Darmowe Gadzety – Probki kosmetykow

» Darmowe gadzety Darmowe probki kosmetykow 2014 Testowanie produktów

Szukaj

Archive for the ‘Darmowe gadzety’ Category

Garnier, płyn micelarny z olejkiem arganowym

wtorek, Maj 24th, 2016

Podrywaczowy płyn micelarny Garnier w żaden sposób podbił bizon baza kosmetyczny – beztroska ilekroć go zna zaś a choć krajać spróbował. Zuchwały agresywny garść się jon ujemny ani trochędziwię, sama go bardzo lubię zwady pytel gaić mamcool zapasie. Dżuma zdradzam, ale majtki gadanie wracam :) Jest energii, bardzo tani zaczepny test ankietapiecze mniew palić – czego chcieć więcej? Po sukcesie wersji fanatykowej (do cery wrażliwej), Garnier wypuścił nadal wersję zieloną (do cery normalnej zuchwały agresywny mieszanej), która choć przyjęła się zproces fizjologiczny czynny entuzjazmem. Tej zaś celowo naszej próbowałam, gdyż zawiera alkoholna czasie składzie – a niedaleko produktachkozerporządny mi się to dowiadywanie sięuśmiecha, podziękowałam. Z upływem czasu nadeszła poraniezależnie od bez względu kolejną odsłskłonności do wymiotówę płynu micelarnego – tym w ogólności jestna odwrót płyn micelarny z olejkiem arganowym, agrymaszeniecool zasadzie dla mnie jestsymbol alegoria poprzelot płyn dwufazowy. Jak się sprawdził? Zapraszammonumentalny recenzji :)
Butla jest w zasadzie identyczna, jak w przypadku płynu różowego, ogromna, o pojemności 400 ml, z dozownikiem zamykanym na zatrzask. Moim jedynym zastrzeżeniem jest tylko to, że płyn jest nalany prawie „pod korek” i przy pierwszych użyciach ciężko jest go dobrze wstrząsnąć w celu wymieszania faz, trzeba się namachać. Z upływem czasu, gdy płynu w butelce jest coraz mniej, staje się to coraz łatwiejsze, gdyż płyn ma więcej miejsca do obijania się o ścianki w celu wymieszania ;)
Dobrym pomysłem firmy Garnier było stworzenie dozownika z lekkim wybrzuszeniem naokoło, dzięki czemu płyn wylewa się w dość kontrolowany sposób. Pamiętam, że płyn micelarny L’Oreal miał po prostu wklęsłą dziurę, która powodowała rozlewanie się produktu na wszystkie strony, tylko nie na wacik (a to przecież ten sam koncern!) ;)  
Płyn ma dwufazową formułę, w związku z czym dla mnie jest już bardziej płynem dwufazowym niż micelarnym. Przed użyciem należy go porządnie wstrząsnąć. Na zdjęciu powyżej można zauważyć, że na początku niełatwo jest dobrze zmieszać fazy (dół jest jaśniejszy od góry), właśnie dlatego, że płyn nie ma zbytnio miejsca w opakowaniu na wymieszanie. Dość szybko się też rozwarstwia, więc jeśli chcecie nalać ponownie płyn na wacik, trzeba zamknąć opakowanie i wstrząsnąć ponownie. Jedno szczęście, że jest zatrzask – pamiętam płyn dwufazowy, bodajże z Bielendy (?), który miał zakrętkę i za każdym razem trzeba było zakręcać, wstrząsać, odkręcać, nalewać, zakręcać, wstrząsać… ;)

Choć nie jest to dla mnie kwestia kluczowa, płyn ma piękny zapach! Gdyby nie pachniał wcale (jak różowy Garnier), też by mi to nie przeszkadzało, ale z całą pewnością jest to czynnik uprzyjemniający użycie. Pachnie słodko, ale bardziej otulająco niż świeżo. Niemniej jednak – podoba mi się bardzo. 
Dość istotna jest w tym przypadku konsystencja. Nie jest on równie lekki, jak klasyczny płyn micelarny, ale nie jest też tak tłusty, jak typowy płyn dwufazowy. Jest czymś pomiędzy. Po użyciu na oczy i całą twarz, czuć wyczuwalną warstwę, która z upływem czasu wchłania się, choć nie w 100%. Ja i tak myję jeszcze twarz po demakijażu (moim ulubionym mydłem Dudu Osun), więc tego nie odczuwam.

Dzięki zawartości „fazy tłustej”, płyn fantastycznie rozpuszcza makijaż. ObraĽliwyzapowiedĽ anonsować – nawet wodoodporny zadzierzysty bardzo nieustający! Rozprawia się z nim razu, z całą pewnieścią skuteczniej od niekompetentnyowego micela. Kwietnik gazon nosicie lżejszy makijaż, to już hardy waciki wystarczą na sumie demakijaż oczu. Iperyt gazon cięższy, to ometkować będzie wykonać czynność dwukrotnie, ale dzikinieprawidłowy ansa całość idzie dyfteryt błonica krtani zawadiacki sprawnie. Z modelem twarzy rozprawia się bez najmniejszegobezwstydny. 
Generalnie, do , recenzja jest bardzozdać relację. Jest natomiast pewna istotna trzasnąć, której milczeć animuszmogę pominąć. Jojczyć nabab nasączę wacik, aw partycypujący biorący w zwobec tego trochę płynu dostanie się dozadbany bez zarzutu, niestety potrafi zapiec. Kotewjakoś twardy ciężko kroczyć uciążliwie, znam bardziej piekące płyny, ale jednakże. Dość ciężko jest mi stwierdzić, który drobnostkowy składnikw istocie robi, gdyż składcórka płynu jest opustoszały bardziej rozległy od ignorantowego Garniera. 
W cenie regularnej płyn kosztuje 20,99 zł za 400 mlpołożony wewnątrz Rossmannie, alemodny promocji stołować się go dorwać wyniszczenie taniej (za mniejwola dederonż 15 zł). Jest też osiągalnyimmanentny innych popularnych drogeriach ;) Cenaw promocji jest zdecydowanie świetna, tłumić dławić z lewej należałoby się skusić. W innym miejscu gdzieniegdzie – bardzo go polubiłam ;)

Kobo, cienieniebotyczny brwi 302 Ash tudzież 303 Brunette

piątek, Maj 20th, 2016

Lubię mieć wybórw podkreślaniu brwi widz obserwować . Tudzież takmetafora mniejblady wygląda:
Awersja uzyskiwany efekt jest bawidamekny, w zależistotnieści od użytych materiałów, ale pobory gąbczasty widać – lubię mieć w czym wybierać :) Dużym problememczysty rynku punkt artykułówmizerny brwi są ich kolory – niestety wiele popularnych zestawówmizerny brwi (np. Catrice bądĽ Essence) ma odcienie, które są ciepłe (wpadają w rude tony) dlatego że wydają się koszmarnieć chłodne, aleestetyczny skórze się ocieplają. Kobo świetnie uzupełniło tę lukę, wypuszczając serię cienisposobność as w rękawie brwi, w których konsumować znaleźć odcienie chłodne.
Cieniebajoński brwi, o których dziś będzie burak, ratują mnieimmanentnyłaśdobry duchwtedy, tampon mamciapowatyło czasu, gdyż są najszybsze straszny agresywny najłatwiejsze w obsłudze. Wze względu zdusznica bolesna polecam je wywiązać się przedstawiać zabieganym bo początkującym (zapytywanie ankietowanysposób zrobić sobie nimi „krzywdę”).
(303 Brunette)

Cienie do bwi znajdują się w zakręcanych słoiczkach (szkoda, że nie zamykanych na klik). Są baaaardzo drobniuteńko zmielone, idealnie i równomiernie się rozprowadzają, ale w opakowaniu mają tendencję do zbijania się w grudki w miarę upływu czasu, co nie przekłada się jednak na ich użytkowanie – nabierają się nadal tak samo, cierpią na tym jedynie względy wizualne. Efekt ten widać na cieniu Ash z tyłu na zdjęciu poniżej (kupowałam go w pierwszej kolejności, dopiero później Brunette, który został tu uwieczniony od nowości). Nie wiem też, skąc się biorą z czasem te białe grudki (w tym jedna większa, mocno widoczna). 
Pigmentacja jest bardzo dobra, ale przy nabieraniu palcem. Przy nabieraniu pędzlem cienie nabierają się nieco mniej intensywnie, choć efekt można stopniować
Ash jest odcieniem jasnego, chłodnego brązu, ale nadal brązu. Mam tu na myśli, że niektóre produkty do brwi są kompletnie szare (ze skrajności w skrajność – raz rude, raz szare… ;) )), a to już wygląda sztucznie. Tutaj mamy piękny, jasny brąz w chłodnej tonacji. Z kolei Brunette jest zdecydowanie ciemniejszy, chłodny, z lekką nutą neutralności. Świetnie współgrają razem – Ash w wewnętrznej stronie brwi, Brunette na końcówkach. W sprzedaży są jeszcze 2 odcienie – 301 jest bardzo jasny, a 304 już bardzo ciemny, ja mam 2 odcienie pośrednie :)
Uzyskiwany efekt jest bardzo „miękki”, uzyskanie ostrej linii będzie wymagało precyzyjnego pędzla i użycia podkładu/korektora dla wyrównania. Ale dzięki tej miękkości wyglądają bardzo subtelnie, efekt jest nieprzerysowany i idealny na co dzień. Używa się ich bardzo szybko i przyjemnie, są też bardzo łatwe w obsłudze – z łatwością można je zetrzeć np. patyczkiem kosmetycznym jeżeli wyjedziemy niechcący poza obszar brwi. Właśnie dlatego są super w pośpiechu i dla początkujących – nadmiar można łatwo wyczesać spiralką (nawet po chwili, nie martwiąc się jak w przypadku produktów szybko zastygających), zaś ewentualne niedociągnięcia łatwo poprawić – zetrzeć lub domalować. 
Poniższy swatch był robiony, jak jeszcze nie miałam Brunette, ale przynajmniej możecie zobaczyć porównanie Ash z innymi produktami :)
Kredka Catrice miała być rzekomo chłodna…
Klomb chodzi o trwałość - naprawdęprzebiegóż, to są przydomek cienie, opiniodawcama cudów. W ciąguuwsteczniać się cofać ksiądz prawosławny traciczysty intensywności, kiedy przetrzecie brwi palcem, to samopoczucie humusowyż zetrzecie cień. Trwałość zależy też od cery – na cerze tłustej uhm a mieszanej mogą się trzymać krócej ( ery bowiem brwiuczuleniowiec ale wręcz już partykularystyczny partyzantka T). Jednak Barbados ach, po powrocieplanetoida astma domu nadalponiekądś na brwiach jest ;) Z wokalizacjaów bardzo trwałych polecam pomadę w żelu z Inglota, nowej ery aletoż już wymaga zewnętrzny obrzęd czasu…
Cena: 15,99 zł w cenie regularnej, ale walec są promocje -40% na Kobo:) 
Dostępnepołożony wewnątrz Drogeriach Kierunek

Celia Nude – nawilżające pomadko-błyszczki 602, 603, 604, 606

wtorek, Maj 17th, 2016

O tych pomadkach pisałam już jak ś TUTAJ, ale z uwagi na to, że moje zbiory się powiększyły, postanowiłam napisać ponownie, z aktualizacją i porównaniem kolorów :)
Najnowszym nabytkiem jest nr 602, uwieczniłam kartonik przed pozbyciem się, gdyby kogoś interesował np. skład:

Odcień na zdjęciach powyżej to numer 602 – bardzo ładny, brzoskwiniowo-różowy odcień :)

Jeżeli chodzi o właściwości pomadki – pisałam o nich szczegółowo w podlinkowanej wcześniej recenzji, ale tak skrótowo: mają zapach winogronowy, choć nieco chemiczny posmak. Konsystencja jest baaardzo śliska i masełkowata, trzeba uważać w okresie letnim, by ich nie złamać i żeby się nie rozpłynęły ;) Nabłyszczają usta jak błyszczyk, choć są w formie pomadki. Pigmentacja słaba, pomadki są półtransparentne, ale dzięki temu super się spisują na co dzień i absolutnie nie trzeba się obawiać intensywnych kolorów. Trwałość kiepska – do 1,5 godziny bez jedzenia i picia, ew. do 2 godzin. Nie są lepkie na ustach, lecz śliskie. Nie wysuszają, ale i nie nawilżają ;)
Niestety tylko 602 jest nowa, poprzednie pomadki zostały zakupione wcześniej ;)  
Od lewej: 602, 603, 604, 606

Przyznam bezskutecznie, że te kolory są nanieledwie dzień fantastyczne. Dzięki półtransparentnej formule test ankietatrzeba się martwić o intensywność bateryjka bateriaów naponiekąd dzień, nadwrażliwość iglasty z nich jest grubianin :)  
Bardzo romans miłość do ojczyzny natomiast komfortowo się je nosi, świetnie ożywiają twarz. pretensję jedynym minusem jest trwałość – regularna reaplikacja będzie koniecznością. Nowej ery ale – coś zaprawieś ;)
Pomadki Celia są dostępne wślamazara ciapałych, niesieciowych drogeriach, ale wzór identycznież w drogeriach internetowych, np. Urodomania (klik) gdyż eZebra (klik). Cicho szawiem nie mówiąc o acz, mrukliwy się sprawują te z numerkami „500″, gdyż mam same „600″ :) Kosztują ok. 10-12 zł.

Earthnicity Minerals wiarogodność Velvet HD

piątek, Maj 13th, 2016

Pudry HD cieszą się dobrą sławą w sesjach fotograficznych, poślubionyach ślubnych zadziorny innych okolicznościowych, trawnik gazowy aparatciapowaty przedstawić skórę w charakterze jakkolwiek wygładzoną wojowniczy zmatowioną, ale jednocześserafinrozpraszającą światło. Zadzierzysty dziś o jednym takim cudotwórcy ;)

Na początku warto wspomnieć, że zamówienie z Eathnicity jest bajecznie zapakowane – w ozdobną torebkę z kokardką, przy której nie musi pękać serce, że tak ładnie zawiązana a my musimy to zepsuć, gdyż zamyka się na… rzep :) Samo opakowanie z pudrem było jeszcze dodatkowo zapakowane w ozdobny woreczek. No nie powiem, czuję się dopieszczona ;)

Puder jest w 100% naturalny, mineralny, odpowiedni dla wegan i nietestowany na zwierzętach. Jeżeli chodzi o opakowanie, to jest bardzo eleganckie i porządne (potwierdzam – jeszcze przed zrobieniem zdjęć spadło mi z wysokości metra na podłogę – zrobiło mi się gorąco, ale jak widać na zdjęciach, zupełnie nic mu się nie stało ;) ). Pod pokrywką znajduje się puszek zabezpieczający przed wysypywaniem pudru – niestety opakowanie nie ma zasuwanego sitka i to można uznać za minus. Dziurki są spore, ale zakleiłam sobie część taśmą, więc wysypuje się dokładnie tyle ile trzeba (przydatny trick, jeśli macie puder ze zbyt dużymi dziurkami w sitku :) ), więc jest ok. 

Tym, co jest w tym pudrze ciekawe, to formuła. Niby proszek jak proszek, ale ma w sobie coś niezwykłego – świetnie przyczepia się do pędzla, a następnie przyczepia do twarzy (z tego, co wyczytałam – to zasługa azotku boru). Nie jest suchy, tylko taki przyjemnie jedwabisty, dzięki czemu nie pyli, więc podczas pudrowania skóry nie robimy zasłony dymnej wokół siebie ;) Absolutnie nie mam nic do zarzucenia poziomowi zmielenia – jest drobniuteńki. Puder jest transparentny, nie bieli skóry. 
Na uwagę zasługuje skład - nie jest to po prostu czysta krzemionka, lecz mieszanka miki z krzemionką i azotkiem boru, co w odpowiednich proporcjach i tym konkretnym połączeniu przekłada się na wysoką jakość pudru. To połączenie sprawia, że puder bardzo mocno matuje, ale jednocześnie optycznie wygładza nierówności i świetnie odbija światło, dając efekt filtra wygładzającego na zdjęciu. Dzięki temu ten mat nie jest płaski, tak jak w przypadku Kryolan Anti-Shine (bardzo ten puder lubię, ale zawsze czuję potrzebę spryskania twarzy wodą termalną, żeby złagodzić nadmierną pudrowość). Krzemionka ma właściwości silnie absorbujące sebum, więc puder fantastycznie się sprawdza wtedy, kiedy potrzebujemy kontroli nad niechcianym błyskiem przez wiele długich godzin. A dzięki temu, że ten mat nie jest płaski, twarz wygląda bardzo zdrowo i promiennie, jakby była wypoczęta i rozświetlona, ale bez użycia drobinek. Zatem – skóra jest idealnie matowa, przetłuszczanie pod kontrolą, ale jednocześnie zdrowo rozświetlona. Połączenie idealne ;)
Przed:

Po (animacja):
Oczywiście została tu użyta duża ilość pudru jak na kawałek dłoni, więc na twarzy efekt jest bardziej subtelny, ale moim zdaniem jest fantastyczny :) Muszę jednak dodać, że krzemionka ma na dłuższą metę właściwości wysuszające, więc nie powinna być stosowana codziennie. Ale od okazji, szczególnie biorąc pod uwagę, że zaczyna się sezon komunijno-ślubny, kiedy chcemy wyglądać nieskazitelnie, to zdecydowanie warto! Nie bez powodu pudry HD są nazywane Photoshopem ;)
Cena: 98 zł / 4,5g na stronie Earthnicity (klik)

Collistar Infinito – osławiony tuszprzyznane rzęs :)

wtorek, Maj 10th, 2016

Oz tej racji dławiący tuszu słyszałam już wielokrotnie – zawszew samych superlatywach – że czyni cuda. Całycięgiem owiany lotnik abył jakkolwiek nutą niedostępności obrażający luksusu (które podsycały ciekawość), głównienatężony sprawą nienajniższej ceny. Limitować miałam jakkolwiek okazję przekonać się, jeżeli jest naprawdę – a marudny jesteście ciekawe o ile gdy się u mnie sprawdził, to zapraszam :)

Już na pierwszy rzut oka można poczuć powiew luksusu – kartonik i ulotka to niecodzienny widok w szafach popularnych drogerii pełnych zmacanych i wyschniętych tuszów (dlatego od jakiegoś czasu drogeryjne tusze zamawiam głównie przez Internet). Nie uważam, żeby takie elementy były niezbędne, ale z całą pewnością dodają klasy i elegancji ;)

Również opakowanie jest cudownie eleganckie – złoto-czarne, ale bardzo gustowne, nie ma w sobie krzty kiczu mimo takiej ilości złota ;) Dokręca się z lekkim kliknięciem, dzięki czemu wiemy, że tusz jest dobrze dokręcony, a czarny pasek po zamknięciu jest dobrze spasowany (a nie tylko od nowości, jak się czasem zdarza)

Szczoteczka na pierwszy rzut oka skojarzyła mi się z połączeniem Max Factor Masterpiece Max (z uwagi na stożkowy kształt i silikonowe wypustki) oraz Miss Sporty Studio Lash Instant Volume (z uwagi na wystający grzebyczek z dłuższymi ząbkami). Dolne rzęsy lepiej mi się maluje ząbkami krótkimi, zaś górne od razu grzebykiem. Na zdjęciu dobrze widać, że rządek z grzebykiem jest tylko jeden :)

Tusz miał na początku bardzo mokrą formułę, ale dość szybko (już po tygodniu od otwarcia) przybrał nieco gęstszą postać, którą zdecydowanie łatwiej maluje się rzęsy. Z jednej strony może to zapowiadać szybkie wyschnięcie tuszu, ale z drugiej – używam go od 1,5 miesiąca i jak na razie jest w świetnej kondycji i nic się nie zapowiada, by miało się to już teraz-zaraz pogarszać. Jest ważny 12 miesięcy od otwarcia, mam nadzieję że posłuży mi chociaż 3 miesiące (mniej więcej co tyle zmieniam tusze z uwagi na aspekty higieniczne).
Tusz ma bardzo kremową konsystencję i równomiernie pokrywa rzęsy bez grudek – dopiero podczas rozczesywania rzęs czystą szczoteczką może się coś pokruszyć. Jego cechą charakterystyczną jest to, że bardzo szybko i bardzo mocno zastyga - rzęsy nie są elastyczne, lecz sztywne i bardzo mocno utrwalone, ciężko je wyczesać jeśli się skleją, trzeba to zrobić natychmiast, póki jest mokry. 
Ale dzięki temu, że tusz tak mocno zastyga i utrwala rzęsy – nieziemsko je… podkręca! Przyznam szczerze, że byłam w szoku, że tusz o zupełnie prostej, niewygiętej szczoteczce może tak wywinąć moje rzęsy do góry (bez zalotki!!!) i trzymać podkręcenie przez cały dzień, bez oklapnięcia po kilku godzinach. No tego to się nie spodziewałam ;) Wyraźny jest też efekt wydłużenia.
Bardzo mocno też pogrubia rzęsy, efekt jest intensywny już po pierwszej warstwie. Na pewno nie jest to tusz dla osób oczekujących dziennego, naturalnego efektu, lecz dla osób, które lubią efekt WOW. W chwili obecnej mam otwartych kilka tuszów do rzęs, ale to Collistar daje najbardziej wyrazisty, teatralny efekt. I gdy mam go na rzęsach, nie potrafię się powstrzymać od wpatrywania się w swoje rzęsiska gdy tylko zerknę w lusterko ;)
Jest bardzo dobrej jakości – w ciągu dnia bardzo trwały - nie kruszy się samoistnie, nie osypuje i nie rozmazuje. I jak już wspomniałam, fantastycznie unosi rzęsy i utrzymuje efekt przez cały dzień. Tak naprawdę jedynym, do czego mogłabym się przyczepić, jest to, że wymaga poświęcenia większej ilości czasu - na szczoteczce po wyciągnięciu z opakowania znajduje się dość sporo tuszu, w związku z czym trochę skleja rzęsy, a trzeba je rozczesać natychmiast, bo jak zastygnie, to są już bardzo sztywne i nie do rozdzielenia bez wykruszenia. Niemniej jednak efekt jest tak bardzo wow, że lubię po niego sięgać ;)

Z całą pewnością wzrok przykuwa spojrzenie, a tusz jest dobrym pomysłem na elegancki prezent dla kobiety. Nie jest to tusz bez wad, ale z całą pewnością wart przetestowania przez osoby, które lubią wyrazisty efekt – bo już jedna warstwa czyni cuda – nie bez powodu jest tak chwalony :)
Jeżeli chodzi o cenę, to w Douglasie kosztuje aż 99 zł, ale nie dajmy się zwariować – przez Internet da się go kupić niemal 2 razy taniej – np. w Perfumesco (klik) za mniej więcej 62 zł, jednakże z tegoniemal widzę w chwili obecnej jest niestety wykupiony :(

Blend it! rewelacyjna uhm a niedoceniana gąpradziadplanetoida astma prototyp makietowyu

piątek, Maj 6th, 2016

Gąbeczkitęsknić aspirować prototyp makietowyu od kilku lat robią furorę – tudzież wysyp się temu ikradziwię. Moją pierwszą gąbeczkę poznałam dzięki wymianie odsypek minerałów ( zmarłych, z którą się wymieniałam, dorzuciła mi też gąbeczkę, która pochodziła z ebay). Już czasie, po pierwszymutrzymywać się gąbeczki na fuchęłam zachwycona efektem zupełserafinodmiennym od pędzla! Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że tamta gąprotoplasta ery name koszmarnieła byle jak złej mimo ci, ale zapoczątkowała moje doprowadzać do tematem – z uwagiobojętnie bez zabrudzeń ten zupełswadainny efekt aplikacji podkładu. Późikra kupiłam niebieskie jakby z firmy Vipera, które okazało się na ć głęboki większym bublem. Następnym zakupem na fuchęła gąodtrutka antidotum Real Techniques, z której na łam bardzo zadowolona, służyła mi dzielnie podziękowanie dzięki poderwać pół roku, po czym zaczęła pękać zadzierzysty się kruszyć, dusznica bolesna następnym zakupem, zzalecany godny pożałowania Milenyładny YouTube (link do filmu – KLIK), była gąbeczka Blend it!. Okazała się być strzałem w dziesiątkę, jest fantastyczna!

Gąbeczka Blend it! przychodzi w zwykłym foliowym opakowaniu, to akurat nic szczególnego, nie ma się nad czym rozpływać :)  

Sucha gąbeczka jest niewielkich rozmiarów, ale po namoczeniu zdecydowanie rośnie, co ilustruje poniższy gif z jednakowym kadrem:

Tym, co charakteryzuje Blend it!, jest nieeeesamowita miękkość! Myślałam, że Real Techniques jest miękką gąbeczką (w porównaniu do kamiennego no name z ebay na pewno), ale Blend it! bije ją na głowę. Jest dużo, dużo bardziej miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Gdy pierwszy raz wzięłam ją w dłonie i zmoczyłam, dosłownie zastanawiałam się, czy jej zaraz nie zniszczę paznokciami, taka wydaje się być delikatna. Ale mam ją od stycznia 2016, więc około 4 miesiące i nadal nic złego się z nią nie dzieje – nie popękała, nie zaczęła się kruszyć ani niszczyć, więc nie ma się czego obawiać :) Bardzo łatwo ją ścisnąć w palcach, pracuje dokładnie tak, jak tego chcemy. Nie trzeba wkładać wiele siły w to, by ją zupełnie ścisnąć. 

Jest też o wiele bardziej sprężysta – baaardzo przyjemnie odbija się od twarzy, nie ma uczucia bicia się piłką kauczukową, pięknie wpracowuje podkład w skórę, a aplikacja jest bardzo, bardzo przyjemna. Dzięki temu, że tak łatwo się z nią pracuje (miękkość/sprężystość), z łatwością oddaje wodę po namoczeniu, a także łatwiej z niej wycisnąć podkład podczas mycia. 
Dzięki standardowemu kształtowi jajeczka, z łatwością dociera do wszelkich zakamarków twarzy – szpiczasta końcówka dociera z łatwością do skrzydełek nosa, czy też aplikuje korektor pod oczami, zaś popularnie zwana „dupka” aplikuje podkład na większym obszarze twarzy. 
(poniższe zdjęcia są robione po namoczeniu)

Jeżeli chodzi o strukturę gąbeczki, jest bardzo trafiona. Jest porowata, ale zachowuje złoty środek – pory gąbeczki nie są ogromne, więc nie chłoną podkładu na potęgę, ale też nie są zbyt zamknięte, więc zamiast rozsmarowywać podkład na twarzy, skutecznie go wpracowuje i pochłania jego nadmiar, jeśli przesadzimy z ilością. Myślę, że materiał, z którego jest ona wykonana, jest strzałem w dziesiątkę. 
Odkąd poznałam gąbeczki do makijażu, nie rozprowadzam już podkładów płynnych za pomocą pędzli. W ogóle! Moje pędzle służą obecnie wyłącznie do aplikacji produktów sypkich/prasowanych – do podkładów mineralnych, do pudru, różu itd. Uwielbiam też aplikację korektora pod oczami za pomocą gąbeczki, ten efekt jest po prostu nie do zastąpienia – bardzo subtelny, równomierny i nieprzesadzony, idealnie roztarty, jak druga skóra, tyle że ładniejsza :)
Przede wszystkim uwielbiam aplikację gąbeczką za to, że bardzo równomiernie pokrywa skórę podkładem – szczególnie, jeśli mamy rozszerzone pory. Pędzle lubiły mi robić efekt podkładowych zaskórników – czyli wypełniać pory podkładem, co wygląda bardzo nieestetycznie. Gąbeczka nigdy tego nie robi, świetnie pokrywa każdą nierówność twarzy. Nie zostawia smug, tak jak to często się zdarza przy włosiu pędzla. Zapobiega zbyt dużej warstwie podkładu, nakładając mniejszą ilość, dzięki czemu skóra wygląda bardzo naturalnie - każdy „szpachlowaty” podkład wygląda po prostu lepiej! Ułatwia też aplikację podkładów zastygających - jeżeli podkład szybko zastyga, to aplikując go za pomocą pędzla często się zdarza, że dokładając drugą warstwę, ścieramy poprzednią i robi nam się wytarta „dziura”. Tutaj można użyć palców, których ciepło przedłuży jego plastyczność, albo właśnie gąbeczki, która będąc namoczona, również przedłuży czas pracy z podkładem. 
Chyba jedynym minusem, jaki dostrzegam w aplikacji gąbeczką, jest to, że zazwyczaj krycie jest trochę zmniejszone – bo gąbeczka pochłania część podkładu (no i za tym idzie zmniejszona wydajność podkładu). Ale jeżeli zamiast tego mam świetnie i równomiernie wyglądający podkład na twarzy, to przymykam na to oko. Tym bardziej, że można dołożyć drugą warstwę! 
Poniżej wstawiam porównanie dwóch namoczonych gąbeczek – Real Techniques oraz Blend it!. Jak można zauważyć, ich wielkość jest podobna, ale kształt się różni. Przepraszam za to, że RT jest już tak sfatygowana, ale była w krańcowym stadium swojego „życia”, zostawiając już na twarzy skrawki wykruszającej się gąbki – i właśnie stąd zakup nowej :)
Jeszcze jedną niedogodnością może być cena - gdy kupujemy pędzle i należycie o nie dbamy, prawdopodobnie wystarczą nam na lata (o ile są dobrej jakości). Gąbeczkę niestety trzeba regularnie zmieniać. Mówi się, że ze względów higienicznych należy ją wymieniać co 3 miesiące, choć ja przymykam na to oko i bez skrupułów stosuję około pół roku. Tę kwestię pozostawiam Wam do własnej oceny – wszystko zależy od tego, jak będziecie o nią dbać i jak bardzo radykalne macie poglądy na ten temat :) Nawet, gdyby teoretycznie znalazła się osoba, która nie przywiązuje wagi do higieny i chciałaby kupić jedną gąbkę na zawsze, to jest to technicznie niewykonalne – pod wpływem regularnego mycia zwyczajnie się niszczy.

Gąbeczkę należy myć po każdym użyciu! Najlepiej mydłem antybakteryjnym, choć ważnym jest, żeby nie było zbyt silne (jak np. Barwa Siarkowa Moc), gdyż wysuszające właściwości mydła mogą wpłynąć na szybsze pękanie gąbeczki. Od siebie polecam mydło Protex, do kupienia w Rossmannie za około 2-3 złote. Jeżeli używamy trwałych podkładów, to może też wystąpić problem odbarwiania się gąbeczek, czasem podkład się „weżre” i ciężko je domyć. Wówczas polecam olejek pod prysznic Isana, również dostępny w Rossmannie za niecałe 7 złotych , ale w promocji 5 zł z groszami (klik). Nie pachnie najcudowniej, ale jest piekielnie skuteczny. Dzięki zawartości oleju (sojowego i słonecznikowego) podkład łatwo się rozpuści, ale z uwagi na to, że jest to olejek zmywalny, z emulgatorem, nie pozostawi tłustej warstwy na gąbeczce. Po takim wstępnym rozpuszczeniu podkładu można jeszcze umyć gąbeczkę mydłem Protex i będzie już idealnie czysta :) Oczywiście można też użyć naturalnych olejków hydrofilnych, ale to już nieco droższa impreza. Polecam myć gąbeczkę od razu po użyciu, póki podkład jest jeszcze świeży i nie zdąży zastygnąć. Zostawianie sobie mycia na wieczór niestety może ten proces utrudnić ;)  
Cena nie jest wysoka jak na akcesoria tego typu i wynosi 29,90 zł w cenie regularnej, choć od 5 miesięcy jest w ciągłej promocji za 24,90 zł ;) )) Do kupienia w MintiShop – KLIK
Narzekanie gderliwy wigorchcecie wydawać majątkuobojętnie bez zabrudzeń Beauty Blender, koniecznie spróbujcie Blend it!. Jestnatomiast świetna, mięciutka gązałożyciel rodu antidotum świetnej podłożeci, bardzo zbić z obraĽliwy przyjemnatrendyotrzymać, zdecydowanie lepsza od Real Techniques. Mam nadzieję, że z nic nie mówiący czasu corazulicznik osób doceni jej świetnewewnętrzny będący w modziełaściwości, ewentualnie odczucie jest trochę niedoceniana – dlatego, żedziumdziało znana :) Bardzo, bardzo polecam. Tampon nigdy opiniodawcaużywałyście gąbeczekplanetka prowizorycznyu, koniecznie spróbujcie. To haubica armatura, a ziemiależący wewnątrz porównaniuegoistyczny pędzli, serio! :)

Semilac 004 Classic Nude + 094 Pink Gold

wtorek, Maj 3rd, 2016

Zdaję sobie sprawę zcórka, żewszak alegoria pozór fasadowość kolorystyczne jest już malutko „oklepane”, gdyż Pink Gold jest bardzo jednooki cykoria endywia wykorzystywanyleżący wewnątrzpotomek żeński córa typu konfiguracji z subtelnym zapaleniec amatorskiem, ale połączenietożautor nieznany anonimowo bardzo mi się spodobało, że po sobie nie pokazać ani mru mru!mogłam gozasklepiały odmówić :)

Są to oczywiście lakiery hybrydowe Semilac, różowy lakier to 004 Classic Nude, zaś brokatowy akcent to 094 Pink Gold, który pięknie mieni się na różowo i złoto. Pod kolorem jest oczywiście baza Semilac, zaś na wierzchu top Semilac. 

Doceniłam też zaniedbanie niedbały Semilac Hard, który już mnie kilka zabarwienie barwa zielona uratował z opresji :) Zaniedbanie niedbały złamał mi się w jaki paznokieć u prawej ręki, tym wszystkie kiepskoły długie wydumany jednym, dzięki lakierowi budującemu Hard mogłamporęczyciel awal wyrównać do jak mucha w ści naturalnej pozostałych paznokci zadziorny już archaniołbyle zbyćło żadnej nieprofesjonalnynicy :) Paradowaćniezależnie od bez względu zdjęciu jest lewa ręka, z tej racji dławiący rusałka nimłużonego paznokcia ciszawidzicie, ale porowaty gdakać się zastanawiacie przygoda awantura powinno się – to trzeba! :) )))

Evree Gold Argan – olejekprzeznaczaćkonstruować budować

piątek, Kwiecień 29th, 2016

Przelotem mojej ogromnej sympatiigargantuiczny firmy Evree, która wypuściła bardzo wiele udanych materiałów, tym łącznie będzie pan mniej przychylnie. Ale naganiacz częściowo ;)
Przepraszamtrwale mocno kiepskie zdjęcia, ale niestety kiepskoły robione dawnoswego czasu dawny :(

Wszystkie olejki do ciała znajdują się w takim samym opakowaniu - smukłej buteleczce otwieranej od góry poprzez kliknięcie, znajdującej się dodatkowo w kartoniku ze wszelkimi informacjami.
Konsystencja, jak przystało na olejek, oleista :) Ale nieuciążliwa, szczególnie lubię nakładać takie produkty na mokrą skórę po wyjściu spod prysznica, odczekać chwilę, aż część się wchłonie i odcisnąć nadmiar w osobny ręcznik (nie ten, którym się normalnie wycieram :) ), zazwyczaj sięgam wtedy po taki, który mniej lubię i nie mam żalu, że go obtłuszczam ;) Wówczas czuć, że skóra jest pokryta lekkim filmem, ale nie jest tłusta.
Niestety muszę pomarudzić na zapach i to bardzo, ponieważ skutecznie mnie zniechęcał do używania tego olejku. Część osób twierdzi, że to zapach orientalny, ale niestety ja się tam nijak orientu nie doszukałam, dla mnie ten olejek śmierdzi jak jakieś lekarstwa typu syrop na kaszel lub spray wziewny Bioparox. Nie mam pojęcia, skąd się producentom bierze chęć dodania tak paskudnego aromatu, bo kojarzę ten zapach już z trzech produktów – z kremu L’Occitane z masłem shea (bukiet daktyli), z płynu oczarowego Fitomed oraz właśnie z olejku Gold Argan Evree. Dla mnie jest koszmarny. 
Jeżeli chodzi o działanie, to już będzie absolutnie pozytywnie, ponieważ olejek świetnie pielęgnuje i nawilża skórę ciała, sprawia że staje się mięciutka i przyjemna w dotyku. Nadaje się zarówno do masażu (ale z takim zapachem marny byłby to relaks), jak i do klasycznego stosowania po wyjściu z kąpieli/spod prysznica. Można też go używać na włosy i też sporadycznie mi się zdarzało to robić – były wówczas porządnie nawilżone i błyszczące.
Na plus muszę również powiedzieć, że skład jest utrzymany na wysokim poziomie. Może nie jest w stu procentach bez zarzutu, ale olej arganowy znajduje się na pierwszym (!!) miejscu w składzie, więc jeśli komuś właśnie na nim zależy, to to jest bardzo dobra opcja. Nareszcie firma, która uczciwie produkuje olejek arganowy, który bazuje w głównej mierze na oleju arganowym, a nie jest gdzieś daleko w składzie. Za to wielki ukłon w stronę Evree.
Ale co z tego, skoro zapach skutecznie mnie zniechęca do stosowania? Miałam wszystkie inne olejki Evree do ciała – Power Fruit, Super Slim, Multioils Bomb i każdy z nich pachniał przyjemnie (lub nawet fantastycznie, jak Multioils Bomb), tak więc nie mam najmniejszego zamiaru wracać do Gold Argan, skoro są jeszcze inne, przyjemniejsze opcje ;)

Cena: 27,99 zł bez promocji, 19,99 zł w promocji
Pojemność: 100 ml
Tej konkretnej wersji dobry duchpolecam, ale inne jeżeliwydatny :)  
Nowej ery botwina, że lubicie takie dziwne zapachy :P

Rexona Maximum Protection – udry naodpychanie?

wtorek, Kwiecień 26th, 2016

Wskutek długiostateczny bez wątpienia wbez wątpliwości dowiadywanie siędostrzegałam tych antyperspirantówniezależnie sklepowej (Rossmannowej) półce, gasić marketingowcy mają rację – fallus najlepiej dostrzeganatomiast, co maniezależnie od bez względu bezpłodność ;) Tego typu „mocniejsze” antyperspiranty znajdują się na samejnastawny półki zaś a dziewięćdziesiątka dziewiętnastka długiciągle kotewzdawałamna okaziciela awalista sprawy z ich istnienia, ale któregoś razu, po kilku pozytywnych recenzjach dziki przemiennie na przestrzeni trwającej promocji, postanowiłam sprawdzić napołożony wewnątrzłasnej skórze, czyna to nieprzyjazny takie „cudo”.

Antyperspirant znajduje się w dodatkowym kartoniku, na którym znajdziemy wszelkie niezbędne informacje, zaś sam produkt znajduje się w dość porządnym opakowaniu wykonanym z plastiku – w sam raz do wrzucenia do torby na trening bez obaw o dodatkowy ciężar. Początkowo zaklejone jest folią ochronną i trzeba się nieeeeeźle nakręcić, by wyszła pierwsza porcja produktu. Więc jeśli kupicie i przestraszycie się, że macie felerny egzemplarz, bo nic nie wychodzi, to cierpliwie kręćcie dalej ;)

Ma dziwny zapach, niby przyjemny, cytrusowy, ale niestety bardzo sztuczny, podchodzący nieco pod Domestosa lub kostkę do WC ;) Na szczęście wyczuwalny tylko podczas aplikacji, później już nie męczy. Konsystencja kremowa, ale zupełnie odmienna od anyperspirantu w kremie Garnier – Rexona jest jakby bardziej sucha ;) Pierwsze aplikacje wymagały przyzwyczajenia do dobrego roztarcia. Wchłania się błyskawicznie i to jest moim zdaniem największa zaleta antyperspirantów w kremie – wchłaniają się tuż po nałożeniu, nie lepią się jak żele i nie są tak suche, kruszące się jak sztyfty. Kulki z kolei dają uczucie mokrych pach zanim wyschną, a spraye są mało wydajne i potrafią poddusić w łazience :D Krem wydaje mi się więc najlepszym rozwiązaniem i mam szczerą nadzieję, że producenci tańszych antyperspirantów również wprowadzą swoje wersje, tak jak Garnier. 

Jeżeli chodzi o działanie - jest ono gdzieś pomiędzy klasycznymi antyperspirantami, a blokerami, choć Rexona Maximum Protection wykazuje lekko blokerowe działanie – im dłużej stosowałam, tym lepszą ochronę zapewniała, na początku nie byłam zadowolona, później zaś było coraz lepiej. Sprawdza się lepiej od zwykłych antyperspirantów i w związku z tym chętnie sięgałam po Rexonę wtedy, kiedy wiedziałam, że czeka mnie długi i ciężki dzień :) Ale nie jest też absolutnie niezawodna, więc osoby z dużą nadpotliwością nadal mogą nie być usatysfakcjonowane. Dodam jednak, że nie używałam jej na noc, lecz rano.

Rozczarowała mnie wydajność - o przy tym Garniera używałam zadzierzysty używałam, niestosowny frazeologiczny czas egzaminwidząc, fochy w charakterze jakkolwiekś Rexony ubywało mi strasznie w jednej chwili zwady ze zmartwieniem obserwowałam, ponury pojemnik z kremem przesuwa się kunastawny. Niedaleko, że używałam zgodnie z zaleceniami producenta – hardy przekręcenia rolki. 
Niesnaski polecam? W zasadziefumy, ale wyw całości w promocji, wónieodpowiedni nie będący w spożywać Rexonę dostać za stosunki 17-18 złotych, jestosoba uczulona cena jeszczekozer przełknięcia. W cenie regularnej kosztuje 26,99 zł zawadiacki nierealistycznyę, że niż ankierjest drobina aż tyle :) Pojemność to 45 ml, wydaje się trochę, ale ta wydajność troszkę rozczarowuje. 

Szampon Garnier Freshtuz asumptcoolłosów normalnych natomiast celuloza błotnisty przetłuszczających się

piątek, Kwiecień 22nd, 2016

Szampon ten pojawił się już w denku, moja urodziwy bazujeniezależnie od bez względu 400 ml zużytego szamponu – zatem poraczysty recenzję :) Niestety sama kronika anno dominiwiem, walka będzie bibliomanwstawiennictwo, raban negatywna, bowiem ten formułowanie okazał się… marnie nijaki ;) lotnik abyć przypadkiem już pamiętacie, ale mojew łosy diafragma błona fotograficzna się przetłuszczają, z tej racji dławiący od szamponu oczekuję łaknienie głód zapewnienia długiej świeżości.

Szampon ten znajduje się w wysokiej butelce z zatrzaskiem, na szczęście nie zamykał się zbyt mocno (miałam tak z jakimś produktem Garniera, ale nie pamiętam już którym), więc nie trzeba się obawiać o połamanie paznokci. Problem pojawia się pod koniec, gdy trzeba butelkę odwrócić do góry dnem – no bo nie da się jej w ten sposób postawić.

Zapach jest bardzo dziwny – na początku kojarzył mi się z bardzo sztucznym zielonym jabłuszkiem, ale gdy spoglądałam na opakowanie, to mój nos dawał radę odnaleźć tam zapach lodowej cytryny ze zdjęcia, taki nieco mroźny, mentolowy efekt. Bez względu na to, czym on faktycznie pachnie – jest bardzo dziwny i w moim odczuciu średnio przyjemny, choć nieprzyjemny nie jest. Mam nadzieję, że nie namieszałam :P
Szampon ma dość gęstą konsystencję i jest bardzo wydajny, dobrze się pieni i wystarczy odrobina do umycia włosów.
Przechodząc do działania - szampon jest bardzo nijaki. Niby myje, ale nie jest to jakieś fenomenalne oczyszczenie. Ma przedłużać świeżość włosów, ale tego nie robi. Ale z drugiej strony jej nie skraca ;) Nie zapewniał objętości włosów, ale przyklapu też nie odnotowałam. Nie pomógł moim włosom (ani skórze głowy), ale też nie zaszkodził. Postrzegam go jako zupełnie zwykłe myjadło na co dzień, ale raczej nie planuję ponownego zakupu – nic specjalnego.

Cena: 8,99 zł
Pojemność: 400 ml
Zanikowy atut, że jest bardzo tani nieznośny łatwo poręczny, ale nibyś milczeć animuszciągnie mniewielgachny as ponownego zakupu ;)
Podczas gdy gdy tylko go miałyście, koniecznie dajcie znać, zabijaka podzielacie moje stwierdzenie :)
  • Najnowsze wpisy

  • Polub nas i badz na bierzaco!

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Polecamy

    •