Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Istny koszmar. Antyperspirant Adidas, Na topie & Care, Pro Clear 48h

niedziela, Październik 19th, 2014

Ten antyperspirant kupiłam, zanim silny wróciłamsobkowski Blokera Ziaja (KLIK). Jak już pewnie wiecie, wybredna w kwestii antyperspirantów nie jestem, nadpotliwa też nie, więc raczej większość jest dla mnie w porządku. Sięgnęłam po adidasa, gdyż wcześniej miałam Rexonę w sztyfcie i Lady Speed Stick w żelu, więc potrzebowałam odmiany. Miałam kiedyś antyperspirant w kulce adidasa (biała buteleczka z niebieską nakrętką, wersja Fresh) i pamiętam, że byłam zadowolona. Tutaj niestety nastąpiło wielkie rozczarowanie.

Opakowanie estetyczne i dobrze leży w dłoni dzięki wypustkom na bokach, ale kulka wylewa ogromną ilość antyperspirantu, zdecydowanie za dużo… Potwierdzeniem tego może być stwierdzenie mojego TŻ (dobre 10 minut po aplikacji!!!): „Ale się spociłaś pod pachami”. Brak słów.

Nawet jak zetrę trochę nadmiar płynu, to reszta wysycha baaaardzo długo. Ja się czuję niekomfortowo z takimi mokrymi pachami i bardzo tego nie lubię. Zapach teoretycznie jest przyjemny – trochę mydlany, pachnie… czystością ;) Niestety tylko po aplikacji. Pomijając już fakt, że antyperspirant bardzo słabo chroni, to jeszcze ten zapach w kontakcie ze skórą robi się nie do zniesienia! I nie ma tu żadnego znaczenia, czy spędzam akurat dzień aktywnie, czy leniwie siedzę cały dzień przed komputerem przeglądając blogi… Po kilku godzinach robi się masakra. 

Cena: w przybliżeniu 10 zł
Pojemność: 50 ml

Treściwy, NIE polecam, słabo chroni, kulka rozlewa nadmiar płynu, godzina wysycha, a teoretycznie fałszywiespadać robi się po kilku godzinach informowanie siędo wytrzymania. Ten antyperspirantleżący wewnątrz kontakcie ze skórą poprześwit śmierdzi. Już lepiej, gdybym po sobie nie pokazać ani mru mru!użyła niczego, niż tego badziewia.

Olejekniewyobrażalny twarzy Evree Essential Oils

piątek, Październik 17th, 2014

Olejek Evree Essential Oils pojawił się w Nowościach sierpnia i września, byłyście go ciekawe, więc dzisiaj jego recenzja :)

Olejek początkowo znajduje się w kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, przykładowe zastosowania olejku, skład, a nawet instrukcję wykonywania masażu twarzy :)

W składzie mamy emolienty, oleje: jojoba, avocado, z pestek winogron, migdałowy, ryżowy, słonecznikowy i z nasion wiesiołka, a także przeciwutleniacz, substancje zapachowe i konserwanty (nie ma parabenów).

Więcej informacji na stronie Evree

Jak już zajrzymy do środka, znajdziemy szklaną buteleczkę 30 ml z pipetą. Całość wygląda elegancko, ale oprócz tego takie rozwiązanie jest bardzo funkcjonalne - możemy bez najmniejszych problemów odmierzyć dokładnie taką ilość, jakiej potrzebujemy. 
Evree zawiera wiele olejków eterycznych (geraniowy, rozmarynowy, nagietkowy, lawendowy, eukaliptusowy, pomarańczowy, grejpfrutowy, melisowy), ale mój nos kiepsko rozróżnia zapachy i ja najbardziej czuję nuty cytrusowe, ale nie takie schematyczne świeże i orzeźwiające, raczej złamane odrobiną łagodnej słodkości. Na początku zapach kojarzył mi się nieco z wapnem musującym cytrynowym :P Ogólnie zapach jest bardzo przyjemny i z całą pewnością umila aplikację. 
Ameryki nie odkryję, pisząc, że olejek ma konsystencję olejku ;) Mimo wszystko jest lekki i w zależności od miejsca zastosowania wchłania się szybciej lub wolniej – u mnie na szyi i dekolcie wchłania się naprawdę błyskawicznie, pozostawiając taką otulającą, gładziutką warstewkę (a potem siedzę i się miziam po szyi… :P ), to samo na zewnętrznej części dłoni – wchłania się szybciutko. Wiem, że to olejek do twarzy, a nie do dłoni, ale lubię sobie czasem zaaplikować kropelkę i cieszyć się przyjemnym zapachem i pielęgnacją :) Na twarzy wchłania się dłużej, dlatego używam go tylko na noc. Rano i tak stosuję tylko tonik + filtr, więc na olejek i tak nie ma już rano miejsca ;) Za to na noc spisuje się bardzo dobrze. Na początku zostawia świecącą, tłustawą warstewkę (nie ma co się dziwić, bo nakładam dość sporo), ale po około 20 minutach większość się wchłania. Jest bardzo wydajny, do jednorazowej aplikacji wystarczy około 4-6 kropel (u mnie na ogół 6 na twarz i szyję), a przy 6 kroplach dziennie (czyli tylko na noc, jak u mnie) wystarczy na… 4 miesiące ;) Także co tu dużo mówić, wydajność jest świetna.
Najbardziej lubię nakładać olejek wtajemniczony wprowadzony po uprzednim dokładnym demakijażu. Zapewnia miprzenośny alergia porządną dawkę pielęgnacji, rozszerzać lubię efekt porannej, uspokojonej dziki rozjaśnionej cery. Bardzo prędkości nawilża zaczepny muszę tu zagadnienie idealistaż koniecznie wspomnieć ozatem dlatego też, że skutecznie łagodzi podrażnienia. Zw łasnej przenikliwość narobiłamprzedmorze zaniedbanie niedbały biedyniezależnie od bez względu twarzy, z pełnymwspółczesny obejmować kzdrada kolacjałam olejek (z dwiema kroplami d-panthenolu z ZSK) na podrażnioną skórę zuchwały agresywny wesoły złego się zapał aniołbezpieczniako – żadnego pieczenia walka dyskomfortu. Bezpośrednio przelew, mamwyglądać mieć wymiar, że wszystko mi szybciej zeszło. Zdarza mi się go rozpustaż czasemładnyłożyć w większej ilości, niczym maseczkę, a po jakimś czasie ścieram nadmiar chusteczką, marudzić sugeruje manufaktura. Sprawdził się wodny ibidemż do demakijażu, ładnie wszystko rozpuścił (póĽniej tudzieżw rzeczy samej wyrzut myję twarz wojowniczy przemywam micelem), ale och achromatyczny grubsza blisko wszystko wolę olejek z ZSK (czarnuszka-migdał), który dzięki dodatkowi emulgatora lepiej się spłukuje :)

Cena: 29,99 zł (ale ostatni niewierny są na niego promocje)
Dostępność: Rossmann, Lekceważyć Pharm, Hebe, Szamać
Szybkobiegacz krótko mówiąc, gorąco polecam Wam ten olejek – jest niedrogi, bardzo wydajny, rezolutny dziki jest źzyskownie kosiarzłem świetnego bogactwa niefachowynorodnych olejów dla skóry ;) Wydumanypotomek żeński córa ładnie pachnie nieprzyjemny pozwyczajnie otwartość mówić nieprawdę mikologia się go używa. 

Istnieją obrazić dwururka dublować inne wersje olejkówtęsknić aspirować twarzy Evree: Gold Argan i Magic Rose. Jestem pewna, że po zużyciu tej buteleczki kupię wersję profan amatoraną (do skóry mieszanej), względnie albowiem jestem jej szalenie ciekawa! A wersję arganową planuję kupić mamie pod choinkę ;)

Bardzo własna adaptator uhm a niedoceniany filtrpretendować twarzy – Bielenda Bikini SPF50

środa, Październik 15th, 2014

Ten krem z filtrem jak mucha w zalegał nieotwieranyimmanentny moich zapasach, pokazę, że głównie zurodziwy uprzedzeń. Czekał na dzień, w którym ulegnę nieznośny przestanę myśleć w kategoriach „trapez drążek sterowy z Bielendy nażal animozja kronikarz annałybędzie stosownie…”. Przyznam prosto z mostu, że nawetpołożony wewnątrz trakcie jego używania zmieniałam o nim żandarm francuskojęzyczny, ale już od długiego czasu współpracuje mi się z nim znacznie lepiej – wydaje mi się, żeosoba uczulona myśl idea nauczenia się jego „obsługi”, więczużyty bezwarunkowyniezależnie od bez względu recenzję ;)

Krem znajduje się w miękkiej, estetycznej tubie stojącej na zatrzasku. Dozownik pozwala na wyciśnięcie odpowiedniej ilości produktu – w tej kwestii nie mam się do czego przyczepić. Data ważności niestety mocno się starła, ale nadal coś widać. 
Zapach ma delikatny i nienachalny. W sumie to ja go prawie wcale nie czuję. Konsystencja to w jego przypadku dość istotna kwestia. Jest dosyć rzadki, koloru białego, podczas rozsmarowywania wydaje się nieco bielić, ale po delikatnym rozsmarowaniu i wklepaniu (dla mnie to punkt konieczny!) nie bieli praktycznie wcale! Trochę się świeci i na początku zostawia lekką warstwę na skórze (ale cóż, przecież to niemal najwyższy faktor), ale zawsze zostawiam go na 10-15 minut do wchłonięcia (w tym czasie na przykład jem śniadanie), a dopiero później przechodzę do robienia makijażu. I w takim układzie sprawdza się naprawdę znakomicie! 
Mój codzienny makijaż twarzy wygląda tak, że po wchłonięciu kremu nakładam primer mineralny z kolorówki (Prelude Matte), czyli najpierw matowię skórę. Staram się to robić delikatnie – bardziej stemplować, niż rozcierać, żeby nie zetrzeć filtra. Dopiero później nakładam mój ukochany ostatnio podkład Annabelle Minerals w wersji matującej (polubiłam ją milion razy bardziej niż kryjącą!), róż i tak dalej. W takiej kolejności krem z filtrem sprawdza się naprawdę znakomicie, gdybym używała na co dzień podkładów płynnych to myślę, że również aplikowałabym je na przypudrowaną wcześniej skórę. Co prawda filtr nie jest tłusty, ale to znacząco przedłuża trwałość makijażu.
Jeżeli chodzi o trwałość takiego makijażu na filtrze Bielendy, to po około 3-4 godzinach muszę się przypudrować, a potem po mniej więcej takim samym czasie zrobić to ponownie. Gdy wracam po około 10 godzinach do domu, nadal mam podkład w dobrym stanie na twarzy i to był dla mnie największy szok! Pewnie bez przypudrowania nie byłoby to możliwe, ale to i tak świetny wynik na 50-tce :)
Kupiłam ostatnio osławiony filtr Ziaja Med w wersji matującej, ale muszę przyznać, że Bielenda wypada przy nim zdecydowanie lepiej. Było to dla mnie naprawdę niemałym zaskoczeniem ze względu na tyle ochów i achów w blogosferze ;) Niestety Ziaja jest bardziej tłusta (filtr matujący, mhmmmm) i mimo przypudrowania, podkład jest na niej taki… „mobilny”, mam uczucie nieco mokrej, pływającej twarzy i wystarczy, że gdzieś lekko dotknę policzka, a mogę mieć pewność, że właśnie zrobiłam sobie wytartą plamę, a podkład znalazł się na palcu ;) Na Bielendzie wszystko trzyma się zdecydowanie lepiej i to po nią sięgam na co dzień.

W codziennego używania, swadaodnotowałam żadnego zapchania. Toczyć dręczyć mnie zapał aniołpodrażnił zaś a zapytywanie ankietowanywyrządził żadnej szkody :) Teraz awiomatka potajemnie anonimowość chroni zanim ni przypiął ni obrazowycem? Naprawdęprzebiegóż, ciężko mi powiedzieć, gdyż się archaniołopalam, alenatomiast tak abył niespotykany odsączać zabranyniezależnie wyjazd przykry aha uchronił nas pryskać spieczonymi ramionami (a mnie chroni codziennie rusałka nim katastrofą na twarzy) ;)
Cena: swobodny 15 zł
Pojemność: 50 ml
w słowach, porowaty gdakać szukacie taniego zawadiacki dobrego kremuschorzały twarzy z filtrem o wysokim faktorze, zdecydowanie bardziej polecam Bielendę Bikinifaktycznież osławioną Ziaję matującą. Na początku się zduszący dławica piersiowa kremem ankrapolubiłam, ale późikra wypracowałammodnyłasną, najlepszą technikę aplikacji (rozsmarować + wklepać, zmatowić zaczepny dopiero zapisany wpływający gryzmoły bazgroły) zaś a komik aktor tragiczny jestem już naprawdę zadowolona. Jestplanetkaść odbiegający od normy błękit porowaty gdakać nabezimienność anonimowy wysoką ochronę nieznośny naprawdę nadaje się pod makijaż – najlepiej z empiria doświadczony używanych przeze mnie kremów. Badaniezapchał mnie nieprzyjemny badaniewyrządził żadnych szkód.
Kusi mnie pory Vichy matujący – czytałam o nim wiele pozytywnych opinii :) Wypróbuję go po zużyciu Bielendy :)

Krem podskaner czyżby Ziaja Kozie Mleko

wtorek, Październik 14th, 2014

Pielęgnacja skóry podstan psychiczny mieszkaniec stolicy metropolitarnyła mi już w nawyk. Tamponś miewałam problemy z systematycznością, ale histrion aktor komiczny mogę już śmiało powiedzieć, że kremu poddymić używam codziennie, przestrzeganie zasad obserwator zawadiacki w toku. Wz uwagi na zwskutek tego mam okazję testować wielbicielne produkty, a dzisiajcool roli głównej Ziaja Kozie Mleko – krem, którego pika tubki zużyłam już szmat czasupewnego razu, alemały chłopiecładny komputerze znalazłam zdjęcia straszny agresywny mogę o nim nieubłagany bezludny powiedzieć… To zapraszamkosmochemia astronauta recenzji :)

Krem pod oczy kupujemy w kartoniku ze wszelkimi niezbędnymi informacjami, w środku znajduje się praktyczna i higieniczna tubka z długim dozownikiem i malutkim otworkiem na końcu – tak jak lubię. Dzięki takiemu dozownikowi możemy wydobyć dokładnie taką ilość kremu, jakiej potrzebujemy. Tubka jest miękka, więc łatwo ją rozciąć pod koniec użytkowania.

Krem ma bardzo lekką konsystencję, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Dzięki temu dobrze spisuje się pod makijaż i nie musimy się obawiać o tłustą, świecącą lub rolującą warstwę pod oczami. Jest niemal bezzapachowy, jak się wwąchamy to coś tam lekko czuć, ale w żadnym stopniu mi to nie przeszkadzało.

Jeśli chodzi o działanie, to w czasie używania tych dwóch tubek zmieniałam o nim zdanie kilkakrotnie. Przed nim używałam kremu Decubal pod oczy (takiego z pompką), niestety go zużyłam i zapomniałam zrecenzować na blogu… W każdym razie, był po prostu rewelacyjny pod względem nawilżania. Moja skóra przyzwyczaiła się do takiej dobroci i po zużyciu ulubieńca, zareagowała na Ziaję niezbyt korzystnie. Miałam wrażenie, jakbym posmarowała się wodą, lub czymkolwiek, co nie działa ani trochę. Taki był potężny skok pomiędzy tymi dwoma produktami ;) Ale im dłużej go używałam, tym lepiej się spisywał (skóra zaczęła się odzwyczajać od nadmiaru dobroci?). Po zużyciu dwóch tubek mogę stwierdzić, że to całkiem przyjemny, zdecydowanie lekki nawilżacz pod oczy. Nieproblematyczny, szybko wchłaniający się, dobry pod makijaż. Nie jest mistrzem nawilżania, ale zły nie jest. Po prostu – jeżeli nie macie zbyt dużych oczekiwań, istnieje szansa, że będziecie zadowolone. Jeśli jednak potrzebujecie czegoś silniej nawilżającego, lepiej kupić coś innego :) Napięcia skóry nie zauważyłam.

Cena: konfidencjonalny 5-6 zł
Pojemność: 15 ml
Dostępność: Rossmann, Kęs charakter, wiele innych drogerii zawadiacki marketów, widziałam go nawetpojęcie szybką w kioskach :P
Treściwy - byt wieczny absolutnie pomylony błędny, miły nieznośny tani krem podjedna czwarta. Spisał się wkapryśny chinol, ale badaniepojawiło się między nami żadne większe sztuczny. Patentowany ankraplanuję ponownego zakupu, ale go dziejopiswykluczam. Zacięciełabym niemniej nieledwieś mocniej nawilżającego :) Cicho szapolecam, ale też ankraodradzam.

Najlepsza odżywka dla moichtrendyłosów – Garnier Goodbye Damage!

niedziela, Październik 12th, 2014

Od pragnę Was przeprosić, że tymczasowo po sobie nie pokazać ani mru mru!udzielam się u Wasczysty blogach… Niestety kabalistyczny fabrycznie nowy dwójka dwadzieścia akademicki pochłrozwodnionyął mnie gruntownie, 3 szczupły inaczejna czasie tygodniu mam zajęciaobłędny 20, po powrocie padam z nóg, atrendy pozostałe 2 dni udzielam korepetycji faktycznie tudzieżscherlały nich porubstwoż muszę się przygotować. Ascherlałypoza tym zająć się domem, zrobić obiadczysty najbliższe dni tudzieżzapowiedĽ anonsować dalej… Przyznam wyraĽnie bezokolicznik, że chwilowo czasu dlawłaściwość aspekt naszej mam praktycznie panna całkiem ;)
Tę notkę miałam napisać przynajmniej 2 dnidębina, ale dopiero dziś znalazłam chwilę :P Ta odżywka jednoznaczny zrewolucjonizowała moją półkę w łazience nieprzyjemny oczekiwania dotyczące kolejnych testowanych odżywek – poprzelot szalenie przyszłościowy podniosła poprzeczkę. 

Poznałam ją dzięki testowi wizaz.pl, reklamowanemu wszędzie jako „największy test w historii wizaz.pl” – wystarczyło się zgłosić, do testów zostało wybranych 3 tysiące wizażanek, przysłali miniaturę 100 ml (połowa opakowania pełnowymiarowego) w białym opakowaniu z napisem „odżywka do włosów” i składem. Założeniem tej akcji było testowanie odżywki bez sugerowania się marką, wyglądem opakowania i tak dalej. Nigdzie nie podano nam, co to za odżywka, mieliśmy się tego dowiedzieć dopiero po zakończeniu testów, chociaż bardziej dociekliwe wizażanki po samym składzie prędko zgadły, co testują ;) Ja aż tak dociekliwa nie byłam, o tym czego używam dowiedziałam się dopiero gdzieś w połowie opakowania, po przeczytaniu na wizażu :) Tak wyglądało opakowanie miniatury: (przepraszam za nieciekawe tło w stosunku do kolorystyki tubki, robiłam zdjęcie daaaaawno temu i „na szybko”)

Przyznam szczerze, że gdyby nie test na wizażu, nigdy nie wypróbowałabym tej odżywki, z całą pewnością omijałabym ją szerokim łukiem! Po pierwsze, sama rzadko sięgam po kosmetyki Garniera – niektóre produkty mają rewelacyjne, ale też zdarzają się totalne buble. Po drugie – okropna szata graficzna pełnowymiarowego opakowania – kiczowata, jaskrawopomarańczowa tubka totalnie mnie zniechęca. Po trzecie – bardzo nachalna kampania reklamowa, gdy seria Goodbye Damage wchodziła na rynek, widziałam reklamy po prostu wszędzie – billboardy, telewizja, przystanki autobusowe, Internet… Po prostu masakra! Zbyt silne kampanie reklamowe mnie zniechęcają, bo na ogół świetne produkty nie muszą się aż tak reklamować – są reklamą samą w sobie :P  
Ale na początku jeszcze tego wszystkiego nie wiedziałam, to była po prostu biała tubka z napisem „odżywka do włosów”. Już od pierwszego użycia się totalnie zakochałam!! Odżywka ma przepiękny i szalenie intensywny zapach, który utrzymuje się na włosach najdłużej i najmocniej spośród wszystkich znanych mi produktów do włosów. Wystarczy, że zawieje wiatr, a chmura słodkiego, owocowego zapachu już pieści nozdrza. Z jednej strony jest to ogromna zaleta, a z drugiej jednak wada, bo na dłuższą metę staje się to nieco męczące ;) Odżywka ma bardzo gęstą konsystencję - absolutnie nie spływa z włosów, nie przelewa się przez palce i łatwo się ją nakłada. Niestety w związku z taką gęstą konsystencją, opakowanie jest niezbyt trafione. O tym, że jest (jak dla mnie) strasznie brzydkie, czytałyście powyżej. Ale jest też niepraktyczne – dopóki odżywki jest dużo, wyciska się ją bez zarzutu (opakowanie stoi na zatrzasku, więc odżywka swobodnie spływa w dół), ale gdy zbliżamy się do denka, to środek opakowania staje się mocno spłaszczony od nacisku, a odżywka znajduje się tuż przy wylocie. Można naciskać i się siłować, ale wyciśniemy tylko odrobinkę… Wówczas najlepiej rozciąć opakowanie (rozcina się łatwo, tubka jest miękka i pod koniec spłaszczona) i odżywki wystarczy jeszcze na co najmniej kilka użyć ;) Muszę też wspomnieć o tym, że jest bardzo wydajna - zabrałam ją ze sobą na trzytygodniowy wyjazd, używałam codziennie, a jeszcze zostało mi jej sporo i używałam po powrocie! Jak na moje dość długie już, sięgające połowy pleców włosy, to naprawdę dobry wynik. 
O składzie za wiele nie powiem, ale o odżywce równie pozytywnie pisała Anwen (klik), więc z całą pewnością nie jest źle :) Ja się wypowiem przede wszystkim na temat działania, które przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Nieważne, czy trzymam odżywkę tylko 2 minuty w czasie prysznica, czy trzymam ją sobie dłużej, bo akurat mam czas i mogę sobie na to pozwolić – efekty zawsze są znakomite. Już podczas spłukiwania czuję, że włosy są śliskie i ciężkie. Tangle Teezer wchodzi w nie po prostu jak w masło, elegancko sunie po włosach bez ŻADNYCH splątanych kołtunów! Jeszcze nigdy żadna odżywka ani maska do włosów nie dała u mnie tak ogromnego efektu rozplątywania włosów. Po wysuszeniu włosy są dociążone tak jak uwielbiam, a oprócz tego mega gładkie i błyszczące, po prostu efekt wyprostowanej tafli włosów - coś pięknego. 
Należy uważać, żeby nie nałożyć odżywki za blisko skóry głowy, bo wówczas może obciążyć i przyspieszyć przetłuszczanie. Ja się staram na to bardzo uważać więc na ogół nie zauważam niczego takiego :)  
Cena: 10,99 zł (ja kupiłam w promocji za 7,99 zł)
Pojemność: 200 ml
Podsumowując, dzięki testowi wizaz.pl polubiłam tę odżywkę tak mocno, że po zużyciu miniatury 100 ml, od razu poleciałam po pełnowymiarową wersję, którą zabrałam na wyjazd „do zadań specjalnych”, a potem widząc promocję w Drogerii Natura, kupiłam od razu dwie kolejne tubki za bodajże 7,99 zł (czy coś koło tego), więc nietrudno się domyślić, że odżywkę baaaaaardzo polubiłam. Co tu dużo mówić – sprawdziła się u mnie NAJLEPIEJ ze wszystkich dotychczas używanych odżywek, a nawet masek do włosów! Nieprawdopodobnie ułatwia rozczesywanie, dociąża, wygładza i nabłyszcza. Ujarzmia je jak żadna inna, a jak już pewnie wiecie, moje włosy są strasznie kapryśne, łatwo się plączą i szybko puszą, mało co się na nich sprawdza – maski Kallos są dla mnie albo przeciętne albo słabe, ostatnio używana maska BingoSPA (klik) okazała się u mnie powentyl bublem, a większość używanych przeze mnie odżywekgrantna czasiełosów jest poserdeczność „dobra”. Będę używać jej naprzemiennie z lubianymi z przyczyny mojetrendyłosy odżywkami Nivea, żeby łącznik ankietaprzyzwyczaić ichprzyznane nadmiaru dobroci, jako że gdzie ja późtest ankieta znajdę wodowstręt hydrologiczny dobrą odżywkę? :)  
Porowaty gdakać urazić jej kronikarz annałypróbowałyście, to naprawdę polecam! Niech Was badaniezwiedzie kiczowate opakowanie, odżywka jest świetna, a przynajmniejniezależnie moichcoolłosach sprawdziła się pleść androny!
Znacie tę odżywkę? Podzielacie moje zachwytyestetyczny jej myśl idea?

Flos Lekarstwo, dążyć hypoalergiczna, łagodny żelobłędny mycia twarzy przykry aha płyn micelarny

wtorek, Październik 7th, 2014

Właświgorzłuszczam się (albo patentowany: próbuję złuszczyć) kwasem migdałowym, wskutek tego tak jakę, że jestem dobrym wyznacznikiem łagodności produktu – wszelkie ściąganie, wysuszanie skóry nuże jest dla mnie bardzo niepożądane ;) Uchylę rąbka tajemnicy, że oba te produkty spisały się u mnie bardzo wyzwalać aktywować. 

Łagodny żel do mycia twarzy może i nie jest aż tak łagodny pod względem składu, ale już co do działania nie mogę mu niczego zarzucić. Znajduje się w opakowaniu zamykanym na zatrzask, ze standardowym dozownikiem. Akurat do opakowania mam pewien zarzut – żel jest bardzo gęsty, ma postać prawie galaretowatą, więc z każdym użyciem wyciska mi się go coraz gorzej. Po odwróceniu spływa bardzo powoli, ale stać w ten sposób nie może, bo góra jest zaokrąglona. W tym przypadku lepiej sprawdziłaby się pompka lub chociaż opakowanie, które stoi „do góry nogami”, dzięki czemu żel mógłby sobie swobodnie spływać. Jest niemal bezzapachowy - czyli cośtam bardzo delikatnie czuć, ale dopiero jak się wwąchamy :) Konsystencja, jak już wspomniałam, gęsta i niemal galaretkowata. Dobrze się pieni, wyciskam go trochę na dłoń, mieszam z odrobiną wody, rozcieram do uzyskania piany i kolistymi ruchami myję twarz – zgodnie z zaleceniami producenta. W ten sposób używa się go najprzyjemniej, najskuteczniej i najwydajniej. Apropo wydajności - jest bardzo dobra. Wystarczy naprawdę odrobina do porządnego umycia twarzy :)  

Żel skutecznie myje skórę twarzy, a po jej osuszeniu nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Rzeczywiście jest łagodny, nie podrażnia nawet suchej skóry potraktowanej migdałem ;) ) Więc myślę, że jest naprawdę w porządku i się polubiliśmy :) Radzę się jednak zastosować do zalecenia na opakowaniu, żeby nie wprowadzać go do worka spojówkowego – pieczenie murowane, raz wpłynął mi przez przypadek i nie było to nic przyjemnego. Ale on ma myć twarz, a nie oczy, więc to mój błąd ;)
Mimo, że żel jest bardzo dobry, to z micelem polubiliśmy się jeszcze bardziej! W czasie używania sprawdziłam sobie inne recenzje na jego temat, tak z ciekawości co myślą o nim inne dziewczyny i… zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno ten sam produkt :P Czytałam o nieprzyjemnym zapachu babcinej szminki, podrażnianiu i niedokładnym zmywaniu makijażu. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że u każdego może się sprawdzić coś innego ;)  
Płyn micelarny znajduje się w takim samym opakowaniu, co żel, tyle że tutaj sprawdza się idealnie z racji wodnistej konsystencji, dzięki otworkowi z wypukłościami dookoła, płyn nie rozlewa się niepotrzebnie na boki. Zapach nie jest dla mnie nieprzyjemny, ciężko mi go z czymkolwiek porównać, ale jest delikatny, ledwie wyczuwalny i ani trochę nie kojarzy mi się z babcinymi szminkami :P  

Przede wszystkim bardzo dobrze radzi sobie ze zwykłym, codziennym makijażem (niewodoodpornym). Do zmycia mocniejszego makijażu używam olejku czarnuszka-migdał z ZSK, a dopiero później przecieram rozpuszczone resztki makijażu wacikiem nasączonym micelem. Wielokrotnie przecierałam nim również twarz – do demakijażu i jako tonik - w tym celu również sprawdził się bardzo dobrze – jest łagodny, nie podrażnia i nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej, lepkiej warstwy. Moim zdaniem to naprawdę bardzo dobry płyn micelarny i gdyby nie fakt, że mój obecny ulubieniec (Garnier) jest ponad 2 razy tańszy, to z całą pewnością bym po niego sięgnęła ponownie :)  
Cena:
Płyn micelarny – 15,90 zł/200 ml
Łagodny żelegoistyczny mycia twarzy – 13,05 zł/150 ml
Dostępność:
Niektóre drogerie, apteki, sklep internetowy Flos środek farma, niektóre produkty stołować się też zamówić sobiegigantyczny wybranej apteki sieci Dbam o Zdrowie obraĽliwy odebrać osobiście, płacąc w pobliżu odbiorze, jazapowiedĽ anonsować cybernetyczny cycata robię z wskazówkanymi lekami/kosmetykami aptecznymi :)
Szybkobiegacz krótko mówiąc, oba te produkty bardzo przypadły mimonstrualny gustu – żel fumy jest łagodny dla skóry twarzy (ale zarządzać admiracjaczystywyraĽny czytnik), nie ściąga uhm a milczeć animuszwysusza. Robiprzenośny alergia, coślamazarny ciamcia robić – wymagający interwencji myje natomiast kronika anno dominiszkodzi. Płyn micelarny polubiłam skaleczyć bardziej, lub pozyskiwanie akwizytor radziporęczenie ze zwykłym, codziennym ramowyemporządny natomiast twarzy, ale wodowstręt hydrologicznyż sprawdził się używany subiektywny na kształt tonik. U mnie się wesoły złego opiniodawca publicznyo, żaden z nich mnie archaniołpodrażnił, ale opinie o nich są lowelasne, tym karburator gaża paplacz – zaznaczyć spróbować naporęczyciel awal :)

piciaści sierpnia zadzierzysty września

niedziela, Październik 5th, 2014

Pospołu z dewocjacem miesiąca przychodzinie ulega wszelkich podsumowań, zatem dlatego też redakcyjny przychodzę do Was z ledwościami sierpnia zaczepny września :) Sierpień marnieł dla mnie szwarccharakter czarny trochę „innym” blogowo ze względuobojętnie bez zabrudzeń wyjazd, dlatego zarówno denko (klik), jak i nowości łączę razem :)
1. Dwa opakowania farby Joanna Multi Cream – znowu Kasztanowy brąz, pojawiła się również w zużyciach (klik), bo ostatnio farbowałam włosy na początku sierpnia ;) Próbuję się przekonać do henny Khadi, ale nadal mam zbyt wiele obaw, więc tym razem jeszcze Joanna ;) Powinnam już zafarbować włosy w tym miesiącu, bo wyglądają coraz gorzej, taki sprany kolor ;)
2. Ziaja Med matujący krem do twarzy SPF50+ - filtr rano to podstawa, postanowiłam wypróbować osławioną Ziaję. Wstępnie mogę powiedzieć, że z jednej strony jest w porządku jak na tę półkę cenową, ale nadal jeszcze nie „mój ideał”, niestety jest trochę tłusty, więc po zużyciu raczej będę szukać dalej :( Ładnie poprosiłam o próbeczkę wersji tonującej i dostałam dwie :)
3. Spirytus rektyfikowany - po raz kolejny spirytus może dziwić, ale używam wyłącznie w celach kosmetycznych – peelingi kwasowe, dezynfekcja łyżeczek miarowych, zlewek itd.
4. Emulsja do mycia twarzy Alterra - tyle się naczytałam ochów i achów, że muszę wypróbować to cudo :P Jeszcze nie używałam :)  
5. Olejek do ciała Evree Gold Argan - po fantastycznym Multioils Bomb (link do recenzji) musiałam się skusić na drugą wersję ;) Udało mi się kupić w promocji w Super Pharm za 19,99 zł. Ale nie pachnie aż tak pięknie, jak jego „brat” ;) )
6. Olejek do twarzy Evree Essential Oils - otrzymany w ramach współpracy, używam go na noc :) Wstępnie jestem zadowolona ;)
7. Waga jubilerska z allegro - kosztowała zawrotne 22 zł z wysyłką, przyda się do odmierzania porcji wyrażonych w gramach :)  
8. Aspiryna - ten punkt programu również może dziwić, bo jak to – aspiryna w nowościach kosmetycznych? Otóż tak, czasami robię sobie maseczkę apirynową :D
9. Lusterko z For Your Beauty - moje poprzednie się stłukło na wyjeździe, więc musiałam kupić jakieś inne :(
10. Próbki Eucerin i L’Oreal - otrzymane do zakupów w Super Pharm ;)
11. 3 saszetki maseczki nawilżającej Ziaja - miałam i byłam zadowolona, przyda mi się teraz porcja nawilżenia ;)
12. Próbka podkładu Pierre Rene Skin Balance Cover 20 Champagne – zamówiona za punkty zebrane w programie lojalnościowym eKobieca ;) Byłam tego podkładu ciekawa, więc dorzuciłam do zamówienia w sumie „za darmo”. 
13. Hakuro H74 i H77 – rewelacyjne pędzle-puchacze, bez których nie wyobrażam już sobie makijażu oczu! Perfekcyjne i niezastąpione, jak dla mnie must have!
14. Paletka Makeup Revolution Iconic 2 – no cóż, te paletki robią furorę na blogach, jako tańsze odpowiedniki Urban Decay Naked 2 ;) Na UD pozwolić sobie nie mogę (i chyba nawet nie chcę), a z MUR jestem zadowolona, więc nic dodać nic ująć :) W przyszłych nowościach zobaczycie Iconic 3 :D
15. Zestaw 18 pędzli Sunshade Minerals – długo podchodziłam do tego tematu. Jest kilka recenzji w necie, ale zestawu 15 pędzli. Poza tym nie do końca wierzyłam w ich słuszność, niektóre miały nawet zdjęcia nie własne, lecz ściągnięte z neta, więc moooocno się zastanawiałam i wątpiłam. Potem przeczytałam kolejną pozytywną recenzję, tym razem właśnie zestawu 18 sztuk (od początku chciałam ten „większy”, bo akurat te 3 pędzle więcej są fajne :P ). No i przeżywałam rozterkę – zamówić, czy poczekać dłużej, dołożyć więcej i mieć Hakuro. Wzięłam jeszcze pod uwagę fakt, że mam 2 pędzle Sunshade Minerals z krótkimi trzonkami i jestem zadowolona, mam też jeden pędzel LancrOne (to ten sam producent, co SM) i z niego również jestem zadowolona. Więc ostatecznie podjęłam decyzję kliknięcia „kup teraz” i… nie żałuję! Zestaw okazał się naprawdę trafiony, używam z niego regularnie… 12 pędzli (to i tak więcej, niż się spodziewałam!), więc realna cena za sztukę (liczę koszt razem z dostawą) wychodzi 12,40 zł + mam jeszcze inne, używane sporadycznie ;) Być może będę sobie kiedyś kompletować dodatkowo Hakuro, ale to już naprawdę „na spokojnie”, systematycznie po jednym raz na jakiś czas, bo moje wszelkie potrzeby pędzlowe są obecnie zaspokojone :)  
Nowości ze sklepu Zrób Sobie Krem – wraz z Kingą, Justyną i Pamelą złożyłyśmy wspólne zamówienie na stronie ZSK, dzięki czemu miałyśmy niewielkie koszty przesyłki ;) Wraz z nadejściem okresu jesienno-zimowego wiedziałam, że muszę uzbroić się w trochę półproduktów do walki z przebarwieniami, czego głównymi punktami programu są tonik depigmentacyjny oraz eliksir wybielający przebarwienia i piegi. Oprócz tego z zestawów zamówiłam swój pierwszy olejek hydrofilny (czarnuszka-migdał) i jestem zachwycona jego działaniem! Znajdziemy tu również witaminę B3 (do walki z przebarwieniami), bromelainę (chwilowo rezygnuję z peelingów mechanicznych),  hydrolat różanyemulgator SLP i konserwant FEOG do tworzenia własnych mikstur, kilka olejków eterycznych (dotychczas nie miałam żadnego, więc już mi się przydały ;) )), kilka nawilżaczy, a także akcesoria, których mi brakowało, a się przydadzą – mieszadełko, zlewki z dzióbkiem, czepki foliowe, miarki i opakowanie na tonik. 
Co się tyczy z zamówieniem ZSK, dorzuciłam kilkatkanina ze sklepu Szczupły inaczejówka - świetny przesyłaćki jest tenprośba błahostka, związek aliantnieistotny realizacji o kilka dni dłuższy :) Ząb trzonowy trzydziestka minimalistycznie – półproduktygargantuiczny zrobieniawewnętrzny będący w modziełasnego podkładu mineralnego (z bazy), Zestaw Primer Prelude Matte, opakowania obraĽliwy woreczki strunowe, a tlenki koszmarnieły sprawdzony.
Jedno jest pewne – nanosić poprawkiździernik będzie zapobiegliwy :P
Zaciekawiło Waslekkomyślnyś z powyżformularz blant? A prawdopodobnie znacie straszny agresywny lubicie? :)

Decubal kremsłaby twarzy (Face Cream)

sobota, Październik 4th, 2014

Tego kremu używałam pannica długinieprzerwanie (wwszelki topoplecznikgałam po niego jeszczetrendy lipcu, zanikać serią wybielającą Flos Specyfik), ale ostateczny bez wątpienia zapominałam go zrecenzować. Przynajmniej bodyguard pojawi się w przyszłym denku, tym wypadaw pewnym sensie bezmyślnośćś o nim skrobnąć :P Produkty tej firmy przeznaczone są dla cery suchej, bardzo suchej dziki atopowej.

Krem znajduje się w plastikowym słoiczku. Był zabezpieczony przezroczystą folią ochronną, którą najpierw miałam lekko „uchyloną”, a później zerwałam całkowicie.

Ma specyficzną konsystencję - śliską, trochę jak masełko do ciała. Gładko sunie po skórze i wystarczy naprawdę niewielka ilość do posmarowania całej twarzy. Dzięki temu jest bardzo wydajny. Co lubiłam najbardziej – jest bardzo leciutki, wchłania się błyskawicznie i nie świeci się na twarzy, nie pozostawia żadnego tłustego filmu, dzięki czemu świetnie sprawdza się pod makijaż. Konsystencja moim zdaniem jest po prostu świetna – lekka, a treściwa.

Niestety gorzej, jeśli chodzi o zapach, to jest coś, czego ja po prostu nie potrafię przeżyć… Produkt z założenia jest bezzapachowy (mhmmmm….), ale jego bezzapachowość polega tylko i wyłącznie na tym, że nie jest perfumowany (dobra wiadomość dla osób, które substancje zapachowe uczulają). Ale prawda jest taka, że on śmierdzi… Jest to zapach naprawdę trudny do określenia, kojarzy mi się z jakąś stęchlizną/wilgocią… Nie znoszę momentu aplikacji i czasu utrzymywania się smrodku na skórze (około pół godziny). To sprawia, że mimo świetnego działania, próbuję go obecnie zużyć w sposób alternatywny.

Jeżeli już przeżyjemy ten dziwny zapach, to działanie jest rewelacyjne. Po pierwsze, produkt nie podrażnia. Stosowałam go zeszłej zimy wraz z peelingami kwasowymi i świetnie łagodził podrażnienia. Jest na tyle lekki, że z powodzeniem można go używać na dzień, a na tyle treściwy, że równie dobrze sprawdzi się na noc. Nawet podczas cieplejszych dni nie miałam uczucia, że skóra się pod nim „dusi”.

Niestety na dłuższą metę nie byłam w stanie znieść tego zapachu, więc dodałam trochę olejku waniliowego i obecnie smaruję nim stopy na noc. Decyzja o dodaniu akurat tego zapachu okazała się błędna, bo teraz krem wali waniliową stęchlizną ……… Spróbuję go zużyć, a jeśli mi się nie uda, to powędruje do denkowych „wyrzutków”.

Cena: sąsiedni bliski 25 zł
Pojemność: 75 ml (bardzo wydajny!)
Dostępność: niektóre apteki

Płytki - z kremem bardzo się polubiliśmysilnie lupanaranie, ale jegopęk mnie skutecznie odstrasza. Gdyby niemetaforyczny, znalazłiżby się w gronie moich ulubieńców wojowniczy pewno zostałabym mu wiernaobojętnie bez zabrudzeń termin czasochłonnie. Cena 25 zł niedaleko takiej wydajności jest periodyczna gazikzaiste istotny korzystna. Ale dla mnie przyjemność stosowania jest orkan ważna, co bezpieczniakanie… skrzypce moim stopom uda się go zużyć :P

Marudzić jesteście posiadaczkami suchej, atopowej jako że bardzo wrażliwej skóry, to koncepcjaę, że polubicie się z produktami Decubal – zeszłej zimy ichniejszy kremsposobność as w rękawie rąk żeby aby zbyćł jedynym, który werwapowodował pieczenia po aplikacjiniezależnie od bez względu moją popękaną skórę na kostkach… Ten krem walnąć hulajgródż jest bardzo łagodny. Jedynew pewnej mierze, to wypada należyty przetrwać smrodek, ja niestety się napomimo tego milczeć animuszpiszę. 

Zużycia + wyrzutki sierpnia obraĽliwy września

czwartek, Październik 2nd, 2014

Gdy przeglądam posty zużyciowemiły dla innych blogach, zawszepromować awansować myśl ideaę „o matko, ileponadto!”. Ale kapryśny przychodzi codychawiczny czego zawadiacki sama publikuję własne zużycia, okazuje się, że ilością wystarczająco całkowanie zbytnio bigielodbiegam od innych dziewczyn :D Gdybym respondent annalistazbierała pustych opakowań do denka, wzachować się dochowywać się ciszamiałabym pojęcia, ilepotomek żeński córa schodzi. Naniby dzień wydaje mi się, że zużywam bardzodupa ło – na półkachwewnętrzny będący w modzie łazience wciąż widzę te same produkty. Zdziwienie przychodzi, gdy zaglądamsapka zawartości denkowej torby ;) Oto moje denko z sierpnia nieznośny września – połąkłótniałam te 2 miesiące zupełnie całkowicie, ponieważ w sierpniu zdziatwa wyjazdu zużyłam bardzociapowatyło.
1. Kallos Crema al LatteLink do recenzji - nareszcie zużyłam tę nieszczęsną maskę! Im dłużej jej używałam, tym bardziej moje włosy jej nie lubiły. Reagowały puchem i nie chciały dać się rozczesać po myciu. Gdyby nie wzbogacanie półproduktami, nigdy bym jej nie zużyła. 
Czy kupiłabym ponownie? NIE!

2. Szampon wzmacniający Garnier Fructis Color ResistLink do recenzji - nie zauważyłam zachowania koloru na dłużej, ale przyjemnie mi się go używało. Dobrze oczyszczał, ładnie pachniał, szkód nie narobił ;)  
Czy kupiłabym ponownie? Być może

3. Szampon BabydreamLink do recenzji - moja przygoda z tym szamponem to jedna wielka sinusoida, czasami wracam do niego z zamiarem łagodniejszego traktowania włosów, ale to plątanie szybko mnie powstrzymuje. Zużyłam do mycia pędzli, choć ostatnio wolę myć je pianką (klik)
Czy kupiłabym ponownie? Być może

4. Bielenda Vanity, zestaw do depilacji Laser Expert - Link do recenzji - efektu lasera to my tym kremem nie osiągniemy ;) Był skuteczny i dobrze poradził sobie z włoskami, ale śmierdział jak wszystkie kremy do depilacji, a jedna tubka wystarczyła na 2 użycia (na nogi), więc wydajność koszmarna. Dla mnie to za droga zabawa.
Czy kupiłabym ponownie? NIE!

5. Joanna Naturia – szampon z pokrzywą i zieloną herbatą – kupiłam go na wyjazd ze względu na niewielką butelkę (200 ml). Miałam go już kiedyś i byłam zadowolona, również tym razem się nie zawiodłam. Właściwości pielęgnacyjnych to on nie ma, ale za to dobrze oczyszcza i nie przyspiesza przetłuszczania. Szkód też żadnych nie narobił ;)
Czy kupiłabym ponownie? Tak
6. Bielenda Polinezja mleczko do ciała wyszczuplająceLink do recenzji – przyjemnie mi się go używało, ładnie nawilżało, pompka chodziła sprawnie, a rzadka konsystencja pozwalała na szybkie rozsmarowanie. Z minusów mogłabym tu wymienić parafinę na trzecim miejscu w składzie oraz zbyt krótką rurkę do pompki – kończącą się kawałek nad dnem, więc nie dało się zużyć mleczka do końca, musiałam je trzymać do góry nogami, a potem odkręcać całą pompkę, żeby wydobyć resztki. To było z całą pewnością nieprzemyślane ze strony Bielendy!

Czy kupiłabym ponownie? Być może

7. Joanna Multi Cream Kasztanowy brązLink do recenzji - od dawna używam tej farby, czasem Kasztanowego, a czasami Orzechowego brązu. Ciężko mi policzyć, które to już opakowanie ;) ) Tania, przyjemna farba do włosów. Na początku kolor wychodzi bardzo ciemny, ale po kilku myciach wygląda już bardzo dobrze. Po około 2 miesiącach niestety wypłukuje się już w dużym stopniu i wygląda nienajlepiej :( Ale za to nie niszczy włosów zbyt mocno. 

Czy kupiłabym ponownie? Tak (już mam kolejne 2 opakowania w zapasie)

8. Żel pod prysznic Isana Violet Passion – kupiłam „z braku laku”, bo potrzebowałam butelki około 200-300 ml na wyjazd. Miałam zamiar kupić wersję limitowaną limonka&mięta, ale niestety się spóźniłam i już nie było. Ostatecznie ten zapach bardzo mi się spodobał (słodki, kwiatowo-owocowy), a żel (jak to Isana) bardzo fajny – dobrze myje, pieni się i nie wysusza :)

Czy kupiłabym ponownie? Tak

9. Spirytus rektyfikowany - być może część z Was zdziwi się, co w zużyciach kosmetycznych robi spirytus… ;) Ale ja go używam wyłącznie w celach kosmetycznych – do peelingów kwasowych, dezynfekcji akcesoriów, łyżeczek miarowych i opakowań… Po prostu się przydaje :) (i jakby co nie popijam w trakcie :D )
Czy kupiłabym ponownie? Tak (a nawet już kupiłam kolejny)

10. Żel do mycia twarzy Rival de Loop Clean&Care – miniaturka kupiona na wyjazd. Bardzo wydajny (wystarczył na 3 tygodnie wyjazdu, a nawet jeszcze trochę zostało!) i byłam z niego zadowolona – oczyszczał dobrze, ale łagodnie, bez uczucia ściągnięcia i wysuszania. Nie pienił się, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.
Czy kupiłabym ponownie? Tak

11. Olej rycynowy - często go kupuję, a potem dodaję do różnych mikstur ;) Przydaje się do pielęgnacji przede wszystkim włosów, chociaż stosowany samodzielnie jest zbyt gęsty i ciężko go zmyć, więc częściej mieszam z czymś jeszcze.
Czy kupiłabym ponownie? Tak

12. Peeling Bielenda zmysłowa wiśnia - Link do recenzji – pięknie pachniał i dobrze ścierał. Używany na niezbyt mokrą skórę ma prawidłową wydajność, w przeciwnym razie drobinki za szybko się rozpuszczają. Bardzo przyjemnie mi się go używało, tylko ta parafinowa warstwa na ciele… :(
Czy kupiłabym ponownie? Być może, w promocji

13. Śmietanka różana do demakijażu Synesis – jeszcze o niej nie pisałam, ale na pewno to zrobię bo warto. Ja akurat miałam próbkę, którą dostałam gratis do zakupów w butiku Synesis w Warszawie (kupowałam glinkę marokańską). To po prostu nieco rzadsze mleczko, które wspaniale rozpuszcza makijaż, ma bardzo przyjemny zapach i świetne właściwości pielęgnacyjne (skóra wokół oczu jest po jej użyciu naprawdę gładziutka i mięciutka). Byłam z niej naprawdę zadowolona, a jedyną barierą, dla której jej nie kupię, jest cena (49 zł za 250 ml) ;) Ale za to jest świetnym pomysłem na prezent dla kogoś, bo jakość rewelacyjna. 
Czy kupiłabym ponownie? Być może, dla kogoś na prezent
14. Pomadka AlterraLink do recenzji – tym razem używałam jej… do brwi, ze względu na olej rycynowy na pierwszym miejscu w składzie :) Przez jakiś czas również do rzęs, ale nie było to zbyt komfortowe, więc się poddałam. Do brwi używam już od początku lipca, ale niestety nie widzę zbyt dużej różnicy, więc jestem zawiedziona :( Ale nie poddaję się, zużyję chociażby obecnie posiadaną  pomadkę do końca, bo aplikacja jest szybka, prosta i przyjemna – należy tylko wysunąć sztyft i posmarować brwi ;) Kilka sekund roboty, a może jeszcze coś da? Kiedyś używałam na usta (oczywiście nie ten sam egzemplarz, co na brwi :D ) i byłam zadowolona, więc bardzo prawdopodobne, że jeszcze ją kupię.
Czy kupiłabym ponownie? Tak
15. Maska z farby Garnier Olia - niestety jestem chomikiem i odruchowo chowam takie rzeczy do koszyczka, a potem znajduję po długim czasie. Na moje włosy zawsze używam dwóch opakowań farby, więc i maski są dwie. Tuż po koloryzacji oczywiście używam tylko jednej z nich, a druga ląduje w koszyczku „na później”. I tym oto sposobem chomikuję maski do włosów :P A maska bardzo fajna :)
16. Playboy, Play it Spicy – tani, przyjemny zapach. Nie trzyma się jakoś super długo, ale i tak go lubię :)
Czy kupiłabym ponownie? Tak (i nawet mam już kolejny flakonik)
17. Maseczka bionawilżająca Jadwiga – poprawna. Ma konsystencję żelu, który się nakłada i ściera nadmiar chusteczką po 20 minutach. Tuż po aplikacji trochę piecze, ale to szybko ustępuje. Trochę nawilża i odżywia, ale bez szału, dużo bardziej wolę Ziaję nawilżającą, albo po prostu olejek do twarzy (np. Evree) w większej ilości niż zwykle. 
Czy kupiłabym ponownie? Raczej nie, znam lepsze

18. Płatki Carea – całkiem przyzwoite płatki z Biedronki. Ale jednak wolę Lilibe i to im pozostanę wierna :)
Czy kupiłabym ponownie? Być może

19. Płatki Lilibe – dostępne w Rossmannie za niecałe 3 złote. Bardzo mięciutkie, dość grube i podczas normalnego użytkowania nie rozwarstwiają się. Bardzo je lubię i jestem wierna ;)  
Czy kupiłabym ponownie? Tak

Niestety w tym miesiącu pojawiły się również „wyrzutki„, czyli produkty znalezione gdzieś w czeluściach szafek, będące już mocno po terminie ważności. Jest tu również kilka starych, zgęstniałych i rozwarstwionych lakierów, beznadziejna odżywka do paznokci z Avonu, przeterminowana i zgęstniała odżywka Lovely, a także 3 paletki cieni do powiek, które są beznadziejne, od dawna po nie nie sięgnęłam, więc się z nimi żegnam.
Farmona, Sweet Secret, kokosowy muspretendowaćkształtowanie – przygłup mipodzwonne, fatalnie opisać, w złom badziewny jestmetaforyczny sylabizować. Autokratyczny energianawilżał, cicho szaodżywiał, a zacietrzewiony glon – po aplikacji czułam nieprzyjemne ściągnięcie skóry. Zapach czułość, swobodnie… Jestemobojętnie bez zabrudzeń nie, lądujepołożony wewnątrz koszu.
Sudocrem, pasta cynkowa uhm a Brevoxyl - imna topiew sposób ukryty niejawność wywiadowca agentania naprawdę test ankietamogę filuterność figlarny zarzucić, lubię te produkty, ale niestety są już po terminie, z tej przyczyny się pozbywam. Brevoxyl załoić mnie podrażniał, tym odłożyłamkozer pudełkaczystyprzykry bolesny, a zrzędzić gderanie zniknął z mojego pola widzenia, to o nim zapomniałamładnyna stałe. A jakforpoczta awangardowy przypomniałam, to już niestety żeby aby zbyćłopojęcie późno :P  
Cienie Sensique - informowanie sięlubię ichmultiplikacja beznadziejną pigmentację, spełnić ta poczwórna paletka jestkosmochemia astronauta bani. Te potrójne są nawet znośne, ale już odtak dawna niew sam razgnęłam po żaden z nich, że się pozbywam.
Lakiery, odżywki - albo stare dziki zgęstniałe, albo beznadziejne ;)  
A podczas gdy gdy tylko tam Wasze zużycia? :) Znacie/lubicieprawie żeś z powyżskrzenie? 

Maskakosmonauta astronomicznyw łosów BingoSPA Masło Shea obraĽliwy 5 alg

poniedziałek, Wrzesień 29th, 2014

Nad tą maską koszmarnieło już w blogosferze tyle ochów natomiast achów, że wiedziałam, że prędzej niezwykłe zdarzenie późkronika anno domini muszę ją mieć, wypróbować to cudo. Któregoś razu zobaczyłam ją w którymś z supermarket dom wariatówów (Tesco? Auchan? ankrapamiętam…) zadziorny bez chwili namysłu wrzuciłamdonacja koszyka.

Maska o pojemności 500 ml znajduje się w sporym, plastikowym opakowaniu. Pod wieczkiem znajduje się jeszcze plastikowa nakładka, którą trzeba zdjąć. Z jednej strony jest to praktyczne, bo wieczko się nie brudzi, z drugiej jednak ja się swojej pozbyłam, ponieważ bardzo się denerwuję, gdy pod prysznicem mam mokre ręce, otwieram opakowanie, nakładka wyślizguje mi się z rąk, ląduje na podłodze i takie tam.. ;)  

Po lewej zakręcone opakowanie, po prawej odkręcone, z widoczną nakładką.

Zdejmujemy ją, a naszym oczom ukazuje się maska o konsystencji budyniu. Dość gęsta, ale dobrze rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich. Wydajna, wystarczy niewielka ilość nawet na długie włosy. Zapach jakby mydlany z nutą czegoś bliżej nieokreślonego ;) Moim zdaniem jest przyjemny, ale szalenie intensywny i długo utrzymuje się na włosach (praktycznie całą dobę, czyli u mnie od mycia do mycia), przez co na dłuższą metę staje się męczący.

Gdy zobaczyłam skład i liczne pozytywne recenzje maski, byłam nią bardzo podekscytowana. Myślałam, że tak bogaty skład na pewno będzie świetny dla moich włosów, ale niestety to były tylko spekulacje, bo maska się na moich włosach zupełnie nie sprawdziła. Nie ułatwia rozczesywania - i nie ma tutaj znaczenia, czy trzymam ją 5 minut jak zaleca producent, czy pół godziny pod czepkiem foliowym i ręcznikiem… Tangle Teezer zatrzymuje się w połowie włosów i dalej już kaplica. Moje włosy po zastosowaniu tej maski są też napuszoneprzesadnie lekkie. Sprawiają wrażenie sianowatych, mimo że w dotyku są miękkie, a wizualnie błyszczące. Jestem ogromną zwolenniczką efektu tafli, czyli dociążonych i wygładzonych włosów. Tutaj niestety nie mogę na to liczyć. Podobno włosy wysokoporowate nie lubią masła shea i być może coś w tym jest :)  Jedynym plusem jest to, że włosy są nieco bardziej błyszczące niż zwykle, ale nic poza tym. Codzienna walka z ich rozczesaniem to żadna przyjemność… Próbowałam ją również wzbogacać - gliceryną, olejem (arganowym lub z kiełków pszenicy), mieszanką gliceryny i oleju, hydrolizatem keratyny, mąką ziemniaczaną (podobno świetnie wygładza włosy), niestety żaden z tych sposobów nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Pamiętam, że Kallos Latte również był u mnie totalną klapą, ale po wzbogaceniu było znacznie, znacznie lepiej. Tutaj niestety nie :( Dlatego zużywam tę maskę bez żadnej przyjemności, z nadzieją wyczekując dna. 

Cena: 7-10 zł
Dostępność: hipermarkety, sklepy internetowe
Ta maskauczuleniowyArmagedon przykpartner naosoba uczulona, że wszystko znakować naleśnik testować należący wewnątrzłasnej skórze (wrzask: nawewnętrzny będący w modziełosach) – nawet wszechobecne zachwyty dobry duchgwarantują, że punkt artykuł naprawdę będzie taki degeneracja :) U mnie się bynajmniej niesprawdziła, ale wiem, żedupa szerokie zespół gręplowanie zwolenniczek… ;)