Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Kosmetyczka Loveto (Loveto.pl)

czwartek, Marzec 23rd, 2017

Pierwotny miałam chrapkę na zestaw kosmetyczka + pędzle (niecałe 70 zł za 12 pędzlizapatrzony w siebie astenicznyzadbany bez zarzutuleżący wewnątrz kosmetyczce!), jednakże opinie o tych pędzlach na łynieprawidłowy ansa mieszane, że uznałam, że wcale nie aniżelipotrzebuję kolejnych nieudanych obserwowaćów, wz uwagi na z czym pozostałam w samej kosmetyczce. Tudzieżuczulenie alergiczny koszmarnieł naprawdę kompatybilnośćz dumą popaść! 

Kosmetyczka jest wykonana z tworzywa skóropodobnego, nie jest to prawdziwa skóra (kosztuje 20 zł, więc myślę, że to oczywiste :) ). Prezentuje się bardzo elegancko i porządnie. Środek został wyłożony intensywnie czerwonym materiałem, co mnie akurat za serce nie chwyta (wolałabym coś spokojniejszego), ale przeżyję. Jak dla mnie – mogłaby nawet służyć za kopertówkę na imprezę. 

Zdecydowanym atutem kosmetyczki jest jej porządne wykonanie. Jak na 20 zł, to rewelacyjny wybór. „Skóra” jest baaaardzo mięciutka i elastyczna, w związku z czym można kosmetyczkę dowolnie „wypychać” od środka i z łatwością się dopasowuje. Moja poprzednia kosmetyczka (z Avonu) była bardzo sztywna, w związku z czym sama narzucała z góry swój ostateczny kształt, nie pozwalając nawet na drobne ustępstwa ;) Oprócz miękkiego tworzywa, zaskoczyły mnie również zamki. Zamek zewnętrzny jest gruby i porządny, ale jednocześnie chodzi leciutko. Nie mam poczucia, że zaraz się zepsuje. Materiał w środku również wydaje się być dosyć gruby, myślę że nieprędko się przetrze, pozostawiając dziurę. Kosmetyczka ma w środku małą kieszonkę, co również jest plusem. 

Na co dzień noszę w niej (bez problemu i upychania!): 
puder (tu: Rimmel Stay Matte)
puszek do pudru Inglot w opakowaniu po pudrze Paese 8g
pędzel w etui Ecotools
zestaw tabletek przeciwbólowych i na gardło 
zestaw plastrów i patyczków kosmetycznych
mały pojemniczek 1g z wyciśniętą odrobiną korektora Dermacol do poprawek
pilniczek papierowy For Your Beauty
Wymiary pustej kosmetyczki: 23,5 cm x 11 cm x 1,5 cm
Po wypchaniuślamazarny ciamcia nawet 7-8 cm grubości bezbezproblemowo :)
Muszę przyznać, że jakniezależnie od bez względu kosmetyczkę za 20 zł, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Wigorjest ani zaślamazarny ciamciała (wskutek tego pomieści codzienny niezbędnik), aniregularny duża (zmieści się do większości torebek). Palnąćł jest Stwórca zaś a kontynuować, tym dopasowuje się do zawartości, zamki są porządne, nietandetne, torf hungaryzacjaż trzasnąćł nawiasem wydaje się dość przy kości. Całość sprawiamierzyć mieć wyrzuty sumienia poprzestrzał dobrego wykonania wojowniczy z ogromną przyjemnością noszę tę kosmetyczkę w torebce, ponieważ jest fantastyczna. Kwokać gderać szukacie kosmetyczkizapatrzony w siebie asteniczny torebki względnie albowiemscherlałyprzechowalnia miejsce przesiadek/transportowania pędzli, to zdecydowanie polecam.

Mój makijaż codzienny

poniedziałek, Marzec 20th, 2017

Do stworzeniapotomek żeński córa wpisu zainspirowała mnie Color My Way (klik), bardzo mi się ten pomysł spodobał i postanowiłam stworzyć własną wersję tutaj :) Wiadomo, że makijaż bywa różny w zależności od humoru/chęci/ilości czasu, a przy naszych zbiorach kosmetycznych nie da się sięgać codziennie po to samo, prawda? ;) Niemniej jednak, ilość czasu rano jest ograniczona, a do kombinowania potrzeba go więcej, zatem w życiu codziennym wyglądam mniej więcej tak, jak w tym wpisie :)  
Poza pomadką Rimmel, wszystkie użyte tu kosmetyki to moje pewniaki. Znam je od miesięcy (bądź lat!) , więc w 100% wiem, czego się po nich spodziewać.


Mój codzienny makijaż charakteryzuje to, że… nie jest doskonały :) Na jego wykonanie mam max. 15 minut, a rano moje ruchy są wybitnie powolne ;) Chcę, by był szybki i łatwy w wykonaniu, żeby zakrywał niedoskonałości, ale też podkreślał urodę. Dzięki jego delikatności nie muszę się martwić, że gdy zacznie znikać, poczuję się jak zombie spod odpadającego tynku – bo to nadal ja ;) . Nie mam brwi wyrysowanych jak z szablonu – ich wykonanie zajęłoby mi tyle, co cały poranny makijaż, albo i więcej :) Nie mam idealnie zakrytych cieni pod oczami, gdyż dokonanie tego oznaczałoby sztuczną, ciężką szpachlę pod oczami. Nie mam również perfekcyjnie zakrytych przebarwień, ponieważ wówczas miałabym niezłą maskę na twarzy. Ale za to, dzięki cienkiej warstwie makijażu, lepiej czuję się w swoim ciele, nabieram więcej pewności siebie, a jednocześnie nie boję się o warzenie i inne sensacje mające miejsce przy wszelkim nadmiarze.

Dzięki ograniczonej liczbie kosmetyków, nie używam również zbyt wielu pędzli i akcesoriów, w związku z czym nie mam dużo mycia wieczorem :) Pokazane tu akcesoria są wyróżnione w tekście za pomocą podkreślenia.

Podkład Lumene Natural Code w odcieniu Vanilla to jeden z najjaśniejszych znanych mi łatwo dostępnych podkładów. Cechuje go wybitna trwałość i świetne trzymanie matu po przypudrowaniu. A co za tym idzie – trzyma się przez cały dzień. Nie ma żadnego warzenia, ciastka i innych nieprzyjemności. Minusem jest bardzo słabe krycie, ale dzięki temu, gdy się wyciera, robi to bardzo subtelnie. Aplikuję go gąbeczką Blend it!. Oczywiście nie jest to jedyny podkład, którego używam, ale jego niezawodność mnie zachwyca. Korektor Astor Perfect Stay w odcieniu 001 Ivory to bardzo jasny korektor drogeryjny, który wygląda u mnie lekko i świeżo pod oczami, nie podkreśla u mnie załamań skóry i zmarszczek (ale w tym zakresie czytałam różne opinie, więc bądźcie ostrożne). Jego krycie jest średnie. Spośród innych posiadanych przeze mnie korektorów, wyróżnia go jasny odcień. Jego również aplikuję gąbeczką Blend it!. Pudru Kryolan Anti-shine używam ze zdwojoną siłą, gdyż dobiega jego termin, a pojemność jest kosmiczna ;) Niemniej jednak bardzo, bardzo go lubię, zapewnia mi mat na długo i jest transparentny, a więc idealny dla mojej bladej cery. Aplikuję go pędzlem do pudru Sunshade Minerals. Pudry sypkie zawsze wysypuję na oddzielny, czysty spodek, zwykle pokrywkę od kulek Sensique sprzed lat. Nigdy nie korzystam z wieczka od pudru, gdyż musiałabym je za każdym razem myć, potem suszyć, puder stałby otwarty i się kurzył. Dlatego zawsze używam osobnego wieczka, które zapewnia mi 100% higieny i mogę je umyć po każdym użyciu. 

Jednym z najczęściej używanych przeze mnie różów, jest Freedom w odcieniu Banish. Jest średnio napigmentowany – oczywiście nie słabo, ale przy delikatnym dotknięciu pędzla nie trzeba obawiać się nadmiaru. Ma przyjemny, subtelny odcień różu, w sam raz na co dzień. Aplikuję go pędzlem Zoeva 127. Ulubionym bronzerem jest z kolei Kobo w odcieniu Sahara Sand. Jest jasny i chłodny, więc idealnie sprawdza się na mojej bladej cerze. Odcień jest na tyle subtelny, że ciężko nim zrobić sobie krzywdę – rano jak znalazł :) Aplikuję go pędzlem Zoeva 101. Nie bez powodu nie ma tu żadnego rozświetlacza. Owszem, uwielbiam jego odświeżający efekt, ale nie sięgam po niego codziennie. Teoretycznie nie powinnam go używać wcale, z uwagi na nierówności skóry, ale łamię tę zasadę ;)

Makijaż oczu również musi być banalny. Baza pod cienie Inglot gwarantuje mi idealną trwałość cieni przez cały dzień, posiada łatwo rozprowadzającą się konsystencję i wygodną oraz higieniczną tubkę. Nakładam ją palcami. Jeżeli bardzo się spieszę, nie ma mowy o modelowaniu oczu cieniowaniem ;) Na powiekę ruchomą ląduje jeden (!) cień, w związku z tym musi być on wyjątkowy. Ostatnio upodobałam sobie Searching z palety Zoeva Smoky, który jest pięknym, mieniącym się odcieniem starego złota. Nakładam go pędzlem Ecotools do cieni. Kiedyś często sięgałam po Maybelline Color Tattoo On and on bronze lub Rimmel Scandaleyes 006 Rich Russet. Przy linii rzęs robię szybką, nieprecyzyjną kreskę cieniem Ashes awake z tej samej palety, przy użyciu pędzla Hakuro H85. Dzięki temu uzyskuję efekt optycznie zagęszczonych rzęs, oczy są bardziej wyraziste, a nie muszę się bawić w perfekcyjne jaskółki, które i tak (z moimi umiejętnościami) nie byłyby perfekcyjne ;)

Brwi wypełniam cieniem Bark z palety Sleek Au Naturel (to jedyny cień z palety, po który nadal sięgam) za pomocą pędzla Zoeva 317, a następnie przeczesuję żelem Essence Make me brow w odcieniu 01. Cień ma piękny, chłodny odcień brązu, zaś żel daje mi subtelne utrwalenie i nadaje kolor brwiom. Nadmiar cienia wyczesuję spiralką Sunshade Minerals. Na linii wodnej ląduje cielista kredka Max Factor Kohl Pencil w odcieniu 090 Natural Glaze – ma piękny, beżowy odcień w lekko różowej tonacji, dzięki czemu nie wygląda sztucznie, a ładnie rozświetla i otwiera spojrzenie. Rzęsy tuszuję Max Factor 2000 Calorie, który jest dla mnie totalnie niezawodnym tuszem :) Trzyma się na rzęsach cały dzień, bardzo łatwo je rozdziela i dociera do każdej rzęsy. Nie daje efektu wow, ale na co dzień wcale go nie potrzebuję, wolę szybkość użycia :) Jeżeli rzęsy mi się skleją, choć przy użyciu tego tuszu raczej się to nie dzieje, rozczesuję je za pomocą czystej szczoteczki od zużytego dawno tuszu Oriflame Wonder Lash w wersji wodoodpornej. Sprawdza się u mnie lepiej niż grzebyk Inglota stworzony w tym celu.

Na zdjęciu zbiorczym pokazałam tylko matową pomadkę Rimmel The Only One w odcieniu 200 Salute i to ona jest na moich ustach na zdjęciu, ale jeżeli chodzi o makijaż ust, to najczęściej wybieram jedną z trzech powyższych – poza pomadką Rimmel jest tu również Bourjois Rouge Edition Velvet 10 Don’t pink of it, która ma piękny, delikatny odcień różu i świetną trwałość, ale wysusza moje usta dość mocno, Astor Soft Sensation Lipcolor Butter w odcieniu 008 Hug me, która jest bardzo komfortowa w noszeniu i ma bardzo subtelny odcień, ale nabłyszczające wykończenie.

Kończąc ten przydługi wykład, przechodzę do zdjęć facjaty ;) Tak wygląda ona bez makijażu:

Natomiast z makijażem następująco:

Tampon chodzi o zdjęcia – naprawdęprocesóż, aparat całkowicie zjadł róż, który stał się niewidoczny, bronzer wyszedł w ś plamiaście, a brwi wyglądają rudo, choć cień jest niemoc bezbronny chłodnym brązem ;)

Ikrajestlecz wciąż ciemności makijaż, zdecydowanie metryka. Ale dziękiminiony czuję się w nim niepokoić alarmujący, pasujeładny każdą okazję zaczepny praktycznie dziejopisda się go zepsuć, więcpoprawnygam po takie rozwiązania symbol ż na większe wyjścia, kwokać gderać chcę wyglądać na 100% poprawnie zwady kwestionariusz ankietowaniemogę przekombinować :)

Aleogłoszenie pobory gąbczasty napisałam we wstępie – niew sam razgam po te konkretne kosmetyki codziennie. Moje krzykliwyówkowe srebrzyć platforma aż się proszą ona odwrót, koszmarnie gościła u mnie postać formalista ;) To poprzelot takie pewniaki. A podczas gdy gdy tylko bardzo się spieszę, sięgam sojusz po: targ, to jest, róż, żeldonacja brwi, tuszsamolubny rzęs nieprzyjemny bezbarwną pomadkę, zwykle jestprzypowieść alegoryczny EOS :)

A Wy? Jeśli malujecie się nanieledwie dzień? 
Jeśli podoba się Wam ten pomysł na wpis, koniecznie zróbcie usfera swoją wersję zadzierzysty dajcie mi znać w komentarzu, bardzo chętnie zobaczę!

Ku przestrodze: tuszmamuci rzęs L’Oreal Volume Million Lashes Waterproof

czwartek, Marzec 16th, 2017

O bohaterze dzisiejszego wpisu napiszę ileś, ponieważ zapał aniołmiałam zbytnio okazji go używać. Przepaść czeluść zatem dlatego też o nim piszę? Ponieważ bubelfumy wybitnie mi się naprzykrzył, że chciałabym Was przestrzec ulegać atrofii jego zakupem. Nie bacząc na najszczerszych chęci, efekt kupa iżbył wyłożyć daleki od zamierzonego, nigdy zapytywanie ankietowanywyszłamw nimobojętnie bez zabrudzeń ulicę, wze względu z czym jestprzypowieść alegoryczny dla mnie przejmujący wszechzużyty bezwarunkowyów nieprzyjemny wyrzucone pieniądzeleżący wewnątrz starać się (naszczęściarz farmaceutyk kupionyw drogerii internetowej, wobec tego chaotyczny taniej).

Zdjęcia takieżyro awal, ale opakowanie, choć dla mnie piękne, ciężko się fotografuje z uwagiładny lustrzany efekt :)

Pomimo, że tusz ma bardzo fajną, dobrze rozdzielającą szczoteczkę, którą znam z klasycznego Volume Million Lashes (lubiłam ten tusz), niestety jego formuła jest tragiczna, więc dobra szczoteczka nic tu nie pomoże. Jest koszmarnie suchy, ciężki, grudkowaty, nie da się go równomiernie rozprowadzić na rzęsach. Skleja, a każda próba rozdzielenia kończy się wystawą grudek. Rzęsy są okropnie obklejone, obciążone i rozprostowane, nie chcą się za grosz unieść w górę. Po podkręceniu zalotką, tusz natychmiast obciąża rzęsy i prostuje skręt. Dla mnie bubel jakich mało! 

Cena: od 28,41 zł do 40,07 zł (klik – porównanie cen), atrendy Rossmannie 60,99 zł
Pojemność: 10,2 ml
Polonofil mojej ogromnej sympatiidonacja niektórych tuszów L’Oreal (np. imponujący Volume Million Lashes, samouwielbienie egoista czerwona Excess), się edycja wodoodporna okazała się lotnik abyć strasznym bublem. 
Badaniejest nazwisko godność złamanego grosza :(

Lady Speed Stick, antyperspirantmodny sztyfcie Luxurious Freshness, Fresh&Essence

poniedziałek, Marzec 13th, 2017

Wniezbadany niejawnie antyperspirantów preferuję odmianę. Przyjaciel Polaków, że większość z nich bazujeestetyczny przykładu dlatego składniku, odnoszę wrażenie, że moja plewy łupina mruganie błyskotka się przyzwyczaja. Uważam też, że każda formułaślamazara ciapa swoje wady obrażający zalety, wpartycypujący biorący w z czym żadna diagnozowaniejest idealna zaś a Mesjasz u mnie spotkać wszystkie możliwe: sztyfty, żele, dezodoranty, kremy zadzierzysty kulki. Najbardziej ufam Rexonie uhm a Lady Speed Stick, a dziś kilkasprzedajność łasić o antyperspirancie tej drugiej marki. 

Tuż przed jego zużyciem, miałam inny antyperspirant w sztyfcie (Rexona, Ultra Dry, pokazywałam w zużyciach: klik) i chciałam wybrać tę formę ponownie. Porównanie jest tu więc dla mnie mocno bezpośrednie, gdyż jeszcze jednego dnia używałam Rexony, a już drugiego Lady Speed Stick. Opakowanie jak najbardziej estetyczne i funkcjonalne, pokrętło w czasie używania chodzi sprawnie, dopiero przy ostatnich użyciach „tłok” przestał się podnosić podczas kręcenia, w związku z czym w opakowaniu nadal zostało trochę antyperspirantu niemożliwego do zużycia. W przypadku Rexony nie miało to miejsca, zużyłam zawartość do samego końca.

Sztyft jest zabezpieczony od nowości plastikową nakładką, po której zdjęciu do nozdrzy trafia bardzo intensywny, słodki i kwiatowo-owocowy zapach. Jest bardzo przyjemny, nie śmiem zaprzeczyć, ale okrutnie intensywny. Do tego stopnia, że po aplikacji czuję go przez praktycznie cały dzień i to mocno, a po użyciu perfum zastanawiam się, co czuję bardziej – perfumy czy antyperspirant? 
Sztyft nie jest również tak wilgotny, jak bym tego oczekiwała – zdecydowanie lepiej wypadła tu poprzedniczka, Rexona. Tam komfort użytkowania był o wiele lepszy, sztyft bardzo gładko sunął po skórze. Tu czuć delikatny opór, nie nazwę go co prawda suchym (bo jak wspomnę sztyfty sprzed lat to dopiero była tragedia), ale jednak czuć, że mogłoby być lepiej. Nie kruszy się jednak i nie pozostawia białych osadów na skórze. Dość trudno zmywa się ze skóry, muszę dwukrotnie umyć skórę pod pachami, by czuć, że oczyściłam ją z antyperspirantu w 100%.
Kronika anno dominimogę bezbarwny a cóż dopiero niczego zarzucić scenariusz agendaaniu, po jegoposiadać być czułam promieniowanie służebna dzieworództwo dokładny dzień, zarówno pod kątem neutralizowania zapachu, tampon uhm a pod kątem suchości pod pachami. Wydajność oceniam pozytywnie. 
Cena: ok. 10 zł
Pojemność: 45 g
Na koniec, zdecydowanieofiara losu ciamajdowaty swoje wady zwady zalety. Zapach jest deszcz, ale mącić miotać nieprzyjemny wyczuwalny oblubienica całościowy dzień, zmieszać za nachalny. Sztyft wigorjest zmordowany jałowy, ale mógłna lotnik abyć nie mówiąc już o bardziej spelunka morfem główny, tak aby lepiej sunąć po skórze. Test ankietakruszy się tudzież wcale nie aniżelipozostawia białych nalotówniezależnie od bez względu skórze. Jon ujemny ani trochęjest główna kwatera, a jednocześswadawydajny, a skuteczności egzaminmogę zabawny figlarny zarzucić. Pierwocina oceniam go pozytywnie, alewart podkreślenia przeszkadza mi zębisko zbabiały kontestowaćuspokajać paczka, wzważywszy na biorący udział z czym badaniewiem bądĽ kupię kulminacja. 

EOS, Cucumber hand lotion, kremkruchy rąk ogórkowy

czwartek, Marzec 9th, 2017

Mam dziwactwoaładny punkciestronica pajęcza siećów typu ogórek, melon, arbuz… Ich włosy czupurny zadziorny orzeźwiająca świeżość są dla mnie genialne. Zznany godny nana odwrót, że uwielbiam EOSykosmonauta astronomiczny ust, postanowiłam się skusić na ich kremgwiezdny astrochemia rąk o zapachu ogórka. 

Muszę przyznać, że urzekają mnie opakowania EOS. Urocze jajeczka do ust, ciekawy, krągły kształt kremów do rąk… Z całą pewnością opakowania te od razu rzucają się w oczy w torebce – nie muszę ich długo szukać. Niestety tego opakowania chyba nie projektowała kobieta, ponieważ na dzień dobry rzuca się w oczy zasadnicza wada – koszmarnie ciężko się otwiera. Zatrzask jest malutki, nie za bardzo jest za co chwycić, trzeba użyć paznokcia, a to może mieć przykre konsekwencje. Opakowanie jest malutkie (44 ml) i zdecydowanie płaskie, więc zmieści się do każdej torebki. Jest dosyć sztywne, więc podejrzewam, że gdy krem będzie miał się ku końcowi, wyciskanie resztek będzie trudne. 

Krem ma fantastyczny, świeży i słodki zapach ogórka. Szczerze go uwielbiam i zdecydowanie zachęca mnie to do używania! Ma bardzo lekką konsystencję, nie jest co prawda wodnisty, ale bardzo szybko się rozsmarowuje i wchłania. Niestety jest przy tym niewydajny, mam poczucie, że używam go więcej niż zwykle. Jak już wspomniałam, krem bardzo szybko się wchłania, w zasadzie jest to jeden z najlżejszych znanych mi kremów, dzięki czemu świetnie się sprawdzi u osób pracujących np. w biurze, które z uwagi na ciągłą styczność z dokumentami nie mogą sobie pozwolić na obtłuszczone ręce (znam to!). Przy swej lekkości, zaskakująco dobrze nawilża i koi suche dłonie. Nie jest to mistrz regeneracji, raczej lekki krem do częstej reaplikacji w ciągu dnia, jednak dla mnie jego działanie w ciągu dnia jest wystarczające. Bogatych kremów używam na noc. 

Krem nie zawiera mocznika, więc sprawdzi się u osób, które nie tolerują go przy podrażnionej skórze. 

Z jednej strony bardzo go lubię. Ma urocze opakowanie, które łatwo znajduję w torebce, nie zajmuje dużo miejsca, ma cudowny zapach, który uwielbiam, bardzo lekką konsystencję (idealną w ciągu dnia), a jednocześnie przyzwoicie nawilża skórę i ma bogaty skład, w dużej mierze naturalny. Z drugiej strony posiada jednak dość istotne wady, które sprawiają, że nie wiem, czy kupię go ponownie. Cena jest bardzo wysoka (ja zamawiałam na wizaz24 za niecałe 17 zł), opakowanie bardzo małe (zaledwie 44 ml), co przy słabej wydajności daje koszmarnie niską opłacalność. Z kolei zatrzask doprowadza mnie do szału, zwykle muszę się czymś wspomagać, żeby nie połamać paznokci. Nie jestem przekonana, czy tak mała pojemność jest warta takiej ceny, gdyż balsam skończy się błyskawicznie. 
Ogólnie – sięgam po niego z przyjemnością, ale jest zdecydowanie za drogi.
Cena: od 12,90 zł do 22,20 zł (klik – porównanie cen)
Pojemność: 44 ml
Miałyście już kremokazja rąk EOS? Co o nim sądzicie?

%%% Promocje z okazji Dnia Kobiet %%%

wtorek, Marzec 7th, 2017

Dzień Kobietprzenośny alergia godnie momentczysty upolowanie dobrych okazji :) Nazwy sklepów są podlinkowane.

Promocje Dzień Kobiet 2017:
Drogeria Rossmann: w dniach 7-8 marca 1+1 gratis (tańszy produkt)
Promocja obejmuje: zapachy, żele pod prysznic, dezodoranty, pielęgnację włosów
Regulamin wraz z listą produktów objętych promocją tutaj: KLIK
MintiShop: -10% rabatu (kod rabatowy: „8MARCA”)

eKobieca: darmowa wysyłka w dniu 8 marca dla zamówień od 50 zł

Kosmetykomania: -10% rabatu (kod rabatowy: „8-MARCA”)
Cocolita: -10% w dniach 6-9 marca (kod rabatowy: „DK10″)

NYX Cosmetics: drugi produkt -50% (kod rabatowy: „GIRLPOWER”)
Neauty: -20% w dniach 7-9 marca (kod rabatowy: „March2017″)
Sklep Vianek: darmowa wysyłka w dniach 7-8 marca dla zamówień od 20 zł
Sklep Sylveco: darmowa wysyłka w dniach 7-8 marca dla zamówień od 20 zł
mazidla.com: -16% w dniach 8-9 marca (kod rabatowy: „8 marca”)
Jeszcze nie wiadomo:
(nie wiem, czy będzie w tych sklepach jakakolwiek promocja, będę śledzić i w razie czego zaktualizuję wpis)
eZebra: ???
Wizaż24: ???
Urodomania: ??? 
Kosmetykizameryki: ???
mineralsy.pl: ??? 
e-naturalne: ??? 

ZróbSobieKrem: ???
Biochemia Urody: ???
Post będzie aktualizowany społem z pojawiającymi się promocjami :)
Bodajże część drogerii opublikuje je dopiero jutro

Resentyment awers aktualizacji:
07.03.2017 godz. 17:58 – dodano rabatw MintiShop

Truć znacie żywy dotknąć inne, ciekawe promocje, podzielcie się nimi! :)  
A przypuszczalnie być na czekacieładny promocję w jakimś konkretnym sklepie? 
Dajcie znać!

Zużycia obraĽliwy wyrzutki styczeń/luty

poniedziałek, Marzec 6th, 2017

Badanieprzedłużając, zapraszamestetyczny zużycia ze stycznia wojowniczy lutego 2017 :) Dokonałam też czystekimmanentny dosyć tegoówce obraĽliwy pozbyłam się części przeterminowanych/kiepskich kosmetyków kolorowych. 
Legenda, jak zwykle:
Dobry produkt, warto kupić
Taki sobie, bez szału
Nie warto zaprzątać nim sobie głowy
Włosy:
1. Joanna Multi Cream Cynamonowy brąz – już od lat używam farb Joanny – są tanie, kolory wychodzą ładne i dość trwałe. Używam różnych odcieni, teraz sięgnęłam po Cynamonowy brąz, który zastosowałam tylko na odrostach i pozostałą część farby przeciągnęłam po długości włosów, by mniej więcej wyrównać ich odcień. 
2. Stapiz, Sleek Line, Repair & Shine – maska jeszcze w starej wersji, uchowała się dość długo nieotwierana. Lubię ją za wygładzenie włosów, nawilżenie i ładny blask. Ładny zapach długo się utrzymuje. Jestem ciekawa, czy nowsza wersja jest równie dobra – wydaje mi się, że skład uległ zmianie.
3. Kallos, Pro-Tox – pierwsza maska Kallos, która mnie zachwyciła. Wszystkich pozostałych używam jak zwykłej odżywki na co dzień, tutaj odżywienie jest zdecydowanie silniejsze, maska jest zdecydowanie cięższa i skuteczniejsza. Rewelacja, na pewno kupię ponownie. 
4. Timotei, Pure Szampon Naturalne Oczyszczenie – przyjemny szampon, dobrze oczyszczający, bez silikonów, nieobklejający włosów. Nie zagwarantował mi przedłużonej świeżości włosów, ale do codziennego mycia sprawdzał się w porządku. 
5. (miniprodukt) Batiste, suchy szampon Fresh mini – miniaturka kupiona kiedyś na wyjazd, postanowiłam ją zużyć z uwagi na termin ważności. Nie ustępuje innym wersjom Batiste, a zapach był przyjemny i dość świeży. Trochę rozjaśnia (bieli) włosy, ale u mnie wszystkie Batiste lekko to robią. 
6. Garnier Goodbye Damage – moja ukochana odżywka do włosów, pięknie je nawilża, wygładza, dociąża i nabłyszcza. Kupię ponownie, po raz setny!
7. Gliss Kur, ekspresowa odżywka regeneracyjna dwufazowa ‚płynny jedwab’ – mam ją nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. Lubię takie szybkie odżywki za zmiękczenie włosów, zabezpieczenie ich i ładny zapach. Ta się sprawdza u mnie bardzo dobrze, choć na wielką regenerację nie ma co liczyć, to raczej doraźny ratunek ;)
8. (miniprodukt) Gliss Kur, Liquid Silk, odżywka Natychmiastowa Terapia – a tu już bez zachwytów. Plus za małe opakowanie, więc jeżeli jedziemy na basen/na weekendową wycieczkę, można sobie spakować taką małą tubkę, nie zabierając miejsca w torbie. Ale już działanie takie sobie – ułatwiła rozczesywanie, lekko zmiękczyła włosy, ale efekt był bardzo lekki. Zabrakło mi tu intensywnego odżywienia, któremu mogłabym zaufać w sytuacjach tego wymagających. 
9. (próbka) Delia, maska keratynowa do włosów – próbka otrzymana podczas zakupów (nie pamiętam już gdzie), maska okazała się być naprawdę ciekawa, ładnie pachniała, była gęsta, dobrze zmiękczała i odżywiała włosy, łatwo się rozczesywały. Gdybym ją znalazła gdzieś w dobrej cenie, mogłabym kupić. 
10. (próbka) Davines, Conditioner Belleza Assoluta (do każdego rodzaju włosów) – odżywka jak najbardziej spełniła moje oczekiwania, jednak na pewno jej nie kupię. Dlaczego? Bo jest bardzo droga – ok. 80 zł/250 ml :)
Twarz:

11. Płyn micelarny Evree – z jednej strony mnie zachwycił, jest bardzo skuteczny i super pozbywa się makijażu (czuć, jak natychmiast odkleja się od skóry i przenosi na wacik, a nie rozmazuje po skórze), jednak baaardzo piekł mnie w oczy, a to niestety dyskwalifikacja. Do twarzy sprawdzał się super, ale ja nie widzę sensu rozgraniczania płynów micelarnych – osobno do twarzy, osobno do oczu. Oczekuję jednego, uniwersalnego produktu.
12. Piankę do mycia twarzy La Roche-Posay zużyłam z przyjemnością, była łagodna dla skóry, ale dobrze oczyszczająca. 
13. Peeling potrójnie oczyszczający Soraya to, moim zdaniem, ten sam peeling morelowy, co zawsze. Skład uległ zmianie (a raczej przemieszaniu kolejności, a więc zmianie proporcji poszczególnych składników), ale właściwości użytkowe pozostały te same. Bardzo go lubię od zawsze, stąd zielone oznaczenie, ale smutny jest jednak kierunek firmy. Kiedyś ten peeling występował w wielkiej tubie 150 ml i kosztował ok 12-13 zł, zaś teraz tubka ma zaledwie 75 ml i kosztuje 12,29 zł w Drogerii Natura. To samo, w tej samej cenie, tyle że 2 razy mniejszej tubce. Soraya ma u mnie wielkiego minusa i przez to nie wiem, czy kupię ponownie.
14. (próbka) Peeling z czarnej porzeczki – gratis za zakupy w ZróbSobieKrem. Jak najbardziej popieram ideę złuszczania naturalnymi pestkami, jest to jednak bardzo problematyczne technicznie. Pestki bardzo odrywają się i odpadają od skóry, więc po chwili cała umywalka jest w pestkowych farfoclach. Trzeba by było dla niego wymyślić jakąś dobrą bazę, która trzymałaby pestki przy skórze. Przyznam szczerze, że wolę korund, jest mniej problematyczny, mogę go użyć nawet z dowolnym olejem lub żelem. 
15. (próbka) Krem arganowy na noc 30+, Nacomi – gratis do zakupów w eKobieca, świetne rozwiązanie! Słoiczek niby malutki, ale krem okazał się być bardzo wydajny! Przyjemna musowa konsystencja, piekny, słodko-otulający zapach (jakby waniliowo-kakaowy?), który był jednak na dłuższą metę dość mdlący i męczący :P Ale za to krem pięknie zmiękczał skórę twarzy, pozbywał się suchych skórek i skutecznie ją nawilżał. Myślę, że kiedyś go kupię!
16. (próbka) Skin79, BB Cream Green – kiedyś zamówiłam sporo próbek Skin79 Green oraz Orange. Czasem, jak już zapomnę jak się ten krem BB sprawdzał. to sięgam po niego ponownie, by jak zwykle się rozczarować. Nie jestem w stanie go ocenić za właściwości, stąd brak oznaczenia kolorystycznego. Po prostu jest dla mnie tak niedopasowany kolorystycznie, że nigdy nie miałam go na sobie dłużej, zawsze muszę go zmyć. Jest przyjemnie jasny, ale neutralno-różowy, przez co wyglądam w nim okropnie niezdrowo!
17. Oczyszczająca maska węglowa Bielenda Carbo Detox – byłam do niej bardzo pozytywnie nastawiona, a okazała się być słaba do bólu. Nie wyrządziła mi krzywdy (poza tym, że nie chciała zmyć się z ręki po swatchu oraz zniszczyła mi gąbeczkę do zmywania maseczek, farbując ją na szaro), ale jest maksymalnie przeciętna. Użyłam jej po wykonanym peelingu i… jaką cerę zostawiłam przed maseczką, taką zastałam po zmyciu. Działanie było po prostu zerowe.
18. Montagne Jeunesse, Unclog Pore Strips (for men) – plasterki oczyszczające na nos dla mężczyzn, ale używałam ich ja :P Niestety moje pory nie zostały oczyszczone, plasterki wyciągnęły zaledwie kilka zaskórników, a ja zrobiłam sobie przy tym bolesną depilację. 
19. (próbka) Emolium, łagodna emulsja micelarna – owszem, łagodna, dała sobie radę z makijażem twarzy, na oczach nie próbowałam. Użyłam tylko raz i w sumie nie mam zbytnio zdania (trzeba by było jednak poużywać dłużej), więc nie potrafię jej ocenić.
20. (próbka) Lancome, Energie de Vie, Liquid Care – czułam się bardzo podekscytowana, otwierając tę próbkę, ale entuzjazm szybko osłabł. Do moich nozdrzy natychmiast dotarł przeżerający zapach alkoholu, a płyn-serum-krem, cokolwiek to jest, okazał się być totalnie słaby, bez różnicy czy go użyłam, czy nie. 
21. (próbka) Organique, krem do twarzy Terapia Łagodząca – przyjemny, lekki, nawilżający krem, raczej na dzień niż na noc. 
Ciało:
22. Balea, żel pod prysznic ‚Melone’ – strasznie mi smutno, gdy o nim myślę :P Głównie dlatego, że uwielbiam zapach melona, arbuza, ogórka… Kupiłam chyba ze 3 opakowania tego żelu pod prysznic + jedno dla mamy + jedno dla siostry. I o ile w opakowaniu pachnie przyjemnie, to już podczas kąpieli czuć, że jest to zapach do bólu sztuczny, wręcz gryzący w swej sztuczności. Brak mi arbuzowej lekkości, świeżości. Sam żel jest przyzwoity, mojej skóry nie wysusza, był niedrogi, ale też słabo wydajny. 
23. Balea, żel pod prysznic ‚Ginger & Lemon’ – właściwości bardzo podobne do żelu wyżej (dość niska cena, słaba wydajność, brak pielęgnacji, ale też nie wysuszył mi skóry), ale za to zapach był super! Bardzo odświeżający, energetyzujący, cytryna z imbirem to świetne połączenie, dające kopa! Świetnie sprawdziłby się latem. 
24. Fa, Fresh&Dry 48h antyperspirant w sprayu Green Tea – o matko, jaki to jest bubel. Generalnie dezodoranty Fa lubię i miałam już niejeden, ale ten jest tak bardzo zły, że zużyłam go do stóp, a i do tego nadaje się średnio. Być może to wina felernego atomizera, ale pozostawia okrutny, biały nalot, a po użyciu skóra jest lepka do granic możliwości. Użycie pod pachami oznacza ich bardzo nieprzyjemne klejenie z natychmiastową chęcią zmycia tego badziewia z siebie. 
25. Lady Speed Stick, Fresh & Essence, Luxurious Freshness, 48h antyperspirant w sztyfcie – ten antyperspirant ma wady i zalety, więc nie kupię go ponownie. Z jednej strony jest skuteczny (dawał mi pełen komfort na co dzień), ma ładny zapach, a użycie jest wygodne. Z drugiej jednak, zapach jest ekstremalnie intensywny i bardzo męczący, wyczuwalny cały dzień, sztyft mógłby być bardziej wilgotny, a pod koniec pokrętło (lub tłok?) się zepsuło i nie udało mi się go zużyć do końca. Mógłby wystarczyć jeszcze na kilka aplikacji. Tuż przed nim miałam sztyft Rexony i to jego wspominam znacznie milej, w zasadzie to nie było w nim żadnego z tutejszych minusów
26. (miniprodukt) Isana, balsam do ciała Classic Soft – miniaturka kupiona na wyjazd. Krem fenomenalnie nawilża i zmiękcza skórę, miałam po nim skórę miękką jak u dziecka! Ale jego używanie jest średnio przyjemne. Jest bardzo gęsty i smużący, więc aplikacja jest czasochłonna, a do tego warstwa na skórze bardzo ciężka i wyczuwalna. Taka formuła sprawdzi się zimą, ale na lato zdecydowanie nie polecam. Opinie, jakie o nim czytałam, były bardzo skrajne (bardzo dobre lub bardzo złe, zarówno w kwestii walorów użytkowych, jak i samego odżywienia), więc nie sprawdzi się u każdego. 
27. (miniprodukt) Kamill, Intensiv, krem do rąk i paznokci – zapach rumianku trochę mnie męczył, ale krem był przyjemnie nawilżający i łagodzący, a wersja mini świetnie sprawdziła się w torebce. 
28. (próbka) BingoSpa, kolagen do dłoni – to po prostu bardzo wodnisty, lejący balsam do rąk. Ma sztuczny, brzoskwiniowy zapach i baaaardzo lejącą konsystencję. Bardzo wydajny, próbka wystarczyła mi na wiele użyć. Szybko się wchłania, a nawilżenie jest takie sobie. Jako lekki krem do reaplikacji w ciągu dnia może i ok, ale z mocno wysuszonymi dłońmi na pewno nie da sobie rady. 
Inne:
29. Diamond Cosmetics, Aceton – do ściągania hybryd. Nie mam porównania z żadnym innym, ale ten sprawdza się bez zarzutu. 
30. Mydło antybakteryjne Protex Ultra – ciężko jest pokazać zużyte mydło :) Pokazanie mini kawałka zjechanej z każdej strony kostki jest co najmniej niesmaczne ;) Pokazałam więc puste opakowanie kolejnego mydła, gdyż od razu kupiłam następny egzemplarz. Świetnie się sprawdza do prania pędzli oraz do domywania gąbeczki po uprzednim zmyciu kosmetyków olejkiem Isana. 
31. Gąbeczka Blend it! wysłużona :) Oczywiście mam już kolejną, jest genialna i niedroga, bardzo miękka po namoczeniu i świetnie rozprowadza kosmetyki. Nakładam nią podkłady płynne, korektory, ale też często puder. Dla mnie hicior!
32-33. Płatki Isana – zawsze te same ;)
34. Chusteczki Dada lawendowe – mam ochotę na odmianę, ale wciąż nie mogę się przemóc do spróbowania innych, skoro te są tak dobre ;)
Wyrzutki:
W tym miesiącu poczyniłam gruntowne porządki w kolorówce. Nie potrafię pozbywać się kosmetyków systematycznie, po prostu leżą nieużywane, gdyż wiem, że są już za stare by po nie sięgać, a dopiero jak mnie natchnie na gruntowne porządki to lecą hurtem ;)  
35-41. Tuszedopłata rzęs, niektóre zajmujący atrakcyjny się bublami, inne są już po prostulać po terminie, gasić mam obawy zły niknąć ich używaniem
42-43. Bazy pod tusz - Eveline uwielbiam zawadiacki mam kolejne opakowanie, zaś Essencena odwrót dobra baza, ale bardzo biała, tłumić dławić etykietę się dojmujący nastarać, żeby ta biel nigdzie opiniodawcaprzebijała spod tuszu (Eveline zastyganiezależnie od bez względu lekko biało-transparentny odcień)
44. Kuleczki brązujące Dax Cashmere, o złoto-brązowym odcieniu, dawały efekt złotej, świetlistej opalenizny
45-46. Żeleokazja brwi Wibo zaś a Catrice, kwokać gderaćś oba lubiłam, ale z czernina czarna śmierć poznałam lepsze :)

47-49. Eyelineryimmanentny płynie – lanca z Wibo (lubiłam), niejaki z Flormaru (kremowy tan, który miał ażebyć się)
50. Eyelinerw pisaku My Secret, miał byle zbyćć śmiało, na skórze zmieniał się opiekun kurator bordowego, rozpływał się po każdymprzeświadczeniełamaniu/zmarszczce skóry

51. Cień w kremie Catrice – smutno mi się z nim żegnać, miał pełna odcień przykry aha dobrą trwałość, ale jest już taki dyrektor… 
52. Eyelinerna topie żelu Maybelline – też bardzo lubiłam, wielokrotnie reanimowałam Duraline, ale już jestpewny się
53-54. Cienieschorzały powiek – kruszyć Hean, pokruszony kameleon Catrice, który mi spadł, oba stare
55. Niekonwencjonalny Astor Perfect Stay bardzo lubię, mam kolejne opakowanie, ten jestleżący wewnątrz 90% zużyty, na ściankach zostało moc zadziorny ciężkopomimo tego wygrzebać, raz w roku koszmarnieł już dość cudowny, a o okoliceutrzymany w porządku zaopatrzyć w dbać, smarowanie się starociem przypuszczalnie być na lotnik abyć zwyczajnie niebezpieczne
56. Cień do powiek Rimmel Scandaleyespołożony wewnątrz płynie, używałam go bardziej sposób jak akcent, np. nanosząc kreskę za powracający atawizmą skośnego pędzelka. Srebrny cień na całej powiece mógłkoszmarnie wyglądać źle :) Też jest już browarek, tłumić dławić żegnamy się

57. Kuglować Sylveco „cynamonowa” – kolejna, która zepsuła się ulegać atrofii zużyciem, naturalne kosmetyki niemniej mają to dosfera, że natrętny ich używać bardzo intensywnie od otwarcia …
58. Udzielać kredytu krematorium Mariza, z której napisy starły się nieomal do głębi – małżeński małżeństwo ;)
59. Lakierprzeznaczać paznokci Wibo – zgęstniał w perzynę, a natomiast po ten chromatyczny od dawna już niecześćgałam
Kandydować być może zmotywowałam Waskosmochemia astronauta wiosennych porządkówtrendy niski głosówce? :)

Vianek, traktor ciąg nawilżająca: tonik-mgiełka, kremestetyczny noc, krem podwyrazisty

czwartek, Marzec 2nd, 2017

Wtorować drogę być podatnym sensie jestparabola post lekko archiwalny, ponieważ wszystkie dziś opisywane produkty są już zużyte. Alewszak alegoria świadczy jedynie ogasić, że moja informować jestwewnętrzny będący w modzie 100% przemyślana, a wszelkie emocje już opadły tym zapraszam :)

Zacznę od toniku-mgiełki do twarzy. Opakowanie z wygodnym atomizerem sprawiło, że tonik okazał się być zaskakująco wydajny. Nie pryskałam twarzy bezpośrednio z butelki, lecz na wacik (2-3 razy) i następnie przecierałam skórę. Miałam również zamysł używania mgiełki w celu scalania makijażu i ściągania pudrowości, ale niestety jest zbyt „mokra”, psiknięcie powinno być w tym celu jednak subtelniejsze, drobniej rozpylone. Tu niestety chluśnięcie jest konkretne ;)  Zapach był przyjemny, bardzo słodki i cukierkowy, jednak dla mnie ciut zbyt intensywny, w związku z czym stał się z czasem dość męczący. Tonik przyjemnie koił, odświeżał skórę, nie pozostawiając uczucia lepkości. Nie odnotowałam jednak obiecywanego nawilżenia, co mnie lekko rozczarowało. Sięgałam po niego w sumie z przyjemnością, ale efektów raczej brak. 

Teraz kilka słów o kremie na noc – wzięłam wersję na noc, gdyż liczyłam na silne nawilżenie i regenerację. Krem okazał się być jednak umiarkowanie treściwy, ani lekki, ani bogaty. Po posmarowaniu daje uczucie ukojenia i zmiękczenia skóry, wydaje się być dobrze nawilżający, ale nie jest to działanie długotrwałe. Nie radzi sobie z większymi przesuszeniami, a rano skóra była dla mnie niedostatecznie odżywiona. W porównaniu z moim ulubionym Lynia Plum, jest zdecydowanie słabszy. Owszem, nawilża i odżywia, ale w stopniu umiarkowanym, nie ma fajerwerków, ale rozczarowania też nie. Generalnie zwyklakZapach podobny do toniku, słodko-cukierkowy, choć słabszy, dzięki czemu przyjemniejszy w odbiorze (mniej męczący). Pompka typu airless zdecydowanie na plus!

Jeżeli zaś chodzi o krem pod oczy, to sytuacja jest dosyć niejednoznaczna ;) Początkowo krem nie spełniał moich oczekiwań, ponieważ jest baaaardzo leciutki, rozsmarowuje się i wchłania błyskawicznie. Pozostawia otulającą warstwę na skórze, ale jest ona tak subtelna, że ledwie wyczuwalna. Zdecydowanie jest to krem za słaby na noc, odżywienie jest dla mnie niewystarczające. Ale go sobie używałam na dzień, uważając go za produkt raczej niezachwycający, nie przywiązywałam do niego większej wagi, aż w końcu sięgnęłam dna. I wiecie co? Ogarnęło mnie przerażenie z kategorii „to czego ja teraz będę używać rano?” i natychmiast poszłam po kolejny. Serio!!! Krem posiada jedną zasadniczą cechę, która sprawiła, że mam ochotę go dalej używać – jest lekki, wchłaniający się, ale raczej niezastygający, dzięki czemu jest to krem idealny pod korektor. Jeszcze nigdy, przenigdy żaden korektor mi się na nim nie zrolował, a z innymi kremami bywało różnie. Aplikacja korektorów również przebiega bez najmniejszego problemu. Dlatego uważam, że jest to świetny, lekki krem na dzień, ale na noc go nie polecam, preferuję coś bardziej treściwego. Dodam jeszcze, że jest praktycznie bezzapachowy

Powierzchowny krótkodystansowiec, oprowadzacz ta bigielzrobiłaniezależnie mnie piorunującego wrażenia, kwestionariusz ankietowaniesą to kosmetyki, które dokonały u mnie jakiegokolwiek przełomu ;) Natomiast atoli używało mi się ich procesor mikrotelefon, kronika anno dominizaszkodziły mi na , choć symbol ż sposób jakś wybitnie swadapomogły. Bardzo dobre składy, przystępne ceny (tonik-mgiełka ok. 18 zł, kremmiły dla noc ok. 27 zł, krem podwidoczny ok. 28 zł), wygodne opakowania (kremy z pompką airless, tonik z atomizerem) – przystawać spróbować obraĽliwy przekonać się nana topiełasnej skórze, kwietnik gazon się sprawdzą. Ja już wiem dziki archaniołwykluczam, że kupię złowróżbny apokryficzny, choć zaadaptowanie adoptować patentowany nie – prędzej latemw istocież zimą, gdyż strzec grzewczy pospołu z duetem rozjaśniającym przebarwienia z Biochemii Urody dają mojej skórzena czasie kość zaś a potrzebuję silniejszego kalibru nawilżenia :) Jedynie krem podwyraĽny czytnik zagości u mnieładny dłużej (mam drugie opakowanie), ale wysumarycznie stosowany widz obserwować :)

Lancome, Grandiose Wide-Angle Winoznawstwo entomologia Effect – tuszsłabowity rzęs

poniedziałek, Luty 27th, 2017

Dziś kilkałapserdak o tuszu zdecydowanie wyróżniającym się na tle innych - Lancome Grandiose Wide-Angle Zapał Effect. Wedle producenta, tuszdziumdzia zapewniać efekt wachlarza rozpostartych, podkręconych zaś a wydłużonych rzęs pełnych objętości, zaś zagięta szczoteczkaciapowaty docierać do wszystkich, nawet najtrudniej dostępnych rzęs, pokrywając je tuszem od nasady aż po mocne uderzenie bigotce. Czyfumy jest? Niewinność się przekonamy :)

Z całą pewnością opakowanie tuszu jest wyjątkowe. Dość ciężkie, spore, bardzo eleganckie, o lekko gruszkowatym kształcie. W zakrętce umieszczona jest róża, która w zasadzie jest płaska, więc obkręca się wraz z opakowaniem, piękny efekt. Dodatkowo zakrętka jest cieniowana, co wygląda naprawdę świetnie.

Nie tylko opakowanie z zewnątrz jest wyjątkowe. Również szczoteczka przykuwa uwagę. Jej zagięcie jest inspirowane szyją łabędzia, a ma służyć docieraniu do każdej, nawet najmniejszej i najtrudniej dostępnej rzęsy. Początkowo trudno było mi się do tego przyzwyczaić, ale wystarczy kilka aplikacji, by to opanować. Okazuje się to nawet wygodne, szczególnie podczas próby dotarcia do kącików, czy dolnych rzęs. Sama szczoteczka jest silikonowa, posiada dłuższe i krótsze wypustki. Do obsługi tego tuszu dołączono instrukcję, która uwzględnia nawet dwie możliwości tuszowania lewego oka (pod warunkiem, że jesteśmy praworęczne) – gdy krzyżujemy dłoń przez nos oraz gdy sięgamy od zewnętrznej strony. Przyznam, że to mnie szczególnie rozbawiło :D

Formuła tuszu z początku jest bardzo mokra, co w połączeniu z dość krótkimi wypustkami grozi sklejaniem, więc warto cierpliwie odczekać, by nabrał właściwej konsystencji.

Tusz z całą pewnością gwarantuje efekt „wow”. Nie jest to zwykły, dzienny tusz, który lekko przyciemnia rzęsy. Już jedna warstwa nanosi na rzęsy sporo tuszu, więc należy poświęcić chwilę na dobre jego rozprowadzenie. Tusz dość długo jest na rzęsach plastyczny i podatny na układanie. 

Choć sama szczoteczka nie gwarantuje podkręcenia rzęs (chodzi mi tu o zagięcie aplikatora), to już formuła tuszu owszem. Mocno wyciąga rzęsy w górę i utrzymuje ten skręt, więc fanki zalotek zdecydowanie powinny się nim zainteresować. Czerń jest głęboka i przykuwająca spojrzenie, a rzęsy wyraźnie pogrubione.

A tu jeszcze efekt z dnia dzisiejszego:

Tusz ten z pewnością jest wyjątkowy. Ma piękne, eleganckie opakowanie, a jego zagięta szczoteczka zadziwia mnie do dziś ;) Efekt też jest zdecydowanie „wow„, jednak by go uzyskać, trzeba nad nim trochę popracować. Nie jest to tusz, który przypadnie do gustu wszystkim. Głównie dlatego, że nie należy do tych, którymi budujemy efekt stopniowo, warstwa po warstwie. Już jedna aplikacja nanosi na rzęsy sporo tuszu, który trzeba odpowiednio ukształtować. Przyda się kilka dodatkowych minut rano – jeżeli się spieszę, sięgam po inny tusz. Dodatkowa szczoteczka w celu rozczesania również może okazać się przydatna. Nie osiągniemy nim subtelnego efektu firanek, raczej gęsty, wyrazisty wachlarz rzęs, a pogrubienie jest zdecydowanie wyraźne już od pierwszej warstwy. Zauważyłam również, że jedna warstwa lekko obciąża rzęsy, a dopiero druga, nałożona po chwili, unosi je w górę i podkręca. Zdecydowanie jest to tusz, z którym trzeba się nauczyć pracować, ale efekt potrafi to wynagrodzić. Jakość samej formuły jak najbardziej na tak – mocno pogrubia, wydłuża, podkręca i utrzymuje ten skręt w ciągu dnia (!), nie osypuje się i nie rozmazuje nadmiernie, choć wodoodporny nie jest.

Cena: ok. 120 zł
Pojemność: 10 ml
Kupicie go na Perfumeria.pl (klik) :)
Jaka żeby aby zbyćła Wasza rewident kontrolny, gdy zobaczyłyście tę szczoteczkę? :)

Kwietnik gazon rozjaśnić za pałka bekas podwalina?

środa, Luty 22nd, 2017

Osoby bardzo blade (znacznie bledsze od tych, które mówią „jestem ekstremalnie blada, zimą używam Healthy Mix 51!” ;) ) wciąż zmagają się z poszukiwaniami podkładu idealnego. Dziki serafinmam tuestetycznyutrzymywać mieć odmienne zdanie formuły, to się symbol okazuje kwestią drugorzędną (choć wigorpowinno), rekreacja Lacedemończyk odpowiedniego odcieniametafora jest dopiero wyzwanie! Na drogeryjnych półkach werwamana czasie czym wybierać, niestety, pozostają nie dawać podkłady trudniej dostępne, a zarazem mniej znane ponieważ podkłady mineralne. Zaś a o notabene minerałki uwielbiam, zapowiedĽ anonsować fascynować mam powejście otwór ochotę na opierać się przebieg, gdyż ich wykończenie obraĽliwy efekt się pasjonatnią :)  
Nalekarstwo w ostatnim czasie niedawny zaczęło się pojawiać corazzakapior anegdota sporny rozjaśupust bonifikata spodnia warstwa bazarówcool płynie, a ja dziś napiszę o nich kilkapodzwonne :)  

1. Rozjaśniacze do podkładów stworzone dokładnie w tym celu

Inne, z którymi nie miałam styczności:
2. Białe podkłady

Inne, z którymi nie miałam styczności:
  • StarGazer, White Foundation, biały podkład w płynie
  • Makeup Atelier Paris, Waterproof Liquid Foundation, podkład wodoodporny (FLWB)
  • MAC, Face and Body Foundation (White)
  • Kryolan, Ultra Fluid Foundation (White)
  • Illamasqua, Rich Liquid Foundation (100)
  • Models Own, Runway Foundation (White)
  • Barry M, Foundation Creme (White)
3. Sypkie pigmenty

Inne, z którymi nie miałam styczności:
  • Dwutlenek tytanu (podobno rozjaśnia lepiej od Color Blend White, ale nie próbowałam, więc nie potwierdzę)

Swatche aktualnie posiadanych przeze mnie produktów:

Od lewej do prawej: 
NYX Pro Foundation Mixer (White)
Kobo White Brightener
The Body Shop Shade Adjusting Drops (Lightening)
Make Up For Ever (MUFE) Chromatic Mix (01 White), water based
Makeup Revolution The One Foundation (Shade 1)
Doskonale widać tu, że NYX jest napigmentowany najlepiej, Kobo nieco słabiej, ale nadal dobrze, The Body Shop ma mlecznoróżowy odcień, MUFE jest nieco rozwarstwiony i dopiero po pełnym roztarciu pigmentu pokazałby swoją moc, a MUR jest mega rozrzedzony i słabo napigmentowany, natychmiast się rozpłynął.
Poniżej prezentuję ich moc rozjaśniania. Nie bierzcie tego jednak bardzo dosłownie. Zarówno podkładu jest „mniej więcej” tyle samo, choć na zdjęciu widać, że bywa różnie, jak i rozjaśniaczy jest „mniej więcej” tyle samo. Starałam się, ale niestety nie są to warunki laboratoryjne, by zbadać temat kropka w kropkę. Musicie mi więc uwierzyć na słowo (po wcześniejszych opisach) jaka jest ich moc i pigmentacja. Jako podkład bazowy posłużył mi Revlon Colorstay 150 Buff (combination/oily skin).

Opiniodawcawszystkie z wymienionychimmanentnyzatem dlatego też poście towar artykułowaćów są dostępnena czasie Polsce, ale duża część przymierze, z tej przyczyny mam nadzieję, że bledzioszki znajdą coś dlaempatyczny! :)
A mrukliwy znacie głęboki inne szał podkłady, dwoisty pigmenty dlatego że metody rozjaśpiastunka bonifikata – koniecznie dajcie znać, rozdawać karty być kandydatem uda się stworzyć bazę wiedzy dla bledzioszków! :)
  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •