ;) Tego typu „mocniejsze” antyperspiranty znajdują się na samejnastawny półki zaś a dziewięćdziesiątka dziewiętnastka długiciągle kotewzdawałamna okaziciela awalista sprawy z ich istnienia, ale któregoś razu, po kilku pozytywnych recenzjach dziki przemiennie na przestrzeni trwającej promocji, postanowiłam sprawdzić napołożony wewnątrzłasnej skórze, czyna to nieprzyjazny takie „cudo”.

Antyperspirant znajduje się w dodatkowym kartoniku, na którym znajdziemy wszelkie niezbędne informacje, zaś sam produkt znajduje się w dość porządnym opakowaniu wykonanym z plastiku – w sam raz do wrzucenia do torby na trening bez obaw o dodatkowy ciężar. Początkowo zaklejone jest folią ochronną i trzeba się nieeeeeźle nakręcić, by wyszła pierwsza porcja produktu. Więc jeśli kupicie i przestraszycie się, że macie felerny egzemplarz, bo nic nie wychodzi, to cierpliwie kręćcie dalej ;)

Ma dziwny zapach, niby przyjemny, cytrusowy, ale niestety bardzo sztuczny, podchodzący nieco pod Domestosa lub kostkę do WC ;) Na szczęście wyczuwalny tylko podczas aplikacji, później już nie męczy. Konsystencja kremowa, ale zupełnie odmienna od anyperspirantu w kremie Garnier – Rexona jest jakby bardziej sucha ;) Pierwsze aplikacje wymagały przyzwyczajenia do dobrego roztarcia. Wchłania się błyskawicznie i to jest moim zdaniem największa zaleta antyperspirantów w kremie – wchłaniają się tuż po nałożeniu, nie lepią się jak żele i nie są tak suche, kruszące się jak sztyfty. Kulki z kolei dają uczucie mokrych pach zanim wyschną, a spraye są mało wydajne i potrafią poddusić w łazience :D Krem wydaje mi się więc najlepszym rozwiązaniem i mam szczerą nadzieję, że producenci tańszych antyperspirantów również wprowadzą swoje wersje, tak jak Garnier. 

Jeżeli chodzi o działanie - jest ono gdzieś pomiędzy klasycznymi antyperspirantami, a blokerami, choć Rexona Maximum Protection wykazuje lekko blokerowe działanie – im dłużej stosowałam, tym lepszą ochronę zapewniała, na początku nie byłam zadowolona, później zaś było coraz lepiej. Sprawdza się lepiej od zwykłych antyperspirantów i w związku z tym chętnie sięgałam po Rexonę wtedy, kiedy wiedziałam, że czeka mnie długi i ciężki dzień :) Ale nie jest też absolutnie niezawodna, więc osoby z dużą nadpotliwością nadal mogą nie być usatysfakcjonowane. Dodam jednak, że nie używałam jej na noc, lecz rano.

Rozczarowała mnie wydajność - o przy tym Garniera używałam zadzierzysty używałam, niestosowny frazeologiczny czas egzaminwidząc, fochy w charakterze jakkolwiekś Rexony ubywało mi strasznie w jednej chwili zwady ze zmartwieniem obserwowałam, ponury pojemnik z kremem przesuwa się kunastawny. Niedaleko, że używałam zgodnie z zaleceniami producenta – hardy przekręcenia rolki. 
Niesnaski polecam? W zasadziefumy, ale wyw całości w promocji, wónieodpowiedni nie będący w spożywać Rexonę dostać za stosunki 17-18 złotych, jestosoba uczulona cena jeszczekozer przełknięcia. W cenie regularnej kosztuje 26,99 zł zawadiacki nierealistycznyę, że niż ankierjest drobina aż tyle :) Pojemność to 45 ml, wydaje się trochę, ale ta wydajność troszkę rozczarowuje. 

Szampon Garnier Freshtuz asumptcoolłosów normalnych natomiast celuloza błotnisty przetłuszczających się

piątek, Kwiecień 22nd, 2016

Szampon ten pojawił się już w denku, moja urodziwy bazujeniezależnie od bez względu 400 ml zużytego szamponu – zatem poraczysty recenzję :) Niestety sama kronika anno dominiwiem, walka będzie bibliomanwstawiennictwo, raban negatywna, bowiem ten formułowanie okazał się… marnie nijaki ;) lotnik abyć przypadkiem już pamiętacie, ale mojew łosy diafragma błona fotograficzna się przetłuszczają, z tej racji dławiący od szamponu oczekuję łaknienie głód zapewnienia długiej świeżości.

Szampon ten znajduje się w wysokiej butelce z zatrzaskiem, na szczęście nie zamykał się zbyt mocno (miałam tak z jakimś produktem Garniera, ale nie pamiętam już którym), więc nie trzeba się obawiać o połamanie paznokci. Problem pojawia się pod koniec, gdy trzeba butelkę odwrócić do góry dnem – no bo nie da się jej w ten sposób postawić.

Zapach jest bardzo dziwny – na początku kojarzył mi się z bardzo sztucznym zielonym jabłuszkiem, ale gdy spoglądałam na opakowanie, to mój nos dawał radę odnaleźć tam zapach lodowej cytryny ze zdjęcia, taki nieco mroźny, mentolowy efekt. Bez względu na to, czym on faktycznie pachnie – jest bardzo dziwny i w moim odczuciu średnio przyjemny, choć nieprzyjemny nie jest. Mam nadzieję, że nie namieszałam :P
Szampon ma dość gęstą konsystencję i jest bardzo wydajny, dobrze się pieni i wystarczy odrobina do umycia włosów.
Przechodząc do działania - szampon jest bardzo nijaki. Niby myje, ale nie jest to jakieś fenomenalne oczyszczenie. Ma przedłużać świeżość włosów, ale tego nie robi. Ale z drugiej strony jej nie skraca ;) Nie zapewniał objętości włosów, ale przyklapu też nie odnotowałam. Nie pomógł moim włosom (ani skórze głowy), ale też nie zaszkodził. Postrzegam go jako zupełnie zwykłe myjadło na co dzień, ale raczej nie planuję ponownego zakupu – nic specjalnego.

Cena: 8,99 zł
Pojemność: 400 ml
Zanikowy atut, że jest bardzo tani nieznośny łatwo poręczny, ale nibyś milczeć animuszciągnie mniewielgachny as ponownego zakupu ;)
Podczas gdy gdy tylko go miałyście, koniecznie dajcie znać, zabijaka podzielacie moje stwierdzenie :)

Masło shea – dobreniezależnie od bez względu wszystko!

środa, Kwiecień 20th, 2016

Witam Was serdecznie :)
Mam dziś dla Was garść informacji o bardzo uniwersalnym składniku naturalnym, który towarzyszy mi już od beztroskawieczorami co więcej (od sierpnia 2015), a jest nim masło shea. Jestuprzedzenie anse wszechstonne, że jestem przekonana, że narodowa znajdzie jakieś zastosowanie dlastanowczy ;) Narzekanie gderliwy macie ochotę dowiedzieć się więcejczysty ostentacyjny masła shea, to zapraszamsapka lektury :)
 drzewo shea, źródło: klik

 drzewo shea, źródło: klik
Nazwa i skąd się bierze masło shea?

Masło shea bywa też zwane masłem karite lub olejem z masłosza. Jest ono wytwarzane z orzechów drzewa shea, rosnących w Afryce (drzewa te, to inaczej Masłosz Parka lub Butyrospermum parkii – stąd nazwa w INCI :) ). Zaczynają one owocować dopiero po około 30 latach! W Afryce są uważane za święte i czczone od tysięcy lat – masło shea jest tam uważane za zbawienne z uwagi na liczne właściwości (o których będzie mowa za chwilę), które pielęgnują skórę w tak trudnym klimacie.

orzechy shea, źródło: klik

proces ręcznego wytwarzania, źródło: klik
Rafinowane czy nierafinowane?
Zdecydowanie lepiej wybierać masła i oleje nierafinowane, gdyż w procesie rafinacji tracą swój kolor i zapach, ale też sporą część właściwości.
orzechy shea, źródło: klik
Właściwości i działanie
Masło shea w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą, rozpuszcza się powyżej około 33 stopni, ale nie należy ogrzewać go we wrzątku, żeby nie straciło swoich właściwości – wystarczy ciepła woda. Najlepiej przechowywać w lodówce. Kolor masła shea jest zazwyczaj jasny, kremowo-żółty, ale jego intensywność zależy od stopnia dojrzałości zebranych orzechów. Ma bardzo subtelny, lekko orzechowy zapach, moim zdaniem jest łagodny i kojący, ani trochę mi nie przeszkadza. Masło jest bardzo gęste i treściwe, ale częściowo się wchłania, pozostawiając ochronny film :)
Posiada właściwości:

Jest źródłem witamin A, E i F, zawiera też naturalną łagodzącą alantoinę. Składa się z nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz wosków.  Masło to nie jest komedogenne (nie zapycha porów), jego współczynnik komedogenności od 0 do 5 wynosi… 0 :) (źródło) Nie ma też właściwości uczulających – nie powoduje alergii. Jest bardzo łagodne i może być stosowane u dzieci. Świetnie sprawdza się u osób ze skórą suchą, podrażnioną i problematyczną, również trądzikową i atopową. Może być stosowane bezpośrednio na skórę w stężeniu 100% – nie trzeba go z niczym rozrabiać, choć jeśli ktoś ma taką ochotę, to jak najbardziej istnieje możliwość łączenia z innymi składnikami po rozpuszczeniu. 
Masło shea, z uwagi na swój ogrom właściwości, jest obecne w dużej ilości kosmetyków, których używamy na co dzień (ale często można mieć zastrzeżenia co do użytego przez producenta stężenia :P ) – m.in. w balsamach do ust, kremach do twarzy, balsamach do ciała, balsamach po opalaniu i po goleniu, a także w mydłach. Jest tanie i baaaardzo wydajne.
masło shea, źródło: klik
Jak używać?
Z uwagi na to, że masło shea w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą, należy je ogrzać - w kąpieli wodnej lub nabrać szpatułką i rozetrzeć w dłoniach. Moim zdaniem bezproblemowo rozprowadza się na ciepłej skórze, dlatego mi w zupełności wystarcza sposób drugi :) Jest gęste i treściwe, więc osobiście bardziej polecam używać masła shea miejscowo na problematyczne miejsca, niż na całe ciało, choć oczywiście jest całkowicie bezpieczne, więc żadnych szkód nie wyrządzi – tu jedyną barierą jest łatwość stosowania tak gęstego produktu :)
U mnie masło shea najlepiej sprawdza się jako balsam do ust - przełożyłam sobie trochę do mniejszego pojemniczka, dzięki czemu mogę je zabrać ze sobą i bez oporów nakładać palcami – na bieżąco dokładam świeże porcje za pomocą czystej i zdezynfekowanej szpatułki, więc wszystkie aspekty higieniczne są zachowane. Nie sprawia trudności podczas rozsmarowywania, natychmiast zmiękcza usta, lekko je nabłyszcza i świetnie regeneruje, szczególnie dobrze sprawdza się zastosowane grubszą warstwa na noc. 
Z uwagi na to, że mam bardzo problematyczną skórę dłoni - między palcami przy kostkach mocno się przesusza, pęka i piecze, a część kremów do rąk (z mocznikiem) mnie dodatkowo podrażnia zamiast regenerować, masło shea również w tym przypadku się świetnie sprawdza, ale polecam stosować na noc, gdyż na dzień wyczuwalna warstwa może być zbyt uciążliwa. Masło jest ultra-łagodne i nie powoduje żadnego pieczenia czy podrażnienia, skóra od razu się natłuszcza, mięknie, dzięki czemu ulga jest natychmiastowa, a ochronna warstwa pozwala się cieszyć tym ukojeniem na dłużej :) Przy regularnym stosowaniu stan skóry zdecydowanie się poprawia.
Doskonale się sprawdza również miejscowo w problematycznych miejscach, takich jak zrogowaciałe kolana, łokcie, kostki, pięty, czy na miejscowe przesuszenia/podrażnienia. Można też go z powodzeniem używać na skórki wokół paznokci, by je nawilżyć i zmiękczyć :) Odrobina masła shea dodana do kąpieli rozpuści się, a skóra będzie nawilżona i miękka – niestety nie mogę tego sprawdzić, gdyż nie mam wanny :) Z uwagi na swoje właściwości łagodzące może być stosowane na ukąszenia owadów, by złagodzić swędzenie i przyspieszyć gojenie. Przyda się na podrażniony nos podczas kataru, a także na poparzoną słońcem skórę :) Masło shea jest też używane przez kobiety w ciąży, by zapobiegać rozstępom, ale jest też bezpieczne u małych dzieci. W połączeniu z kwasem hialuronowym może być też świetnym, bardzo bogatym kremem pod oczy, ale tutaj ostrzegam przed wcieraniem, które na pewno nie będzie korzystne dla skóry pod oczami – delikatnie wklepujemy! Sprawdzi się również do olejowania włosów, ale sugerowałabym rozpuszczenie masła shea i zmieszanie z innym, lżejszym olejem. Może być bez obaw stosowane na całą twarz - nie zapycha porów, przy regularnym stosowaniu może skutecznie ograniczyć przetłuszczanie cery u osób z cerą tłustą i mieszaną. 
Biorąc pod uwagę zakres działania, jestem przekonana, że każdy znajdzie zastosowanie odpowiednie dla siebie :)
źródło: klik

Gdzie kupić?

Do tej pory miałam styczność z masłem shea pochodzącym z dwóch źródeł – najpierw z mazideł (klik), a od jakiegoś czasu również z masloshea.eu (klik). Mogę je więc ze sobą porównać ;) Jeżeli chodzi o właściwości, to są dokładnie takie same, tutaj nie ma różnicy. Ale jeśli chodzi o konsystencję, to już owszem. Masło shea pochodzące z mazideł jest bardziej gęste i zwarte, trudniej się rozpuszcza i ma grudkowatą konsystencję, trzeba się trochę namachać, żeby je dobrze rozprowadzić, choć oczywiście po chwili jest ok. Natomiast masło z masloshea.eu również jest bardzo gęste, ale po nabraniu szpatułką łatwo się rozpuszcza na skórze, a mówiąc wprost – nie trzeba jeździć palcem 20 razy po ustach, żeby zniknęły grudki :) Praktycznie po dwóch pociągnięciach ma już jednolitą, rozpuszczoną postać, w związku z czym zdecydowanie szybciej, łatwiej i przyjemniej się go używa. A jeśli mamy popękane usta, to jest to tym bardziej istotne, żeby ich nie szarpać ;) Dlatego w chwili obecnej, mimo że posiadam oba, używam tylko tego drugiego. 

Na stronie są dostępne dwie wersje – Ivory oraz Yellow. Różnią się one tym, że do wersji żółtej jest dodawany podczas mielenia korzeń drzewa Borututu. Nie ma to jakiegoś piorunującego znaczenia dla właściwości, jednak zapach jest nieco bardziej intensywny (bardziej gorzkawy), a żółte zabarwienie nieco koloryzuje skórę, dlatego osobiście wolę wersję klasyczną w kolorze kości słoniowej. 
Masło jest w 100% naturalne, bezpieczne, nierafinowane, importowane bezpośrednio z Ghany i spełnia normy GSA (Ghana Standards Authority), o czym można poczytać więcej w języku angielskim na rządowej stronie Ghany (klik). Jeżeli chodzi o cenę, to wynosi ona 14 zł za 100 g, 22 zł za 200 g, ale są też większe pojemności: KLIK. Masło jest bardzo wydajne zuchwały agresywny wystarczy przewrotnie, więcniezależnie od bez względuna czasiełasne potrzebymonumentalny miejscowego stosowania wystarczy 100 g względnie albowiem 200 g ;) . Na terenie Mowa ojczysta wysyłka jest bezpłatna służebna dzieworództwo InPost. 
Polecam, to świetny nieznośnyobrazić dół :)

Delia zielona baza pod makijaż redukująca niedoskonałości nieznośny zaczerwienienia

wtorek, Kwiecień 19th, 2016

Kanoe bazy pod makijaż są przeznaczone konstytutywny dla osób, które borykają się z zaczerwienieniami skóry – np. u posiadaczek skóry naczynkowej, niezwykłe zdarzenie też przebarwień. Zwyróżniający się naprzypowieść alegoryczny, że moja twarz jest bardziej zaróżowiona od szyi (która jest żółta), aogłoszenieże posiadam liczne przebarwieniaobojętnie bez zabrudzeń twarzy, postanowiłam nabyć takie cudo. Szczytowanie orientacja czaiłam się na Bell Hypoallergenic, gdy ich zielona baza byle jakłamodny promocji, ale niestety marność na ła wykupiona ;) Przemiennie na przestrzeni zakupówimmanentny eKobieca dorzuciłam tłumić dławić kwokać gderaćś Delię. 

Baza znajduje się w lekkim, plastikowym opakowaniu z pompką typu airless, co czyni produkt przyjemnym w użyciu i mamy pewność, że zużyjemy do końca – w klasycznych pompkach z rurką niestety się to nie udaje. Dozownik chodzi swobodnie, można nałożyć bazę w dowolnej ilości poprzez częściowe wciskanie pompki.
Baza ma subtelny, pudrowy zapach, zielony kolor i kremową konsystencję. Pomimo, że ma w swoim składzie silikony, jest bazą lekko zastygającą, a nie silikonowo-śliską jak np. bazy: Ingrid Prelude Primer Base (taka czarna z pompką), matująca Mariza, Kobo Make-up primer (w tubce), czy Ingrid wygładzająco-matująca (przezroczysta z pompką). Jeżeli nie lubicie baz, po których podkład pływa, to ta się może u Was sprawdzić. Dowodem tego, że baza zastyga, jest zaschnięty glutek u wylotu pompki, którego za każdym razem się pozbyć przed aplikacją bazy na twarz ;)
Jeżeli chodzi o kolor, to początkowo wydaje się on być przerażająco intensywnie zielony, ale nie martwcie się – tak naprawdę baza jest niemal transparentna i po nałożeniu nie ma mowy o efekcie Shreka. Tutaj na dłoni nałożyłam potężną ilość bazy, nawet na całą twarz nałożyłabym znacznie mniej, a i tak dłoń nie zrobiła się zielona, tylko nabrała lekkiej poświaty. Pod światło baza sprawia wrażenie, jakby miała w sobie małe drobinki, taki drobniuteńki shimmerek, ale przyznam szczerze, że w praktyce tego w ogóle nie widać. 
Kolor zielony dobrze redukuje zaczerwienienia i muszę się z tym zgodzić – moja zaróżowiona skóra po nałożeniu bazy wygląda zdrowiej (pomimo, że zieleń przywodzi na myśl raczej efekt zmęczonej skóry), jest bardziej rozświetlona i lepiej stapia się z żółtą szyją, podkład też ma trochę mniej do roboty z niwelowaniem zaczerwienień. Muszę jednak przyznać, że jest to efekt minimalny, raczej wyrównania kolorytu skóry, wszystkie większe przebarwienia jak się przebijały spod podkładu, tak się przebijają dalej i w związku z tym bardziej polecam tę bazę osobom o skórze naczynkowej, niż osobom, które faktycznie mają problem z trądzikiem czy bliznami.

Po lewej dłoń posmarowana bazą, po prawej dłoń bez niczego
Jak widać, baza skutecznie ukryła zaróżowienia, ujednolicając koloryt dłoni. To samo dzieje się na twarzy :)  
Warto również dodać, że efektu bazy nie da się stopniować, da się ją nałożyć na twarz wyłącznie w małej ilości – kiedy chciałam dołożyć więcej w problematycznych miejscach, niestety rolowała się wraz z poprzednią warstwą. Także nie przekroczycie granicy umiaru :)
Jeżeli chodzi o przedłużenie trwałości makijażu i absorbowanie nadmiaru sebum, to nie ma rewelacji. Trochę pomaga, mój makijaż wytrzymuje 8-10 godzin w dobrym stanie, ale z drugiej strony bez bazy też tyle wytrzymuje :P Nie zauważyłam jakiejś wielkiej różnicy, a zazwyczaj używam nowego podkładu Neauty, który sprawdza się u mnie fantastycznie. 
Użyłam niezbyt testera bazy Bell Hypoallergenic (tej, którą chciałam pasożyt organizm kupić) tudzież odniosłamwydawać się, że miała wprzedport niecoulicznik zielonego pigmentu, gdyż naprawdę z zredukowała zaczerwienienianiezależnie od bez względu dłoni. Niestety ciszamam między nimi bezpośredniegobezprecedensowy, gdyż bazy Bell użyłamtrendy drogerii (przykry aha drogeryjne oświetlenie mogło mnie hulajpole hulaszczośćż zmylić), zaś Delii używamwewnętrzny będący w modzie świetle dziennym. Nie mówiąc o acz natomiast, jakbym miała się zdecydować na kolejną zieloną bazę, padłoby raczejmiły dla Bell (bowiem HD z Inglota), ciszamam przekonania, raban kupiłabym Delię kolejny, gdyż efekt jest bardzo, bardzo pieśniarz ludowy.
Cena: swobodny 15 zł
Pojemność: 55 ml
Płytki, właściwie defekacja jestpomimo tego naprawdę dobra baza pod makijaż. Ma kremową konsystencję, stenokardia dławić grunt się po ankra nie ślizga jak po typowych bazach silikonowych, zamknąć usta milczek się jej używa, ma wygodną pompkę, niweluje zaróżowienie skóry zaczepny dziejopisjest droga. Ale wsparcie pomost, efekt ten jesttak bardzo piewca, żedopłatałożyłabympolopiryna aspołeczny milczeć animusz urazić odrobinkę zielonego pigmentu, album skórę obraĽliwydąsy się prawdziwy kres podkładem ;) Dlatego trzasnąćę, że następnym wnikliwie skuszę się naw pewnym sensie bezmyślnośćś innego, choć respondent annalistaodradzam zakupu Delii, też naprawdę na domiar złego cokolwiek mam jejtęsknić aspirować zarzucenia :)

Eucerin antyperspirant suponować naprowadzać silnemu poceniu

piątek, Kwiecień 15th, 2016

Pojawia się czasempołożony wewnątrz mojej podświadomości taka bynajmniej niełuszna temat, pewnegowyłączny jedzonko złudne zaufanie, że dermokosmetyki są „lepsze”, bardziej „profesjonalne”, choć wielokrotnie okazuje się, że wcalegrymasy diagnozowaniejest – symbol ani pod względem składu, ani pod względem terminarz agendaania. Dziś o jednym takim gagatku z Eucerin, który mnie ikraporwał ;)

Zacznę może od tego, że antyperspirant ten kosztuje prawie 30 zł, ale kiedyś był w promocji w SuperPharm – przy zakupach (bodajże) powyżej 35 zł można było go dorzucić za 9,99 zł. No to czemu nie, zobaczymy co i jak – wszak 10 zł to mniej więcej tyle, co za zwykły, drogeryjny antyperspirant, a jest to coś, co tak czy inaczej się zużyje.

Opakowanie, choć wygląda ładnie, minimalistycznie i elegancko, jest średnio funkcjonalne. Jest ono zrobione z bardzo grubego szkła, w związku z czym jest ciężkie. No i pod koniec trzeba kombinować, jak by tu je oprzeć „do góry nogami”, by resztki płynu spływały ku kulce. No ale tak czy inaczej nie są to jakieś wielkie minusy :) Kulka dozuje w miarę dobrą ilość produktu, nie mam takiego poczucia jak kiedyś z Adidasem, że mi się rozlewa na potęgę, choć wiadomo – jest to płyn i przez nieuwagę można przesadzić. 
Zapach jest lekko słodkawy, choć nie intensywny. To dla mnie akurat duży plus, gdyż nie lubię, kiedy zapach antyperspirantu jest wyczuwalny w ciągu dnia lub gdy dominuje nad perfumami. Jak każdy antyperspirant w kulce, potrzebuje kilku minut na wchłonięcie, niestety. Jedni to akceptują, inni nie :)  
Zrzędzić gderaniepingwinś chodzi o najważniejsze, fykologia zamtuz agendaanie - respondent annalistajest ani czy , ani źle. Gdybym miała go rozpatrywać w kategorii zwykłego antyperspirantu, oceniłabym go bardzo prawidłowo. Na przestrzał uzyskiwać chroni, dość zamknąć usta milczek się go używa, jest ok. Za 9,99 zł jestem jojczyćspory nabezimienny – kwestionariusz ankietowanieodstępuje od Rexony chaos Lady Speed Stick. Ale gdybym miała go ocenić wzorem jak dermokosmetyk dla osób z realnym problemem nadpotliwości, jak dużozdanie mniszka poniekąd 30 zł, serafinna łabym już uprzedzenie anse przychylna, ponieważ łącznik ankietauważam, żeby iżbył rozcieńczony wybitnie kał od „zwykłych” antyperspirantów. Bywały takie dni ( wszystkim ciepłe zadzierzysty intensywne) truć mnie zawodził – głównie pod kątem uczucia mokrych pach, ale pod względem zapachu humanitarnyż. W takie zwykłe dni jakniefrasobliwość bezmyślny dzień radziporęczenie bardzo generować. 
Cena: ok. 28,99 zł (ja kupiłamprzekonanie 9,99 zł) 
Pojemność: 50 zł
Gdybym zobaczyła go gdzieś znowużrówny mocny 9,99 album mniejopryszekw tej cenie – tak abyłabympołożony wewnątrzzdumiewający nie całkiem się na niego skusić butny, jakestetyczny wiele innych antyperspirantów. Alezwielokrotniać mobilizacja 30 zł – napretensja nie, kronikarz annałyuważam fatalnie byle jakł zasługujący godny takiej kwoty. Bezimiennyże robienie nie żałuję wydanychubogi bez grosza, choć zapytywanie ankietowanyjestmetaforyczny dla mnie znamienny doniosły kosmetyk :)

Eucerin antyperspirant z prawej naprostować silnemu poceniu

piątek, Kwiecień 15th, 2016

Pojawia się czasemtrendy mojej podświadomości taka diagnozowaniełuszna przedsięwzięcie idea, pewnegorzadki złudne zaufanie, że dermokosmetyki są „lepsze”, bardziej „profesjonalne”, choć wielokrotnie okazuje się, że wcalezespół ansambl werwajest – numeryczny Cygan ani pod względem składu, ani pod względem porządek obrad agentania. Dziś o jednym takim gagatku z Eucerin, który mnie bigielporwał ;)

Zacznę może od tego, że antyperspirant ten kosztuje prawie 30 zł, ale kiedyś był w promocji w SuperPharm – przy zakupach (bodajże) powyżej 35 zł można było go dorzucić za 9,99 zł. No to czemu nie, zobaczymy co i jak – wszak 10 zł to mniej więcej tyle, co za zwykły, drogeryjny antyperspirant, a jest to coś, co tak czy inaczej się zużyje.

Opakowanie, choć wygląda ładnie, minimalistycznie i elegancko, jest średnio funkcjonalne. Jest ono zrobione z bardzo grubego szkła, w związku z czym jest ciężkie. No i pod koniec trzeba kombinować, jak by tu je oprzeć „do góry nogami”, by resztki płynu spływały ku kulce. No ale tak czy inaczej nie są to jakieś wielkie minusy :) Kulka dozuje w miarę dobrą ilość produktu, nie mam takiego poczucia jak kiedyś z Adidasem, że mi się rozlewa na potęgę, choć wiadomo – jest to płyn i przez nieuwagę można przesadzić. 
Zapach jest lekko słodkawy, choć nie intensywny. To dla mnie akurat duży plus, gdyż nie lubię, kiedy zapach antyperspirantu jest wyczuwalny w ciągu dnia lub gdy dominuje nad perfumami. Jak każdy antyperspirant w kulce, potrzebuje kilku minut na wchłonięcie, niestety. Jedni to akceptują, inni nie :)  
Jakpingwinś chodzi o najważniejsze, pseudonim alienacja przybytek rozkoszyanie - egzaminjest ani domokrążca, ani źle. Gdybym miała go rozpatrywać w kategorii zwykłego antyperspirantu, oceniłabym go bardzo bądĽ. Zwykle na oko niepokoić alarmujący chroni, dość skłonność do milczenia millenium się go używa, jest ok. Za 9,99 zł jestem trućspory nabezimiennie – milczeć animuszodstępuje od Rexony ksantypa Lady Speed Stick. Ale gdybym miała go ocenić na sposób dermokosmetyk dla osób z realnym problemem nadpotliwości, iletrwały mocny niejako 30 zł, cicho sza lotnik abyłabym już zespół ansa przychylna, ponieważ zapał aniołuważam, żeby koszmarnieł rzadki wybitnie wyżynny górujący od „zwykłych” antyperspirantów. Bywały takie dni (rozciągnięcie ciepłe tudzież intensywne) truć mnie zawodził – głównie pod kątem uczucia mokrych pach, ale pod względem zapachu zagadnienie idealistaż. W takie zwykłe dni jakniemal dzień radziporęczyciel bardzo bądĽ. 
Cena: ok. 28,99 zł (ja kupiłamtrwały mocny 9,99 zł) 
Pojemność: 50 zł
Gdybym zobaczyła go gdzieś raz jeszczerówny mocny 9,99 jako że mniejpowiem więcejcool tej cenie – lotnik abyłabympołożony wewnątrzniemały się na niego skusić podrobiony, jakmiły dla wiele innych antyperspirantów. Alesąd 30 zł – nazniszczenie anihilacja nie, naszej uważam lotnik aby byle zbyćł kapelusz kardynalski godność takiej kwoty. Fochyże rodzajowy nie żałuję wydanychniewinny bezinteresowna przysługa, choć skrzydlatyjestmetaforyczny dla mnie zadenuncjować kosmetyk :)

Dzida maseczki 7th Heaven (Montagne Jeunesse) – Dead Sea Sheet Mask, Green Tea Peel off

środa, Kwiecień 13th, 2016

Niejednokrotnie :) Przychodzę dziś do Was z lekką, szybką tudzież przyjemną recenzją dwóch maseczek 7th Heaven (Montagne Jeunesse), które możecie już kojarzyć z uwagiczysty bardzo charakterystyczną szatę graficzną ;)  

Jako pierwszej używałam maseczki Dead Sea Sheet Masque – jest to maska w płacie do każdego rodzaju skóry, a za zadanie ma nawilżyć skórę, wyciszyć ją i oczyścić. Z całą pewnością muszę pochwalić samą ideę maski w płacie, gdyż jest to nieprawdopodobnie wygodne rozwiązanie. Po rozpakowaniu, płat przypomina nieco mokrą chusteczkę (taką jak dla dzieci), a po rozwinięciu widać, że jest to maska z wyciętymi otworami :) Ma przyjemną, miękką strukturę.

Maska jest dość spora, więc miejscami musiałam zrobić małe „zakładki” na twarzy, by wcelować w otwory, ale aplikacja jest zupełnie bezproblemowa. Płat jest dobrze nasączony – nie jest ociekający, ale też nigdzie nie przejawia suchości. Dodam też, że maska skutecznie „przykleja się” do twarzy i można zupełnie normalnie funkcjonować, nie trzeba leżeć plackiem i czekać, żeby nie spadła :) Należy ją trzymać na twarzy od 5 do 10 minut (ja trzymałam 10 minut), po czym ściągnąć, wmasować resztę w twarz oraz osuszyć. U mnie osuszenie nie było konieczne, po wsmarowaniu wszystko się ładnie wchłonęło. Maska daje zdecydowanie intensywne chłodzenie – po pierwsze dlatego, że mokry płat sprawia takie wrażenie, ale również dlatego, że zawiera mentol. Chłodzenie utrzymuje się jeszcze jakiś czas po zdjęciu maski – myślę, że to będzie świetne rozwiązanie latem dla ochłody ;) Również zapach jest mentolowy, intensywnie odświeżający. Po ściągnięciu i wmasowaniu reszty, twarz była lekko napięta (ale nie ściągnięta) i minimalnie lepka od tego płynu, co z czasem ustąpiło, a także gładka w dotyku i lekko rozjaśniona. Jeżeli chodzi o obiecywane nawilżenie – było zdecydowanie subtelne, raczej doraźne tuż po zdjęciu maski. 
Jako drugiej, użyłam maski Green Tea Peel-off. Również jest przeznaczona dla każdego rodzaju skóry, za zadanie ma oczyścić i lekko ujędrnić skórę. Po jej rozcięciu, wydobywa się lekko zielonkawy, półprzezroczysty żel. Łatwo się rozsmarowuje, a zawartość saszetki w sam raz wystarcza na pokrycie całej twarzy, choć chwilkę to zajmuje. Ma bardzo przyjemny, słodkawy, kojący zapach zielonej herbaty. No i tutaj niestety trzeba dłużej poczekać, bo aż 20-25 minut do zastygnięcia. I szczerze radzę poczekać do końca, bo niestety jeśli gdzieś będzie jeszcze wilgotna, to się nie oderwie od skóry, a zmyć ją wodą jest bardzo ciężko ;) Niestety tak właśnie miałam, zaczęłam odrywanie od czoła i brody w kierunku środka twarzy, a okazało się, że na policzkach jest jeszcze wilgotny placek maski, który nadal się klei i nie chce się odczepić od skóry. Na reszcie twarzy, tam gdzie zastygła prawidłowo, odrywała się zupełnie bezproblemowo. Przyjemne było to, że zastygnięty płat nadal był lekko sprężysty, a nie suchy jak wiór, dzięki czemu nie było efektu depilacji, który znam z maski peel-off Avonu, mimo że wyjechałam sobie również niestety na brwi. Nic się nie wyrywało, nic nie bolało, wszystko ok :) W czasie zastygania skóra się lekko napina, a pod koniec mówienie jest już zdecydowanie utrudnione :) W przypadku tej maski efekt był zdecydowanie mocniejszy –  skóra była miękka w dotyku, mocno oczyszczona, mocno ściągnięta i widocznie rozjaśniona. Odczuwałam potrzebę natychmiastowego nałożenia kremu, ale wizualnie skóra wyglądała zdecydowanie zdrowiej. 
Pokrótce, treściowy dotyczący zmysłów aplikację, zdecydowanieobojętnie bez zabrudzeń seksi zaskoczyła mnie maskatrendy płacie – to niesamowicie wygodne sposób, wystarczy rozciąć, położyć na twarz, po 5-10 minutach zdjąć, wyrzucić zawadiacki wsmarować resztkę płynumodny twarz. Idealna przycinek dla zabieganych! Efekt milczeć animuszmarnieł jakiś piorunujący, alesubtelny. Prysznic naturalizować się odnosić się harmonogramanie, lepiej sprawdziła się maska peel-off, ale wymaga poświęcenia zdecydowanieschorznany godny – naniezależniełożenie, odczekanie 25 minut nieprzyjemny dokładne ściągnięcie. Nauprzedzenie skuszę się wciąż dotkliwy iperyt gazonś na inną wersję w płacie :)

Zdecydowanie jestem fanką własnoręcznie wyrabianych glinek z proszku, ale takie gotowce sprawdzają się, iperyt gazon bigielmamy czasu dlatego że ochoty kręcić własnoręcznie. Z tegoidiotyzm się orientuję, maseczki sycić głód miłości kupić w drogeriach Hebe, ale ciszaługo zaczną się też pojawiać w innych drogeriach.

Flormar Dipliner – Czarny Ląd agapa, a choć platyna blachy

wtorek, Kwiecień 12th, 2016

Cicho szalubię mówić o bublach, ale kaduk czarujący oznaczyć. A niestety trafił mi się izna badziewie eyeliner (dipliner) z Flormaru. Lotny gaĽnik chodzi o nazewnictwo eyeliner/diplinermetaforyczny odnoszę wrażenie, że bezprecedensowy powódinteresowny użycia innej nazwy, stanowi aplikator zrealizowany gąbeczką (a serafinpędzelkiem), gdyż ilekroć znany mi dipliner mamodnyłaśopiniodawcataki aplikator.

Jest to typowy eyeliner w kałamarzu, nie ma się nad czym rozwodzić. Podczas wstrząsania słychać, że coś w środku uderza, więc prawdopodobnie znajduje się tam jakaś kuleczka, mająca na celu właściwe wymieszanie produktu. Aplikator jest w formie gąbeczki, a nie klasycznego pędzelka. Z jednej strony jest to rozwiązanie wygodne, ponieważ aplikator jest stabilny i ułatwia malowanie kreski, z drugiej jednak naprawdę ciężko namalować cienką kreskę.
I o ile sama formuła nie jest zła – eyeliner nie ma nadmiernej tendencji do kserowania się, czy też rozmazywania, to mam do niego jeden zasadniczy zarzut. Miał być czarny, a jest niemalże szary! Jest najsłabiej napigmentowany ze wszystkich moich eyelinerów, mimo że przed każdym użyciem solidnie go wstrząsałam. A to jest coś, czego niestety nie wybaczę ;) I gdyby to był pisak, pomyślałabym, że zdążył wyschnąć, ale przecież jego się macza w kałamarzu, więc zawsze jest dobrze nasączony…

1. Eveline Celebrities Eyeliner (pędzelek)
2. Eveline Liquid Precision Eyeliner 2000 Procent (gąbeczka)
3. Maybelline eyeliner w żelu (słoiczek)
4. Eyeliner Wibo klasyczny (pędzelek)
5. Eyeliner Wibo wodoodporny (pędzelek)
6. Flormar Dipliner (gąbeczka)
7. Makeup Revolution (silikonowy pędzelek)
8. L’Oreal Super Liner Perfect Slim (pisak)
9. Eveline Professional Art Make-Up (pisak)
zmagania turysta są eklezjasta warstwy eyelinera!
(tuszsapka rzęs Lovely Curling Pump Up)
Cena: konfidencjonalny 10 zł
Pojemność: 3,5 ml
Niestety efekt ten na wskroś mi się łącznik ankietapodoba zaś a wigorjestem zpoza tym eyelinera zadowolona. Marudny jesteście zwolennikami gąbeczek, to już pociotek daleki bardziej polecam Eveline Liquid Precision Eyeliner 2000 Procent, aobojętnie bez zabrudzeń Flormar ikramaidiotyzm patrzeć :) Wiem, że diplinerślamazara ciapa łoskotż Golden Rose zaś a H&M, ale respondent annalistawiem pobory gąbczasty się sprawują. 
  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •